Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘theatre’

Młodziutka Maria Theresa Olivia Cornwallis-West, zwana „Daisy” czyli „Stokrotką”, od grudnia 1891 r. żona księcia Hansa Heinricha XV von Pless, przybyła za mężem do Niemiec w 1892 r. zupełnie nieświadoma co czeka ją w przybranej ojczyźnie. Nie przywiozła ze sobą wiele własnego dobytku, bo rodziców nie stać było na porządną wyprawę, ale gotowa była ofiarować nowej rodzinie swoje inne atuty: pierwszorzędne koligacje, wielką urodę i dobre wychowanie. O tym ostatnim była szczerze przekonana, że było takie jak trzeba, bo przecież nikt w Anglii ją za nie nie krytykował, a w swoim zachowaniu nigdy nie zapominała o dobrze otaczających ją ludzi. W Niemczech, a dokładnie w Prusach, dowiedziała się, że ma być inaczej. Jej spontaniczność, humor i nawyk bezpośredniego kontaktowania się z innymi wzbudzały u przedstawicieli pruskiej arystokracji zgrozę i gorzkie komentarze. Jej mąż, który w Londynie był „normalny”, w Prusach zabronił jej „nieksiążęcych” gestów i żądał bezwzględnego przestrzegania etykiety. Jednym z najdziwniejszych dla niej punktów nowego regulaminu był zakaz występów publicznych, czegoś, co z aprobatą rodziców robiła od dzieciństwa.

Młodziutka Daisy śpiewa i gra na gitarze w 1890 r.

Daisy odziedziczyła po matce, Mary Cornwallis-West znanej powszechnie jako Patsy, przepiękny głos i miłość do śpiewania. Od małego oglądała mamę na scenie w przedstawieniach i na koncertach, które ta, jako Pani na Ruthin i Newlands, organizowała by zebrać fundusze na lokalne instytucje społeczne i dobroczynne. Wsłuchiwała się w jej dramatyczne interpretacje pieśni irlandzkich i amerykańskich ballad. Podziwiała jej zdolność inicjowania interakcji z publicznością, którą wciągała we wspólne śpiewanie refrenu lub którą rozbawiała do łez doborem humorystycznych zwrotek. Z biegiem czasu, wraz z młodszą siostrzyczką Shelagh , poszły w ślady matki i rzadko kiedy odmawiały uczestnictwa w występach charytatywnych w północnej Walii, skąd pochodziły, lub w Hampshire, gdzie często przebywały. Później, kiedy małżeństwa dały im status księżnych , akceptowane przez nich zaproszenia nabrały wielkiej wagi, co przekładało się zazwyczaj na większy dochód dla sponsorowanych przez nie instytucji.
Talent muzyczny Daisy był na tyle obiecujący, że rodzice postanowili rozwinąć go prywatnymi lekcjami u renomowanych nauczycieli śpiewu. W swojej rezydencji w Newlands urządzili dla niej pokój muzyczny, który wyposażyli w najlepszy na rynku fortepian Bechsteina.

Sir Paolo Tosti (1846-1916), pierwszy nauczyciel śpiewu księżnej Daisy

Jej pierwszym nauczycielem był sir Paolo Tosti , włoski kompozytor muzyki salonowej, który osiadł w Londynie i został później mistrzem śpiewu na dworze królewskim. Następny, Luigi Vannuccini , zachwycił się jej mezzosopranem do tego stopnia, że zaoferował jej dalszą naukę za darmo pod warunkiem, że zdecyduje się na karierę śpiewaczą. Nie był jedynym, który wierzył, że w tej profesji osiągnęłaby wielki sukces. W 1902 r., kiedy księżna odśpiewała dwa utwory podczas koncertu na rzecz londyńskiego oddziału Stowarzyszenia Walijskiego Przemysłu (The Welsh Industries Association), prasa nie mogła się powstrzymać od żalu, że nie błyszczy na zawodowej scenie, oświadczając: „Oprócz przystojnej prezencji, wspaniałych manier i obfitości osobistego czaru, księżna von Pless posiada niezwykle piękny głos i dwie pieśni, „Good-bye” Tostiego i „A Barque at Mid-night” Franka Lamberta, wykonała z wielką ekspresją i siłą. Gdyby nie była księżną, księżna von Pless z łatwością mogłaby zostać prima donną”.
Zachwyty nie przewróciły jej w głowie. Jako dorosła osoba i matka, najpierw jednego, potem dwóch i wreszcie trzech synków, nie przestała dbać o i trenować swój głos. Wiosną 1904 r. spędziła kilka tygodni w Paryżu, studiując śpiew u Jana Reszki , słynnego polskiego tenora mieszkającego we Francji. W 1906 r., przebywając dłuższy czas we Wiedniu z powodu wypadku męża, planowała kolejne lekcje śpiewu. Niestety, przeszkodziło jej w tym chore gardło.
Każda choroba gardła przyprawiała ją o tak wielkie zmartwienie, że odnotowywała ją na kartach swojego pamiętnika. W 1910 r. leczyła je inhalacjami u słynnego berlińskiego lekarza. Ich efekt tak ją zachwycił, że swojego dobroczyńcę zarekomendowała cierpiącemu na astmę królowi angielskiemu, Edwardowi VII.
Niezwykle poważnie traktowała również swój repertuar, ciągle szukając nowych utworów, których muzyka lub słowa przemawiałyby do jej duszy. Kiedy takie znalazła i je wypróbowała, z uniesieniem kopiowała ich libretta w swoim dzienniku, jak to miało na przykład miejsce w 1910 r. z francuską piosenką Georgesa Hue „J’ai pleuré en rêvé” („Całą noc płakałam”), którą uznała za „pełną życia i nadziei”. Jeśli nic z gotowego materiału jej nie odpowiadało, zamawiała nowe utwory specjalnie dla siebie. Tak było z trwającą ponad godzinę fantazją muzyczną „Lotus”, którą w 1906 r. opracowali dla niej Harold Simpson i Charles Braun na podstawie wskazanej przez nią birmańskiej pieśni miłosnej. Jej premiera odbyła się podczas dorocznej, styczniowej gościny angielskiej pary królewskiej w Chatsworth, rezydencji księcia i księżnej Devonshire. Księstwo von Pless miało zaszczyt uczestniczyć w tych gościnach od 1902 r. i Daisy od początku włączyła się aktywnie w urządzane tam wtedy amatorskie przedstawienia teatralne. Ich wysoki poziom artystyczny był szeroko komentowany przez ówczesną prasę i sława księżnej von Pless jako aktorki i wokalistki rozeszła się po całym Imperium Brytyjskim. Od tej pory „popyt” na śpiew księżnej przerósł jej możliwości i choć przebywała w Anglii często, nie była w stanie przyjąć wszystkich zaproszeń od swoich arystokratycznych przyjaciółek, oczekujących jej obecności na patronowanych przez nie wydarzeniach charytatywnych. Królowa Aleksandra stała się jednym z jej największych fanów, co zobowiązywało Daisy do specjalnych dla niej występów nawet w ciągu prywatnych wizyt w Windsorze i Sandringham lub podczas okazjonalnych przyjęć na jachcie Brytania podczas regat żeglarskich w Cowes. By je dla niej ułatwić, królowa z chęcią sama przekładała dla niej kartki z nutami!
Pomimo natłoku zamówień, Daisy nigdy nie odmówiła przysługi członkom bliższej i dalszej rodziny, nawet jeśli powód ich próśb był trywialny w porównaniu z prestiżowymi zamówieniami od brytyjskiej socjety. W lipcu 1906 r. przybyła specjalnie do Colchesteru, by zaśpiewać trzy pieśni („Élégie” Julesa Massenet, “I hid my Love” Guya d’Hardelot i “Good-bye” Francesca Paolo Tostiego) dla wsparcia 16 pułku lansjerów, w którym Guy Wynfham, mąż jej cioci Minnie, służył w randze kapitana. W 1913 r. dotarła do swojego szwagra, hrabiego Fritza von Hocherg, osiadłego wtedy w Great Bowden w hrabstwie Leicestershire, by swoim występem w tej malutkiej miejscowości wesprzeć zbiórkę pieniędzy na lokalną świetlicę.
1907 był ostatnim rokiem po-Bożo Narodzeniowych (tzw Twelfth Night) przyjęć w Chatsworth, które skończyły się z chorobą i śmiercią 8. księcia Devonshire w 1908 r. Daisy uznała go za najlepszy w swojej aktorskiej karierze: „Dla większego efektu, wyszłam na scenę jako ostatnia i zaśpiewałam trzy pieśni (jej występ był zatytuowany „A Contrast in Three Songs”). Pierwsza (Yum-Yum’a, „The Moon and I” czyli „Księżyc i Ja”) była z opery „Mikado”. (…) Druga była pieśnią czarnych niewolników (o tytule „What’s the Matter with the Moon Tonight”, czyli „Co stało się z księżycem dzisiejszej nocy”), którą wykonałam ubrana w ubogą suknię i obszerny blado-niebieski kapelusz filcowy, kończąc ją krótkim tańcem z czerwonym płóciennym parasolem. Na koniec odśpiewałam francuską piosenkę Bemberga „Il Neige” („Śnieg”) w nowym, ładnym ubranku saneczkowym z Książa, białej czapeczce ozdobionej kiścią ostrokrzewu, białej mufce udekorowanej jemiołą i w wysokich czerwonych butach. Otaczały mnie jodły pokryte watą, a (z góry) spadały malutkie płatki białego papieru, kreując śliczny efekt śniegu”. Warto dodać, że za kostiumy do tego występu księżna zapłaciła z własnej kieszeni, co dodatkowo wskazuje jak wielką wagę przywiązywała do prezentacji na scenie.

Księżna Daisy w trzech odsłonach piosenek wykonanych podczas pobytu z parą królewską w Chatsworth w 1907 r.

Hans był niejednokrotnie świadkiem występów żony w Anglii. Jego postawa trąciła jednak hipokryzją. Z powodów znanych tylko sobie, nie przeszkadzało mu, że Daisy zachowywała się tam dokładnie tak, jak zabraniał zachowywać się jej w Niemczech. Osobiście uwielbiał jej głos i często prosił, by w domowym zaciszu śpiewała tylko dla niego. Czasami wtórował jej gwizdaniem. Był też niesłychanie dumny, kiedy jej głosem zachwycali się jego goście, zwłaszcza cesarz niemiecki Wilhelm II. W ukłonie dla cesarza, księżna von Pless uczyła się nowych piosenek na każdy jego przyjazd do Pszczyny.
Co więcej, zawsze gotowa do śpiewania, Daisy ratowała często sytuację, gdy jakiś punkt programu dla gości nie wypalił. Tak było na przykład podczas wizyty cesarzewicza Wilhelma i jego żony Cecylii w Książu w styczniu 1910 r. kiedy nie mogły się odbyć zaplanowane tańce z powodu żałoby po nagłej śmierci dziadka Cecylii.
W gronie intymnych przyjaciół pozwalała sobie czasami zarzucić muzykę salonową na rzecz rozrywkowych piosenek dawnych niewolników amerykańskich, których wykonanie łączyła z zabawnymi krokami tańców „skirt-dances” i „cake-walks” . Nieobce jej było również filuterne kokietowanie słuchaczy, jak to zrobiła w kwietniu 1910 r. na przyjęciu u Henri Bernsteina, wczuwając się w rozluźnioną atmosferę wieczoru francuskiej bohemy na Lazurowym Wybrzeżu. Zaintonowała wtedy spontanicznie kabaretowy numer „Vous étes si jolie” (muzyka Paul Julien Delmet, słowa Léon Suès). Dla domagających się więcej gości zaśpiewała jeszcze dwie inne francuskie piosenki i jedną balladę murzyńską. Wdzięczny gospodarz podziękował jej potem słowami: „Patrzeć na Panią jest przyjemnością i ucztą dla zmysłów, lecz sama wspaniałość nie wystarcza Pani i przeto obnażasz Pani przed innymi tyle perfekcji boskości i „czaru”, że nikt nie ośmieliłby się marzyć, że piękno mogłoby być pełniejsze. A przy tym, Pani śpiew przyśpiesza bicie i tak już rozdygotanego do granic serca …”.
To jej wczuwanie się w nastroje innych ludzie i wybór wymownej w danej sytuacji pieśni było dla księżnej, osoby niezwykle uczuciowej, czymś zupełnie normalnym. W czerwcu 1898 r. odwiedziła wraz z mężem swoją rodaczkę, cesarzową Fryderykową. Widząc ją raz siedzącą samotnie na balkonie, otworzyła pianino i zaśpiewała „Home sweet Home”, przeczuwając, że cesarzowa myślała wtedy o Anglii. Instynkt jej nie zawiódł, a ujęta gestem cesarzowa stała się jej dozgonną bratnią duszą. Czasem po prostu pogoda narzucała wybór repertuaru. Pewnego deszczowego popołudnia w październiku 1905 r., księżna dała impromptu recital damom zgromadzonym w buduarze jej przyjaciółki, Fanny Sternberg. Śpiewała ponad godzinę, czując sympatię słuchaczek, z których dwie prawie się popłakały. Czy zbliżyły się wtedy do jej duszy? Sama Daisy byłaby daleka od takiej konkluzji, bo jak kiedyś stwierdziła: „Gdy jestem na scenie, zatracam się w śpiewie, stając się całkowicie sobą. Nikt nie jest w stanie domyślić się, co słowa i muzyka naprawdę dla mnie znaczą”.
Po latach sporów z Hansem, determinacja Daisy zwyciężyła i mąż wreszcie pozwolił jej w lipcu 1907 r. na lokalny koncert w Szczawnie Zdroju w celu zebrania funduszów na otwartą przez nią w czerwcu 1906 szkołę dla kalekich dzieci w Wałbrzychu. Towarzyszyli jej zawodowcy: baryton Schimmel, panna Steigermann z Lipska, panna Suttes oraz amator, hrabia Limburg-Puckler. Księżna wykonała dwa utwory niemieckie: „Still wie die Nacht” Carla Bohma i „Verborgenheit” Huga Wolfa. Dochód ze sprzedaży biletów wyniósł 1 900 marek. Niedługo potem, księżna nawiązała kontakt z kompanią gramofonową w sprawie nagrania płyty. Jak się zwierzyła na kartach swojego pamiętnika: „Zamierzają dać mi jednego szylinga za każdą sprzedaną płytę. (…) Czyż nie będzie cudowne, że co roku przyniesie to małą sumę dla szkoły?”. Zaplanowane na grudzień 1907 r. nagranie nie doszło jednak do skutku, bo niedawny pobyt w mglistym Londynie odbił się źle na jej głosie. Przełożone, nigdy się nie zmaterializowało. Wielka szkoda.
Do następnego występu publicznego Daisy doszło w Berlinie 13 lutego 1909 r. Serce jej krwawiło z powodu choroby malutkiego siostrzeńca Edwarda. Z myślami przy nim, zaśpiewała „When the Birds go North again” („Kiedy ptaki odlatują znowu na północ”) , bo była to pieśń o nadziei, którą potraktowała jako swoją modlitwę o jego zdrowie. Według św. Augustyna „kto śpiewa, dwa razy się modli”. Niestety mały Edward już wtedy nie żył, o czym Hans powiadomiony został tuż przed koncertem, ale wstrzymał się z przekazaniem żonie wiadomości do czasu jego zakończenia.

Daisy na scenie z bratem Georgem w 1912 r.

Pomimo licznych występów w Anglii, nikt z niemieckiej socjety, poza paroma bliskimi przyjaciółmi, nie wiedział o talencie muzycznym księżnej. Tym zaskoczonym i proszącym o wyjaśnienie, Daisy odpowiedziała: „Nie mogliście mnie usłyszeć wcześniej, bo jest to pierwszy raz kiedy zaśpiewałam w Berlinie. Do tej pory mówiono mi, że niemieckim damom i księżniczkom nie wypada śpiewać publicznie i mój mąż mi tego zakazywał”. Berliński koncert przyniósł 5 200 marek dochodu na cele charytatywne.
Księżna von Pless bardzo ciężko przeżyła połóg swojego trzeciego synka Bolko, który przyszedł na świat 23 września 1910 r. Bliska śmierci, dochodziła potem do siebie przez prawie dwa lata. Siłą rzeczy śpiew i publiczne występy poszły na drugi plan. Ale gdy zaczęła wracać do Anglii, wpojona w nią od dzieciństwa powinność „noblesse oblige”, połączona z nostalgią za sceną, zaowocowały kolejnym uczestnictwem w charytatywnych przedstawieniach. Zapewne największym z nich był wspólny z siostrą występ w Bournemouth i Lymington na rzecz szpitala dla kalekich dzieci. Shelagh zagrała główną rolę w jednoaktówce „Pistolety dla dwóch” („Pistols for Two”), a Daisy wyrecytowała swój monolog „The Eternal Feminine” oraz odśpiewała w duecie z Denisem Drew balladę murzyńskich niewolników z własnym akompaniamentem na gitarze. Publiczny występ dwóch księżnych naraz był tak wielką sensacją, że dziennik „Daily Mirror poświęcił mu całą frontową stronę wydania z 16 stycznia 1914 r.

Księżna Daisy w duecie z Denisem Drew na przedstawieniu w Bournemouth w 1914 r.

W przeddzień wybuchu pierwszej wojny światowej, księżna von Pless wróciła, jak się potem okazało ku swojemu nieszczęściu, do męża i synów w Niemczech. Prawie natychmiast zaangażowała się w pracę pielęgniarki w berlińskim szpitalu Tempelhof 2. Według referencji danych jej później przez przełożonego, profesora von Kuestera, Daisy „z zadowoleniem i oddaniem opiekowała się rannymi, pocieszając ich i uspokajając swoim serdecznym podejściem. Niestrudzenie podejmowała wysiłki, aby ich rozweselić i pokrzepić, a tym samym ulżyć ich cierpieniom”. Jednym ze sposobów na to było organizowanie dla nich spontanicznych wieczorków muzycznych, podczas których, otoczywszy księżną grającą na fortepianie, aktywnie włączali się w śpiewanie.

Wojenna pielęgniarka Daisy gra na pianinie i śpiewa ze swoimi pacjentami w 1915 r.

W późniejszych latach wojny, księżna pracowała w pociągach sanitarnych. W przerwach pomiędzy angażami, wpadała na Dolny Śląsk by przeprowadzać inspekcje szpitali i domu dla rekonwalescentów na terenie posiadłości von Plessów. W październiku 1915 r. przybyła w tym celu do Szczawna i przy okazji wzięła udział w koncercie dobroczynnym w pobliskich Świebodzicach. Odśpiewała na nim dwie pieśni: „Gebet während der Schlacht „ (słowa Karl Theodor Körner, muzyka Franz Schubert) i „Ave Maria” (muzyka J.S. Bach/Charles Gounod) . Był to jej ostatni występ publiczny.
Fala nieszczęść, jakie spadły na nią po zakończeniu wojny, załamałyby niejednego człowieka. Rozpadło się jej małżeństwo z Hansem, znikł dotychczasowy dobrobyt i bezpieczeństwo finansowe. Wykończony trudami wojny, organizm księżnej zaczął odmawiać posłuszeństwa. Nawiedzająca ją poprzednio tajemnicza choroba (prawdopodobnie stwardnienie rozsiane) atakowała go z różnych stron, paraliżując najpierw nogi, a potem gardło. Jej mowa została porażona i śpiewanie musiało pójść w zapomnienie. Teraz Daisy modliła się tylko w duchu…

Reklamy

Read Full Post »

Nabrzmiewający, od śmierci ich synka Edwarda w 1909 r., konflikt między Bendorem, księciem Westminsteru i Konstancją (Shelagh) doprowadził do separacji małżonków w 1913 r. Jadowitego rozwodu uniknięto tylko dzięki interwencji królowej Marii, która zrobiła wszystko co było w jej mocy, by go przesunąć w czasie. Obawiała się bowiem jego złego wpływu na opinię publiczną w świetle rozgłosu owczesnego skandalu księznej Marlborough i perspektywy rozpadu małżeństwa księcia Manchesteru.

Wygoniona z dotychczasowych pałaców,  Shelagh otrzymała od bogatego męża na tyle wysokie alimenty, że mogła bez problemu wynająć dla siebie i córek dom odpowiadający ich dotychczasowemu poziomowi życia. Był nim Ettington Park, spektakularna neo-gotycka rezydencja starej rodziny Shirleyów, położona w malowniczej dolinie Stour Valley, sześć mil od Stratford-upon-Avon w hrabstwie Warwickshire. Kiedy jednak nadeszły, pierwsze po separcji, Święta Bożego Narodzenia, Shelagh spędziła je z dziewczynkami w gościnie u markizy Londonderry w jej siedzibie Wynyard Park w Stockon-on-Tees. Tam, jej starsza córka Urszula, w zgodzie z rodzinnymi tradycjami i oczekiwaniami gospodyni, wzięła udział w teatralnym przedstawieniu scen z „Alicji w Krainie Czarów“.

Po występach na cele dobroczynne w styczniu 1914 r., Shelagh i siostra Daisy von Pless wyjechały na południe Francji. Stamtąd Shelagh z ojcem, Poppetem, wybrała się w kwietniu do Rzymu. Wróciwszy do Londynu na Sezon, włączyła się we wszystkie jego atrakcje, choć musiała w nich, już oficjalnie, pokazywać się jako „samotna“ księżna Westminster.

Wkrótce potem wybuchła pierwsza wojna światowa. 11 sierpnia 1914 r. ukazało się w The Times jej pierwsze ogłoszenie o chęci stworzenia szpitala wojskowego na terenie Francji. Z własnej kieszeni wyłożyła na ten cel  początkowe £1.000, gwarantując również coroczną dotację czterystu funtów. O resztę zwróciła się do ofiarodowców. Jednym z pierwszych był jej były mąż Bendor, który poparł jej szlachetną incjatywę czekiem na £500!

Konstancja (Shelagh), księżna Westminsteru, założycielka szpitala w Le Touquet. Fotografia: E. Hoppé

Opis wysiłku Shelagh w zorganizowaniu szpitala w Le Touquet będzie tematem następnego wpisu na moim blogu. Jak narazie, mogę tylko powiedzieć, że udało się jej urządzić doskonale funkcjonujące miejsce do leczenia i rehabilitacji brytyjskich oficerów  –  miejsce rozpoznane nie tylko przez Brytyjski Czerwony Krzyż, ale również usankcjonowane przez generalnego dyrektora armii. Sekret jej sukcesu leżał w tym, że, bez pretensji do bycia pielęgniarką, zajęła się przede wszystkim administracją tej instytucji, pozostawiając sprawy medyczne w rękach wyszkolonej załogi, którą najęła nie szczędząc finansowych środków i osobistych kontaktów.

Ustawiona w ten sposób praca pozwalała jej na opuszczanie Le Touquet, kiedy wymagały tego jej zdrowie, interesy, problemy rodzinne lub zobowiązania charytatywne.

Tak więc, na przykład, spędziła sporo czasu w Anglii w 1916 r. W kwietniu tego roku przyrzekła pokazać się w przedstawieniu na deskach teatru Drury Lane, zorganizowanego ku pomocy Serbii przez Lady Greville i Lady Ornamore Browne. Zaczęła próby na początku następnego miesiąca, pod okiem słynnej aktorki Dylesii. Premiera, na którą przyszła królowa matka Alexandra z córkami, odbyła się 9 maja i przyniosła olbrzymi dochód – £2500!

Shelagh i aktor Cavendish Morton na próbie przedstawienia ku pomocy Serbii w teatrze Drury Lane w maju 1916 r. Po lewej słynna aktorka Dylesia, pomagająca księżnej w jej roli.

Śmierć i pogrzeb babci Olivii zmusiły ją do przyjazdu we wrześniu, ale już w połowie listopada śpieszyła ponownie do Newlands, zaalarmowana wypadkiem samochodowym ojca. Jak napisała wtedy do swojej byłej bratowej, Jennie, Poppet odniósł poważne obrażenia: miał rozciętą głowę, złamane cztery żebra i potłuczone nerki. W tej samej korespondencji dodała: „Daisy pisze bardzo smutne listy, ale podobno czuje się całkiem dobrze…“. Minęły dwa tygodnie zanim wróciła do Francji.

Jednym z rannych oficerów leczonych w jej szpitalu w Le Touquet był młody i przystojny kapitan lotnictwa John Fitzpatrick LEWIS (nie JAMES Fitzpatrick LEWES, jak błędnie podają niektóre źródła!). Ich romans przetrwał próbę czasu.

Kapitan John Fitzpatrick Lewis (1887 – 1965) pacjent, a potem drugi mąż Shelagh

John Fitzpatrick Lewis, „Fitz“ dla rodziny i przyjaciół, urodził się w 1887 r. Był więc o dziesięć lat młodszy of Shelagh, która przyszła na świat w 1876 r.  Jako jedyne dziecko Jamesa H. Lewisa,  edukację pobierał w prywatnej szkole elementarnej, a potem również w prywatnej, prestiżowej szkole średniej Uppingham w Rutland. Na kilka lat przed wojną pracował dla słynnej instytucji ubezpieczeniowej Lloyd’s w londyńskim City.

Zawodowe doświadczenie w świecie biznesu pozwoliło mu potem zająć się sprawami finansowymi księżnej Westmisteru. Po wojnie sprawował funkcję jej sekretarza.

Shelagh, księżna Westminsteru nie mogła sobie pozwolić, i nie chciała, żyć z nim na „kocią łapę“. Złożyła pozew o rozwód z Bendorem, który, niestety nagłośniony w detalach przez prasę,  otrzymała 14 stycznia 1919 r. Jej kolejny ślub jednak odbył się po cichu w styczniu 1920 r., w krótkiej przerwie w opiece nad chorą matką, na jaką Shelagh pozwoliła sobie zostawiając ją w rękach siostry. Daisy przeto, choć wprowadzona w tajemnicę, nie mogła w nim uczestniczyć. Jedynym świadkiem zawarcia małżeństwa w urzędzie stanu cywilnego w Lyndhurst była pokojówka księżnej.  Ale zanim młoda para wróciła na południe Francji, by dbać dalej o chorą Patsy, Shelagh i Fitz uczcili swój związek niecodziennym występem.

Dużą zaletą Fitza był jego piękny głos i fakt, że nie miał oporów przed wejściem na scenę. Mógł więc towarzyszyć swojej nowej żonie w jej pokazach na cele dobroczynne. Jedną z ulubionych organizacji charytatywnych Shelagh był tzw „Dockland Settlement“. Działający od 1895 r. do dnia dzisiejszego, ma on za zadanie zapewnienie kulturalnej i edukacyjnej rozrywki młodym ludziom z biednych portowych dzielnic Londynu. Był i jest aktywny w trzech ośrodkach na Isle of Dogs [Wyspie Psów], na Canning Town w Stratford i w Rotherhithe. W czasach, kiedy Shelagh poświęcała się zbieraniu funduszów na Dokland Settlement, jego ośrodki otwarte były dla wszystkich ludzi powyżej dziewiątego roku życia. Działały w nich kino, biuro pracy, klub piłki nożnej i boksu oraz kółka zainteresowań dla dziewcząt pragnących nauczyć się szycia, gotowania lub tańca. Każdej soboty odbywało się przedstawienie, w którym brali udział profesjonalni artyści scen londyńskich. Co dla sponsorów było równie ważne, w prowadzeniu tych ośrodków znaleźli zatrudnienie weterani niedawnej wojny.

Shelagh, księżna Westmisteru i jej nowy mąż „Fitz“ złożyli niespodziwaną wizytę w Canning Town by uczcić swój ślub.

W styczniu 1920 r. centrum na Canning Town było świadkiem niespodziewanej wizyty. W dwa dni po swoim ślubie, 25 stycznia 1920 r., księżna Westminteru i jej małżonek, John Fitzpatrick Lewis, zjawili się tam niezapowiedzeni na spontaniczny występ ku uczczeniu ich związku. Odśpiewali w duecie ówczesne przeboje: „Supposing“ z przedstawienia „Baby Bunting“ w teatrze Shaftesbury i „Coupons for Kisses“ z rewii „Buzz Buzz“ granej w Vaudeville Theatre, po czym Fitz wykonał solo pieśń „The Preacher and the Bear“. Po występie, księżna zaprosiła widownię do wspólnej fotografii upamiętniającej to wydarzenie. Radość uczestników mówi sama za siebie na reprodukowanym poniżej zdjęciu.

Tak niekonwencjonalnie zaczęte drugie małżeństwo Shelagh przetrwało wiele szczęśliwych lat. Fitz był jej wiernym i oddanym partnerem do swojej śmierci w 1965r.

Read Full Post »

Po rozstaniu się ze Stellą Patrick Campbell w 1919 r., życie Georga może spowolniło, ale nabrało niezależności i, swojego rodzaju, determinacji. Zarażony bakcylem teatru po występach ze Stellą w Ameryce, George postanowił rozpocząć nową karierę. Tak naprawdę, nie miał innego wyjścia. Jako bankrut, musiał znaleźć nowe środki utrzymania.

Swoją pierwszą sztukę teatralną, „The Mousetrap“, napisał parę lat temu, ale G.B. Shaw bardzo ją skrytykował, więc poszła w zapomnienie. Kolejna, „Pro Patria“, o temacie szpiegowskim, została wystawiona w 1917 r., a teatr Lyceum zamienił ją nawet później na popularną operę.

Teraz rozpoczął pracę nad nową, którą zatytuował „Some Do and Some Don’t“. Czerpiąc z własnego doświadczenia, przedstawił w niej nieszczęśliwe małżeństwo ze słynną artystką, której nieobliczalny temperament, służący jej tak dobrze na scenie, doprowadza związek do upadku. Nigdy nie wystawiona, zniknęła na zawsze w szufladzie.

W międzyczasie, spłaceni wierzyciele przestali go nękać i George, nareszcie, rozpocząć mógł nową, stabilną egzystencję w oparciu o niewielki majątek, jaki mu pozostał. Kupił własny dom na 8 Sterling Street, który wygodnie urządził, ozdabiając go rodzinnymi pamiątkami i małymi skarbami z Ruthin i Newlands. Na życie zarabiał artykułami dla The Daily Telegraph o swoim słynnym przodku, admirale Cornwallis, opartymi na autentycznych dokumentach i listach. Znalazł je na strychu Newlands, gdy przygotowywał tą rezydencję do sprzedaży. Ich popularność zadecydowała o napisaniu pełnej biografii admirała, która została bardzo pozytywnie przyjęta. Zbudowany jej sukcesem, opublikował wkrótce swoje własne wspomnienia, tytułując je „Edwardian Hey-Days“. Pozbawiony plotek i sensacji, tom ten do dnia dzisiejszego jest wielce cenionym przez historyków źródłem informacji o minionej epoce. „Edwardians Go Fishing“, w którym z detalami opisał każdy aspect swojego ulubionego hobby, był kolejnym, choć specyficznym, dziełem rejestrującym czasy edwardiańskie. Do tej samej kategorii, aczkolwiek o lźejszej formie, zaliczyć można ostatnią jego pracę, „Us Dogs“, w której poprzez narrację swojego labradora Sambo, opowiada o psich uczuciach wobec ich właścicieli.

Po fiasku sztuk teatralnych, George postanowił pisać scenariusze filmowe. Skończyło się na jednym, który wprawdzie nie trafił na ekran, ale został wydany jako książka pod tytułem „Dwie Żony“. Zadedykowana siostrom, ta wielce sentymentalna powieść była na tyle popularna, że doczekała się wydania amerykańskiego w 1930 r. Na pewno podobała się Daisy, która napisała do brata: „Oh, Buzzie [przezwisko Georga] kochany, właśnie skończyłam twoją zachwycającą książkę. (…) Jest czarująca i pełna prawdy. Jak bardzo bym chciała, żebyś mógł poślubić taką żonę jak Toinette [jedna z bohaterek], młodą kobietę, którą nauczyłbyś życia i miłości, i z którą miałbyś drogie, małe dzieci (…).“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Ale George, wciąż związany – choć tylko na papierze – ze Stellą Patrick Campbell, nie mógł kontemplować żadnych planów matrymonialnych. Jego druga żona z nienawiścią i uporem odmawiała  rozwodu. Dopiero jej śmierć 9 kwietnia 1940 r. rozwiązała mu ręce.

Georgette Hirsch (1878 – 1972), portret Sargenta z 1905 r.

Tym razem 64-letni George wybrał, czy to z miłości, czy z rozsądku 58-letnią panią Georgettę Hirsch. Trącąc déjà vu prasowa zapowiedź ich ślubu zbiegła się w czasie z anonsami w gazetach o nabożeństwie żałobnym ku pamięci jego poprzedniej partnerki.

Georgette Hirsch była bardzo bogatą wdową po Adolphie Hirsch – maklerze giełdowym z własną firmą w londyńskim City. Jej mąż pochodził z dystyngowanej źydowskiej rodziny heskiej, a ona sama wywodziła się ze słynnego żydowskiego rodu Seligmanów. Jej kuzyni, którzy wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych, na tyle zdominowali tamtejsze banki, że zasłużyli sobie na przydomek „amerykańskich Rothschildów“.

Adolph i Georgette pobrali się w 1897 r. Mieli dwie córki: Gladys Minnę i Evelyn Nellie. Pierwsza poślubiła w 1919 r. majora Coldstream Gwardii, Richarda Pinto, druga w 1920 r. bankiera, Ralpha Raphaela. Córka Pintów, Ann Catherine, wyszła później za mąż za Simona Marksa, prezesa i współdyrektora Marksa i Spencera.

Adolph Hirsch zmarł 9 lipca 1922 r. W swoim życiu dorobił się olbrzymiej fortuny na kopalniach złota w Południowej Afryce i kopalniach węgla w Anglii. W testamencie zapisał żonie wszystko – biżuterię, kolekcję win, sklepy, majątek osobisty, używalność każdej rezydencji i mebli, jak również majątku powierniczego do końca jej źycia. Ogółem jego cały majątek wyceniono na 354 000 funtów (około 1 miliarda funtów dzisiaj).

Nie wiem, gdzie i jak George poznał panią Hirsch. Jego sekretarka, a potem biografka, Eileen Quelch wspomina tylko, że znali się na dobrych parę lat przed ślubem.

Hirschowie byli kolekcjonerami sztuki i Adolph niejednokrotnie pożyczał okazy ze swoich zbiorów na krajowe i światowe wystawy. Być może zakupili jakieś obrazy ze spuścizny po pułkowniku Williamie Cornwallis-West, które George wystawił na dwóch aukcjach po śmierci ojca? A może znali się z londyńskiej sceny teatralnej? Zarówno Adolph, jak i Georgette Hirsch byli, od 1904 r, członkami Towarzystwa Sceny (Stage Society), do której należała również pierwsza żona Georga, Jennie Churchill, i której przewodził jego przyjaciel, G.B. Shaw.

Georgette Hirsch w 1940 r. Ogłoszenie o ślubie z Georgem zamieszczone w Daily Express 12 kwietnia 1940 r.

Ich ślub odbył się w poniedziałek rano, 15 kwietnia 1940 r. w Caxton Hall, słynnym urzędzie stanu cywilnego w londyńskiej dzielnicy Westminster, w którym wiele celebrowanych par złożyło małżeńską przysięgę. Zamieszkali w domu Georgette pod numerem 22 na Hill Street, w okolicy Berkeley Square na Knightsbridge. Dom Georga na Sterling Street został sprzedany, osobiste archiwum przeniesione do magazynu, a wierny lokaj i kucharka wysłani na emeryturę.

Jak wspomina Eileen Quelch, George, pomimo swojego wieku, wciąż zwracał swoją osobą uwagę londyńskich przechodniów, którzy często się za nim oglądali, podziwiając jego „doskonałą, wysoką na 1.95 m, posturę, oblicze, z którego biło szlacheckie pochodzenie, świeżość karnacji i niebieskich oczu. [Był] przystojny, dumny i ujmujący…“. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Nawet jako sześćdziesięcio-paroletni mężczyzna, George wciąż zwracał uwagę swoją urodą, elegancją i posturą.

Ale, pomimo nabytego przez małżeństwo bogactwa i wygód, życie Georga zaczęło trącić monotonią. Przestał pisać. Gdy dowiedział się o aresztowaniu swojego siostrzeńca Hansela, który osadzony został w więzieniu jako „wróg narodu“ pod regulacją 18B prawa obrony z 1939 r., skierował wszystkie swoje środki i znajomości w celu obalenia postawionych mu zarzutów. Doprowadził do jego ewentualnego zwolnienia, przeprosin i odszkodowania ze strony wicehrabiego Castereagh, który zainicjował  plotkę o szpiegostwie Hansela na rzecz Niemiec.

Bombardowanie Londynu sprawiło, że przeniósł sie z żoną do eleganckiego hotelu Normandie w Bournemouth. Ale nawet tam nie był szczęśliwy, czując się publicznie niepotrzebnym i osobiście uziemnionym z powodu braku przydziału na paliwo dla  eskapad na ukochaną prowincję. Przyjaciel, generał Alexander, starał się pomóc i załatwił mu kupon na benzynę, by mógł wyjeżdżać na prelekcje do oddziałów wojskowych i, prywatnie, na wędkarskie wypady nad rzekę Avon. Czasami zjawiał się równieź w stolicy, ale przeważnie w smutnych okolicznościach, takich jak choroba oddanego mu służącego lub nabożeństwo żałobne na cześć jego siostry, ksieżnej Daisy von Pless.

Bournemouth w latach 40-tych 20. wieku, gdzie George i Georgette spędzili większość lat 2. wojny światowej

Po wojnie, wynajął apartment w Wellington Court w Londynie, ponieważ dom Georgetty na Hill Street zburzyła bomba. Wciąż szukając nowego miejsca, wracali z żoną do Bournemouth, zatrzymując się, od 1948 r., w eksluzywnym Toft House Hotel. Ale zdrowie Georga, który nigdy nie był dobrej kondycji, zaczęło się gwałtownie pogarszać. Ból, który go nachodził, musiał być czasami uśmierzany zastrzykami morfiny. Na dodatek, zaczęła go męczyć bezsenność i depresja spowodowana pogłębiającą się głuchotą. Nie chcąc się poddać, zdecydował się na ostatnią przygodę – podróż dookoła Afryki! Po dwóch tygodniach musiał ją przerwać. I choć wrócił do Anglii w wielkim stylu, przelatując samolotem 6 800 mil, wiedział, że życie zacznie być pasmem niekontrolowanego upadku. Stał się ofiarą choroby Parkinsona. Nie wiadomo czy był to jego ostatni gorzki żart, czy tylko przypadek, ale zastrzelił się nie innego dnia, ale 1 kwietnia 1951 r.

Nabożeństwo żałobne ku jego pamięci miało miejsce 17 kwietnia 1951 r. w Królewskiej Kaplicy Wojskowej na terenie Wellington Barracks. Mszę odprawił krewny, pastor Richard FitzPatrick. Rodzinę Cornwallis-West reprezentowała siostra Shelagh i jej mąż, J.F. Lewis. Co złe w przeszłości, zostało zapomniane. Winston Churchill musiał na tyle lubić Georga, że na jego pogrzeb posłał jako swojego przedstawiciela syna, majora Randolpha Churchilla.

Georgette Cornwallis-West zmarła w wieku 94 lat, 21 listopada 1972 r.

Pisząc powyższy blog, zastanawiałam się cały czas jaki wpływ mogło mieć ostatnie malżeństwo Georga na losy Daisy w faszystowskich Niemczech. Ówczesne władze nazistowskie musiały wiedzieć o jego nowym związku. Na pewno nie były sympatycznie nastawione do faktu, że brat księźnej von Pless poślubił zamoźną kobietę pochodzenia żydowskiego z koneksjami z amerykańskimi bankierami. Nieprzyjazne traktowanie Daisy, spowodowane zadeklarowaną anglofilią Hansela i przynależnością Lexela do polskich sił zbrojnych, musiało się po tym fakcie bardzo negatywnie pogłębić. Wrogość Berlina i piętrzące się wtedy obstrukcje w wypłacaniu księżnej należnych jej apanaży nabierają nagle nowego wymiaru…

Read Full Post »

Amatorskie przedstawienia teatralne były bardzo popularną rozrywką wśród angielskiej arystokracji. Często łączone ze zbiórką dla organizacji dobroczynnych, przyjmowały mniejsze lub większe rozmiary w zależności od wagi problemów, które te organizacje starały się rozwiązać. Apele o znaczeniu narodowym, prowadzone przez obywatelskie komitety pod patronatem rodziny królewskiej, miały największy rozmach. Ich funkcje odbywały się w najlepszych domach londyńskich (jak Grosvenor House, często użyczany za darmo przez księcia i ksieżną Westminsteru), a na koncerty i spektakle wynajmowano sale renomowanych teatrów. Wszyscy uczestnicy brali w nich udział nieodpłatnie i sami ponosili koszty kostiumów i produkcji.

Okres Bożego Narodzenia był szczególnie popularny dla występów. Duże i małe sceny w całym kraju wystawialy wtedy, do dziś tak popularne, pantomimy, a w prywatnym gronie czlonkowie zebranej na święta rodziny sami organizowali się w zespoły teatralne i muzyczne lub grupy tzw „żywych obrazów“.

 

Rezydencja księstwa Devonshire w Chatsworth, miejsce wystawnych przyjęć styczniowych, w których Daisy i Hans von Pless uczestniczyli od 1902 do 1907 r.

Księżna Daisy von Pless próbowała przeszczepić te rodzinne i narodowe tradycje na grunt niemiecki, ale jej sukces był połowiczny i często okupiony kłótniami z konserwatywnym mężem. Ewentualnie pozwolił jej na publiczne występy charytatywne, ale ograniczały się one raczej do poważnego śpiewania solo lub w duecie, bez przebierania się, tańców lub niefrasobliwych żartów, na które pozwalała sobie przed angielską publicznością. Te ostatnie dopuszczalne były tylko na terenie ich rezydencji w kręgu bliskich przyjaciół. Jedynym znanym mi wyjątkiem było, opisane przez lady Townley, manekinowe widowisko otwarte dla publiczności w berlińskim domu Vatera. Postawa Hansa trąci hipokryzją. Nigdy bowiem nie zabronił żonie występów w Chatsworth, siedzibie księcia i ksieżnej Devonshire, którą regularnie odwiedzali zimą od 1902 to 1907 r. Jakież było moje zdziwienie, kiedy odkryłam niedawno, że – wbrew powszechnemu mniemaniu – oprócz króla Edwarda VII, królowej Aleksandry i przebywających tam gości, oglądały je setki ludzi z zewnątrz! Z powodów znanych tylko jemu, nie przeszkadzało Hansowi, że jego żona zachowywała się w Anglii dokładnie tak, jak zabraniał się jej zachowywać w Niemczech.

„Double Duchess“ Louise, księżna Devonshire, z domu von Alten (1832 – 1911)

Panią na Chatsworth była wtedy Louise von Alten, pochodząca z jednego z najstarszych hanowerskich rodów szlacheckich. Po śmierci męża, księcia Manchesteru, w 1892 r. wzięła ślub ze swoim długoletnim przyjacielem, księciem Devonshire, zdobywając tym sobie przydomek „Double Duchess“ („Podwójnej Ksieżnej“). Była wpływową hostessą polityczną o silnej osobowości i żelaznym charakterze. Zaprzyjaźniona od lat z księciem Walii, jej pozycja wzrosła jeszcze bardziej, gdy w 1901 r. został on królem Edwardem VII. Być na liście jej gości znaczyło wiele. Plessowie się na niej znaleźli, bo król lubił towarzystwo Daisy, a Louise, jako germanofilka, dbała by wśród zaproszonych było zawsze parę Niemców. Najbardziej politycznie przydatnym z nich, okazał się baron von Eckardstein. Daisy zaś, szybko stała się niezbędnna z powodu swojego scenicznego talentu, pasji i zaangażowania, które przyczyniły się do sławy dorocznych przedstawień teatralnych w Chatsworth. „Najlepszych jakie pamiętam!“ – przyznała po latach hrabina Warwick.

Razem z księżną von Pless, regularnie występowali w nich panna Muriel Wilson (ta sama, która przez moment kontemplowała małżeństwo z bratem Daisy, Georgem), pani Williamowa James, lady Maud Warrender, Leo Trevor (dramaturg i aktor), Frank Mildmay (wokalista i komediant) oraz kapitan Philip Jeffcock. Okazyjnie dołączali do nich inni profesjonalni lub amatorscy aktorzy, jak również utalentowani przyjaciele i znajomi. Premierę poprzedzały, utrzymywane w wielkiej tajemnicy, kilkudniowe próby, na które wkradała się czasem ukradkiem królowa Aleksandra. Scenografia była zawsze starannie opracowana i często pełna niespodzianek.

Daisy traktowała swoje aktorstwo poważnie, wykazując dużą incjatywę w doborze repertuaru, włącznie z zamawianiem dla siebie nowych sztuk i kompozycji. Po raz pierwszy wystąpiła w Chatsworth w 1902 r. Wystawiono wtedy dwie sztuki: A Commission (Zamówienie) Weedona Grossmitha i, specjalnie na tą okazję napisaną przez Leo Trevora, A New Year’s Dream (Noworoczny Sen). Księżna von Pless zagrała rolę Lalki w A New Year’s Dream, a potem odśpiewała w duecie z lordem Hyde arię z Samson and Delilah.

 

Dusza przedstawień teatralnych w Chatsworth, amatorski aktor i dramaturg, Leo Trevor (1865 – 1927). Karykatura Leslie Warda, opublikowana w Vanity Fair w listopadzie 1905 r.

W 1903 r. wykonała muzyczny monolog The Eternal Feminine (Niepoprawna Kobiecość). Akt zaczął się sceną w obskurnym pokoiku, gdzie bohaterka przygotowywuje się do opuszczenia Paryża i kochanka, którego oskarża o bezduszność. Swoją złość przelewa na niewinny niczemu kapelusz, by wreszcie przepięknie zaśpiewać Give Me Your Heart (Daj Mi Swoje Serce). Zaraz potem przechodzi jednak do figlarnej melodii You are not the Only Pebble on the Beach (Nie jesteś Jedynym Kamyczkiem na Plaży). W tym momencie nadchodzi liścik od umiłowanego, w którym prosi by przyszla na lunch i kupiła mu po drodze papierosy. Ucieszona, wykonuje kilka taktów szalonego tańca i znika ze kulisami. Po przerwie pojawiła się jako Duch w zabawnej jednoaktówce Roberta Marshalla, Shades of Nights (Odcienie Nocy), w której towarzyszyli jej Muriel Wilson, Frank Mildmay i Leo Trevor. „Sztuka poszła bardzo dobrze, a ja osobiście miałam dużą przyjemność w graniu Ducha, najlepszej ze wszystkich partii“ – zapisała. (tłumaczenie © Barbara Borkowy) Wcześniej widzowie mieli okazję obejrzenia epizodu z wojny francusko-pruskiej z Muriel Wilson w roli Blanche D’Evean oraz kapitanem Jeffcockiem i Leo Trevorem jako jej miłosnych rywali, oraz „muzycznego wydarzenia“ The Dancing Girl and the Idol, skomponowanego przez Dorę Bright do słów Hon. Pani Alfred Lyttelton. Rolę tańczącej Namonny zagrała w nim panna Muriel Wilson, a miłosną pieśń na początek i zakończenie odśpiewała lady Maud Warrender.

Lady Maud Warrender śpiewa, a panna Muriel Wilson tańczy. Ilustracje z The Graphic z kolekcji autorki

 

 

Na sezon 1904 r. Leo i Harry Trevor dostarczyli „współczesnego“ Kopciuszka (Cinderella). W roli tytułowej wystąpiła pani William James, księcia milionera zagrał Sir Hedworth Williamson, a Leo Trevor wcielił się w cztery postacie: Fairy Godmother, Tommy Trottera, szofera i narratora. Daisy i Muriel Wilson odniosły wielki sukces jako dwie Brzydkie Siostry. Komicznym elementem tej pantomimy było spełnienie marzenia Kopciuszka, pragnącej automobilu, który dostała… wraz z gwarancją, że „nie przekroczy on nigdy [ówczesnego limitu prędkości] pięciu mil na godzinę.“ Parę „kapitalnych piosenek“ i „niezapomnianych tańców“ w wykonaniu pani William James i księżnej von Pless uznano powszechnie za przeboje tego spektaklu. Widzom podobały się również przedstawione w nim „żywe obrazy“, zwłaszcza portret „Księżnej Georginy Devonshire“ Gainsborough zaaranżowany przez pannę Muriel Wilson. Na zakończenie programu, powtórzono ubiegłoroczne muzyczne widowisko The Dancing Girl and the Idol, którego para królewska nie widziała, bo choroba Edwarda VII wstrzymała ich wtedy przed przyjazdem do Chatsworth.

Zaawansowana ciąża nie pozwoliła Daisy wziąć udziału w przedstawieniu  teatralnym w 1905 r. Nadrobiła to w dwójnasób następnego roku, występując solo w prawie godzinnej fantazji muzycznej Lotus, którą napisali dla niej Harold Simpson i Charles Braun na podstawie birmańskiej pieśni miłosnej. W czasie aktu przebierała sie trzy razy. Królowa Aleksandra tak ten występ polubiła, że księżna von Pless musiała go specjalnie dla niej powtórzyć. Spektakl zawierał również jednoaktową farsę lady Bell, zatytułowaną Time is Money (Czas to pieniądz), w której główną rolę zagrał zawodowy aktor, Charles Hawtrey. Towarzyszyły mu Muriel Wilson jako Mrs Murray i lady Maud Warrender jako Susan.

Księżna Daisy von Pless w potrójnej aranżacji piosenek na występie w Chatsworth w styczniu 1907r. Ilustracje z The Graphic z kolekcji autorki

 

 

1907 by ostatnim rokiem po-Bożo Narodzeniowych (tzw Twelfth Night) przyjęć w Chatsworth, które skończyły się z chorobą i śmiercią 8. księcia Devonshire w 1908 r.  Daisy uznała go za najlepszy w jej aktorskiej karierze: „Dla większego efektu, wyszłam na scenę jako ostatnia i zaśpiewałam trzy pieśni [jej występ był zatytuowany A Contrast in Three Songs]. W przerwach kiedy się przebierałam, puszczano kinematograf [z polowania na lisy], żebym nie musiała się śpieszyć. Pierwsza pieśń [Yum-Yum’a, The Moon and I] była z Mikado; miałam na głowie brązową perukę i wyglądałam o wiele lepiej, niż w swoich własnych głupich blond włosach [księżna włożyła również kimono z deseniem lilii, a w ręce trzymała wachlarz]. Druga była pieśnią czarnych niewolników [o tytule What’s the Matter with the Moon Tonight, czyli Co stało się z Księżycem dzisiejszej Nocy], którą wykonałam ubrana w ubogą suknię i obszerny blado-niebieski kapelusz filcowy, kończąc ją krótkim tańcem z czerwonym płóciennym parasolem. Na koniec odśpiewałam francuską piosenkę Bemberga Il Neige (Śnieg) w nowym, ładnym ubranku saneczkowym z Książa, białej czapeczce ozdobionej kiścią ostrokrzewu, białej mufce udekorowanej jemiołą i wysokich czerwonych butach. Otaczały mnie jodły pokryte watą, a [z góry] spadały malutkie płatki bialego paperu, kreując śliczny, choć może nie tak oryginalny, efekt śniegu.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)  Wcześniej panna Muriel Wilson i vicehrabia Duncannon zagrali w komedii R.C. Cartona The Ninth Valse (Dziewiąty Waltz), po której słynny wokalista, pan Walter Kirby, odśpiewał I’ll Sing Thee Songs of Araby. Gdy skończył, na scenę weszła ponownie panna Muriel Wilson, tym razem by wykonać pas seul [taniec solo]. Lady Maud Warrender zakończyła tą cześć programu niemiecką pieśnią Still wie die Nacht. Za produkcję całego przesdstawienia odpowiedzialny był hrabia Mensdorff.

 

Dystyngowani goście i gospodarze wchodzą na salę teatru w Chatsworth w 1907r. W pierwszej parze książę Devonshire prowadzi królową Aleksandrę; za nim król Edward VII z księżną Devonshire. Ilustracja z The Graphic z kolekcji autorki

Teatrzyk w Chatsworth zaaranżowano w 1902 r. w dawnej sali balowej, znajdującej się w jednej z pałacowych wież. Urządzono w nim niewielką scenę dla aktorów i trzystuosobowe audytorium – o wiele większe, niż ilość gości zapraszanych przez księstwo Devonshire na styczniowy pobyt w ich rezydencji. Zadecydowano więc sprzedawać nadwyżkę miejsc po dziesięć szylingów każde, a zarobione pieniądze przeznaczać na lokalne cele charytatywne. Pomysł okazał się tak popularny i chętnych widzów było tak wielu, że poproszono aktorów o dwa wieczory występów. Oczywiście, priorytetem było zdobycie biletów na pierwszy dzień, na którym spotkać można było króla i królową, ale i drugi cieszył się zawsze pełną frekwencją. Bardzo demokratycznie, bilet mógł nabyć każdy – szlachcic, gentelman, kupiec, rzemieślnik czy chłop – jeśli tylko znaleźli się odpowiednio wcześnie w kolejce. Za kasę biletową robił urząd pocztowy w pobliskiej wsi Edensor.

Widzów wpuszczano od godziny dziewiątej wieczorem. Nie spiesząc się, mogli zatrzymać się na chwilę w tzw. Wielkiej Galerii i podziwiać zgromadzone tam rzeżby. Gospodarze i ich dystyngowani goście, skończywszy obiad, ustawiali się w małą procesję na ceremonialne wejście do teatru. Widok ich, ubranych w wieczorowe stroje z orderami i wspaniałą biżuterią, był spektaklem samym w sobie.

Kurtyna podnosiła się punktualnie o dziesiątej.

Read Full Post »

Odnosząc się do stycznia 1914 r., księżna Daisy zapisała w swoim pamiętniku: „Każdy wtedy myślał, że mój brat George ożeni się z Nancy Leeds. Była w nim bardzo zakochana i nie ukrywała swoich uczuć. Myślę, że pasowaliby do siebie pod wieloma względami. Lubię ją, bo zawsze była wobec mnie uprzejma i miła, no i oczywiście jest niesłychanie bogata.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Pani Wiliamowa Bateman Leeds (1873 – 1923), dla przyjaciół Nancy, była wdową po amerykańskim industrialiście, po którym odziedziczyła wielomilionową fortunę. W Europie – Londynie i Paryżu – zaczęła przebywać od 1909 r., ale angielska socjeta zaakceptowała ją w pełni po sezonie 1911 r. Wynajęła wtedy londyński dom Georga Keppela, który znajdował się pod numerem 16 na Grosvenor Square i tam pod opieką swojej rodaczki, lady Arthurowej Paget, wydawała wystawne przyjęcia.

Nie musiała długo czekać na adoratorów. Zwabieni jej urodą i pieniędzmi, cisnęli się drzwiami i oknami. We Francji byli to książę Murat, Comte Hely de Tallegrand-Perigard i książę Louis Napoleon Bonaparte; w Anglii lord Alexander Thynne, książę Argyll i lord Falconer. Nie przyjęła oświadczyn żadnego z nich. Mówiła, że nie chce wyjść za mąż bez miłości…

Bogata wdowa, pani W.B. Leeds, była w George’u bardzo zakochana. Foto: Library of Congress, Washington

George w tym czasie czekał na sformalizowanie rozwodu z Jennie (lady Randolph Churchill), którą opuścił po trzynastu latach małżeństwa. Ich związek był kontrowersyjny od momentu pierwszego spotkania na przyjęciu w zamku Warwick w lipcu 1898 r. „Miała czterdzieści trzy lata, wciąż odznaczała się urodą, nie wyglądała więcej niż trzydzieści, a jej wiek i żywotność dorównywały młodzieńczemu wyglądowi. Przyznaję, że pochlebiało mi to, iż taka atrakcyjna osoba zwróciła na mnie uwagę, ale tak się stało i natychmiast się zaprzyjaźniliśmy“ wspominał George, który już w pierwszym do niej liście z 29 lipca 1898 r wyznał: „ Myślałem o Pani wczoraj cały dzień, budując zamki na lodzie i wyobrażając sobie nasze wspólne życie.“ List ten ozdobił serduszkami.

George miał wówczas 23 lata i był tylko o dwa tygodnie starszy od jej syna Winstona. Rodzina i przyjaciele, włącznie z księciem Walii (przyszłym królem Edwardem VII) robili wszystko, by do małżeństwa nie dopuścić. Matka zżymała się na myśl o synowej, która młodsza o niecałe cztery lata, była w młodości jej rywalką. Ojciec ubolewał nad ewidentnym w przyszłości brakiem dziedzica i faktem, że jego syn bezmyślnie odrzuca możliwość poślubienia majętnej panny Muriel Wilson.

George odrzucił możliwość poślubienia Muriel Wilson (1871 – 1964), córki właściciela linii żeglugowej, Wilson Line. Foto ze zbiorów autorki

Jeśli Jennie, aczkolwiek o Georga zabiegała do granic ośmieszania się w towarzystwie, wachała się momentami przed podjęciem ostatecznej decyzji, on nie miał żadnych wątpliwości i w 1900 r. pobrali się w kościele Świętego Pawła w londyńskiej dzielnicy Knighsbridge. Nikt z rodziny Cornwallis-West nie przyszedł na ślub.

Nie ważne czy ich związek zaczął się od odurzenia – ze strony Jennie fizyczną atrakcyjnością i młodością Georga, zaś Georga jej sławą, wyrafinowaniem, niepospolitością, błyskotliwością, humorem, energią i, wciąż, urodą – ich romans przetrwał próbę czasu. Żadne z nich nie zrobiło tego dla majątku, którego nie posiadali. Wszyscy wiedzieli, że nękana problemami finansowymi Jennie zignorowała wcześniejsze lukratywne prospekty matrymonialne z Bourke Cockranem i z Williamem Waldorf Astorem.

Co więcej, George, choć bardzo przystojny, uprzejmy, czuły i dobrze ułożony, nie dorównywał intelektem i światowym obyciem ludziom, z którymi Jennie wówczas pracowała jako wydawca międzynarodowego literackiego kwartalnika „Anglo-Saxon Review.“

Nie odstraszyła jej też nigdy jego wręcz chorobliwa pasja do sportów terenowonych (polowania, łowienie ryb, tropienie jeleni, konkursy konne, jazdy automobilem) w których uczestniczył przy każdej nadarzającej się okazji i o których zwykł rozmawiać godzinami, a ich detalami dzielił się z nią nawet w miłosnych listach! Jedynaście lat małżeństwa spędzili jako solidna, szczęśliwa i oddana sobie para, przekonując o swoim uczuciu wszystkich, którzy na początku powątpiewali w miłość tego związku.

George Cornwallis-West poślubił o 20 lat starszą lady Randolph Churchill (Jennie) w 1900 r. Foto Jennie poniżej: Library of Congress, Washington

Siostra też ich zaakceptowała, ale momentami nie potrafiła się powstrzymać od złośliwości: „Żona Georga jest tutaj [w Monte Carlo], jak zawsze czarująca; wygląda dobrze, ale jest taka gruba; chodzi ślicznie ubrana i gra w kasynie…“  – napisała Daisy pod datą 9 kwietnia 1903 r. Zaś w kwietniu 1907 r., podczas wspólnych wakacji na południu Francji, zauważyła: „Biedaczka Jennie jest wciąż bardzo zakochana [w Georgu]; jest nadzwyczaj miła i nadal bardzo przystojna, ale różnica wieku jest smutnym i okropnym minusem (dzieci nie wchodzą w rachubę).“ (tłumaczenia © Barbara Borkowy)

Kwestia kontynuacji rodu Cornwallis-Westów, bezustannie Georgowi przypominana, musiała wisieć mu na sumieniu. Z biegiem lat doszło do tego oczekiwanie ratowania zagrożonego długami majątku rodzinnego. Najprostszym wyjściem z sytuacji była nowa, młodsza i bogata, żona. Koncepcję tą przedstawił Jennie w grudniu 1912 r., prosząc ją o „zwrócenie [mu] wolności.“ Sześćdziesięcioletna już wtedy Jennie propozycję tą gorzko przełknęła, ale się zgodziła. 20 stycznia 1913 r.  złożyła pozew rozwodowy.

George jednak nie do końca był z nią szczery. Jako gentleman, problemów swojego małżeństwa nie opisał w reminiscencjach, które opublikował w 1930 r. Mówi w nich o Jennie w samych superlatywach, ale przyznaje: „jeśli chodzi o pieniądze, nie miała żadnego wyczucia proporcji. Wartość pieniądzy nic dla niej nie znaczyła; liczyło się tylko to, co może za nie dostać, a nie za ile. (…) Ta ekstrawagancja była jej jedyną wadą.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy) Pod tym względem sam nie był lepszy.

Trzeba przyznać, że początkowo się starał.  W pierwszych czterech latach małżeństwa był płatnym członkiem dyrekcji Brytyjskich Tramwaji Elektrycznych, z zupełnie przyzwoitą pensją. Praca jednak była poza Londynem i George, jak wielu ówczesnych dorobkiewiczów, postanowił dodatkowo zdobyć „szybki“ majątek w biznesie maklerskim. Zawierzył nieznanemu spekulatorowi o nazwisku Wheater i wszedł z nim w spółkę, wnosząc 35 000 funtów, ktore pożyczył pod zastaw swojego przyszłego dziedzictwa. Ich inwestycje okazały się katastrofalne.

Pomimo niestabilnej sytuacji materialnej, Jennie nadal utrzymywała wysoki poziom życia, robiła zakupy w Paryżu i z niespożytą energią podejmowała  się kolejnych prestiżowych projektów. Większość z nich kończyła się finansowym fiaskiem i dalszymi długami.

W 1908 r. była to autobiografia („Reminiscences of Lady Randolph Churchill“), w 1909 r. sztuka teatralna jej autorstwa („His Borrowed Plumes“), w 1911 r. bal na rzecz teatru szekspirowskiego, a w 1912 r. olbrzymia wystawa na Earls Court – „Anglia Szekspira“, połączona z Elżbietańskim Turniejem. Ten ostatni projekt był przysłowiowym gwoździem do trumny ich małżeństwa.

Jennie, całkowicie pochłonięta organizacją, nie miała dla Georga czasu. Wykorzystała go jednak do zdobycia kolejnych 15 000 funtów, posyłając go z misją do zakochanej w nim pani W.B. Leeds. Kiedy wyjechał do niej do Paryża, cały Londyn spekulował, czy tam już nie zostanie…

„Nienawidziłem tego co zrobiłem, stojąc na stanowisku, że transakcje monetarne między przyjaciółmi są, delikatnie mówiąc, niepożądane. (…) Pani Leeds zapytała, czy doradzam jej udzielenia tej pożyczki. Odpowiedziałem, że takiej rady nie mogę dać, ponieważ zawsze istnieje ryzyko, ale przyrzekłem Jennie zapytać ją o pieniądze, choć nie będę w żaden sposób o nie nalegać. Zgodziła się i przykro mi powiedzieć, ale straciła każdego penna z tej sumy. Pokryła swoje zobowiązanie bez słowa skargi i nigdy potem nie miała mi za złe, że stało się to przeze mnie“ – wspominał George w swojej książce. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Pani Leeds nie była jednakźe jedyną kobietą zakochaną w przystojnym George’u. Od pewnego czasu kręciła się koło niego piękna i urzekająca aktorka.

Aktorka, pani Patrick Campbell, zdobywała George’a od 1909 r. Foto ze zbiorów autorki

[Beatrice] Stella z domu Tanner (1865 – 1940), występowała na scenie pod nazwiskiem swojego męża jako pani Patrick Campbell. Sławę zdobyła tytułową rolą w sztuce Pinera, „The Second Mrs Tanqueray“, którą zagrała w 1893 r. i w której George zobaczył ją po raz pierwszy jako osiemnastoletni młodzieniec. Dominowała po niej na deskach londyńskiego teatru przez następnych 20 lat. Jej orginalna uroda (matka była Włoszką) w połączeniu z, jak to George określił, „cudowną zdolnością konwersacji, ciętym humorem i gotowymi na wszystko ripostami“ sprawiały, że trudno było się jej oprzeć. Otoczona zawsze ciekawym towarzystwem, z zakochanym w niej po uszy G.B. Shawem na czele, zwabiała go coraz częściej do siebie, zazwyczaj pod pretekstem pomocy w czytaniu nowych scenariuszy.

Spotkali się w 1909 r., kiedy Stella zgodziła się zagrać w i wyprodukować sztukę napisaną przez Jennie. Od tego momentu „stała się ciągłym gościem w naszym domu“ – pamiętał George.  Ona zaś doszła do przekonania, że „jego życie nie było szczęśliwe“ i zaofiarowała mu swoją „przyjaźń i sympatię.“ (tłumaczenia © Barbara Borkowy)

Londyn plotkował, a Jennie nie przyjmowała tego do wiadomości. On zaś nie bardzo wiedział co zrobić i którą z trzech pań wybrać. Zaczął więc uciekać w podróże zagraniczne. W decydującym, 1913 r., wybrał się z siostrą Daisy na długą wycieczkę do Brazylii i Argentyny.

Nie stawił się na sprawę rozwodową, która odbyła się 15 lipca 1913 r.  Jak to było w zwyczaju, jego adwokat nie kontestował przedstawionego na niej „sfabrykowanego“ dowodu zdrady. Jennie otrzymała rozwód, który miał się uprawomocnić po dziewięciu miesiącach. Co stało się w ciągu tego czasu, możemy się domyśleć z desperackich dwóch telegramów, jakie księżna von Pless przysłała jej tuż przed finałową datą: „Nie zgadzaj się na decree absolute!!!“

Wbrew nadziejom rodziny na bogatą synową, gotową przywrócić im fortunę, George wybrał kolejną starszą od siebie kobietę, borykającą się z problemami finansowymi. Jennie poczuła się oszukana i w ostatnim liście do niego napisała „do widzenia na bardzo, bardzo długo…“

Ślub Georga z panią Patrick Campbell odbył się 16 kwietnia 1914 r., godzinę po uprawomocnienie się rozwodu. Wielu znajomych było tym faktem zdegustowanych, ale Stella mogła, w manierze swoich ciętych dowcipów, odetchnąć w triumfie: „nareszcie wygodne, podwójne łoże malżenskie po baraszkowaniu na szezlongu!“

Łożem tym jednak cieszyła się tylko przez pięć lat. George odszedł od niej w 1919 r. W zemście, nie zgodziła się na rozwód do końca swojego życia.

Ogłoszony w 1918 r. bankrutem, George musiał sprzedać cały majątek Cornwallis-Westów na pokrycie swoich długów. Pod młotek poszły rezydencje w Ruthin i Newlands wraz z całym wyposażeniem. Bezwzględni wierzyciele nie pozwolili jego matce zatrzymać nawet osobistych pamiątek. Bogaci szwagrowie, których małżeństwa przechodziły również kryzys, nie mogli i nie chcieli już pomóc.

Pani W.B. Leeds, od 1920 r. księżna Anastazja Grecka.

A pani W.B. Leeds? Wyszła za mąż dopiero w 1920 r. za księcia Krzysztofa, syna króla Grecji. Przyjęła tytuł księżnej Anastazji. Jej pieniądze przydały się bardzo w przywróceniu na tron grecki brata męża, króla Konstantego.

Zmarła na raka w 1923 r.

Read Full Post »