Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘queen Alexandra’

Młodziutka Maria Theresa Olivia Cornwallis-West, zwana „Daisy” czyli „Stokrotką”, od grudnia 1891 r. żona księcia Hansa Heinricha XV von Pless, przybyła za mężem do Niemiec w 1892 r. zupełnie nieświadoma co czeka ją w przybranej ojczyźnie. Nie przywiozła ze sobą wiele własnego dobytku, bo rodziców nie stać było na porządną wyprawę, ale gotowa była ofiarować nowej rodzinie swoje inne atuty: pierwszorzędne koligacje, wielką urodę i dobre wychowanie. O tym ostatnim była szczerze przekonana, że było takie jak trzeba, bo przecież nikt w Anglii ją za nie nie krytykował, a w swoim zachowaniu nigdy nie zapominała o dobrze otaczających ją ludzi. W Niemczech, a dokładnie w Prusach, dowiedziała się, że ma być inaczej. Jej spontaniczność, humor i nawyk bezpośredniego kontaktowania się z innymi wzbudzały u przedstawicieli pruskiej arystokracji zgrozę i gorzkie komentarze. Jej mąż, który w Londynie był „normalny”, w Prusach zabronił jej „nieksiążęcych” gestów i żądał bezwzględnego przestrzegania etykiety. Jednym z najdziwniejszych dla niej punktów nowego regulaminu był zakaz występów publicznych, czegoś, co z aprobatą rodziców robiła od dzieciństwa.

Młodziutka Daisy śpiewa i gra na gitarze w 1890 r.

Daisy odziedziczyła po matce, Mary Cornwallis-West znanej powszechnie jako Patsy, przepiękny głos i miłość do śpiewania. Od małego oglądała mamę na scenie w przedstawieniach i na koncertach, które ta, jako Pani na Ruthin i Newlands, organizowała by zebrać fundusze na lokalne instytucje społeczne i dobroczynne. Wsłuchiwała się w jej dramatyczne interpretacje pieśni irlandzkich i amerykańskich ballad. Podziwiała jej zdolność inicjowania interakcji z publicznością, którą wciągała we wspólne śpiewanie refrenu lub którą rozbawiała do łez doborem humorystycznych zwrotek. Z biegiem czasu, wraz z młodszą siostrzyczką Shelagh , poszły w ślady matki i rzadko kiedy odmawiały uczestnictwa w występach charytatywnych w północnej Walii, skąd pochodziły, lub w Hampshire, gdzie często przebywały. Później, kiedy małżeństwa dały im status księżnych , akceptowane przez nich zaproszenia nabrały wielkiej wagi, co przekładało się zazwyczaj na większy dochód dla sponsorowanych przez nie instytucji.
Talent muzyczny Daisy był na tyle obiecujący, że rodzice postanowili rozwinąć go prywatnymi lekcjami u renomowanych nauczycieli śpiewu. W swojej rezydencji w Newlands urządzili dla niej pokój muzyczny, który wyposażyli w najlepszy na rynku fortepian Bechsteina.

Sir Paolo Tosti (1846-1916), pierwszy nauczyciel śpiewu księżnej Daisy

Jej pierwszym nauczycielem był sir Paolo Tosti , włoski kompozytor muzyki salonowej, który osiadł w Londynie i został później mistrzem śpiewu na dworze królewskim. Następny, Luigi Vannuccini , zachwycił się jej mezzosopranem do tego stopnia, że zaoferował jej dalszą naukę za darmo pod warunkiem, że zdecyduje się na karierę śpiewaczą. Nie był jedynym, który wierzył, że w tej profesji osiągnęłaby wielki sukces. W 1902 r., kiedy księżna odśpiewała dwa utwory podczas koncertu na rzecz londyńskiego oddziału Stowarzyszenia Walijskiego Przemysłu (The Welsh Industries Association), prasa nie mogła się powstrzymać od żalu, że nie błyszczy na zawodowej scenie, oświadczając: „Oprócz przystojnej prezencji, wspaniałych manier i obfitości osobistego czaru, księżna von Pless posiada niezwykle piękny głos i dwie pieśni, „Good-bye” Tostiego i „A Barque at Mid-night” Franka Lamberta, wykonała z wielką ekspresją i siłą. Gdyby nie była księżną, księżna von Pless z łatwością mogłaby zostać prima donną”.
Zachwyty nie przewróciły jej w głowie. Jako dorosła osoba i matka, najpierw jednego, potem dwóch i wreszcie trzech synków, nie przestała dbać o i trenować swój głos. Wiosną 1904 r. spędziła kilka tygodni w Paryżu, studiując śpiew u Jana Reszki , słynnego polskiego tenora mieszkającego we Francji. W 1906 r., przebywając dłuższy czas we Wiedniu z powodu wypadku męża, planowała kolejne lekcje śpiewu. Niestety, przeszkodziło jej w tym chore gardło.
Każda choroba gardła przyprawiała ją o tak wielkie zmartwienie, że odnotowywała ją na kartach swojego pamiętnika. W 1910 r. leczyła je inhalacjami u słynnego berlińskiego lekarza. Ich efekt tak ją zachwycił, że swojego dobroczyńcę zarekomendowała cierpiącemu na astmę królowi angielskiemu, Edwardowi VII.
Niezwykle poważnie traktowała również swój repertuar, ciągle szukając nowych utworów, których muzyka lub słowa przemawiałyby do jej duszy. Kiedy takie znalazła i je wypróbowała, z uniesieniem kopiowała ich libretta w swoim dzienniku, jak to miało na przykład miejsce w 1910 r. z francuską piosenką Georgesa Hue „J’ai pleuré en rêvé” („Całą noc płakałam”), którą uznała za „pełną życia i nadziei”. Jeśli nic z gotowego materiału jej nie odpowiadało, zamawiała nowe utwory specjalnie dla siebie. Tak było z trwającą ponad godzinę fantazją muzyczną „Lotus”, którą w 1906 r. opracowali dla niej Harold Simpson i Charles Braun na podstawie wskazanej przez nią birmańskiej pieśni miłosnej. Jej premiera odbyła się podczas dorocznej, styczniowej gościny angielskiej pary królewskiej w Chatsworth, rezydencji księcia i księżnej Devonshire. Księstwo von Pless miało zaszczyt uczestniczyć w tych gościnach od 1902 r. i Daisy od początku włączyła się aktywnie w urządzane tam wtedy amatorskie przedstawienia teatralne. Ich wysoki poziom artystyczny był szeroko komentowany przez ówczesną prasę i sława księżnej von Pless jako aktorki i wokalistki rozeszła się po całym Imperium Brytyjskim. Od tej pory „popyt” na śpiew księżnej przerósł jej możliwości i choć przebywała w Anglii często, nie była w stanie przyjąć wszystkich zaproszeń od swoich arystokratycznych przyjaciółek, oczekujących jej obecności na patronowanych przez nie wydarzeniach charytatywnych. Królowa Aleksandra stała się jednym z jej największych fanów, co zobowiązywało Daisy do specjalnych dla niej występów nawet w ciągu prywatnych wizyt w Windsorze i Sandringham lub podczas okazjonalnych przyjęć na jachcie Brytania podczas regat żeglarskich w Cowes. By je dla niej ułatwić, królowa z chęcią sama przekładała dla niej kartki z nutami!
Pomimo natłoku zamówień, Daisy nigdy nie odmówiła przysługi członkom bliższej i dalszej rodziny, nawet jeśli powód ich próśb był trywialny w porównaniu z prestiżowymi zamówieniami od brytyjskiej socjety. W lipcu 1906 r. przybyła specjalnie do Colchesteru, by zaśpiewać trzy pieśni („Élégie” Julesa Massenet, “I hid my Love” Guya d’Hardelot i “Good-bye” Francesca Paolo Tostiego) dla wsparcia 16 pułku lansjerów, w którym Guy Wynfham, mąż jej cioci Minnie, służył w randze kapitana. W 1913 r. dotarła do swojego szwagra, hrabiego Fritza von Hocherg, osiadłego wtedy w Great Bowden w hrabstwie Leicestershire, by swoim występem w tej malutkiej miejscowości wesprzeć zbiórkę pieniędzy na lokalną świetlicę.
1907 był ostatnim rokiem po-Bożo Narodzeniowych (tzw Twelfth Night) przyjęć w Chatsworth, które skończyły się z chorobą i śmiercią 8. księcia Devonshire w 1908 r. Daisy uznała go za najlepszy w swojej aktorskiej karierze: „Dla większego efektu, wyszłam na scenę jako ostatnia i zaśpiewałam trzy pieśni (jej występ był zatytuowany „A Contrast in Three Songs”). Pierwsza (Yum-Yum’a, „The Moon and I” czyli „Księżyc i Ja”) była z opery „Mikado”. (…) Druga była pieśnią czarnych niewolników (o tytule „What’s the Matter with the Moon Tonight”, czyli „Co stało się z księżycem dzisiejszej nocy”), którą wykonałam ubrana w ubogą suknię i obszerny blado-niebieski kapelusz filcowy, kończąc ją krótkim tańcem z czerwonym płóciennym parasolem. Na koniec odśpiewałam francuską piosenkę Bemberga „Il Neige” („Śnieg”) w nowym, ładnym ubranku saneczkowym z Książa, białej czapeczce ozdobionej kiścią ostrokrzewu, białej mufce udekorowanej jemiołą i w wysokich czerwonych butach. Otaczały mnie jodły pokryte watą, a (z góry) spadały malutkie płatki białego papieru, kreując śliczny efekt śniegu”. Warto dodać, że za kostiumy do tego występu księżna zapłaciła z własnej kieszeni, co dodatkowo wskazuje jak wielką wagę przywiązywała do prezentacji na scenie.

Księżna Daisy w trzech odsłonach piosenek wykonanych podczas pobytu z parą królewską w Chatsworth w 1907 r.

Hans był niejednokrotnie świadkiem występów żony w Anglii. Jego postawa trąciła jednak hipokryzją. Z powodów znanych tylko sobie, nie przeszkadzało mu, że Daisy zachowywała się tam dokładnie tak, jak zabraniał zachowywać się jej w Niemczech. Osobiście uwielbiał jej głos i często prosił, by w domowym zaciszu śpiewała tylko dla niego. Czasami wtórował jej gwizdaniem. Był też niesłychanie dumny, kiedy jej głosem zachwycali się jego goście, zwłaszcza cesarz niemiecki Wilhelm II. W ukłonie dla cesarza, księżna von Pless uczyła się nowych piosenek na każdy jego przyjazd do Pszczyny.
Co więcej, zawsze gotowa do śpiewania, Daisy ratowała często sytuację, gdy jakiś punkt programu dla gości nie wypalił. Tak było na przykład podczas wizyty cesarzewicza Wilhelma i jego żony Cecylii w Książu w styczniu 1910 r. kiedy nie mogły się odbyć zaplanowane tańce z powodu żałoby po nagłej śmierci dziadka Cecylii.
W gronie intymnych przyjaciół pozwalała sobie czasami zarzucić muzykę salonową na rzecz rozrywkowych piosenek dawnych niewolników amerykańskich, których wykonanie łączyła z zabawnymi krokami tańców „skirt-dances” i „cake-walks” . Nieobce jej było również filuterne kokietowanie słuchaczy, jak to zrobiła w kwietniu 1910 r. na przyjęciu u Henri Bernsteina, wczuwając się w rozluźnioną atmosferę wieczoru francuskiej bohemy na Lazurowym Wybrzeżu. Zaintonowała wtedy spontanicznie kabaretowy numer „Vous étes si jolie” (muzyka Paul Julien Delmet, słowa Léon Suès). Dla domagających się więcej gości zaśpiewała jeszcze dwie inne francuskie piosenki i jedną balladę murzyńską. Wdzięczny gospodarz podziękował jej potem słowami: „Patrzeć na Panią jest przyjemnością i ucztą dla zmysłów, lecz sama wspaniałość nie wystarcza Pani i przeto obnażasz Pani przed innymi tyle perfekcji boskości i „czaru”, że nikt nie ośmieliłby się marzyć, że piękno mogłoby być pełniejsze. A przy tym, Pani śpiew przyśpiesza bicie i tak już rozdygotanego do granic serca …”.
To jej wczuwanie się w nastroje innych ludzie i wybór wymownej w danej sytuacji pieśni było dla księżnej, osoby niezwykle uczuciowej, czymś zupełnie normalnym. W czerwcu 1898 r. odwiedziła wraz z mężem swoją rodaczkę, cesarzową Fryderykową. Widząc ją raz siedzącą samotnie na balkonie, otworzyła pianino i zaśpiewała „Home sweet Home”, przeczuwając, że cesarzowa myślała wtedy o Anglii. Instynkt jej nie zawiódł, a ujęta gestem cesarzowa stała się jej dozgonną bratnią duszą. Czasem po prostu pogoda narzucała wybór repertuaru. Pewnego deszczowego popołudnia w październiku 1905 r., księżna dała impromptu recital damom zgromadzonym w buduarze jej przyjaciółki, Fanny Sternberg. Śpiewała ponad godzinę, czując sympatię słuchaczek, z których dwie prawie się popłakały. Czy zbliżyły się wtedy do jej duszy? Sama Daisy byłaby daleka od takiej konkluzji, bo jak kiedyś stwierdziła: „Gdy jestem na scenie, zatracam się w śpiewie, stając się całkowicie sobą. Nikt nie jest w stanie domyślić się, co słowa i muzyka naprawdę dla mnie znaczą”.
Po latach sporów z Hansem, determinacja Daisy zwyciężyła i mąż wreszcie pozwolił jej w lipcu 1907 r. na lokalny koncert w Szczawnie Zdroju w celu zebrania funduszów na otwartą przez nią w czerwcu 1906 szkołę dla kalekich dzieci w Wałbrzychu. Towarzyszyli jej zawodowcy: baryton Schimmel, panna Steigermann z Lipska, panna Suttes oraz amator, hrabia Limburg-Puckler. Księżna wykonała dwa utwory niemieckie: „Still wie die Nacht” Carla Bohma i „Verborgenheit” Huga Wolfa. Dochód ze sprzedaży biletów wyniósł 1 900 marek. Niedługo potem, księżna nawiązała kontakt z kompanią gramofonową w sprawie nagrania płyty. Jak się zwierzyła na kartach swojego pamiętnika: „Zamierzają dać mi jednego szylinga za każdą sprzedaną płytę. (…) Czyż nie będzie cudowne, że co roku przyniesie to małą sumę dla szkoły?”. Zaplanowane na grudzień 1907 r. nagranie nie doszło jednak do skutku, bo niedawny pobyt w mglistym Londynie odbił się źle na jej głosie. Przełożone, nigdy się nie zmaterializowało. Wielka szkoda.
Do następnego występu publicznego Daisy doszło w Berlinie 13 lutego 1909 r. Serce jej krwawiło z powodu choroby malutkiego siostrzeńca Edwarda. Z myślami przy nim, zaśpiewała „When the Birds go North again” („Kiedy ptaki odlatują znowu na północ”) , bo była to pieśń o nadziei, którą potraktowała jako swoją modlitwę o jego zdrowie. Według św. Augustyna „kto śpiewa, dwa razy się modli”. Niestety mały Edward już wtedy nie żył, o czym Hans powiadomiony został tuż przed koncertem, ale wstrzymał się z przekazaniem żonie wiadomości do czasu jego zakończenia.

Daisy na scenie z bratem Georgem w 1912 r.

Pomimo licznych występów w Anglii, nikt z niemieckiej socjety, poza paroma bliskimi przyjaciółmi, nie wiedział o talencie muzycznym księżnej. Tym zaskoczonym i proszącym o wyjaśnienie, Daisy odpowiedziała: „Nie mogliście mnie usłyszeć wcześniej, bo jest to pierwszy raz kiedy zaśpiewałam w Berlinie. Do tej pory mówiono mi, że niemieckim damom i księżniczkom nie wypada śpiewać publicznie i mój mąż mi tego zakazywał”. Berliński koncert przyniósł 5 200 marek dochodu na cele charytatywne.
Księżna von Pless bardzo ciężko przeżyła połóg swojego trzeciego synka Bolko, który przyszedł na świat 23 września 1910 r. Bliska śmierci, dochodziła potem do siebie przez prawie dwa lata. Siłą rzeczy śpiew i publiczne występy poszły na drugi plan. Ale gdy zaczęła wracać do Anglii, wpojona w nią od dzieciństwa powinność „noblesse oblige”, połączona z nostalgią za sceną, zaowocowały kolejnym uczestnictwem w charytatywnych przedstawieniach. Zapewne największym z nich był wspólny z siostrą występ w Bournemouth i Lymington na rzecz szpitala dla kalekich dzieci. Shelagh zagrała główną rolę w jednoaktówce „Pistolety dla dwóch” („Pistols for Two”), a Daisy wyrecytowała swój monolog „The Eternal Feminine” oraz odśpiewała w duecie z Denisem Drew balladę murzyńskich niewolników z własnym akompaniamentem na gitarze. Publiczny występ dwóch księżnych naraz był tak wielką sensacją, że dziennik „Daily Mirror poświęcił mu całą frontową stronę wydania z 16 stycznia 1914 r.

Księżna Daisy w duecie z Denisem Drew na przedstawieniu w Bournemouth w 1914 r.

W przeddzień wybuchu pierwszej wojny światowej, księżna von Pless wróciła, jak się potem okazało ku swojemu nieszczęściu, do męża i synów w Niemczech. Prawie natychmiast zaangażowała się w pracę pielęgniarki w berlińskim szpitalu Tempelhof 2. Według referencji danych jej później przez przełożonego, profesora von Kuestera, Daisy „z zadowoleniem i oddaniem opiekowała się rannymi, pocieszając ich i uspokajając swoim serdecznym podejściem. Niestrudzenie podejmowała wysiłki, aby ich rozweselić i pokrzepić, a tym samym ulżyć ich cierpieniom”. Jednym ze sposobów na to było organizowanie dla nich spontanicznych wieczorków muzycznych, podczas których, otoczywszy księżną grającą na fortepianie, aktywnie włączali się w śpiewanie.

Wojenna pielęgniarka Daisy gra na pianinie i śpiewa ze swoimi pacjentami w 1915 r.

W późniejszych latach wojny, księżna pracowała w pociągach sanitarnych. W przerwach pomiędzy angażami, wpadała na Dolny Śląsk by przeprowadzać inspekcje szpitali i domu dla rekonwalescentów na terenie posiadłości von Plessów. W październiku 1915 r. przybyła w tym celu do Szczawna i przy okazji wzięła udział w koncercie dobroczynnym w pobliskich Świebodzicach. Odśpiewała na nim dwie pieśni: „Gebet während der Schlacht „ (słowa Karl Theodor Körner, muzyka Franz Schubert) i „Ave Maria” (muzyka J.S. Bach/Charles Gounod) . Był to jej ostatni występ publiczny.
Fala nieszczęść, jakie spadły na nią po zakończeniu wojny, załamałyby niejednego człowieka. Rozpadło się jej małżeństwo z Hansem, znikł dotychczasowy dobrobyt i bezpieczeństwo finansowe. Wykończony trudami wojny, organizm księżnej zaczął odmawiać posłuszeństwa. Nawiedzająca ją poprzednio tajemnicza choroba (prawdopodobnie stwardnienie rozsiane) atakowała go z różnych stron, paraliżując najpierw nogi, a potem gardło. Jej mowa została porażona i śpiewanie musiało pójść w zapomnienie. Teraz Daisy modliła się tylko w duchu…

Reklamy

Read Full Post »

Ci z Państwa, którzy śledzą moje badania na Facebooku, pamiętają zapewne, że w kwietniu tego roku dzieliłam się z nimi wynikami swojej walki na ebay’u o zakup akwarelowego portretu księżnej Daisy von Pless, namalowanego przez Hala Hursta (1865-1938).
Zetknąwszy się już wcześniej z jego twórczością i pracą z księżną, przekonana byłam, że obraz ten należał do serii sześciu jej portretów wystawionych przez artystę w 1908 r. jako cykl „Kostiumów i Nastrojów” (https://daisypless.wordpress.com/2013/03/30/nieznane-portrety-daisy-i-zabawa-z-hal-hurstem/). Dzisiaj przyznaję, że byłam w błędzie. Powstał on bowiem w 1902 r., a jego genezą były uroczystości związane z objęciem tronu przez króla Edwarda VII.

Hal_Hurst_FL

Księżna Daisy von Pless na akwarelowym portrecie Hala Hursta, który pojawił się niedawno na aukcji ebay’u.

Rządząca od niepamiętnych czasów, królowa Wiktoria zmarła 22 stycznia 1901 r. Jej najstarszy syn i następca, Albert Edward, książę Walii miał wówczas 59 lat i natychmiast, z niecierpliwością, zaczął wprowadzać na dworze drastyczne zmiany.
Na początek, wziął się za królewskie pałace, które oczyścił z nagromadzonego przez matkę blichtru i rozkazał odnowić je w stylu, który odzwierciedlałby jego umiłowanie do wystawnych ceremonii, podkreślających zarówno tradycję, jak i ówczesną siłę Brytyjskiego Imperium. Zapomniany przez wiele lat londyński pałac Buckingham, zachwycający teraz teatralnością swoich wnętrz kapiących czerwienią, bielą i złotem, stał się na nowo reprezentacyjną siedzibą królewską.
Król, i chętnie mu w tym towarzysząca, królowa Alexandra, stali się z własnego wyboru głównymi aktorami okazałych spektakli. Pierwszym z nich było uroczyste otwarcie Parlamentu 14 lutego 1901 r., wydarzenie, w którym królowa Wiktoria przestała uczestniczyć od 1886 r.
Kolejne zmiany dotyczyły regulacji i przebiegu funkcji publicznych na dworze, z których najważniejszymi były coroczne prezentacje. Te tak zwane „Drawings Rooms” nabrały podczas długiego panowania starej monarchini bezbarwnego charakteru monotonnej formalności. Edward VII od razu przesunął je z popołudnia na późny wieczór i rzadko kiedy odelegowywał swoją obecność na innego członka rodziny królewskiej, co w wypadku Wiktorii było bardzo częstym zjawiskiem. Zajmując na nich centralną pozycję, uwielbiał być otoczony kobietami w pięknych wieczorowych sukniach i błyszczących w elektrycznym świetle klejnotach. Choć ubiór osób uczestniczących w tych spotkaniach był ściśle regulowany, kobiety miały swobodę w wyborze dodatków i biżuterii zdobiących ich stroje, przez co wnosiły do nich element niespodzianki i konkurencji. Nic więc dziwnego, że prasa zamieszczała następnego dnia namiętnie czytane przez wszystkich opisy ich toalet.

M1650902391

Scena prezentacji na „pierwszym dworze” króla Edwarda VII i królowej Alexandry, który odbył się 14 marca 1902 r. Ilustracja z The Graphic opublikowana 22 marca 1902 r.

Pierwsza taka funkcja w „nowej” oprawie odbyła się w pałacu Buckingham 14 marca 1902 r. i, siłą rzeczy, wzbudziła potężne zainteresowanie. Relacje z niej zamieściły wszystkie gazety, a towarzyskie magazyny opatrzyły je wieloma ilustracjami. Nasz Hal Hurst uzyskał pozwolenie króla na uwiecznienie tego wydarzenia dużym płótnem olejnym. Swój obraz, zatytuowany „The First Court of Their Majesties King Edward VII and Queen Alexandra” wystawił dla publiczności w maju 1902 r. w londyńskiej galerii M’Lean.
Oto słowa jednego z krytyków, które rozjaśniły mi okoliczności powstania portretu księżnej Daisy: „[W pracy tej] widać doskonale umiejętność Pana Hursta w posługiwaniu się wspaniałymi kolorami śmiało nakładymi pędzlem. Obraz oddaje w pełni przepych wydarzenia. Postacie królewskie, ze szkarłatną kurtyną w tle, ukazane są na drugim planie; efektowny, czerwony mundur Króla kontrastuje wymownie z bielą sukni Królowej Alexandry. Wokół nich zgrupowane zostały damy w dworskich toaletach, wśród których artysta dał główne miejsce Księżnej Henrykowej von Pless ubranej w brokat ozdobiony złotem i futrem i z diamentami we włosach. Choć podobieństwo jest duże, nie udalo się Panu Hurstowi oddać uroczego oblicza tej damy; to co widzimy nie jest w pełni nią.”. Wszyscy się chyba z tym zgodzimy, aczkolwiek gotowa jestem oddać szczery ukłon artyście za wyśmienite oddanie bogactwa i rafinerii jej stroju.

Hal_Hurst_Daisy_detail2

 

 

 

 

 

 

 

Hurst nie zdołał w pełni uchwycić rysów i ekspresji twarzy księżnej Daisy, ale po mistrzowsku oddał bogactwo i detale jej stroju.

 

 

 

 

 

 

 

 

Z całą więc pewnością stwierdzić teraz mogę, że nieznany akwarelowy portret Daisy, który niedawno pojawił się na ebay’u był przygotowawczym studium Hursta do jego wielkiego płótna przedstawiającego „Pierwszy Dwór króla Edwarda VII i królowej Alexandry”, namalowanego w maju 1902 r. Wskazuje na to zamieszczony powyżej opis ówczesnego krytyka i popierają tą diagnozę fakty historyczne.
W 1902 r., księżna przyjechała do Angli już na początku stycznia, zaproszona przez księstwo Devonshire na długi weekend do Chatsworth. Potem odwiedziła księstwo Marlborough w Blenheim, skąd w lutym przeniosła się do siostry do Eaton. Od marca, wraz z mężem, przebywała w Londynie, biorąc udział w licznych przyjęciach na cześć nowego monarchy. 14 marca zostali oczywiście zaproszeni do pałacu Buckingham.
Jak tego wymagał regulamin, Daisy włożyła na tą okazję strój dworski, który składał się z nisko wyciętej sukni z krótkimi rękawami i przyczepionego do ramion długiego na prawie trzy metry trenu. Jego szerokość na dole nie mogła być mniejsza niż 140 cm. Do tego, obowiązkowe białe rękawiczki i trzy (jako mężatka) białe pióra we włosach, osadzone po lewej stronie głowy, z której spływał biały welon długości 115 cm. Z własnego wyboru, stanik sukni ozdobiła szafrą i orderem Teresy Bawarskiej oraz diamentową biżuterią, idącą w parze z diamentową koroną. Wyglądała wspaniale.

Read Full Post »

Po śmierci królowej Wiktorii, wszyscy wiedzieli że na dworze brytyjskim nastąpią wielkie zmiany. Pustelniczy wręcz tryb życia starej monarchini miał niewielu admiratorów. Jej poddani tęsknili za władcą, którego mogliby często widzieć i podziwiać w splendorze godnym wielkiego imperium; za władcą o ludzkim obliczu, ze swoimi wadami i słabostkami, o którym mogliby plotkować z przymrużeniem oka i z fascynacją śledzić jego życie; za władcą, który nie byłby monotonny i nudny. Wiedzieli, że nowy król da im to w nadmiarze, gdy skończy się okres żałoby. Jego koronacja 26 czerwca 1902 r. miała być tego dowodem. Zapowiadała się rzeczywiście spektakularnie.
Od początku miesiąca dystyngowani goście zaczęli zjeżdżać do Londynu: królowie, premierzy, książęta, maharadże, delegacje z krajów imperium, reprezentacje kolonialnych armii, dyplomaci, dygnitarze państwowi, rodzina i osobiści przyjaciele. Wśród tych ostatnich nie zabrakło księstwa von Pless.
Hans i Daisy wynajęli na tą okazję dom pod numerem 7 na centralnie położonej ulicy Hyde Park Street. Wprowadzili się do niego 19 czerwca z olbrzymią ilością bagażu. Wiedząc, że ich życie towarzyskie nabierze teraz niebywałych rozmiarów, księżna starannie przygotowała garderobę, z wielką ilością nowych szat na każdą okazję. Pierwszą większą z nich był wspólny bal wydany 23-go przez damy londyńskiej socjety w Hotelu Savoy. Daisy pojawiła się na nim w jaskrawoniebieskiej sukni, ozdobionej na staniku bukietem lilii. Lilie również miała wpięte we włosy. Już jednak następnego dnia, 24 czerwca, okazało się, że kolejnych kufrów nie ma co rozpakowywać. Z powodu choroby Edwarda VII i niezwłocznej operacji wyrostka robaczkowego, jego koronacja została przesunięta na 9 sierpnia. Plessowie wrócili do Niemiec.
Księżna przerwała pisanie pamiętnika w latach od 1897 do 1902. W wydanej w 1930 r. książce, starała się przywołać z pamięci wydarzenia tamtego lata. Wydawało jej się, że spędzili wtedy spokojnie czas z rodziną w Książu. Być może byli tam przez dzień lub dwa, ale – jak na to wskazują raporty ówczesnej prasy – pojechali także na regaty do Kilonii, skąd wrócili do Anglii, by uczestniczyć w pierwszym balu w Grosvenor House wydawanym przez Shelagh – świeżo upieczoną ksieżną Westminsteru.

Daisy_Lafayette_Cabinet_Photo

Księżna Daisy von Pless przygotowała olbrzymią nową garderobę na uroczystości związane z koronacją króla Edwarda VII. Jej diamentowa korona była niezbędnym dodatkiem. Foto Lafayette’a z 1901 r. z kolekcji autorki

1 lipca, Daisy, wyglądająca „promiennie w białej sukni i wysokiej diamentowej koronie”, wzięła udział wraz z siostrą w raucie, zorganizowanym przez hrabiostwo Landsdowne dla zagranicznych emisariuszy. Tydzień później przyjęły zaproszenie na koncert i przyjęcie w Seaford House, domu lady Howard de Welden. Śpiewał sam Caruso i słynna Suzanne Adams. Księżna von Pless ubrana była wtedy na jasno-niebiesko, księżna Westminsteru na biało.

Pomimo bardzo zajętego kalendarza, Daisy nie zapomniała o wcześniej przyrzeczonym występie na rzecz pomocy walijskim rzemiosłom. Na prośbę lady Llangattock zaśpiewała dwie pieśni przy akompaniamencie lady Limerick. Tego wieczoru miała na sobie białą suknię z szyfonu, z różowymi i fioletoworóżowymi akcentami; jej siostra ubrana była na czarno, z ozdobami w postaci różowych roż.
Tak bardzo wypatrywany bal Shelagh miał się odbyć 2 lipca, ale został o tydzień przełożony w oczekiwaniu na poprawę zdrowia króla. Ewentualnie, monarchę reprezentował jego młodszy brat, książę Connaught, który przyszedł z małżonką i córką, ksieżniczką Margaretą. Innym gościem honorowym była Marie, królewska księżniczka (a póżniej królowa) Rumunii. W swoich wspomnieniach określiła go jako „najwspanialsze i najbardziej eleganckie spotkanie, jakie kiedykolwiek widziałam”, „uczta dla oczu, harmonia, jaka tylko możliwa jest do osiągnięcia dzięki doskonałemu angielskiemu zmysłowi smaku i tradycji: bez jednej fałszywej nuty, bez żadnego błędu, ani w kolorze, ani w proporcjach i detalu; bezpretensjonalny przepych, wytrawna elegancja.” A wśród tego wszystkiego „księżna Daisy Pless, wysoka i cudownie angielska, ze swoją zjawiskową biało-różową cerą. Odziana na złoto, z wysoką diamentową tiarą na miodowych włosach, wesoła, uśmiechnięta, uprzejma dla innych, była rzeczywiście wybijającą się osobowością, doskonałym wcieleniem tamtych dni spokoju, bogactwa i ogólnego dobrobytu.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

QA_Coronation_Bazaar_Graphic

Pomimo choroby męża, królowa Alexandra nie zrezygnowała z funkcji otwarcia bazaru na rzecz patronizowanego przez nią szpitala dziecięcego, Great Ormond Street Hospital. Ilustracja reprodukowana w The Graphic w lipcu 1902 r.

Następnego dnia księżną von Pless czekała ciężka praca. 10 lipca po południu otwierał się bowiem w Ogrodzie Botanicznym przygotowywany od dawna wielki bazar koronacyjny na rzecz szpitala dziecięcego, Great Ormond Street Hospital. Daisy zobowiązała się poprowadzić stoisko niemieckie. Kajzer Wilhelm II przesłał na nie olbrzymią ilość wyrobów porcelanowych z Drezna, wartości 300 funtów. Jego gest był szeroko komentowany na łamach brytyjskiej prasy. Dla podkreślenia swojego udziału, księżna Daisy ozdobiła cały kram wielkimi stokrotkami. Przygotowana była na dużą liczbę klientów. Ich rzeczywista ilość przeszła jej największe oczekiwania.
W dniu inauguracji została oblężona przez tłum wielbicieli już przy bramie wjazdowej do Regents Parku, co spowodowało że do swojego stoiska dotarła godzinę później. Przy sprzedaży pomagała jej siostra Shelagh i matka Patsy. Ta ostatnia musiała być bardzo zadowolona, czytając następnego dnia w gazetach, że „nie wygląda starzej, niż jej córki”! Towar znikał w rewelacyjnym tempie. Nazajutrz było to samo.
Trzeciego, ostatniego, dnia, ludzi na bazarze spotkała miła niespodzianka: ich ulubiony aktor komediowy, Dan Leno, stanął nagle na pianinie, nawołując wszystkich do siebie. Okazało się, że będzie przeprowadzał aukcję niesprzedanych jeszcze przedmiotów ze stoiska teatru Savoy.

Dan_Leno_doll

Dan Leno z żoną, Sarah Lydią Reynolds, i lalką, od sprzedaży której rozpoczął swoją aukcję na bazarze. Foto z kolekcji Lafayette’a w V&A Museum, reprodukowane w The Tatler w lipcu 1902 r.

Dan Leno (1860 – 1904) już od dobrych paru lat był gwiazdą londyńskich scen rozrywkowych. Niesłychanie zabawny w swoich skeczach, piosenkach, mimice i tańcach, oprócz występów solo, pojawiał się także w corocznych bożonarodzeniowych burleskach, parodiujących klasyczne opery lub sztuki teatralne. W 1902 r. publiczność miała wciąż w pamięci jego kobiecą rolę, Siostry Anny, w trawestacji Sinobrodego (Bluebeard) na deskach teatru Drury Lane.
Licytację zaczął od ślicznej lalki. Głaszcząc ją czule, przyrzekł potencjalnemu nabywcy, że jest ona „równie atrakcyjna w środku, jak na zewnątrz”. Kałamarz w kształcie swojego popiersia sprzedał jako wizerunek Sary Bernhardt naśladującej go w jego ostatniej kreacji. I tak dalej i dalej, aż poszło wszystko, włącznie z pianinem, na którym stał.
Nie wiem, jak Daisy to załatwiła, ale w najlepszej manierze dzisiejszego PR sprawiła, że Dan Leno, zakończywszy swoją aukcję, podążył wraz tłumem admiratorów ku jej stoisku i przyłączył się do sprzedaży cesarskiej porcelany. Nie muszę dodawać, że chętnych było więcej, niż towaru.
Bazar Koronacyjny był wielkim sukcesem. Szpital dziecięcy, Great Ormond Street Hospital, otrzymał na swoje potrzeby 25 000 funtów.

Read Full Post »

Sława balu kostiumowego wydanego w lipcu 1897 r. przez księżną Devonshire dla uczczenia diamentowego jubileuszu królowej Wiktorii nie zagasła do dzisiaj. To wydarzenie, w którym uczestniczyło ponad 700 gości, miało miejsce w latach niezwykle silnej pozycji angielskiej arystokracji. Było pokazem jej potęgi i bogactwa, tradycji, korzeni oraz statusu, wydawałoby się, nie do zagrożenia. Nic więc dziwnego, że cytowane i analizowane jest przez badaczy różnych dziedzin historii: politycznej, społecznej, materialnej, obyczajowej i, nawet!, fotograficznej.
Gdyby bowiem nie przedsiębiorczość jednego fotografa, bal ten znany by nam był tylko z opisów i rysunków w ówczesnej prasie. Jego skalę i przepych trudno byłoby sobie wyobrazić. Tym człowiekiem był Monsieur Lafayette – wschodząca gwiazda na firmamencie dziewiętnastowiecznej fotografii, a jego inicjatywą stworzenie prowizorycznego studia w namiocie na terenie ogrodu londyńskiej rezydencji Devonshirów, gdzie „na gorąco” portretował uczestników zabawy. Tego rodzaju „rejestracja”, jakże podobna w pomyśle do dwudziestowiecznego wideo, była w czasach wiktoriańskim niesłychanym ewenementem

JS_Lauder_72dpi

Monsieur Lafayette, czyli irlandzki fotograf James Stack Lauder (1853-1923), twórca najsłynniejszych portretów księżnej Daisy von Pless. Foto za uprzejmością Lafayette Project

„Lafayette” to profesjonalny pseudonim Irlandczyka, Jamesa Stack Laudera (1853 – 1923). Jego ojciec, Edmund Stanley, był właścicielem studia dagerotypów w Dublinie, w którym młody James wtajemniczony został w tajniki rzemiosła. Tak naprawdę chciał być malarzem, ale w porę zdał sobie sprawę, że jego talent nigdy nie dorówna ulubionemu Sir Frederickowi Leightonowi i w zastępstwie podjął studia fotograficzne w Berlinie i Paryżu.
Po powrocie, otworzył w 1880 r. własne atelier, nazywając je z francuska „Lafayette” i reklamując siebie jako artystę „prosto z Paryża”. Wierzył bowiem głęboko, że w jego pokoleniu fotografia wspięła się już na wyżyny prawdziwej sztuki. Na uznanie nie musiał czekać długo.
Jego innowacyjne – w pozie, aranżacji tła i światła – portrety zrobiły furorę. Stał się pupilem irlandzkiej arystokracji i rozgłos o nim rozszedł się szybko poza Dublin. Podczas wizyty księżnej Walii, Alexandry w Irlandii w 1885 r., został wezwany do zrobienia jej zdjęcia w todze i birecie Doktora Muzyki – tytułu, który jej wtedy honorowo przyznano. Wizerunek ten zyskał niezwykłą popularność i sprzedany został w 80 000 kopii!
Dwie sesje z królową Wiktorią, w lutym 1887 r. w Osborne i w czerwcu 1887 r w Windsorze, ugruntowały jego sławę i zdobyły mu królewski przywilej – pierwszy tego rodzaju, przyznany kiedykolwiek irlandzkiemu fotografowi.
Komercyjny sukces Lafayette’a szedł w parze z licznymi nagrodami i medalami, jakie zdobywał za artystyczne osiągnięcia na krajowych i zagranicznych wystawach. W latach 1890-tych otworzył oddziały w Glasgow, Manchesterze i Belfaście. W marcu 1897 r., powitany uroczystym obiadem przez kolegów z branży, rozpoczął działalność londyńskiego studia w czteropiętrowym budynku na prestiżowej Bond Street.

Dziewięć miesięcy później w wywiadzie udzielonym magazynowi St. James’s Budget mógł stwierdzić: „miałem już zaszczyt sfotografować każdego żyjącego członka angielskiej rodziny królewskiej i większość czołowych przedstawicieli Socjety” (tłumaczenie © Barbara Borkowy). Fakt ten wykorzystał w swoim biznesie nie tylko jako reklamę, ale także jako dodatkowe źródło dochodu, sprzedając prawa reprodukcji tych portretów do ówczesnych ilustrowanych czasopism towarzyskich. A był to okres ich niesamowitej profuzji. Nowa, tania metoda druku spowodowała, że pojawiały się na rynku jak przysłowiowe „grzyby po deszczu”. Jedne przetrwały dziesiątki lat, inne kończyły publikację po roku lub dwóch. Dla każdego, archiwum fotograficzne Lafayette’a stanowiło istotne źródło egzystencji.
Atelier Lafayette’a znajdowało się kilka minut spacerem od pałacu Devonshire na Picadilly. Ale kiedy księżna Devonshire złożyła mu propozycję uwiecznienia obiektywem swoich dostojnych gości, wyszedł on temu naprzeciw z niespodziewanym pomysłem: „przeniesienia” swojego studia na lokalizację jej balu. Przedsięwzięcie to nie było łatwe, ale warte ryzyka. Jak sam później powiedział: „nie chcę się chwalić, ale pojawienie się „radosnego fotografa” na tym przyjęciu, uznane zostało za wielce oryginalne i otwarcie komentowane jako miła niespodzianka przy tej historycznej okazji. (…) W ciągu czterech i pół godzin zrobiłem 200 ujęć, co było nie byle jakim wyczynem fizycznym, nagrodzonym jednak w dwójnasób sławą, która potem mnie otoczyła”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Oprócz sprzętu fotograficznego i silnych lamp elektrycznych, Lafayette przygotował na ten wieczór dwa malowane tła. Jedno, odnoszące się do miejsca zdarzenia, przedstawiało fragment ogrodu rezydencji Devonshire z rzeżbą na postumencie; drugie, ewokujące odległe czasy, fragment średniowiecznej komnaty, tzw. „baronial hall”.

DHB_Graphic

Strona czasopisma towarzyskiego The Graphic z raportem na temat balu Devonshire, zilustrowanego zdjęciami Lafayette’a wykonanymi w prowizorycznym studiu zaaranżowanym w namiocie na terenie ogrodu pałacu Devonshire. W prawym dolnym rogu, księżna von Pless jako królowa Saba na tle średniowiecznej komnaty.

Gospodyni, księżna Devonshire, przebrana za Zenobię, królową Palmyry rozpoczęła posiedzenie. Za jej przykładem poszli inni wysoko tytułowani goście. Wśród nich oczywiście księżna Daisy von Pless, dla której ta sytuacja była niewątpliwie tak dobrą zabawą, że nigdy by jej nie przepuściła. Zmusiła nawet do zdjęcia nadąsanego brata George’a, który jak najszybciej chciał wrócić do domu, niezadowolony ze swojego kostiumu i pomalowanej na czarno twarzy. Daisy i George sfotografowani zostali na tle „baronial hallu”, a siostra Shelagh na tle ogrodu Devonshire. Z tych trzech pierwotnych ujęć zachował się tylko negatyw portretu Georga. Siostry wróciły do Lafayette’a na Bond Street w grudniu 1897 r., by powtórzyć portret – tym razem z orientalnym tłem i rekwizytami bardziej w zgodzie z charakterem królowej Saby, którą Daisy wtedy zagrała.

Daisy_DHB_sepia

Księżna von Pless w kostiumie królowej Saby na portrecie powtórzonym w atelier Lafayette’a w grudniu 1897. Jest to jedne z czterych zrobionych wówczas ujęć.

Opuszczając namiot Lafayette’a, księżna Daisy nie przypuszczała chyba, że wkrótce ponownie się spotkają. Po jubileuszowym Sezonie londyńskim i krótkim odpoczynku w Newlands, Hans i Daisy wyjechali do Dublina, zaproszeni przez hrabinę Cadogan, żonę wicekróla w Irlandii, na uroczystości związane z oficjalną wizytą księcia i księżnej Yorku. Włączeni w entourage królewskiej pary, zatrzymali się z nimi w Viceregal Lodge (po więcej szczegółów odsyłam Państwa do mojego blogu „Księżna Daisy i Diamentowy Jubileusz Królowej”).

Tam, 20 sierpnia 1897 r. wezwano Lafayette’a do zrobienia portretów księżnej Yorku. Jak donosił dubliński dziennik Freeman’s Journal and Daily Commercial Advertiser: „miał on wtedy także honor sfotografowania księżnej Henrykowej von Pless, hrabiny Arran, portugalskiego ministra, pana Soverala oraz Sir Donalda M’Kenzie Wallace’a”.
Szklane negatywy portretów księżnej Yorku (późniejszej królowej Marii) zachowały się do dnia dzisiejszego. Przechowywane są w muzeum Victoria and Albert w Londynie. Na podstawie moich wcześniejszych badań nad nimi oraz podanej powyżej wiadomości z Freeman’s Journal and Daily Commercial Advertiser, mogę dziś z całą pewnością stwierdzić, że znany dla poniektórych z nas i reprodukowany poniżej portret księżnej Daisy von Pless powstał 20 sierpnia 1897 r. podczas sesji zdjęciowej w Viceregal Lodge w Dublinie.

Lafayette

P_o_P_1897Portrety księżnej Yorku (po lewej) i księżnej von Pless, wykonane przez Lafayette’a 20 sierpnia 1897 r. podczas sesji zdjęciowej w Viceregal Lodge w Dublinie. Foto z kolekcji autorki.

Fakt, że fotografia ta sprzedawana była później przez Lafayette’a do wielu czasopism, które użyły jej dla zilustrowania zupełnie innych wydarzeń w życiu księżnej, narobił dużego zamieszania co do genezy i daty jej powstania. Cieszę się, że mogę je teraz raz na zawsze sprostować.
Daisy trafiła do atelier Monsieur Lafayette’a jeszcze parę razy, a na pewno 2 września 1898 r i 11 października 1901 r. Jest on autorem jej najsłynniejszych portretów z okresu młodości – portretów które niewątpliwie bardzo lubiła rozdając liczne ich winiety przyjaciołom i znajomym.

Read Full Post »

W połowie lutego 1908 r. w galerii na Mount Street w Londynie otwarto wystawę ostatnich prac popularnego wtedy artysty Hala Hursta. Dwudziestego szóstego tego miesiąca odwiedziła ją księżna Walii (późniejsza królowa Alexandra), by zobaczyć jeden nietypowy na niej eksponat – serię sześciu akwarelowych wizerunków jej przyjaciółki, księżnej Daisy von Pless.
Ówczesna prasa opisała te portrety jako „małe, ale cudowne i bardzo efektowne studia, pełne życia i werwy”, wykonane w ramach interpretacji „Kostiumów i Nastrojów” („Moods and Robes”) osoby do nich pozującej.
Jak na razie udało mi się znaleźć reprodukcję tylko jednego z tych portretów. Jego ikonografia jednak, pozwala nam zrozumieć całościową koncepcję malarza i modela. Przedstawia on Daisy w białej muślinowej sukni ozdobionej na staniku czerwonymi guzami, siedzącą i zajadającą wiśnie z umieszczonego na udach talerzyka. A ponieważ wiśnia jest kwaśna, skwaszony jest również wyraz jej twarzy!

Daisy_Hurst

Księżna Daisy von Pless na jednym z sześciu portretów Hala Hursta z serii „Kostiumów i Nastrojów”. Foto z kolekcji autorki

Oddałabym wiele, żeby poznać kolejnych pięć „odsłon kostiumowych” księżnej i towarzyszącej im mimiki. Świetny pomysł i dobry zabawa, w udziale której odzwierciedliła się doskonale osobowość Daisy – jej poczucie humoru, miłość do praktycznych żartów i talent komicznej interpretacji.
Większość dam nie odważyłoby się na uczestnictwo w takim eksperymencie, obawiając się oskarżeń o frywolność. Wszystkie inne obrazy pokazane na tej wystawie były „normalnymi” portretami pań Widenham-Fosbery, Mayney, Hupple, Walshingham oraz lady Jenkins i lady Garioch. Ale jak wiemy, księżna von Pless nie miała problemów z łamaniem konwenansów. Ich przekraczanie było poniekąd jej czarem. Jak udowodniła sesja zdjęciowa Lafayette’a, z której fotografie przedstawione zostały polskiej publiczności na ekspozycji „Daisy von Pless: Szczęśliwe Lata”, księżna była wdzięczną modelką, w pełni współpracującą z twórcami podczas kreatywnych posiedzeń.

d5193300l

„Kram Cynkarza”, przykład sceny rodzajowej pędzla Hala Hursta. Foto: Christie’s

W większości zapomniany dziś Hal Hurst (1865 – 1938) był za życia bardzo aktywnym artystą. Malował obrazy olejne, miniatury i akwarele. Poza portretami, zajmował się pejzażem i scenami rodzajowymi z miejsc w które zawędrował, zarażony pasją ojca, Henrego Hursta, i przyjaciela, Douglasa Sladena, którzy byli namiętnymi podróżnikami. Był również bardzo płodnym ilustratorem prasy i książek.
Sztukę studiował w Królewskiej Akademii w Londynie i Akademii Julian w Paryżu. W 1896 r. został wybrany na członka Królewskiego Towarzystwa Artystów Brytyjskich (RSBA), w 1898 Królewskiego Instytutu Malarzy w Akwareli (RIPW), a w 1900 Królewskiego Instytutu Malarzy w Oleju (RIOP).
Był też współzałożycielem w 1896 r., a potem przez wiele lat wice-prezydentem Królewskiego Towarzystwa Miniaturzystów (RMS).
Swoje dzieła często pokazywał, zdobywając pochlebne krytyki recenzentów, zwłaszcza za miniatury portretowe egzekwowane w akwareli lub kolorowanym rysunku. W tym samym czasie, kiedy wystawiał portrety księżnej Daisy, brał również udział w ekspozycji miniatur w Modern Gallery na Bond Street.

Hurst_Young_England

„Young England”, przykład miniaturowgo portretu Hala Hursta

Omówione powyżej portrety pędzla Hala Hursta są kolejnymi odgrzebanymi przeze mnie z przeszłości wizerunkami księżnej von Pless. Było ich znacznie więcej. Malowało ją wielu innych artystów. Wciąż, na przykład, poszukuję jej miniatury wykonanej przez Alfreda Pragę oraz obrazów John Ernesta Breuna, Leopolda Schmutzlera i Francisque-Edouarda Bertiera. Jeśli ktoś z Państwa coś o nich wie, proszę o wiadomość.

Read Full Post »

Jako najstarszy syn, dziedzic tytułu i majątku rodzinnego, Jan Henryk (Hans) Hochberg, książę von Pless otrzymał staranne wykształcenie, odbył honorową służbę wojskową w armii cesarskiej i – na życzenie ojca, księcia Jana Henryka XI von Pless – wyruszył w 1882 r. w podróż dookoła świata. Jak donosił londyński The Times odbył ją, przynajmniej częściowo, w towarzystwie księcia Albrechta Meklenburskiego i barona von Tiele Winklera. Razem odwiedzili Amerykę, Indie i Cejlon. Hans wrócił z wojaży w 1885 r. i podjął pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Berlinie, rozpoczynając tym samym swoją karierę dyplomatyczną. Wkrótce został wysłany na placówkę do Brukselii, skąd – na początku 1887 r. – przeniesiono go w randze „attaché” do ambasady niemieckiej w Londynie. W tej nowej roli został oficjalnie przedstawiony na dworze królewskim przez ambasadora, księcia Hermana Hatzfeldta, 1 marca 1887 r. Jako świeżo upieczony dyplomata, wykonywał tylko pomniejsze zadania, często pomagając w pracy trzeciemu sekretarzowi ambasady, księciu Paulowi Wolff Metternichowi. Zawiązana wtedy między nimi przyjaźń, przetrwała długo, kulminując w zażyłości podczas kadencji księcia Metternicha jako ambasadora w Wielkiej Brytanii w latach 1901 -12. Tak więc, na przykład, w kwietniu 1887 r., reprezentować musiał ambasadę na obchodach 42 rocznicy otwarcia niemieckiego szpitala w londyńskiej dzielnicy Dalston, a miesiąc później na uroczystościach 81 rocznicy Towarzystwa Przyjaciół Pomocy Cudzoziemcom. Odbywające się w samej ambasadzie wydarzenia były, oczywiście, bardziej prestiżowe i obowiązkowe w nich uczestnictwo dawało Hansowi możliwość poznania wielu wybitnych osobistości. W marcu 1887 r. wydano tam bankiet z okazji 90 urodzin cesarza Wilhelma I, w maju odświętny lunch na przyjazd ministra spraw zagranicznych, księcia Herberta von Bismarcka, a w czerwcu obiad powitalny dla przybyłych do Londynu króla Saksonii i księcia Ludwika Bawarskiego. We wrześniu 1887 r., młody książę von Pless miał zaszczyt służyć swoją obecnością cesarzewiczowi Fryderykowi podczas jego wizyty w angielskiej stolicy, a potem formalnie pożegnać go na stacji Charing Cross. W 1889 r., Hans awansował na trzeciego sekretarza i przeniesiony został do ambasady niemieckiej we Francji. W swojej paryskiej rezydencji podejmował starych i nowych przyjaciół, jak księcia Herberta Bismarcka, już po jego rezygnacji, w maju 1890 r. Paryż polubił i dobrze się tam czuł, zwłaszcza wśród kolonii amerykańskiej. Tak dobrze, że w listopadzie 1889 r. tamtejsza prasa donosiła o jego zaręczynach ze śliczną panną Bessie Woodford z Baltimore! Jego nowym szefem był książę George Herbert Munster ożeniony z Angielką, lady Harriet St. Clair, poprzednio ambasador niemiecki w Wielkiej Brytanii (1873 – 1885), usunięty stamtąd za zbyt głębokie sympatie wobec kraju żony. Hans zaprzyjaźnił się z nim na tyle, że zgodził się zostać świadkiem na ślubie jego syna, księcia Alexandra, z lady Muriel Henriettą Hay w czerwcu 1890 r. Nowej księżnej Munster przyszło potem dzielić podobny do księżnej Daisy von Pless los angielskiej żony niemieckiego magnata podczas 1. wojny światowej. Hans był już wtedy z powrotem pracownikiem niemieckiej ambasady w Londynie i, jako jej trzeci sekretarz, został ponownie przedstawiony formalnie na dworze królewskim 13 czerwca 1890 r. Przeniesiono go do Anglii na interwencję starego księcia von Pless, który chciał, żeby synowi wyszły z głowy romanse amerykańskie, a weszły tam myśli o stosownym małżeństwie, takim jak np z ubogą wprawdzie, ale królewską księżniczką Victorią (Mayą) Teck. Jednakże znajomości i przyjaźnie, które nawiązał w Paryżu przydały się i, wraz ze statusem zamożnego „kawalera do wzięcia”, otworzyły mu szybko drzwi najlepszych salonów towarzyskich Londynu. Został natychmiast zaproszony na bal, wydany 2 czerwca 1890 r. przez lady Yarborough. 11 czerwca reprezentował ambasadę na obiedzie urządzonym przez lorda i lady Salisbury na cześć księżnej Schleswig-Holstein i jej córek, a 13-go na dworskim koncercie w pałacu Buckingham. Tego czerwca jednak zapamiętany został przez wszystkich jako świetny wodzirej kotylionu, któremu pierwszorzędnie przewodził na balu baronowej Alfredowej von Oppenheim. W grudniu 1890 r. książę Paul Metternich został awansowany na stanowisko pierwszego sekretarza ambasady niemieckiej w Londynie, a książę Jan Henryk von Pless na drugiego. Wiązało się to z kolejnym formalnym przedstawieniem Hansa na dworze królewskim 24 lutego 1891 r. Miesiąc wcześniej cesarzowa Fryderykowa zleciła mu specjalną misję, prosząc by – pomimo życzenia rodziny co do cichego pochówku – reprezentował ją na pogrzebie diuka Bedfordu. Francis Charles Hastings Russel, 9. książę Bedfordu był bowiem dla niej jak przyszywany wujek. Znała go całe życie. Jego żona, lady Elizabeth Sackville-West, była drużką na ślubie jej matki, królowej Victorii, a potem służyła jej długo jako Mistress of the Robes. Stary, schorowany diuk, zastrzelił się podczas chwilowej utraty zmysłów, spowodowanej gorączką zapalenia płuc. Hans_1891

Młody książę Jan Henryk (Hans) von Pless w Lonynie w 1891 r. Foto Walerego z kolekcji autorki.

Cesarzowa Fryderykowa mogła Hansowi osobiście podziękować za spełnienie jej życzenia, bo w kwietniu 1891 r. odwiedziła Londyn z córką, księżniczką Margaretą Pruską. Podczas tej wizyty, młody książę von Pless i baron Janisch z ambasady niemieckiej towarzyszyli jej i zainteresowanym gościom na demonstracji bezdymnego paliwa, mającego uchronić od czadu coraz bardziej duszącą się stolicę. Wynalazcą tej nowej substancji, stworzonej z pyłu węglowego i innych minerałów, był Niemiec, Ferdinand Koopmann. Tak ważny w przyszłych konsekwencjach londyński sezon 1891 r., zaczął się dla Hansa w marcu zaproszeniem na obiad i tańce do bogatej Amerykanki, pani Marshallowej O. Robertsowej, wdowy po biznesmanie i kolekcjonerze sztuki, Marshallu Owenie Robertsie. Kolejnym znaczącym wieczorem, w którym uczestniczył był bal wydany w maju przez lady Scott, którą uhonorował swoją obecnością syn księcia Walii – Eddie, książę Clarence i Avondale. Był on również gościem czerwcowego balu pani Arthurowej Kennard, która nie omieszkała zaprosić także księcia von Pless oraz księżniczkę Mayę Teck z rodzicami. W tym samym miesiącu stoliczna socjeta plotkowała namiętnie o balu urządzonym w hotelu Savoy przez Hansa i dwudziestu innych młodzieńców stanu wolnego. Kawalerzy poprosili niespożytą panią Hwfa Williams o przyjęcie roli gospodyni, w czym ich nie zawiodła, zapewniając gościom zabawę nie do zapomnienia. Obecni tam lady de Trafford, lady Molesworth, lady Dudley, panna Adele Grant (późniejsza hrabina Essex) i jej liczni amerykańscy znajomi mogli potem przekazywać o niej relacje z pierwszej ręki. Na żadnej z wymienionych okazji nie było młodziutkiej panny Cornwallis-West. Zabrakło jej również na liście ponad tysiąca krewnych i przyjaciół poproszonych o przybycie 16 czerwca 1891 r. do White Lodge w parku Richmond na uczczenie srebrnej rocznicy ślubu księstwa Teck. Obecność Jana Henryka von Pless na tej uroczystości świadczy, że ani Teckowie, ani on sam nie zarzucili jeszcze myśli o jego związku z księżniczką Mayą. Sława Daisy Cornwallis-West jako najpiękniejszej debiutantki roku 1891 zaczęła się już jednak rozchodzić. Hans spotkał ją na kilku mniej ważnych balach. Dysponował wtedy niewielką ilością wolnego czasu. 5 lipca bowiem, przybyli do Anglii z oficjalną tygodniową wizytą niemiecki cesarz Wilhelm II z małżonką. Jako sekretarz niemieckiej ambasady, książę Jan Henryk von Pless musiał czuwać nad i brać udział w programie ich zajęć. A był on obszerny i obejmował odwiedziny królowej Victorii na zamku w Windsorze, przyjmowanie licznych delegacji w pałacu Buckingham (gdzie kajser otworzył dodatkowo jednego wieczoru swój dwór), obecność na przyjęciach i recepcjach w Londonderry House, Marlborough House u księcia Walii (gdzie wśród zaproszonych znalazły się pani Cornwallis-West z córką Daisy!) oraz u premiera w Hatfield House oraz na koncercie w Albert Hallu. Dochodziło jeszcze do tego uczestnictwo w przeglądzie wojskowym na Wimbledonie i honorowym pokazie w Kryształowym Pałacu w Sydenham. Poza ważnymi, jego obecność wymagana też była na imprezach towarzyszących, takich jak na przykład spotkanie 24 oficerów rezerwy i piechoty armii cesarskiej w londyńskiej restauracji Tivoli. Jak tylko cesarz niemiecki opuścił Londyn 12 lipca 1891 r., Hans powrócił z ochotą na scenę towarzyskich zabaw Sezonu. 17 lipca wziął udział w obiedzie wydanym w Grosvenor House przez księcia i ksieżną Westminsteru (nota bene dziadków swojego przyszłego szwagra, Bendora). Honorowymi gośćmi tego przyjęcia byli ponownie Teckowie wraz z córką Mayą. Po obiedzie odbyły się tańce w Rubensowej komnacie rezydencji, które zaszczycił swoją obecnością książę Walii (późniejszy król Edward VII) z małżonką i córką Victorią. Teckowie i księżniczka Maya byli również honorowymi gośćmi na balu maskowym baronostwa Ilchester w Holland House, który odbył się 23 lipca 1891 r. Dla Hansa jednakże nie miało już to znaczenia. Gwiazdą wieczoru była dla niego młodziutka i uprzejma panna Daisy Cornwallis-West, która przybyła tam pod opieką swojej babci, lady Olivii Taylour. Nie przepuścił okazji, żeby się jej oświadczyć. Po rozmowie z ojcem Daisy, który dostarczył oczekiwanych dowodów heraldycznych prominencji swojego rodu, ogłoszono 7 sierpnia zaręczyny młodej pary. Deichman_coach_VF

Znajomy Hansa, bankier Baron Adolph Deichman, był jak on entuzjastą i ekspertem powożenia dyliżansów. Rysunek Spy’a z Vanity Fair.

Wydaje się to niewiarygodne, ale w swoim napiętym kalendarzu obowiązków zawodowych i spotkań towarzyskich, książę Jan Henryk von Pless znalazł cudem wolny czas na zawody i pokazy sportowe. Jako wielbiciel koni i doskonały jeździec, zapisał się jakiś czas temu na listę kandydatów do klubu powożenia dyliżansami, tzw Coaching Club, zarekomendowanego mu, prawdopodobnie, przez jednego z przyjaciół, którzy już do niego należeli: niemieckiego ambasadora, księcia Georga Munstera lub niemieckiego bankiera, barona Adolpha Deichmana. W maju 1891 r., w środku londyńskiego Sezonu, został do niego przyjęty i zaczął uczestniczyć w jego regulaminowych zajęciach na swoim nowym powozie marki Holland & Holland, wzorowanym na dawnym dyliżansie pocztowym. F_in_H_HP_Meet_Graphic_1887

Członkowie klubu dyliżansowego „For-in-Hand” na pardzie w Hyde Parku w 1887 r. Ilustracja opublikowana w czasopiśmie The Graphic, 1887.

W Anglii istniały wtedy dwa kluby dyliżansowe. Obydwa otwarte były tylko dla woźniców z umiejętnością powożenia jedną ręką zaprzęgu czterech koni. Starszy, słusznie nazwany „Four-in-Hand”, powstał w 1856 r. jako ekskluzywne stowarzyszenie 30 gentlemenów, którzy szaleńczo wyścigowali się między sobą i dwa razy do roku podczas londyńskiego Sezonu, nie mając stałej siedziby, zjeżdżali się na spotkania w Hyde Parku i na polu paradnym Królewskiej Gwardii. Mogli wtedy przywieźć ze sobą swoich gości, których – z czasem – pozwolono im po paradzie dowieźć na klubowy lunch w wybranej wcześniej miejscowości podlondyńskiej, takiej jak Hurlingham, Ranelagh lub Sydenham. Zarząd nagradzał członków za umiejętność i styl jazdy, za dobór koni pod względem siły i koordynacji kroku oraz za ogólną prezentację pojazdu i zwierząt. Przynależność do klubu „Four-in-Hand” stała się wielce strzeżonym przywilejem wybrańców. Chętnych było znacznie więcej. W odpowiedzi na popyt założono w 1870 r. nowy klub, „Coaching Club”, funkcjonujący na identycznych zasadach jak „Four-in-Hand”, ale bardziej populistyczny. Liczbę jego członków ustalono na 220 osób. Często członek „Coaching Clubu” czekał na wolne miejsce w „Four-in-Hand”, ale gdy je już dostał nie rezygnował z członkostwa w „Coaching Clubie”. W czasach, o których piszę, prezesem tych dwóch klubów był wiekowy i doświadczony diuk Beaufortu. Oczywiście, jako stare wygi, członkowie „Four-in-Hand” byli lepszymi jeźdzcami i ich parady prześcigały perfekcją pokazy „Coaching Clubu”. Przeto ambicją każdego członka „Coaching Club” było wejście do elity określonej przynależnością do klubu „Four-in-Hand”. Ambicję tą książę Jan Henryk von Pless zrealizował w 1893 r. Wracając do Sezonu 1891 r., debiut Hansa jako woźnicy czterokonnego zaprzęgu dyliżansu nastąpił 23 maja. Jego pojazd był jednym z 19, które przybyły tego dnia na pokaz w Hyde Parku i jednym z pięciu, należących do nowo przyjętych członków „Coaching Clubu”. Brzydka pogoda nie zapewniła licznej widowni, ale wśród obecnych znaleźli się tacy obserwatorzy i weterani klubu „Four-in-Hand” jak hrabia Lonsdale, hrabia Londesborough, markiz Londonderry i lord Cheylesmore. Według ich opinii, czwórka kasztanów księcia von Plessa i maniera, w jakiej je poprowadził „wzbudzić tylko mogła same pochwały”. Cztery spotkania „Four-in-Hand” i „Coaching Clubu” w Hyde Parku stały się z czasem wyczekiwanymi wydarzeniami Sezonu. Ich wielką fanką była księżna Walii (poźniejsza królowa Alekxandra), która bez względu na pogodę zawsze się na nie zjawiała w roli dociekliwego widza. Ich dokładne daty, dwie pierwsze przed wyścigami w Ascot i dwie ostatnie przed wyścigami w Goodwood, były podawane do wiadomości publicznej w prasie. Miejscem startu był zawsze skwer przed starym Magazynem Prochu (Powder Magazine), po czym o godzinie 1-ej po południu dyliżanse w ustawionym sznurze przejeżdżały paradnie w stronę Hyde Park Corner, potem traktem Carriage Road w kierunku bramy Queen’s Gate, którą opuszczały park. Po wyjeździe z Hyde Parku, niektóre z nich wracały do domu, inne kierowały się ku wybranej na klubowy lunch miejscowości.

F_in_H_Richmond_ILN_1892

Członkowie „Coaching Clubu” i ich goście w drodze do Richmond na lunch po paradzie w Hyde Parku. Ilustracja w Illustrated London News, 1892 r.

Nie będąc jeszcze członkiem „Four-in-Hand”, książę Jan Henryk von Pless uczestniczył w jego spotkaniach w 1891 r, jako pasażer najpierw dyliżansu lorda Lonsdale, a potem barona Deichmana. Jego drugi tego roku występ na paradzie „Coaching Clubu” 1 lipca 1891 r., ponownie bez dużej frekwencji z powodu deszczu, zdobył mu kolejną wysoką ocenę za piękne konie. 8 grudnia 1891 r. Hans poślubił Daisy w kościele Św. Małgorzaty na terenie opactwa Westminsteru. W przeddzień ich wielkiego dnia ogłoszono zaręczyny księżniczki Mayi Teck z Eddim, księciem Clarence i Avondale. Były kandydat do ręki Mayi honorowo wpisał się do ich księgi życzeń, wystawionej publicznie w pałacu Marlborough House.

Daisy_1892

Daisy, młodziutka żona Jana Henryka von Pless, od 1892 r. zdobiła kozioł jego dyliżansu podczas pokazów „Coaching Clubu” w Hyde Parku. Foto Mendelsshona z 1892 r.

W 1892 r., książę Jan Henryk von Pless ponownie zjawił się swoim dyliżansem na spotkania „Coaching Clubu”. W 1893 r. doszły mu dwa kolejne spotkania klubu „Four-in-Hand”. Jego czwórka doskonałych kasztanów wciąż była chwalona, ale prawdziwy podziw wzbudzała teraz siedząca obok niego na koźle młodziutka żona Daisy.

Read Full Post »

Koniec wojny nie przyniósł księżnej Daisy upragnionej wolności. Upłynął rok zanim mogła wrócić do swojej ojczyzny. Kiedy to wreszcie nastąpiło, we wrześniu 1919 r.,  przyszło rozczarowanie.

Nikt, poza starym bagażowym, nie powitał jej gdy statek, którym przypłynęła, zacumował w porcie Southampton. Nikt nie przyszedł po nią na stację Waterloo, gdy dojechała do Londynu.

Tym „nikim“ miał być prawdopodobnie brat George.

Jak sama wspomina: „czując się samotna i opuszczona“ skierowała się do pobliskiego Kenwood, gdzie mieszkała oddana jej bardzo Nancy Leeds. Miejsce to było jej dobrze znane z przeszłości jako dom bliskich przyjaciół, wielkiego księcia rosyjskiego Michała Michajłowicza i hrabiny Zofii Torby. Musieli go opuścić z powodu złej sytuacji finansowej, w jakiej znaleźli się po rewolucji.

Stamtąd podążyła  do Clouds w hrabstwie Wiltshire, do cioci Minnie, która udzieliła schronienia swojej siostrze. Patsy bowiem została niedawno zmuszona wyrokiem sądu do wyprowadzenia się z Newlands, które George wystawiał na sprzedaż.

Jedyną niezagrożoną przez wierzycieli posiadłością z dawnego majątku Cornwallis-Westów był domek w Arnewood, Hampshire, który Daisy wydzierżawiła od ojca tuż przed wojną. Zajęła się teraz jego porządkowaniem, by umieścić tam chorą matkę i odciążyć równie chorą ciocię. W międzyczasie zdołała odwiedzić francuską ex-cesarzową Eugenię w niedalekim Farnborough Hill.

Ciocia Minnie zmarła na poczatku października 1919 r. Stan zdrowia Patsy wciąż się pogarszał, więc Daisy i Shelagh postanowiły wywieźć ją na południe Francji. Shelagh z Patsy i jej opiekunką, Dolly Crowther, wyjechały tam pod koniec października, zatrzymując się po drodze w Paryżu na Patsy urodziny. Wyjazd Daisy opóźnił brak wizy, którą otrzymała dopiero po interwencji lekarza ambasady francuskiej. Do La Napoule dotarła wreszcie na początku grudnia.

Jak widać z powyższego sprawozdania, pierwsza powojenna wizyta księżnej von Pless w Anglii była pełna bólu i rodzinnych tragedii, połączonych z osobistym rozgoryczeniem, które w swojej późniejszej książce ujęła w sarkastycznych słowach: „Poza dachem rodziny, jedynymi domami, do jakich zostałam zaproszona po długim, ciężkim i przymusowym wygnaniu, były te, które należały do Amerykanki [Nancy Leeds] i Francuzki [cesarzowej Eugenii].“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Daisy nie była w tym stwierdzeniu obiektywna. Zjawiła się w Londynie incognito, z góry wrogo nastawiona do socjety, po tym jak dowiedziała się, że niektórzy znajomi, podobno, oświadczyli, że nie powinna się tu pokazywać tak wcześnie po wojnie. Prasa ją jednak prędko zauważyła i życzliwie, z dużą dozą współczucia komentowała jej kroki. Zdjęcie księżnej, samotnie opuszczającej hotel, znalazło się szybko na pierwszej stronie popularnego dziennika The Daily Mirror. To właśnie z gazet królowa Alexandra dowiedziała się o jej przyjeździe i natychmiast napisała do niej powitalny list.

 

Uchwycona przez paprazzi, samotna księżna Daisy opuszcza swój hotel. Zdjęcie z pierwszej strony The Daily Mirror, opublikowane wkrótce po jej przyjeździe do Londynu we wrześniu 1919 r.

Nieprawdą jest również, że „biedna“ księżna już wtedy nie miała pieniędzy i zmuszona była przemieszkiwać kątem u źyczliwych jej osób. Gdy wpadała z Hampshire do Londynu, zatrzymywała sie w zupełnie przyzwoitym hotelu Carter’s na centralnie położonej ulicy Arbemarle Street. Tam też wynajęła pokój, oczekując kilka tygodni na francuskie papiery. Zachował się list, napisany 29 listopada 1919 r. na papeterii tego hotelu, do jednej z jej nabliższych przedwojenych przyjaciólek, Ettie Desborough. Pomimo kontaktu, Daisy nie złożyła jej wizyty w Taplow. W 1923 r. wyznała dlaczego: „ … kiedy wróciłam do Anglii cztery lata temu, pragnęłam się z Tobą spotkać, ale jakoś nie miałam śmiałości. (…) Mam wrażenie, że zrozumiesz, co wtedy czułam. Widzisz, najdroższa, ja ciągle noszę to nazwisko i nic na to nie poradzę, nawet teraz gdy się z nim rozwiodłam…“. (tłumaczenie © Barbara Borkowy; podkreślenia autorki)

Wygląda na to, że sama Daisy nie czuła się wygodnie w tej wyjątkowej sytuacji i z własnego wyboru nie zapukała wtedy do drzwi swoich przyjaciół.

Siostry zmieniały się w opiece nad chorą matką. Daisy czuwała przy Patsy, gdy Shelagh wyjechała w grudniu do Londynu, by w styczniu 1920 r. wziąść po cichu ślub z kapitanem lotnictwa, Johnem FitzPatrick Lewisem. Kiedy powróciła do Cannes z nowym mężem i córką Marią, Daisy zdecydowała się w marcu na wizytę w Książu. W czerwcu jednak, zawiadomniona o zbliżającej się śmierci Patsy, pośpieszyła z powrotem do La Napoule. W drodze towarzyszył jej Lexel. Całą grupą (włącznie z dwoma kanarkami!) wrócili do Londynu, gdzie matka przeszła ostatnią operację. Czuwając nad nią, Daisy wynajęła pokój w prestiżowym hotelu na Park Lane. Tam, pewnego dnia, złożyli jej wizytę ex-król Hiszpanii, Alfonso XIII i Jimmy, książę Alba.

Księżna von Pless zaczęła się powoli odnajdywać w angielskiej socjecie. By uwspółcześnić swój wizerunek, przyjęła zaproszenie na sesję fotograficzną u słynnego Bassano, wiedząc że jego zdjęcia trafią szybko do odpowiednich gazet. Sesja ta odbyła się 14 lipca 1920 r. Jej negatywy znajdują się  obecnie w archiwum National Portrait Gallery.

Patsy, otoczona rodziną, zmarła w Arnewood 21 lipca 1920 r. Trzy dni potem odbył się pogrzeb, w którym, oprócz dzieci, uczestniczyłi Sir John Fowler (mąż siostrzenicy, Magde Brooke) i Baron Hochberg (reprezentujący księcia Jana Henryka XV von Pless). Licznie stawiła się okoliczna ludność.

Ujęta wieloma wyrazami kondolencji, Daisy zamieściła, 5 sierpnia 1920 r., notatkę w kolumnie towarzyskiej The Times’a dziękując „z całego serca swoim i rodziców przyjacielom, którzy uprzejmie okazali sympatię w jej smutku po śmierci matki, pani Cornwallis-West. Księżna von Pless ma nadzieję, że z powodu ogromnej ilości korespondencji, jaką otrzymała, wybaczą jej oni, że nie będzie mogła im wszystkim odpisać osobiście .“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Przez kilka miesięcy Daisy ociągała się z powrotem do Niemiec. Wiedziała, że musi tam stawić czoła problemom swojego małżeństwa, a tu w Londynie zaczynało być coraz milej. Po kuracji w Bagnolles w sierpniu 1920 r, gdzie pojechała z Shelagh, wróciła ponownie do stolicy. Stopniowo odnawiała dawne kontakty towarzyskie, włącznie z Churchillami, z którymi widziana była na przedstawieniu „Niebieskiej Laguny“ w teatrze Prince of Wales.

Boże Narodzenie 1920 r. spędziła w Książu. Ale nawet w tym tradycyjnym okresie chrześcijańskiego przebaczania, Daisy i Hans nie byli się w stanie pogodzić. W styczniu 1921 r., przerażona i nieufająca niemieckiemu prawu, Daisy napisała słynny list do króla Georga V z prośbą o brytyjską protekcję. W marcu 1921 r. wyjechała do swojego domu z czasów wojny w Garmisch-Partenkirchen na terenie Bawarii. W czerwcu, witana z olbrzymią pompą, wróciła jednak na Śląsk w ostatniej nadzieji pojednania się z Hansem. Niestety, nic z tego nie wyszło i małżonkowie, zatraceni w gorzkich sporach, zgodzili się na pertraktacje rozwodowe. Tego roku Daisy Anglii nie odwiedziła.

Dyskusje ciągnęły się przez większą część 1922 r., odbijając się znacznie na zdrowiu księżnej. W sierpniu 1922 r. znalazła się z bezwładną nogą („Drop Foot“) w Badgastein w Austrii. Napisała stamtąd do Ettie, anonsując swój przyjazd do Londynu i prosząc o spotkanie. Podała jej swój adres: dom panny Doris Jekyll, 24, Sussex Mansions, Sussex Place (blisko Paddington), przyznając że tym razem nie stać jej na wynajęcie hotelu. W londyńskim mieszkaniu wuja Guy Wyndhama nie mogła się zatrzymać ze względu na schody, a należące do Shelagh pied-a-terre było za małe. Głównym celem tej wizyty miały być spotkania: ze specjalistą od nóg i ze słynnym angielskim adwokatem, Sir Williamem Joynsonem. Wizyta ta rzeczywiście nastąpiła we wrześniu 1922 r. Czasopismo The Tatler opublikowało z tej okazji nowy portret ksieżnej von Pless, zrobiony przez fotografa Malcolma Arbutholm.

Portret księżnej von Pless wykonany przez Malcolma Arbutholm z okazji jej pobytu w Londynie w 1922 r.

2 października 1922 r. Plessowie podpisali obopólny protokół rozwodowy, który został zatwierdzony przez sąd w Berlinie 4 grudnia 1923 r.  Od tej pory, pomimo szczodrych, na papierze, alimentów ofiarowanych byłej żonie przez Hansa, Daisy do końca życia borykała się z finansami.

Jedną z jej ówczesnych incjatyw biznesowych był, opisany w poprzednim blogu, kontrakt reklamy kosmetyku Mercolized-Waxu. Przyniósł on jej na tyle pieniędzy, że podczas kolejnego pobytu w Londynie zamieszkała w modnym apartamentowcu, Albert Gate Court na Kennsingtonie. Mogła tam bez zażenowania podejmować, od maja 1924 r.,  dostojnych gości, takich jak królową rumuńską, Marię Koburg lub królewnę hiszpańską, Beatrice.  Swój ówczesny pobyt w stolicy uświęciła kolejną sesją fotograficzną, tym razem w studiu Foulsham & Banfield. Jej zdjęcia z tego posiedzenia staly się z czasem najpopularniejszymi portretami „powojennej“ ksieżnej von Pless.

 

Księżna von Pless w kamerze Foulsham & Banfield. Zdjęcia te stały się jej najpopularniejszymi portretami z czasów powojennych.

Jej przyjazd do Londynu w 1924 r. był bardzo szczęśliwy, bo powodowany radosną okazją ślubu ulubionej siostrzenicy, lady Urszuli Grosvenor, z majorem Williamem Patrickem Filmer Sankey. Uroczystość odbyła się 23 czerwca 1924 r. i była olbrzymim wydarzeniem towarzyskim, na którym Daisy miała okazję spotkać wielu swoich dawnych znajomych i przyjaciół. Ubrana w ładną różowo-kremową suknię, zwróciła na siebie uwagę prasy. Mogła na nowo poczuć się w swoim żywiole.

Były premier J.A. Balfour i Ettie Desborough w drodze na ślub lady Urszuli Grosvenor. Byli oni jednymi z wielu dawnych przyjaciół spotkanych wtedy przez ksieżną von Pless.

W następnym roku zjawiła się w Anglii na kilkutygodniowe wakacje, część których spędziła w renomowanym hotel Pulteney w Bath. Jej choroba postępowała bezlitośnie. W 1928 r., kiedy przeniosła się z La Napoule do Monachium, musiała już używać wózka inwalidzkiego. Aż trudno uwierzyć, że w takim stanie odważyła się ponownie odwiedzić Anglię. Gdy to się stało, zaskoczyła wszystkich pokładami wewnętrznej siły, determinacją prowadzenia normalnego życia i sposobami, jakimi starała się to osiągnąć.

Będzie to jednak temat następnego blogu.

Read Full Post »

Older Posts »