Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘pszczyna’

W swoich poprzednich wpisach niejednokrotnie podkreślałam serdeczność i zażyłość, jaką okazywali sobie członkowie irlandzkiej rodziny matki księżnej Daisy, Patsy. Pisałam wcześniej o dobrotliwej i uroczej babci Olivii oraz o opiekuńczym i wesołym wuju Pat’cie, a ostatnio o kochanej przez wszystkich cioci Minnie. Liczni i w przeważającej mierze znacznie ubożsi kuzyni nigdy nie zostali zapomnieni lub odsunięci przez Daisy lub Shelagh, które często ich u siebie gościły i pomagały im jak mogły. Niniejsza opowieść jest o mało jej znanej kuzynce z Ameryki, Olivii Lukrecji FitzPatrick.

sized_oliver01

Oliver Thomas Edward „Eddie” FitzPatrick (1863-1928), brat Patsy, wuj Daisi, ojciec hrabiny Olivii Larisch von Moennich. Foto: http://www.fitz-patrick.net

Jeden z braci Patsy, Oliver Thomas Edward FitzPatrick, zwany przez wszystkich „Eddim” urodził się w 1863 r. Do Ameryki wyjechał po raz pierwszy w 1885 z nadzieją założenia w Texasie lukratywnego biznesu. Zakupił od meksykańskich chłopów stado owiec, ale nie nacieszył się nimi długo, bo szybko zostały mu one przez nich z powrotem ukradzione. Jednakże w czasie swojego tam pobytu, poznał i zakochał się z wzajemnością w pannie Phoebe Lukrecji Willoughby White, która przybyła do San Antonio odwiedzić stare strony rodziców. Jej ojciec, pułkownik John Adams White, miał tam bowiem w latach 1840-tych farmę, zanim przeniósł się z żoną do Stockton w stanie Kalifornii, gdzie Phoebe przyszła na świat w 1873 r.

W celu uregulowania swoich spraw finansowych, Eddie wrócił do Irlandii, prosząc ukochaną o cierpliwość i wierność. Spotkali się ponownie po siedmiu latach i w sierpniu 1893 r. wzięli ślub w kościele Św. Marka w San Antonio. Zrażony do owiec i Texasu, Eddie dał się łatwo przekonać na wyjazd do Kalifornii, która w owych czasach przeżywała hossę w produkcji owoców cytrusowych. Młodzi małżonkowie więc, dołączyli wkrótce do rodziców Phoebe w Saticoy, w kalifornijskim powiecie Ventura. Tam, w 1894 r, urodziło się ich pierwsze dziecko, Olivia Lukrecja. Rok po niej mieli syna Johna Fredericka, a w 1899 r. kolejną córeczkę, Mary Isabel.
Około 1910 r., Eddie był w stanie kupić własną ziemię i wystawić na niej rodzinny dom. Jest to, istniejące do dnia dzisiejszego i ciągle w rękach jego potomków, rancho zwane Oliver Thomas Edward FitzPatrick’s Ranch, kultywujące brzoskwinie i pomarańcze.
W 1911 r., Eddie zdecydował się wysłać najstarszą córkę do Europy w celu nabrania ogłady i poznania szerszego świata – coś co w tamtych czasach nazywało się „finishing off”. Poprosił w tym względzie o pomoc swoją siostrzenicę, księżną Daisy von Pless, która bez wahania i z szeroko otwartymi ramionami przyjęła na Śląsku młodziutką kuzynkę.
Olivia spędziła z Daisy całą jesień. Nie sprawiała księżnej żadnego kłopotu, a fakt że była ładna, miła i lubiana przez Hansa tylko pomógł jej pobytowi w Książu i w Pszczynie. Uczestnicząc w życiu towarzyskim Plessów, młodziutka Olivia FitzPatrick wprowadzona została w krąg ich najbliższych przyjaciół, wśród których przodujące miejsce zajmowali austriacki arystokrata, Heinrich („Heine”) 6. hrabia Larisch von Moennich i jego żona Henriette, rezydujący w niedalekiej od Pszczyny Solcy. Hrabia Heine był nie tylko ulubionym sąsiadem księstwa von Pless i uroczym gospodarzem podejmujących ich w swoich włościach, ale również organizatorem częstych łowów w Pardubicach i towarzyszem ich polowań na lisy („fox-hunting”) w Anglii.

detail_img.php

Nieistniejący dzisiaj pałac Larischów w Solcy, rezydencja przyjaciół księstwa von Pless: Heinricha („Heine”)  hrabiego Larisch von Moennich i jego żony Henrietty.

W 1896 r. Daisy ubolewała, że jego najstarszy syn i dziedzic, Johann („Hansie”) był beznadziejnie zakochany w jej siostrze Shelagh. W 1912 wciąż kawaler, był on „czterdziestoletnim mężczyzną, aczkolwiek wyglądającym na trzydzieści, pełnym życia i bardzo miłym, choć łysym od niepamiętnych czasów”. Przedstawiła go więc młodziutkiej, siedemnastoletniej wtedy Olivii, która „mając ciemną, hiszpańskiego rodzaju urodę, wyglądała na znacznie starszą”, otwierając jej tym samym szansę na poślubienie dobrej partii. Ta, bez oporu się zgodziła, gotowa nawet przejść na katolicką religię przyszłego małżonka. Szczęśliwi, Hans i Daisy, wyprawili im wesele w Pszczynie 29 kwietnia 1912 r.

735162_317083891744622_1117575876_n

Nowożeńcy: Johann Heinrich Franz Maria „Hansie” Larisch von Moennich (1872-1962) i Olivia Lukrecja FitzPatrick (1894-1971) sfotografowani wkrótce po ślubie. Reprodukcja z austriackiego tygodnika Sport und Salon opublikowana 22 listopada 1912 r., zlokalizowana przez pana Wladislawa VonHochberg.

Olivia „jest niesłychaną dziewczyną, naturalną, dobrą i czarującą” – odnotowała księżna w swoim pamiętniku. Nie pomyliła się. Ta prowincjonalna kuzyneczka okazała się wierną towarzyszką do końca życia. To właśnie ona pomagała Daisy w jej ostatnich latach w Książu i Wałbrzychu i jako jedyna krewna przyjechała na jej siedemdziesiąte urodziny. Kiedy księżna dzień później zmarła, zajęła się pogrzebem i zawiadomieniem rodziny.
Pomimo różnicy wieku, małżeństwo Olivii z Hansiem było szczęśliwe i zaowocowało trzema synami i dwoma córkami. Hansie stał się dziedzicem rodzinnej fortuny w 1918 r. – za późno by cieszyć się swoim statusem. Powstałe w październiku 1918 r. państwo Czechosłowacji odebrało mu tytuł i należne przywileje. Sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej w październiku 1938, kiedy na mocy dekretu monachijskiego region cieszyński przeszedł w ręce polskie. Pod koniec 1944 r. rodzina Larisch -Moennich przeniosła się do pałacu Valec koło Karlowych Warów, a w 1945 wyemigrowała do Austrii, rezydując najpierw we Wiedniu, a potem w ich myśliwskim zameczku w Palfau, gdzie Hansie zmarł w 1962, a Olivia w 1971 roku.

Olivia_Lukrecia_Fitz-Patrick

Hrabina Olivia Larisch von Moennich w średnim wieku. Foto: Archiwum Państwowe w Starej Karvinnie.

Wszystkie posiadłości Larischów na terenie Czechosłowacji zostały skonfiskowane przez państwo w 1945 r. Pałac w Solcy zburzono w 1953 r.

Reklamy

Read Full Post »

Ciocia Minnie, w skrócie „Min“, pojawia się często na kartach pamiętników księżnej von Pless. Podczas pobytów Daisy w Anglii, przyjeżdża zobaczyć się z nią do Newlands, robią razem zakupy w Londynie, jadą do Walli, odwiedzają babcię Olivię i spędzają Nowy Rok w Eaton. Minnie jest też jej częstym gościem w Książu i Pszczynie. W czasie wojny pisze do niej czułe listy i opiekuje się chorą babcią, ojcem i matką. Niewątpliwie, jest ulubioną krewną, której księżna wiele zawdzięcza.
Edwina Virginia Joanna, bo tak brzmiało jej pełne imię, była młodszą siostrą matki księżnej, Patsy. Jak Daisy kiedyś odnotowała, w charakterze i wyglądzie różniły się od siebie tak bardzo, jak ona od Shelagh, ale równie głęboko się kochały i wzajemnie sobie pomagały.

Patsy_Minnie_girls

Dwa pokolenia oddanych sobie sióstr. Stoją od lewej: Patsy Cornwallis-West, Daisy, ciocia Minnie, z Shelagh siedzącą przed nimi. Foto: National Trust/Kingston Lacy Estate, Dorset

Patsy wzięła ślub z Williamem Cornwallisem Westem w 1872 r. Jako mężatka, mogła wprowadzić siostrę do londyńskiej Socjety, co zainicjowała prezentując ją królowej Wiktorii na dworze 3 marca 1877 r. Nieco ponad rok później, 23 lipca 1878 r., Minnie wyszła za mąż za Johna Monck Brooke’go, najmłodszego syna Francisa Richarda Brooke’go i Hon. Henrietty Monck z Castleknock, w dublińskiej dzielnicy Summerton. Jego ojciec był szeryfem hrabstwa Dublinu w 1860 r., a matka córką 3. wice-hrabiego Moncka.
Młoda para osiadła w Elm Green w Castleknock. Ich pierwsze dziecko, dziewczynka, przyszło na świat 10 sierpnia 1881 r., ale umarło po kilku godzinach. Syn Geoffrey zjawił się w 1884 r., rok później córka Mary („Madge“), a kolejny syn Walter w styczniu 1887 r., na osiem miesięcy przed niespodziewaną śmiercią Johna Moncka, która nastąpiła 14 sierpnia 1887 r.
Parę lat po stracie męża, wciąż młoda i atrakcyjna wdowa Minnie opuściła Dublin i zamieszkała w wynajętym szeregowym domku z ogrodem na jednej z typowych, wiktoriańskich ulic Londynu. W wychowywaniu malutkich dzieci pomagała jej guwernantka, panna Price, oraz, najęty specjalnie dla chłopców, sierżant z pobliskiego garnizonu, który trzy razy w tygodniu przychodził uczyć ich w ogrodzie musztry. Najważniejszym jednak opiekunem rodziny stał się brat Minnie, Heremon John Francis Headford Fitzpatrick, zwany przez wszystkich „Patem“, który będąc mężem zaufania rozporządzającym spadkiem pozostawionym synom przez Johna Moncka, starał się jak mógł zastąpić im brakującego ojca. Swój związek z Brooke’ami uświęcił w 1908 r. małżeństwem z siostrą Johna Moncka, Grace Agnew. O jego charakterze, dobroci i oddaniu siostrzeńcom, jak również o jego kontaktach z księżną von Pless pisałam już wcześniej: https://daisypless.wordpress.com/2012/10/14/niesforny-wujek-pat-w-ksiazu/
W 1892 roku, Minnie wyszła powtórnie za mąż, tym razem za młodszego o dziesięć lat Guya Wyndhama (1865 – 1941), drugiego syna Hon. Percy Wyndhama i Madeline Campbell, zamożnych właścicieli majątku East Knoyle w hrabstwie Wiltshire, rezydujących w pałacu Clouds.
Clouds był swojego rodzaju wyjątkiem, bo nie został odziedziczony, ale zbudowany od podstaw w ścisłej współpracy Percego i Madeline z architektem Philipem Webbem. W rezultacie tej kooperacji i późniejszych starań co do jego wyposażenia i funkcji, powstał duży, wygodny dom, od samego początku kochany przez całą rodzinę – do tego stopnia, że jej członkowie starali się potem przenieść jego ducha i atmosferę do swoich własnych rezydencji. Zarówno Percy, jak przede wszystkim Madeline byli wyczuleni na piękno współczesnej sztuki i stali się jej aktywnymi promotorami. Sama Madeline oddawała się z zapałem malarstwu, rysowaniu oraz z dużym sukcesem próbowała swoich sił w odradzającym się wtedy rzemiośle emaliowania. Ich bliskie stosunki towarzyskie utrzymywane z artystami były wyjątkowe w ówczesnych kręgach arystokratycznych, ale z czasem zostały zaakceptowane, a nawet poszukiwane. Nic dziwnego, że ich całe potomstwo stało się członkami elitarnej kulturalnie grupy „Souls“. Przez wszystkich uwielbiana, Madeline była osobą o wielkim sercu, wspaniałą matką i życzliwą gospodynią. Nasza księżna von Pless z czułością cytuje jej list, który napisała do Patsy dowiedziawszy się o chorobie Daisy po narodzeniu Bolka, przekazując jej następujące słowa pocieszenia: „ Moje myśli i gorące modlitwy są z Tobą z powodu nowego zmartwienia, ale mam głęboką nadzieję i wierzę, że ukochana Daisy, ze swoją cudowną siłą ducha i odwagą, przezwycięży tą okropną chorobę skrzepów krwi, bo jest młoda, silna i tak dobra, że Bóg ją na pewno uratuje, by mogła nadal żyć i ulepszać ten świat swoją dobrocią i łagodnością“. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Clouds, East Knoyle, Wiltshire, 1880s, photo Architectural Press, in Peter Davey, p. 36, pl. 23

Clouds, rezydencja rodziców Guya w East Knoyle, którą Minnie często odwiedzała, w której mieszkała od 1915 r. i gdzie zmarła w 1919 r.

Z pięciorga dzieci Percy i Madeline, Guy był w najgorszym położeniu materialnym. Jego trzy siostry, suto wyposażone przez ojca, znalazły mężów, którzy wcześniej czy później zostali dziedzicami dużych fortun. George, jego brat i dziedzic rodzinnego majątku, ożenił się w 1887 z lady Sibell Grosvenor, wdową po jedynym synu 1. księcia Westminsteru i matką jego spadkobiercy, Hugh („Bendora“) 2. księcia Westminsteru – tego samego, który w 1901 r. poślubił Konstancję („Shelagh“) Cornwallis-West, siostrzenicę Minnii.
Małżeństwo Guya z Minnie nie było mezaliansem: on, wnuk barona Leconfielda złączył się przecież z wnuczką 2. markiza Headfortu! Ale, uboga jak mysz kościelna, Minnie nie wniosła żadnego posagu, a co więcej, obciążyła jego skromny dochód trójką swoich dorastających dzieci. Dała mu w zamian urodę i niewyczerpaną dobroć swojego characteru. Ich związek był szczęśliwy i zaowocował kolejną trójką potomków. Najstarszy syn George Heremon urodził się w 1893 r., trzy lata później przyszedł na świat Guy Richard („Dick“), a w 1897 córka Olivia („Bunch“).
Guy Wyndham poświęcił się karierze wojskowej i spędził wiele lat swojego życia za granicą. Służył w prestiżowym 16 pułku kawalerzystów, który pod koniec lat 1890-ych stacjonował w Indiach. Minnie dołączyła do niego dwukrotnie. W czasie jej drugiego tam pobytu, odwiedzili razem Kashmir. Podczas wojny burskiej Guy był adiutantem generała Sir Georga White’a, przeżył długie oblężenie Ladysmith i doszedł do rangi pułkownika. Jak tylko sytuacja w Południowej Afryce jako tako się uspokoiła, Minnie połączyła się z ukochanym mężem. Od 1907 do 1913, Guy sprawował funkcję attaché wojskowego przy ambasadzie brytyjskiej w Petersburgu, dokąd jeżdżąc i skąd wracając zatrzymywał się zazwyczaj u księstwa von Pless. W podróżach tych towarzyszyła mu często Minnie i ich pobyty w Pszczynie, Promnicach czy Książu, Daisy odnotowywała zawsze z wielką radością. Z pamiętnika księżnej wiemy także, że gościła u siebie wszystkie ich dzieci, jak również dzieci Minnie z poprzedniego małżeństwa. Podczas pierwszej wojny światowej Guy pracował w Ministerstwie Obrony.
Percy Wyndham zmarł w Clouds 13 marca 1911 r. W swoim testamencie zostawił Guyowi sumę 5 000 funtów oraz roczne uposażenie w wysokości 850 funtów tak długo, jak długo żyć będzie jego matka Madeline. Guy i Minnie mogli nareszcie, oprócz mieszkania na Lowdnes Street w Londynie, pozwolić sobie na dom na prowincji. Wynajęli Charford Manor w Dawton, niedaleko Salisbury. Nie nacieszyli się jednak długo tą wygodną, 36-pokojową rezydencją. W 1915 r. pochłonął ją pożar. Przenieśli się do Clouds, które w międzyczasie, splotem niesłychanych wydarzeń, stało się własnością ich młodszego syna Dicka.

NPG x81416; Guy Percy Wyndham; George Wyndham by Henry Walter ('H. Walter') Barnett

Guy Wyndham (1865-1941), mąż Minnie i jego starszy brat (siedzi) George Wyndham (1863-1913), ojczym Bendora. Foto Waltera Barnetta ze zbiorów NPG.

George Wyndham odziedziczył Clouds po ojcu w wieku czterdziestu siedmiu lat, mając już za sobą błyskotliwą karierę polityczną. Zaczął ją od stanowiska sekretarza Arthura Balfoura, który był bliskim przyjacielem rodziny. Potem awansował w jego rządzie na wice-ministra wojny, a następnie na ministra Irlandii. W Dublinie powitano go z radością, wiedząc, że w jego żyłach płynie krew rewolucjonisty – pradziadka ze strony matki,  lorda Edwarda Fitzgeralda, który zmarł w 1789 r. w więzieniu, osadzony za bunt przeciwko brytyjskiej dominacji. George, rzeczywiście, z sympatią odnosił się do problemów Irlandii, a jego największym tam sukcesem było uprawomocnienie aktu reformy rolnej. Zamiast jednak wspinać się w karierze do, przewidywanej przez wielu, pozycji premiera, George zrezygnował z polityki w 1905 r. i oddał się innym pasjom: literaturze, armii, polowaniom i administracji majątku w East Knoyle, wobec którego snuł ze swoim jedynym synem, Percym („Perfem“) szerokie plany.
Jako bracia, Guy i George, byli sobie niezwykle oddani. Kiedy, w czerwcu 1913 r., George zmarł nagle na atak serca w Paryżu, Guy przywiózł stamtąd jego zwłoki, a zaraz po pogrzebie zabrał się za uporządkowanie i opublikowanie dla potomności jego listów. W swoim testamencie, George zostawił Guyowi kolejnych pięć tysięcy funtów.
Po śmierci Georga, właścicielem Clouds stał się Perf, ale tylko na czternaście miesięcy, ginąc, jako jedna z pierwszych ofiar wojny, 14 września 1914 r. w bitwie pod Soissons. Nie doczekawszy się syna (jego żoną od kwietnia 1913 r. była Diana Lister, córka hrabiego Ribblesdale), Perf zapisał Clouds swojemu kuzynowi Dickowi Wyndham, czym wzbudził dużą kontrowersję. Z jednej strony, ciotki, uznając teraz swojego brata Guya za głowę rodziny, uważały że majątek powinien przejść na niego, z drugiej, Guy i Minnie znaleźli się w trudnej sytuacji przekazania tej informacji Georgemu Heremonowi, którego Perf zignorował na rzecz jego młodszego brata.
Kiedy, w 1915 r., Guy i Minnie osiedli w Clouds, pałac w dużej części zajęty był przez szpital wojskowy. Ich córka Olivia od razu zaczęła tam pracować jako pielęgniarka. Przyjeżdżająca w odwiedziny ośmioletnia wnuczka Letitia (dziecko Madge, córki Minnie z pierwszego małżeństwa) włączyła się do pomocy, wyprowadzając oślepłych żołnierzy na spacery. Minnie robiła co mogła, by utrzymać dom i ogród w jako takim porządku, całymi dniami plewiąc grządki i sadząc nowe kwiaty i warzywa. Przyjęła też pod swoje skrzydła wnuczka Petera, syna Geoffreya Brooka, jak również opiekowała się troskliwie chorą siostrą Patsy Cornwallis-West. To właśnie z Clouds, Daisy i Shelagh odebrały matkę, by wywieźć ją po raz ostatni na południe Francji.
Starszy syn Minnie, George Heremon Wyndham, zginął na froncie 24 marca 1915 r. Został pochowany na cmentarzu w Belgii. Młodszy, Dick Wyndham, wprawdzie przeżył wojnę i wrócił do domu 8 czerwca 1919 r., ale do końca życia targany był koszmarami tego co widział. W objęciu swego dziedzictwa w East Knoyle, pomagał Dickowi jego ojciec Guy. Razem zdecydowali sprzedać kilka gospodarstw i 1 200 akrów ziemi, by zdobyć fundusz na zapłacenie podatków oraz najpilniejsze remonty w Clouds.

Minnie_Angel

Płyta nagrobna Minnie Wyndham z aniołem wyrzeźbionym przez Alexandra Fishera w kwaterze Wyndhamów na lokalnym cmentarzu w East Knoyle.

Wyczerpaną fizycznie Minnie dopadła szalejąca wtedy grypa hiszpańska. Kiedy jej stan się nagle pogorszył 4 października 1919 r., w domu była tylko Oliwia. W desperacji wskoczyła na motocykl, by przywieźć lekarza. Gdy wrócili, Minnie już nie żyła. Pogrzebano ją na lokalnym cmentarzu w East Knoyle. Jej trumna została zrobiona z dębu rosnącego nieopodal Clouds. Alexander Fisher, jeden z artystów-przyjaciół Madeline Wyndham, wyrzeźbił na płycie nagrobnej pięknego anioła.
O tym, jak potoczyły się losy sześciorga dzieci Minnie, a bliskich kuzynów księżnej Daisy, opowiem w następnym blogu.

Read Full Post »

Niedawno wpadł mi do rąk artykuł na temat Hansela Pless (1900-1984), najstarszego syna księżnej Daisy i dziedzica księcia Jana Henryka XV, napisany w 2002 r. przy okazji publikacji książki Michaela Luke’a, Hansel Pless: Prisoner of History (Hansel Pless: Więzień Historii).
Jego autorem jest historyk sztuki i pisarz James Stourton, urodzony w 1956 r. młodszy syn 26. barona Mowbray i brat Edwarda, obecnego 27. barona Mowbray. Hansel – Jan Henryk XVII von Pless od śmierci ojca w lutym 1938 r. – musiał być po drugiej wojnie światowej częstym gościem rodziców Jamesa, Charlesa i Sheili Stourtonów, skoro ich syn wspomina, że: „jako dziecko, byłem bardzo przywiązany do Hansela Pless. Był on dla mnie i mojego brata jak przyszywany wujek. Ceniliśmy go sobie jako kogoś, kto wydawał się być szczerze zainteresowanym zarówno sprawami dorosłych, jak i dzieci. Wysoki, dystyngowany i subtelny, miał w sobie coś tajemniczego. Był tak cichym i zagłębionym w swoich myślach mężczyzną, że zdobył sobie u naszych sąsiadów przydomek „Księcia Spokoju“ („Prince of Peace”). Brakowało mu pieniędzy, rzadko mówił o przeszłości i nigdy nie wspominał dawnej fortuny. Przedstawiał się jako skromny naukowiec, Pan Pless. O jego dawnym życiu dowiadywałem się powoli. Najbardziej uderzała mnie w nim niesłychana oszczędność. Podróżował przeważnie rowerem. Nosił grube tweedowe garnitury i koszule nie wymagające prasowania, które sam sobie prał i o których przewadze nadaremnie mnie przekonywał. Był osobą bardzo skromną, która na nas – dzieciach – pozostawiła głębokie wraźenie“.

Hansel-2

Skromny naukowiec, Pan Hans Pless z powodu oszczędności podróżował wszędzie rowerem.

Tak głębokie, że kiedy po wielu latach, w 1994 roku, James Stourton znalazł się – jako dyrektor londyńskiego domu aukcyjnego Sotheby’s – w Krakowie, aby osobiście przestudiować Damę z Łasiczką Leonarda da Vinci w zbiorach tamtejszego Muzeum Czartoryskich, przedłużył swój pobyt w Polsce w celu poznania dawnych posiadłości Hansela.

Pierwszy widok pałacu w Pszczynie nie zrobił na nim dobrego wraźenia: „Tuż za miasteczkiem wjechalem do rozleglego, ale zapuszczonego parku w stylu angielskim z jeziorem i dużym, prostokątnym pałacem w stylu Drugiego Imperium [Francuskiego], który w swojej ostentacji wyglądał bardzo „nouveau-riche“. Mile zaskoczyły go jednak wnętrza i ich wyposażenie. Odwrotnie było w Książu, gdzie ujrzał zamek, który uznał za zdumiewające połączenie stylów pałaców w Neuschwanstein i Colditz, ale dwa razy większy: „po prostu olbrzymi, usytuowany wspaniale na szczycie góry, z widokami, które należeć muszą do najpiękniejszych na Dolnym Śląsku“. Co zaparło mu dech w piersi, był „niewyobrażalny wręcz rozmiar przedsięwzięcia“, w konsekwencji którego powstał nie tylko zamek, ale również zabudowania gospodarcze, stadnina i ujeżdżalnia koni, wszystko na skalę cesarskiej wręcz rezydencji. Widząc to, zgodzić się musiał ze słyszaną wcześniej opinią wyrażaną w czasach edwardiańskich, że ze wspaniałością książańskiej rezydencji rywalizować mogła w Anglii tylko siedziba diuka Portlandu w Welbeck. Niestety wnętrza, splądrowane – jak się dowiedział – najpierw przez SS, a potem przez Rosjan, przedstawiały żałosny widok ofiary podwójnie zbeszczeszczonej przez wojnę. Z tą smutną refleksją wrócił myślami do Hansela, zastanawiając się, jaki efekt wywarły na nim te zmienne koleje historii: „Nidgy nie dał wrażenia, że był nimi przygnębiony. Pomógł mu w tym jego stoicizm, który jednakże różnił się od obojętności [w ucieczce ku wyźszym celom] propagowanej przez filozofię Augustyna, o czym przekonałem się pewnego dnia, kiedy Hansel podarował mi książkę Oswalda Spenglera The Decline of the West (Zmierzch Zachodu). Studiował on również Nietzsche’go i bardzo wcześnie w swoim życiu pracował nad osiąganiem osobistego spokoju w świetle losowych przeciwności. Jeśli chodzi o stosunki z pojedynczymi osobami, Hansel zawsze wykazywał optymizm, co pomogło mu w utrzymaniu wielu przyjaźni. Co zaś tyczy się rzeczy materialnych, to nigdy przetem i potem nie spotkałem człowieka, który byłby wobec nich tak obojętny jak on – i co być może wyszło mu w sumie na dobre“.
Hansel Pless zasługuje na znacznie szersze omówienie. Niniejszy wpis proszę więc potraktować jako zapraszający wstęp do kolejnego blogu, nad którym zaczęłam pracować.

Daisy_Memories_vol1

Jeszcze do niedawna pamiętniki księżnej Daisy zostawiano gościom do czytania w ich sypialniach.

Artykuł Jamesa Stourtona zawiera również jedno niezmiernie ważne – w świetle niedawnej polskiej publikacji drugiego tomu pamiętników księżnej Daisy – stwierdzenie, świadczące o wadze i statusie, jakim jej książka osiągnęła. Pisząc, że jest ona „jedną z najlepszych rekolekcji na temat międzynarodowej socjety przed pierwszą wojną światową“, autor – jako członek współczesnej angielskiej arystokracji – przywołuje wciąż nie tak dawne czasy, kiedy „w każdej szlacheckiej rezydencji w Anglii, w sypialni dla gości“ znaleźć można było obowiązkowo na półce dwie pozycje do czytania: tom wzruszających listów syna lorda Lytton, wydanych po jego tragicznej śmierci i zatytuowanych Antony oraz – tak bliskie nam – wspomnienia „naszej“ Daisy, Princess of Pless by Herself. (tłumaczenia©Barbara Borkowy)

Read Full Post »

Po udanej wyprawie turystycznej jachtem siostry po kanałach Holandii, księżna von Pless wróciła do synków, pozostawionych pod jej nieobecność u rodziców w Newlands. Dzidzuś Bolko nie czuł się najlepiej, więc Daisy postanowiła odsunąć datę wyjazdu do Niemiec. Czas spędzała na zabawach z dziećmi, kąpielach w morzu i wypadach z Shelagh na regaty do pobliskiego Cowes. Zauważono ją tam elegancko ubraną w „niebieski kostium żeglarski, mały kapelusik i czerwoną apaszkę”.
Hans wybrał się na kurację do Marienbadu (Marianskich Lazni), a ona na leczenie nóg do Bagnolles w Normandii. Rodzinka spotkała się ponownie w Promnicach, skąd wszyscy wyjechali razem do Książa. Tam, w październiku, dotarło do nich grono przyjaciół z Anglii, włącznie z siostrą Shelagh.
Zbliżał się czas polowań, a z nim łowieckie wizyty cesarza Wilhelma II. W tym roku, 1911, po raz pierwszy uhonorował on swoją obecnością bliskich znajomych Plessów, hrabiostwo von Francken-Sierstorpff w ich śląskiej rezydencji, Żyrowej. Książę i księżna von Pless nie mogli odmówić ich zaproszenia.

281377

Manierystyczno-barokowy pałac w Żyrowej był prezentem ślubnym ojca hrabiny Mary von Francken-Sierstorpff. Foto: http://www.dolnyslask.org.pl

Hrabia Johannes von Francken-Sierstorpff i jego żona Maria (nazywana także Mae lub Mayą) byli częstymi gośćmi na przyjęciach w Książu – bardziej chyba z wyboru Hansa, niż Daisy, która nie miała o nich najlepszego zdania. Hrabiego, nazywanego przez przyjaciół „Sturmem”, uważała za plotkarza i „głośnego, grubego niemieckiego snoba”, a hrabinę określiła kiedyś jako „Amerykankę, żądną sukcesu towarzyskiego i małpującą wszystkie moje stroje”.
Hrabina von Francken-Sierstorpff pochodziła rzeczywiście z nowojorskiego Brooklynu. Była jedyną córką Edwina F. Knowltona, producenta wyrobów ze słomy. Nie był on bogaty na skalę amerykańskich potentatów finansowych, ale ciężką pracą dorobił się jako takiego majątku. Mae poznała swojego przyszłego męża na balu w Newport. Ich wesele odbyło się w jej rodzinnym mieście 26 kwietnia 1892 r. W prezencie ślubnym dostała od ojca zespół pałacowy w Żyrowej.
Edwin F. Knowlton popełnił samobójstwo w 1898 r, zapisując córce dożywotnie użytkowanie funduszu powierniczego wartości 1 200 000 dolarów.
Kajzer znał dobrze hrabiego Johannesa von Francken-Sierstorpffa z czasów nauki na uniwersytecie w Bonn, gdzie obydwoje byli członkami elitarnego bractwa studenckiego, Borrusia Corps. Wypadł on jednak z jego łask z powodu późniejszej skłonności do hazardu, czego cesarz absolutnie nie tolerował. Z tej samej przyczyny zraził się do hrabiny, która, wkrótce po przyjeździe do Niemiec, wygrała pokaźną sumę w karty z jego szwagrem, księciem Ernestem Guntherem von Schleswig-Holstein.
Choć przyjmowani na dworze, odsuwani byli od intymnych spotkań. Jeszcze w 1903 r., księżna von Pless opisywała rozpacz Marii, która – „jak wiem będzie wypłakiwała się całą noc Sturmowi” – bo podczas regaty w Kilonii nie została zaproszona ani na lunch na pokładzie cesarskiego jachtu „Hohenzollern”, ani na obiad wydawany przez bratową Wilhelma II, księżną Henrykową Pruską.
Decyzja przyjazdu kajzera do Żyrowej, była więc publiczną nobilitacją gospodarzy. Mae była przeszczęśliwa, a wraz z nią cała prasa zza oceanu, która entuzjastycznie zamieszczała sprawozdania z przygotowań do i z przebiegu pierwszej cesarskiej wizyty pod dachem Amerykanki!
Sierstorpffowie starannie się do niej przygotowali. Aby przypadkiem nie zabrakło ptactwa do odstrzału, hrabia sprowadził z Czech 5 000 dodatkowych bażantów, pomimo wielkiej ich ilości na własnych polach. Zarządził też budowę nowej elektrowni, która zasilić miała tysiące świateł wspaniałej iluminacji. Hrabina zaś zaplanowała dla zacnego gościa tradycyjny obiad na Święto Dziękczynienia (Thanksgiving) i podała mu do spróbowania słodkie ziemniaki i pieczonego indyka z sosem żurawinowym oraz, na deser, kruche babeczki z dżemem („mince pies”).
Cesarz spędził w Żyrowej dwa dni, od 30 listopada do 1 grudnia, po czym – wraz z księciem i księżną von Pless – wyjechał na kolejne polowanie, tym razem na grubego zwierza do Pszczyny.
Tak ważna okazja musiała oczywiście zostać uwieczniona na zdjęciu, które później rozpowszechniono wydaniem karty pocztowej. Jedną z nich, którą reprodukuję poniżej, ma w swoich zbiorach organizacja „Dolny Śląsk”. Do jej opisu, pozwoliłam sobie włączyć parę nazwisk osób, które byłam w stanie dodatkowo zidentyfikować.

176037

Goście na polowaniu w Żyrowej 30 listopada – 01 grudnia 1911 r.Od lewej do prawej: książę Lichnowski, baron von Jasisch, księżna Lichnowska, książę Hans Heinrich von Pless, hrabia Johannes von Francken-Sierstorpff, hrabia Strachwitz, dr Niedner, księżna Daisy von Pless, Leo von Caprivi, książę von Ratibor, hrabia Edwin von Francken-Sierstorpff, hrabina Mary von Francken-Sierstorpff, hrabia Platen, cesarz Wilhelm II, hrabia Wojciech con Francken-Sierstorpff, hrabia Jan Klemens von Francken-Sierstorpff oraz czterech niezidentyfikowanych gentlemenów. Foto: http://www.dolnyslask.org.pl

Księżna Daisy nie mogła się doczekać możliwości otwartej i szczerej rozmowy z cesarzem, gdy ten stał się gościem w jej domu przez cztery dni, od 1 do 5 grudnia (proszę zwrócić uwagę, że dotychczasowe biografie ksieżnej von Pless mylnie umiejscawniają tą wizytę na listopad 1911 r.). Fakt, że przybył do Pszczyny z licznymi dostojnikami niemieckimi, wśród których nie zabrakło jawnych wrogów Anglii i orędowników zbrojnej konfrontacji, nie zbił jej z tropu. Już wcześniej, z Bagnolles, napisała do niego list z krytyką niefortunnego wysłania do Maroka kanonierki „Panther” i prośbą o złagodzenie politycznej burzy poprzez zwołanie konferencji, jaką przyrzekł w maju królowi brytyjskiemu, Jerzemu V. Teraz chciała go przekonać, że antygermańskie nastroje w Anglii nie są tak powszechne i głębokie, jak prezentują mu je jego doradcy – na tyle tchórzliwi, że nie stać ich na własne zdanie i dyskusję.
Po wyjeździe cesarza, zaprosiła do siebie barona von Stumma, pracownika Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gotowego – jak ona – zrobić wszystko, by doprowadzić zwaśnione rządy do obrad przy stole. Ten cel oraz „tłumacznie jednego kraju drugiemu” przyświecał jej kolejnemu wyjazdowi do Anglii. Dopieła go, pomimo ataku choroby, który przykuł ją do łóżka.
Radością i dumą napełnił ją fakt, że kajzer wyraził w końcu zgodę na dyplomatyczną wymianę opinii pomiędzy Berlinem a Londynem i że misję tą powierzono szanowanemu przez nią politykowi, Lordowi Haldane. Ucieszył ją również wynik tak oczekiwanej konferencji na temat wpływów niemieckich w Afryce, która pozostawiwszy Francji Maroko, przydzieliła Niemcom protektorat nad częścią Francuskiego Konga. Jak się okazało, było to za mało i za późno. Cesarstwo Niemieckie nie tylko nie zaprzestało zbrojeń, ale je zwiększyło otrzymawszy na to pozwolenie Reichstagu.
Rozmowy księżnej von Pless z cesarzem Wilhelmem II w Pszczynie w grudniu 1911 r. były początkiem jej niestrudzonej działalności antywojennej. Niestety nie zmieniły biegu rzeczy.

49784

Lord Richard Burdon Haldane (1856 – 1928). Jego pertraktacje z Niemcami w lutym 1912 r. uznane zostały początkowo za sukces, który jednak okazał się połowicznym.

Kiedy, w kwietniu 1917 r., Ameryka przystąpiła do działań wojennych, rząd USA zainteresował się majątkiem niemieckim ulokowanym w tamtejszych bankach. W listopadzie 1918 r. podjęto decyzję zarekwirowania mienia tych obywateli amerykańskich, którzy poprzez związek małżeński weszli w rodziny niemieckie lub austriackie. Na liście tych osób znalazła się także hrabina von Francken Sierstorpff. Zabrano jej olbrzymi fundusz powierniczy założony dla niej przez ojca, jak również obligacje wartości 3 600 dolarów, 21 457 dolarów w gotówce i polisę ubezpieczeniową na 10 000 dolarów.
Hrabia Johannes von Francken-Sierstorpff zmarł w 1917 r. Hrabina Maria przeżyła go o 12 lat.

Read Full Post »

Parę miesięcy temu na facebooku Fundacji Księżnej Daisy pojawiła się fotografia przedstawiająca księżną na pokładzie jachtu jej siostry Shelagh. Zlokalizował ją w austriackim tygodniku Sport im Bild pan Wladislaw VonHochberg i uprzejmie podzielił się swoim odkryciem z resztą fanów.
Ten piękny i nietypowy portret Daisy zachwycił wszystkich.

D_Yacht_FL

Księżna Daisy von Pless na pokładzie jachtu siostry w lipcu 1911 r. Foto z Sport im Bild, 08/09/1911, zlokalizowane przez pana W. VonHochberg

Osobiście kontemplowałam i studiowałam go przez dłuższą chwilę, zastanawiając się co w nim jest, co przypomina mi rzecz wcześniej widzianą. Pewnego dnia przyszło olśnienie: księżna von Pless ubrana jest na nim tak samo jak na rysunku „Daisy w szkockim berecie” znajdującym się w zbiorach Muzeum Zamku w Pszczynie!!! Jedyną różnicą na „portrecie pszczyńskim” są dwa pióra przypięte do czapki na czole dekoracyjną egretą. Ich wielkość i prominentna pozycja sugerują, że mamy do czynienia z wizerunkiem kobiety przebranej w folklorystyczny strój.

D_Beret

Księżna Daisy von Pless w Szkockim Berecie, rysunek w zbiorach Muzeum Zamkowego w Pszczynie, datowany na 1912 r.

Tradycyjne szkockie nakrycie głowy to „bonnet” składający się z paska obciskającego czoło („headband”) i spoczywającej na nim szerokiej kolistej czapy („crown”), na środku której przyszyty jest pompon („toorie”). Headband ma często dekorację w biało-czerwoną kratkę i dwie wstążki z tyłu służące do regulacji rozmiaru. Spadają one albo na szyję, albo wiązane są w kokardę. Crown jest luźna i przechylona na prawo. Na lewej stronie headband’u przypięta jest rozeta („cockade”) z symbolem klanu, podtrzymująca bukiecik obranej przez klan rośliny (hackle”).

Plain Balmoral in Lovat green.(1)

3690890BLACK-WATCH-RED-HACKLE-army-soldier-cap-Scottish-badge-miltary-red-plume-cap-badge-crest-BTradycyjny szkocki bonet cywilny i wersja wojskowa pułku „Black Watch”.

W czapkach wojskowych symbol klanu zastąpiony jest znakiem pułku, a bukiet rośliny wiązką piórek. Długie orle pióra nie były szczególnie używane przez Szkotów. Jeśli już, przypinali je sobie tylko szefowie klanów. Zaadoptowały je jednak do swoich kapeluszów szkockie damy.
Szkocki bonet nie jest beretem, bo opiera się na opasce. Jego późniejsza, wiktoriańska wersja, tzw „Tam o’Shanter” jest bardziej zbliżona do beretu, ponieważ ma tą opaskę o wiele cieńszą.
Czapka księżnej Daisy luźno nawiązuje do cech charakterystycznych klasycznego bonetu szkockiego. Powiedziałabym wręcz, że jest ona bardzo odległą fantazją na jego temat.
Nie mam wątpliwości, że na obu portretach księżna Daisy ma ubranie, które przygotowała specyficznie na wycieczkę jachtem siostry. Wątpię, by ten zestaw często potem powtarzała pretendując, że biała bluzka z krawatem i swobodne, wygodne nakrycie głowy, mające pierwotnie chronić jej fryzurę od wiatru na morzu, mogły być następnym razem wykorzystane przez nią na przedstawienie jej koneksji ze szkockimi górami.
Czy Daisy przypinała do i odpinała egretę z piórami ze swojej czapeczki żeglarskiej by zmienić jej wygląd i funkcję?. A może to autor rysunku popuścił cugle wyobraźni i dla celów artystycznych umieścił pióra na jej czole? W każdym razie „portret pszczyński” nie przedstawia Daisy w „kostiumie szkockim” („Highland costume”) jak to opisał w swojej książce pan John Koch. Jego jedynym, po trosze tylko „szkockim” elementem są pióra przypięte do czapki, która nie jest ani beretem, ani tym bardziej bonetem szkockim.

eb7462af041c590700abd83f1226882e

Bardziej udana interpretacja szkockiego bonetu jako nakrycia głowy dla kobiety: Katherine Hepburn w filmie „Mary of Scotland”, 1936

Fotografia księżnej von Pless na pokładzie statku siostry wykonana została w lipcu 1911 r. Ciągle słaba po poważnej chorobie i zmęczona napiętym życiem towarzyskim angielskiego Sezonu podczas i po koronacji króla Jerzego V, Daisy wyznała w pamiętniku: „Każdy jest tak miły i zadowolony, że widzi mnie ponownie zdrową, ale – choć przyjechałam tutaj [do Londynu] tylko pięć dni temu, czuję jakbym tu była już pięć tygodni i przeto cieszę się że 30-go [czerwca] wyruszamy z kochaną Shelagh na spokojną wycieczkę jej jachtem po kanałach Holandii.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
W wyprawie towarzyszyli im: kuzynka ze strony babci, Adelaide Taylour, książę Jimmy Alba, lord Falconer i lord Thynne, syn 4. markiza Bath. Gdziekolwiek przycumowali, czekały na nich samochody, by obwieźć ich po zabytkowych miejscach. Daisy bardzo spodobała się Holandia: „pokochałam Bruges, jej stare domy i kanały oraz wszystkie cudowne obrazy Memlinga. Oczywiście, każdy Franz Hall i Rembrandt w Holandii przewyższa ich dzieła widziane gdziekolwiek indziej. Mam nadzieję przyjechać tu ponownie.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
O ile mi wiadomo, życzeniu temu nie stało się zadość.

Read Full Post »

W swoich badaniach nad księżną Daisy trafiam na wiele faktów, których – choć jej bezpośrednio nie dotyczą – trudno zignorować. Odnoszą się one do jej własnej lub Hochbergów rodziny i są czasem tak wielkiej wagi, że zakrawają na miano nietuzinkowych odkryć.
Dzisiaj chciałabym przedstawić Państwu dwóch wybitnych artystów, jacy pracowali nad wystrojem zamku w Pszczynie oraz nieistniejącej już rezydencji Plessów w Berlinie. Byli to, działający w partnerstwie Francuzi: Jules-Edmond-Charles Lachaise i Eugene-Pierre Gourdet.

DP811123

Projekt plafonu Zielonego Salonu na zamku w Pszczynie autorstwa Lachaise’a i Gourdeta. Foto: MMoA

Z jakiegoś powodu (niewiedzy?) ich nazwisk nie wymienia ani dostępna mi literatura na temat Pszczyny, ani strona internetowa muzeum. A przecież zachowały się ich projekty, które od 1967 r. podziwiać można w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. Ich oryginalne opisy nie budzą wątpliwości co do genezy, lokacji i autorstwa. Na dodatek dekoracja ścian i sufitów pszczyńskich prawie dokładnie się z nimi pokrywa. Mowa tu o plafonie w Zielonym Salonie oraz dobrze znanym wszystkim malowanym panneau przedstawiającym zamek w Książu.

DP811126

Project panneau z zamkiem w Książu zdobiący ścianę rezydencji pszczyńskiej autorstwa Lachais’a i Gourdeta. Foto: MMoa

Jeśli trzy zachowane projekty wystroju Pszczyny wraz ze szkicami zdobiących ją elementów architektonicznych są podniecającą dla każdego historyka sztuki ciekawostką, to dziewięć przetrwałych rysunków i gwaszy dekoracji pałacu Plessów w Berlinie pozwala mu na fantastycznie interesującą wycieczkę w przeszłość. Bowiem budynek ten, stojący kiedyś pod numerem 94 na Wilhemstrasse, został całkowicie zburzony na przełomie 1913/1914 r.

mi04913g11a

Nieistniejący już pałac Plessów przy 94 Wilhelmstrasse w Berlinie.

Analizując tą dokumentację i włączając odrobinę wyobraźni, zobaczyć możemy jak wyglądała w środku berlińska siedziba Hochbergów. O tym, że olśniewała wielkością i przepychem wiemy z licznych przekazów. Teraz widzimy, że jej sufity zdobiły alegoryczne plafony lub, jak w przypadku jadalni i westybulu, geometryczne plecionki. Lunety okien na klatce schodowej wypełnione były ściennymi malowidłami rodzajowymi, a z gzymsów pokojowych ścian zwisały delikatne girlandy. Jak styl architektoniczny budynku, tak i wystrój jego wnętrz utrzymany był w eleganckim stylu neorenesansowym. By oglądnąć wszystkie dostępne projekty pszczyńskie i berlińskie, proszę wejść na stronę: http://www.metmuseum.org/search-results?ft=pless&x=0&y=0&rpp=10&pg=1

DP811124

Projekt oktogalnego plafonu w pałacu Plessów w Berlinie autorstwa Lachaise’a i Gourdeta. Foto: MMoA

Człowiekiem odpowiedzialnym za przebudowę zamku w Pszczynie w latach 1870 – 76 i wzniesienia pałacu Plessów w Berlinie w latach 1873 – 75 był francuski architekt Aleksander Hipolit Destailleur. Wygląda na to, że z jego rekomendacji w obu miejscach znaleźli również pracę Lachaise i Gourdet.
Obydwoje byli we Francji bardzo aktywni i dobrze znani. Ich największą patronką była cesarzowa Eugenia.

DP811128

Projekt malowidła ściennego w lunecie okna klatki schodowej w pałacu Plessów w Berlinie autorstwa Lachaise’a i Gourdeta. Foto: MMoA

Niewiele wiadomo o ich życiu prywatnym, poza tym że Eugene-Pierre Gourdet urodził się w Paryżu w 1820 r., a Jules-Edmond-Charles Lachaise zmarł w 1897. Zapewnili sobie jednak wybitne miejsce w historii sztuki dekoracyjnej. Uważani są za klasycznych przedstawicieli wystroju wnętrz Drugiego Imperium Francuskiego, charakteryzującego się wykwintnym przepychem ówczesnych czasów.

DP811120

Projekt dekoracji sufitu jadalni w pałacu Plessów w Berlinie autorstwa Lachaise’a i Gourdeta. Foto: MMoA

Cesarzowa Eugenia tak bardzo lubiła styl Lachaise’a, że zatrudniła go przy dekoracji swojej rezydencji na wygnaniu w Anglii. Do śmierci w 1920 r. mieszkała w Farnborough w hrabstwie Hampshire.
Jej dobra znajoma, Daisy von Pless, często ją tam odwiedzała. Ciekawe, czy wiedziała że dla obu z nich pracował ten sam artysta…?

Read Full Post »

Odkąd w maju 1915 r. pałac w Pszczynie stał się główną kwaterą cesarza Wilhelma II, jego bramę przekroczyło wielu niemieckich polityków i dygnitarzy wojennych.

Jednym z nich był as niemieckiego lotnictwa, baron Manfred von Richthofen (1892 – 1918), który wezwany został do sztabu w maju 1917 r.

 Manfred von Richthofen, „Czerwony Baron”, gościł w Pszczynie w maju 1917 r.

Z ponad pięćdziesięcioma zwycięstwami na swoim koncie, von Richthofen był już wtedy bohaterem narodowym. Przezwany „Czerwonym Baronem“ z powodu koloru swojego samolotu, był równie znany i szanowany po przeciwnej stronie frontu.

Zaszczycony takim gościem, książę Jan Henryk XV von Pless (Hans) zaofiarował mu polowanie na żubra – rozrywkę iście królewską, zarezerwowaną do tej pory tylko dla wybrańców. Jak wynika z jego pamiętnika, Manfred von Richthofen docenił bardzo tą unikalną ofertę, świadomy faktu że „za kilkadziesiąt lat nie będzie już żubrów“ na ziemi.

W Pszczynie zjawił się ponownie po południu 26 maja 1917 r. i od razu ze stacji został przewieziony do lasu. Ustawiono go na „podwyższeniu, z którego strzelał do żubrów sam kajser.“  Po dość długim oczekiwaniu, zobaczył nagle wśrod drzew „czarnego olbrzyma“ biegnącego w jego kierunku. Podniecony, przygotował się do strzału, lecz go nie oddał, czekając aż podejdzie jeszcze bliżej. Ale żubr zniknąl w gęstwinie, pozostawiając po sobie przez chwilę odgłosy tupotu i chruczenia oraz wrażenie, które Czerwony Baron tak opisał: „kiedy ten byk się zbliżał, doznałem tego samego odczucia rozgorączkowania, jakie nachodzi mnie gdy będąc w samolocie zauważam w oddali angielskiego pilota, w kierunku którego muszę jeszcze lecieć kolejnych pięć minut by go dosięgnąć.“

Polowania na pszczyńskie żubry zarezerwowane były tylko dla wybrańców

Wkrótce  przybiegł drugi, równie wielki, żubr, do którego Manfred von Richthofen strzelił z odległości osiemdziesięciu jardów, ale nie udało mu się go trafić ani w bark, ani w serce. Pamiętał jednak radę udzieloną mu wcześniej przez Hindenburga: „Musisz wziąć ze sobą dużo naboji (…), bo ta bestia nie umiera łatwo. Jej serce leży głeboko i zazwyczaj się w nie nie dosięga.“  Dopiero trzecia kula zatrzymała żubra, który padł pięćdziesiąt jardów od Czerwonego Barona i zdechł po pięciu minutach.

W drodze powrotnej z polowania Manfred von Richthofen przystanął w Promnicach, gdzie Hans oprowadził go po zameczku myśliwskim. Do Pszczyny dotarli przed zmierzchem.

Zameczek myśliwski w Promnicach, który von Richthofen zwiedził po polowaniu. Foto: Wild und Hunt

Po wizycie,  zapisał w swoim dzienniku: „Posiadłość księcia von Pless nie jest zwyczajnym rezerwatem. Ciągnie się na milionie arów i żyją na niej dostojne jelenie, których nie widział jeszcze żaden człowiek. Nawet leśnicy ich nie znają. Czasami są odstrzeliwane. Ktoś może błąkać się po tym lesie tygodniami i nie spotkać żubra. Są takie okresy w roku, że w ogóle nie można go znaleźć. Żubry lubią ciszę i potrafią ukryć się dobrze  w gąszczu gigantycznej puszczy.“

Jego przepowiednia, że „za kilkadziesiąt lat nie będzie żubrów“ na ziemi, nieomal sprawdziła się znacznie wcześniej. Już podczas swojego pobytu w Pszczynie wiedział o losie żubrów w Białowieży, pisząc z odrobiną ironii: „Puszcza białowieska ucierpiała okropnie podczas działań wojennych. Wiele wspaniałych żubrów, które powinny były być łowione przez cara i innych monarchów, zostało zjedzonych przez niemieckich muszkieterów.“

W 1918 r. w lasach pszczyńskich było wciaż ponad 70 żubrów. Jednakże zawierucha powojenna na Górnym Śląsku, w tym kłusownictwo i beztroskie polowania stacjonujących tam oficerów sił alianckich, zdziesiątkowała ich pogłowie do pięciu sztuk w 1921 r. i tylko trzech w 1924 r.! Gdyby nie determinacja zoologa Jana Sztolcmana, który odbudował ich populację rozmnażając ocalałe żubry Hochbergów z okazami z ogrodów zoologocznich, ani w Pszczynie, ani w Białowieży już by ich nie było.

Read Full Post »

Older Posts »