Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘pearls’

Coco Chanel nie trzeba nikomu przedstawiać. Bendor, dla przypomnienia, to Hugh Richard Arthur Grosvenor, 2. książę Westminsteru i szwagier księżnej Daisy von Pless. O losach jego małżeństwa z jej siostrą Shelagh pisałam już wcześniej (zobacz: https://daisypless.wordpress.com/2012/06/13/desperackie-bledy-shelagh/) , kończąc opowieść na 1913 – roku ich separacji. Wkrótce potem wybuchła pierwsza wojna światowa, która, ironicznie, umożliwiła małżonkom ucieczkę od problemów matrymonialnych.
Bendor, jako organizator i dowódca oddziału zmilitaryzowanych samochodów, walczył na froncie Północnej Afryki. Shelagh sprawnie zarządzała szpitalem wojskowym w La Touquet na terenie Francji. Poznała tam i zakochała się w młodym, przystojnym kapitanie lotnictwa, Johnie Fitzpatricku Lewisie. W październiku 1919 r. rozwiodła się z mężem i trzy miesiące później poślubiła Lewisa, przedkładając szczęście osobiste ponad majątek i status społeczny. Zmęczony licznymi romansami (podczas przewodu rozwodowego Shelagh udowodniła mu osiem zdrad!), Bendor również postanowił się ustatkować i w listopadzie 1920 r. ożenił się z Violetą Rowley w nadziei, że ta ciągle jeszcze młoda rozwódka urodzi mu, jak to zrobiła pierwszemu mężowi, syna i dziedzica. Nic jednak z tego nie wyszło i po niespełna trzech latach małżeństwa wyrzucił ją z domu, nonszalancko ignorując skandal i zabiegi Violety w szukaniu sprawiedliwości drogą sądową.
Na wakacje zimowe 1923/1924 r. popłynął swoim jachtem do Monte Carlo. Tam wpadła mu w oko czterdziestoletnia już wprawdzie, ale wciąż atrakcyjna i interesująca, paryska projektantka mody Gabrielle („Coco”) Chanel. Przedstawiła ich sobie wspólna znajoma Vera Bate Lombardi, która także, zgodnie z obietnicą daną Bendorowi, zmusiła Coco do uczestnictwa w obiedzie wydawanym przez niego na pokładzie jego łodzi. Od tego wieczoru, pokój Mademoiselle Chanel w Hotelu de Paris na francuskiej Riwierze zasypywany był codziennie świeżymi kwiatami.
Książę Westminsteru nie był ani pierwszym Anglikiem, ani pierwszym arystokratą, jaki pojawił się w jej życiu. Po młodzieńczym romansie z francuskim oficerem Etienne Balsanem, Coco związała się na kilka lat z kapitanem Arthurem („Boyem”) Capelem. Gdy ten, zmuszony społecznym konwenansem, poślubił w 1918 r. Hon. Dianę Wyndham (nota bene młodziutką wdowę po Percy Lyulph Wyndhamie, przyrodnim bracie Bendora), Chanel znalazła pocieszenie w ramionach wielkiego księcia rosyjskiego Dymitra Pawłowicza.
Nie potrzebowała również ani pieniędzy najbogatszego człowieka w Anglii, ani jego kontaktów. Na arenę wybranego zawodu weszła już w 1910 r., sprzedając z dużym sukcesem zaprojektowane przez siebie kapelusze w sklepiku przy 21 Rue Cambon, otwartym z pomocą finansową Capela. Wkrótce potem, także przy jego wsparciu, stała się właścicielką sklepu z wakacyjnymi, wygodnymi sukienkami i kostiumikami w resorcie Deauville, a od 1915 r. kolejnego sklepu w Biarritz. Biznes prosperował tak dobrze, że w 1919 r. zainwestowała w kupno całego budynku przy 31 Rue Cambon w Paryżu, w którym otworzyła własny, elegancki dom mody. Projektowała i szyła nie tylko dla indywidualnych klientek. Jej zespół szwaczek wykonywał kolekcje dla dużych domów towarowych, w tym także dla potentatów handlu detalicznego w Londynie. Już w marcu 1920 r. Selfridge’s zaczął sprzedawać jej popularne welwetowe pelerynki wykończone strusimi piórami, a w październiku 1923 r. Harrod’s wystawił jej kolekcję sukien dworskich. Ich prosty, ale wyrafinowany styl podkreślający feministyczne kształty podbił serca nowoczesnych kobiet. Kiedy w maju 1923 r. pojawiła się w jednej z nich na dworze żona hiszpańskiego ambasadora, prasa nie omieszkała zwrócić uwagi na jej strój. Nawet wybiórczy i powściągliwy „The Times” doniósł czytelnikom: „Madame Merry del Val miała na sobie suknię Chanel: bardzo prostą, wykonaną w białej krepie, wyszytej srebrem i z trenem z belgijskiej koronki podbitej srebrną tkaniną”.
Pomimo jej niezależności, a może właśnie z tego powodu, Bendor nie dawał za wygraną. Jak dekadę wcześniej z aktorką Gertie Millar, był zafascynowany spotkaniem kobiety samowystarczalnej i intrygującej w swojej pewności siebie. A ona, ciekawa co kryje się za fasadą najsłynniejszego w Europie playboya, poddała się w końcu jego zalotom. W pierwszych miesiącach 1924 r. byli już parą.

00

Lady Mary Grosvenor i jej matka Shelagh, pierwsza żona Bendora na ślubie Ursuli. Suknia Mary została wykonana według projektu Coco Chanel, opublikowanego w czasopiśmie Vogue wiosną 1924 r.

23 czerwca 1924 r. starsza córka Bendora, Ursula, wzięła ślub z Williamem Patrickem Filmer-Sankey. Młodsza siostrzyczka Mary była jej druhną i – co jest bardzo wymowne w odniesieniu do relacji ich ojca z nową kobietą – przyszła na uroczystość weselną w sukni zaprojektowanej przez Coco! Na fakt ten zwrócił moją uwagę badacz Chanel, pan Piotr Szostak i uprzejmie przysłał mi do porównania ilustrację sukni jej projektu z Vogue’a z wiosny 1924 r. Ich podobieństwa, jak kilkuwarstwowa, zwiewna spódnica, czy spływające z ramion fragmenty materiału, są nie do zaprzeczenia. Różnica w linii dekoltu jest zrozumiała: czternastoletnia wtedy Mary nie mogła go mieć tak głęboko wyciętego, jak to było w oryginalnym projekcie.
Mary i Coco szybko się zaprzyjaźniły. Obie były doskonałymi amazonkami i często razem galopowały na koniach. Kiedy cztery lata później, Mary świętowała debiut w socjecie, nie miała problemu zaprosić kochankę ojca na swój bal. Wzruszona Coco odwdzięczyła się obiadem dla rodziny Mary, ale na jej tańce nie poszła. Nie chcąc wzbudzić sensacji swoją obecnością, wykręciła się bólem głowy.

coco-chanel-the-legend-and-the-life-justine-picardie

Lady Mary Grosvenor (na pierwszym planie) i Coco Chanel sfotografowane podczas wspólnej przejażdżki końmi. Obydwie były doskonałymi amazonkami.

Sprawność fizyczna Chanel i zamiłowanie do aktywnych ćwiczeń na świeżym powietrzu niewątpliwie miały pozytywny wpływ na jej związek z Bendorem. Jak jego pierwsza żona Shelagh, mogła mu szczerze i z prawdziwym zapałem towarzyszyć w jego niespożytej żądzy sportowych emocji. Tego czego nie umiała, uczyła się szybko. Kilka pobytów w Szkocji wystarczyło, by stała się bardzo dobrym wędkarzem. Szkocję pokochała na równi z Bendorem. Odkąd w 1926 r. książę kupił wyłącznie dla nich rezydencję Rosehall (mimo, że był już właścicielem trzech innych!), którą Coco sama udekorowała i umeblowała, czuła się tam, jak u siebie w domu. Można powiedzieć, że Szkocja jej się w dwójnasób za to odwdzięczyła.
Góralska garderoba księcia, wykonana w ekskluzywnym szkockim tweedzie, zwróciła jej uwagę swoim komfortem oraz jakością i wzorami materiału. Pożyczając ubrania z jego szafy, osobiście przekonała się o ich wygodzie i natychmiast zaadoptowała je w damskich, dwuczęściowych kostiumach i pojedynczych marynarkach, szytych z miękkiej wełny, tkanej specjalnie dla niej w Szkocji. Zachwycona formą i geometrycznymi wzorami rozpinanych swetrów, robionych ręcznie na drutach na wyspie Fair, zaprojektowała dla siebie i swoich klientek luźne, wzorzyste kardigany, zachowując w nich niektóre męskie akcenty (szerokie ramiona), lecz podkreślając jednocześnie tak ważne damskie elementy jak odpowiednie wycięcie lub kołnierz eksponujący szyję.

tumblr_nboyipuaxu1r9e2vfo1_1280

Coco Chanel w zaprojektowanym przez siebie kardiganie, opartym na formie i geometrycznych wzorach swetrów ze szkockiej wyspy Fair.

Styl życia Bendora był dla niej wręcz łańcuchem inspiracji. Gdy włożyła na siebie jego za dużą na nią tunikę do gry w polo, musiała ją przytrzymać paskiem na biodrach. Pomysł ten przeniosła potem na swoje obszerne płaszcze, skrócone do długości tuż poniżej kolan – tej samej, której sięgała na niej jego tunika.

0ef0b7790094dc7f4126a69d703374be

Bendor i Coco Chanel sfotografowani na wyścigach konnych. Coco ma na sobie tunikę Bendora do gry w polo, która zainspirowała ją w projekcie obszernych płaszczy dla kobiet.

W swoich projektach kopiowała pasiaste kamizelki jego służących i dwurzędowe kurtki z mosiężnymi guzikami, noszone przez członków załogi jego jachtów. Spędzając ze swoim kochankiem dużo czasu na morzu, dla własnej wygody zaczęła nosić na codzień wygodne, dzwonowate spodnie, a wieczorami ich bardziej elegancką wersję z białego jedwabiu (tzw. „silk pajamas”). Czapki z daszkiem, charakterystyczne dla żeglarzy, przearanżowała w berety ozdabiane broszkami, a ich marynarskie trykoty na sweterki i koszule w paski; te ostatnie zawsze – jak u Bendora – z mankietami i spinkami.

4f41fff041b5ac3acc0fb869eedccd4a

Coco w luźnych spodniach i sweterku w paski opartych na roboczych ubraniach marynarzy pracujących na jachtach Bendora.

Nawet prezenty od niego, zwłaszcza liczne sznury pereł, nasunęły jej pomysł swoistej ekstrawagancji. „Nie mogłam nosić swoich prawdziwych pereł bez krępującego gapienia się na mnie na ulicy, więc rozczęłam modę noszenia ich podróbek” – tłumaczyła. Czasem dla przekory mieszała te prawdziwe z fałszywymi, ale zawsze miała ich pełno na sobie.

coco-chanel-ritz

Sznury sztucznych pereł zamiast tych prawdziwych, otrzymywanych od Bendora, stały się swoistym znakiem rozpoznawczym jej swoistej ekstrawagancji.

Romans Bendora z Coco trwał, jak na niego, długo, bo aż sześć lat. Plotkowano nawet o ich małżeństwie. Plotkę tą „potwierdziła” sama Chanel tłumacząc w wywiadzie po latach dlaczego nie wyszła za księcia: „było wtedy już kilka księżnych Westminster, ale tylko jedna Coco”. Piszę „potwierdziła” w cudzysłowie, bo im stawała się starszą, tym bardziej upiększała swoją przeszłość. Badacze jej życia nie bardzo w to wierzą. Najprawdopodobniej, Bendor po prostu się nią znudził i przypomniawszy sobie, że musi jeszcze w życiu spłodzić syna i dziedzica, po zaledwie trzech miesiącach zalotów do młodej panny z dobrego domu, Loelii Ponsonby, ożenił się z nią w lutym 1930 r.

Read Full Post »

Wystawa “Daisy von Pless: Szczęśliwe Lata“, prezentująca całą serię portretów księżnej wykonanych w 1901 r. przez Jamesa Laffayette’a, pokazuje przy okazji jak wyglądała wizyta w ówczesnym studiu fotograficznym. Bardzo rzadko, zwłaszcza w wypadku kobiet, kończyła się na jednej pozie. Zarówno klientka, jak i fotograf próbowali wielu ujęć, często eksperymentując z rekwizytami, tłem i oświetleniem. Ze względu na zmianę strojów i przeciągający się czas posiedzenia, panie miały do dyspozycji przebieralnię i elegancki salon do odpoczynku.

Końcowy wynik był ważny dla obu stron. Klienci otrzymywali odbitki portretów, które z dumą wysyłali znajomym i rodzinie, a fotograf zatrzymywał negatywy z prawem póżniejszego rozpowszechniania. Im wyższy był status społeczny i sława portretowanej osoby, tym lukratywniejsze były dochody ze sprzedaży ich zdjęć.  Jak jej matka Patsy – „profesjonalna piękność“ epoki wiktoriańskiej – tak, pokolenie później, Daisy była łakomym kąskiem dla kamery.

Wymiana dedykowanych zdjeć pomiędzy przyjaciółmi była wtedy na porządku dziennym, tak samo jak ich dystrybucja jako tokenów podziękowania i pamięci. Oprawiony w srebrną ramę portret stanowił zupełnie przyzwoity prezent.

Kolejne sesje w atelier fotograficznym były więc niezbędne. Często łączono je z ważnymi życiowo wydarzeniami.

Sezon 1909 r. był dla Plessów wypełniony po brzegi. Daisy radośnie uczestniczyła we wszystkich atrakcjach, bo jak zanotowała: „ Nie pamiętam kiedy w swoim życiu czułam się tak świetnie, jak ostatniego miesiąca; (…) mogę robić ze swoim ciałem co chcę, bo nareszcie jest ono w harmonii z moim umysłem, co nie zdarzało się ostatnimi czasy.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Zaproszeni przez króla na wyścigi w Ascot, byli jego gośćmi na zamku w Windsorze. Potem nastąpił kilkudniowy pobyt w Londynie z balami, przyjęciami i obiadami. Na regaty w Cowes wynajęli elegancką willę, Lisburne House, usytuowaną tylko 300 yardów od Królewskiego Klubu Jachtowego, miejsca codziennych spotkań elity towarzyskiej. Daisy była często widziana na jego deptaku, wzbudzając zachwyt swoim wyglądem w kostiumie z kremowej serży i kapelusiku udekorowanym różowym tiulem.

W tym roku synkowie spędziły stosunkowo dużo czasu z rodzicami. Odwiedzili ich w Windsorze, gdzie w towarzystwie opiekunki i guwernanta, oprowadzeni zostali po zamku. Przebywali również z nimi w Londynie i Cowes, skąd potem Hansel z ojcem wyjechali do Badminton, rezydencji księcia Beaufort w hrabstwie Gloucestershire. Najważniejszym jednak epizodem ich wakacji była Children’s Party, wydana przez króla Edwarda VII i królową Aleksandrę w pałacu Buckingham popołudniem 12 lipca 1909 r.

Oprócz dostojnych dorosłych, spotkali na niej swoich rówieśników z wielu królewskich rodzin Europy i szacownych rodów Wielkiej Brytanii, w tym dzieci księcia i ksieżnej Walii, księżnej Sparty, królewny szwedzkiej, księcia Fryderyka Karola Hesskiego i księcia Aleksandra Teck.

Jest wielce prawdopodobne, że dumna mama Daisy chcąc upamietnić tą okazję wybrała się z odstrojonymi pociechami do renomowanego studia fotograficznego Rity Martin.

Księżna Daisy von Pless z synami, Hanselem (po prawej) i Lexelem, sfotografowani przez Ritę Martin, prawdopodobnie w lipcu 1909 r. Foto po lewej z kolekcji autorki

 

 

Jak narazie znane mi są z tej sesji dwa ujęcia. Jedno, opatrzone opisem i podpisane nazwiskiem autorki, opublikowane zostało w berlińskim czasopiśmie 20 lipca 1910 r. Drugie, o ile dobrze pamiętam, zachowało się w zamku pszczyńskim oraz w spuściźnie po Hanselu. Użyte jako ilustracja w jego biografii napisanej przez Michaela Luke, datowane jest na 1910 r. Z niewiadomych  mi powodów, błędnie uważane jest w Polsce, za portret wykonany we Wrocławiu.

Kolejny portret Daisy z posiedzenia u Rity Martin. Tym razem w wieczorowej sukni, ozdobionej w pasie słynnymi perłami plesskimi. Foto z kolekcji autorki

Innym, datowanym również na 1910 r., portretem księżnej wykonanym przez Ritę Martin jest jej, mylnie do tej pory uznawane za ślubne, zdjęcie które przedstawiłam Państwu w swoim poprzednim wpisie na blogu („Nieporozumienie ślubnej fotografii Daisy“). Jego „stojącą wersję“ oglądnąć można poprzez kliknięcie na ten link: http://news.google.com/newspapers?nid=1368&dat=19270703&id=NV9QAAAAIBAJ&sjid=LA8EAAAAIBAJ&pg=6343,534037 i przejście na drugą stronę pokazanego artykułu.

Daisy ubrana jest na nich w typowo wieczorową suknię, w którą musiała się przebrać w studyjnej garderobie. Jej pas przewiązany jest długim sznurem słynnych plesskich pereł. Perły te widoczne są na kolejnym portrecie zrobionym przez Ritę Martin, tym razem bardziej intymnym, którym księżna zilustrowała pierwsze wydanie swojej książki „Daisy of Pless by Herself“. Kredyt pod reprodukcją potwierdza autorstwo Rity.

Ikoniczny już dzisiaj wizerunek księżnej von Pless spowitej w plesskie perły. Foto Rity Martin zreprodukowane w pierszym wydaniu pamiętników Daisy.

Omówione powyżej ujęcia pochodzić muszą z tej samej sesji zdjęciowej. Trudno bowiem wyobrazić sobie, żeby ksieżna von Pless wyjmowała z sejfu drogocenny sznur pereł za każdą swoją wizytą w studiu fotograficznym.

Moim zdaniem dyskusyjna jest data ich powstania. Rok publikacji, 1910, może być mylący. Osobiście, z moich długoletnich badań nad Lafayettem, znam mnóstwo przypadków, kiedy sprzedawał on prasie fotografie sprzed pięciu, dziesięciu, czy nawet dzwudziestu lat!

W 1910 r. Daisy przyjechała do Anglii w szóstym miesiącu ciąży z trzecim synem Bolkiem na chrzciny córeczki Shelagh, Marii Konstancji, które odbyły się w Londynie 25 lipca. Towarzyszył jej tylko malutki Lexel. Resztę czasu spędziła spokojnie w Newlands, do momementu wyjazdu z matką na rozwiązanie w Niemczech. Jestem więc prawie pewna, że jej wizyta u Rity Martin miała miejsce rok wcześniej.

Osobą, która kryła się pod pseudonimem „Rita Martin“ była Margaret Weir Martin (1875 – 1958). Jej starsza siostra Charlotte Elizabeth Martin (1869 – 1919), znana jako Lallie Charles, otworzyła swoje pierwsze londyńskie studio fotograficzne w  1896 r. Zatrudniła do pomocy Ritę i ich młodszą siostrę Isabel. W 1908 r. przeniosła  atelier do bardziej prestiżowej lokacji na Curzon Street, Mayfair. Siostry rozstały się w 1906 r., kiedy Rita wykupiła studio fotograficzne H.J. Godbolda, mieszczące się pod numerem 74 na Baker Street. Obie osiągnęły wielki sukces komercjalny.

Inspiracją w karierze była dla Lallie nieco starsza Alice Hughes, która specjalizowała się w portretach kobiet, matek z dziećmi i dzieci z wyższych sfer. Jej styl jednak uprościła, pozbywając się wielu „wiktoriańskich“ elementów w scenografii ujęć.  Siostra Rita poszła w tym kierunku jeszcze dalej, fotografując swoich klientów na zupełnie neutralnym tle i tylko z pojedynczym rekwizytem jak ławeczka, postument, kanapka, krzesło lub taboret. Ta elegancka prostota była tak znamienną cechą stylu Rity Martin, że do dzisiaj służy identyfikacji jej zdjęć. Pomocne są przy niej także powtarzające sie w jej fotografiach sprzęty, jak półkolista ławka widoczna na tzw „wrocławskim“ portrecie ksieżnej Daisy z synami. Poniżej reprodukuję, wykonany przez nią, portret Evelyn Millard, w którym również ją wykorzystała.

 Portret aktorki Evelyn Millard, w którym Rita Martin wykorzystała ten sam rekwizyt półkolistej ławki, jaki widoczny jest na zdjęciu księżnej z Hanselem i Lexelem.

Read Full Post »