Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Londyn’

Niniejsze wspomnienia o Patsy Cornwallis-West opublikowano wkrótce po jej śmierci w lipcu 1920 r. Zatytuowane „Romans pani Cornwallis West. ‚Dzika Róża Irlandii’ która królowała w Londyńskiej Socjecie”, napisane zostały przez przyjaciółkę, która znała ją od dzieciństwa. Z jakiś powodów, autorka nie odkryła swojej tożsamości.
Druga część jej artykułu poświęcona jest implikacjom słynnego przewodu sądowego, który zrujnował reputację i zdrowie Pani Cornwallis-West.
Chodzi o przesłuchania komisji wojskowej dotyczące wykorzystywania przez Patsy do osobistych celów jej pozycji towarzyskiej i wpływów wśród dygnitarzy armii brytyjskiej. W złości na młodego rekonwalescenta, sierżanta Paula Barretta, który odrzucił jej amory, sprawiła, że przeniesiono go do innego oddziału i uniemożliwiono dalszą karierę, doprowadzając go tym do załamania nerwowego. Jej zachowanie i konszachty, poparte przechwyconymi listami, przedstawiła władzom zazdrosna żona agenta majątków Westów, pani Birch, pod skrzydłami której Barrett dochodził do zdrowia. W zakończeniu przewodu, 22 grudnia 1916 r., sąd wojskowy zwolnił ze stanowisk niektórych oficerów wplątanych w tą aferę, a Pani Cornwallis West udzielił surowej reprymendy.

Patsy_tribute_1920 copy

Trybut oddany Patsy przez jej przyjaciółkę, opublikowany w The Sunday Post 25 lipca 1920 r. Ilustracja dzięki uprzejmości The British Library.

A oto cały tekst jej przyjaciółki:
„Pani Maria Cornwallis West była najśliczniejszą kobietą Socjety w czasach gdy kult piękności sięgał szczytów. Wiem, że i dzisiaj jest wiele pięknych pań w Socjecie, ale czar oblicza i manier osądzane są teraz według innych kryteriów, niż było to za dni kiedy Maria Cornwallis West dzierżyła berło Królowej Piękności i wraz z Panią Langtry, słynną „Lilią Jersey’u”, rywalizowały o hołdy artystów i świata towarzyskiego Londynu.
Spotkałam ją po raz pierwszy wiele lat temu w salonie jej rodzinnego domu, plebani w Clones w hrabstwie Leitrim. Była wtedy jeszcze dzieckiem, w wieku około piętnastu lat, ale już obdarzona przez los wielką urodą. Kiedy żwawo hasała po okolicznych ścieżkach, z rozpuszczonymi na wietrze złoto-brązowymi włosami i z tymi jej niezwykłymi oczami, które z brązowych zmieniały się w słońcu na niebieskie, czuło się, że ten podlotek przy pierwszej nadarzającej się okazji podbije cały świat.
Była niewątpliwie olśniewająco ładna, ale jej wielki sukces towarzyski nie opierał się tylko na urodzie. Dowcipna i pełna werwy, posiadała dużą umiejętność konwersacji i głęboki czar osobisty. Ta córka pastora i damy z arystokratycznej rodziny, zrodzona została by wspiąć się na najwyższe szczyty.
Jej matka, Lady Olivia Fitzpatrick była pięknością. Jej własne córki też są piękne, ale nie myślę, aby którakolwiek z nich wywarła na londyńskiej Socjecie tak natychmiastowe i piorunujące wrażenie jak ona. Prorokowany jej w dzieciństwie błyskotliwy sukces towarzyski przeszedł wszelkie granice oczekiwań. Od momentu wejścia w to środowisko, świat legł u jej stóp.
Osiemnastoletnia mężatka: W wieku osiemnastu lat poślubiła Pułkownika Williama Cornwallis Westa, zamożnego właściciela zamku Ruthin w Denbighshire i w jednej chwili z prześlicznej debiutantki stała się jedną z czołowych hostess tamtych czasów.
Książęta, mężowie stanu, poeci, malarze i erudyci współzawodniczyli ze sobą o jej względy. Zaproszenie na jedno z jej przyjęć „wywyższało” adresata do niepojętych granic. Nie osiągnąwszy nawet dwudziestego roku życia, Pani Cornwallis West była w pozycji otwarcia lub zamknięcia drogi ludziom aspirującym do królewskich łask.
W nawale sukcesów pozostała jednak dawnym nieokiełzanym podlotkiem. Ta celebrowana przez wszystkich piękność, w głębi duszy była nadal dziewczynką i to dziewczynką o raczej łobuzerskim charakterze. W swoich żartach nie oszczędzała nawet członków rodziny królewskiej: jednego razu wrzuciła kawałki lodu za koszulę Księcia Walii, dzisiejszego Króla Edwarda.
Proszę pozwolić mi tu podkreślić, że nigdy nie widziałam, by ta kochana osoba pałała nienawiścią wobec rywalek lub żywiła do kogoś jakiś żal. Jednakże święcony przez nią triumf nie zawsze był pasmem czystych przyjemności. Byłoby to czymś niespotykanym, aby wejście jakiejkolwiek panny na scenę życia towarzyskiego stolicy, a co dopiero wkroczenie na nią w blasku sławy córki jakiegoś irlandzkiego proboszcza, przyjęte zostało bez złośliwego słowa.
Pamiętam dzień, kiedy po przyjęciu, na którym cieszyła się wyjątkową popularnością, zaoferowałam jej miejsce w swoim powozie. Siedząc przy niej, ze zdziwieniem zauważyłam łzy na jej policzkach. „Pewnie jesteś bardzo zmęczona, kochanie” – powiedziałam, by w odpowiedzi, tego przecież wciąż jeszcze dziecka, usłyszeć ze zdumieniem: „Nie, wcale nie jestem zmęczona” – wybuchnęła, „Raczej zraniona. Niektóre damy myślą, że ponieważ się uśmiecham, to ich nie słyszę. Dlaczego nie mogą być wobec mnie uprzejme? Nigdy nie chciałam mieć wrogów, a tymczasem wygląda na to, że zawsze znajdzie się jakaś kobieta, która ma coś złego do powiedzenia na mój temat”.
Jej jedyną prawdziwą rywalką, jako towarzyska piękność, była Pani Langtry, obecna Lady de Bathe, znana wówczas jako „Lilia Jersey’u”. Sensacji wzbudzanych ich urodą nie da się przyłożyć do dzisiejszych kanonów. Każda z nich miała swój własny dwór admiratorów i, o ile mi wiadomo, nigdy nie pojawiały się razem na tej samej funkcji. Powodem do dumy każdej gospodyni była obecność jednej z nich na wydanym przez nią balu lub obiedzie.
Książę albo śmieciarz: Pani Cornwallis West miała cudowną zdolność pozowania do portretów i gdziekolwiek się zjawiła, w Kairze, Pietrogradzie, Paryżu, Cowes czy Londynie, zachwycali się nią artyści i poeci. Śmiem przypuszczać, że w salonach całej Europy do tej pory więcej jest jej wizerunków, niż jakiejkolwiek innej osoby. Dlatego wszyscy byli zdumieni, gdy ta energiczna i fascynująca Irlandka poślubiła zwyczajnego człowieka. Mogła przecież wybrać kogo chciała z Debrett’a lub Burke’go [spisów szlachty brytyjskiej]. Każdy był przekonany, że zostanie żoną co najmniej para.
„No i znowu to samo” – skomentowała kiedyś w chwilowej złości, po tym jak ktoś powtórzył jej tego rodzaju dywagacje. „Poślubię tego, kogo kocham, nieważne czy Książę czy śmieciarz”.
Pułkownik Cornwallis West nie ofiarował jej tytułu, ale zapewnił dostatek i do końca życia był jej wielce oddany. Jego majątek pozwolił jej zdominować Socjetę na wiele lat. Jej podejmowanie gości podczas regat w Cowes, przyjęcia na zamku w Ruthin i bale w Londynie słynęły ze wspaniałości i ekskluzywności. Przez ponad ćwierć wieku panowała w Londynie i wypoczynkowych resortach Europy. Przez większość tego czasu byłam jej bardzo bliską przyjaciółką i nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek wyrządziła komuś jakąś krzywdę.
Porywcza Irlandka: Była rzeczywiście, jak to jej syn George oświadczył w obronie matki po tzw „sprawie Barretta”, porywczą Irlandką. Jej chwale oddam fakt, że nikt nigdy nie zarzucił jej wykorzystywania cudzej własności lub lekceważenia ludzi niższego stanu.
Z równymi sobie, jednakże, Pani Cornwallis West nie miała takich oporów. Tak jak jej rywalka, Pani Langtry, uwielbiała psikusy. Zdarzało się więc, że na wieść o ich ostatnich żartach, londyńskie towarzystwo West End’u mogło się nieźle pośmiać przy swoich obiadach.
Przysięgam, że następujący incydent rzeczywiście miał miejsce podczas wakacji Pani Cornwallis West w Egipcie, dokąd popłynęła jachtem z kilkoma wybranymi przyjaciółmi. Ich obecność w kraju faraonów wzbudziła nadzwyczajne zainteresowanie, które zaowocowało, między innymi, zaproszeniem od ważnego Paszy.
Spontaniczny psikus: Przyjęcie, które przywołuję, było raczej sztywne i pełne ceremonialnego rytuału Wschodu. Znudzona powagą uroczystości, Pani Cornwallis West rozglądając się po komnacie, zauważyła rząd imponujących elektrycznych przycisków, które Pasza używał aby przywołać do siebie swoich sekretarzy i wysokich urzędników. Podekscytowana nadarzającą się okazją do żartu, Pani Cornwallis West nacisnęła wszystkie za jednym zamachem. Nie upłynęło parę minut, a usłyszeliśmy dobiegający z korytarza tupot stóp, po czym drzwi się otworzyły i, ku wielkiemu zdziwieniu obecnych, do pokoju wbiegło mnóstwo różnych funkcjonariuszy. Przywitani zostali jej perlistym śmiechem, ale udobruchanie Paszy wymagało więcej niż jednych z jej strony przeprosin.
Jazda samochodem, golf i może loty samolotami są dzisiejszą rozrywką liderów socjety. W czasach Pani Cornwallis West, damy z towarzystwa uwielbiały regaty żeglarskie i wyścigi konne w Goodwood lub Ascot. Na tego rodzaju spotkaniach, Pani Cornwallis West było prominentną postacią. Będąc czarującą duszą towarzystwa sprawiała, że to przy jej gościnnym stole znajdowano zawsze piękno i interesującą konwersację.
Czy to na polowaniach, gdzie wspaniale i bez strachu jeździła na koniach, czy na jachtach w Cowes, królując na parkietach sal balowych albo pozując do dzieł wielkich artystów za dni jej potęgi, ponętny czar i uroda Pani Cornwallis West zdobywały wszystkich.
Premier Gladstone wielbicielem: Ktoś kiedyś napomknął, że choć ma ona większość gentlemenów u swoich stóp, nie podbije nigdy człowieka tak poważnego, jak Gladstone. Sposób w jaki podjęła to wezwanie, był dość niezwyczajny. Była zbyt inteligentna, aby zagonić Premiera w kąt i próbować wywrzeć na nim wrażenie błyskotliwą rozmową o polityce, aczkolwiek stać ją było na to. Zamiast tego, zaprowadziła go do salonu, gdzie zaśpiewała mu [rewolucyjną pieśń irlandzką] „The Wearing o’ the Green”. Od tego momentu, Gladsone ją ubóstwiał i chwalił do każdego.
Mieć Premiera wśród swoich wielbicieli, było niewątpliwym sukcesem nawet dla powszechnie uznanej piękności, ale doprawdy niewielu mogło się oprzeć czarowi Pani Cornwallis West.
Obydwie córki, Księżna von Pless i Księżna Westminsteru, odziedziczyły po niej urok, ale, moim zdaniem, ich matka miała go w znacznie wyższym stopniu. Pani Cornwallis West była unikalna.
Poddani w Ruthin ubóstwiali ją. Przytoczyć mogę wiele przykładów, że była nie tylko ich hojną zwierzchniczką, ale również prawdziwym przyjacielem. Ich „Acushla” [po irlandzku „dobroczyni”], malowaniem której tacy artyści jak Frank Miles lub Forbes Robertson nie byli nigdy zmęczeni, czuła się w domu zarówno w skromnej chacie niedomagającego chłopa, jak i na salonach Belgravii [bogatej dzielnicy londyńskiej] lub w modnych hotelach francuskiej Riwiery.
Z biegiem czasu, jej przywódcza pozycja w socjecie malała, aczkolwiek do wybuchu wojny Pani Cornwallis West była wciąż liczącą się osobistością w Londynie i pierwszą damą w swoim hrabstwie [Denbighshire].
Myślę, że dzierżąc kiedyś tak wielką władzę, nie chciała zauważyć zaniku siły swoich wpływów i nadrzędnej roli, jaką przedtem sprawowała. Fakt ten, prawdopodobnie, doprowadził do tragedii, która czarnymi chmurami spowiła jej późniejsze życie.
Bolesny szok: Niewielu zdaje sobie sprawę, jak mocno odczuła to uderzenie i jak bolesny szok przeżył jej mąż, kiedy zdał sobie sprawę ze swojej bezsilności w walce o obronę jej imienia. Z szoku tego, Pan na Ruthin nigdy już nie wyszedł.
W trakcie śledztwa, Pani Cornwallis West gorąco deklarowała przyjaciołom niewinność w zarzucanej jej nieroztropności. Osobiście uważam, że źle wtedy zrozumiano jej porywczą irlandzką naturę. Na czas dochodzenia, prowadzonego przez komisję wojskową, przygarnęła ją [w Londynie] jej synowa, Pani Patrick Campbell.
Gdy Sąd potępił ją ostrymi słowami, cała rodzina stanęła za nią murem, co tylko potwierdza jej [dobry] charakter. Rozpacz jej męża z powodu tych, jak określał, bezpodstawnych oszczerstw, budziła szczerą litość w tych, którzy byli jej świadkami. „Całe swoje życie” – mówił – „ofiarowała innym uprzejmość, a teraz kiedy my jej potrzebujemy, moją żonę uznano za skandalistkę”.
Tragiczny żal wobec świata: Instynktownie, ta „Dzika Irlandzka Róża” zamknęła serce na kłódkę i nie pozwoliła gapiom oglądać swojego bólu. Ale nie udało się jej go ukryć przed rodziną i przyjaciółmi: „Czuję się” – skarżyła się – „jakby ktoś uderzył mnie pręgierzem po twarzy”. A kiedy niespodziewanie umarł mąż, ani zamek Ruthin, ani Denbighshire więcej jej nie zobaczyły.
Była jedną z tych kobiet, które nie potrafiły służyć, jeśli nie rządziły, więc wróciła do ukochanej Irlandii w poszukiwaniu ukojenia na traktach i wrzosowiskach swojego dzieciństwa. „Musi być gdzieś miejsce” – powiedziała mi – „w którym odnajdę spokój i dlatego wyjeżdżam tam, gdzie nikt mnie nie znajdzie”.
Tragedią jej ostatnich lat było, że nawet w Irlandii nie mogła znaleźć zapomnienia. Pręgierz wrogiej opinii publicznej zostawił po sobie zbyt głęboką ranę.
Kiedy myślę o śmierci Pani Cornwallis West, stają mi przed oczami dwa obrazy. Pierwszy, jej jako młodziutkiej panienki na pierwszym londyńskim balu, pięknej w obliczu i tryskającej szczęściem.
Cień jej świetności: Drugi, jako kobiety, którą spotkałam parę miesięcy temu w Cannes. Dla wszystkich tam obecnych, jasnym było, że umiera. Wyglądała jak cień dawnej świetności, nękana na umyśle swoją tragedią, co wyrażało się w nieustającej potrzebie rozmowy o tym niewiarygodnym wydarzeniu z 1917 r.
Po raz pierwszy w swoim życiu znalazła się w sytuacji, że zamiast królewny, której każdy kaprys stawał się rozkazem dla rzeszy wielbicieli, była kobietą zmuszoną do samoobrony. Ta rola zupełnie do niej nie pasowała.
Do ostatniej chwili utrzymywała, że jej zachowanie w tej sprawie zostało złośliwie wyolbrzymione. Ale nawet w tych końcowych dniach, utrzymała w sobie nieco z dawnej władczej powaby, a jej osobisty czar pozostał nietknięty.
Z jakiegoś powodu, gdy tak wtedy spacerowałyśmy po ogrodzie Hotelu Riviera, podziwiałam ją bardziej, niż kiedykolwiek. Było to nasze ostatnie spotkanie.
Widziałam łzy w jej oczach i byłam w stanie uwierzyć, że popełniony został błąd. Może rzeczywiście jej porywczość uznana została mylnie za nieroztropność. Być może próżność spowodowała, że chwaliła się siłą, której nie posiadała. Jej życie, w większości słoneczne, kończyło się w głębokim cieniu.
Teraz już jej nie ma, a ja wolę pamiętać ją za dni jej sławy – jako kobietę królującą w Socjecie, która nigdy nic nikomu złego nie wyrządziła”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Read Full Post »

Ci z Państwa, którzy śledzą moje badania na Facebooku, pamiętają zapewne, że w kwietniu tego roku dzieliłam się z nimi wynikami swojej walki na ebay’u o zakup akwarelowego portretu księżnej Daisy von Pless, namalowanego przez Hala Hursta (1865-1938).
Zetknąwszy się już wcześniej z jego twórczością i pracą z księżną, przekonana byłam, że obraz ten należał do serii sześciu jej portretów wystawionych przez artystę w 1908 r. jako cykl „Kostiumów i Nastrojów” (https://daisypless.wordpress.com/2013/03/30/nieznane-portrety-daisy-i-zabawa-z-hal-hurstem/). Dzisiaj przyznaję, że byłam w błędzie. Powstał on bowiem w 1902 r., a jego genezą były uroczystości związane z objęciem tronu przez króla Edwarda VII.

Hal_Hurst_FL

Księżna Daisy von Pless na akwarelowym portrecie Hala Hursta, który pojawił się niedawno na aukcji ebay’u.

Rządząca od niepamiętnych czasów, królowa Wiktoria zmarła 22 stycznia 1901 r. Jej najstarszy syn i następca, Albert Edward, książę Walii miał wówczas 59 lat i natychmiast, z niecierpliwością, zaczął wprowadzać na dworze drastyczne zmiany.
Na początek, wziął się za królewskie pałace, które oczyścił z nagromadzonego przez matkę blichtru i rozkazał odnowić je w stylu, który odzwierciedlałby jego umiłowanie do wystawnych ceremonii, podkreślających zarówno tradycję, jak i ówczesną siłę Brytyjskiego Imperium. Zapomniany przez wiele lat londyński pałac Buckingham, zachwycający teraz teatralnością swoich wnętrz kapiących czerwienią, bielą i złotem, stał się na nowo reprezentacyjną siedzibą królewską.
Król, i chętnie mu w tym towarzysząca, królowa Alexandra, stali się z własnego wyboru głównymi aktorami okazałych spektakli. Pierwszym z nich było uroczyste otwarcie Parlamentu 14 lutego 1901 r., wydarzenie, w którym królowa Wiktoria przestała uczestniczyć od 1886 r.
Kolejne zmiany dotyczyły regulacji i przebiegu funkcji publicznych na dworze, z których najważniejszymi były coroczne prezentacje. Te tak zwane „Drawings Rooms” nabrały podczas długiego panowania starej monarchini bezbarwnego charakteru monotonnej formalności. Edward VII od razu przesunął je z popołudnia na późny wieczór i rzadko kiedy odelegowywał swoją obecność na innego członka rodziny królewskiej, co w wypadku Wiktorii było bardzo częstym zjawiskiem. Zajmując na nich centralną pozycję, uwielbiał być otoczony kobietami w pięknych wieczorowych sukniach i błyszczących w elektrycznym świetle klejnotach. Choć ubiór osób uczestniczących w tych spotkaniach był ściśle regulowany, kobiety miały swobodę w wyborze dodatków i biżuterii zdobiących ich stroje, przez co wnosiły do nich element niespodzianki i konkurencji. Nic więc dziwnego, że prasa zamieszczała następnego dnia namiętnie czytane przez wszystkich opisy ich toalet.

M1650902391

Scena prezentacji na „pierwszym dworze” króla Edwarda VII i królowej Alexandry, który odbył się 14 marca 1902 r. Ilustracja z The Graphic opublikowana 22 marca 1902 r.

Pierwsza taka funkcja w „nowej” oprawie odbyła się w pałacu Buckingham 14 marca 1902 r. i, siłą rzeczy, wzbudziła potężne zainteresowanie. Relacje z niej zamieściły wszystkie gazety, a towarzyskie magazyny opatrzyły je wieloma ilustracjami. Nasz Hal Hurst uzyskał pozwolenie króla na uwiecznienie tego wydarzenia dużym płótnem olejnym. Swój obraz, zatytuowany „The First Court of Their Majesties King Edward VII and Queen Alexandra” wystawił dla publiczności w maju 1902 r. w londyńskiej galerii M’Lean.
Oto słowa jednego z krytyków, które rozjaśniły mi okoliczności powstania portretu księżnej Daisy: „[W pracy tej] widać doskonale umiejętność Pana Hursta w posługiwaniu się wspaniałymi kolorami śmiało nakładymi pędzlem. Obraz oddaje w pełni przepych wydarzenia. Postacie królewskie, ze szkarłatną kurtyną w tle, ukazane są na drugim planie; efektowny, czerwony mundur Króla kontrastuje wymownie z bielą sukni Królowej Alexandry. Wokół nich zgrupowane zostały damy w dworskich toaletach, wśród których artysta dał główne miejsce Księżnej Henrykowej von Pless ubranej w brokat ozdobiony złotem i futrem i z diamentami we włosach. Choć podobieństwo jest duże, nie udalo się Panu Hurstowi oddać uroczego oblicza tej damy; to co widzimy nie jest w pełni nią.”. Wszyscy się chyba z tym zgodzimy, aczkolwiek gotowa jestem oddać szczery ukłon artyście za wyśmienite oddanie bogactwa i rafinerii jej stroju.

Hal_Hurst_Daisy_detail2

 

 

 

 

 

 

 

Hurst nie zdołał w pełni uchwycić rysów i ekspresji twarzy księżnej Daisy, ale po mistrzowsku oddał bogactwo i detale jej stroju.

 

 

 

 

 

 

 

 

Z całą więc pewnością stwierdzić teraz mogę, że nieznany akwarelowy portret Daisy, który niedawno pojawił się na ebay’u był przygotowawczym studium Hursta do jego wielkiego płótna przedstawiającego „Pierwszy Dwór króla Edwarda VII i królowej Alexandry”, namalowanego w maju 1902 r. Wskazuje na to zamieszczony powyżej opis ówczesnego krytyka i popierają tą diagnozę fakty historyczne.
W 1902 r., księżna przyjechała do Angli już na początku stycznia, zaproszona przez księstwo Devonshire na długi weekend do Chatsworth. Potem odwiedziła księstwo Marlborough w Blenheim, skąd w lutym przeniosła się do siostry do Eaton. Od marca, wraz z mężem, przebywała w Londynie, biorąc udział w licznych przyjęciach na cześć nowego monarchy. 14 marca zostali oczywiście zaproszeni do pałacu Buckingham.
Jak tego wymagał regulamin, Daisy włożyła na tą okazję strój dworski, który składał się z nisko wyciętej sukni z krótkimi rękawami i przyczepionego do ramion długiego na prawie trzy metry trenu. Jego szerokość na dole nie mogła być mniejsza niż 140 cm. Do tego, obowiązkowe białe rękawiczki i trzy (jako mężatka) białe pióra we włosach, osadzone po lewej stronie głowy, z której spływał biały welon długości 115 cm. Z własnego wyboru, stanik sukni ozdobiła szafrą i orderem Teresy Bawarskiej oraz diamentową biżuterią, idącą w parze z diamentową koroną. Wyglądała wspaniale.

Read Full Post »

Po śmierci królowej Wiktorii, wszyscy wiedzieli że na dworze brytyjskim nastąpią wielkie zmiany. Pustelniczy wręcz tryb życia starej monarchini miał niewielu admiratorów. Jej poddani tęsknili za władcą, którego mogliby często widzieć i podziwiać w splendorze godnym wielkiego imperium; za władcą o ludzkim obliczu, ze swoimi wadami i słabostkami, o którym mogliby plotkować z przymrużeniem oka i z fascynacją śledzić jego życie; za władcą, który nie byłby monotonny i nudny. Wiedzieli, że nowy król da im to w nadmiarze, gdy skończy się okres żałoby. Jego koronacja 26 czerwca 1902 r. miała być tego dowodem. Zapowiadała się rzeczywiście spektakularnie.
Od początku miesiąca dystyngowani goście zaczęli zjeżdżać do Londynu: królowie, premierzy, książęta, maharadże, delegacje z krajów imperium, reprezentacje kolonialnych armii, dyplomaci, dygnitarze państwowi, rodzina i osobiści przyjaciele. Wśród tych ostatnich nie zabrakło księstwa von Pless.
Hans i Daisy wynajęli na tą okazję dom pod numerem 7 na centralnie położonej ulicy Hyde Park Street. Wprowadzili się do niego 19 czerwca z olbrzymią ilością bagażu. Wiedząc, że ich życie towarzyskie nabierze teraz niebywałych rozmiarów, księżna starannie przygotowała garderobę, z wielką ilością nowych szat na każdą okazję. Pierwszą większą z nich był wspólny bal wydany 23-go przez damy londyńskiej socjety w Hotelu Savoy. Daisy pojawiła się na nim w jaskrawoniebieskiej sukni, ozdobionej na staniku bukietem lilii. Lilie również miała wpięte we włosy. Już jednak następnego dnia, 24 czerwca, okazało się, że kolejnych kufrów nie ma co rozpakowywać. Z powodu choroby Edwarda VII i niezwłocznej operacji wyrostka robaczkowego, jego koronacja została przesunięta na 9 sierpnia. Plessowie wrócili do Niemiec.
Księżna przerwała pisanie pamiętnika w latach od 1897 do 1902. W wydanej w 1930 r. książce, starała się przywołać z pamięci wydarzenia tamtego lata. Wydawało jej się, że spędzili wtedy spokojnie czas z rodziną w Książu. Być może byli tam przez dzień lub dwa, ale – jak na to wskazują raporty ówczesnej prasy – pojechali także na regaty do Kilonii, skąd wrócili do Anglii, by uczestniczyć w pierwszym balu w Grosvenor House wydawanym przez Shelagh – świeżo upieczoną ksieżną Westminsteru.

Daisy_Lafayette_Cabinet_Photo

Księżna Daisy von Pless przygotowała olbrzymią nową garderobę na uroczystości związane z koronacją króla Edwarda VII. Jej diamentowa korona była niezbędnym dodatkiem. Foto Lafayette’a z 1901 r. z kolekcji autorki

1 lipca, Daisy, wyglądająca „promiennie w białej sukni i wysokiej diamentowej koronie”, wzięła udział wraz z siostrą w raucie, zorganizowanym przez hrabiostwo Landsdowne dla zagranicznych emisariuszy. Tydzień później przyjęły zaproszenie na koncert i przyjęcie w Seaford House, domu lady Howard de Welden. Śpiewał sam Caruso i słynna Suzanne Adams. Księżna von Pless ubrana była wtedy na jasno-niebiesko, księżna Westminsteru na biało.

Pomimo bardzo zajętego kalendarza, Daisy nie zapomniała o wcześniej przyrzeczonym występie na rzecz pomocy walijskim rzemiosłom. Na prośbę lady Llangattock zaśpiewała dwie pieśni przy akompaniamencie lady Limerick. Tego wieczoru miała na sobie białą suknię z szyfonu, z różowymi i fioletoworóżowymi akcentami; jej siostra ubrana była na czarno, z ozdobami w postaci różowych roż.
Tak bardzo wypatrywany bal Shelagh miał się odbyć 2 lipca, ale został o tydzień przełożony w oczekiwaniu na poprawę zdrowia króla. Ewentualnie, monarchę reprezentował jego młodszy brat, książę Connaught, który przyszedł z małżonką i córką, ksieżniczką Margaretą. Innym gościem honorowym była Marie, królewska księżniczka (a póżniej królowa) Rumunii. W swoich wspomnieniach określiła go jako „najwspanialsze i najbardziej eleganckie spotkanie, jakie kiedykolwiek widziałam”, „uczta dla oczu, harmonia, jaka tylko możliwa jest do osiągnięcia dzięki doskonałemu angielskiemu zmysłowi smaku i tradycji: bez jednej fałszywej nuty, bez żadnego błędu, ani w kolorze, ani w proporcjach i detalu; bezpretensjonalny przepych, wytrawna elegancja.” A wśród tego wszystkiego „księżna Daisy Pless, wysoka i cudownie angielska, ze swoją zjawiskową biało-różową cerą. Odziana na złoto, z wysoką diamentową tiarą na miodowych włosach, wesoła, uśmiechnięta, uprzejma dla innych, była rzeczywiście wybijającą się osobowością, doskonałym wcieleniem tamtych dni spokoju, bogactwa i ogólnego dobrobytu.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

QA_Coronation_Bazaar_Graphic

Pomimo choroby męża, królowa Alexandra nie zrezygnowała z funkcji otwarcia bazaru na rzecz patronizowanego przez nią szpitala dziecięcego, Great Ormond Street Hospital. Ilustracja reprodukowana w The Graphic w lipcu 1902 r.

Następnego dnia księżną von Pless czekała ciężka praca. 10 lipca po południu otwierał się bowiem w Ogrodzie Botanicznym przygotowywany od dawna wielki bazar koronacyjny na rzecz szpitala dziecięcego, Great Ormond Street Hospital. Daisy zobowiązała się poprowadzić stoisko niemieckie. Kajzer Wilhelm II przesłał na nie olbrzymią ilość wyrobów porcelanowych z Drezna, wartości 300 funtów. Jego gest był szeroko komentowany na łamach brytyjskiej prasy. Dla podkreślenia swojego udziału, księżna Daisy ozdobiła cały kram wielkimi stokrotkami. Przygotowana była na dużą liczbę klientów. Ich rzeczywista ilość przeszła jej największe oczekiwania.
W dniu inauguracji została oblężona przez tłum wielbicieli już przy bramie wjazdowej do Regents Parku, co spowodowało że do swojego stoiska dotarła godzinę później. Przy sprzedaży pomagała jej siostra Shelagh i matka Patsy. Ta ostatnia musiała być bardzo zadowolona, czytając następnego dnia w gazetach, że „nie wygląda starzej, niż jej córki”! Towar znikał w rewelacyjnym tempie. Nazajutrz było to samo.
Trzeciego, ostatniego, dnia, ludzi na bazarze spotkała miła niespodzianka: ich ulubiony aktor komediowy, Dan Leno, stanął nagle na pianinie, nawołując wszystkich do siebie. Okazało się, że będzie przeprowadzał aukcję niesprzedanych jeszcze przedmiotów ze stoiska teatru Savoy.

Dan_Leno_doll

Dan Leno z żoną, Sarah Lydią Reynolds, i lalką, od sprzedaży której rozpoczął swoją aukcję na bazarze. Foto z kolekcji Lafayette’a w V&A Museum, reprodukowane w The Tatler w lipcu 1902 r.

Dan Leno (1860 – 1904) już od dobrych paru lat był gwiazdą londyńskich scen rozrywkowych. Niesłychanie zabawny w swoich skeczach, piosenkach, mimice i tańcach, oprócz występów solo, pojawiał się także w corocznych bożonarodzeniowych burleskach, parodiujących klasyczne opery lub sztuki teatralne. W 1902 r. publiczność miała wciąż w pamięci jego kobiecą rolę, Siostry Anny, w trawestacji Sinobrodego (Bluebeard) na deskach teatru Drury Lane.
Licytację zaczął od ślicznej lalki. Głaszcząc ją czule, przyrzekł potencjalnemu nabywcy, że jest ona „równie atrakcyjna w środku, jak na zewnątrz”. Kałamarz w kształcie swojego popiersia sprzedał jako wizerunek Sary Bernhardt naśladującej go w jego ostatniej kreacji. I tak dalej i dalej, aż poszło wszystko, włącznie z pianinem, na którym stał.
Nie wiem, jak Daisy to załatwiła, ale w najlepszej manierze dzisiejszego PR sprawiła, że Dan Leno, zakończywszy swoją aukcję, podążył wraz tłumem admiratorów ku jej stoisku i przyłączył się do sprzedaży cesarskiej porcelany. Nie muszę dodawać, że chętnych było więcej, niż towaru.
Bazar Koronacyjny był wielkim sukcesem. Szpital dziecięcy, Great Ormond Street Hospital, otrzymał na swoje potrzeby 25 000 funtów.

Read Full Post »

Ambicją i dumą każdego suwerennego państwa jest posiadanie Teatru Narodowego. Trudno w to uwierzyć, ale Anglia, która wydała Szekspira, doczekała się tej instytucji dopiero w 1963 r. Próby jej stworzenia sięgają jednakże czasów wiktoriańskich, kiedy londyński wydawca, Effington Wilson, opublikował w 1848 r. propozycję otwarcia niezależnego teatru będącego własnością społeczną. Jego ideę podjęli w 1879 r. intelektualiści brytyjscy, zawstydzenie występami w Londynie i sukcesem Comédie Francaise. W swoich wysiłkach popierani byli przez wybitnych artystów scen, jak Sir Henry Irving, zaniepokojonych zalewem komercyjnych i błahostkowych sztuk.
W 1904 r., krytyk teatralny i tłumacz Ibsena, William Archer, wraz z aktorem i dyrektorem Harleyem Granville Barkerem opracowali szczegółowy, opatrzony kosztorysem, projekt realizacji narodowej sceny. Ich wizja poruszyła wyobraźnię i zachęciła do działania innych ludzi teatru, na czele których stanął sam George Bernard Shaw. Inicjatywa ta zbiegła się w czasie z ożywieniem zainteresowania Szekspirem spowodowanej twórczością Williama Poela, który zarówno w swoich wywodach, jak i spektaklach odrzucających monumentalną scenografię, nawoływał do powrotu do prostych kanonów sceny elżbietańskiej.
Te dwa ruchy, szekspirowski i narodowy, połączyły siły w 1908 r. rozpoczynając apel o monument ku uczczeniu 300 rocznicy śmierci wielkiego poety i dramatopisarza przypadającej na 1916 r. Jednocześnie zgodziły się, że najlepszym pokłonem dla tego geniusza będzie narodowy teatr ku jego pamięci – „Shakespeare Memorial National Theatre”!
Pierwszym finansowym zastrzykiem dla Shakespeare Memorial National Theatre była suma 70 000 funtów, ofiarowana przez bankiera i mecenasa sztuki, Carla Meyera. Do zbierania dalszych funduszy zwrócono się o pomoc do społeczeństwa.
Zawsze szukająca inspirujących zajęć, zaspakajających jej ambicje, szwagierka księżnej von Pless, Jennie Cornwallis-West (dawna lady Randolph Churchill) odpowiedziała na wezwanie. Cel był szlachetny, a prestiż i sława po jego osiągnięciu bardzo kuszące. Jennie postanowiła zorganizować dobroczynny bal kostiumowy, na który goście przyjdą przebrani za postacie ze sztuk Szekspira. Odbył się on 20 czerwca 1911 r. w londyńskim Albert Hallu, który architekt, Edwin Lutyens, przekształcił w sielankowy włoski ogród, udekorowany pilastrami, przyciętymi cisami, altanami ocienionymi winoroślą i pagórkami pokrytymi trawą. Nad całością wisiało niebieściutkie niebo, oświetlone reflektorami zwisającymi z kopuły budynku.

Jennie_Olivia_Lavery_1911

Jennie Cornwallis-West (Lady Randolph Churchill) jako Olivia z Wieczoru Trzech Króli. Obraz Johna Lavery z 1911 r.

Sprzedano 800 biletów. Oprócz arystokracji na balu zjawili się także politycy (jak James Arthur Balfour), prawnicy, artyści, aktorzy (włącznie z panią Patrick Campbell) i pisarze, wśród których nie zabrakło Somerset Maughama i W.B. Yeatsa. Wszyscy tańczyli kadryla i przeszli w procesji przed lożą królewską, w której, reprezentując Jerzego V, siedział jego wuj, książę Connaught.
Przebrana za Olivię, Jennie stanęła na czele grupy reprezentującej dramat Wieczór Trzech Króli (Twelfth Night), w której znaleźli się również jej mąż George, syn Jack i narzeczona Winstona, panna Hozier. Shelagh, księżna Westminsteru, wystąpiła jako Królowa Francji z Henryka VI. W ostatniej chwili dołączyła do niej siostra Daisy jako dama jej dworu. Stało się tak dlatego, że schorowana i słaba po porodzie Bolka, księżna von Pless nie była pewna swoich sił i zamiarów. Nie mogła jednak odmówić zaproszenia na koronację króla Jerzego V i będąc na kilka dni wcześniej w Londynie, postanowiła poprzeć swoją obecnością projekt szwagierki. Nie przypuszczała wtedy, że ta za rok osadzi ją w znacznie poważniejszej roli.

NPG Ax135774; Group in fancy dress for the Shakespeare Memorial National Theatre Ball by Langfier Ltd, published by  Hudson & Kearns Ltd

Shelagh, księżna Westminsteru jako Królowa Francji w Henryku VI. Obok lord Aleksander Thynne jako Henryk VI. Foto Langfiera reprodukowane w Ladies’ Field 01 lipca 1911 r.

Bal zarobił dla Shakespeare Memorial National Theatre niebotycznych 10 000 funtów. Upojona sukcesem Jennie postanowiła zorganizować następną imprezę szekspirowską, tym razem na znacznie większą skalę i dostępną widzom przez długi okres czasu. Miała na myśli stałą wystawę Szekspirowskiej Anglii, gdzie publiczność przechadzałaby się średniowiecznymi uliczkami, obserwując codzienne życie epoki elżbietańskiej i uczestnicząc, za dodatkową opłatą, w typowych rozrywkach tamtych czasów: turniejach rycerskich, dworskich balach, koncertach i przedstawieniach teatralnych.
Grono historyków i ekspertów czuwało nad pieczołowitą rekonstrukcją tudorskiego miasta i jego atmosfery na terenie dzisiejszych hal wystawowych Earl’s Courtu. Ponownie zatrudniono architekta, Edwina Lutyens, do adaptacji istniejących budynków oraz wzniesienia nowych obiektów, wśród których znalazła się replika Szekspirowskiego Globu. Odtworzono nawet fragment typowego portu morskiego, przy którym przycumowano kopię Revenge – galeona z floty Sir Francisa Drake’a. Miejscem spotkań, pełniącym również funkcję towarzyskiego klubu, była tawerna Marmaid. W dniach poprzedzających otwarcie wystawy, Jennie organizowała w niej promocyjne tańce i przyjęcia, których motywem przewodnim była twórczość Szekspira.

GlobeTheatre_EarlsCourt

Rekonstrukcja szekspirowskiego teatru Globe według projektu Edwina Lutyensa na eksozycji Szekspirowskiej Anglii w 1912 r.

Jednym z nich był Wenecki Bal Maskowy, z przymusowymi czarnymi kapotami, trójnarożnymi kapeluszami i maskami kryjącymi twarze. Pomimo tego, księżna Daisy von Pless i jej siostra Konstancja, księżna Westminsteru zostały rozpoznane przez prasę, która nie omieszkała donieść czytelnikom o ich dobrych tego wieczoru humorach.
Uroczysta inauguracja Szekspirowskiej Anglii odbyła się 11 lipca 1912 r. Jej punktem kulminacyjnym był turniej rycerzy w prawdziwych zbrojach, którzy starali się zrzucić przeciwnika za pomocą starodawnych kopii. Zanim jednak do niego doszło na wyimaginowany dziedziniec pomiędzy zamkami Yorku i Warwick, weszła ze swoją świtą Królowa Piękności, odgrywana przez wicehrabinę Curzon, ubraną w białą suknię z szerokim postawionym kołnierzem, wysadzanym drogimi kamieniami i diamentową koronę. Wkrótce po niej, trębacze ogłosili pojawienie się kolejnej romantycznej postaci z przeszłości – Błądzącej Księżniczki (Princess Errant), z oddanymi jej na zawsze błędnymi rycerzami ze Wschodu, czyli księżnej von Pless z księciem Krzysztofem Greckim, księciem Jerzym Greckim, wielkim diukem Adolfem Fryderykiem Mecklenburg-Strelitz, księciem Kinskim, księciem Bentheim, diukem Alba, baronem von Kulhman i księciem Elsten. Dodatkowo towarzyszyły jej dwie damy dworu, hrabina Paulina Pappenheim i hrabina Nada Torby. Jak wspomina sama Daisy: „podobałam się prasie i publiczności, bo wjechałam na olbrzymim srokatym koniu, który należał do tamburmajora pierwszej królewskiej straży przybocznej i który potem został uwieczniony na płótnie przez pana Munningsa. Przegalopowaliśmy dwa razy arenę, co było dobrą zabawą. Potem usiadłam obok Królowej Piękności…”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Daisy_Shakespeare

Księżna Daisy von Pless jako Błądząca Księżniczka na turnieju rycerskim podczas otwarcia ekspozycji Szekspirowskiej Anglii w lipcu 1912 r. Foto z kolekcji autorki.

Księżna ubrana była w wykwintną, drobiazgowo wypracowaną suknię z epoki elżbietańskiej w kolorach białym i niebieskim. Jej nakrycie głowy wieńczyła diamentowa korona i białe strusie pióra.

Po Błądzącej Księżniczce, na scenie pojawiło się sześciu zawodników turnieju. Ustawili się naprzeciwko siebie, ale zawodów jeszcze nie zaczęli. Wraz z innymi podziwiali Balet Koni na 16 par, w którym wzięła udział i wzbudziła podziw siostra Daisy, Shelagh, znana ze swych jeździeckich umiejętności.
Czterech sędziów oceniało pojedynki rycerzy na kopie. Najlepszym okazał się lord Ashby St Ledgers, który w nagrodzie otrzymał od Królowej Piękności zloty puchar wartości 600 funtów. Później mu go odebrano, ponieważ okazało się, że w jego zbroji walczył w zastępstwie kapitan F.E. Guest. Za zwycięzcę uznano wtedy księcia Marlborough.
Po turnieju odbyła się ogólna bitwa na koniach, podczas której uczestnicy starali się obciąć mieczami pióropusze na hełmach wroga. Śmiechu tu było co niemiara. Wieczór zakończył się balem, na którym tańczono do świtu.
Impreza pozostała głęboko w pamięci księżnej von Pless. Jak napisała po latach: „było to moje ostatnie duże wystąpienie publiczne w Anglii, i chyba nie bez powodu się stało, że zagrałam wtedy właśnie Błądzącą Księżniczkę”! (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Read Full Post »

Sława balu kostiumowego wydanego w lipcu 1897 r. przez księżną Devonshire dla uczczenia diamentowego jubileuszu królowej Wiktorii nie zagasła do dzisiaj. To wydarzenie, w którym uczestniczyło ponad 700 gości, miało miejsce w latach niezwykle silnej pozycji angielskiej arystokracji. Było pokazem jej potęgi i bogactwa, tradycji, korzeni oraz statusu, wydawałoby się, nie do zagrożenia. Nic więc dziwnego, że cytowane i analizowane jest przez badaczy różnych dziedzin historii: politycznej, społecznej, materialnej, obyczajowej i, nawet!, fotograficznej.
Gdyby bowiem nie przedsiębiorczość jednego fotografa, bal ten znany by nam był tylko z opisów i rysunków w ówczesnej prasie. Jego skalę i przepych trudno byłoby sobie wyobrazić. Tym człowiekiem był Monsieur Lafayette – wschodząca gwiazda na firmamencie dziewiętnastowiecznej fotografii, a jego inicjatywą stworzenie prowizorycznego studia w namiocie na terenie ogrodu londyńskiej rezydencji Devonshirów, gdzie „na gorąco” portretował uczestników zabawy. Tego rodzaju „rejestracja”, jakże podobna w pomyśle do dwudziestowiecznego wideo, była w czasach wiktoriańskim niesłychanym ewenementem

JS_Lauder_72dpi

Monsieur Lafayette, czyli irlandzki fotograf James Stack Lauder (1853-1923), twórca najsłynniejszych portretów księżnej Daisy von Pless. Foto za uprzejmością Lafayette Project

„Lafayette” to profesjonalny pseudonim Irlandczyka, Jamesa Stack Laudera (1853 – 1923). Jego ojciec, Edmund Stanley, był właścicielem studia dagerotypów w Dublinie, w którym młody James wtajemniczony został w tajniki rzemiosła. Tak naprawdę chciał być malarzem, ale w porę zdał sobie sprawę, że jego talent nigdy nie dorówna ulubionemu Sir Frederickowi Leightonowi i w zastępstwie podjął studia fotograficzne w Berlinie i Paryżu.
Po powrocie, otworzył w 1880 r. własne atelier, nazywając je z francuska „Lafayette” i reklamując siebie jako artystę „prosto z Paryża”. Wierzył bowiem głęboko, że w jego pokoleniu fotografia wspięła się już na wyżyny prawdziwej sztuki. Na uznanie nie musiał czekać długo.
Jego innowacyjne – w pozie, aranżacji tła i światła – portrety zrobiły furorę. Stał się pupilem irlandzkiej arystokracji i rozgłos o nim rozszedł się szybko poza Dublin. Podczas wizyty księżnej Walii, Alexandry w Irlandii w 1885 r., został wezwany do zrobienia jej zdjęcia w todze i birecie Doktora Muzyki – tytułu, który jej wtedy honorowo przyznano. Wizerunek ten zyskał niezwykłą popularność i sprzedany został w 80 000 kopii!
Dwie sesje z królową Wiktorią, w lutym 1887 r. w Osborne i w czerwcu 1887 r w Windsorze, ugruntowały jego sławę i zdobyły mu królewski przywilej – pierwszy tego rodzaju, przyznany kiedykolwiek irlandzkiemu fotografowi.
Komercyjny sukces Lafayette’a szedł w parze z licznymi nagrodami i medalami, jakie zdobywał za artystyczne osiągnięcia na krajowych i zagranicznych wystawach. W latach 1890-tych otworzył oddziały w Glasgow, Manchesterze i Belfaście. W marcu 1897 r., powitany uroczystym obiadem przez kolegów z branży, rozpoczął działalność londyńskiego studia w czteropiętrowym budynku na prestiżowej Bond Street.

Dziewięć miesięcy później w wywiadzie udzielonym magazynowi St. James’s Budget mógł stwierdzić: „miałem już zaszczyt sfotografować każdego żyjącego członka angielskiej rodziny królewskiej i większość czołowych przedstawicieli Socjety” (tłumaczenie © Barbara Borkowy). Fakt ten wykorzystał w swoim biznesie nie tylko jako reklamę, ale także jako dodatkowe źródło dochodu, sprzedając prawa reprodukcji tych portretów do ówczesnych ilustrowanych czasopism towarzyskich. A był to okres ich niesamowitej profuzji. Nowa, tania metoda druku spowodowała, że pojawiały się na rynku jak przysłowiowe „grzyby po deszczu”. Jedne przetrwały dziesiątki lat, inne kończyły publikację po roku lub dwóch. Dla każdego, archiwum fotograficzne Lafayette’a stanowiło istotne źródło egzystencji.
Atelier Lafayette’a znajdowało się kilka minut spacerem od pałacu Devonshire na Picadilly. Ale kiedy księżna Devonshire złożyła mu propozycję uwiecznienia obiektywem swoich dostojnych gości, wyszedł on temu naprzeciw z niespodziewanym pomysłem: „przeniesienia” swojego studia na lokalizację jej balu. Przedsięwzięcie to nie było łatwe, ale warte ryzyka. Jak sam później powiedział: „nie chcę się chwalić, ale pojawienie się „radosnego fotografa” na tym przyjęciu, uznane zostało za wielce oryginalne i otwarcie komentowane jako miła niespodzianka przy tej historycznej okazji. (…) W ciągu czterech i pół godzin zrobiłem 200 ujęć, co było nie byle jakim wyczynem fizycznym, nagrodzonym jednak w dwójnasób sławą, która potem mnie otoczyła”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Oprócz sprzętu fotograficznego i silnych lamp elektrycznych, Lafayette przygotował na ten wieczór dwa malowane tła. Jedno, odnoszące się do miejsca zdarzenia, przedstawiało fragment ogrodu rezydencji Devonshire z rzeżbą na postumencie; drugie, ewokujące odległe czasy, fragment średniowiecznej komnaty, tzw. „baronial hall”.

DHB_Graphic

Strona czasopisma towarzyskiego The Graphic z raportem na temat balu Devonshire, zilustrowanego zdjęciami Lafayette’a wykonanymi w prowizorycznym studiu zaaranżowanym w namiocie na terenie ogrodu pałacu Devonshire. W prawym dolnym rogu, księżna von Pless jako królowa Saba na tle średniowiecznej komnaty.

Gospodyni, księżna Devonshire, przebrana za Zenobię, królową Palmyry rozpoczęła posiedzenie. Za jej przykładem poszli inni wysoko tytułowani goście. Wśród nich oczywiście księżna Daisy von Pless, dla której ta sytuacja była niewątpliwie tak dobrą zabawą, że nigdy by jej nie przepuściła. Zmusiła nawet do zdjęcia nadąsanego brata George’a, który jak najszybciej chciał wrócić do domu, niezadowolony ze swojego kostiumu i pomalowanej na czarno twarzy. Daisy i George sfotografowani zostali na tle „baronial hallu”, a siostra Shelagh na tle ogrodu Devonshire. Z tych trzech pierwotnych ujęć zachował się tylko negatyw portretu Georga. Siostry wróciły do Lafayette’a na Bond Street w grudniu 1897 r., by powtórzyć portret – tym razem z orientalnym tłem i rekwizytami bardziej w zgodzie z charakterem królowej Saby, którą Daisy wtedy zagrała.

Daisy_DHB_sepia

Księżna von Pless w kostiumie królowej Saby na portrecie powtórzonym w atelier Lafayette’a w grudniu 1897. Jest to jedne z czterych zrobionych wówczas ujęć.

Opuszczając namiot Lafayette’a, księżna Daisy nie przypuszczała chyba, że wkrótce ponownie się spotkają. Po jubileuszowym Sezonie londyńskim i krótkim odpoczynku w Newlands, Hans i Daisy wyjechali do Dublina, zaproszeni przez hrabinę Cadogan, żonę wicekróla w Irlandii, na uroczystości związane z oficjalną wizytą księcia i księżnej Yorku. Włączeni w entourage królewskiej pary, zatrzymali się z nimi w Viceregal Lodge (po więcej szczegółów odsyłam Państwa do mojego blogu „Księżna Daisy i Diamentowy Jubileusz Królowej”).

Tam, 20 sierpnia 1897 r. wezwano Lafayette’a do zrobienia portretów księżnej Yorku. Jak donosił dubliński dziennik Freeman’s Journal and Daily Commercial Advertiser: „miał on wtedy także honor sfotografowania księżnej Henrykowej von Pless, hrabiny Arran, portugalskiego ministra, pana Soverala oraz Sir Donalda M’Kenzie Wallace’a”.
Szklane negatywy portretów księżnej Yorku (późniejszej królowej Marii) zachowały się do dnia dzisiejszego. Przechowywane są w muzeum Victoria and Albert w Londynie. Na podstawie moich wcześniejszych badań nad nimi oraz podanej powyżej wiadomości z Freeman’s Journal and Daily Commercial Advertiser, mogę dziś z całą pewnością stwierdzić, że znany dla poniektórych z nas i reprodukowany poniżej portret księżnej Daisy von Pless powstał 20 sierpnia 1897 r. podczas sesji zdjęciowej w Viceregal Lodge w Dublinie.

Lafayette

P_o_P_1897Portrety księżnej Yorku (po lewej) i księżnej von Pless, wykonane przez Lafayette’a 20 sierpnia 1897 r. podczas sesji zdjęciowej w Viceregal Lodge w Dublinie. Foto z kolekcji autorki.

Fakt, że fotografia ta sprzedawana była później przez Lafayette’a do wielu czasopism, które użyły jej dla zilustrowania zupełnie innych wydarzeń w życiu księżnej, narobił dużego zamieszania co do genezy i daty jej powstania. Cieszę się, że mogę je teraz raz na zawsze sprostować.
Daisy trafiła do atelier Monsieur Lafayette’a jeszcze parę razy, a na pewno 2 września 1898 r i 11 października 1901 r. Jest on autorem jej najsłynniejszych portretów z okresu młodości – portretów które niewątpliwie bardzo lubiła rozdając liczne ich winiety przyjaciołom i znajomym.

Read Full Post »

W połowie lutego 1908 r. w galerii na Mount Street w Londynie otwarto wystawę ostatnich prac popularnego wtedy artysty Hala Hursta. Dwudziestego szóstego tego miesiąca odwiedziła ją księżna Walii (późniejsza królowa Alexandra), by zobaczyć jeden nietypowy na niej eksponat – serię sześciu akwarelowych wizerunków jej przyjaciółki, księżnej Daisy von Pless.
Ówczesna prasa opisała te portrety jako „małe, ale cudowne i bardzo efektowne studia, pełne życia i werwy”, wykonane w ramach interpretacji „Kostiumów i Nastrojów” („Moods and Robes”) osoby do nich pozującej.
Jak na razie udało mi się znaleźć reprodukcję tylko jednego z tych portretów. Jego ikonografia jednak, pozwala nam zrozumieć całościową koncepcję malarza i modela. Przedstawia on Daisy w białej muślinowej sukni ozdobionej na staniku czerwonymi guzami, siedzącą i zajadającą wiśnie z umieszczonego na udach talerzyka. A ponieważ wiśnia jest kwaśna, skwaszony jest również wyraz jej twarzy!

Daisy_Hurst

Księżna Daisy von Pless na jednym z sześciu portretów Hala Hursta z serii „Kostiumów i Nastrojów”. Foto z kolekcji autorki

Oddałabym wiele, żeby poznać kolejnych pięć „odsłon kostiumowych” księżnej i towarzyszącej im mimiki. Świetny pomysł i dobry zabawa, w udziale której odzwierciedliła się doskonale osobowość Daisy – jej poczucie humoru, miłość do praktycznych żartów i talent komicznej interpretacji.
Większość dam nie odważyłoby się na uczestnictwo w takim eksperymencie, obawiając się oskarżeń o frywolność. Wszystkie inne obrazy pokazane na tej wystawie były „normalnymi” portretami pań Widenham-Fosbery, Mayney, Hupple, Walshingham oraz lady Jenkins i lady Garioch. Ale jak wiemy, księżna von Pless nie miała problemów z łamaniem konwenansów. Ich przekraczanie było poniekąd jej czarem. Jak udowodniła sesja zdjęciowa Lafayette’a, z której fotografie przedstawione zostały polskiej publiczności na ekspozycji „Daisy von Pless: Szczęśliwe Lata”, księżna była wdzięczną modelką, w pełni współpracującą z twórcami podczas kreatywnych posiedzeń.

d5193300l

„Kram Cynkarza”, przykład sceny rodzajowej pędzla Hala Hursta. Foto: Christie’s

W większości zapomniany dziś Hal Hurst (1865 – 1938) był za życia bardzo aktywnym artystą. Malował obrazy olejne, miniatury i akwarele. Poza portretami, zajmował się pejzażem i scenami rodzajowymi z miejsc w które zawędrował, zarażony pasją ojca, Henrego Hursta, i przyjaciela, Douglasa Sladena, którzy byli namiętnymi podróżnikami. Był również bardzo płodnym ilustratorem prasy i książek.
Sztukę studiował w Królewskiej Akademii w Londynie i Akademii Julian w Paryżu. W 1896 r. został wybrany na członka Królewskiego Towarzystwa Artystów Brytyjskich (RSBA), w 1898 Królewskiego Instytutu Malarzy w Akwareli (RIPW), a w 1900 Królewskiego Instytutu Malarzy w Oleju (RIOP).
Był też współzałożycielem w 1896 r., a potem przez wiele lat wice-prezydentem Królewskiego Towarzystwa Miniaturzystów (RMS).
Swoje dzieła często pokazywał, zdobywając pochlebne krytyki recenzentów, zwłaszcza za miniatury portretowe egzekwowane w akwareli lub kolorowanym rysunku. W tym samym czasie, kiedy wystawiał portrety księżnej Daisy, brał również udział w ekspozycji miniatur w Modern Gallery na Bond Street.

Hurst_Young_England

„Young England”, przykład miniaturowgo portretu Hala Hursta

Omówione powyżej portrety pędzla Hala Hursta są kolejnymi odgrzebanymi przeze mnie z przeszłości wizerunkami księżnej von Pless. Było ich znacznie więcej. Malowało ją wielu innych artystów. Wciąż, na przykład, poszukuję jej miniatury wykonanej przez Alfreda Pragę oraz obrazów John Ernesta Breuna, Leopolda Schmutzlera i Francisque-Edouarda Bertiera. Jeśli ktoś z Państwa coś o nich wie, proszę o wiadomość.

Read Full Post »

Jako najstarszy syn, dziedzic tytułu i majątku rodzinnego, Jan Henryk (Hans) Hochberg, książę von Pless otrzymał staranne wykształcenie, odbył honorową służbę wojskową w armii cesarskiej i – na życzenie ojca, księcia Jana Henryka XI von Pless – wyruszył w 1882 r. w podróż dookoła świata. Jak donosił londyński The Times odbył ją, przynajmniej częściowo, w towarzystwie księcia Albrechta Meklenburskiego i barona von Tiele Winklera. Razem odwiedzili Amerykę, Indie i Cejlon. Hans wrócił z wojaży w 1885 r. i podjął pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Berlinie, rozpoczynając tym samym swoją karierę dyplomatyczną. Wkrótce został wysłany na placówkę do Brukselii, skąd – na początku 1887 r. – przeniesiono go w randze „attaché” do ambasady niemieckiej w Londynie. W tej nowej roli został oficjalnie przedstawiony na dworze królewskim przez ambasadora, księcia Hermana Hatzfeldta, 1 marca 1887 r. Jako świeżo upieczony dyplomata, wykonywał tylko pomniejsze zadania, często pomagając w pracy trzeciemu sekretarzowi ambasady, księciu Paulowi Wolff Metternichowi. Zawiązana wtedy między nimi przyjaźń, przetrwała długo, kulminując w zażyłości podczas kadencji księcia Metternicha jako ambasadora w Wielkiej Brytanii w latach 1901 -12. Tak więc, na przykład, w kwietniu 1887 r., reprezentować musiał ambasadę na obchodach 42 rocznicy otwarcia niemieckiego szpitala w londyńskiej dzielnicy Dalston, a miesiąc później na uroczystościach 81 rocznicy Towarzystwa Przyjaciół Pomocy Cudzoziemcom. Odbywające się w samej ambasadzie wydarzenia były, oczywiście, bardziej prestiżowe i obowiązkowe w nich uczestnictwo dawało Hansowi możliwość poznania wielu wybitnych osobistości. W marcu 1887 r. wydano tam bankiet z okazji 90 urodzin cesarza Wilhelma I, w maju odświętny lunch na przyjazd ministra spraw zagranicznych, księcia Herberta von Bismarcka, a w czerwcu obiad powitalny dla przybyłych do Londynu króla Saksonii i księcia Ludwika Bawarskiego. We wrześniu 1887 r., młody książę von Pless miał zaszczyt służyć swoją obecnością cesarzewiczowi Fryderykowi podczas jego wizyty w angielskiej stolicy, a potem formalnie pożegnać go na stacji Charing Cross. W 1889 r., Hans awansował na trzeciego sekretarza i przeniesiony został do ambasady niemieckiej we Francji. W swojej paryskiej rezydencji podejmował starych i nowych przyjaciół, jak księcia Herberta Bismarcka, już po jego rezygnacji, w maju 1890 r. Paryż polubił i dobrze się tam czuł, zwłaszcza wśród kolonii amerykańskiej. Tak dobrze, że w listopadzie 1889 r. tamtejsza prasa donosiła o jego zaręczynach ze śliczną panną Bessie Woodford z Baltimore! Jego nowym szefem był książę George Herbert Munster ożeniony z Angielką, lady Harriet St. Clair, poprzednio ambasador niemiecki w Wielkiej Brytanii (1873 – 1885), usunięty stamtąd za zbyt głębokie sympatie wobec kraju żony. Hans zaprzyjaźnił się z nim na tyle, że zgodził się zostać świadkiem na ślubie jego syna, księcia Alexandra, z lady Muriel Henriettą Hay w czerwcu 1890 r. Nowej księżnej Munster przyszło potem dzielić podobny do księżnej Daisy von Pless los angielskiej żony niemieckiego magnata podczas 1. wojny światowej. Hans był już wtedy z powrotem pracownikiem niemieckiej ambasady w Londynie i, jako jej trzeci sekretarz, został ponownie przedstawiony formalnie na dworze królewskim 13 czerwca 1890 r. Przeniesiono go do Anglii na interwencję starego księcia von Pless, który chciał, żeby synowi wyszły z głowy romanse amerykańskie, a weszły tam myśli o stosownym małżeństwie, takim jak np z ubogą wprawdzie, ale królewską księżniczką Victorią (Mayą) Teck. Jednakże znajomości i przyjaźnie, które nawiązał w Paryżu przydały się i, wraz ze statusem zamożnego „kawalera do wzięcia”, otworzyły mu szybko drzwi najlepszych salonów towarzyskich Londynu. Został natychmiast zaproszony na bal, wydany 2 czerwca 1890 r. przez lady Yarborough. 11 czerwca reprezentował ambasadę na obiedzie urządzonym przez lorda i lady Salisbury na cześć księżnej Schleswig-Holstein i jej córek, a 13-go na dworskim koncercie w pałacu Buckingham. Tego czerwca jednak zapamiętany został przez wszystkich jako świetny wodzirej kotylionu, któremu pierwszorzędnie przewodził na balu baronowej Alfredowej von Oppenheim. W grudniu 1890 r. książę Paul Metternich został awansowany na stanowisko pierwszego sekretarza ambasady niemieckiej w Londynie, a książę Jan Henryk von Pless na drugiego. Wiązało się to z kolejnym formalnym przedstawieniem Hansa na dworze królewskim 24 lutego 1891 r. Miesiąc wcześniej cesarzowa Fryderykowa zleciła mu specjalną misję, prosząc by – pomimo życzenia rodziny co do cichego pochówku – reprezentował ją na pogrzebie diuka Bedfordu. Francis Charles Hastings Russel, 9. książę Bedfordu był bowiem dla niej jak przyszywany wujek. Znała go całe życie. Jego żona, lady Elizabeth Sackville-West, była drużką na ślubie jej matki, królowej Victorii, a potem służyła jej długo jako Mistress of the Robes. Stary, schorowany diuk, zastrzelił się podczas chwilowej utraty zmysłów, spowodowanej gorączką zapalenia płuc. Hans_1891

Młody książę Jan Henryk (Hans) von Pless w Lonynie w 1891 r. Foto Walerego z kolekcji autorki.

Cesarzowa Fryderykowa mogła Hansowi osobiście podziękować za spełnienie jej życzenia, bo w kwietniu 1891 r. odwiedziła Londyn z córką, księżniczką Margaretą Pruską. Podczas tej wizyty, młody książę von Pless i baron Janisch z ambasady niemieckiej towarzyszyli jej i zainteresowanym gościom na demonstracji bezdymnego paliwa, mającego uchronić od czadu coraz bardziej duszącą się stolicę. Wynalazcą tej nowej substancji, stworzonej z pyłu węglowego i innych minerałów, był Niemiec, Ferdinand Koopmann. Tak ważny w przyszłych konsekwencjach londyński sezon 1891 r., zaczął się dla Hansa w marcu zaproszeniem na obiad i tańce do bogatej Amerykanki, pani Marshallowej O. Robertsowej, wdowy po biznesmanie i kolekcjonerze sztuki, Marshallu Owenie Robertsie. Kolejnym znaczącym wieczorem, w którym uczestniczył był bal wydany w maju przez lady Scott, którą uhonorował swoją obecnością syn księcia Walii – Eddie, książę Clarence i Avondale. Był on również gościem czerwcowego balu pani Arthurowej Kennard, która nie omieszkała zaprosić także księcia von Pless oraz księżniczkę Mayę Teck z rodzicami. W tym samym miesiącu stoliczna socjeta plotkowała namiętnie o balu urządzonym w hotelu Savoy przez Hansa i dwudziestu innych młodzieńców stanu wolnego. Kawalerzy poprosili niespożytą panią Hwfa Williams o przyjęcie roli gospodyni, w czym ich nie zawiodła, zapewniając gościom zabawę nie do zapomnienia. Obecni tam lady de Trafford, lady Molesworth, lady Dudley, panna Adele Grant (późniejsza hrabina Essex) i jej liczni amerykańscy znajomi mogli potem przekazywać o niej relacje z pierwszej ręki. Na żadnej z wymienionych okazji nie było młodziutkiej panny Cornwallis-West. Zabrakło jej również na liście ponad tysiąca krewnych i przyjaciół poproszonych o przybycie 16 czerwca 1891 r. do White Lodge w parku Richmond na uczczenie srebrnej rocznicy ślubu księstwa Teck. Obecność Jana Henryka von Pless na tej uroczystości świadczy, że ani Teckowie, ani on sam nie zarzucili jeszcze myśli o jego związku z księżniczką Mayą. Sława Daisy Cornwallis-West jako najpiękniejszej debiutantki roku 1891 zaczęła się już jednak rozchodzić. Hans spotkał ją na kilku mniej ważnych balach. Dysponował wtedy niewielką ilością wolnego czasu. 5 lipca bowiem, przybyli do Anglii z oficjalną tygodniową wizytą niemiecki cesarz Wilhelm II z małżonką. Jako sekretarz niemieckiej ambasady, książę Jan Henryk von Pless musiał czuwać nad i brać udział w programie ich zajęć. A był on obszerny i obejmował odwiedziny królowej Victorii na zamku w Windsorze, przyjmowanie licznych delegacji w pałacu Buckingham (gdzie kajser otworzył dodatkowo jednego wieczoru swój dwór), obecność na przyjęciach i recepcjach w Londonderry House, Marlborough House u księcia Walii (gdzie wśród zaproszonych znalazły się pani Cornwallis-West z córką Daisy!) oraz u premiera w Hatfield House oraz na koncercie w Albert Hallu. Dochodziło jeszcze do tego uczestnictwo w przeglądzie wojskowym na Wimbledonie i honorowym pokazie w Kryształowym Pałacu w Sydenham. Poza ważnymi, jego obecność wymagana też była na imprezach towarzyszących, takich jak na przykład spotkanie 24 oficerów rezerwy i piechoty armii cesarskiej w londyńskiej restauracji Tivoli. Jak tylko cesarz niemiecki opuścił Londyn 12 lipca 1891 r., Hans powrócił z ochotą na scenę towarzyskich zabaw Sezonu. 17 lipca wziął udział w obiedzie wydanym w Grosvenor House przez księcia i ksieżną Westminsteru (nota bene dziadków swojego przyszłego szwagra, Bendora). Honorowymi gośćmi tego przyjęcia byli ponownie Teckowie wraz z córką Mayą. Po obiedzie odbyły się tańce w Rubensowej komnacie rezydencji, które zaszczycił swoją obecnością książę Walii (późniejszy król Edward VII) z małżonką i córką Victorią. Teckowie i księżniczka Maya byli również honorowymi gośćmi na balu maskowym baronostwa Ilchester w Holland House, który odbył się 23 lipca 1891 r. Dla Hansa jednakże nie miało już to znaczenia. Gwiazdą wieczoru była dla niego młodziutka i uprzejma panna Daisy Cornwallis-West, która przybyła tam pod opieką swojej babci, lady Olivii Taylour. Nie przepuścił okazji, żeby się jej oświadczyć. Po rozmowie z ojcem Daisy, który dostarczył oczekiwanych dowodów heraldycznych prominencji swojego rodu, ogłoszono 7 sierpnia zaręczyny młodej pary. Deichman_coach_VF

Znajomy Hansa, bankier Baron Adolph Deichman, był jak on entuzjastą i ekspertem powożenia dyliżansów. Rysunek Spy’a z Vanity Fair.

Wydaje się to niewiarygodne, ale w swoim napiętym kalendarzu obowiązków zawodowych i spotkań towarzyskich, książę Jan Henryk von Pless znalazł cudem wolny czas na zawody i pokazy sportowe. Jako wielbiciel koni i doskonały jeździec, zapisał się jakiś czas temu na listę kandydatów do klubu powożenia dyliżansami, tzw Coaching Club, zarekomendowanego mu, prawdopodobnie, przez jednego z przyjaciół, którzy już do niego należeli: niemieckiego ambasadora, księcia Georga Munstera lub niemieckiego bankiera, barona Adolpha Deichmana. W maju 1891 r., w środku londyńskiego Sezonu, został do niego przyjęty i zaczął uczestniczyć w jego regulaminowych zajęciach na swoim nowym powozie marki Holland & Holland, wzorowanym na dawnym dyliżansie pocztowym. F_in_H_HP_Meet_Graphic_1887

Członkowie klubu dyliżansowego „For-in-Hand” na pardzie w Hyde Parku w 1887 r. Ilustracja opublikowana w czasopiśmie The Graphic, 1887.

W Anglii istniały wtedy dwa kluby dyliżansowe. Obydwa otwarte były tylko dla woźniców z umiejętnością powożenia jedną ręką zaprzęgu czterech koni. Starszy, słusznie nazwany „Four-in-Hand”, powstał w 1856 r. jako ekskluzywne stowarzyszenie 30 gentlemenów, którzy szaleńczo wyścigowali się między sobą i dwa razy do roku podczas londyńskiego Sezonu, nie mając stałej siedziby, zjeżdżali się na spotkania w Hyde Parku i na polu paradnym Królewskiej Gwardii. Mogli wtedy przywieźć ze sobą swoich gości, których – z czasem – pozwolono im po paradzie dowieźć na klubowy lunch w wybranej wcześniej miejscowości podlondyńskiej, takiej jak Hurlingham, Ranelagh lub Sydenham. Zarząd nagradzał członków za umiejętność i styl jazdy, za dobór koni pod względem siły i koordynacji kroku oraz za ogólną prezentację pojazdu i zwierząt. Przynależność do klubu „Four-in-Hand” stała się wielce strzeżonym przywilejem wybrańców. Chętnych było znacznie więcej. W odpowiedzi na popyt założono w 1870 r. nowy klub, „Coaching Club”, funkcjonujący na identycznych zasadach jak „Four-in-Hand”, ale bardziej populistyczny. Liczbę jego członków ustalono na 220 osób. Często członek „Coaching Clubu” czekał na wolne miejsce w „Four-in-Hand”, ale gdy je już dostał nie rezygnował z członkostwa w „Coaching Clubie”. W czasach, o których piszę, prezesem tych dwóch klubów był wiekowy i doświadczony diuk Beaufortu. Oczywiście, jako stare wygi, członkowie „Four-in-Hand” byli lepszymi jeźdzcami i ich parady prześcigały perfekcją pokazy „Coaching Clubu”. Przeto ambicją każdego członka „Coaching Club” było wejście do elity określonej przynależnością do klubu „Four-in-Hand”. Ambicję tą książę Jan Henryk von Pless zrealizował w 1893 r. Wracając do Sezonu 1891 r., debiut Hansa jako woźnicy czterokonnego zaprzęgu dyliżansu nastąpił 23 maja. Jego pojazd był jednym z 19, które przybyły tego dnia na pokaz w Hyde Parku i jednym z pięciu, należących do nowo przyjętych członków „Coaching Clubu”. Brzydka pogoda nie zapewniła licznej widowni, ale wśród obecnych znaleźli się tacy obserwatorzy i weterani klubu „Four-in-Hand” jak hrabia Lonsdale, hrabia Londesborough, markiz Londonderry i lord Cheylesmore. Według ich opinii, czwórka kasztanów księcia von Plessa i maniera, w jakiej je poprowadził „wzbudzić tylko mogła same pochwały”. Cztery spotkania „Four-in-Hand” i „Coaching Clubu” w Hyde Parku stały się z czasem wyczekiwanymi wydarzeniami Sezonu. Ich wielką fanką była księżna Walii (poźniejsza królowa Alekxandra), która bez względu na pogodę zawsze się na nie zjawiała w roli dociekliwego widza. Ich dokładne daty, dwie pierwsze przed wyścigami w Ascot i dwie ostatnie przed wyścigami w Goodwood, były podawane do wiadomości publicznej w prasie. Miejscem startu był zawsze skwer przed starym Magazynem Prochu (Powder Magazine), po czym o godzinie 1-ej po południu dyliżanse w ustawionym sznurze przejeżdżały paradnie w stronę Hyde Park Corner, potem traktem Carriage Road w kierunku bramy Queen’s Gate, którą opuszczały park. Po wyjeździe z Hyde Parku, niektóre z nich wracały do domu, inne kierowały się ku wybranej na klubowy lunch miejscowości.

F_in_H_Richmond_ILN_1892

Członkowie „Coaching Clubu” i ich goście w drodze do Richmond na lunch po paradzie w Hyde Parku. Ilustracja w Illustrated London News, 1892 r.

Nie będąc jeszcze członkiem „Four-in-Hand”, książę Jan Henryk von Pless uczestniczył w jego spotkaniach w 1891 r, jako pasażer najpierw dyliżansu lorda Lonsdale, a potem barona Deichmana. Jego drugi tego roku występ na paradzie „Coaching Clubu” 1 lipca 1891 r., ponownie bez dużej frekwencji z powodu deszczu, zdobył mu kolejną wysoką ocenę za piękne konie. 8 grudnia 1891 r. Hans poślubił Daisy w kościele Św. Małgorzaty na terenie opactwa Westminsteru. W przeddzień ich wielkiego dnia ogłoszono zaręczyny księżniczki Mayi Teck z Eddim, księciem Clarence i Avondale. Były kandydat do ręki Mayi honorowo wpisał się do ich księgi życzeń, wystawionej publicznie w pałacu Marlborough House.

Daisy_1892

Daisy, młodziutka żona Jana Henryka von Pless, od 1892 r. zdobiła kozioł jego dyliżansu podczas pokazów „Coaching Clubu” w Hyde Parku. Foto Mendelsshona z 1892 r.

W 1892 r., książę Jan Henryk von Pless ponownie zjawił się swoim dyliżansem na spotkania „Coaching Clubu”. W 1893 r. doszły mu dwa kolejne spotkania klubu „Four-in-Hand”. Jego czwórka doskonałych kasztanów wciąż była chwalona, ale prawdziwy podziw wzbudzała teraz siedząca obok niego na koźle młodziutka żona Daisy.

Read Full Post »

Older Posts »