Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Książ’

Ciocia Minnie, w skrócie „Min“, pojawia się często na kartach pamiętników księżnej von Pless. Podczas pobytów Daisy w Anglii, przyjeżdża zobaczyć się z nią do Newlands, robią razem zakupy w Londynie, jadą do Walli, odwiedzają babcię Olivię i spędzają Nowy Rok w Eaton. Minnie jest też jej częstym gościem w Książu i Pszczynie. W czasie wojny pisze do niej czułe listy i opiekuje się chorą babcią, ojcem i matką. Niewątpliwie, jest ulubioną krewną, której księżna wiele zawdzięcza.
Edwina Virginia Joanna, bo tak brzmiało jej pełne imię, była młodszą siostrą matki księżnej, Patsy. Jak Daisy kiedyś odnotowała, w charakterze i wyglądzie różniły się od siebie tak bardzo, jak ona od Shelagh, ale równie głęboko się kochały i wzajemnie sobie pomagały.

Patsy_Minnie_girls

Dwa pokolenia oddanych sobie sióstr. Stoją od lewej: Patsy Cornwallis-West, Daisy, ciocia Minnie, z Shelagh siedzącą przed nimi. Foto: National Trust/Kingston Lacy Estate, Dorset

Patsy wzięła ślub z Williamem Cornwallisem Westem w 1872 r. Jako mężatka, mogła wprowadzić siostrę do londyńskiej Socjety, co zainicjowała prezentując ją królowej Wiktorii na dworze 3 marca 1877 r. Nieco ponad rok później, 23 lipca 1878 r., Minnie wyszła za mąż za Johna Monck Brooke’go, najmłodszego syna Francisa Richarda Brooke’go i Hon. Henrietty Monck z Castleknock, w dublińskiej dzielnicy Summerton. Jego ojciec był szeryfem hrabstwa Dublinu w 1860 r., a matka córką 3. wice-hrabiego Moncka.
Młoda para osiadła w Elm Green w Castleknock. Ich pierwsze dziecko, dziewczynka, przyszło na świat 10 sierpnia 1881 r., ale umarło po kilku godzinach. Syn Geoffrey zjawił się w 1884 r., rok później córka Mary („Madge“), a kolejny syn Walter w styczniu 1887 r., na osiem miesięcy przed niespodziewaną śmiercią Johna Moncka, która nastąpiła 14 sierpnia 1887 r.
Parę lat po stracie męża, wciąż młoda i atrakcyjna wdowa Minnie opuściła Dublin i zamieszkała w wynajętym szeregowym domku z ogrodem na jednej z typowych, wiktoriańskich ulic Londynu. W wychowywaniu malutkich dzieci pomagała jej guwernantka, panna Price, oraz, najęty specjalnie dla chłopców, sierżant z pobliskiego garnizonu, który trzy razy w tygodniu przychodził uczyć ich w ogrodzie musztry. Najważniejszym jednak opiekunem rodziny stał się brat Minnie, Heremon John Francis Headford Fitzpatrick, zwany przez wszystkich „Patem“, który będąc mężem zaufania rozporządzającym spadkiem pozostawionym synom przez Johna Moncka, starał się jak mógł zastąpić im brakującego ojca. Swój związek z Brooke’ami uświęcił w 1908 r. małżeństwem z siostrą Johna Moncka, Grace Agnew. O jego charakterze, dobroci i oddaniu siostrzeńcom, jak również o jego kontaktach z księżną von Pless pisałam już wcześniej: https://daisypless.wordpress.com/2012/10/14/niesforny-wujek-pat-w-ksiazu/
W 1892 roku, Minnie wyszła powtórnie za mąż, tym razem za młodszego o dziesięć lat Guya Wyndhama (1865 – 1941), drugiego syna Hon. Percy Wyndhama i Madeline Campbell, zamożnych właścicieli majątku East Knoyle w hrabstwie Wiltshire, rezydujących w pałacu Clouds.
Clouds był swojego rodzaju wyjątkiem, bo nie został odziedziczony, ale zbudowany od podstaw w ścisłej współpracy Percego i Madeline z architektem Philipem Webbem. W rezultacie tej kooperacji i późniejszych starań co do jego wyposażenia i funkcji, powstał duży, wygodny dom, od samego początku kochany przez całą rodzinę – do tego stopnia, że jej członkowie starali się potem przenieść jego ducha i atmosferę do swoich własnych rezydencji. Zarówno Percy, jak przede wszystkim Madeline byli wyczuleni na piękno współczesnej sztuki i stali się jej aktywnymi promotorami. Sama Madeline oddawała się z zapałem malarstwu, rysowaniu oraz z dużym sukcesem próbowała swoich sił w odradzającym się wtedy rzemiośle emaliowania. Ich bliskie stosunki towarzyskie utrzymywane z artystami były wyjątkowe w ówczesnych kręgach arystokratycznych, ale z czasem zostały zaakceptowane, a nawet poszukiwane. Nic dziwnego, że ich całe potomstwo stało się członkami elitarnej kulturalnie grupy „Souls“. Przez wszystkich uwielbiana, Madeline była osobą o wielkim sercu, wspaniałą matką i życzliwą gospodynią. Nasza księżna von Pless z czułością cytuje jej list, który napisała do Patsy dowiedziawszy się o chorobie Daisy po narodzeniu Bolka, przekazując jej następujące słowa pocieszenia: „ Moje myśli i gorące modlitwy są z Tobą z powodu nowego zmartwienia, ale mam głęboką nadzieję i wierzę, że ukochana Daisy, ze swoją cudowną siłą ducha i odwagą, przezwycięży tą okropną chorobę skrzepów krwi, bo jest młoda, silna i tak dobra, że Bóg ją na pewno uratuje, by mogła nadal żyć i ulepszać ten świat swoją dobrocią i łagodnością“. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Clouds, East Knoyle, Wiltshire, 1880s, photo Architectural Press, in Peter Davey, p. 36, pl. 23

Clouds, rezydencja rodziców Guya w East Knoyle, którą Minnie często odwiedzała, w której mieszkała od 1915 r. i gdzie zmarła w 1919 r.

Z pięciorga dzieci Percy i Madeline, Guy był w najgorszym położeniu materialnym. Jego trzy siostry, suto wyposażone przez ojca, znalazły mężów, którzy wcześniej czy później zostali dziedzicami dużych fortun. George, jego brat i dziedzic rodzinnego majątku, ożenił się w 1887 z lady Sibell Grosvenor, wdową po jedynym synu 1. księcia Westminsteru i matką jego spadkobiercy, Hugh („Bendora“) 2. księcia Westminsteru – tego samego, który w 1901 r. poślubił Konstancję („Shelagh“) Cornwallis-West, siostrzenicę Minnii.
Małżeństwo Guya z Minnie nie było mezaliansem: on, wnuk barona Leconfielda złączył się przecież z wnuczką 2. markiza Headfortu! Ale, uboga jak mysz kościelna, Minnie nie wniosła żadnego posagu, a co więcej, obciążyła jego skromny dochód trójką swoich dorastających dzieci. Dała mu w zamian urodę i niewyczerpaną dobroć swojego characteru. Ich związek był szczęśliwy i zaowocował kolejną trójką potomków. Najstarszy syn George Heremon urodził się w 1893 r., trzy lata później przyszedł na świat Guy Richard („Dick“), a w 1897 córka Olivia („Bunch“).
Guy Wyndham poświęcił się karierze wojskowej i spędził wiele lat swojego życia za granicą. Służył w prestiżowym 16 pułku kawalerzystów, który pod koniec lat 1890-ych stacjonował w Indiach. Minnie dołączyła do niego dwukrotnie. W czasie jej drugiego tam pobytu, odwiedzili razem Kashmir. Podczas wojny burskiej Guy był adiutantem generała Sir Georga White’a, przeżył długie oblężenie Ladysmith i doszedł do rangi pułkownika. Jak tylko sytuacja w Południowej Afryce jako tako się uspokoiła, Minnie połączyła się z ukochanym mężem. Od 1907 do 1913, Guy sprawował funkcję attaché wojskowego przy ambasadzie brytyjskiej w Petersburgu, dokąd jeżdżąc i skąd wracając zatrzymywał się zazwyczaj u księstwa von Pless. W podróżach tych towarzyszyła mu często Minnie i ich pobyty w Pszczynie, Promnicach czy Książu, Daisy odnotowywała zawsze z wielką radością. Z pamiętnika księżnej wiemy także, że gościła u siebie wszystkie ich dzieci, jak również dzieci Minnie z poprzedniego małżeństwa. Podczas pierwszej wojny światowej Guy pracował w Ministerstwie Obrony.
Percy Wyndham zmarł w Clouds 13 marca 1911 r. W swoim testamencie zostawił Guyowi sumę 5 000 funtów oraz roczne uposażenie w wysokości 850 funtów tak długo, jak długo żyć będzie jego matka Madeline. Guy i Minnie mogli nareszcie, oprócz mieszkania na Lowdnes Street w Londynie, pozwolić sobie na dom na prowincji. Wynajęli Charford Manor w Dawton, niedaleko Salisbury. Nie nacieszyli się jednak długo tą wygodną, 36-pokojową rezydencją. W 1915 r. pochłonął ją pożar. Przenieśli się do Clouds, które w międzyczasie, splotem niesłychanych wydarzeń, stało się własnością ich młodszego syna Dicka.

NPG x81416; Guy Percy Wyndham; George Wyndham by Henry Walter ('H. Walter') Barnett

Guy Wyndham (1865-1941), mąż Minnie i jego starszy brat (siedzi) George Wyndham (1863-1913), ojczym Bendora. Foto Waltera Barnetta ze zbiorów NPG.

George Wyndham odziedziczył Clouds po ojcu w wieku czterdziestu siedmiu lat, mając już za sobą błyskotliwą karierę polityczną. Zaczął ją od stanowiska sekretarza Arthura Balfoura, który był bliskim przyjacielem rodziny. Potem awansował w jego rządzie na wice-ministra wojny, a następnie na ministra Irlandii. W Dublinie powitano go z radością, wiedząc, że w jego żyłach płynie krew rewolucjonisty – pradziadka ze strony matki,  lorda Edwarda Fitzgeralda, który zmarł w 1789 r. w więzieniu, osadzony za bunt przeciwko brytyjskiej dominacji. George, rzeczywiście, z sympatią odnosił się do problemów Irlandii, a jego największym tam sukcesem było uprawomocnienie aktu reformy rolnej. Zamiast jednak wspinać się w karierze do, przewidywanej przez wielu, pozycji premiera, George zrezygnował z polityki w 1905 r. i oddał się innym pasjom: literaturze, armii, polowaniom i administracji majątku w East Knoyle, wobec którego snuł ze swoim jedynym synem, Percym („Perfem“) szerokie plany.
Jako bracia, Guy i George, byli sobie niezwykle oddani. Kiedy, w czerwcu 1913 r., George zmarł nagle na atak serca w Paryżu, Guy przywiózł stamtąd jego zwłoki, a zaraz po pogrzebie zabrał się za uporządkowanie i opublikowanie dla potomności jego listów. W swoim testamencie, George zostawił Guyowi kolejnych pięć tysięcy funtów.
Po śmierci Georga, właścicielem Clouds stał się Perf, ale tylko na czternaście miesięcy, ginąc, jako jedna z pierwszych ofiar wojny, 14 września 1914 r. w bitwie pod Soissons. Nie doczekawszy się syna (jego żoną od kwietnia 1913 r. była Diana Lister, córka hrabiego Ribblesdale), Perf zapisał Clouds swojemu kuzynowi Dickowi Wyndham, czym wzbudził dużą kontrowersję. Z jednej strony, ciotki, uznając teraz swojego brata Guya za głowę rodziny, uważały że majątek powinien przejść na niego, z drugiej, Guy i Minnie znaleźli się w trudnej sytuacji przekazania tej informacji Georgemu Heremonowi, którego Perf zignorował na rzecz jego młodszego brata.
Kiedy, w 1915 r., Guy i Minnie osiedli w Clouds, pałac w dużej części zajęty był przez szpital wojskowy. Ich córka Olivia od razu zaczęła tam pracować jako pielęgniarka. Przyjeżdżająca w odwiedziny ośmioletnia wnuczka Letitia (dziecko Madge, córki Minnie z pierwszego małżeństwa) włączyła się do pomocy, wyprowadzając oślepłych żołnierzy na spacery. Minnie robiła co mogła, by utrzymać dom i ogród w jako takim porządku, całymi dniami plewiąc grządki i sadząc nowe kwiaty i warzywa. Przyjęła też pod swoje skrzydła wnuczka Petera, syna Geoffreya Brooka, jak również opiekowała się troskliwie chorą siostrą Patsy Cornwallis-West. To właśnie z Clouds, Daisy i Shelagh odebrały matkę, by wywieźć ją po raz ostatni na południe Francji.
Starszy syn Minnie, George Heremon Wyndham, zginął na froncie 24 marca 1915 r. Został pochowany na cmentarzu w Belgii. Młodszy, Dick Wyndham, wprawdzie przeżył wojnę i wrócił do domu 8 czerwca 1919 r., ale do końca życia targany był koszmarami tego co widział. W objęciu swego dziedzictwa w East Knoyle, pomagał Dickowi jego ojciec Guy. Razem zdecydowali sprzedać kilka gospodarstw i 1 200 akrów ziemi, by zdobyć fundusz na zapłacenie podatków oraz najpilniejsze remonty w Clouds.

Minnie_Angel

Płyta nagrobna Minnie Wyndham z aniołem wyrzeźbionym przez Alexandra Fishera w kwaterze Wyndhamów na lokalnym cmentarzu w East Knoyle.

Wyczerpaną fizycznie Minnie dopadła szalejąca wtedy grypa hiszpańska. Kiedy jej stan się nagle pogorszył 4 października 1919 r., w domu była tylko Oliwia. W desperacji wskoczyła na motocykl, by przywieźć lekarza. Gdy wrócili, Minnie już nie żyła. Pogrzebano ją na lokalnym cmentarzu w East Knoyle. Jej trumna została zrobiona z dębu rosnącego nieopodal Clouds. Alexander Fisher, jeden z artystów-przyjaciół Madeline Wyndham, wyrzeźbił na płycie nagrobnej pięknego anioła.
O tym, jak potoczyły się losy sześciorga dzieci Minnie, a bliskich kuzynów księżnej Daisy, opowiem w następnym blogu.

Reklamy

Read Full Post »

W czerwcu 1914 r., księżna Daisy von Pless zapisała w swoim pamiętniku: „Signor Galli przemieszkuje z nami [w Książu] i maluje nasze portrety, a ja zaczęłam się uczyć włoskiego. Chłopcy, a zwłaszcza Hansel, spędzają mnóstwo czasu na praktykowaniu fascynującej metody polowania z jastrzębiami…“.
Kim był ten enigmatyczny artysta, o którym w dotychczasowej literaturze na temat księżnej nie ma źadnych wzmianek?
Sama Daisy, tytułując go „Signorem“, dała do zrozumienia, że był Włochem i osobą na tyle miłą i bezpośrednią, by księżna wykorzystała jego pobyt w domu jako doskonałą okazję do podszkolenia języka włoskiego, którego podstawy zdobyła podczas kilkumiesięcznej wizyty z rodzicami we Florencji w 1889 r.

Daisy_Galli

Jej portret jego pędzla rozpowszechniła, wśród dzisiejszych fanów Daisy, reprodukcja na okładce angielskiego wydania biografii księżnej napisanej przez pana Johna Kocha.

Hans_Galli

Dwa inne obrazy jego autorstwa, przedstawiające księcia Jana Henryka XV von Pless i syna Hansela, spopularyzowała sama Daisy, publikując je w pierwszej edycji swoich pamiętników. Ikonografia książęcej rodziny potwierdza, że Signor Galli był dobrym portrecistą.

Hansel_Galli

Hansel_hawkingPortret Hansela namaloway przez Signora Galli (po lewej) i jego fotografia z tego samego czasu (po prawej), pokazująca jak dobrze artysta uchwycił podobieństwo młodego hrabiego.

    ALFREDO Galli, bo tak miał na imię, urodził się w 1870 r. we Florencji. Do tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych zaczął uczęszczać już w wieku dwunastu lat. Malował sceny rodzajowe i portrety. Te ostatnie, z czasem, zdominowały jego twórczość.

Grandmother_Children

Przykład sceny rodzajowej pędzla Alfreda Galli, przedstawiającej Babcię z dwoma Wnukami.

Musiał cieszyć się pewną sławą w swoim kraju, skoro w kilku wzmiankach, na jakie udało mi się trafić we włoskiej literaturze pamiętnikarskiej, określany jest zawsze jako „wybitny artysta“. Podróżował też po Europie i dwukrotnie odwiedził Stany Zjednoczone, dokąd przeprowadził się na stałe w 1929 r. Osiadł w Nowym Orleanie, w stanie Louisiana, gdzie poprzednio pracował, wierząc że znajdzie tam karierę i szczęście. Nie pomylił się. Nie mógł później narzekać na brak ani klientów, ani uczni – kiedy podjął się również kształcenia adeptów sztuki. Jego podopiecznymi były, między innymi, dwie znane portrecistki amerykańskie: Violet Moulin i Lisette Sylvia Moore. Nieco zasługi miała w tym, niechcący, nasza księżna Daisy von Pless, którą wszystkim przedstawiał jako swoją poprzednią patronkę.

Lady_in_white_Galli

Alfredo Galli, portret Damy w Białej Sukni

Jak wspomina dystyngowana mieszkanka Nowego Orleanu, Lindy Boggs – reprezentantka Luisiany w Senacie, a potem ambasador amerykański w Watykanie: „Alfredo Galli był ulubieńcem dam Nowego Orleanu, które wiedząc, że w czwartki jego kucharka ma wolne, posyłały mu do domu obiady. Jednego tygodnia, ten obowiązek przypadł mojej cioci, Maybart Frost Morrison Blackshear, która wysłała mnie do jego studia z posiłkiem. Gdy tam dotarłam, zaczął się mi przypatrywać, aż w końcu zapytał: „Czy masz białą letnią sukienkę?“ Kiedy odpowiedziałam, że tak, usłyszałam: „Przyjdź w niej do mnie w sobotę, bo będę cię malował“.“ Ten portret rzeczywiście powstał i do dnia dzisiejszego zdobi ścianę salonu rodzinnego domu Boggsów przy Bourbon Street w Nowym Orleanie. Nie muszę chyba dodawać, że ciocia Blackshear została także uwieczniona obrazem swojego pupila.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Alfredo Galli, portret Johna St Paula, sędziego Najwyższego Sądu Luisiany

Po udanym płótnie, przedstawiającym pannę Miriam Fleming z Memphis, Alfredo Galli otrzymał zamówienie na portrety jej rodziców. Choć rzadziej, malował również mężczyzn, czego przykładem może być bardzo formalny wizerunek Johna St Paula, sędziego Najwyźszego Sądu Louisiany. Swoje prace wystawiał często na corocznych wystawach Nowo-Orleandzkiego Stowarzyszenia Sztuki (The Art Association of New Orleand), które odbywały się w tamtejszym Delgado Museum.
Jak wyznała kolejna rezydentka Nowego Orleanu, Cynthia Wagner Dickinson, Alfredo Galli uwielbiał portretować dzieci. Ją samą namalował, gdy miała dwa latka, siedzącą wdzięcznie na trawie, ubraną w niewinną koszulkę, bosą i trzymającą w rączkach różę. W tej samej manierze dostarczył wizerunków wielu jej kuzynek i przyjaciółek.

Lilli_Binnings_Galli

Portret Lilli Binnings Alfreda Galli, który uwielbiał malować dzieci

Koleją dziedziną jego twórczości były ilustracje, jakie wysyłał na okładki poczytnego periodyka, The Saturday Evening Post.
O jego popularności za życia świadczy fakt zamieszczenia przez wszystkie gazety Louisiany noty o jego śmierci, obwieszczające że „znany włoski portrecista, Alfredo Galli, zmarł nagle w swoim studiu w środę, 29 października 1948 r. Dr Fernando Carlomacho stwierdził, że powodem zgonu był atak serca“.
Alfredo Galli był bardzo płodnym artystą. Nic więc dziwnego, że jego dzieła pojawiają się często na współczesnych aukcjach sztuki, zwłaszcza w Nowym Orleanie. Nie będąc tam rzadkością, nie osiągają jeszcze wysokich cen, sprzedając się w bardzo dostępnych granicach od 400 do 600 dolarów. (tłumaczenie cytatow z tekstów angielskich © Barbara Borkowy)

Read Full Post »

Myślałam nad tym długo i poważnie. Coś zawsze nie zgadzało mi się w „smutnych” opisach podróży księcia i księżnej von Pless na subkontynent indyjski. Jej niespełnionych nadziejach i oczekiwaniach, egoistycznym Hansie, któremu w głowie było tylko polowanie na egzotyczną zwierzynę i który w swojej bezduszności śmiał zostawić żonę samą na sześć tygodni… I ta jej niby reinkarnacja z błądzącej w romantycznych marzeniach młodej dziewczyny w dojrzałą kobietę, pogodzoną ze swoim losem…
Dziś przedstawiam Państwu własną opinię, opartą nie tylko na osobistych przemyśleniach, ale także na historycznych źródłach, które wypłynęły od czasów ostatnich biografii księżnej, opublikowanych (nie mówię o wznowieniach lub tłumaczeniach) ponad 10 lat temu. Mam na myśli dwa dokumenty zakupione w 2012 r. przez wałbrzyską Fundację Księżnej Daisy von Pless oraz trzy inne odkryte w trakcie moich badaniach w Wielkiej Brytanii.
Pan John Koch, który miał dostęp do nieopublikowanych fragmentów z pamiętników księżnej Daisy, twierdzi że to książę Walii (późniejszy król Edward VII) był pomysłodawcą wyjazdu Plessów do Indii. Niewątpliwie pomógł im w jego zorganizowaniu, kontaktując Hansa z lordem Williamem Beresfordem, sekretarzem wojskowym kilku wicekrólów indyjskich, w celu omówienia szczegółów. Świadczy o tym list, który napisał do księżnej z Charlottenlundu 21 września 1895 r. (dokument „Daisy 16” w zbiorach Fundacji Księżnej Daisy von Pless). Dowiadujemy się z niego również o zaplanowanej na listopad 1895 r. dacie wyjazdu.
Rzeczywiście w pierwszej połowie tego miesiąca, księżna von Pless z siostrą Shelagh wróciły z Niemiec do Anglii. Daisy chciała spędzić parę dni z rodzicami w Newlands i pożegnać się z przyjaciółmi, zwłaszcza z tym jednym, Gordonem Woodem – jej adoratorem, w którym się podkochiwała. Jak wyznała, mieli w Londynie „dyskretną kolację w [klubie] Bachelor’s, po której zeszli do salonu, gdzie spędzili sami ze sobą czas do godziny pierwszej w nocy…”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy) Gordy podarował jej na podróż przenośne biurko i zieloną poduszkę do siedzenia.

Oldenburg ship

Statek parowy Oldenburg, na którym księstwo von Pless popłynęło do Indii pod koniec listopada 1895 r.

Spotkawszy się z Hansem w Pszczynie, wyjechała z nim do Triestu, gdzie wsiedli na pokład statku parowego Oldenburg, płynącego z Ameryki do Australii. Nie był to „stary i rozpadający się” okręt, jak opisał go w swojej książce pan Koch. Zbudowany w 1891 r. w Glasgow dla Północnoniemieckiego Lloyda, Oldenburg był nowoczesny i w miarę wygodny dla 1 988 pasażerów. Długi na 126 metrów i szeroki na prawie 15, miał trzy pokłady i mógł rozwinąć prędkość 13 węzłów morskich. Wszelkie późniejsze niedogody rejsu spowodowane były niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi.
Towarzyszyli im w podróży: wujek Daisy – Pat FitzPatrick, brat Hansa – hrabia Fritz von Hochberg oraz panna Dugton.
Z notatek księżnej wynika, że 5 grudnia dopłynęli do Brindisi, 7-go do Aleksandrii (gdzie zdołali wyskoczyć na wycieczkę do piramid), a 11-go byli już na Morzu Czerwonym. Przed wypłynięciem w Ocean Indyjski zatrzymali się na krótko w Adenie, gdzie zaraz po przybyciu, 13 grudnia o godzinie 11 w nocy, wybrali się na przejażdżkę w góry. W drodze powrotnej na statek, wpadli na pogawędkę i „wytrawnego szampana” do domu konsula niemieckiego. Pisze o tym, jak również o dalszych wydarzeniach, panna Dugton. Jej relacja w maszynopisie przetrwała we fragmentach i znajduje się dzisiaj w zbiorach Fundacji Księżnej Daisy von Pless.
Pasażerom niewątpliwie dokuczała monotonia dni na otwartym morzu. Opatuleni w koce na leżakach próbowali czytać, a dla ćwiczenia spacerować po pokładzie, w czym przewodził Hans wyznaczając sobie do pokonania dzienną normę kilometrów. Z nudów zaczął nawet grać w bezika z Włochami, których początkowo ignorował i uczestniczył w spontanicznie organizowanych turniejach.
Daisy i panna Dugton zaprzyjaźniły się z małym, zabawnym Amerykaninem, Rayem. Miały też dla rozrywki pieska, który wabił się Comfy. Czasami płatały psikusy, wkładając na przykład zgniłą cebulę do łóżka Pata! Przede wszystkim jednak snuły już teraz plany co do podróży powrotnej. Tym razem postanowiły skorzystać z bardziej komfortowego serwisu linii żeglugowej austriackiego Lloyda i, oddając głos pannie Dugton: „wypłynąć końcem lutego [lub] początkiem marca, [bo] chcemy przez osiem dni zażywać rozrywki w Kairze, potem zaś płynąć do Neapolu, na Capri, do Amalfi, Sorrento, na Ischę. Następnie [spędzić] kilka dni w Rzymie ze względu na galerie i antykwariaty (…), a 1 maja być we Florencji, [by] (…) świętować moje urodziny w Montaldo [włoskiej rezydencji hrabiego Fritza von Hochberg]. Pozwolić Daisy tańczyć na różnych balach, a siebie pozwalać zapraszać na miłe kolacje. Hans odbierze Daisy w trakcie swojej drogi powrotnej z Indii końcem maja, podczas gdy Pat przez Japonię i Amerykę wróci do domu [sam]”. (tłumaczenie © Magdalena Woch)
Ku niezadowoleniu wszystkich przepływ do Cejlonu (dzisiejszej Sri Lanki) wydłużał się z powodu silnego prądu i wiatru. Według relacji panny Dugton, statek „podskakuje i przewala się się z jednej strony na drugą, rozpaczliwie dudni silnik. Niekiedy fale pryskają aż po drugi pokład. (…) Daisy wymiotuje lub z zimnymi okładami leży w swoim łóżku wśród całej góry poduszek z konwulsjami żołądka podobnymi do objawów cholery”. (tłumaczenie © Magdalena Woch)
Kiedy wreszcie, na początku stycznia 1896 r., Oldenburg dowlókł się do Colombo, księżna von Pless była tak wycieńczona dyzenterią, że – jak donosiła gazeta The Friend of India and Statesman – „musiała być zniesiona na ląd na noszach”.
W tym samym czasie co Plessowie, przybyli do Indii odrębnymi drogami dwaj inni gentelmani, którym los pozwolił później ich spotkać. Na szczęście dla nas, zostawili na ten temat rekolekcje: jeden – anonimowy urzędnik irlandzki – w postaci manuskryptu, który zatytułował Ponownie dookoła Świata, drugi – major S.H. Pollen – w postaci bezcennego albumu fotograficznego!
Daisy dochodziła do siebie prawie dwa tygodnie i dopiero 13 stycznia ich grupka wyruszyć mogła na nowo do Indii. Tam, już pociągiem, jechali okrężną drogą do Kolkaty przez Madras, Bombaj i Hyderabad. Słowo księcia Walii sprawiło, że wszyscy uprzejmie ich gościli, włącznie z ówczesnym wicekrólem, hrabią Elginem i gubernatorem Madrasu, baronem Wenlockem. Poznali, oczywiście, wielu rodzimych władców, w tym Aga Khana i Nizama Hyderabadu, Asafa Jah VI. Ten ostatni, którego bardzo polubili, podjął ich szczególnie wystawnie. Wizytę tą opisuje w szczegółach wspomniany powyżej urzędnik irlandzki, który wtedy był również jego gościem. Gospodarz oprowadził ich po swoim pełnym przepychu pałacu i pochwalił się wyśmienitymi stajniami. Potem zabrał ich na wyżynę Dekan (Deccan Plateau) na pokaz polowania na przepięknych arabskich rumakach. Następnego dnia, po prezentacji umiejętności jeździeckich, miała miejsce wyprawa do słynnych ruin miasta Golkondy.

golconda9

Ruiny starego fortu i miasta Golkondy w Hyberabadzie. Foto: India Pictures

Z relacji panny Dugton wiemy, że zwiedzili także Agrę, a w niej takie cuda jak Taj Mahal, Czerwony Ford, grobowiec Itmad-Ud-Daulah oraz Mauzoleum Akbara w pobliskiej Sikandrze. Pełni wrażeń zbliżali się do głównego celu swojej eskapady – polowania w dżungli Cooch Beharu, zorganizowanego dla nich przez maharadżę Sir Nripendra Narayana.

Sir Nripendra Narayan, maharadża Cooch Behar i jego żona Siniti Devi byli najbardziej postępowymi władcami indyjskimi. Ich księstwo w zachodnim Bengalu stawiane było przez brytyjskich kolonizatorów za przykład progresywnej administracji z udziałem reprezentacji obywateli. W wyniku częstych i długich wizyt w Anglii weszli głęboko w tamtejsze życie towarzyskie. Młody, przystojny i wysportowany maharadża był szczególnie popularny. Trafił nawet do Newlands, gdzie spotkał nastoletnią dziewczynkę Daisy. Któż by przypuszczał, że za parę lat stanie się ona obiektem jego pożądania…

Cooch_Behar_caricature

Sir Nripendra Narayan, maharadża Cooch Behar (1863 – 1911). Wspóczesna karykatura indyjskiego władcy.

Jedną z wielkich pasji maharadży były polowania i, jak każdy z krwi i kości myśliwy, prowadził drobiazgowy ich dziennik. Opublikował go w 1908 r. pod tytułem Thirty Seven Years of Big Game Shooting in Cooch Behar, the Duars, and Assam: A Rough Diary. Rozdział XIII poświęcony jest łowom, na które w lutym 1896 r. przybyła grupa księcia von Pless. Innymi uczestnikami byli: maharani Siniti, jej brat Peter Sen, P. Burgess, Lowis, major S.H. Pollen, hrabia Fritz von Hochberg, J. Ezra, Aaron Ezra i Sir Ben Simpson.
Obóz wyjściowy usytuowany został w Mahakulguri i już pierwszego dnia, 20 lutego, myśliwi mieli okazję zabicia tygrysa i dwóch bawołów. Następny dzień, w Guigaon, był jeszcze lepszy, choć zaczął się bezskutecznym strzelaniem do nosorożca. W sumie, do 27 marca, ustrzelono 10 tygrysów, 3 leopardy, 5 nosorożców, 7 bawołów, 4 bizony, 6 niedźwiedzi, 2 jelenie azjatyckie, 5 jeleni moczarowych, 3 jelenie indyjskie, 2 antylopy i 6 dzików. Zainteresowanych szczegółami i wymiarami upolowanych zwierząt odsyłam na link: http://archive.org/stream/thirtysevenyear00bhgoog#page/n212/mode/2up
W tej skrupulatnej kronice wyczytać także możemy o niezwykłych sytuacjach, w jakich znaleźli się uczestnicy polowania: odkrycie leoparda na drzewie, tonięcie słonia w bagnach i jego ośmiogodzinna akcja ratunkowa, ucieczka na wolność do dżungli innego słonia z konwoju, czy panika służby i słoni zaatakowanych najpierw przez bizona, a potem leoparda.
Niebywałym komplementem tych opisów są cudowne fotografie wykonane w wolnych chwilach przez majora S.H. Pollena: zdjęcia grupowe podczas postojów lub z trofeami myśliwskimi, portrety słoni – wśród nich jednego niosącego maharanię z Hansem i drugiego maharadżę z Daisy, zdjęcia przekraczania rzeki Reidak, jak również rejestrujące tak prozaiczne scenki jak poranną toaletę.
Sto sześćdziesiąt sześć tych fotografii, dokładnie opisanych i oprawionych w album, zostało sprzedanych za 1 020 funtów w kwietniu 2008 r. na aukcji kolekcji Kanwardipa Gujrala przeprowadzonej przez Bonhams’a. Poniżej reprodukuję jedną z nich, z księżną von Pless pośrodku.

Bonhams_2

Uczestnicy polowania na grubego zwierza w dżungli Cooch Behar w lutym i marcu 1896 r. Pośrodku księżna Daisy von Pless. Foto majora S.H. Pollena/Bonhams

Zawsze wrażliwa na piękno natury, Daisy była zafascynowana dżunglą Cooch Beharu. Nawet po wielu latach, przywołać wciąż mogła chwilę brzasku „ze wschodzącym złotym słońcem i białymi mgiełkami przykrywającymi szczyty gór; a za chwilę brzęk ptaków i szelest owadów w wysokiej trawie i ten dziwny szept unoszący się dookoła, kiedy każdy listek budził się delikatnie z nocnej drzemki i zaczynał trzepotać”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Według dziennika maharadży, Plessowie opuścili obozowisko po południu 16 marca 1896 r. udając się do Kolkaty. Reszta towarzystwa kontynuowała polowanie do 27 marca. Rozkochany, w niecały miesiąc, w Daisy, i natychmiast za nią tęskniący, mahardża wziął się za pisanie miłosnych listów, błagających ją o przyjęcie gościny, tym razem w jego pałacu.
Zgodnie z planem, Hans wyjechał na kolejne łowy do Madrasu. Księżna von Pless i panna Dugton miały zacząć podróż powrotną do Europy, tak jak to omówiły na pokładzie Oldenburga. Daisy zmieniła jednak decyzję i zgodziła się na propozycję maharadży. Był to jej własny wybór, w obliczu którego zamilknąć powinny wszelkie oskarżenia Hansa o egoizm i bezduszność w pozostawieniu młodziutkiej żony samej w obcym kraju na długich sześć tygodni! Osobiście mówię mu teraz „przepraszam”, że i ja kiedyś tak o nim myślałam.

coochbehar

Rezydencja maharadży Cooch Behar, gdzie księżna Daisy gościła w marcu i kwietniu 1896 r., kiedy jej mąż polował w południowych Indiach. Stan obecny.

Zamężna od czterech lat, Daisy wiedziała już więcej o życiu i męsko-damskich relacjach. Jako młoda, piękna kobieta o wesołym usposobieniu, wzbudzała zainteresowanie przechodzące często w admirację. Grono jej adoratorów szybko się powiększało, co niewątpliwie satysfakcjonowało jej kobiecą próżność. O zdradzie męża nie myślała, ale nie odmawiała sobie tego dreszczu emocji jaką zapewniał flirt. Nagły wybuch miłości maharadży musiał być miłą niespodzianką.
Młodziutka księżna von Pless nie przewidziała jednak, że namiętność egzotycznego adoratora przekroczy ustalone towarzyskimi konwencjami reguły „europejskiego” flirtu. Rozgorączkowany maharadża nie dawał jej spokoju wyznaniami i gestami swojego uczucia. Doszło do tego, że pewnego dnia musiała, po prostu, przed nim uciekać i poślizgnąwszy się na marmurowej posadzce, zraniła bardzo twarz. Przeleżała potem z zakrytą głową dwa tygodnie w łóżku, przy którym zakochany i pełen poczucia winy maharadża klękał, modlił się i głaskał ją po czole.
Maharani, pomimo że jej wtedy w pałacu nie było, znając swojego kochliwego męża doskonale wiedziała kto jest obiektem jego nowych emocji. Nic więc dziwnego, że Daisy nie czuła się wygodnie w jej obecności i z niechęcią myślała o kurtuazyjnej wizycie, którą musiała jej złożyć w Darjeeling. O tym jak chłodno została przyjęta, przeczytać możemy między linijkami noty zawiadamiającej o wyjeździe księżnej von Pless z Indii, zamieszczonej w gazecie The Friend of India and Statesman 06 maja 1896 r.: „Jej Wysokość, księżna von Pless, która przez ostatnie dwa tygodnie była gościem maharadży i maharani Cooch Behar, opuściła Darjeeling by dołaczyć do męża, który poluje w południowych Indiach, w drodze powrotnej do domu. Maharadża towarzyszył jej w podróży aż do Kolkaty, ale bez maharani, która nie mogła z nimi pojechać z powodu nagłej choroby…”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Nie wiem, czy to z przyczyny przygód Daisy, czy chęci Hansa do przedłużenia polowań, ale Plessowie wyjechali z Indii później niż początkowo planowali. Nie zdążyli się więc zjawić w Ruthin na czas bardzo ważnej dla rodziny Cornwallis-Westów uroczystości – uczczenia wieku dojrzałości młodego dziedzica, Georga, jaka miała miejsce 15 maja 1896 r. Oczekiwana tak bardzo siostra zjawiła się w Walii dopiero po tygodniu.
Po bardzo zajmującym Sezonie londyńskim, książę i księżna von Pless wrócili w lipcu na Śląsk, gdzie znowu wpadli w wir, tym razem niemieckiego, życia dworskiego i towarzyskiego. We wrześniu sami podejmowali licznych gości w Książu. Nie zabrakło wśród nich dwóch „ulubionych” adoratorów Daisy: Gordona Wooda i maharadży Cooch Behar.

Read Full Post »

W swoich badaniach nad księżną Daisy trafiam na wiele faktów, których – choć jej bezpośrednio nie dotyczą – trudno zignorować. Odnoszą się one do jej własnej lub Hochbergów rodziny i są czasem tak wielkiej wagi, że zakrawają na miano nietuzinkowych odkryć.
Dzisiaj chciałabym przedstawić Państwu dwóch wybitnych artystów, jacy pracowali nad wystrojem zamku w Pszczynie oraz nieistniejącej już rezydencji Plessów w Berlinie. Byli to, działający w partnerstwie Francuzi: Jules-Edmond-Charles Lachaise i Eugene-Pierre Gourdet.

DP811123

Projekt plafonu Zielonego Salonu na zamku w Pszczynie autorstwa Lachaise’a i Gourdeta. Foto: MMoA

Z jakiegoś powodu (niewiedzy?) ich nazwisk nie wymienia ani dostępna mi literatura na temat Pszczyny, ani strona internetowa muzeum. A przecież zachowały się ich projekty, które od 1967 r. podziwiać można w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. Ich oryginalne opisy nie budzą wątpliwości co do genezy, lokacji i autorstwa. Na dodatek dekoracja ścian i sufitów pszczyńskich prawie dokładnie się z nimi pokrywa. Mowa tu o plafonie w Zielonym Salonie oraz dobrze znanym wszystkim malowanym panneau przedstawiającym zamek w Książu.

DP811126

Project panneau z zamkiem w Książu zdobiący ścianę rezydencji pszczyńskiej autorstwa Lachais’a i Gourdeta. Foto: MMoa

Jeśli trzy zachowane projekty wystroju Pszczyny wraz ze szkicami zdobiących ją elementów architektonicznych są podniecającą dla każdego historyka sztuki ciekawostką, to dziewięć przetrwałych rysunków i gwaszy dekoracji pałacu Plessów w Berlinie pozwala mu na fantastycznie interesującą wycieczkę w przeszłość. Bowiem budynek ten, stojący kiedyś pod numerem 94 na Wilhemstrasse, został całkowicie zburzony na przełomie 1913/1914 r.

mi04913g11a

Nieistniejący już pałac Plessów przy 94 Wilhelmstrasse w Berlinie.

Analizując tą dokumentację i włączając odrobinę wyobraźni, zobaczyć możemy jak wyglądała w środku berlińska siedziba Hochbergów. O tym, że olśniewała wielkością i przepychem wiemy z licznych przekazów. Teraz widzimy, że jej sufity zdobiły alegoryczne plafony lub, jak w przypadku jadalni i westybulu, geometryczne plecionki. Lunety okien na klatce schodowej wypełnione były ściennymi malowidłami rodzajowymi, a z gzymsów pokojowych ścian zwisały delikatne girlandy. Jak styl architektoniczny budynku, tak i wystrój jego wnętrz utrzymany był w eleganckim stylu neorenesansowym. By oglądnąć wszystkie dostępne projekty pszczyńskie i berlińskie, proszę wejść na stronę: http://www.metmuseum.org/search-results?ft=pless&x=0&y=0&rpp=10&pg=1

DP811124

Projekt oktogalnego plafonu w pałacu Plessów w Berlinie autorstwa Lachaise’a i Gourdeta. Foto: MMoA

Człowiekiem odpowiedzialnym za przebudowę zamku w Pszczynie w latach 1870 – 76 i wzniesienia pałacu Plessów w Berlinie w latach 1873 – 75 był francuski architekt Aleksander Hipolit Destailleur. Wygląda na to, że z jego rekomendacji w obu miejscach znaleźli również pracę Lachaise i Gourdet.
Obydwoje byli we Francji bardzo aktywni i dobrze znani. Ich największą patronką była cesarzowa Eugenia.

DP811128

Projekt malowidła ściennego w lunecie okna klatki schodowej w pałacu Plessów w Berlinie autorstwa Lachaise’a i Gourdeta. Foto: MMoA

Niewiele wiadomo o ich życiu prywatnym, poza tym że Eugene-Pierre Gourdet urodził się w Paryżu w 1820 r., a Jules-Edmond-Charles Lachaise zmarł w 1897. Zapewnili sobie jednak wybitne miejsce w historii sztuki dekoracyjnej. Uważani są za klasycznych przedstawicieli wystroju wnętrz Drugiego Imperium Francuskiego, charakteryzującego się wykwintnym przepychem ówczesnych czasów.

DP811120

Projekt dekoracji sufitu jadalni w pałacu Plessów w Berlinie autorstwa Lachaise’a i Gourdeta. Foto: MMoA

Cesarzowa Eugenia tak bardzo lubiła styl Lachaise’a, że zatrudniła go przy dekoracji swojej rezydencji na wygnaniu w Anglii. Do śmierci w 1920 r. mieszkała w Farnborough w hrabstwie Hampshire.
Jej dobra znajoma, Daisy von Pless, często ją tam odwiedzała. Ciekawe, czy wiedziała że dla obu z nich pracował ten sam artysta…?

Read Full Post »

Na początku wojny księżna Daisy von Pless złożyła sobie potrójne przyrzeczenie: być do granic możliwości lojalną wobec kraju swojego męża i dzieci, nie zaprzestając wysiłków na rzecz pokoju między Anglią i Niemcami, pielęgnować chorych żołnierzy niemieckich oraz zrobić wszystko co w mocy, by pomóc angielskim więźniom wojennym. Do wypełnienia dwóch ostatnich przystąpiła natychmiast. Niestety w obu wypadkach jej inicjatywa od zarania napotkała na trudności. Co dla Daisy wydawało się normalne i samo przez się zrozumiałe, niekoniecznie zostało w ten sposób spostrzeżone przez innych.
Wychowana w tradycji charytatywnego poświęcenia się wyższym celom zrządzonym przez los, księżna von Pless, jak jej siostra Shelagh i inne przyjaciółki angielskie, zamierzała otworzyć i prowadzić własny szpital i ośrodek rekonwalescencji dla rannych. Oczywiście mieściłyby się one na terenie jej posiadłości na Śląsku. Mąż jednak przeciwny był tej idei i nie zamierzał dać grosza na coś, co według niego powinno było leżeć w gestii władz. Poza tym, przynajmniej na początku, był przekonany, że wojna nie potrwa długo i tego rodzaju wydatek mijał się z celem.
Hotel Plessów w Szczawnie został ewentualnie przekształcony na szpital wojskowy, który Daisy później odwiedzała, ale robiła to okazyjnie i nie w wymiarze jego zarządczyni, ale zaszczytnego gościa przynoszącego pacjentom upominki i omawiającego z personelem bieżące problemy. To samo można powiedzieć o jej roli w przypadku szpitala w Mokrzeszowie.
Patrząc z perspektywy czasu, był to, moim zdaniem, duży błąd Hansa. Kierownictwo własnego szpitala zatrzymałoby Daisy na prowincji, pochłonęłoby całkowicie jej czas i spełniło egzaltowane ambicje. Jej poświęcenie i ciężka, od rana do wieczora, praca zdobyłaby księżnej jeśli nie uznanie, to tolerancję władz i miejscowej ludności. Nie musiałaby, jak to miało miejsce potem, wiercić się po całych Niemczech w poszukiwaniu zajęcia i sympatii.

Daisy_nurse_1914

Siostra Daisy von Pless ze swoimi pacjentami w szpitalu Tempelhof w Berlinie, gdzie podjęła prace we wrześniu 1914 r.

Pierwszym przystankiem w tej wędrówce stał się Tempelhof Szpital no II w Berlinie, gdzie we wrześniu 1914 r. za wstawiennictwem synowej kajzera, księżniczki Augustowej Wilhelmowej, Daisy podjęła pracę jako pielęgniarka pod okiem profesora von Kuestera. Już jednak w pażdzierniku, pobyt księżnej w Berlinie uznany został za niewygodny. Powodem tego była jej spontaniczna wizyta ze szwagrem, hrabią Fritzem von Hochberg, w obozie dla angielskich jeńców wojennych w pobliskim Döberitz. Wszelkie późniejsze oskarżenia i „relacje” o tych odwiedzinach i rzekomych prezentach dla ziomków, choć nieprawdziwe, narobiły wokół jej osoby niepotrzebnego w swojej wrogości szumu. Daisy musiała opuścić stolicę i pracę w szpitalu, ale, co gorsze, swoim nieprzemyślanym gestem wywołała zaostrzenie restrykcji w jakichkolwiek kontaktach z wojennymi więźniami wroga. Jak pisze o tym w swojej książce hrabina Evelyn Blucher, tak samo jak Daisy angielska małżonka pruskiego magnata, szumiał o tym cały Berlin i wszyscy wiedzieli, że księżnej von Pless nie wybaczono niedyplomatycznych słów: „Proszę, trzymajcie się na duchu!” („Keep up your spirit!”), którymi pożegnała internowanych rodaków. Późniejsze śledztwa w sprawie jej zachowania, oczyściły ją oficjalnie z zarzutów przypisywanych w plotkach, ale reputacja księżnej została bezpowrotnie zszarpana. Od tego momentu stała się w opinii publicznej „personą non grata” i tylko ścisły krąg bliskich znajomych i przyjaciół sympatyzował się z jej nagłą alienacją.
Sytuacja księżnej von Pless w Niemczech, teraz „wroga narodu” i więcej niż „potencjalnego szpiega”, musiała być chwilami nie do zniesienia. „Daisy pisze długie, ale bardzo smutne listy…” donosiła jej siostra Shelagh byłej bratowej Jennie Churchill. Siłą rzeczy rodzina się niepokoiła i chciała pomóc, próbując poruszyć niebo i ziemię i konspirując nad fantastycznymi, jak z filmu, rozwiązaniami. O jednym z nich pisze w swoich wspomnieniach cioteczny kuzyn księżnej, major-generał Geoffrey Brooke: „Nie wiem jak ten pomysł się narodził, ale rodzina i przyjaciele w Anglii zaczęli wierzyć, że Daisy uda się jakimś cudem uciec z Niemiec. Pamiętam z tego czasu listy mojej matki pisane z Newlands, rezydencji rodziców Daisy na terenie New Forest, nad brzegiem cieśliny Solvent, donoszące mi, że wszyscy oczekiwali jej powrotu samolotem. Z nieznanych mi powodów, moja matka [Minnie Wyndham] pokładała w tym względzie nadzieje w „drogim Panu Balfourze”, który miał przyczynić się do owego zuchwałego porwania jej siostrzenicy. Każdego więc ranka, pilnowała służbę, by rozłożono na trawnikach białe prześcieradła, wierząc że Daisy je zauważy i wskaże pilotowi miejsce lądowania. A potem całymi dniami wypatrywano na niebie obiecanego samolotu, który jednak nigdy się nie zmaterializował…” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Lord Arthur Balfour_thumb[1]

Polityk angielski Arthur Balfour (1848 – 1930), za sprawą którego planowano porwanie księżnej Daisy z Niemiec

„Drogi Pan [Arthur] Balfour” był od maja 1915 r. do 1916 r. prezydentem Admiralicji (First Lord of Admiralty) i, w tej funkcji, naczelnikiem Królewskiej Służby Powietrznej (Royal Naval Air Force). Plan porwania z Niemiec księżnej von Pless musiał więc narodzić się w tym czasie. Jak bardzo niewiarygodnie i spektakularnie to brzmi, osobiście wierzę majorowi-generałowi Brooke’owi w to co nam przekazał. Był on bowiem poważnym człowiekiem i żołnierzem, któremu w innych jego relacjach nie można zarzucić braku wiarygodności.
Dlaczego więc nic nie wyszło z akcji uprowadzenia księżnej von Pless? Nie dowiemy się tego dopóki któryś z jej badaczy nie natrafi na stare rządowe dokumenty opisujące to wydarzenie. Można tylko dywagować, że to ona sama wycofała się z planu, jak to zrobiła powtórnie wiosną 1916 r. rezygnując z możliwości ucieczki we Francji. Oddając jej głos: „Kiedy przekroczyliśmy wczoraj granicę Francji, i wiedząc że jutro jedziemy z Metzu do Mars la Tour, nadeszła mnie myśl jak łatwo by mi było, z odpowiednią dozą odwagi i z pieniędzmi, uciec do któregoś z domów, ściąć włosy, przebrać się za mężczyznę, przeleżeć w ukryciu podczas poszukiwań za mną, a potem jakimś cudem przekroczyć francuski front i zostać odesłaną do Anglii. Ale podczas pisania tego, przejechał koło nas pociąg z węglem i nagle zdałam sobie sprawę, że jestem żoną niemieckiego potentata węglowego… Gdybym to zrobiła, uznano by mnie za zdrajczynię i nie pozwolono mi zobaczyć więcej moich synów. Przeszłam już tyle, że dzielność mnie jakoś opuściła; taki wysiłek wymagałby fizycznej odwagi i dogłębnego przemyślenia. Lepiej to chyba przeczekać.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Skreślając te refleksje, Daisy pracowała na drugim już w swojej wojennej karierze pociągu-lazarecie. Jak pierwszy, tzw pociąg „Y”, prowadzony w 1915 r. przez ukochanego profesora von Kuestera, tak i ten, oznaczony numerem „D3” i finansowany przez żydowskiego pochodzenia Herr von Friedländera był tylko kilkumiesięcznym dla niej angażem. Wszelkie inne próby otrzymania zatrudnienia w służbie medycznej kończyły się niepowodzeniem. Nawet jej bliscy przyjaciele, książę bawarski Ludwig Ferdynand i królewna pruska Cecylia, musieli grzecznie odmówić jej prośbom. Powodem tego nie był brak kwalifikacji, które księżna von Pless posiadała, ani brak pasji czy poświęcenia, jakie miała w nadmiarze, ale złośliwa postawa biurokratów pruskich, którzy w swoich zawężonych horyzontach myślowych nie potrafili przeskoczyć bariery jej pochodzenia i indywidualności.

078_001

Niemiecki pociąg szpitalny z okresu 1. wojny światowej. Księżna von Pless dostała dwukrotnie angaż do pracy w Lazaretzug.

W międzyczasie, księżna von Pless przenosząc się z synami, Lexelem i Bolkiem, w różne miejsca na terenie Prus i Bawarii, zaspakajała korespondencyjnie swoje poczucie patriotycznego, ale w wielu wypadkach również honorowego z racji dawnej przyjaźni, obowiązku pomocy i życzliwości ludziom, którym los zgotował niefortunną sytuację albo na froncie, albo za drutami łagrów jenieckich. Wielki ukłon w jej stronę należy się za fakt, że w swojej idealistycznej rycerskiej postawie honorowała wojowników obu stron. Jej angielscy i niemieccy przyjaciele, walczący po przeciwnych stronach, otrzymywali od niej te same słowa otuchy i podobne prezenty mające ulżyć ich niedogodnościom. Swoim rodakom w obozach jenieckich przesyłała gazety, książki, lekarstwa i paczki z wysyłkowego sklepu Army & Navy. Swojemu dobremu znajomemu, synowi kajzera, księciu Eithel Fritzowi, nie omieszkała wysłać szyfonowych firanek i wody kolońskiej, dowiedziawszy się z jego listu, że nie może spać z powodu plagi much. Ta jej romantyczna „rycerskość” nie była niczym nowym. W przeszłości była inicjatorką i działaczką funduszu opieki nad grobami wszystkich, niezależnie od narodowości, żołnierzy poległych podczas wojny burskiej w Południowej Afryce.

Daisy_1900s

W swojej działalności podczas wojny, księżna Daisy musiała często handlować przysługą za przysługę.

Opresje władz i piętrzone przez biurokratów przeszkody tylko wzmocniły jej determinację. Jak sama wyznała: „Gotowa byłam naprzykrzać się każdemu i jeśli zaistniała tego potrzeba, bezwstydnie wykorzystywałam stare przyjaźnie. Jak tylko mogłam stosowałam się do przepisów, ale gdy stawały mi one na drodze, po cichu je naginałam, lub wręcz łamałam.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy) Pisała do wszystkich, włącznie z cesarzem i nieznanymi jej personalnie osobistościami. W przekazywaniu kajzerowi swoich próśb i uwag posuwała się do drastycznych pomysłów, prosząc, na przykład, hrabinę Brockdorff, by przeszmuglowała jej list w korespondencji cesarzowej do męża. Wdzięczna za pomoc Daisy dla krewnego przetrzymywanego w obozie niedaleko Ruthin, hrabina Brockdorff z chęcią to uczyniła. Oczywiście w tego rodzaju kontaktach księżna Daisy musiała często handlować przysługą za przysługę. Nie miała z tym żadnych oporów i przesyłała matce w Anglii listy nazwisk niemieckich jeńców, których Patsy potem odnajdywała. Pomocnym tu był również hrabia Erroll, ojciec podopiecznego Daisy, Ivana Haya.
Kapitan Ivan Hay (1884 – 1936) był jednym z pierwszych angielskich oficerów wziętych do niewoli w bitwie pod Le Cateau 26 sierpnia 1914 r. Świadkiem jego pojmania był, znany mu z wizyt w Książu, brat cesarzowej, książę Ernst Gunter Schleswig-Holstein, który zawiadomił o tym Daisy. Ta natychmiast wszczęła poszukiwania i już na początku września mogła zawiadomić zmartwioną matkę w Szkocji o losach syna. Ivan przecież był jej bardzo dobrym przyjacielem, którego nieraz gościła na Śląsku i który dotrzymywał jej towarzystwa podczas pobytów w Anglii. W ostatniej wielkiej paradzie historycznej, w jakiej wzięła udział w Londynie – Elżbietańskim Turnieju, zorganizowanym przez bratową Jennie – księżna von Pless wystąpiła jako Księżniczka Errant. Ivan Hay zagrał rycerza w jej orszaku.
Z czasem na listę pupili księżnej trafili inni znajomi, lub znajomi znajomych: kapitan Rupert Keppel (syn hrabiego Albemarle), Reggie Fellowes i jego ślepy ojciec, baron de Ramsey, kapitan Robert Grey (krewny ministra spraw zagranicznych, Sir Edwarda Greya), czy pułkownik William Gordon. Ten ostatni, celebrowany weteran wojny burskiej, został – ku podwójnej radości Daisy – wymieniony na początku 1916 r. za internowanego w Gibraltarze jej przyjaciela, księcia Emanuela Salm-Salma.
Odwiedzać ich nie mogła, ale prowadziła z nimi regularną korespondencję, posyłała małe luksusy i starała się spełnić wszelkie ich prośby. Parę razy udało się jej przenieść ich do lepszego obozu. Od wiosny 1915 r. w swoją działalność włączyła wiernego kamerdynera z Książa, Seidela, który z powodów zdrowotnych został zwolniony z wojska i odesłany na służbę do jej domu w Partenkirchen. Seidel entuzjastycznie i bez żadnych zastrzeżeń wcielił się w rolę kuriera księżnej, składał w jej imieniu wizyty jeńcom i osobiście dostarczał im od niej przesyłki. W dodatku władał doskonale językiem angielskim. Kiedy po wojnie wyszła na jaw cała skala jego aktywności, zarówno Hans jak i Hansel nie mogli tego Daisy wybaczyć. Do tego stopnia, że „sprawa Seidela” stała się jednym z punktów późniejszej dyskusji rozwodowej pomiędzy malżonkami.
W kwietniu 1915 r. władze niemieckie przeniosły do pojedynczych cel więziennych trzydziestu dziewięciu jeńców angielskich pochodzenia arystokratycznego. Wśród nich znależli się Ivan Hay, Robin Grey i Rupert Keppel. Decyzja ta była odpowiedzią na kontrowersyjne polecenie Winstona Churchill o umieszczaniu pojmanych członków załogi niemieckich łodzi podwodnych w więzieniach dla kryminalistów zamiast w obozach jenieckich. Za ich przestępstwo uznano „złamanie podstawowych reguł prowadzenia wojny” („breaking oridinary usages of warfare”). Księżna von Pless natychmiast zareagowała na to ostrą krytyką Churchilla, którą nie omieszkała przekazać bezwłocznie z jednej strony kajzerowi, a z drugiej angielskim adresatom swojej korespondencji. W odnalezionym niedawno przeze mnie liście do przyjaciółki, Ettie Desborough pisała: „Porozmawiaj Kochana z Albemarlami [rodzicami Ruperta Keppel]. Powiedz im, że załogi niemieckich łodzi podwodnych muszą być traktowane tak samo jak inni jeńcy marynarki (…). Zrób to ku pamięci swoich angielskich Przyjaciół i ich Synów!” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
14 czerwca 1915 r. hrabia Albemarle, polityk partii konserwatywnej i adiutant króla Jerzego V, mógł z ulgą donieść księżnej: „Zrobiłem co mogłem, żeby więźniów niemieckich łodzi podwodnych traktowano w tym kraju jak zwyczajnych jeńców wojennych, i miło jest mi powiedzieć, że nowy rząd koalicyjny miał odwagę unieważnić odwetową politykę Churchilla wobec oficerów, którzy bądź co bądź wykonywali tylko rozkazy. Zostali oni teraz przeniesieni [z wiezień] do Donington Hall i innych obozów jenieckich.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Choć opieka and „Przyjacielami i ich Synami” pochłaniała Daisy dużo czasu i wysiłków, nie zapomniała o innych, osobiście jej nieznanych, uwięzionych w Niemczech Anglikach. Reagowała na każdą prośbę, która do niej dotarła, lekceważąc porady „Hansa, wujka Bolka czy księżnej Mossy (…), żeby być dyskretną, siedzieć cicho i unikać drażnienia władz.” Rozumiała doskonale desperację autorów tych błagających listów i fakt, że adresowane były do niej – „Angielki ożenionej z Niemcem, której nazwisko zdarzyło się im zapamiętać.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Chyba największą ironią tych czasów dla Daisy był fakt, że doczekała się od władz niemieckich oficjalnego angażu w służbie medycznej dopiero pod koniec wojny. Dodatkową miłą niespodzianką było „błogosławieństwo” męża, który bez obiekcji wyraził zgodę na jej wyjazd do Uskub w Serbii i pracę w tamtejszym austriackim Cesarskim Szpitalu Bracko. Ofertę tą księżna von Pless otrzymała w sierpniu 1917 r. od księcia Hermana Hatzfeldta, szefa niemieckiego Czerwonego Krzyża i komisarza Ochotniczej Służby Pielęgniarskiej. Do Belgradu wyjechała w towarzystwie sekretarki, Heleny Wagner, pokojówki Else i niezbędnego Seidela. W następnym roku Seidel i Else stali się parą małżeńską.
Do Niemiec wróciła na Święta Bożego Narodzenia, które spędziła z Hansem, Lexelem i Bolkiem w Berchtesgaden. Z Londynu nadeszły złe wieści o chorobie matki, a w lutym 1918 r. świat obiegła wiadomość o samójstwie wielkiego księcia Adolfa Fryderyka Macklenburg-Strelitza. Prasa spekulowała na temat jego nieszczęśliwego romansu i winę za śmierć zrzucała na księżną von Pless. Stan psychiczny Daisy sięgnął kolejnego dna, pomimo walki o oczyszczenie jej nazwiska podjętej zarówno przez Hansa, jak i przez cesarza Wilhelma II. Powrót do Uskub dał jej szansę ucieczki.
W październiku 1918 r. księżna von Pless zdecydowała się opuść Serbię, by podjąć zaoferowaną jej wcześniej kierowniczą rolę w sanatorium dla żołnierzy austriackich i węgierskich w Konstancji nad Morzem Czarnym. Nigdy tam jednak nie dotarła. Przejeżdżając przez Budapeszt, zawróciła w stronę Niemiec. Wojna się skończyła, a wraz z nią świat, który Daisy znała i w którym do tej pory się obracała.

Ivan_Hay_DM

Podopieczny księżnej Daisy, Ivan Hay, sfotografowany w dniu ślubu z Pamelą Burroughes. Foto: The Daily Mirror

Jej pupile, angielscy jeńcy wojenni, zaczęli powracać do kraju. W grudniu 1918 r. dotarł tam nareszcie ciężko chory Ivan Hay. Z poważnym zapaleniem płuc, wylądował w szpitalu Brooklands w Hull. Rodzice nie odstępowali jego łóżka. Póżniej ojciec, hrabia Erroll, opublikował do wiadomości publicznej jego list napisany 22 czerwca 1918 r., opisujący w detalach horror, który przeżył w niewoli. W pażdzierniku 1921 r. został sekretarzem instytucji ubezpieczeniowej, Edinburgh Assurance Company. Miesiąc później ożenił się z Pamelą Burroughes.
Parodoksalnie, coraz bardziej samotna Daisy tęskniła za swoimi podopiecznymi i czasem wypełnionym niesieniem im pomocy. W korespondencji do Ettie Desborough z 22 sierpnia 1918 r. pytała: Gdzie jest teraz Reggie [Fellowes]? A co dzieje się z Robinem Greyem, którego listów tak bardzo mi brakuje?…”.

Read Full Post »

Polowania są różne, bo zależą od rodzaju zwierzyny, terenu, pory roku i broni. Myśliwy może albo galopować za łupem, albo tropić go godzinami na nogach. Może także stać w miejscu i odstrzeliwać nagonione mu zwierzęta. Wybór jest szeroki i często zależy od nabytych wcześniej umiejętności i osobistej preferencji uczestnika.
Dla młodego Jana Henryka (Hansa) von Hochberg, preferencją tą był ekstremalny sport, w którym liczyło się tempo, powiązane z elementem niebezpieczeństwa. A że uwielbiał konie, stał się fanatycznym zwolennikiem brawurowej jazdy w takich konkurencjach jak powożenie dyliżansami (Four-in-Hand), albo wyścig po polach za sforą psów goniących lisa. Na szczęście, jego żona wiernie mu w tym towarzyszyła i, z godną podziwu śmiałością, uczyła się arkan sztuki myśliwskiej.

Fox_hunting_1900

Polowanie na lisa to szalona jazda z przeszkodami za sforą gończych psów. Ilustracja z The Illustrated Sporting and Dramatic News z listopada 1900r.

Fox-hunting (polowanie na lisa) było, szczególnie w Anglii, nie tylko sportową, ale również towarzysko elegancką rozrywką wyższych sfer. Członkostwo (płatne) w prestiżowych kółkach łowieckich, miało ten sam status co przynależność do wybranych klubów gentelmeńskich. Uczestnictwo w sezonie myśliwskim wiązało się z wynajęciem odpowiedniej rezydencji na prowincji, w której – po polowaniach – rozgrywały się bale, przyjęcia i spotkania, o tej samej wadze i renomie, jak podczas lata w Londynie.
„Jeśli naprawdę zależy Ci na galopie na koniu, jedź do Melton Mowbray, Market Harborough lub Rugby [w Leicestershire]“ – zachęcały ówczesne poradniki łowieckie. Hans musiał już tego pozytywnie doświadczyć, bo prawie corocznie od 1892 do 1901 roku zjeżdżał tam na początku sezonu i pozostawał do lutego.
To właśnie w Leicestershire, jego dorastający szwagier George doznał pierwszych emocji szalonego pędu na koniu po płaskim terenie, połączonego z szybowaniem nad przeszkodami. Emocjonowała się tym także Daisy, która, wręcz z sentymentem wspomina w pamiętniku jej pierwsze próby przeskakiwania wysokich drewnianych płotów i swój, na szczęście bezbolesny, początkowy upadek z wierzchowca.

Quorn_House_1887

Quorn House, który Plessowie wynajęli w sezonie łowieckim 1892/1893 i gdzie w lutym 1893 r. przyszła na świat ich córeczka. Foto z 1887 r. z kolekcji English Heritage NMR

Młodzi Plessowie znaleźli się w Leicestershire już pierwszej zimy po swoim ślubie. Był to przełom 1892/1893 r. Zamieszkali w wygodnym domu, Quorn House w Quordon, oddanym do ich użytku przez właściciela, Williama Farnham, który wyjechał z żoną w podróż dookoła świata. W rezydencji tej, uznanej dzisiaj za zabytek drugiego stopnia (Grade II), goście podziwiać mogli interesujący zegar wodny z 1631 r., wspaniałą bibliotekę z rzadką edycją biblii „Breeches“ z 1599 r. i znajdujący się w jadalni olbrzymi kominek z płaskorzeźbą Adama i Ewy.
Duże wtedy opady śniegu spowodowały, że Hans i jego towarzystwo poruszało się po okolicach, sprowadzonymi z Niemiec, saniami. Dla tubylców była to olbrzymia sensacja. Hans zabierał, ciężarną wtedy, żonę na przejażdżki, podczas których, niestety, nie mógł się czasami powstrzymać od niebezpiecznej jazdy zagrażającej życiu zarówno jej, jak i nienarodzonego dziecka. Daisy nie zapomniała mu tego do końca życia.
Księstwo Pless nabyło członkostwo i polowało z jednym z najstarszych kółek myśliwskich, Quorn Hunt, założonym w 1753 r. przez legendarnego Hugh Meynella, który prezesował temu stowarzyszeniu do swojej śmierci w 1800 r. Tak długi okres przewodnictwa, pozwolił mu na stworzenie i ustabilizowanie bardzo dobrej „infrastruktury“ kółka: wybornych i doskonale doglądanych terenów do polowań, jak również zaplecza w postaci stajni dla koni typu „hunter“ oraz hodowli i schroniska dla ogarów.
Pomyślny w swoim przebiegu i finale fox-hunting może się tylko odbyć w przyjaznej współpracy lokalnego kółka myśliwskiego z miejscową ludnością. Bez jej pomocy i całorocznego zaangażowania w utrzymaniu koni, psów i pól łowieckich, impreza ta byłaby niemożliwa. To uzależnienie, połączone z obopólną głęboką miłością i szacunkiem do natury i sportu, sprawiało że polujący przyjezdni szczerze zżywali się z lokalną społecznością i, w czasie swojego pobytu, uczestniczyli czynnie w jej życiu.
Jedną z form „integracyjnych“ był coroczny regionalny Bal Myśliwski.
Nic więc dziwnego, że, choć w bardzo już zaawansowanej ciąży, księżna Daisy von Pless pojawiła się 1 stycznia 1893 r. na tańcach w wiejskiej świetlicy, Quorn Village Hall. Towarzyszył jej małżonek, Jan Henryk, oraz rodzice, pułkownik William i pani Cornwallis-West. Młodsza siostra, Shelagh, też była obecna.
Jak donosiła gazeta, Loughborough Herald, przybyło ponad osiemdziesiąt osób. Kapitan Warner, ówczesny współprezes Quorn Hunt, był oczywiście gospodarzem balu. Sala została udekorowana z wielkim smakiem, muzykę zapewniła orkiestra pana Addisona, a chwalony przez wszystkich catering pan Sault z pobliskiego hotelu pod Białym Koniem.
Daisy urodziła córeczkę 25 lutego 1893 r. Niestety dziecko zmarło po dwóch tygodniach. Obecny przy tej tragedii ojciec księżnej, Poppets, zajął się smutnymi formalnościami. Po więcej szczegółów dotyczących tej tragedii, odsyłam Państwa do świetnego opracowania pani Bronisławy Jeske-Cybulskiej (http://daisyofpless.wordpress.com/2012/07/14/bezimienna-corka-daisy-i-hansa-of-pless/)
Pomimo, wydawałoby się, złych wspomnień, Plessowie powrócili na fox-hunting do Leicestershire następnej zimy. Zatrzymali się wówczas w Baggrave Hall i, od 27 grudnia 1894 r., polowali ponownie z Quorn Hunt, kóremu od tego roku przewodniczył Hugh Lowther, 5. hrabia Lonsdale – słynny poszukiwacz przygód, eksplorator Arktyki, zapalony myśliwy i „największy angielski sportsman“ i działacz sportowy tamtych czasów.

Lonsdale_Churchill_manewry_IWMHugh Lowther, 5th Earl of Lonsdale

Hugh Lowther, 5. hrabia Lonsdale, prezes Quorn Hunt od 1893 do 1898. Po lewej: Winston Churchill i hrabia Lonsdale (z cygarem) na manewrach na Śląsku w 1906 r. Foto: Imperial War Museum, London.

Zapoczątkowana wtedy między nimi przyjaźń, prztrwała wiele lat. Hrabia Lonsdale, którego fortuna, jak Hansa, opierała się na kopalniach węgla, dwukrotnie, w 1895 i w 1902 r., podejmował u siebie cesarza Wilhelma II. Przyjeżdżał też często na Śląsk, zapraszany przez kajsera na manewry, lub prywatnie przez księstwo von Pless na wizyty do Książa.
Pomiędzy polowaniami, poproszona przez mieszkańców z sąsiedniego Husbands Bosworth, księżna Daisy uroczyście otworzyła kiermasz zbierający fundusz na budowę świetlicy ku pamięci lokalnego dobroczyńcy, Sir Francisa Turville.

HB_village_hall

Wiejska świetlica w Husbands Bosworth w Leicestershire, do budowy której przyczyniła się księżna von Pless.

W połowie stycznia, wyprawy na lisy zostały przerwane z powodu zbytnio zmrożonego gruntu. Dało to wszystkim więcej czasu na rozrywkę. W lutym, Hans, Daisy i Shelagh wyskoczyli na bal kostiumowy, Ball Poudré, do zamku Warwick. Potem sami wydali bal, który, obecna na nim lady Angela Forbes, opisała jako „znakomity“! Nie powstrzymała się jednak od krytyki gospodyni, którą oskarżyła o niedbałość w aranżacji transportu dla gości.
Najważniejszą jednak imprezą tego miesiąca był bal myśliwski w Melton Mowbray, zorganizowany dla bractwa łowieckiego zgrupowanego wtedy w Leicestershire. Początkowo lokalny, Melton Hunt Ball, stał się z czasem bardzo popularnym corocznym wydarzeniem, na które ludzie zjeżdżali specjalnie ze wszystkich zakątków królestwa. Odbywał się zawsze w sali regionalnej giełdy zbożowej.
W lutym 1895 r., dekoracja tej sali cudownie podkreślała nastrój: z sufitu zwisały wiklinowe kosze wypełnione trawą pampasową, mchem i paprociami, a ściany zdobiły głowy lisów, baranów i jeleni z rogami, umieszczone pomiędzy półkolistymi kandelabrami z brązu. Większość gentlemenów wystąpiła w obowiązkowych czerwonych tunikach, a panie w eleganckich sukniach wieczorowych. Według relacji gazety The Melton Mowbray Times „prześliczna księżna Henrykowa von Pless była przez wszystkich podziwiana; jej majestatyczna figura podkreślona doskonale kostiumem z czarnej satyny, górna część którego wykończona była srebrem, a spódnica wysadzana srebrnymi motylami. (…) Jej siostra, panna [Shelagh] Cornwallis-West wyglądała bardzo przystojnie we wspaniałej sukni z kremowej brokatowej satyny, obrębionej szyfonem.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Z powodu wyprawy do Indii, Plessowie nie mogli uczestniczyć w kolejnym sezonie polowań na lisy. W 1897 r., ich przedłużony latem pobyt w Anglii podczas diamentowego jubileuszu królowej Wiktorii sprawił, że pozostałą część roku spędzić musieli w Niemczech. W Leicestershire zjawili się ponownie zimą 1898/1899 r.
Obecność księżnej Daisy na tradycyjnym balu myśliwskim w Melton Mowbray w lutym 1899 wzbudziła znowu sensację. Tym razem zjawiła się „w sukni z błyszczącej złotej tkaniny, oprószonej purpurą, stanik której zdobiły sznury z diamentów, a wielki diamentowy ornament świecił się w jej włosach.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

66c_vf_kirby_gate_dp_2573_c

Daisy_Kirby_Gate

Spotkanie Quorn Hunt na padoku przed Kirby Gate, Leicestershire w listopadzie 1901 r. Rysunek Cuthberta Bradleya opublikowany w Vanity Fair. Uczestnicy spotkania opisani zostali na marginesie rysunku. Poniżej zbliżenie do księżnej Daisy von Pless.

Ciąża z Hanselem zatrzymała ją w 1900 r. w Niemczech. Jesienią 1901 r., podczas wizyty u rodziców w Newlands, wyskoczyła jednak z Shelagh na tradycyjne otwarcie sezonu łowieckiego Quorn Hunt na padoku przed rezydencją Kirby Gate.
Do tej pory odbywa się ono zawsze w pierwszy poniedziałek listopada, podkreślając symboliczną datę, od której młode lisy zaczynają być uznawane za dorosłą zwierzynę.
Był to ostatni, znany mi, fox-hunting w Leicestershire, w którym księżna Daisy wzieła udział. Od 1902 r. w kalendarzu zimowym Plessów, brawurowe polowania na lisy zastąpione zostały statecznym strzelaniem do ptactwa podczas ich pobytów u księstwa Devonshire. Zmienił się ich styl życia, które od tej pory prowadzić będą w w zamkniętym, eksluzywnym kręgu wybranych przyjaciół. Od czasu do czasu tylko, Daisy z sentymentu, pojedzie na bal do Melton Mowbray lub w odwiedziny do swojego szwagra Fritza, który, zarażony bakcylem fox-hunting kupił sobie w niedalekim Lubenham koło Market Harborough dworek myśliwski.

Read Full Post »

Jestem przekonana, że każdy czytelnik pamiętników ksieżnej Daisy von Pless, zwrócił uwagę na jej komentarze odnoszące się do babci Olivii. W każdym z nich jest miłe o niej słowo i kolejna, rozczulająca uwaga o perfekcji jej zachowania, wyglądu i humoru. Kim naprawdę była ta urocza, staromodna staruszka, zawsze nieskazitelnie ubrana w czepek i krezy z poprzedniej epoki?

Olivia_FitzPatrick

Babcia księżnej Daisy von Pless, lady Olivia FitzPatrick z domu Taylour (1824 – 1916)

Lady Olivia Taylour urodziła się 8 lutego 1824 r. jako drugie dziecko i najstarsza córka Thomasa Taylour, 2. markiza Headfort i jego pierwszej żony, Olivii Dalton.
Jej matka (wdowa po Edwardzie Tuite Daltonie) była córką Sir Johna Stevensona, słynnego kompozytora muzyki kościelnej i dyrektora muzycznego Królewskiej Kaplicy na zamku w Dublinie. Zmarła w 1834 r. osieracając trzech chłopców i trzy dziewczynki.
Thomas, 2 markiz Headfort (1787–1870), który odziedziczył tytuł w 1829 r., przez całe swoje życie zajmował honorową posadę przedstawiciela korony brytyjskiej (Lord Lieutenant) w irlandzkim hrabstwie Cavan. W latach 1812 do 1829 był posłem do parlamentu, reprezentując partię Wigów z okręgu Meath. Od 1835 do 1837 r. pełnił funkcję szambelana (Lord of the Bedchamber), a potem, od 1837 do 1841, członka świty królewskiej (Lord in Waiting) na dworze Victorii i Alberta. W wyrazie uznania za swoje zasługi został w 1839 r. mianowany Rycerzem Orderu Św. Patryka.
W lutym 1853 r. ożenił się powtórnie z Frances MacNaghten, wdową po Sir Williamie Hay MacNaghten.
Parę miesięcy później, 10 sierpnia 1853 r., córka Olivia wyszła za mąż za księdza Fredericka FitzPatrick, jedynego syna księdza Fredericka Thomasa FitzPatrick i jego żony Edwiny Stone, zamieszkałych w Bailieborough.
Epizod „flirtu“ lady Olivii z księciem Albertem, zakończony usunięciem jej z dworu przez zazdrosną królową Victorię, urósł w późniejszych i teraźniejszych, bezkrytycznych przekazach do rangi haniebnego romansu, po którym musiała ona poślubić szybko byle kogo, by uratować swój honor. Nie ma nic dalszego od prawdy.
Podczas pracy ojca dla pary królewskiej, Olivia była mała dziewczynką. W 1841 – ostatnim roku jego służby – miała niespełna 17 lat. Była młoda, śliczna i zalotna, ale nie przekroczyła granic niewinnego flirtu. Gdyby to zrobiła, jej życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Z zamążpójściem się nie śpieszyła. W swoim przyszłym mężu zakochała się mając dopiero 28 lat.
Wybrankiem jej serca był starszy o dziewięć lat Frederick FitzPatrick, ówczesny wikar w rodzinnym Headfort, pochodzący z rodziny o dobrym rodowodzie, a przy tym przystojny i wysportowany. Pasja Fredericka do polowań była legendarna, a najlepszą jej ilustracją stał się jego zwyczaj narzucania pastorskiej sukmany na swój myśliwski strój.

Olivia_ClooneVillage

Współczesny widok Cloone w hrabstwie Leitrim, gdzie Frederick FitzPatrick był proboszczem parafii.

Małżonkowie przenieśli się do Cloone w irlandzkim hrabstwie Leitrim, gdzie Frederick objął parafię. Mieli siedmioro dzieci, które przyszły na świat w pierwszych dziesięciu latach po ślubie. Najstarszym był Frederick Thomas Edwin, po nim Mary Adelaide Thomasina Eupatoria („Patsy“ lub „Mai“), Robert Persee („Bob“), Edwina Virginia Joanna („Minnie“ lub „Min“), Heremon John Francis Headfort („Pat“ lub „Herry“), Hugo George Herbert i Oliver Thomas Edward. Wszyscy, oprócz Heremona, mieli w następnym pokoleniu swoich potomków, którzy stworzyli liczną grupę wnuków nieustannie nawiedzającą dom dziadków. Daisy, George i Shelagh byli z nich najstarszymi. Poród Georga był długi i skomplikowany. Przeżył tylko dzięki przytomności babci Olivii, która uderzyła niemowlaka, by złapał oddech i wlała mu do ust parę kropel koniaku.
Gdy w Irlandii zaczęły się problemy, Olivia wymusiła na mężu przeprowadzkę. Friderick o mało co nie stracił życia, gdy jeden z awarturników oddał do niego strzał. Kula ugrzęzła w biblii, którą trzymał, co oczywiście uznano za akt boski, a święta księga stała się od tego momentu cenioną pamiątką rodzinną.

Qlivia_Warren_Hall

Willa dziadków FitzPatricków, Warren Hall, niedaleko Chester. Stan obecny.

Na rezydencję obrali sobie Warren Hall w Broughton niedaleko Chester, niewielką, ale elegancką willę w stylu „Queen Anne“ z widokiem na walijskie góry. Usytuowany z przodu trawnik opadał stopniowo w kierunku stawu, obrośniętego wierzbami i sitowiem. Z boku trawnika, na wyżej położonym gruncie był ogród, na końcu którego stał ogromny hiszpański kasztan, z ławką obiegającą jego pień. Ośmiu wnuków potrzebnych było, żeby go objąć. Zazwyczaj było ich latem znacznie więcej.
Jak pamięta major generał Geoffrey Brooke (syn Minnii), ich pobyty w Warren Hall miały zawsze ten sam rytuał. Dzieci zaczynały dzień od modlitwy z babcią i jej slużbą, która zawsze miała miejsce o godzinie 9.15. Przelatując koło pokoju Fridericka, z roku na rok coraz bardziej przykutego do łóżka, witały go słowami: „Dzień Dobry najdroższy dziadku!“, by usłyszeć w odpowiedzi: „Dzień Dobry moje dziecię“ i biec pędem na dół, żeby – nie daj Boże – nie spóźnić się na pacierz. Obawiały się bowiem uwag lady Olivii, która komentowała ich tłumaczenia starodawnymi zwrotami, takimi jak „trele morele“ („fiddlesticks“), „super bzdury“ („fiddle dee dee“) lub zupełnie niezrozumiałym „tarra-diddle“.
Nie przeszkodziło im to po latach wspominać babcię z sentymentym, który w dzisiejszym slowniku oddany zostałby określeniem jej jako „cool“. Lady Olivia bowiem, pomimo staroświeckich manier i ubioru, była ciepłą, kochaną i żwawą staruszką, pełną incjatywy i energii. Chodziła z wnukami na jagody i wspinała się z nimi po okolicznych górach. Czasami zabierała je na poważniejsze spotkania do pobliskiego Hawarden Castle, by odwiedzić swoją przyjaciółkę, panią Gladstone – żonę czcigodnego premiera.
Wszyscy FitzPatrickowie byli bardzo rodzinni. W niedalekim Ruthin mieszkała ciocia Mia („Patsy“) i wujek Wallis („Popetts“), których dzieci też często odwiedzały. Ich starsi kuzyni, Daisy, George i Shelagh, zawsze znajdowali dla nich czas na zabawę i naukę. Kuzyn George zasłużył się szczególnie w uczeniu ich wędkarstwa. Podziwiany był równieź za umiejętności jazdy na rowerze. Kuzynka Shelagh imponowala im swoją menażerią i doskonałą jazdą na koniach. A Daisy? Oh, Daisy wieloma z nich zaopiekowała się w przyszłości, znajdując dla dziewcząt odpowiednich męźów, a dla chłopców przecierając drogę poznania szerszego świata.
Spora liczba z nich było później jej częstymi gośćmi w Książu.
Troska babci Olivii o rodzinę nie ograniczała się do okazyjnej gościnności. Całe życie opiekowała się swoją młodszą, chorą psychicznie siostrą, Marią Julianą, Przyjęła też pod swój dach i wychowała córkę syna, Roberta Persee, kiedy jego żona Caroline Rebecca zmarła w 1904 r. Dziewczynką tą była, znana nam z późniejszego życia księżnej von Pless, Edwina („Ena“) Fitzpatrick.
Po śmierci męża w 1895 r., lady Olivia przeniosła się do pobliskiego Brynedwin (pisanego również Brynedwyn lub Bryn Edwin), położonego 15 mil od Ruthin Castle i Eaton Hall, siedziby jej wnuczki Shelagh.
Do Eaton Hall była często zapraszana. Jeśli jej tam nie było podczas pobytów Plessów, Daisy wybierała się do niej pociągiem. Podróż trwała tylko pół godziny. Tak stało się w styczniu 1904 r. „Babcia ma się doskonale“ – księżna zapisała po wizycie – „zajęta jest bardzo sąsiadami; podejmuje ich na herbatki, wychodzi do nich na lunche, a jutro idzie na amatorskie przedstawienie teatralne. Po posiłku chodziła po domu z piórem w ręce, pytając: „Co mam zaznaczyć dla Ciebie po mojej śmierci?“, po czym napisała „Dla Daisy“ na paru przedmiotach, włącznie z malowanym portretem Patsy w wieku czternastu lat. Potem powiedziałam jej, żeby zostawiła mi krzesło na którym zawsze siedzi; wszystko to było niesłychanie śmieszne, i Hugo [syn lady Olivii] zachowywał się tak przekomicznie, że myślałam iż padniemy ze śmiechu, starając się w tym samym czasie ustalić datę przyjazdu babci do Książa i zaplanować tam dla niej przeróżne aktywne zajęcia“. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Od września 1904 r., w kalendarz lady Olivii wpisała się nowa corocznna atrakcja. Były nią, wznowione po latach przerwy, pokaz kwiatów i zawody psów pasterskich, organizowane za pozwoleniem jej zięcia na terenie Ruthin Castle. Pułkownik William Cornwallis-West przyjął także nad nimi patronat.
Lady Olivia Fitzpatrick rzeczywiście przyjechala do Książa w październiku 1905 r. i spędziła tam z rodziną i licznymi gośćmi niezapomniane dwa tygodnie. „Kochana staruszka babcia była bardziej zachwycająca i pyszna niż kiedykolwiek przedtem, pełna radości i animuszu, pomimo swoich 82 lat“ – zanotowała księżna na stronach swojego pamiętnika. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Lata biegły, niewiele zmieniając w życiu i rutynie staruszki. W grudniu 1909 r. zjechał do Eaton Hall król Edward VII. Zmęczony i przygnębiony ówczesną sytuacją kraju, doprowadzonego do kryzysu politycznego żądaniami Liberałów, chciał uciec na chwilę od presji rozgrywek partyjnych. Nie było mu to dane. Gdziekolwiek teraz jechał na dłużej niż dwa dni, inżynierowie instalowali tam telegraf, by docierały do niego najświeższe wiadomości, na które musiał reagować. Księżna von Pless przeto, była ogromnie zdziwiona, gdy pewnego dnia rzucił wszystko i pojechał z nią i panią Keppel w odwiedziny do babci do Brynedwin.

Shelagh_EVII_dogs_1909

Król Edward VII podczas pobytu w Eaton Hall w grudniu 1909 r. Był to ostatni raz, kiedy Daisy i Shelagh go widziały. Foto z kolekcji autorki

Niespodziewana wizyta tak dostojnego gościa początkowo zbiła z tropu staruszkę. Nie była przygotowana. Dopiero co wróciła z przejażdżki. Jej czepek był przekrzywiony, włosy rozwiane, a nos czerwony. W dodatku król zajął jej ulubiony fotel!
Lody stopniały, kiedy Edward VII zaczął prawić jej niesamowite komplementy, po których obydwoje poczeli okropnie flirtować. Oddając głos Daisy: „Babcia nigdy nie potrafiła, tak samo jak król, powstrzymać się od flirtu. Nie zdziwiłabym się, gdyby (…) zaczęła to robić w niebie ze Św Pawłem pod nosem samego Pana Boga!“.
Kiedy król zapytał: „Czy to prawda, że moja matka odesłała panią z dworu, bo próbowała pani flirtować z moim ojcem?“, lady Olivia odpowiedziała: „Nie bardzo to pamiętam, Panie; całkiem prawdopodobne, że chciałam flirtować z pańskim ojcem; był on bardzo przystojnym mężczyzną, a poza tym, jak wszyscy Koburgowie, oglądał się za spódniczkami. Jakże upokarzająca byłaby dla mężczyzny myśl, że żadna kobieta nie chce z nim flirtować“. „Wątpię, lady Olivia“ – podsumował żartobliwie Edward VII – „że pani lub ja moglibyśmy być autorytetami na temat tej formy upokorzenia“.(tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Wspominając powyższy epizod, Daisy zawsze bardzo się wzruszała, ujęta gestem króla, który pomimo tylu wtedy zajęć i stresu, znalazł czas, by odwiedzić staruszkę i zapewnić jej chwilę radości. Tak się złożyło, że dla lady Olivii, Daisy i Shelagh było to ostatnie spotkanie z monarchą. Zmarł w maju 1910 r. Po jego zgonie, zrozpaczona księżna von Pless, pamiętająca przytłaczającą go atmosferę ostatnich miesięcy, napisała do premiera H.H. Asquitha list oskarżający jego partię o przyśpieszenie śmierci króla. Brudnopis tego cennego listu znajduje się obecnie w zbiorach wałbrzyskiej Fundacji Księżnej Daisy von Pless.
Niedługo potem rodzina zadecydowała o przeniesieniu babci Olivii do zamku w Ruthin. Daisy miała okazję pobyć z nią dłużej podczas Świat Wielkanocnych 1913 r. W lutym następnego roku zaprosiła babcię na wakacje do willi Liberia w Mandelieu na południu Francji. Pierwsza wojna światowa uniemożliwiła im dalsze kontakty. Tylko z rzadkich listów matki, księżna von Pless dowiadywała się o pogarszającym się stanie umysłu babci i jej pragnieniu śmierci i wiecznego spokoju. „Nie bądź z tego powodu nieszczęśliwa“ – pisała Patsy, „ani nie myśl, że ja jestem. Oczywiście, jak każdy, odsuwam od siebie myśl o jej końcu, bo nic nie zastąpi matczynej miłości. A jednak czuję, że zmierza ona ku doskonałemu szczęściu…“. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Lady Olivia Fitzpatrick zmarła 4 września 1916 r. Pochowana została na cmentarzu Llambedr Church niedaleko Ruthin.

Read Full Post »

Older Posts »