Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘king Edward VII’

Jestem przekonana, że każdy czytelnik pamiętników ksieżnej Daisy von Pless, zwrócił uwagę na jej komentarze odnoszące się do babci Olivii. W każdym z nich jest miłe o niej słowo i kolejna, rozczulająca uwaga o perfekcji jej zachowania, wyglądu i humoru. Kim naprawdę była ta urocza, staromodna staruszka, zawsze nieskazitelnie ubrana w czepek i krezy z poprzedniej epoki?

Olivia_FitzPatrick

Babcia księżnej Daisy von Pless, lady Olivia FitzPatrick z domu Taylour (1824 – 1916)

Lady Olivia Taylour urodziła się 8 lutego 1824 r. jako drugie dziecko i najstarsza córka Thomasa Taylour, 2. markiza Headfort i jego pierwszej żony, Olivii Dalton.
Jej matka (wdowa po Edwardzie Tuite Daltonie) była córką Sir Johna Stevensona, słynnego kompozytora muzyki kościelnej i dyrektora muzycznego Królewskiej Kaplicy na zamku w Dublinie. Zmarła w 1834 r. osieracając trzech chłopców i trzy dziewczynki.
Thomas, 2 markiz Headfort (1787–1870), który odziedziczył tytuł w 1829 r., przez całe swoje życie zajmował honorową posadę przedstawiciela korony brytyjskiej (Lord Lieutenant) w irlandzkim hrabstwie Cavan. W latach 1812 do 1829 był posłem do parlamentu, reprezentując partię Wigów z okręgu Meath. Od 1835 do 1837 r. pełnił funkcję szambelana (Lord of the Bedchamber), a potem, od 1837 do 1841, członka świty królewskiej (Lord in Waiting) na dworze Victorii i Alberta. W wyrazie uznania za swoje zasługi został w 1839 r. mianowany Rycerzem Orderu Św. Patryka.
W lutym 1853 r. ożenił się powtórnie z Frances MacNaghten, wdową po Sir Williamie Hay MacNaghten.
Parę miesięcy później, 10 sierpnia 1853 r., córka Olivia wyszła za mąż za księdza Fredericka FitzPatrick, jedynego syna księdza Fredericka Thomasa FitzPatrick i jego żony Edwiny Stone, zamieszkałych w Bailieborough.
Epizod „flirtu“ lady Olivii z księciem Albertem, zakończony usunięciem jej z dworu przez zazdrosną królową Victorię, urósł w późniejszych i teraźniejszych, bezkrytycznych przekazach do rangi haniebnego romansu, po którym musiała ona poślubić szybko byle kogo, by uratować swój honor. Nie ma nic dalszego od prawdy.
Podczas pracy ojca dla pary królewskiej, Olivia była mała dziewczynką. W 1841 – ostatnim roku jego służby – miała niespełna 17 lat. Była młoda, śliczna i zalotna, ale nie przekroczyła granic niewinnego flirtu. Gdyby to zrobiła, jej życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Z zamążpójściem się nie śpieszyła. W swoim przyszłym mężu zakochała się mając dopiero 28 lat.
Wybrankiem jej serca był starszy o dziewięć lat Frederick FitzPatrick, ówczesny wikar w rodzinnym Headfort, pochodzący z rodziny o dobrym rodowodzie, a przy tym przystojny i wysportowany. Pasja Fredericka do polowań była legendarna, a najlepszą jej ilustracją stał się jego zwyczaj narzucania pastorskiej sukmany na swój myśliwski strój.

Olivia_ClooneVillage

Współczesny widok Cloone w hrabstwie Leitrim, gdzie Frederick FitzPatrick był proboszczem parafii.

Małżonkowie przenieśli się do Cloone w irlandzkim hrabstwie Leitrim, gdzie Frederick objął parafię. Mieli siedmioro dzieci, które przyszły na świat w pierwszych dziesięciu latach po ślubie. Najstarszym był Frederick Thomas Edwin, po nim Mary Adelaide Thomasina Eupatoria („Patsy“ lub „Mai“), Robert Persee („Bob“), Edwina Virginia Joanna („Minnie“ lub „Min“), Heremon John Francis Headfort („Pat“ lub „Herry“), Hugo George Herbert i Oliver Thomas Edward. Wszyscy, oprócz Heremona, mieli w następnym pokoleniu swoich potomków, którzy stworzyli liczną grupę wnuków nieustannie nawiedzającą dom dziadków. Daisy, George i Shelagh byli z nich najstarszymi. Poród Georga był długi i skomplikowany. Przeżył tylko dzięki przytomności babci Olivii, która uderzyła niemowlaka, by złapał oddech i wlała mu do ust parę kropel koniaku.
Gdy w Irlandii zaczęły się problemy, Olivia wymusiła na mężu przeprowadzkę. Friderick o mało co nie stracił życia, gdy jeden z awarturników oddał do niego strzał. Kula ugrzęzła w biblii, którą trzymał, co oczywiście uznano za akt boski, a święta księga stała się od tego momentu cenioną pamiątką rodzinną.

Qlivia_Warren_Hall

Willa dziadków FitzPatricków, Warren Hall, niedaleko Chester. Stan obecny.

Na rezydencję obrali sobie Warren Hall w Broughton niedaleko Chester, niewielką, ale elegancką willę w stylu „Queen Anne“ z widokiem na walijskie góry. Usytuowany z przodu trawnik opadał stopniowo w kierunku stawu, obrośniętego wierzbami i sitowiem. Z boku trawnika, na wyżej położonym gruncie był ogród, na końcu którego stał ogromny hiszpański kasztan, z ławką obiegającą jego pień. Ośmiu wnuków potrzebnych było, żeby go objąć. Zazwyczaj było ich latem znacznie więcej.
Jak pamięta major generał Geoffrey Brooke (syn Minnii), ich pobyty w Warren Hall miały zawsze ten sam rytuał. Dzieci zaczynały dzień od modlitwy z babcią i jej slużbą, która zawsze miała miejsce o godzinie 9.15. Przelatując koło pokoju Fridericka, z roku na rok coraz bardziej przykutego do łóżka, witały go słowami: „Dzień Dobry najdroższy dziadku!“, by usłyszeć w odpowiedzi: „Dzień Dobry moje dziecię“ i biec pędem na dół, żeby – nie daj Boże – nie spóźnić się na pacierz. Obawiały się bowiem uwag lady Olivii, która komentowała ich tłumaczenia starodawnymi zwrotami, takimi jak „trele morele“ („fiddlesticks“), „super bzdury“ („fiddle dee dee“) lub zupełnie niezrozumiałym „tarra-diddle“.
Nie przeszkodziło im to po latach wspominać babcię z sentymentym, który w dzisiejszym slowniku oddany zostałby określeniem jej jako „cool“. Lady Olivia bowiem, pomimo staroświeckich manier i ubioru, była ciepłą, kochaną i żwawą staruszką, pełną incjatywy i energii. Chodziła z wnukami na jagody i wspinała się z nimi po okolicznych górach. Czasami zabierała je na poważniejsze spotkania do pobliskiego Hawarden Castle, by odwiedzić swoją przyjaciółkę, panią Gladstone – żonę czcigodnego premiera.
Wszyscy FitzPatrickowie byli bardzo rodzinni. W niedalekim Ruthin mieszkała ciocia Mia („Patsy“) i wujek Wallis („Popetts“), których dzieci też często odwiedzały. Ich starsi kuzyni, Daisy, George i Shelagh, zawsze znajdowali dla nich czas na zabawę i naukę. Kuzyn George zasłużył się szczególnie w uczeniu ich wędkarstwa. Podziwiany był równieź za umiejętności jazdy na rowerze. Kuzynka Shelagh imponowala im swoją menażerią i doskonałą jazdą na koniach. A Daisy? Oh, Daisy wieloma z nich zaopiekowała się w przyszłości, znajdując dla dziewcząt odpowiednich męźów, a dla chłopców przecierając drogę poznania szerszego świata.
Spora liczba z nich było później jej częstymi gośćmi w Książu.
Troska babci Olivii o rodzinę nie ograniczała się do okazyjnej gościnności. Całe życie opiekowała się swoją młodszą, chorą psychicznie siostrą, Marią Julianą, Przyjęła też pod swój dach i wychowała córkę syna, Roberta Persee, kiedy jego żona Caroline Rebecca zmarła w 1904 r. Dziewczynką tą była, znana nam z późniejszego życia księżnej von Pless, Edwina („Ena“) Fitzpatrick.
Po śmierci męża w 1895 r., lady Olivia przeniosła się do pobliskiego Brynedwin (pisanego również Brynedwyn lub Bryn Edwin), położonego 15 mil od Ruthin Castle i Eaton Hall, siedziby jej wnuczki Shelagh.
Do Eaton Hall była często zapraszana. Jeśli jej tam nie było podczas pobytów Plessów, Daisy wybierała się do niej pociągiem. Podróż trwała tylko pół godziny. Tak stało się w styczniu 1904 r. „Babcia ma się doskonale“ – księżna zapisała po wizycie – „zajęta jest bardzo sąsiadami; podejmuje ich na herbatki, wychodzi do nich na lunche, a jutro idzie na amatorskie przedstawienie teatralne. Po posiłku chodziła po domu z piórem w ręce, pytając: „Co mam zaznaczyć dla Ciebie po mojej śmierci?“, po czym napisała „Dla Daisy“ na paru przedmiotach, włącznie z malowanym portretem Patsy w wieku czternastu lat. Potem powiedziałam jej, żeby zostawiła mi krzesło na którym zawsze siedzi; wszystko to było niesłychanie śmieszne, i Hugo [syn lady Olivii] zachowywał się tak przekomicznie, że myślałam iż padniemy ze śmiechu, starając się w tym samym czasie ustalić datę przyjazdu babci do Książa i zaplanować tam dla niej przeróżne aktywne zajęcia“. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Od września 1904 r., w kalendarz lady Olivii wpisała się nowa corocznna atrakcja. Były nią, wznowione po latach przerwy, pokaz kwiatów i zawody psów pasterskich, organizowane za pozwoleniem jej zięcia na terenie Ruthin Castle. Pułkownik William Cornwallis-West przyjął także nad nimi patronat.
Lady Olivia Fitzpatrick rzeczywiście przyjechala do Książa w październiku 1905 r. i spędziła tam z rodziną i licznymi gośćmi niezapomniane dwa tygodnie. „Kochana staruszka babcia była bardziej zachwycająca i pyszna niż kiedykolwiek przedtem, pełna radości i animuszu, pomimo swoich 82 lat“ – zanotowała księżna na stronach swojego pamiętnika. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Lata biegły, niewiele zmieniając w życiu i rutynie staruszki. W grudniu 1909 r. zjechał do Eaton Hall król Edward VII. Zmęczony i przygnębiony ówczesną sytuacją kraju, doprowadzonego do kryzysu politycznego żądaniami Liberałów, chciał uciec na chwilę od presji rozgrywek partyjnych. Nie było mu to dane. Gdziekolwiek teraz jechał na dłużej niż dwa dni, inżynierowie instalowali tam telegraf, by docierały do niego najświeższe wiadomości, na które musiał reagować. Księżna von Pless przeto, była ogromnie zdziwiona, gdy pewnego dnia rzucił wszystko i pojechał z nią i panią Keppel w odwiedziny do babci do Brynedwin.

Shelagh_EVII_dogs_1909

Król Edward VII podczas pobytu w Eaton Hall w grudniu 1909 r. Był to ostatni raz, kiedy Daisy i Shelagh go widziały. Foto z kolekcji autorki

Niespodziewana wizyta tak dostojnego gościa początkowo zbiła z tropu staruszkę. Nie była przygotowana. Dopiero co wróciła z przejażdżki. Jej czepek był przekrzywiony, włosy rozwiane, a nos czerwony. W dodatku król zajął jej ulubiony fotel!
Lody stopniały, kiedy Edward VII zaczął prawić jej niesamowite komplementy, po których obydwoje poczeli okropnie flirtować. Oddając głos Daisy: „Babcia nigdy nie potrafiła, tak samo jak król, powstrzymać się od flirtu. Nie zdziwiłabym się, gdyby (…) zaczęła to robić w niebie ze Św Pawłem pod nosem samego Pana Boga!“.
Kiedy król zapytał: „Czy to prawda, że moja matka odesłała panią z dworu, bo próbowała pani flirtować z moim ojcem?“, lady Olivia odpowiedziała: „Nie bardzo to pamiętam, Panie; całkiem prawdopodobne, że chciałam flirtować z pańskim ojcem; był on bardzo przystojnym mężczyzną, a poza tym, jak wszyscy Koburgowie, oglądał się za spódniczkami. Jakże upokarzająca byłaby dla mężczyzny myśl, że żadna kobieta nie chce z nim flirtować“. „Wątpię, lady Olivia“ – podsumował żartobliwie Edward VII – „że pani lub ja moglibyśmy być autorytetami na temat tej formy upokorzenia“.(tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Wspominając powyższy epizod, Daisy zawsze bardzo się wzruszała, ujęta gestem króla, który pomimo tylu wtedy zajęć i stresu, znalazł czas, by odwiedzić staruszkę i zapewnić jej chwilę radości. Tak się złożyło, że dla lady Olivii, Daisy i Shelagh było to ostatnie spotkanie z monarchą. Zmarł w maju 1910 r. Po jego zgonie, zrozpaczona księżna von Pless, pamiętająca przytłaczającą go atmosferę ostatnich miesięcy, napisała do premiera H.H. Asquitha list oskarżający jego partię o przyśpieszenie śmierci króla. Brudnopis tego cennego listu znajduje się obecnie w zbiorach wałbrzyskiej Fundacji Księżnej Daisy von Pless.
Niedługo potem rodzina zadecydowała o przeniesieniu babci Olivii do zamku w Ruthin. Daisy miała okazję pobyć z nią dłużej podczas Świat Wielkanocnych 1913 r. W lutym następnego roku zaprosiła babcię na wakacje do willi Liberia w Mandelieu na południu Francji. Pierwsza wojna światowa uniemożliwiła im dalsze kontakty. Tylko z rzadkich listów matki, księżna von Pless dowiadywała się o pogarszającym się stanie umysłu babci i jej pragnieniu śmierci i wiecznego spokoju. „Nie bądź z tego powodu nieszczęśliwa“ – pisała Patsy, „ani nie myśl, że ja jestem. Oczywiście, jak każdy, odsuwam od siebie myśl o jej końcu, bo nic nie zastąpi matczynej miłości. A jednak czuję, że zmierza ona ku doskonałemu szczęściu…“. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Lady Olivia Fitzpatrick zmarła 4 września 1916 r. Pochowana została na cmentarzu Llambedr Church niedaleko Ruthin.

Reklamy

Read Full Post »

Księżna Konstacja (Shelagh) Westminster spełniła swój najważniejszy obowiązek małżeński, wydając na świat syna i dziedzica rodu 13 listopada 1904 r. Hugh (Bendor), 2. książę Westminsteru był przeszczęśliwy. Dziecko, któremu natychmiast nadano tytuł hrabiego Grosvenor, urodziło się zdrowe i ważyło aż 11 funtów (5.5 kilogramów)!

Syn i dziedzic tytułu księcia Westminsteru urodził sie 13 listopada 1904 r. Foto Speaighta opublikowane w The Ladies‘ Field w grudniu 1904 r.

Miesiąc pózniej odbyły się jego chrzciny w kaplicy królewskiego pałacu Św. Jakuba w Londynie. Król Edward VII zgodził sie chętnie na rolę ojca chrzestnego, pomimo nawału zajeć związanych z wizytą króla i królowej Portugalii.

Strona tytułowa gazety Daily Mirror z fotograficznym reportażem nt chrztu małego hrabiego Grosvenor

W dniu ceremonii, 12 grudnia 1904 r. (proszę zauważyć, że księżna von Pless podała mylnie datę 17 grudnia 1904 r. w swoim pamiętniku!), ołtarz i nawę kaplicy zdobiły białe chryzantemy i lilie, umieszczone pomiędzy zielonymi palmami. Stojąca u stóp ołtarza chrzcielnica, udekorowana kremowymi konwaliami, wyglądała jak sadzawka w bajce. Zgromadzeni goście z podnieceniem oczekiwali rozpoczęcia uroczystości.

Pierwsza weszła księżna Konstancja Westminster, prowadząc za rączkę malutką córeczkę Urszulę. Wyglądała ślicznie w heliotropowej sukni z jedwabiu.

Podążali za nią członkowie chóru: dziewięciu chłopców w czerwonych albach ze złotymi koronkami i dziewięciu mężczyzn w białych komżach z czerwonymi kapturami. Potem szła ubrana na czarno niania, niosąc w ramionach dziecko w białej szacie, przykryte starymi brukselskimi koronkami prababci – tymi samymi, które jego ciocia i matka miały w swoich ślubnych welonach. W ślad za nią kroczyli chrzestni: księżna Katarzyna Westminster, druga żona dziadka Bendora i jego ojczym, George Wyndham. Dodatkową matką chrzestną była babcia Shelagh, lady Oliwia FitzPatrick.

Punktualnie o godzinie pierwszej, pojawił się w drzwiach główny ojciec chrzestny, król Edward VII, eskortowany przez księcia Westminsteru.

Po odśpiewaniu hymnu „Come, Gracious Spirit, Heavenly Dove“, rodzice chrzestni złożyli przysięgę, a niania – odsłoniwszy główkę dziecka – przekazała je matce chrzestnej, księżnej Katarzynie Westminster, która z koleji oddała je prowadzącemu ceremonię pastorowi, Edgardowi Sheppard. Ten ochrzcił je, nadając mu imiona Edward George Hugh.

Wszyscy obecni zauważyli, że dumny ojciec nie mógł oderwać oczu od swojego potomka. Ceremonię zakończono hymnem „May the Grace of Christ Our Saviour“, po czym król złożył na metryce chrztu swój podpis: „Edward R.[ex] & I.[mperator]“ i pogratulował rodzicom za „perfect little service“.

Choć perfekcyjne pod każdym względem, nabożeństwo rzeczywiście nie było liczne. Tak naprawdę, było mniejsze niż książę i księżna Westminsteru zaplanowali. Zaprosili tylko najbliższych przyjaciół i rodzinę, ale Shelagh nie zobaczyła w kaplicy wielu członków swojego klanu. Jej siostry Daisy też tam nie było…

Ilustracja z Illustrated London News przedstawiająca chrzest syna księżnej i księcia Westminsteru w królewskiej kaplicy pałacu Św. Jakuba.

Jeszcze niedawno, bo na przełomie sierpnia i września, obie ciężarne siostry spędziły miły czas z mężami w Szkocji. W połowie września Daisy wyjechała z Hansem do Niemiec. Zabrali ze sobą rodziców, Patsy i Poppeta. Shelagh została sama.

„Całą jesień i zimę mieliśmy w Książu gości“ – zapisała potem w pamiętniku ksieżna von Pless. „W październiku przyjechał lord Lonsdale, Sir Neil Menzies, generał Laurence „Bully“ Oliphant, lord i lady Mar & Kellie, Maudie Warrender z siostrą i cała masa innych! Wyjeżdżaliśmy za dnia na wycieczki samochodowe, a wieczorem graliśmy w pokera lub brydża. Potem zaczęły się polowania.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy) Na jednym z nich honorowym gościem był austriacki arcyksiążę Franciszek Ferdynand z żoną, księżną Hohenberg. Według późniejszych wyjaśnień, właśnie to polowanie nie pozwoliło Daisy zjawić się na chrzcinach swojego siostrzeńca.

Wróciła do Londynu 21 grudnia, dziewięć dni po ceremonii, po czym razem z Hansem i Hanselem zjechali do Eaton Hall, rezydencji Westminsterów w Cheshire, na rodzinne Święta Bożego Narodzenia. W styczniu, oczekując rozwiązania, przeniosła się do wynajętego domu w Londynie na Burton Street. Hansel został u cioci Shelagh. Kolejny synek Daisy przyszedł na świat 1 lutego 1905 r.

28 lutego, kaplica królewska w pałacu Św. Jakuba ponownie otworzyła swoje podwoje na ceremonię chrzcin. Teraz głównymi chrzestnymi byli królowa Alexandra i książę Wallii (późniejszy król George V). Pozostałymi – niemiecki królewicz Wilhelm (reprezentowany pod nieobecność przez Hansa), brat George, babcia Oliwia FitzPatrick i matka, Patsy Cornwallis-West.

Królowa Alexandra i król Edward VII, chrzestni synów Daisy i Shelagh. Foto Lafayette’a z kolekcji autorki

Księżna Daisy włączyła się czynnie do obrzędu i, odebrawszy niemowlaka z rąk nianii, sama wręczyła go matce chrzestnej. Odśpiewano identyczne hymny jak na chrzcinach małego Grosvenora i ten sam pastor, Edgar Sheppard, dokonał aktu chrztu nadając dziecku imiona: Alexander Friedrich Wilhelm Georg Conrad Ernst Maximilian.

W przeciwieństwie do intymnej uroczystości Westminsterów, tym razem mała kaplica wypełniona była po brzegi rodziną, osobistościami ze świata dyplomatycznego i przyjaciółmi z angielskiej arystokracji. Nie było tylko siostry Shelagh…

W liście do żony z 29 lutego 1905 r., brat George tak opisuje to wydarzenie: „Chrzciny poszły bardzo dobrze. Zjawiłem się tam o 3.45 (wszystko zaczynało się o 4.00) i wskazywałem ludziom miejsca do siedzenia. Dyplomaci byli bardzo en evidence: Soveral, Metternich, Mensdorff, itd. Królowa była matką chrzestną, a książę Walii ojcem chrzestnym. Nie mogę przeboleć, że nie było Shelagh. Wyobrażasz to sobie? Ani razu nie przyszła zobaczyć Daisy, swojej jedynej siostry, od czasu połogu. Tłumaczy się, że zajęta jest polowaniami!!! Jest to niesłychane; biedna Daisy jest strasznie tym zranionana; i nic dziwnego, po tym co dla niej zrobiła przed jej małżeństwem…“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Ewidentnie, mała Shelagh zemściła się z odrobiną premedytacji. Czy Daisy zrozumiała?  Przecież to ona wcześniej uraziła siostrę, zostawiwszy ją samą w połogu, bez czułych wizyt od siebie i troski od matki, którą egoistycznie zabrała do Niemiec. Co więcej, nie przyjechała na ważne chrzciny jej syna i dziedzica rodu, bo miała polowania w swojej posiadłości! Czy nie mogła tego inaczej zorganizować?

Chłodniejsze niż zazwyczaj stosunki między siostrami trwały parę miesięcy. Pogodziły się w październiku 1905 r., kiedy Shelagh przyjechała z wizytą do Książa.

Zawsze przecież lubiła to miejsce.

Read Full Post »

Sezon 1905 r. nie zaczął się dobrze dla księżnej Konstancji (Shelagh) Westminster.  W nocy 30 maja, po powrocie z przyjęcia, zdjęła kosztowną biżuterię i zostawiła ją na stoliku w swoim buduarze. Służąca nie przeniosła jej do sejfu. Następnego ranka już jej tam nie było.

Wartość skradzionych klejnotów oszacowano na sześć tysięcy funtów. Najcenniejszym z nich był naszyjnik z 99 pereł, idealnie dobranych pod względem koloru i kształtu, na dwóch sznurach spiętych diamentową sprzączką.

Siostra nie mogła jej pocieszyć. Po krótkim pobycie w Newlands na Święta Wielkanocne, wyjechała z powrotem do Niemiec. Wcześniej była na południu Francji odwiedzić swoich przyjaciół, wielkiego księcia rosyjskiego Michała Michajłowicza i jego żonę, hrabinę de Torby. Jak zwykle zatrzymała się w ich willi Kasbeck w Cannes. Spotkała tam resztę rodzeństwa Michała. „Jestem entourée wielkimi księciami i księżnymi Rosji“ – zapisała, „ale interesują mnie, szczegółnie że rozgrywa się teraz ta okropna wojna…“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

W lutym 1904 r., po zerwaniu rozmów na temat wpływów w Koreii i Mandżurii, Japonia zaatakowała rosyjską bazę w Port Arthur, niszcząc i unieruchamiając jej marynarkę na dalekim wschodzie. Zacięte bitwy na lądzie kończyły się jedna za drugą miażdżącymi klęskami wojsk rosyjskich. W styczniu 1905 r. poddał się oblężony Port Arthur. Wiosną 1905 r. przegrana Rosji była niemalże dokonanym faktem. Będąc świadkiem arogancji i pychy członków rodziny Romanowów na wakacjach w Cannes, Daisy lepiej zrozumiała „dlaczego i jak Japończycy pokonują ich na każdym kroku.“ Spektakularne zwycięstwo admirała Togo nad posłaną do boju rosyjską flotą bałtycką w Cieślinie Czuszimskiej 28 maja 1905 r., zmusiło wreszcie cara do podjęcia negocjacji pokojowych.

W niedalekiej willi Vendôme w Cannes mieszkała siostra Michała, wielka księżna Anastasia Mecklenburg-Schwerin. Zapraszana na obiady, księżna von Pless spotkała tam jej „śliczną i czarującą“ córkę Cecylię, zaręczoną od niedawna z Wilhelmem, najstarszym synem kaisera – tym samym, który jako zadurzony młodzieniec kradł Daisy chusteczki podczas pobytów w Książu. W niecały miesiąc potem pojechała do Berlina na ich ślub.

Księżniczka Cecylia Mecklenburg-Schwerin (1886-1954) poślubiła cesarzewica Wilhelma Pruskiego w czerwcu 1905 r.

Ceremonie rozpoczął uroczysty wjazd księżniczki Cecylii do Berlina 4 czerwca 1905 r. Tłumy mieszkańców witały radośnie przyszłą żonę następcy tronu i licznie przybyłych gości. Wśród nich wyróżniał się entourage księcia Takehito Arisugawy, reprezentanta cesarza Japonii – nowo narodzonej potęgi światowej!

Dyplomatycznie, jego wizyta była kontrowersyjna. Wysłany bowiem został do kraju, którego władca ukuł i rozpowszechnił dziesięć lat temu slogan „Żółtej Zarazy“ („Yellow Peril“), a jego syn żenił się z córką kuzynki pobitego właśnie cara. Ale kajzer, pełen podziwu dla militarnych sukcesów Japonii, przyjął go godnie i, jak to było w jego zwyczaju, udekorował go od razu orderem Czarnego Orła.

Szkic kajzera Willhelma II z 1895 r. przedstawiający personifikacje krajów Europy prowadzonych przez archanioła Michała do boju z „Żółtą Zarazą“ symbolizowaną przez Buddę.

Księżna von Pless zauważyła jednak, że z powodu jego obecności nie było na poweselnym bankiecie przedstawiciela cara, wielkiego księcia Vladimira. Sama Daisy odniosła kolejny sukces towarzyski.  Ubrana w białą suknię iskrzącą się złotymi cekinami i dworski tren z niebieskiej gazy, w turkusowej biżuterii i koronie, wywołała sensację. Gazety niemieckie okrzyknęły ją i księżnę Aostę „najpiękniejszymi z pięknych.“.

W międzyczasie, angielska policja aresztowała złodzieja i odnalazła skradzione klejnoty Shelagh, zakopane na polu niedaleko Cambridge. Przestępcą okazał się były strażnik nocny Grosvenorów, niejaki Chapman. Księżna Westminstru mogła odetchnąć z ulgą i włączyć się ponownie w wir Sezonu. W tym samym celu wróciła do Anglii jej siostra Daisy.

Tego roku dodatkową atrakcją Londynu była wizyta japońskiej pary ksiażęcej, powiązana z wodowaniem pancernika „Katori” w stoczni Barrow-in-Furness. Był to już drugi okręt wojenny budowany przez Anglików dla Japońskiej Marynarki Cesarskiej. Pierwszy, „Kashima”, oddany został w marcu 1905 r.

W przeciwieństwie do Niemiec, książę Arisugawa stąpał tu po ubitym i przyjaznym gruncie. Wielka Brytania bowiem, od 1902 r., była z Japonią w sojuszu i ostatnie zwycięstwa tego kraju nad imperialistyczną Rosją były bardzo optymistycznie postrzegane w świetle angielskich interesów w Chinach. Parze książęcej więc, zgotowano serdeczne przyjęcie.

Japoński książę Takehito Arisugawa odwiedził Anglię w 1897 i 1905 r.

Książę Takehito Arisugawa (1862 – 1913) znał i lubił Anglię. Jako młody mężczyna służył w randze podchorążego na statku „Iron Duke“, dowodzonego przez admirała Coote. Potem studiował w prestiżowej Królewskiej Akademii Morskiej w Greenwich.  W czasie wojny japońsko-chińskiej wykazał duże kompetencje na pokładzie krążownika „Matsushima“, ale został z niego odwołany do Tokyo z powodu choroby brata. Po wojnie został admirałem i dyrektorem szkoły morskiej w Yokosuka, która pod jego egidą zdobyła sobie uznanie jako „Japoński Portsmouth“, przyczyniając się wielce do rozwoju marynarki Japonii.

W 1897 r. reprezentował swój kraj na Diamentowym Jubileuszu królowej Wiktorii. Tym razem przybył do Londynu nieoficyjalnie. Król Edward VII, usłyszawszy że zamierza zatrzymać się w hotelu, oddał mu do dyspozycji York House w pałacu Św. Jakuba, jak również swoje powozy do transportu. Spotkał się z nim w dniu przyjazdu, rozkazał nadanie mu Orderu Łaźni, wydał na jego cześć obiad, a pod koniec wyprawił dworski bal w pałacu Buckingham. To ostatnie wydarzenie opisała księżna von Pless w pierwszym wydaniu swoich pamiętników, choć błednie umieściła je pod lipcową datą 1906 r.

Resztę czasu wypełniły mu liczne spotkania z brytyjską admiralicją oraz uczestnictwo w spotkaniach propagujących jego ojczyznę. Wziął udzial w Garden Party zorganizowanej dla 2000 osób przez Towarzystwo Japońskie w londyńskim ogrodzie botanicznym, otworzył wystawę japońskiej broni, pokazał się na bankiecie o tematyce japońskiej w restauracji hotelu Savoy oraz na wystawnym lunchu w japońskiej ambasadzie.

Podczas pobytu w Londynie książę Arisugawa wziął udział w japońskiej Garden Party i japońskim bankiecie w hotelu Savoy. Ilustracje opublikowane w lipcu 1905 r. w Illustrated London News

Doceniając wagę i znaczenie jego wizyty, dygnitarze państwowi i angielscy arystokraci przyłączyli się również do jej uświetnienia. Burmistrz Londynu zaprosił go na lunch do swojej siedziby w Mansion House, premier Balfour do Downing Street na „full-dress“ obiad z okazji urodzin króla, a księstwo Westminster na bal do Grosvenor House.

Król Edward VII aprobując incjatywę Westminsterów wykazał duże zaufanie w umiejętności młodziutkiej Shelagh jako gospodyni wielkiego wydarzenia. Ówczesna prasa była bardziej sceptyczna. W sondażu brytyjskich hostess, przeprowadzonym przez czasopismo Madame na początku Sezonu 1905 r., napisano o niej: „Przystojna młoda księżna Westminster, oprócz kilku dużych obiadów i jednego balu dla pary królewskiej wydanego w Grosvenor House dwa sezony temu, nie zrobiła jeszcze wiele na scenie towarzyskiej Londynu. Oczywiście, w swojej wiejskiej rezydencji w Eaton Hall, przyjmuje masę ludzi jesienią i zimą, ale są to przede wszystkim zloty rodzinne na Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok lub gościny książęcych polowań…“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy) Dla podkreślenia tej opinii, artykuł zilustrowano fotografią, na której Shelagh wygląda bardziej jak prowincjonalna gąska, niż promieniująca glamorem żona jednego z najbogatszych arystokratów Anglii.

Konstancja księżna Westminsteru z córeczką Urszulą. Photo Speight’a ilustrujące opinię Madame o jej statusie w życiu towarzyskim Londynu

Księźna Konstancja Westminster zaskoczyła wszystkich. Jej bal wieczorem 29 czerwca 1905 r. okrzyknięto „królewskim w pełnym tego słowa znaczeniu“ („most emphatically Royal“)! Oprócz króla Edwarda VII i królowej Aleksandry, zaproszenie przyjęli: książę i księżna Connaught razem z córką Patrycją i synem Arturem, książę i księżna Christian Schleswig-Holstein z księżniczkami Louisą i Wiktorią, księżna Henrykowa Battenberg z księżniczką Wiktorią Eugenią Battenberg i ksieżną Beatrice of Saxe-Coburg, księżna Louisa Argyll i książę Argyll, książę Aleksander Teck oraz, oczywiście, książę i księźna Arisugawa z Japonii razem ze swoim dworem, jak równieź japońska księżna Ichigo i jej córka księżniczka de Tenno. Towarzyszyli im japońscy, włoscy, francuscy, niemieccy, hiszpańscy i amerykańscy amasadorowie oraz najważniejsi członkowie angielskiej arystokracji.

Tańczono w komnacie Rubensa do muzyki wiedeńskiego zespołu Gottlieba, a kolację podano w olbrzymim namiocie w ogrodzie, który połączony został z jadalnią pasażami ozdobionymi pogodnymi draperiami i kwiatami.

Konstancja księżna Westminsteru w swojej diamentowej koronie w roli wschodzącej hostessy Sezonu. Foto: Lallie Charles

Shelagh triumfowała, wiedząc że właśnie zapewniła sobie miejsce w panteonie socjety Londynu. Obecna na balu siostra była tego świadkiem. Zaskakująco, lubująca się w cytowaniu wykazów dystyngowanych ludzi. z którymi przyszło się jej spotkać, Daisy poświęciła w swoim pamiętniku tylko jedno zdanie temu wydarzeniu: „Bal Shelagh w Grosvenor House dla króla i królowej był wielkim sukcesem.“

Wydaje się, że siostry nie były wtedy w najlepszych stosunkach. Daisy ledwie wspomina Shelagh w swoich zapiskach na 1905 r. Nie ma w nich ani jednego słowa o szokującej kradzieży klejnotów! Dopiero w pażdzierniku, relacjonując przyjazd rodziny do Książa, z wyczuwalną radością obwieściła: „mała Shelagh jest znowu sobą…“

Co działo się w międzyczasie, zaniepokoiło nawet brata Georga.

Ale o tym w następnym wpisie.

Read Full Post »

Wystawa “Daisy von Pless: Szczęśliwe Lata“, prezentująca całą serię portretów księżnej wykonanych w 1901 r. przez Jamesa Laffayette’a, pokazuje przy okazji jak wyglądała wizyta w ówczesnym studiu fotograficznym. Bardzo rzadko, zwłaszcza w wypadku kobiet, kończyła się na jednej pozie. Zarówno klientka, jak i fotograf próbowali wielu ujęć, często eksperymentując z rekwizytami, tłem i oświetleniem. Ze względu na zmianę strojów i przeciągający się czas posiedzenia, panie miały do dyspozycji przebieralnię i elegancki salon do odpoczynku.

Końcowy wynik był ważny dla obu stron. Klienci otrzymywali odbitki portretów, które z dumą wysyłali znajomym i rodzinie, a fotograf zatrzymywał negatywy z prawem póżniejszego rozpowszechniania. Im wyższy był status społeczny i sława portretowanej osoby, tym lukratywniejsze były dochody ze sprzedaży ich zdjęć.  Jak jej matka Patsy – „profesjonalna piękność“ epoki wiktoriańskiej – tak, pokolenie później, Daisy była łakomym kąskiem dla kamery.

Wymiana dedykowanych zdjeć pomiędzy przyjaciółmi była wtedy na porządku dziennym, tak samo jak ich dystrybucja jako tokenów podziękowania i pamięci. Oprawiony w srebrną ramę portret stanowił zupełnie przyzwoity prezent.

Kolejne sesje w atelier fotograficznym były więc niezbędne. Często łączono je z ważnymi życiowo wydarzeniami.

Sezon 1909 r. był dla Plessów wypełniony po brzegi. Daisy radośnie uczestniczyła we wszystkich atrakcjach, bo jak zanotowała: „ Nie pamiętam kiedy w swoim życiu czułam się tak świetnie, jak ostatniego miesiąca; (…) mogę robić ze swoim ciałem co chcę, bo nareszcie jest ono w harmonii z moim umysłem, co nie zdarzało się ostatnimi czasy.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Zaproszeni przez króla na wyścigi w Ascot, byli jego gośćmi na zamku w Windsorze. Potem nastąpił kilkudniowy pobyt w Londynie z balami, przyjęciami i obiadami. Na regaty w Cowes wynajęli elegancką willę, Lisburne House, usytuowaną tylko 300 yardów od Królewskiego Klubu Jachtowego, miejsca codziennych spotkań elity towarzyskiej. Daisy była często widziana na jego deptaku, wzbudzając zachwyt swoim wyglądem w kostiumie z kremowej serży i kapelusiku udekorowanym różowym tiulem.

W tym roku synkowie spędziły stosunkowo dużo czasu z rodzicami. Odwiedzili ich w Windsorze, gdzie w towarzystwie opiekunki i guwernanta, oprowadzeni zostali po zamku. Przebywali również z nimi w Londynie i Cowes, skąd potem Hansel z ojcem wyjechali do Badminton, rezydencji księcia Beaufort w hrabstwie Gloucestershire. Najważniejszym jednak epizodem ich wakacji była Children’s Party, wydana przez króla Edwarda VII i królową Aleksandrę w pałacu Buckingham popołudniem 12 lipca 1909 r.

Oprócz dostojnych dorosłych, spotkali na niej swoich rówieśników z wielu królewskich rodzin Europy i szacownych rodów Wielkiej Brytanii, w tym dzieci księcia i ksieżnej Walii, księżnej Sparty, królewny szwedzkiej, księcia Fryderyka Karola Hesskiego i księcia Aleksandra Teck.

Jest wielce prawdopodobne, że dumna mama Daisy chcąc upamietnić tą okazję wybrała się z odstrojonymi pociechami do renomowanego studia fotograficznego Rity Martin.

Księżna Daisy von Pless z synami, Hanselem (po prawej) i Lexelem, sfotografowani przez Ritę Martin, prawdopodobnie w lipcu 1909 r. Foto po lewej z kolekcji autorki

 

 

Jak narazie znane mi są z tej sesji dwa ujęcia. Jedno, opatrzone opisem i podpisane nazwiskiem autorki, opublikowane zostało w berlińskim czasopiśmie 20 lipca 1910 r. Drugie, o ile dobrze pamiętam, zachowało się w zamku pszczyńskim oraz w spuściźnie po Hanselu. Użyte jako ilustracja w jego biografii napisanej przez Michaela Luke, datowane jest na 1910 r. Z niewiadomych  mi powodów, błędnie uważane jest w Polsce, za portret wykonany we Wrocławiu.

Kolejny portret Daisy z posiedzenia u Rity Martin. Tym razem w wieczorowej sukni, ozdobionej w pasie słynnymi perłami plesskimi. Foto z kolekcji autorki

Innym, datowanym również na 1910 r., portretem księżnej wykonanym przez Ritę Martin jest jej, mylnie do tej pory uznawane za ślubne, zdjęcie które przedstawiłam Państwu w swoim poprzednim wpisie na blogu („Nieporozumienie ślubnej fotografii Daisy“). Jego „stojącą wersję“ oglądnąć można poprzez kliknięcie na ten link: http://news.google.com/newspapers?nid=1368&dat=19270703&id=NV9QAAAAIBAJ&sjid=LA8EAAAAIBAJ&pg=6343,534037 i przejście na drugą stronę pokazanego artykułu.

Daisy ubrana jest na nich w typowo wieczorową suknię, w którą musiała się przebrać w studyjnej garderobie. Jej pas przewiązany jest długim sznurem słynnych plesskich pereł. Perły te widoczne są na kolejnym portrecie zrobionym przez Ritę Martin, tym razem bardziej intymnym, którym księżna zilustrowała pierwsze wydanie swojej książki „Daisy of Pless by Herself“. Kredyt pod reprodukcją potwierdza autorstwo Rity.

Ikoniczny już dzisiaj wizerunek księżnej von Pless spowitej w plesskie perły. Foto Rity Martin zreprodukowane w pierszym wydaniu pamiętników Daisy.

Omówione powyżej ujęcia pochodzić muszą z tej samej sesji zdjęciowej. Trudno bowiem wyobrazić sobie, żeby ksieżna von Pless wyjmowała z sejfu drogocenny sznur pereł za każdą swoją wizytą w studiu fotograficznym.

Moim zdaniem dyskusyjna jest data ich powstania. Rok publikacji, 1910, może być mylący. Osobiście, z moich długoletnich badań nad Lafayettem, znam mnóstwo przypadków, kiedy sprzedawał on prasie fotografie sprzed pięciu, dziesięciu, czy nawet dzwudziestu lat!

W 1910 r. Daisy przyjechała do Anglii w szóstym miesiącu ciąży z trzecim synem Bolkiem na chrzciny córeczki Shelagh, Marii Konstancji, które odbyły się w Londynie 25 lipca. Towarzyszył jej tylko malutki Lexel. Resztę czasu spędziła spokojnie w Newlands, do momementu wyjazdu z matką na rozwiązanie w Niemczech. Jestem więc prawie pewna, że jej wizyta u Rity Martin miała miejsce rok wcześniej.

Osobą, która kryła się pod pseudonimem „Rita Martin“ była Margaret Weir Martin (1875 – 1958). Jej starsza siostra Charlotte Elizabeth Martin (1869 – 1919), znana jako Lallie Charles, otworzyła swoje pierwsze londyńskie studio fotograficzne w  1896 r. Zatrudniła do pomocy Ritę i ich młodszą siostrę Isabel. W 1908 r. przeniosła  atelier do bardziej prestiżowej lokacji na Curzon Street, Mayfair. Siostry rozstały się w 1906 r., kiedy Rita wykupiła studio fotograficzne H.J. Godbolda, mieszczące się pod numerem 74 na Baker Street. Obie osiągnęły wielki sukces komercjalny.

Inspiracją w karierze była dla Lallie nieco starsza Alice Hughes, która specjalizowała się w portretach kobiet, matek z dziećmi i dzieci z wyższych sfer. Jej styl jednak uprościła, pozbywając się wielu „wiktoriańskich“ elementów w scenografii ujęć.  Siostra Rita poszła w tym kierunku jeszcze dalej, fotografując swoich klientów na zupełnie neutralnym tle i tylko z pojedynczym rekwizytem jak ławeczka, postument, kanapka, krzesło lub taboret. Ta elegancka prostota była tak znamienną cechą stylu Rity Martin, że do dzisiaj służy identyfikacji jej zdjęć. Pomocne są przy niej także powtarzające sie w jej fotografiach sprzęty, jak półkolista ławka widoczna na tzw „wrocławskim“ portrecie ksieżnej Daisy z synami. Poniżej reprodukuję, wykonany przez nią, portret Evelyn Millard, w którym również ją wykorzystała.

 Portret aktorki Evelyn Millard, w którym Rita Martin wykorzystała ten sam rekwizyt półkolistej ławki, jaki widoczny jest na zdjęciu księżnej z Hanselem i Lexelem.

Read Full Post »

Amatorskie przedstawienia teatralne były bardzo popularną rozrywką wśród angielskiej arystokracji. Często łączone ze zbiórką dla organizacji dobroczynnych, przyjmowały mniejsze lub większe rozmiary w zależności od wagi problemów, które te organizacje starały się rozwiązać. Apele o znaczeniu narodowym, prowadzone przez obywatelskie komitety pod patronatem rodziny królewskiej, miały największy rozmach. Ich funkcje odbywały się w najlepszych domach londyńskich (jak Grosvenor House, często użyczany za darmo przez księcia i ksieżną Westminsteru), a na koncerty i spektakle wynajmowano sale renomowanych teatrów. Wszyscy uczestnicy brali w nich udział nieodpłatnie i sami ponosili koszty kostiumów i produkcji.

Okres Bożego Narodzenia był szczególnie popularny dla występów. Duże i małe sceny w całym kraju wystawialy wtedy, do dziś tak popularne, pantomimy, a w prywatnym gronie czlonkowie zebranej na święta rodziny sami organizowali się w zespoły teatralne i muzyczne lub grupy tzw „żywych obrazów“.

 

Rezydencja księstwa Devonshire w Chatsworth, miejsce wystawnych przyjęć styczniowych, w których Daisy i Hans von Pless uczestniczyli od 1902 do 1907 r.

Księżna Daisy von Pless próbowała przeszczepić te rodzinne i narodowe tradycje na grunt niemiecki, ale jej sukces był połowiczny i często okupiony kłótniami z konserwatywnym mężem. Ewentualnie pozwolił jej na publiczne występy charytatywne, ale ograniczały się one raczej do poważnego śpiewania solo lub w duecie, bez przebierania się, tańców lub niefrasobliwych żartów, na które pozwalała sobie przed angielską publicznością. Te ostatnie dopuszczalne były tylko na terenie ich rezydencji w kręgu bliskich przyjaciół. Jedynym znanym mi wyjątkiem było, opisane przez lady Townley, manekinowe widowisko otwarte dla publiczności w berlińskim domu Vatera. Postawa Hansa trąci hipokryzją. Nigdy bowiem nie zabronił żonie występów w Chatsworth, siedzibie księcia i ksieżnej Devonshire, którą regularnie odwiedzali zimą od 1902 to 1907 r. Jakież było moje zdziwienie, kiedy odkryłam niedawno, że – wbrew powszechnemu mniemaniu – oprócz króla Edwarda VII, królowej Aleksandry i przebywających tam gości, oglądały je setki ludzi z zewnątrz! Z powodów znanych tylko jemu, nie przeszkadzało Hansowi, że jego żona zachowywała się w Anglii dokładnie tak, jak zabraniał się jej zachowywać w Niemczech.

„Double Duchess“ Louise, księżna Devonshire, z domu von Alten (1832 – 1911)

Panią na Chatsworth była wtedy Louise von Alten, pochodząca z jednego z najstarszych hanowerskich rodów szlacheckich. Po śmierci męża, księcia Manchesteru, w 1892 r. wzięła ślub ze swoim długoletnim przyjacielem, księciem Devonshire, zdobywając tym sobie przydomek „Double Duchess“ („Podwójnej Ksieżnej“). Była wpływową hostessą polityczną o silnej osobowości i żelaznym charakterze. Zaprzyjaźniona od lat z księciem Walii, jej pozycja wzrosła jeszcze bardziej, gdy w 1901 r. został on królem Edwardem VII. Być na liście jej gości znaczyło wiele. Plessowie się na niej znaleźli, bo król lubił towarzystwo Daisy, a Louise, jako germanofilka, dbała by wśród zaproszonych było zawsze parę Niemców. Najbardziej politycznie przydatnym z nich, okazał się baron von Eckardstein. Daisy zaś, szybko stała się niezbędnna z powodu swojego scenicznego talentu, pasji i zaangażowania, które przyczyniły się do sławy dorocznych przedstawień teatralnych w Chatsworth. „Najlepszych jakie pamiętam!“ – przyznała po latach hrabina Warwick.

Razem z księżną von Pless, regularnie występowali w nich panna Muriel Wilson (ta sama, która przez moment kontemplowała małżeństwo z bratem Daisy, Georgem), pani Williamowa James, lady Maud Warrender, Leo Trevor (dramaturg i aktor), Frank Mildmay (wokalista i komediant) oraz kapitan Philip Jeffcock. Okazyjnie dołączali do nich inni profesjonalni lub amatorscy aktorzy, jak również utalentowani przyjaciele i znajomi. Premierę poprzedzały, utrzymywane w wielkiej tajemnicy, kilkudniowe próby, na które wkradała się czasem ukradkiem królowa Aleksandra. Scenografia była zawsze starannie opracowana i często pełna niespodzianek.

Daisy traktowała swoje aktorstwo poważnie, wykazując dużą incjatywę w doborze repertuaru, włącznie z zamawianiem dla siebie nowych sztuk i kompozycji. Po raz pierwszy wystąpiła w Chatsworth w 1902 r. Wystawiono wtedy dwie sztuki: A Commission (Zamówienie) Weedona Grossmitha i, specjalnie na tą okazję napisaną przez Leo Trevora, A New Year’s Dream (Noworoczny Sen). Księżna von Pless zagrała rolę Lalki w A New Year’s Dream, a potem odśpiewała w duecie z lordem Hyde arię z Samson and Delilah.

 

Dusza przedstawień teatralnych w Chatsworth, amatorski aktor i dramaturg, Leo Trevor (1865 – 1927). Karykatura Leslie Warda, opublikowana w Vanity Fair w listopadzie 1905 r.

W 1903 r. wykonała muzyczny monolog The Eternal Feminine (Niepoprawna Kobiecość). Akt zaczął się sceną w obskurnym pokoiku, gdzie bohaterka przygotowywuje się do opuszczenia Paryża i kochanka, którego oskarża o bezduszność. Swoją złość przelewa na niewinny niczemu kapelusz, by wreszcie przepięknie zaśpiewać Give Me Your Heart (Daj Mi Swoje Serce). Zaraz potem przechodzi jednak do figlarnej melodii You are not the Only Pebble on the Beach (Nie jesteś Jedynym Kamyczkiem na Plaży). W tym momencie nadchodzi liścik od umiłowanego, w którym prosi by przyszla na lunch i kupiła mu po drodze papierosy. Ucieszona, wykonuje kilka taktów szalonego tańca i znika ze kulisami. Po przerwie pojawiła się jako Duch w zabawnej jednoaktówce Roberta Marshalla, Shades of Nights (Odcienie Nocy), w której towarzyszyli jej Muriel Wilson, Frank Mildmay i Leo Trevor. „Sztuka poszła bardzo dobrze, a ja osobiście miałam dużą przyjemność w graniu Ducha, najlepszej ze wszystkich partii“ – zapisała. (tłumaczenie © Barbara Borkowy) Wcześniej widzowie mieli okazję obejrzenia epizodu z wojny francusko-pruskiej z Muriel Wilson w roli Blanche D’Evean oraz kapitanem Jeffcockiem i Leo Trevorem jako jej miłosnych rywali, oraz „muzycznego wydarzenia“ The Dancing Girl and the Idol, skomponowanego przez Dorę Bright do słów Hon. Pani Alfred Lyttelton. Rolę tańczącej Namonny zagrała w nim panna Muriel Wilson, a miłosną pieśń na początek i zakończenie odśpiewała lady Maud Warrender.

Lady Maud Warrender śpiewa, a panna Muriel Wilson tańczy. Ilustracje z The Graphic z kolekcji autorki

 

 

Na sezon 1904 r. Leo i Harry Trevor dostarczyli „współczesnego“ Kopciuszka (Cinderella). W roli tytułowej wystąpiła pani William James, księcia milionera zagrał Sir Hedworth Williamson, a Leo Trevor wcielił się w cztery postacie: Fairy Godmother, Tommy Trottera, szofera i narratora. Daisy i Muriel Wilson odniosły wielki sukces jako dwie Brzydkie Siostry. Komicznym elementem tej pantomimy było spełnienie marzenia Kopciuszka, pragnącej automobilu, który dostała… wraz z gwarancją, że „nie przekroczy on nigdy [ówczesnego limitu prędkości] pięciu mil na godzinę.“ Parę „kapitalnych piosenek“ i „niezapomnianych tańców“ w wykonaniu pani William James i księżnej von Pless uznano powszechnie za przeboje tego spektaklu. Widzom podobały się również przedstawione w nim „żywe obrazy“, zwłaszcza portret „Księżnej Georginy Devonshire“ Gainsborough zaaranżowany przez pannę Muriel Wilson. Na zakończenie programu, powtórzono ubiegłoroczne muzyczne widowisko The Dancing Girl and the Idol, którego para królewska nie widziała, bo choroba Edwarda VII wstrzymała ich wtedy przed przyjazdem do Chatsworth.

Zaawansowana ciąża nie pozwoliła Daisy wziąć udziału w przedstawieniu  teatralnym w 1905 r. Nadrobiła to w dwójnasób następnego roku, występując solo w prawie godzinnej fantazji muzycznej Lotus, którą napisali dla niej Harold Simpson i Charles Braun na podstawie birmańskiej pieśni miłosnej. W czasie aktu przebierała sie trzy razy. Królowa Aleksandra tak ten występ polubiła, że księżna von Pless musiała go specjalnie dla niej powtórzyć. Spektakl zawierał również jednoaktową farsę lady Bell, zatytułowaną Time is Money (Czas to pieniądz), w której główną rolę zagrał zawodowy aktor, Charles Hawtrey. Towarzyszyły mu Muriel Wilson jako Mrs Murray i lady Maud Warrender jako Susan.

Księżna Daisy von Pless w potrójnej aranżacji piosenek na występie w Chatsworth w styczniu 1907r. Ilustracje z The Graphic z kolekcji autorki

 

 

1907 by ostatnim rokiem po-Bożo Narodzeniowych (tzw Twelfth Night) przyjęć w Chatsworth, które skończyły się z chorobą i śmiercią 8. księcia Devonshire w 1908 r.  Daisy uznała go za najlepszy w jej aktorskiej karierze: „Dla większego efektu, wyszłam na scenę jako ostatnia i zaśpiewałam trzy pieśni [jej występ był zatytuowany A Contrast in Three Songs]. W przerwach kiedy się przebierałam, puszczano kinematograf [z polowania na lisy], żebym nie musiała się śpieszyć. Pierwsza pieśń [Yum-Yum’a, The Moon and I] była z Mikado; miałam na głowie brązową perukę i wyglądałam o wiele lepiej, niż w swoich własnych głupich blond włosach [księżna włożyła również kimono z deseniem lilii, a w ręce trzymała wachlarz]. Druga była pieśnią czarnych niewolników [o tytule What’s the Matter with the Moon Tonight, czyli Co stało się z Księżycem dzisiejszej Nocy], którą wykonałam ubrana w ubogą suknię i obszerny blado-niebieski kapelusz filcowy, kończąc ją krótkim tańcem z czerwonym płóciennym parasolem. Na koniec odśpiewałam francuską piosenkę Bemberga Il Neige (Śnieg) w nowym, ładnym ubranku saneczkowym z Książa, białej czapeczce ozdobionej kiścią ostrokrzewu, białej mufce udekorowanej jemiołą i wysokich czerwonych butach. Otaczały mnie jodły pokryte watą, a [z góry] spadały malutkie płatki bialego paperu, kreując śliczny, choć może nie tak oryginalny, efekt śniegu.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)  Wcześniej panna Muriel Wilson i vicehrabia Duncannon zagrali w komedii R.C. Cartona The Ninth Valse (Dziewiąty Waltz), po której słynny wokalista, pan Walter Kirby, odśpiewał I’ll Sing Thee Songs of Araby. Gdy skończył, na scenę weszła ponownie panna Muriel Wilson, tym razem by wykonać pas seul [taniec solo]. Lady Maud Warrender zakończyła tą cześć programu niemiecką pieśnią Still wie die Nacht. Za produkcję całego przesdstawienia odpowiedzialny był hrabia Mensdorff.

 

Dystyngowani goście i gospodarze wchodzą na salę teatru w Chatsworth w 1907r. W pierwszej parze książę Devonshire prowadzi królową Aleksandrę; za nim król Edward VII z księżną Devonshire. Ilustracja z The Graphic z kolekcji autorki

Teatrzyk w Chatsworth zaaranżowano w 1902 r. w dawnej sali balowej, znajdującej się w jednej z pałacowych wież. Urządzono w nim niewielką scenę dla aktorów i trzystuosobowe audytorium – o wiele większe, niż ilość gości zapraszanych przez księstwo Devonshire na styczniowy pobyt w ich rezydencji. Zadecydowano więc sprzedawać nadwyżkę miejsc po dziesięć szylingów każde, a zarobione pieniądze przeznaczać na lokalne cele charytatywne. Pomysł okazał się tak popularny i chętnych widzów było tak wielu, że poproszono aktorów o dwa wieczory występów. Oczywiście, priorytetem było zdobycie biletów na pierwszy dzień, na którym spotkać można było króla i królową, ale i drugi cieszył się zawsze pełną frekwencją. Bardzo demokratycznie, bilet mógł nabyć każdy – szlachcic, gentelman, kupiec, rzemieślnik czy chłop – jeśli tylko znaleźli się odpowiednio wcześnie w kolejce. Za kasę biletową robił urząd pocztowy w pobliskiej wsi Edensor.

Widzów wpuszczano od godziny dziewiątej wieczorem. Nie spiesząc się, mogli zatrzymać się na chwilę w tzw. Wielkiej Galerii i podziwiać zgromadzone tam rzeżby. Gospodarze i ich dystyngowani goście, skończywszy obiad, ustawiali się w małą procesję na ceremonialne wejście do teatru. Widok ich, ubranych w wieczorowe stroje z orderami i wspaniałą biżuterią, był spektaklem samym w sobie.

Kurtyna podnosiła się punktualnie o dziesiątej.

Read Full Post »

Zanim księżna von Pless stała się widoczną postacią na scenie brytyjskiej socjety, w kręgu towarzyskim księcia Walii (tzw „Marlborough House Set“) prym wiodła inna „Daisy“ –  starsza o 12 lat Franciszka Ewelina, hrabina Warwick.

Franciszka Ewelina „Daisy“, hrabina Warwick (1861 – 1938). Portret Ellisa Williama Robertsa.

Olbrzymią fortunę po dziadku, 3. vicehrabiu Maynard, odziedziczyla już w wieku trzech lat, stając się od razu pożądaną partią na ówczesnym rynku matrymonialnym. Sama królowa Wiktoria starała się później o jej rękę dla syna Leopolda, ale pod każdym względem niezależna Franciszka ofertę odrzuciła. Z własnego wyboru, wyszła za mąż w 1881 r. za Franciszka Greville, lorda Brooke. W pierwszych czterech latach małżeństwa urodziła mu troje dzieci, włącznie z nieodzownym dziedzicem, by potem oddać się beztrosko własnemu życiu jako wciąż młoda i piękna kobieta, hostessa i kochanka. Po burzliwym romansie ze słynnym uwodzicielem, lordem Charlesem Beresfordem, wpadła w ramiona księcia Walii (przyszłego króla Edwarda VII), z którym była w związku od 1890 do 1898 r.

Lord Brooke odziedziczył tytuł hrabiego Warwick w 1893 r., a wraz z nim imponujący, historyczny zamek Warwick Castle. Zanim tam zamieszkali, nowa kasztelanka przeprowadziła w nim obszerny remont, włącznie z instalacją elektryczności i wszelkich nowoczesnych wygód. Dwa lata póżniej gotowa była otworzyć drzwi swojej nowej rezydencji dla gości. „Parapetówka“, na którą zostali zaproszeni okazała się niezwykle wystawnym przyjęciem, którego przepych odbił się szerokim echem wśród współczesnych i wywołal w przyszłości niespodziewane reperkusje.

Romantyczny zamek, Warwick Castle, gdzie Daisy Warwick urządziła swój slynny Ball Poudré w 1895 r.

Czterysta wybranych osób otrzymało eleganckie zaproszenia. Wśród nich znaleźli się książę i księżna von Pless oraz dziewietnastoletnia siostra księżnej, Konstancja [Shelagh] Cornwallis-West. Warunkiem uczestnictwa było przyjście w kostiumie z epoki francuskiego króla Ludwika XV lub XVI z obowiązkową peruką, albo wypudrowanymi na biało włosami.

Zamek Warwick został bajecznie przekształcony na idealną sceną dla zaplanowanego widowiska. Służba ubrana była wedle mody poprzedniego stulecia, a w dekoracji wnętrz wyeksponowano przedmioty pochodzące z tamtych czasów. Kolorystycznie dobrane kwiaty zdobiły każde pomieszczenie. Nie zapomniano nawet o odpowiednim oświetleniu, które osiągnięto za pomocą  2 000 świec woskowych i przykryciu elektrycznych żarówek przypominającymi świeczki abażurami. Muzykę zapewniła słynna wtedy orkiestra, White Viennese Band. Na uczestników czekała wystawna kolacja, na której – w środku zimy – nie zabrakło nawet świeżych truskawek!

 Goście w kostumach z czasów Ludwika XV i XVI w Komnacie Cedrowej zamku Warwick. Ilustracja opublikowana w czasopiśmie Graphic w lutym 1895 r., ze zbiorów autorki

Po przekroczeniu holu i tzw. „czerwonego salonu“, goście witani byli przez gospodynię na progu wspaniaej „komnaty cedrowej“, którą przeznaczono na tańce. W atmosferze swojego pomysłu, Daisy Warwick przyjęła rolę królowej Marii Antoniny. Hrabia Warwick wystąpił jako feldmarszałek armii Ludwika XVI-go.

Piękno i bogactwo jej stroju – arcydzieła ówczesnego paryskiego mistrza  haute couture, Wortha – zapierało dech. Miała na sobie aksamitną suknię z deseniem jasnych róż, obsypanych złotym brokatem, stanik której, obrębiony muślinem ze złotymi koronkami, wysadzany był diamentami. Długi, niebieski, aksamitny tren wyszywany złotymi liliami heraldycznymi spływał z tyłu spod kołnierza pokrytego w całości diamentami. Wypudrowane włosy ozdabiały różowe i białe strusie pióra spięte diamentową egretą.

Hrabina Warwick jako królowa Maria Antonina. Foto: Warwick Castle

Wieczór zaczęto kadrylem, który hrabina Warwick poprowadziła w parze z Austriacko-Węgierskim Ambasadorem, księciem Deym. Portugalski Minister, Monsieur de Soveral tańczył z księżną Sutherland, przebraną za królową Marię Leszczyńską, żonę Ludwika XV-go. Księżna von Pless pląsała z hrabią Warwick, a jej mąż z lady Feodorowną Stuart, personifikującą Madame Pompadour. Brat gospodarza, Hon. Sydney Greville, jako członek Gwardii Szwajcarskiej, był partnerem panny Shelagh Cornwallis-West – „wysokiej, smukłej dziewczyny o wielkich ciemnych oczach, wyglądającej ślicznie w otalkowanej koafiurze, ubranej w suknię z białej satyny, skopiowanej z obrazu Roslina, przedstawiającego dziewicę dekorującą posąg Miłości.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

 

Obraz Aleksandra Roslina (1718 – 1793), przestawiający Dziewicę dekorującą posąg Miłości (po lewej), której strój skopiowany został w kostiumie Shelagh Cornwallis-West. Foto Shelagh: Warwick Castle

Jej starsza siostra Daisy wybrała bardziej ryzykowną rolę i przyszła przebrana za słynną w 18. wieku aktorkę, Adrianę Lecouvreur, która, jak mówi legenda, została zamordowana przez swoją rywalkę księżnę de Bouillon. W niektórych relacjach prasowych, jej kostium zinterpretowano jednak jako przedstawienie księżnej Poligniac, bliskiej przyjaciółki Marii Antoniny.

Ubrana była w „wyborną białą suknię satynową, której dolna spódnica ozdobiona została szerokim haftem ze złotymi, turkusowymi i brylantowymi ornamentami; odwrócona na przodzie górna spódnica ukazywała jasno-niebieskie podbicie, również obficie haftowane, tak jak i biały satynowy stanik; prześliczne rękawy w kształcie muszli były w delikatnej niebieskiej tonacji; wyśmienita diamentowa i turkusowa biżuteria dopełniała całości, a upięte wysoko opudrowane włosy ozdabiały strusie pióro i wyrafinowane klejnoty.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Księżna Daisy von Pless przebrana za słynną w 18. wieku aktorkę, Adrianę Lecouvreur. Foto: Warwick Castle

Hans Pless przebrał się za Viscomte de Bragalonne, postać z epopeji Aleksandra Dumasa o muszkieterach, wkładając bardzo wiarygodny zielony mundur z czerwoną kamizelką, pokryty z przodu obramowanymi złotem białymi wypustkami, obcisłe bryczesy, białe jedwabne pończochy i buty z klamrami. Na głowie miał przymusową białą peruczkę.

Książę Jan Henryk XV von Pless jako muszkieter Viscomte de Bragalonne. Foto: Warwick Castle

Bal trwał do ranka następnego dnia. „Dobrze już świtało, gdy ucichł odgłos kół ostatniej karocy“ – skomentował finał reporter magazynu Queen.

Książę i księżna von Pless wrócili do Breggrove Hall w sąsiednim hrabstwie Leicestershire, który wynajęli na sezon zimowego polowania. W tej pięknej palladiańskiej rezydencji podejmowali liczne grono przyjaciół, dla których również urządzili wkrótce wspaniały bal.

Palladiański Breggrove Hall w Leicestershire, skąd Plessowie polowali zimą 1895 r.

Wydając te wystawne przyjęcia, angielska arystokracja uciszała swoje sumienie, jak i publiczne zarzuty o ekstrawagancję, przekonaniem spełniania ważnej funkcji społecznej – zapewniania zarobku tysiącom ludzi niższych klas, włączonych w ich organizację. Konserwatywna prasa wręcz do tego zachęcała. Tygodnik The Court Circular wyraził nadzieję, że fancy dress  bal hrabiny Warwick zacznie całą serię podobnych wydarzeń w londyńskim sezonie 1895 r. Wyśmiał przy tym ostatnie zapędy purystów, z panią Ormiston Chant na czele, którzy po połowicznym sukcesie w walce z „nieprzyzwoitymi“ teatrami rewiowymi, przystąpili do ataku na bale kostiumowe, które uznali za „wygodne zasłony rozpusty.“

Daisy Warwick, przeto, była wielce zaskoczona nieprzychylnymi reportażami w radykalnej prasie, a zwłaszcza komentarzem edytora lewicowego The Clarion, pana Roberta Blatchforda, który uznał jej kosztowny bal gloryfikujący „dekadencką“ epokę za niedopuszczalny „kiedy wychudzony i obdarty rzemieśnik pełza zawstydzony pod murami zamku, błagając – jak o jałmużnę – by pozwolonu mu popracować!, [podczas gdy] tysiące funtów wydanych zostało na kilkugodzinną, dziecinną maskaradę, [na której] mężczyźni i kobiety paradowali przed obustronnie zawistnymi oczyma, idiotycznie rywalizując w nieokiełzanym trwonieniu pieniędzy.“ Na koniec jeszcze dodał: „Coż za wulgarne saturnalia kiczowatej dumy!“, by wreszcie stwierdzić: „ Żal mi bardzo biednej, choć bogatej hrabiny Warwick…“ (tłumaczenia © Barbara Borkowy)

Oskarżenia Blatchforda nie dawały hrabinie spokoju. Od paru przecież lat finansowała założoną przez siebie szkołę koronkarską dla biednych dziewczyn, którym z własnej kieszeni wypłacała co tydzień uposażenie. Czyżby Blantchford nie czytał jej artykułu opublikowanego w Pall Mall Gazette na dwa tygodnie przed balem, w którym ubolewała nad poszerzającą się przepaścią w dystribucji bogactwa kraju? Postanowiła go więc skonfrontować i niezapowiedziana zjawiła się w jego redakcji. Po paru godzinach dyskusji o socjaliźmie, Daisy Warwick wiedziała że jej „spojrzenie na życie nigdy nie będzie już takie same, jak przed tym spotkaniem.“ „Stałam się kimś, kto znalazł nowy realny świat…“ – stwierdziła. (tłumaczenia © Barbara Borkowy)

Radykalizacja jej poglądów była stopniowa, ale konsekwentna. W 1904 r. wstąpiła do Federacji Socjaldemokratycznej, a po 1.wojnie światowej do Partii Pracy.

Read Full Post »

Polscy internauci i fani księżnej Daisy natknęli się niedawno na nieznane im do tej pory zdjęcie. Niniejszy blog przedstawia jego historię.

W południe 5 stycznia 1907 r. kawalkada pięciu aut zajechała przed rezydencję Rangemore Hall w hrabstwie Staffordshire. Prowadził ją gospodarz domu, lord Burton; w pozostałych samochodach siedzieli wykwintni goście, którzy  przyjechali w odwiedziny z oddalonego o czterdzieści mil Chatsworth – rezydencji księcia Devonshire. Z trzeciego auta wysiadł król Edward VII i towarzyszące mu damy: pani Keppel i księżna Daisy von Pless.

 Rangemore Hall koło Burton-upon-Trent, który król Edward VII odwiedził dwukrotnie: w 1902 i 1907 r.

Miejsce było dobrze znane królowi. Odwiedził je poprzednio w lutym 1902 r. Była to wtedy wizyta oficjalnie zapowiedziana i trwająca parę dni. Gospodarze mieli czas, żeby się do niej przygotować i spełnić wszelkie oczekiwania swojego monarchy, włącznie z wyposażeniem w nowym wschodnim skrzydle domu dyskretnego mieszkania dla jego ówczesnej kochanki, pani Lilly Langtry.

Rangemore Hall był siedzibą rodu Bassów, właścicieli browaru Bass w Burton-upon-Trent, założonego przez ich przodka w 1777 r. Produkowane przez nich piwo, zwłaszcza gatunek Pale Ale, było znane i dostępne na terenie całego Imperium Brytyjskiego. Eksportowano je również do Europy.

 Browar Bass w Burton-upon-Trent produkował piwo od 1777 r.

Znak firmowy browaru, łatwo rzucający się w oczy Czerwony Trójkąt, zarejstrowany został już w 1876 r. i piwo Bass stało się pierwszą zastrzeżoną marką w Wielkiej Brytanii. O jego wielkiej popularności niech świadczy fakt, że w latach 1880-tych było sprzedawane nawet w paryskich klubach, co Edouard Manet uwiecznił na obrazie „Bar w Folies Bergére“ (1882).

 „Bar w Folies Bergére“ (1882) Edouarda Maneta. Piwo Bass, ze znakiem czerwonego trójkąta, widoczne jest wśród butelek szampana

Program oficjalnej wizyty Edwarda VII w Burton w 1902 r. objął inspekcję słynnego browaru, gdzie król uroczyście odkręcił kurek z gorącą wodą i zapoczątkował proces fermentacji nowego mocnego piwa. Po paru latach dojrzewania, jego pierwsza, limitowana edycja, wypuszczona została na rynek w 1905 r., a następna, już znacznie większa, w 1911 r. Nazwane „King’s Ale“, piwo to sprzedawane było w eleganckich, wytłoczonych i zakorkowanych butelkach ze specjalną etykietą. Egzemplarze, które przetrwały do naszych czasów osiągają na aukcjach cenę nawet 80 funtów!

Butelka i etykieta piwa King’s Ale

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ponowna wizyta króla w Ragemore Hall w styczniu 1907 r. miała czysto prywatny character. Wpadł po prostu ze swoimi przyjaciółmi, z którymi świętował Nowy Rok w Chatsworth, na lunch do znajomego – Michaela Arthura Bassa, 1. barona Burton (1837 – 1909), piwowara, ale także zasłużonego polityka, członka Izby Lordów i wielkiego filantropa.

Goście przeszli do jadalni natychmiast po przyjeździe. W czasie posiłku serwowano im w tradycyjnych srebrnych kuflach King’s Ale – pamiętne piwo z 1902 r. Jak donosił później The Burton Observer, Edward VII był nim wielce usatysfakcjonowany!

Po lunchu wszyscy przenieśli się do ogrodu, gdzie czekał na nich lokalny fotograf, Ernest Abraham, by uwiecznić okazję zbiorowym portretem.

Następnego dnia witryna jego studia na Station Street w Burton-upon-Trent oblepiona była zdjęciami, które wtedy wykonał, a których przykład reprodukowany jest poniżej. Przedstawieni są na nim od lewej do prawej, w tylnym rzędzie: Ambassador Austriacko-Węgierski i lady Alice Stanley; w drugim rzędzie : Hon. Col. Legge, Markiz  Soveral, księżna Devonshire, Hamar Alfred Bass, lord Elcho, panna Jane Thornewill, królowa Alexandra, lord Burton (Michael Arthur Bass), lady Mar & Kellie i książę Henry von Pless oraz w rzędzie frontowym: lady Noreen Bass, panna Muriel Wilson, lady Desborough, lady de Grey, król Edward VII, lady Burton (Harriett Bass), księżna Daisy von Pless, pani Alice Fredrica Keppel i panna Bunny Thornewill. Thornewillowie byli członkami rodziny żony lorda Burtona.

 Portret zbiorowy gospodarzy i gości na lunchu w Ragemore Hall w styczniu 1907 r. Księżna Daisy von Pless siedzi trzecia z prawej w rzędzie frontowym. Foto Ernesta Abrahama, National Brewery Centre, Burton-upon-Trent

 Jak było wtedy w zwyczaju, na zakończenie wizyty król Edward VII i królowa Alexandra posadzili na pamiątkę drzewka w ogrodzie, po czym – o godzinie 15.40 – goście wyruszyli w drogę powrotną. Do Chatsworth dotarli parę minut po 17.00.

Wielka szkoda, że księżna Daisy nie przekazała nam swoich wrażeń z lunchu w Ragnemore Hall, a zwłaszcza opinii jej męża o King’s Ale. Czy je lubił?

Będąc sam właścicielem browaru w Tychach, niewątpliwie był zainteresowany jego historią i smakiem, który musiał różnić się bardzo od piwa tyskiego. Piwo tyskie bowiem było gatunkiem pilsnera, a jego sposób warzenia był diametralnie inny. W przeciwieństwie do piwa angielskiego, osiągane było ono metodą tak zwanej dolnej fermentacji odbywającej się w niskiej temperaturze od 7 do 12 stopni Celsjusza i zamiast wrzącej wody używano do niej lodu.

Dla piwoszy czytających ten blog, pozwolę więc sobie przytoczyć opinię jednego ze szczęśliwców, który miał niedawno okazję spróbować King’s Ale:

„ Kolor przy wlewaniu ciemnobrązowy z rubinowym odcieniem pod światłem. Kombinacja gorzkich owoców, melasy i karamelu z zastanawiająco korzennym, jak medykament, rumem. Delikatnie tytoniowy smak z nutą ciemnej czekolady, ale również interesująco chropowaty, przypominający do pewnego stopnia pieczone kasztany. Pikantność zmniejszająca się w miarę rozgrzania i zasadniczo malejąca. Przyjemny posmak w ustach, mocny ale nie mdlący.“

Read Full Post »

« Newer Posts