Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘India’

Myślałam nad tym długo i poważnie. Coś zawsze nie zgadzało mi się w „smutnych” opisach podróży księcia i księżnej von Pless na subkontynent indyjski. Jej niespełnionych nadziejach i oczekiwaniach, egoistycznym Hansie, któremu w głowie było tylko polowanie na egzotyczną zwierzynę i który w swojej bezduszności śmiał zostawić żonę samą na sześć tygodni… I ta jej niby reinkarnacja z błądzącej w romantycznych marzeniach młodej dziewczyny w dojrzałą kobietę, pogodzoną ze swoim losem…
Dziś przedstawiam Państwu własną opinię, opartą nie tylko na osobistych przemyśleniach, ale także na historycznych źródłach, które wypłynęły od czasów ostatnich biografii księżnej, opublikowanych (nie mówię o wznowieniach lub tłumaczeniach) ponad 10 lat temu. Mam na myśli dwa dokumenty zakupione w 2012 r. przez wałbrzyską Fundację Księżnej Daisy von Pless oraz trzy inne odkryte w trakcie moich badaniach w Wielkiej Brytanii.
Pan John Koch, który miał dostęp do nieopublikowanych fragmentów z pamiętników księżnej Daisy, twierdzi że to książę Walii (późniejszy król Edward VII) był pomysłodawcą wyjazdu Plessów do Indii. Niewątpliwie pomógł im w jego zorganizowaniu, kontaktując Hansa z lordem Williamem Beresfordem, sekretarzem wojskowym kilku wicekrólów indyjskich, w celu omówienia szczegółów. Świadczy o tym list, który napisał do księżnej z Charlottenlundu 21 września 1895 r. (dokument „Daisy 16” w zbiorach Fundacji Księżnej Daisy von Pless). Dowiadujemy się z niego również o zaplanowanej na listopad 1895 r. dacie wyjazdu.
Rzeczywiście w pierwszej połowie tego miesiąca, księżna von Pless z siostrą Shelagh wróciły z Niemiec do Anglii. Daisy chciała spędzić parę dni z rodzicami w Newlands i pożegnać się z przyjaciółmi, zwłaszcza z tym jednym, Gordonem Woodem – jej adoratorem, w którym się podkochiwała. Jak wyznała, mieli w Londynie „dyskretną kolację w [klubie] Bachelor’s, po której zeszli do salonu, gdzie spędzili sami ze sobą czas do godziny pierwszej w nocy…”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy) Gordy podarował jej na podróż przenośne biurko i zieloną poduszkę do siedzenia.

Oldenburg ship

Statek parowy Oldenburg, na którym księstwo von Pless popłynęło do Indii pod koniec listopada 1895 r.

Spotkawszy się z Hansem w Pszczynie, wyjechała z nim do Triestu, gdzie wsiedli na pokład statku parowego Oldenburg, płynącego z Ameryki do Australii. Nie był to „stary i rozpadający się” okręt, jak opisał go w swojej książce pan Koch. Zbudowany w 1891 r. w Glasgow dla Północnoniemieckiego Lloyda, Oldenburg był nowoczesny i w miarę wygodny dla 1 988 pasażerów. Długi na 126 metrów i szeroki na prawie 15, miał trzy pokłady i mógł rozwinąć prędkość 13 węzłów morskich. Wszelkie późniejsze niedogody rejsu spowodowane były niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi.
Towarzyszyli im w podróży: wujek Daisy – Pat FitzPatrick, brat Hansa – hrabia Fritz von Hochberg oraz panna Dugton.
Z notatek księżnej wynika, że 5 grudnia dopłynęli do Brindisi, 7-go do Aleksandrii (gdzie zdołali wyskoczyć na wycieczkę do piramid), a 11-go byli już na Morzu Czerwonym. Przed wypłynięciem w Ocean Indyjski zatrzymali się na krótko w Adenie, gdzie zaraz po przybyciu, 13 grudnia o godzinie 11 w nocy, wybrali się na przejażdżkę w góry. W drodze powrotnej na statek, wpadli na pogawędkę i „wytrawnego szampana” do domu konsula niemieckiego. Pisze o tym, jak również o dalszych wydarzeniach, panna Dugton. Jej relacja w maszynopisie przetrwała we fragmentach i znajduje się dzisiaj w zbiorach Fundacji Księżnej Daisy von Pless.
Pasażerom niewątpliwie dokuczała monotonia dni na otwartym morzu. Opatuleni w koce na leżakach próbowali czytać, a dla ćwiczenia spacerować po pokładzie, w czym przewodził Hans wyznaczając sobie do pokonania dzienną normę kilometrów. Z nudów zaczął nawet grać w bezika z Włochami, których początkowo ignorował i uczestniczył w spontanicznie organizowanych turniejach.
Daisy i panna Dugton zaprzyjaźniły się z małym, zabawnym Amerykaninem, Rayem. Miały też dla rozrywki pieska, który wabił się Comfy. Czasami płatały psikusy, wkładając na przykład zgniłą cebulę do łóżka Pata! Przede wszystkim jednak snuły już teraz plany co do podróży powrotnej. Tym razem postanowiły skorzystać z bardziej komfortowego serwisu linii żeglugowej austriackiego Lloyda i, oddając głos pannie Dugton: „wypłynąć końcem lutego [lub] początkiem marca, [bo] chcemy przez osiem dni zażywać rozrywki w Kairze, potem zaś płynąć do Neapolu, na Capri, do Amalfi, Sorrento, na Ischę. Następnie [spędzić] kilka dni w Rzymie ze względu na galerie i antykwariaty (…), a 1 maja być we Florencji, [by] (…) świętować moje urodziny w Montaldo [włoskiej rezydencji hrabiego Fritza von Hochberg]. Pozwolić Daisy tańczyć na różnych balach, a siebie pozwalać zapraszać na miłe kolacje. Hans odbierze Daisy w trakcie swojej drogi powrotnej z Indii końcem maja, podczas gdy Pat przez Japonię i Amerykę wróci do domu [sam]”. (tłumaczenie © Magdalena Woch)
Ku niezadowoleniu wszystkich przepływ do Cejlonu (dzisiejszej Sri Lanki) wydłużał się z powodu silnego prądu i wiatru. Według relacji panny Dugton, statek „podskakuje i przewala się się z jednej strony na drugą, rozpaczliwie dudni silnik. Niekiedy fale pryskają aż po drugi pokład. (…) Daisy wymiotuje lub z zimnymi okładami leży w swoim łóżku wśród całej góry poduszek z konwulsjami żołądka podobnymi do objawów cholery”. (tłumaczenie © Magdalena Woch)
Kiedy wreszcie, na początku stycznia 1896 r., Oldenburg dowlókł się do Colombo, księżna von Pless była tak wycieńczona dyzenterią, że – jak donosiła gazeta The Friend of India and Statesman – „musiała być zniesiona na ląd na noszach”.
W tym samym czasie co Plessowie, przybyli do Indii odrębnymi drogami dwaj inni gentelmani, którym los pozwolił później ich spotkać. Na szczęście dla nas, zostawili na ten temat rekolekcje: jeden – anonimowy urzędnik irlandzki – w postaci manuskryptu, który zatytułował Ponownie dookoła Świata, drugi – major S.H. Pollen – w postaci bezcennego albumu fotograficznego!
Daisy dochodziła do siebie prawie dwa tygodnie i dopiero 13 stycznia ich grupka wyruszyć mogła na nowo do Indii. Tam, już pociągiem, jechali okrężną drogą do Kolkaty przez Madras, Bombaj i Hyderabad. Słowo księcia Walii sprawiło, że wszyscy uprzejmie ich gościli, włącznie z ówczesnym wicekrólem, hrabią Elginem i gubernatorem Madrasu, baronem Wenlockem. Poznali, oczywiście, wielu rodzimych władców, w tym Aga Khana i Nizama Hyderabadu, Asafa Jah VI. Ten ostatni, którego bardzo polubili, podjął ich szczególnie wystawnie. Wizytę tą opisuje w szczegółach wspomniany powyżej urzędnik irlandzki, który wtedy był również jego gościem. Gospodarz oprowadził ich po swoim pełnym przepychu pałacu i pochwalił się wyśmienitymi stajniami. Potem zabrał ich na wyżynę Dekan (Deccan Plateau) na pokaz polowania na przepięknych arabskich rumakach. Następnego dnia, po prezentacji umiejętności jeździeckich, miała miejsce wyprawa do słynnych ruin miasta Golkondy.

golconda9

Ruiny starego fortu i miasta Golkondy w Hyberabadzie. Foto: India Pictures

Z relacji panny Dugton wiemy, że zwiedzili także Agrę, a w niej takie cuda jak Taj Mahal, Czerwony Ford, grobowiec Itmad-Ud-Daulah oraz Mauzoleum Akbara w pobliskiej Sikandrze. Pełni wrażeń zbliżali się do głównego celu swojej eskapady – polowania w dżungli Cooch Beharu, zorganizowanego dla nich przez maharadżę Sir Nripendra Narayana.

Sir Nripendra Narayan, maharadża Cooch Behar i jego żona Siniti Devi byli najbardziej postępowymi władcami indyjskimi. Ich księstwo w zachodnim Bengalu stawiane było przez brytyjskich kolonizatorów za przykład progresywnej administracji z udziałem reprezentacji obywateli. W wyniku częstych i długich wizyt w Anglii weszli głęboko w tamtejsze życie towarzyskie. Młody, przystojny i wysportowany maharadża był szczególnie popularny. Trafił nawet do Newlands, gdzie spotkał nastoletnią dziewczynkę Daisy. Któż by przypuszczał, że za parę lat stanie się ona obiektem jego pożądania…

Cooch_Behar_caricature

Sir Nripendra Narayan, maharadża Cooch Behar (1863 – 1911). Wspóczesna karykatura indyjskiego władcy.

Jedną z wielkich pasji maharadży były polowania i, jak każdy z krwi i kości myśliwy, prowadził drobiazgowy ich dziennik. Opublikował go w 1908 r. pod tytułem Thirty Seven Years of Big Game Shooting in Cooch Behar, the Duars, and Assam: A Rough Diary. Rozdział XIII poświęcony jest łowom, na które w lutym 1896 r. przybyła grupa księcia von Pless. Innymi uczestnikami byli: maharani Siniti, jej brat Peter Sen, P. Burgess, Lowis, major S.H. Pollen, hrabia Fritz von Hochberg, J. Ezra, Aaron Ezra i Sir Ben Simpson.
Obóz wyjściowy usytuowany został w Mahakulguri i już pierwszego dnia, 20 lutego, myśliwi mieli okazję zabicia tygrysa i dwóch bawołów. Następny dzień, w Guigaon, był jeszcze lepszy, choć zaczął się bezskutecznym strzelaniem do nosorożca. W sumie, do 27 marca, ustrzelono 10 tygrysów, 3 leopardy, 5 nosorożców, 7 bawołów, 4 bizony, 6 niedźwiedzi, 2 jelenie azjatyckie, 5 jeleni moczarowych, 3 jelenie indyjskie, 2 antylopy i 6 dzików. Zainteresowanych szczegółami i wymiarami upolowanych zwierząt odsyłam na link: http://archive.org/stream/thirtysevenyear00bhgoog#page/n212/mode/2up
W tej skrupulatnej kronice wyczytać także możemy o niezwykłych sytuacjach, w jakich znaleźli się uczestnicy polowania: odkrycie leoparda na drzewie, tonięcie słonia w bagnach i jego ośmiogodzinna akcja ratunkowa, ucieczka na wolność do dżungli innego słonia z konwoju, czy panika służby i słoni zaatakowanych najpierw przez bizona, a potem leoparda.
Niebywałym komplementem tych opisów są cudowne fotografie wykonane w wolnych chwilach przez majora S.H. Pollena: zdjęcia grupowe podczas postojów lub z trofeami myśliwskimi, portrety słoni – wśród nich jednego niosącego maharanię z Hansem i drugiego maharadżę z Daisy, zdjęcia przekraczania rzeki Reidak, jak również rejestrujące tak prozaiczne scenki jak poranną toaletę.
Sto sześćdziesiąt sześć tych fotografii, dokładnie opisanych i oprawionych w album, zostało sprzedanych za 1 020 funtów w kwietniu 2008 r. na aukcji kolekcji Kanwardipa Gujrala przeprowadzonej przez Bonhams’a. Poniżej reprodukuję jedną z nich, z księżną von Pless pośrodku.

Bonhams_2

Uczestnicy polowania na grubego zwierza w dżungli Cooch Behar w lutym i marcu 1896 r. Pośrodku księżna Daisy von Pless. Foto majora S.H. Pollena/Bonhams

Zawsze wrażliwa na piękno natury, Daisy była zafascynowana dżunglą Cooch Beharu. Nawet po wielu latach, przywołać wciąż mogła chwilę brzasku „ze wschodzącym złotym słońcem i białymi mgiełkami przykrywającymi szczyty gór; a za chwilę brzęk ptaków i szelest owadów w wysokiej trawie i ten dziwny szept unoszący się dookoła, kiedy każdy listek budził się delikatnie z nocnej drzemki i zaczynał trzepotać”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Według dziennika maharadży, Plessowie opuścili obozowisko po południu 16 marca 1896 r. udając się do Kolkaty. Reszta towarzystwa kontynuowała polowanie do 27 marca. Rozkochany, w niecały miesiąc, w Daisy, i natychmiast za nią tęskniący, mahardża wziął się za pisanie miłosnych listów, błagających ją o przyjęcie gościny, tym razem w jego pałacu.
Zgodnie z planem, Hans wyjechał na kolejne łowy do Madrasu. Księżna von Pless i panna Dugton miały zacząć podróż powrotną do Europy, tak jak to omówiły na pokładzie Oldenburga. Daisy zmieniła jednak decyzję i zgodziła się na propozycję maharadży. Był to jej własny wybór, w obliczu którego zamilknąć powinny wszelkie oskarżenia Hansa o egoizm i bezduszność w pozostawieniu młodziutkiej żony samej w obcym kraju na długich sześć tygodni! Osobiście mówię mu teraz „przepraszam”, że i ja kiedyś tak o nim myślałam.

coochbehar

Rezydencja maharadży Cooch Behar, gdzie księżna Daisy gościła w marcu i kwietniu 1896 r., kiedy jej mąż polował w południowych Indiach. Stan obecny.

Zamężna od czterech lat, Daisy wiedziała już więcej o życiu i męsko-damskich relacjach. Jako młoda, piękna kobieta o wesołym usposobieniu, wzbudzała zainteresowanie przechodzące często w admirację. Grono jej adoratorów szybko się powiększało, co niewątpliwie satysfakcjonowało jej kobiecą próżność. O zdradzie męża nie myślała, ale nie odmawiała sobie tego dreszczu emocji jaką zapewniał flirt. Nagły wybuch miłości maharadży musiał być miłą niespodzianką.
Młodziutka księżna von Pless nie przewidziała jednak, że namiętność egzotycznego adoratora przekroczy ustalone towarzyskimi konwencjami reguły „europejskiego” flirtu. Rozgorączkowany maharadża nie dawał jej spokoju wyznaniami i gestami swojego uczucia. Doszło do tego, że pewnego dnia musiała, po prostu, przed nim uciekać i poślizgnąwszy się na marmurowej posadzce, zraniła bardzo twarz. Przeleżała potem z zakrytą głową dwa tygodnie w łóżku, przy którym zakochany i pełen poczucia winy maharadża klękał, modlił się i głaskał ją po czole.
Maharani, pomimo że jej wtedy w pałacu nie było, znając swojego kochliwego męża doskonale wiedziała kto jest obiektem jego nowych emocji. Nic więc dziwnego, że Daisy nie czuła się wygodnie w jej obecności i z niechęcią myślała o kurtuazyjnej wizycie, którą musiała jej złożyć w Darjeeling. O tym jak chłodno została przyjęta, przeczytać możemy między linijkami noty zawiadamiającej o wyjeździe księżnej von Pless z Indii, zamieszczonej w gazecie The Friend of India and Statesman 06 maja 1896 r.: „Jej Wysokość, księżna von Pless, która przez ostatnie dwa tygodnie była gościem maharadży i maharani Cooch Behar, opuściła Darjeeling by dołaczyć do męża, który poluje w południowych Indiach, w drodze powrotnej do domu. Maharadża towarzyszył jej w podróży aż do Kolkaty, ale bez maharani, która nie mogła z nimi pojechać z powodu nagłej choroby…”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Nie wiem, czy to z przyczyny przygód Daisy, czy chęci Hansa do przedłużenia polowań, ale Plessowie wyjechali z Indii później niż początkowo planowali. Nie zdążyli się więc zjawić w Ruthin na czas bardzo ważnej dla rodziny Cornwallis-Westów uroczystości – uczczenia wieku dojrzałości młodego dziedzica, Georga, jaka miała miejsce 15 maja 1896 r. Oczekiwana tak bardzo siostra zjawiła się w Walii dopiero po tygodniu.
Po bardzo zajmującym Sezonie londyńskim, książę i księżna von Pless wrócili w lipcu na Śląsk, gdzie znowu wpadli w wir, tym razem niemieckiego, życia dworskiego i towarzyskiego. We wrześniu sami podejmowali licznych gości w Książu. Nie zabrakło wśród nich dwóch „ulubionych” adoratorów Daisy: Gordona Wooda i maharadży Cooch Behar.

Reklamy

Read Full Post »