Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘hunting’

Po udanej wyprawie turystycznej jachtem siostry po kanałach Holandii, księżna von Pless wróciła do synków, pozostawionych pod jej nieobecność u rodziców w Newlands. Dzidzuś Bolko nie czuł się najlepiej, więc Daisy postanowiła odsunąć datę wyjazdu do Niemiec. Czas spędzała na zabawach z dziećmi, kąpielach w morzu i wypadach z Shelagh na regaty do pobliskiego Cowes. Zauważono ją tam elegancko ubraną w „niebieski kostium żeglarski, mały kapelusik i czerwoną apaszkę”.
Hans wybrał się na kurację do Marienbadu (Marianskich Lazni), a ona na leczenie nóg do Bagnolles w Normandii. Rodzinka spotkała się ponownie w Promnicach, skąd wszyscy wyjechali razem do Książa. Tam, w październiku, dotarło do nich grono przyjaciół z Anglii, włącznie z siostrą Shelagh.
Zbliżał się czas polowań, a z nim łowieckie wizyty cesarza Wilhelma II. W tym roku, 1911, po raz pierwszy uhonorował on swoją obecnością bliskich znajomych Plessów, hrabiostwo von Francken-Sierstorpff w ich śląskiej rezydencji, Żyrowej. Książę i księżna von Pless nie mogli odmówić ich zaproszenia.

281377

Manierystyczno-barokowy pałac w Żyrowej był prezentem ślubnym ojca hrabiny Mary von Francken-Sierstorpff. Foto: http://www.dolnyslask.org.pl

Hrabia Johannes von Francken-Sierstorpff i jego żona Maria (nazywana także Mae lub Mayą) byli częstymi gośćmi na przyjęciach w Książu – bardziej chyba z wyboru Hansa, niż Daisy, która nie miała o nich najlepszego zdania. Hrabiego, nazywanego przez przyjaciół „Sturmem”, uważała za plotkarza i „głośnego, grubego niemieckiego snoba”, a hrabinę określiła kiedyś jako „Amerykankę, żądną sukcesu towarzyskiego i małpującą wszystkie moje stroje”.
Hrabina von Francken-Sierstorpff pochodziła rzeczywiście z nowojorskiego Brooklynu. Była jedyną córką Edwina F. Knowltona, producenta wyrobów ze słomy. Nie był on bogaty na skalę amerykańskich potentatów finansowych, ale ciężką pracą dorobił się jako takiego majątku. Mae poznała swojego przyszłego męża na balu w Newport. Ich wesele odbyło się w jej rodzinnym mieście 26 kwietnia 1892 r. W prezencie ślubnym dostała od ojca zespół pałacowy w Żyrowej.
Edwin F. Knowlton popełnił samobójstwo w 1898 r, zapisując córce dożywotnie użytkowanie funduszu powierniczego wartości 1 200 000 dolarów.
Kajzer znał dobrze hrabiego Johannesa von Francken-Sierstorpffa z czasów nauki na uniwersytecie w Bonn, gdzie obydwoje byli członkami elitarnego bractwa studenckiego, Borrusia Corps. Wypadł on jednak z jego łask z powodu późniejszej skłonności do hazardu, czego cesarz absolutnie nie tolerował. Z tej samej przyczyny zraził się do hrabiny, która, wkrótce po przyjeździe do Niemiec, wygrała pokaźną sumę w karty z jego szwagrem, księciem Ernestem Guntherem von Schleswig-Holstein.
Choć przyjmowani na dworze, odsuwani byli od intymnych spotkań. Jeszcze w 1903 r., księżna von Pless opisywała rozpacz Marii, która – „jak wiem będzie wypłakiwała się całą noc Sturmowi” – bo podczas regaty w Kilonii nie została zaproszona ani na lunch na pokładzie cesarskiego jachtu „Hohenzollern”, ani na obiad wydawany przez bratową Wilhelma II, księżną Henrykową Pruską.
Decyzja przyjazdu kajzera do Żyrowej, była więc publiczną nobilitacją gospodarzy. Mae była przeszczęśliwa, a wraz z nią cała prasa zza oceanu, która entuzjastycznie zamieszczała sprawozdania z przygotowań do i z przebiegu pierwszej cesarskiej wizyty pod dachem Amerykanki!
Sierstorpffowie starannie się do niej przygotowali. Aby przypadkiem nie zabrakło ptactwa do odstrzału, hrabia sprowadził z Czech 5 000 dodatkowych bażantów, pomimo wielkiej ich ilości na własnych polach. Zarządził też budowę nowej elektrowni, która zasilić miała tysiące świateł wspaniałej iluminacji. Hrabina zaś zaplanowała dla zacnego gościa tradycyjny obiad na Święto Dziękczynienia (Thanksgiving) i podała mu do spróbowania słodkie ziemniaki i pieczonego indyka z sosem żurawinowym oraz, na deser, kruche babeczki z dżemem („mince pies”).
Cesarz spędził w Żyrowej dwa dni, od 30 listopada do 1 grudnia, po czym – wraz z księciem i księżną von Pless – wyjechał na kolejne polowanie, tym razem na grubego zwierza do Pszczyny.
Tak ważna okazja musiała oczywiście zostać uwieczniona na zdjęciu, które później rozpowszechniono wydaniem karty pocztowej. Jedną z nich, którą reprodukuję poniżej, ma w swoich zbiorach organizacja „Dolny Śląsk”. Do jej opisu, pozwoliłam sobie włączyć parę nazwisk osób, które byłam w stanie dodatkowo zidentyfikować.

176037

Goście na polowaniu w Żyrowej 30 listopada – 01 grudnia 1911 r.Od lewej do prawej: książę Lichnowski, baron von Jasisch, księżna Lichnowska, książę Hans Heinrich von Pless, hrabia Johannes von Francken-Sierstorpff, hrabia Strachwitz, dr Niedner, księżna Daisy von Pless, Leo von Caprivi, książę von Ratibor, hrabia Edwin von Francken-Sierstorpff, hrabina Mary von Francken-Sierstorpff, hrabia Platen, cesarz Wilhelm II, hrabia Wojciech con Francken-Sierstorpff, hrabia Jan Klemens von Francken-Sierstorpff oraz czterech niezidentyfikowanych gentlemenów. Foto: http://www.dolnyslask.org.pl

Księżna Daisy nie mogła się doczekać możliwości otwartej i szczerej rozmowy z cesarzem, gdy ten stał się gościem w jej domu przez cztery dni, od 1 do 5 grudnia (proszę zwrócić uwagę, że dotychczasowe biografie ksieżnej von Pless mylnie umiejscawniają tą wizytę na listopad 1911 r.). Fakt, że przybył do Pszczyny z licznymi dostojnikami niemieckimi, wśród których nie zabrakło jawnych wrogów Anglii i orędowników zbrojnej konfrontacji, nie zbił jej z tropu. Już wcześniej, z Bagnolles, napisała do niego list z krytyką niefortunnego wysłania do Maroka kanonierki „Panther” i prośbą o złagodzenie politycznej burzy poprzez zwołanie konferencji, jaką przyrzekł w maju królowi brytyjskiemu, Jerzemu V. Teraz chciała go przekonać, że antygermańskie nastroje w Anglii nie są tak powszechne i głębokie, jak prezentują mu je jego doradcy – na tyle tchórzliwi, że nie stać ich na własne zdanie i dyskusję.
Po wyjeździe cesarza, zaprosiła do siebie barona von Stumma, pracownika Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gotowego – jak ona – zrobić wszystko, by doprowadzić zwaśnione rządy do obrad przy stole. Ten cel oraz „tłumacznie jednego kraju drugiemu” przyświecał jej kolejnemu wyjazdowi do Anglii. Dopieła go, pomimo ataku choroby, który przykuł ją do łóżka.
Radością i dumą napełnił ją fakt, że kajzer wyraził w końcu zgodę na dyplomatyczną wymianę opinii pomiędzy Berlinem a Londynem i że misję tą powierzono szanowanemu przez nią politykowi, Lordowi Haldane. Ucieszył ją również wynik tak oczekiwanej konferencji na temat wpływów niemieckich w Afryce, która pozostawiwszy Francji Maroko, przydzieliła Niemcom protektorat nad częścią Francuskiego Konga. Jak się okazało, było to za mało i za późno. Cesarstwo Niemieckie nie tylko nie zaprzestało zbrojeń, ale je zwiększyło otrzymawszy na to pozwolenie Reichstagu.
Rozmowy księżnej von Pless z cesarzem Wilhelmem II w Pszczynie w grudniu 1911 r. były początkiem jej niestrudzonej działalności antywojennej. Niestety nie zmieniły biegu rzeczy.

49784

Lord Richard Burdon Haldane (1856 – 1928). Jego pertraktacje z Niemcami w lutym 1912 r. uznane zostały początkowo za sukces, który jednak okazał się połowicznym.

Kiedy, w kwietniu 1917 r., Ameryka przystąpiła do działań wojennych, rząd USA zainteresował się majątkiem niemieckim ulokowanym w tamtejszych bankach. W listopadzie 1918 r. podjęto decyzję zarekwirowania mienia tych obywateli amerykańskich, którzy poprzez związek małżeński weszli w rodziny niemieckie lub austriackie. Na liście tych osób znalazła się także hrabina von Francken Sierstorpff. Zabrano jej olbrzymi fundusz powierniczy założony dla niej przez ojca, jak również obligacje wartości 3 600 dolarów, 21 457 dolarów w gotówce i polisę ubezpieczeniową na 10 000 dolarów.
Hrabia Johannes von Francken-Sierstorpff zmarł w 1917 r. Hrabina Maria przeżyła go o 12 lat.

Reklamy

Read Full Post »

Poczynając od babci księżnej von Pless, lady Olivii FitzPatrick, kobiety jej rodziny wydawały na świat dziewczynki, które w swojej urodzie były ekstremalnie przeciwne. Matka Daisy, ciemnowłosa i ciemnooka Patsy Cornwallis-West, była zupełnie różna od swojej jasnowłosej siostry Minnie. Shelagh i Daisy reprezentowały tak odmienne rysy i kolory, że dla określenia ich kontrastu znajomi sięgali do takich metaforycznych porównań jak Księżyc i Słońce lub Dzień i Noc. Urodzone w następnym pokoleniu córki Shelagh, Ursula i Mary, regułę tą potwierdziły.

Ursula odziedziczyła po ojcu jasne, rudawo-blond włosy i niebieskie oczy, jego rysy i wysoką, męską posturę. Mary natomiast, choć też wysoka, była ciemna i chuda i wyglądała identycznie jak matka.

Shelagh_daus_1912

Konstancja (Shelagh), księżna Westminsteru z córkami: 12-letnią Ursulą i 2-letnią Mary. Foto z kolekcji autorki

Pierwsza siostrzenica księżnej von Pless, lady Ursula Mary Olivia Grosvenor, urodziła się 21 lutego 1902 r. Ciocia Daisy zapisała wtedy w dzienniku: „Oczywiście Shelagh i Bendor woleliby chłopca, ale dzieciątko jest tak słodkie i kochane, że oboje szybko zapomnieli, iż oczekiwali dziedzica.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy) Jako dziecko jednego z najbogatszych ludzi w Anglii, małą Ursulę od początku otaczał dobrobyt i wygoda.

Jej ciągle bardzo młody tatuś, spełniając własne chłopięce zachcianki przekształcił rodową rezydencję, Eaton Hall, w eksluzywny „park rozrywki” służący każdej jego pasji. Zbudował tor z przeszkodami do jazdy konnej, włącznie z basenem do skoków na wodzie. Stajnie wypełnił końmi różnej maści i przeznaczenia. Kupił dla siebie dwa samochody osobowe, a dla gości zmotoryzowane wagony, które ułatwiły im szybkie przemieszczanie się od jednego wydarzenia do drugiego. Kiedy przyszła mu na to ochota, jeździł własną lokomotywą po prywatnym torze kolejowym. Gdy padało szedł na kryty kort tennisowy. Z lądu przenosił się na morze, po którym rejsował jachtami lub wyścigował się motorówkami. Zależnie od sezonu, polował u siebie w Cheshire lub jechał do Szkocji. W sierpniu podejmował graczy w polo na swój coroczny turniej. Jego żona, Shelagh, była równie aktywna. Ich córeczka Ursula zaczęła jeździć na koniu w wieku pięciu lat, a w wieku dziesięciu wzięła udział w pierwszym polowaniu.

Będąc tylko o rok młodszą od synka Daisy, Hansela, Ursula niemal od razu stała się jego towarzyszką zabaw, kiedy rodzice przyjeżdżali z nim do Anglii lub rodziny spotykały się na wakacjach w południowej Francji. Dzieci bardzo się ze sobą zżyły, a ich przyjaźń przetrwała do końca życia.

Nie wiadomo mi, czy Shelagh kiedykolwiek przywiozła małą Ursulę do Ksiąźa. Daisy, która odwiedzała Anglię co roku, cześciej podrzucała swojego synka siostrze, a raczej najętym przez nią opiekunkom i guwernantkom. Czasami pobyt Hansela u cioci trwał całymi miesiącami. Stało się tak na przykład podczas ciąży księżnej Daisy z Lexelem, którego rodziła w Londynie i z którym wróciła do Eaton Hall dopiero po pięciu tygodniach po porodzie.

Kiedy, po 1905 r., siostry zaczęły razem wyjeżdżać na długotrwałe wycieczki zagraniczne, przekazywały swoje pociechy pod skrzydła dziadków. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby zdarzało się to sporadycznie, ale ich następujące jedne za drugimi wspólne czy indywidualne wyjazdy, we współczesnej ocenie sprowadzały się do niedopuszczalnego zaniedbywania obowiązków rodzicielskich.

Nic więc dziwnego, że gdy  pod koniec stycznia 1908 r. siostry wynajęły na dwa miesiące willę Cynthia w Cap Martin na francuskiej Riwierze i Ursula z braciszkiem Edwardem wysłani zostali do babci Sibell Grosvenor, jej mąż, George Wyndham, zauważył jak bardzo „dzieci łaknęły miłości i bezpretensjonalnych zabaw.” Na szczęście lady Sibell poświęciła im dużo czasu i energii, pozwalając im ustawiać pociąg ze wszystkich krzeseł w jadalni, używać dzwonka alarmowgo jako sygnału na przyjazdy i odjazdy z wyimaginowanych stacji, lub siedziała z nimi na podłodze budując na tacy ogród z piasku i odpowiadając cierpliwie na tysiące pytań. Zaraz po powrocie z Francji, Shelagh przewiozła dzieci do dziadków Westów w Ruthin, by móc pojechać z Daisy na dwa miesiące do Hiszpanii.

Urodzony w listopadzie 1904 r. synek Bendora, Edward, miał pięć latek gdy dostał fatalnego w skutkach zapalenia wyrostka robaczkowego. Jak zwykle jego matka była na wyjeździe, z którego wprawdzie natychmiast wróciła, by się nim zająć, ale jej mąż i tak zwalił winę za śmierć dziecka na jej nieobecność. Jego rozpocz po utracie syna i dziedzica stała się przysłowiowym gwoździem do trumny ich małżeństwa. Stan rzeczy zmienić tylko mogło wydanie na świat kolejnego męskiego potomka.

W kwietniu 1910, Shelagh i Daisy wyjechały znów razem na południe Francji, tym razem do Cimez koło Nicei. Obydwie były w ciąźy i matka Patsy dołączyła, by się nimi opiekować. Ostatnia szansa uratowania małźeństwa Westminsterów zniknęła, kiedy Shelagh urodziła 27 czerwca 1910 r. córeczkę, a nie wyczekiwanego przez wszystkich chłopca. Zrozpaczona Patsy doniosła Daisy: „[Shelagh] spojrzała na nią tylko raz, i to w ciemnościach, a Bendor w ogóle… Bóg tylko może im pomóc…” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)  Dziecko otrzymało imię Mary. Jej chrzestną matką została księźna von Pless.

Księżna Daisy bardzo źle przeszła połóg swojego trzeciego dziecka Bolka. Poród był ciężki, a nieodpowiednia opieka lekarska przyniosła w konsekwencji zatrucie organizmu („septic poisoning”), po którym księżna już nigdy nie doszła do zdrowia. W ramach rekonwalescencji Hans przewiózł ją w styczniu 1911 r. z powrotem do Cimez. Siostra Shelagh przyjechała tam pod koniec lutego i, z myślą o dłuższym pobycie, wynajęła w sąsiedztwie eksluzywną willę The Bungalow. Przywiozła też ze sobą małą Ursulę, którą Daisy z czułością opisała w pamiętniku: „z jasno-rudymi włosami o wielu odcieniach, wielkimi niebieskimi i zdumionymi oczami i kochaną twarzyczką.”  (tłumaczenie © Barbara Borkowy) Najbardziej z jej przyjazdu ucieszył się Hansel.

Ursula_painting

Lady Ursula Grosvenor na portrecie namalowanym w 1907 r. przez Mary Lemon Waller

Jako dziewięcioletnia dziewczynka, Ursula musiała już sobie zdawać sprawę z kryzysu w jakim znalazło się małżeństwo jej rodziców. Sytuacja się poprawiła, kiedy Shelagh i Bendor podpisali w czerwcu 1913 r. umowę o seperacji. Zaczęli ze sobą na nowo rozmawiać, a dobro ich córek stało się priorytetem. Zadne z nich nie podjęło złośliwej walki o wyłączność opieki nad dziećmi. Dziewczynki znalazły się pod kuratelą sądu i spędzały po pół roku u każdego z rodziców.

Duchess of Westminster

Mary podczas pobytu u matki Shelagh w jej nowym domu, Annesley Bank w Lyndhurst w październiku 1920 r.

W czasie wojny, pozostawione pod opieką guwernantek, prawie w ogóle ich nie widziały, ale odwiedzały dziadków po obu stronach. Babcia Patsy opisała jedną z ich wizyt w Ruthin w liście do ksieżnej Daisy z 12 grudnia 1914 r.: „Ursula i jej miła opiekunka przyjechały wczoraj samochodem [lady] Sibell na lunch. Ursula była taka kochana wobec dziadka, że staruszek się rozczulił. Mary przybędzie tu w poniedziałek, ale wyślę ją do Eaton [Hall] 23-go, żeby dołączyła do Urszulki. Mają spędzić święta Bożego Narodzenia z Bennym [Bendorem, ich ojcem], lecz Bóg tylko wie gdzie on będzie w tym czasie…  ” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Obydwoje rodzice bardzo się odznaczyli w służbie swojej ojczyźnie: Shelagh jako zarządczyni doskonale funkcjonującego szpitala wojskowego w La Touquet, a Bendor jako organizator i dowódzca oddziału zmilitaryzowanych samochodów na froncie Północnej Afryki. Jego brawurowa wyprawa samochodami w głąb pustyni by uratować, więzionych przez siły Senussiego, rozbitków brytyjskiego okrętu wojennego Tara obrosła legendą. Dziewięcioletnią Mary rozpierała duma, gdy w 1919 r . delegacja wdzięcznych marynarzy przybyła do Eaton Hall by wręczyć jej tatusiowy pamiątkową srebrną szkatułę. W uwielbieniu i podziwie dla ojca, Mary zaczęła podświadomie zachowywać się jak upragniony przez niego syn. Każda pasja i hobby Bendora stały się miłością i treścią jej życia. Kiedy w latach trzydziestych 20. wieku kanony mody zaczęly na to pozwalać, częściej ubierała wygodne spodnie niż elegancką suknię.

Mary_Bendor_Tara

Dziewięcioletnia Mary z ojcem Bendorem podczas uroczystości wręczenia mu srebrnej szkatuły, upamiętniającej jego bohaterski akt uwolnienia rozbitków okrętu Tara

W marcu 1923 r., 21-letnia Ursula zaręczyła się sekretnie z jockeyem Jackem Anthony. Prasa się o tym dowiedziała i wybuch skandal. Rodzice przeciwni byli związkowi. Zaręczyny zostały zerwane, ale Ursula bardzo prędko przyjęła oświadczyny kolejnego wielbiciela koni, Williama Patricka Filmer-Sankey, oficera 1. pułku Life Guards i syna komodora marynarki, Edmunda Richarda Filmer-Sankey. Poślubiła go 23 czerwca 1924 r w katolickim kościele St Mary  na Cadogan Street w londyńskiej dzielnicy Chelsea, pod który zajechała samochodem z ojcem i ich olbrzymim terierem irlandzkim, udekorowanym kokardami w purpurowo-białych wyścigowych kolorach rodu. Siostra Mary była jej drużką. Na wesele przyjechała z Niemiec ciocia Daisy i kuzyn Lexel. Jej zamążpójście było wielkim wydarzeniem towarzyskim stolicy, z elementem sensacji z powodu niezwykłych zaproszeń wystosowanych przez Ursulę dla zamiataczy ulic z dzielnicy Westminster. W kościele obecnych było również 300 mieszkańców z posiadłości Grosvenorów.

Ursula_Wedding_DM

Siostry podczas ślubu Ursuli  23 czerwca 1924 r. W rogu, portret pana młodego, Williama Filmer-Sankey. Foto: The Daily Mirror

W prezencie ślubnym otrzymała od ojca duży dom na prestiżowej ulicy North Audley Street w Londynie, a od wujka przyszłego męża konia wyścigowego. Mama Shelagh włączyła się całkowicie w organizację ceremonii. Jej obecność na ślubie córki nie była niczym skrępowana, Bendor bowiem rozstał się już wtedy ze swoją drugą żoną Violetą Rowley. Ubrana w suknię ze złotego jedwabiu i kapelusz z szerokim rondem, razem z byłym mężem witała dostojnych gości na weselnym przyjęciu w Grosvenor House. Jednym z nich była hrabina Ettie Desborough, która tak opisała pannę młodą: „wysoka na sześć stóp, cudowna smukła figura i cera koloru kwitnącej jabłoni. Bardzo dziecinna i prostolinijna; przedziwna mieszanka ultra dostojności Grosvenorów ze smugą Wild Westów. Przepiękne dłonie, ale włosy złotawego koloru raczej jak u barmanki…” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Sensacją otoczony był także, wydany przez rodziców w 1928 r., debiutancki bal dla ich młodszej córki Mary, na który zaproszeni zostali członkowie rodziny królewskiej i wielu brytyjskich arystokratów. Winston Churchill, bliski przyjaciel Bendora, nie mógł w nim uczestniczyć, ale zmusił żonę, by go reprezentowała, podkreślając: „bardzo lubię Bennego [Bendora], więc mam nadzieję, że udowodnisz to i pokażesz się tam choćby na pół godziny.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy) Osiemnastoletnia Mary dostała w prezencie od tatusia cztery wspaniałe konie.

Kochanką Bendora była w tym czasie Coco Chanel i Mary, bez oporów, umieściła ją na liście gości. W podzięce za ten gest, Coco wydała obiad dla najbliższej rodziny Grosvenorów, na którym nie zabrakło Shelagh i jej drugiego męża Fitza. Na bal jednak nie poszła, obawiając się kontrowersji, którą i tak, chcąc nie chcąc, wzbudziła właśnie swoją nieobecnością. Shelagh przesłała jej notatkę z zapytaniem o zdrowie i zaoferowała pomoc. Wdzięczna Coco odpowiedziała olbrzymim bukietem kwiatów i przeprosinami.

Lata młodości Ursuli i Mary różniły się znacznie od tych, które przeżyły ich matka Shelagh i ciocia Daisy. Epoka edwardiańska ze swoim przepychem i ceremonią, olbrzymimi balami i weekendami we wspaniałych i wielkich rezydencjach wiejskich poszła w zapomnienie. Zatrzymywano się teraz w hotelach, jedzono w restauracjach, a zamiast bali urządzone koktajlowe party. Towarzystwu przewodził młody książę Walii (poźniejszy król Edward VIII) i to on był teraz królewskim gościem na przyjęciach Grosvenorów. Jedno z nich, celebrujące wyścigi konne Grand National w Aintree w marcu 1932 r, Ursula i Mary zorganizowały same pod nieobecność ojca w Eaton Hall.

Ursula_Patrick

Ursula ze swoim synkiem Patrickem Filmer-Sankey na spacerze w Hyde Parku w maju 1931 r.

Ursula miała z Williamem Filmer-Sankey dwóch synów, Patricka i Christophera. Rezydencją rodziny była Holly Lodge w Oxton, w hrabstwie Nottinghamshire. Zgodnie z tradycją, wszyscy jej członkowie zwariowani byli na punkcie koni i polowań. Jeszcze w wojsku Filmer-Sankey był wziętym graczem w polo i podwójnym zdobywcą pucharu Grand Military Gold Cup w Sandown.  Potem był trenerem koni wyścigowych, a następnie został współprezesem myśliwskiego kółka South Notts., w przedsięwzięciach którego jego dzieci brały udział od najmłodszych lat. Ursula też namiętnie polowała, towarzysząc czasem, ciągle bardzo aktywnej sportowo, matce w jej myśliwskich przygodach, takich jak eksluzywne polowania w Gibraltarze.

W 1935 r. William kupił za pieniądze Bendora majątek Assynt w Szkocji, który graniczył z bogatymi terenami łowieckimi teścia w Kylestrome. Obie rezydencje Filmer-Sankeyów były licznie odwiedzane przez gości, a sława Ursuli jako wspaniałej gospodyni była powszechnie znana. Jej znajomy, komik i piosenkarz Douglas Byng, złożył temu pokłon w swojej autobiografii opisując ją jako „najuprzejmniejszą i zupełnie pozbawioną egoizmu przyjaciółkę jaką kiedykolwiek miałem, a przy tym odznaczającą się tym typem eterycznej urody, która przywodziła na myśl obrazy Botticellego.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Jej związek z Williamem nie był jednak udany i para rozwiodła się w 1940 r. W październiku tego roku Ursula wyszła powtórnie za mąż, tym razem bardzo szczęśliwie, za hodowcę ogierów, majora Stephena Vernona.  W marcu 1943 r. urodziła się im córeczka, która niestety zmarła po paru godzinach.

Pomimo tylu wtedy wydarzeń w jej życiu, Ursula nie opuściła w potrzebie swojego kuzyna Hansela, który na czas wojny został internowany jako „wróg narodu”. Jego uniewinnieniem i zwolnieniem zajął się wuj George, ale to Ursula robiła wszystko by zapewnić mu jako taki komfort w obozie i więzieniu, przesyłając mu paczki żywnościowe, podtrzymując na duchu i odwiedzając go tak często jak to było możliwe.

Mary nie była zainteresowana małżeństwem. Lubiła wiejskie życie, terenowe sporty, jachty i szybkie samochody. Była świetnym jeźdźcem i strzelcem. Przed wojną uczestniczyła regularnie w rajdach motorowych w Brooklands i wyścigach samochodowych w Goodwood i Donington Park. Osiadła w majątku Churton, który dobrze prowadziła, powszechnie lubiana przez swoich poddanych. Zaszywała się też często w Szkocji, w ulubionym dworku myśliwskim ojca w Kylestrome lub w Południowej Afryce w ofiarowanej jej przez Bendora posiadłości Westminster na terenie Orange Free State. Jako prawdziwy z krwi i kości myśliwy, prowadziła przez całe życie szczegółowy dziennik swoich zdobyczy.

1946-Lady-Mary-Grosvenor.-Jeans-Cup-2

Mary w jej słynnym Bugatti 37A na rajdzie Jeans Gold Cup w 1946 r.

Po 2. wojnie światowej Ursula zamieszkała ze Stephenem w Irlandii, gdzie mieli dwa domy: główną rezydencję Bruree House w hrabstwie Limerick i i letnią willę Fairyfield w nadmorskim Kinsale, w hrabstwie Cork. Prowadzili tam dostatnią i spokojną egzystencję, włączając się czynnie w życie intelektualne kraju. Do grona ich przyjaciół należeli, między innymi, nowelistka Elizabeth Bowen i malarz Patrick Hennessy, którego obrazy kolekcjonowali.

Choć bardzo przystojna, Mary nigdy nie wyszła za mąż. Gdy wreszcie zrezygnowała z wyczynowych rajdów samochodowych, wzięla na siebie dodatkowe obowiązki prowadzenia majątku Grosvenorów w Saighton i kupiła farmę w Kenii. Zawsze bardzo dobrze zorganizowana, zarządzała sprawnie swoimi licznymi posiadłościami, i, kiedy wymagała tego sytuacja, potrafiła zagrzmieć ostrą reprymendą. Wstydliwa z natury, nie zawiązywała łatwo nowych przyjaźni, ale ci, którzy ją znali żywili do niej respekt i szacunek. Bogactwo i przywileje pochodzenia nie przeszkodziły jej prowadzić swój własny, prosty i szczęśliwy, tryb życia.

Starszy syn Ursuli, Patrick, pozostawił po sobie jednego potomka, Williama. Młodszy, Christopher, zmarł jeszcze za jej życia 25 listopada 1957 r., osierocając dwóch jej wnuków, Dominica Hugh i, urodzonego pośmiertnie, Christophera John Timothego. Ursula zmarła w Londynie w lipcu 1978 r.

Jej siostra, lady Mary Grosvenor, zmarła w wieku 89 lat w czerwcu 2000 r.

Read Full Post »

Zanim księżna von Pless stała się widoczną postacią na scenie brytyjskiej socjety, w kręgu towarzyskim księcia Walii (tzw „Marlborough House Set“) prym wiodła inna „Daisy“ –  starsza o 12 lat Franciszka Ewelina, hrabina Warwick.

Franciszka Ewelina „Daisy“, hrabina Warwick (1861 – 1938). Portret Ellisa Williama Robertsa.

Olbrzymią fortunę po dziadku, 3. vicehrabiu Maynard, odziedziczyla już w wieku trzech lat, stając się od razu pożądaną partią na ówczesnym rynku matrymonialnym. Sama królowa Wiktoria starała się później o jej rękę dla syna Leopolda, ale pod każdym względem niezależna Franciszka ofertę odrzuciła. Z własnego wyboru, wyszła za mąż w 1881 r. za Franciszka Greville, lorda Brooke. W pierwszych czterech latach małżeństwa urodziła mu troje dzieci, włącznie z nieodzownym dziedzicem, by potem oddać się beztrosko własnemu życiu jako wciąż młoda i piękna kobieta, hostessa i kochanka. Po burzliwym romansie ze słynnym uwodzicielem, lordem Charlesem Beresfordem, wpadła w ramiona księcia Walii (przyszłego króla Edwarda VII), z którym była w związku od 1890 do 1898 r.

Lord Brooke odziedziczył tytuł hrabiego Warwick w 1893 r., a wraz z nim imponujący, historyczny zamek Warwick Castle. Zanim tam zamieszkali, nowa kasztelanka przeprowadziła w nim obszerny remont, włącznie z instalacją elektryczności i wszelkich nowoczesnych wygód. Dwa lata póżniej gotowa była otworzyć drzwi swojej nowej rezydencji dla gości. „Parapetówka“, na którą zostali zaproszeni okazała się niezwykle wystawnym przyjęciem, którego przepych odbił się szerokim echem wśród współczesnych i wywołal w przyszłości niespodziewane reperkusje.

Romantyczny zamek, Warwick Castle, gdzie Daisy Warwick urządziła swój slynny Ball Poudré w 1895 r.

Czterysta wybranych osób otrzymało eleganckie zaproszenia. Wśród nich znaleźli się książę i księżna von Pless oraz dziewietnastoletnia siostra księżnej, Konstancja [Shelagh] Cornwallis-West. Warunkiem uczestnictwa było przyjście w kostiumie z epoki francuskiego króla Ludwika XV lub XVI z obowiązkową peruką, albo wypudrowanymi na biało włosami.

Zamek Warwick został bajecznie przekształcony na idealną sceną dla zaplanowanego widowiska. Służba ubrana była wedle mody poprzedniego stulecia, a w dekoracji wnętrz wyeksponowano przedmioty pochodzące z tamtych czasów. Kolorystycznie dobrane kwiaty zdobiły każde pomieszczenie. Nie zapomniano nawet o odpowiednim oświetleniu, które osiągnięto za pomocą  2 000 świec woskowych i przykryciu elektrycznych żarówek przypominającymi świeczki abażurami. Muzykę zapewniła słynna wtedy orkiestra, White Viennese Band. Na uczestników czekała wystawna kolacja, na której – w środku zimy – nie zabrakło nawet świeżych truskawek!

 Goście w kostumach z czasów Ludwika XV i XVI w Komnacie Cedrowej zamku Warwick. Ilustracja opublikowana w czasopiśmie Graphic w lutym 1895 r., ze zbiorów autorki

Po przekroczeniu holu i tzw. „czerwonego salonu“, goście witani byli przez gospodynię na progu wspaniaej „komnaty cedrowej“, którą przeznaczono na tańce. W atmosferze swojego pomysłu, Daisy Warwick przyjęła rolę królowej Marii Antoniny. Hrabia Warwick wystąpił jako feldmarszałek armii Ludwika XVI-go.

Piękno i bogactwo jej stroju – arcydzieła ówczesnego paryskiego mistrza  haute couture, Wortha – zapierało dech. Miała na sobie aksamitną suknię z deseniem jasnych róż, obsypanych złotym brokatem, stanik której, obrębiony muślinem ze złotymi koronkami, wysadzany był diamentami. Długi, niebieski, aksamitny tren wyszywany złotymi liliami heraldycznymi spływał z tyłu spod kołnierza pokrytego w całości diamentami. Wypudrowane włosy ozdabiały różowe i białe strusie pióra spięte diamentową egretą.

Hrabina Warwick jako królowa Maria Antonina. Foto: Warwick Castle

Wieczór zaczęto kadrylem, który hrabina Warwick poprowadziła w parze z Austriacko-Węgierskim Ambasadorem, księciem Deym. Portugalski Minister, Monsieur de Soveral tańczył z księżną Sutherland, przebraną za królową Marię Leszczyńską, żonę Ludwika XV-go. Księżna von Pless pląsała z hrabią Warwick, a jej mąż z lady Feodorowną Stuart, personifikującą Madame Pompadour. Brat gospodarza, Hon. Sydney Greville, jako członek Gwardii Szwajcarskiej, był partnerem panny Shelagh Cornwallis-West – „wysokiej, smukłej dziewczyny o wielkich ciemnych oczach, wyglądającej ślicznie w otalkowanej koafiurze, ubranej w suknię z białej satyny, skopiowanej z obrazu Roslina, przedstawiającego dziewicę dekorującą posąg Miłości.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

 

Obraz Aleksandra Roslina (1718 – 1793), przestawiający Dziewicę dekorującą posąg Miłości (po lewej), której strój skopiowany został w kostiumie Shelagh Cornwallis-West. Foto Shelagh: Warwick Castle

Jej starsza siostra Daisy wybrała bardziej ryzykowną rolę i przyszła przebrana za słynną w 18. wieku aktorkę, Adrianę Lecouvreur, która, jak mówi legenda, została zamordowana przez swoją rywalkę księżnę de Bouillon. W niektórych relacjach prasowych, jej kostium zinterpretowano jednak jako przedstawienie księżnej Poligniac, bliskiej przyjaciółki Marii Antoniny.

Ubrana była w „wyborną białą suknię satynową, której dolna spódnica ozdobiona została szerokim haftem ze złotymi, turkusowymi i brylantowymi ornamentami; odwrócona na przodzie górna spódnica ukazywała jasno-niebieskie podbicie, również obficie haftowane, tak jak i biały satynowy stanik; prześliczne rękawy w kształcie muszli były w delikatnej niebieskiej tonacji; wyśmienita diamentowa i turkusowa biżuteria dopełniała całości, a upięte wysoko opudrowane włosy ozdabiały strusie pióro i wyrafinowane klejnoty.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Księżna Daisy von Pless przebrana za słynną w 18. wieku aktorkę, Adrianę Lecouvreur. Foto: Warwick Castle

Hans Pless przebrał się za Viscomte de Bragalonne, postać z epopeji Aleksandra Dumasa o muszkieterach, wkładając bardzo wiarygodny zielony mundur z czerwoną kamizelką, pokryty z przodu obramowanymi złotem białymi wypustkami, obcisłe bryczesy, białe jedwabne pończochy i buty z klamrami. Na głowie miał przymusową białą peruczkę.

Książę Jan Henryk XV von Pless jako muszkieter Viscomte de Bragalonne. Foto: Warwick Castle

Bal trwał do ranka następnego dnia. „Dobrze już świtało, gdy ucichł odgłos kół ostatniej karocy“ – skomentował finał reporter magazynu Queen.

Książę i księżna von Pless wrócili do Breggrove Hall w sąsiednim hrabstwie Leicestershire, który wynajęli na sezon zimowego polowania. W tej pięknej palladiańskiej rezydencji podejmowali liczne grono przyjaciół, dla których również urządzili wkrótce wspaniały bal.

Palladiański Breggrove Hall w Leicestershire, skąd Plessowie polowali zimą 1895 r.

Wydając te wystawne przyjęcia, angielska arystokracja uciszała swoje sumienie, jak i publiczne zarzuty o ekstrawagancję, przekonaniem spełniania ważnej funkcji społecznej – zapewniania zarobku tysiącom ludzi niższych klas, włączonych w ich organizację. Konserwatywna prasa wręcz do tego zachęcała. Tygodnik The Court Circular wyraził nadzieję, że fancy dress  bal hrabiny Warwick zacznie całą serię podobnych wydarzeń w londyńskim sezonie 1895 r. Wyśmiał przy tym ostatnie zapędy purystów, z panią Ormiston Chant na czele, którzy po połowicznym sukcesie w walce z „nieprzyzwoitymi“ teatrami rewiowymi, przystąpili do ataku na bale kostiumowe, które uznali za „wygodne zasłony rozpusty.“

Daisy Warwick, przeto, była wielce zaskoczona nieprzychylnymi reportażami w radykalnej prasie, a zwłaszcza komentarzem edytora lewicowego The Clarion, pana Roberta Blatchforda, który uznał jej kosztowny bal gloryfikujący „dekadencką“ epokę za niedopuszczalny „kiedy wychudzony i obdarty rzemieśnik pełza zawstydzony pod murami zamku, błagając – jak o jałmużnę – by pozwolonu mu popracować!, [podczas gdy] tysiące funtów wydanych zostało na kilkugodzinną, dziecinną maskaradę, [na której] mężczyźni i kobiety paradowali przed obustronnie zawistnymi oczyma, idiotycznie rywalizując w nieokiełzanym trwonieniu pieniędzy.“ Na koniec jeszcze dodał: „Coż za wulgarne saturnalia kiczowatej dumy!“, by wreszcie stwierdzić: „ Żal mi bardzo biednej, choć bogatej hrabiny Warwick…“ (tłumaczenia © Barbara Borkowy)

Oskarżenia Blatchforda nie dawały hrabinie spokoju. Od paru przecież lat finansowała założoną przez siebie szkołę koronkarską dla biednych dziewczyn, którym z własnej kieszeni wypłacała co tydzień uposażenie. Czyżby Blantchford nie czytał jej artykułu opublikowanego w Pall Mall Gazette na dwa tygodnie przed balem, w którym ubolewała nad poszerzającą się przepaścią w dystribucji bogactwa kraju? Postanowiła go więc skonfrontować i niezapowiedziana zjawiła się w jego redakcji. Po paru godzinach dyskusji o socjaliźmie, Daisy Warwick wiedziała że jej „spojrzenie na życie nigdy nie będzie już takie same, jak przed tym spotkaniem.“ „Stałam się kimś, kto znalazł nowy realny świat…“ – stwierdziła. (tłumaczenia © Barbara Borkowy)

Radykalizacja jej poglądów była stopniowa, ale konsekwentna. W 1904 r. wstąpiła do Federacji Socjaldemokratycznej, a po 1.wojnie światowej do Partii Pracy.

Read Full Post »

Odkąd w maju 1915 r. pałac w Pszczynie stał się główną kwaterą cesarza Wilhelma II, jego bramę przekroczyło wielu niemieckich polityków i dygnitarzy wojennych.

Jednym z nich był as niemieckiego lotnictwa, baron Manfred von Richthofen (1892 – 1918), który wezwany został do sztabu w maju 1917 r.

 Manfred von Richthofen, „Czerwony Baron”, gościł w Pszczynie w maju 1917 r.

Z ponad pięćdziesięcioma zwycięstwami na swoim koncie, von Richthofen był już wtedy bohaterem narodowym. Przezwany „Czerwonym Baronem“ z powodu koloru swojego samolotu, był równie znany i szanowany po przeciwnej stronie frontu.

Zaszczycony takim gościem, książę Jan Henryk XV von Pless (Hans) zaofiarował mu polowanie na żubra – rozrywkę iście królewską, zarezerwowaną do tej pory tylko dla wybrańców. Jak wynika z jego pamiętnika, Manfred von Richthofen docenił bardzo tą unikalną ofertę, świadomy faktu że „za kilkadziesiąt lat nie będzie już żubrów“ na ziemi.

W Pszczynie zjawił się ponownie po południu 26 maja 1917 r. i od razu ze stacji został przewieziony do lasu. Ustawiono go na „podwyższeniu, z którego strzelał do żubrów sam kajser.“  Po dość długim oczekiwaniu, zobaczył nagle wśrod drzew „czarnego olbrzyma“ biegnącego w jego kierunku. Podniecony, przygotował się do strzału, lecz go nie oddał, czekając aż podejdzie jeszcze bliżej. Ale żubr zniknąl w gęstwinie, pozostawiając po sobie przez chwilę odgłosy tupotu i chruczenia oraz wrażenie, które Czerwony Baron tak opisał: „kiedy ten byk się zbliżał, doznałem tego samego odczucia rozgorączkowania, jakie nachodzi mnie gdy będąc w samolocie zauważam w oddali angielskiego pilota, w kierunku którego muszę jeszcze lecieć kolejnych pięć minut by go dosięgnąć.“

Polowania na pszczyńskie żubry zarezerwowane były tylko dla wybrańców

Wkrótce  przybiegł drugi, równie wielki, żubr, do którego Manfred von Richthofen strzelił z odległości osiemdziesięciu jardów, ale nie udało mu się go trafić ani w bark, ani w serce. Pamiętał jednak radę udzieloną mu wcześniej przez Hindenburga: „Musisz wziąć ze sobą dużo naboji (…), bo ta bestia nie umiera łatwo. Jej serce leży głeboko i zazwyczaj się w nie nie dosięga.“  Dopiero trzecia kula zatrzymała żubra, który padł pięćdziesiąt jardów od Czerwonego Barona i zdechł po pięciu minutach.

W drodze powrotnej z polowania Manfred von Richthofen przystanął w Promnicach, gdzie Hans oprowadził go po zameczku myśliwskim. Do Pszczyny dotarli przed zmierzchem.

Zameczek myśliwski w Promnicach, który von Richthofen zwiedził po polowaniu. Foto: Wild und Hunt

Po wizycie,  zapisał w swoim dzienniku: „Posiadłość księcia von Pless nie jest zwyczajnym rezerwatem. Ciągnie się na milionie arów i żyją na niej dostojne jelenie, których nie widział jeszcze żaden człowiek. Nawet leśnicy ich nie znają. Czasami są odstrzeliwane. Ktoś może błąkać się po tym lesie tygodniami i nie spotkać żubra. Są takie okresy w roku, że w ogóle nie można go znaleźć. Żubry lubią ciszę i potrafią ukryć się dobrze  w gąszczu gigantycznej puszczy.“

Jego przepowiednia, że „za kilkadziesiąt lat nie będzie żubrów“ na ziemi, nieomal sprawdziła się znacznie wcześniej. Już podczas swojego pobytu w Pszczynie wiedział o losie żubrów w Białowieży, pisząc z odrobiną ironii: „Puszcza białowieska ucierpiała okropnie podczas działań wojennych. Wiele wspaniałych żubrów, które powinny były być łowione przez cara i innych monarchów, zostało zjedzonych przez niemieckich muszkieterów.“

W 1918 r. w lasach pszczyńskich było wciaż ponad 70 żubrów. Jednakże zawierucha powojenna na Górnym Śląsku, w tym kłusownictwo i beztroskie polowania stacjonujących tam oficerów sił alianckich, zdziesiątkowała ich pogłowie do pięciu sztuk w 1921 r. i tylko trzech w 1924 r.! Gdyby nie determinacja zoologa Jana Sztolcmana, który odbudował ich populację rozmnażając ocalałe żubry Hochbergów z okazami z ogrodów zoologocznich, ani w Pszczynie, ani w Białowieży już by ich nie było.

Read Full Post »