Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Hochberg’

20 lipca minie 70 lat od nieudanego zamachu na życie Adolfa Hitlera, dokonanego w 1944 r. przez pułkownika Clausa Schenka hrabiego von Stauffenberga. Bomba, pozostawiona przez niego w teczce na sali konferencyjnej kwatery „Wilczy Szaniec” we Wschodnich Prusach, wybuchła zabijając cztery inne osoby, ale tylko raniąc Hitlera w prawe ramię.

Zamach ten był pierwszym krokiem w akcji, która przeszła do historii pod pseudonimem „Walkiria”. Jej głównym celem było odsunięcie siłą nazistów od władzy i stworzenie nowego rządu, z Carlem Friedrichem Goerdelerem jako kanclerzem oraz Ludwikiem Beckiem jako prezydentem. stauffenberg

Pułkownik Claus Schenk hrabia von Stauffenberg (1907-1944), jeden z przywódców operacji „Walkiria” i wykonawca zamachu na Hitlera 20 lipca 1944 r.

Odważny żołnierz, ciężko ranny podczas walk w Tunezji, hrabia von Stauffenberg nie był jedynym niemieckim patriotą pozbawionym złudzeń co do katastrofalnej polityki Hitlera. O wynik wojny i losy swojej ojczyzny martwiło się wielu wysokich rangą oficerów Wermachtu, działaczy społecznych i światłych członków germańskiej arystokracji. W odwecie za spisek, ponad 200-tu podejrzanych natychmiast rozstrzelano, pozostałych 5 000 nieco później, a setki innych osadzono w więzieniach i obozach koncentracyjnych. Niewielu wie, że wśród nich znalazł się siostrzeniec księcia Jana Henryka XV von Pless, książę Friedrich III zu Solms-Baruth.

Friedrich Herman Christian Hans III, książę zu Solms-Baruth urodził się 25 marca 1886 r. w Kliczkowie. Był najstarszm synem księcia Friedricha II zu Solms-Baruth i jego żony, hrabianki Idy Luizy („Lulu”) von Hochberg. W 1914 ożenił się w Poczdamie z księżniczką Adelheid von Schleswig-Holstein-Sonderburg-Glucksburg, z którą miał później pięcioro dzieci: cztery córki i jednego syna – Friedricha IV zu Solms-Baruth (1926-2006). Tutuł i majątek po ojcu odziedziczył w 1920 r. friedrich_iii-zu-solms-baruth_large

Siostrzeniec księcia Jana Henryka XV von Pless, książę Friedrich III zu Solms-Baruth (1886-1951), anty-nazistowski dysydent zaangażowany w spisek „Walkiria”.

Jako zagorzały rojalista i krytyk hitlerowskiego nacjonalizmu, książę Friedrich III zu Solms-Baruth stał się z czasem członkiem grupy podobnie myślących rodaków, spotykających się od maja 1942 r. na dyskusje polityczne w Krzyżowej (Kreisau) koło Świdnicy – śląskiej rezydencji hrabiego Helmuta von Moltke. Ten tzw „Krąg Krzyżowej” („Kreisauer Kreis”) postawił sobie za cel odtworzenie federalnego państwa niemieckiego i przywrócenie w społeczeństwie zasad chrześcijańskiego współżycia. Niektórzy jego członkowie byli nawet za przywróceniem konstytucyjnej monarchii, wierząc że ten ustrój nie dopuści w przyszłości do przejęcia władzy przez kolejnego dyktatora. Choć „Krąg Krzyżowej” był w kontaktach z innymi dysydentami, odgradzał się od prób zabicia Hitlera, obawiając się, że udany zamach uczyni z niego męczennika. Drogę do zmian widział w zbliżającej się dyskredytacji partii nazistowskiej i klęsce Niemiec w rozpętanej przez nich wojnie. Gestapo aresztowało hrabiego von Moltke w styczniu 1944 r. 11 stycznia 1945 r. skazany został na śmierć. „Krąg Krzyżowej” się rozpadł. Część jego byłych członków zaczęła się skłaniać ku idei zbrojnego puczu i włączyła się czynnie w przygotowywanie akcji „Walkiria”.

Książę Friedrich III zu Solms-Baruth dwa razy udostępnił spiskowcom swoją rezydencję na spotkania. Świadomy grożącego mu niebezpieczeństwa, nadał tym spotkaniom pozory towarzyskich przyjęć, a na rozmowy z konspiratorami w lesie zabierał dla niepoznaki swoją siostrę. Strach jednak go nie odstępował i w obawie przed aresztowaniem spędzał każdą noc w innym pokoju, śpiąc z naładowanym rewolwerem pod poduszką. Gestapo przyszło po niego dzień po nieudanym zamachu, 21 lipca 1944 r. Zamknięty został w powszechnie znanym z okrucieństwa więzieniu na Albrechtstrasse w Berlinie. Przesłuchania trwały siedem miesięcy. Uszedł z życiem tylko dlatego, że podpisał prawny dokument przekazujący jego majątek, w skład którego wchodziły cztery rezydencje i ponad 17 000 akrów ziemi, Heinrichowi Himmlerowi. Pod karą śmierci zakazano mu tam kiedykolwiek wrócić.

Po wyjściu z więzienia, zrujnowany psychicznie i materialnie, wyjechał z żoną i dziećmi na rodzinną farmę w Saksonii, a potem do domu szwagra, księcia Friedricha von Schleswig-Holstein. Stamtąd udali się do Szwecji, gdzie byli gośćmi następczyni tronu szweckiego, księżniczki Sibylli (z domu Saxe-Coburg-Gotha) w jej pałacu Haga w Sztokholmie. Ostatecznie, zdecydowali się na emigrację do Namibii, gdzie jeszcze przed wojną nabyli podupadłe rancho. Tam rozpoczęli nowe życie, mieszkając początkowo w baraku zbudowanym z krowiego łajna i gliny. Jak dumnie podkreśla wnuk księcia: „na gołej ziemi, gdzie zastali tylko kamienie, węże i trzy owce”, ciężką pracą stworzyli drugie, najlepiej zarządzane gospodarstwo w Namibii.

Księciu Friedrichowi III zu Solm-Baruth nie dane było powrócić w rodzinne strony. Zmarł 12 września 1957 r. w Windhoek w Południowej Afryce. Jego jedyny syn, książę Friedrich IV zu Solms-Baruth nie zaprzestał jednak walki ojca o sprawiedliwość i odzyskanie tak podstępnie zrabowanego majątku. Upadek Niemieckiej Republiki Demokratycznej, w granicach której ten majątek się znajdował, otworzył przed nim nowe szanse. W 2003 r., książę Friedrich IV odzyskał 3 658 hektrarów ziemi na terenie Branderburgii i Saksoni-Anhalt. Teraz tę walkę kontynuuje jego wnuk, książę Friedrich V zu Solms-Baruth. FSB V--300x350

Książę Friedrich V zu Solms-Baruth, sfotografowany na tle portretu dziadka, walczy nadal o odzyskanie rodzinnego majątku. Foto: ABC/es

W grudniu 2008 r. Administracyjny Sąd w Poczdamie odmówił jednak zwrotu posiadłości książęcych, teraz należących do Branderburgii oraz miast Baruth i Zossen. Odwołanie się od tej decyzji, rozpatrzone w 2012 r., nie odniosło pozytywnego skutku. Argumentacja sądu oparła się na fakcie, że Nazistowskie Niemcy były wciąż państwem konstytucyjnym i sporządzone wtedy legalne dokumenty mają nadal moc prawną. Stanowisko to podważa znany angielski historyk II wojny światowej, Anthony Beevor, który stwierdził: „Jest to niesłychane, aby papier podsunięty do podpisania więźniowi przetrzymywanemu w kwaterze SS na Albrechtstrasse, i w dodatku więźniowi zaaresztowanemu w związku z zamachem na Hitlera 20 lipca 1944 r., uznany został za legalny kontrakt, w który wszedł on dobrowolnie i bez przymusu”.

Nie poddając się, książę Friedrich V zu Solms-Baruth otworzył kolejny przewód w Federalnym Sądzie Najwyższej Instancji w Lipsku i jest gotowy szukać sprawiedliwości w Europejskim Sądzie Praw Człowieka.

Read Full Post »

Myślałam nad tym długo i poważnie. Coś zawsze nie zgadzało mi się w „smutnych” opisach podróży księcia i księżnej von Pless na subkontynent indyjski. Jej niespełnionych nadziejach i oczekiwaniach, egoistycznym Hansie, któremu w głowie było tylko polowanie na egzotyczną zwierzynę i który w swojej bezduszności śmiał zostawić żonę samą na sześć tygodni… I ta jej niby reinkarnacja z błądzącej w romantycznych marzeniach młodej dziewczyny w dojrzałą kobietę, pogodzoną ze swoim losem…
Dziś przedstawiam Państwu własną opinię, opartą nie tylko na osobistych przemyśleniach, ale także na historycznych źródłach, które wypłynęły od czasów ostatnich biografii księżnej, opublikowanych (nie mówię o wznowieniach lub tłumaczeniach) ponad 10 lat temu. Mam na myśli dwa dokumenty zakupione w 2012 r. przez wałbrzyską Fundację Księżnej Daisy von Pless oraz trzy inne odkryte w trakcie moich badaniach w Wielkiej Brytanii.
Pan John Koch, który miał dostęp do nieopublikowanych fragmentów z pamiętników księżnej Daisy, twierdzi że to książę Walii (późniejszy król Edward VII) był pomysłodawcą wyjazdu Plessów do Indii. Niewątpliwie pomógł im w jego zorganizowaniu, kontaktując Hansa z lordem Williamem Beresfordem, sekretarzem wojskowym kilku wicekrólów indyjskich, w celu omówienia szczegółów. Świadczy o tym list, który napisał do księżnej z Charlottenlundu 21 września 1895 r. (dokument „Daisy 16” w zbiorach Fundacji Księżnej Daisy von Pless). Dowiadujemy się z niego również o zaplanowanej na listopad 1895 r. dacie wyjazdu.
Rzeczywiście w pierwszej połowie tego miesiąca, księżna von Pless z siostrą Shelagh wróciły z Niemiec do Anglii. Daisy chciała spędzić parę dni z rodzicami w Newlands i pożegnać się z przyjaciółmi, zwłaszcza z tym jednym, Gordonem Woodem – jej adoratorem, w którym się podkochiwała. Jak wyznała, mieli w Londynie „dyskretną kolację w [klubie] Bachelor’s, po której zeszli do salonu, gdzie spędzili sami ze sobą czas do godziny pierwszej w nocy…”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy) Gordy podarował jej na podróż przenośne biurko i zieloną poduszkę do siedzenia.

Oldenburg ship

Statek parowy Oldenburg, na którym księstwo von Pless popłynęło do Indii pod koniec listopada 1895 r.

Spotkawszy się z Hansem w Pszczynie, wyjechała z nim do Triestu, gdzie wsiedli na pokład statku parowego Oldenburg, płynącego z Ameryki do Australii. Nie był to „stary i rozpadający się” okręt, jak opisał go w swojej książce pan Koch. Zbudowany w 1891 r. w Glasgow dla Północnoniemieckiego Lloyda, Oldenburg był nowoczesny i w miarę wygodny dla 1 988 pasażerów. Długi na 126 metrów i szeroki na prawie 15, miał trzy pokłady i mógł rozwinąć prędkość 13 węzłów morskich. Wszelkie późniejsze niedogody rejsu spowodowane były niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi.
Towarzyszyli im w podróży: wujek Daisy – Pat FitzPatrick, brat Hansa – hrabia Fritz von Hochberg oraz panna Dugton.
Z notatek księżnej wynika, że 5 grudnia dopłynęli do Brindisi, 7-go do Aleksandrii (gdzie zdołali wyskoczyć na wycieczkę do piramid), a 11-go byli już na Morzu Czerwonym. Przed wypłynięciem w Ocean Indyjski zatrzymali się na krótko w Adenie, gdzie zaraz po przybyciu, 13 grudnia o godzinie 11 w nocy, wybrali się na przejażdżkę w góry. W drodze powrotnej na statek, wpadli na pogawędkę i „wytrawnego szampana” do domu konsula niemieckiego. Pisze o tym, jak również o dalszych wydarzeniach, panna Dugton. Jej relacja w maszynopisie przetrwała we fragmentach i znajduje się dzisiaj w zbiorach Fundacji Księżnej Daisy von Pless.
Pasażerom niewątpliwie dokuczała monotonia dni na otwartym morzu. Opatuleni w koce na leżakach próbowali czytać, a dla ćwiczenia spacerować po pokładzie, w czym przewodził Hans wyznaczając sobie do pokonania dzienną normę kilometrów. Z nudów zaczął nawet grać w bezika z Włochami, których początkowo ignorował i uczestniczył w spontanicznie organizowanych turniejach.
Daisy i panna Dugton zaprzyjaźniły się z małym, zabawnym Amerykaninem, Rayem. Miały też dla rozrywki pieska, który wabił się Comfy. Czasami płatały psikusy, wkładając na przykład zgniłą cebulę do łóżka Pata! Przede wszystkim jednak snuły już teraz plany co do podróży powrotnej. Tym razem postanowiły skorzystać z bardziej komfortowego serwisu linii żeglugowej austriackiego Lloyda i, oddając głos pannie Dugton: „wypłynąć końcem lutego [lub] początkiem marca, [bo] chcemy przez osiem dni zażywać rozrywki w Kairze, potem zaś płynąć do Neapolu, na Capri, do Amalfi, Sorrento, na Ischę. Następnie [spędzić] kilka dni w Rzymie ze względu na galerie i antykwariaty (…), a 1 maja być we Florencji, [by] (…) świętować moje urodziny w Montaldo [włoskiej rezydencji hrabiego Fritza von Hochberg]. Pozwolić Daisy tańczyć na różnych balach, a siebie pozwalać zapraszać na miłe kolacje. Hans odbierze Daisy w trakcie swojej drogi powrotnej z Indii końcem maja, podczas gdy Pat przez Japonię i Amerykę wróci do domu [sam]”. (tłumaczenie © Magdalena Woch)
Ku niezadowoleniu wszystkich przepływ do Cejlonu (dzisiejszej Sri Lanki) wydłużał się z powodu silnego prądu i wiatru. Według relacji panny Dugton, statek „podskakuje i przewala się się z jednej strony na drugą, rozpaczliwie dudni silnik. Niekiedy fale pryskają aż po drugi pokład. (…) Daisy wymiotuje lub z zimnymi okładami leży w swoim łóżku wśród całej góry poduszek z konwulsjami żołądka podobnymi do objawów cholery”. (tłumaczenie © Magdalena Woch)
Kiedy wreszcie, na początku stycznia 1896 r., Oldenburg dowlókł się do Colombo, księżna von Pless była tak wycieńczona dyzenterią, że – jak donosiła gazeta The Friend of India and Statesman – „musiała być zniesiona na ląd na noszach”.
W tym samym czasie co Plessowie, przybyli do Indii odrębnymi drogami dwaj inni gentelmani, którym los pozwolił później ich spotkać. Na szczęście dla nas, zostawili na ten temat rekolekcje: jeden – anonimowy urzędnik irlandzki – w postaci manuskryptu, który zatytułował Ponownie dookoła Świata, drugi – major S.H. Pollen – w postaci bezcennego albumu fotograficznego!
Daisy dochodziła do siebie prawie dwa tygodnie i dopiero 13 stycznia ich grupka wyruszyć mogła na nowo do Indii. Tam, już pociągiem, jechali okrężną drogą do Kolkaty przez Madras, Bombaj i Hyderabad. Słowo księcia Walii sprawiło, że wszyscy uprzejmie ich gościli, włącznie z ówczesnym wicekrólem, hrabią Elginem i gubernatorem Madrasu, baronem Wenlockem. Poznali, oczywiście, wielu rodzimych władców, w tym Aga Khana i Nizama Hyderabadu, Asafa Jah VI. Ten ostatni, którego bardzo polubili, podjął ich szczególnie wystawnie. Wizytę tą opisuje w szczegółach wspomniany powyżej urzędnik irlandzki, który wtedy był również jego gościem. Gospodarz oprowadził ich po swoim pełnym przepychu pałacu i pochwalił się wyśmienitymi stajniami. Potem zabrał ich na wyżynę Dekan (Deccan Plateau) na pokaz polowania na przepięknych arabskich rumakach. Następnego dnia, po prezentacji umiejętności jeździeckich, miała miejsce wyprawa do słynnych ruin miasta Golkondy.

golconda9

Ruiny starego fortu i miasta Golkondy w Hyberabadzie. Foto: India Pictures

Z relacji panny Dugton wiemy, że zwiedzili także Agrę, a w niej takie cuda jak Taj Mahal, Czerwony Ford, grobowiec Itmad-Ud-Daulah oraz Mauzoleum Akbara w pobliskiej Sikandrze. Pełni wrażeń zbliżali się do głównego celu swojej eskapady – polowania w dżungli Cooch Beharu, zorganizowanego dla nich przez maharadżę Sir Nripendra Narayana.

Sir Nripendra Narayan, maharadża Cooch Behar i jego żona Siniti Devi byli najbardziej postępowymi władcami indyjskimi. Ich księstwo w zachodnim Bengalu stawiane było przez brytyjskich kolonizatorów za przykład progresywnej administracji z udziałem reprezentacji obywateli. W wyniku częstych i długich wizyt w Anglii weszli głęboko w tamtejsze życie towarzyskie. Młody, przystojny i wysportowany maharadża był szczególnie popularny. Trafił nawet do Newlands, gdzie spotkał nastoletnią dziewczynkę Daisy. Któż by przypuszczał, że za parę lat stanie się ona obiektem jego pożądania…

Cooch_Behar_caricature

Sir Nripendra Narayan, maharadża Cooch Behar (1863 – 1911). Wspóczesna karykatura indyjskiego władcy.

Jedną z wielkich pasji maharadży były polowania i, jak każdy z krwi i kości myśliwy, prowadził drobiazgowy ich dziennik. Opublikował go w 1908 r. pod tytułem Thirty Seven Years of Big Game Shooting in Cooch Behar, the Duars, and Assam: A Rough Diary. Rozdział XIII poświęcony jest łowom, na które w lutym 1896 r. przybyła grupa księcia von Pless. Innymi uczestnikami byli: maharani Siniti, jej brat Peter Sen, P. Burgess, Lowis, major S.H. Pollen, hrabia Fritz von Hochberg, J. Ezra, Aaron Ezra i Sir Ben Simpson.
Obóz wyjściowy usytuowany został w Mahakulguri i już pierwszego dnia, 20 lutego, myśliwi mieli okazję zabicia tygrysa i dwóch bawołów. Następny dzień, w Guigaon, był jeszcze lepszy, choć zaczął się bezskutecznym strzelaniem do nosorożca. W sumie, do 27 marca, ustrzelono 10 tygrysów, 3 leopardy, 5 nosorożców, 7 bawołów, 4 bizony, 6 niedźwiedzi, 2 jelenie azjatyckie, 5 jeleni moczarowych, 3 jelenie indyjskie, 2 antylopy i 6 dzików. Zainteresowanych szczegółami i wymiarami upolowanych zwierząt odsyłam na link: http://archive.org/stream/thirtysevenyear00bhgoog#page/n212/mode/2up
W tej skrupulatnej kronice wyczytać także możemy o niezwykłych sytuacjach, w jakich znaleźli się uczestnicy polowania: odkrycie leoparda na drzewie, tonięcie słonia w bagnach i jego ośmiogodzinna akcja ratunkowa, ucieczka na wolność do dżungli innego słonia z konwoju, czy panika służby i słoni zaatakowanych najpierw przez bizona, a potem leoparda.
Niebywałym komplementem tych opisów są cudowne fotografie wykonane w wolnych chwilach przez majora S.H. Pollena: zdjęcia grupowe podczas postojów lub z trofeami myśliwskimi, portrety słoni – wśród nich jednego niosącego maharanię z Hansem i drugiego maharadżę z Daisy, zdjęcia przekraczania rzeki Reidak, jak również rejestrujące tak prozaiczne scenki jak poranną toaletę.
Sto sześćdziesiąt sześć tych fotografii, dokładnie opisanych i oprawionych w album, zostało sprzedanych za 1 020 funtów w kwietniu 2008 r. na aukcji kolekcji Kanwardipa Gujrala przeprowadzonej przez Bonhams’a. Poniżej reprodukuję jedną z nich, z księżną von Pless pośrodku.

Bonhams_2

Uczestnicy polowania na grubego zwierza w dżungli Cooch Behar w lutym i marcu 1896 r. Pośrodku księżna Daisy von Pless. Foto majora S.H. Pollena/Bonhams

Zawsze wrażliwa na piękno natury, Daisy była zafascynowana dżunglą Cooch Beharu. Nawet po wielu latach, przywołać wciąż mogła chwilę brzasku „ze wschodzącym złotym słońcem i białymi mgiełkami przykrywającymi szczyty gór; a za chwilę brzęk ptaków i szelest owadów w wysokiej trawie i ten dziwny szept unoszący się dookoła, kiedy każdy listek budził się delikatnie z nocnej drzemki i zaczynał trzepotać”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Według dziennika maharadży, Plessowie opuścili obozowisko po południu 16 marca 1896 r. udając się do Kolkaty. Reszta towarzystwa kontynuowała polowanie do 27 marca. Rozkochany, w niecały miesiąc, w Daisy, i natychmiast za nią tęskniący, mahardża wziął się za pisanie miłosnych listów, błagających ją o przyjęcie gościny, tym razem w jego pałacu.
Zgodnie z planem, Hans wyjechał na kolejne łowy do Madrasu. Księżna von Pless i panna Dugton miały zacząć podróż powrotną do Europy, tak jak to omówiły na pokładzie Oldenburga. Daisy zmieniła jednak decyzję i zgodziła się na propozycję maharadży. Był to jej własny wybór, w obliczu którego zamilknąć powinny wszelkie oskarżenia Hansa o egoizm i bezduszność w pozostawieniu młodziutkiej żony samej w obcym kraju na długich sześć tygodni! Osobiście mówię mu teraz „przepraszam”, że i ja kiedyś tak o nim myślałam.

coochbehar

Rezydencja maharadży Cooch Behar, gdzie księżna Daisy gościła w marcu i kwietniu 1896 r., kiedy jej mąż polował w południowych Indiach. Stan obecny.

Zamężna od czterech lat, Daisy wiedziała już więcej o życiu i męsko-damskich relacjach. Jako młoda, piękna kobieta o wesołym usposobieniu, wzbudzała zainteresowanie przechodzące często w admirację. Grono jej adoratorów szybko się powiększało, co niewątpliwie satysfakcjonowało jej kobiecą próżność. O zdradzie męża nie myślała, ale nie odmawiała sobie tego dreszczu emocji jaką zapewniał flirt. Nagły wybuch miłości maharadży musiał być miłą niespodzianką.
Młodziutka księżna von Pless nie przewidziała jednak, że namiętność egzotycznego adoratora przekroczy ustalone towarzyskimi konwencjami reguły „europejskiego” flirtu. Rozgorączkowany maharadża nie dawał jej spokoju wyznaniami i gestami swojego uczucia. Doszło do tego, że pewnego dnia musiała, po prostu, przed nim uciekać i poślizgnąwszy się na marmurowej posadzce, zraniła bardzo twarz. Przeleżała potem z zakrytą głową dwa tygodnie w łóżku, przy którym zakochany i pełen poczucia winy maharadża klękał, modlił się i głaskał ją po czole.
Maharani, pomimo że jej wtedy w pałacu nie było, znając swojego kochliwego męża doskonale wiedziała kto jest obiektem jego nowych emocji. Nic więc dziwnego, że Daisy nie czuła się wygodnie w jej obecności i z niechęcią myślała o kurtuazyjnej wizycie, którą musiała jej złożyć w Darjeeling. O tym jak chłodno została przyjęta, przeczytać możemy między linijkami noty zawiadamiającej o wyjeździe księżnej von Pless z Indii, zamieszczonej w gazecie The Friend of India and Statesman 06 maja 1896 r.: „Jej Wysokość, księżna von Pless, która przez ostatnie dwa tygodnie była gościem maharadży i maharani Cooch Behar, opuściła Darjeeling by dołaczyć do męża, który poluje w południowych Indiach, w drodze powrotnej do domu. Maharadża towarzyszył jej w podróży aż do Kolkaty, ale bez maharani, która nie mogła z nimi pojechać z powodu nagłej choroby…”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Nie wiem, czy to z przyczyny przygód Daisy, czy chęci Hansa do przedłużenia polowań, ale Plessowie wyjechali z Indii później niż początkowo planowali. Nie zdążyli się więc zjawić w Ruthin na czas bardzo ważnej dla rodziny Cornwallis-Westów uroczystości – uczczenia wieku dojrzałości młodego dziedzica, Georga, jaka miała miejsce 15 maja 1896 r. Oczekiwana tak bardzo siostra zjawiła się w Walii dopiero po tygodniu.
Po bardzo zajmującym Sezonie londyńskim, książę i księżna von Pless wrócili w lipcu na Śląsk, gdzie znowu wpadli w wir, tym razem niemieckiego, życia dworskiego i towarzyskiego. We wrześniu sami podejmowali licznych gości w Książu. Nie zabrakło wśród nich dwóch „ulubionych” adoratorów Daisy: Gordona Wooda i maharadży Cooch Behar.

Read Full Post »

W swoich badaniach nad księżną Daisy trafiam na wiele faktów, których – choć jej bezpośrednio nie dotyczą – trudno zignorować. Odnoszą się one do jej własnej lub Hochbergów rodziny i są czasem tak wielkiej wagi, że zakrawają na miano nietuzinkowych odkryć.
Dzisiaj chciałabym przedstawić Państwu dwóch wybitnych artystów, jacy pracowali nad wystrojem zamku w Pszczynie oraz nieistniejącej już rezydencji Plessów w Berlinie. Byli to, działający w partnerstwie Francuzi: Jules-Edmond-Charles Lachaise i Eugene-Pierre Gourdet.

DP811123

Projekt plafonu Zielonego Salonu na zamku w Pszczynie autorstwa Lachaise’a i Gourdeta. Foto: MMoA

Z jakiegoś powodu (niewiedzy?) ich nazwisk nie wymienia ani dostępna mi literatura na temat Pszczyny, ani strona internetowa muzeum. A przecież zachowały się ich projekty, które od 1967 r. podziwiać można w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. Ich oryginalne opisy nie budzą wątpliwości co do genezy, lokacji i autorstwa. Na dodatek dekoracja ścian i sufitów pszczyńskich prawie dokładnie się z nimi pokrywa. Mowa tu o plafonie w Zielonym Salonie oraz dobrze znanym wszystkim malowanym panneau przedstawiającym zamek w Książu.

DP811126

Project panneau z zamkiem w Książu zdobiący ścianę rezydencji pszczyńskiej autorstwa Lachais’a i Gourdeta. Foto: MMoa

Jeśli trzy zachowane projekty wystroju Pszczyny wraz ze szkicami zdobiących ją elementów architektonicznych są podniecającą dla każdego historyka sztuki ciekawostką, to dziewięć przetrwałych rysunków i gwaszy dekoracji pałacu Plessów w Berlinie pozwala mu na fantastycznie interesującą wycieczkę w przeszłość. Bowiem budynek ten, stojący kiedyś pod numerem 94 na Wilhemstrasse, został całkowicie zburzony na przełomie 1913/1914 r.

mi04913g11a

Nieistniejący już pałac Plessów przy 94 Wilhelmstrasse w Berlinie.

Analizując tą dokumentację i włączając odrobinę wyobraźni, zobaczyć możemy jak wyglądała w środku berlińska siedziba Hochbergów. O tym, że olśniewała wielkością i przepychem wiemy z licznych przekazów. Teraz widzimy, że jej sufity zdobiły alegoryczne plafony lub, jak w przypadku jadalni i westybulu, geometryczne plecionki. Lunety okien na klatce schodowej wypełnione były ściennymi malowidłami rodzajowymi, a z gzymsów pokojowych ścian zwisały delikatne girlandy. Jak styl architektoniczny budynku, tak i wystrój jego wnętrz utrzymany był w eleganckim stylu neorenesansowym. By oglądnąć wszystkie dostępne projekty pszczyńskie i berlińskie, proszę wejść na stronę: http://www.metmuseum.org/search-results?ft=pless&x=0&y=0&rpp=10&pg=1

DP811124

Projekt oktogalnego plafonu w pałacu Plessów w Berlinie autorstwa Lachaise’a i Gourdeta. Foto: MMoA

Człowiekiem odpowiedzialnym za przebudowę zamku w Pszczynie w latach 1870 – 76 i wzniesienia pałacu Plessów w Berlinie w latach 1873 – 75 był francuski architekt Aleksander Hipolit Destailleur. Wygląda na to, że z jego rekomendacji w obu miejscach znaleźli również pracę Lachaise i Gourdet.
Obydwoje byli we Francji bardzo aktywni i dobrze znani. Ich największą patronką była cesarzowa Eugenia.

DP811128

Projekt malowidła ściennego w lunecie okna klatki schodowej w pałacu Plessów w Berlinie autorstwa Lachaise’a i Gourdeta. Foto: MMoA

Niewiele wiadomo o ich życiu prywatnym, poza tym że Eugene-Pierre Gourdet urodził się w Paryżu w 1820 r., a Jules-Edmond-Charles Lachaise zmarł w 1897. Zapewnili sobie jednak wybitne miejsce w historii sztuki dekoracyjnej. Uważani są za klasycznych przedstawicieli wystroju wnętrz Drugiego Imperium Francuskiego, charakteryzującego się wykwintnym przepychem ówczesnych czasów.

DP811120

Projekt dekoracji sufitu jadalni w pałacu Plessów w Berlinie autorstwa Lachaise’a i Gourdeta. Foto: MMoA

Cesarzowa Eugenia tak bardzo lubiła styl Lachaise’a, że zatrudniła go przy dekoracji swojej rezydencji na wygnaniu w Anglii. Do śmierci w 1920 r. mieszkała w Farnborough w hrabstwie Hampshire.
Jej dobra znajoma, Daisy von Pless, często ją tam odwiedzała. Ciekawe, czy wiedziała że dla obu z nich pracował ten sam artysta…?

Read Full Post »

Na początku wojny księżna Daisy von Pless złożyła sobie potrójne przyrzeczenie: być do granic możliwości lojalną wobec kraju swojego męża i dzieci, nie zaprzestając wysiłków na rzecz pokoju między Anglią i Niemcami, pielęgnować chorych żołnierzy niemieckich oraz zrobić wszystko co w mocy, by pomóc angielskim więźniom wojennym. Do wypełnienia dwóch ostatnich przystąpiła natychmiast. Niestety w obu wypadkach jej inicjatywa od zarania napotkała na trudności. Co dla Daisy wydawało się normalne i samo przez się zrozumiałe, niekoniecznie zostało w ten sposób spostrzeżone przez innych.
Wychowana w tradycji charytatywnego poświęcenia się wyższym celom zrządzonym przez los, księżna von Pless, jak jej siostra Shelagh i inne przyjaciółki angielskie, zamierzała otworzyć i prowadzić własny szpital i ośrodek rekonwalescencji dla rannych. Oczywiście mieściłyby się one na terenie jej posiadłości na Śląsku. Mąż jednak przeciwny był tej idei i nie zamierzał dać grosza na coś, co według niego powinno było leżeć w gestii władz. Poza tym, przynajmniej na początku, był przekonany, że wojna nie potrwa długo i tego rodzaju wydatek mijał się z celem.
Hotel Plessów w Szczawnie został ewentualnie przekształcony na szpital wojskowy, który Daisy później odwiedzała, ale robiła to okazyjnie i nie w wymiarze jego zarządczyni, ale zaszczytnego gościa przynoszącego pacjentom upominki i omawiającego z personelem bieżące problemy. To samo można powiedzieć o jej roli w przypadku szpitala w Mokrzeszowie.
Patrząc z perspektywy czasu, był to, moim zdaniem, duży błąd Hansa. Kierownictwo własnego szpitala zatrzymałoby Daisy na prowincji, pochłonęłoby całkowicie jej czas i spełniło egzaltowane ambicje. Jej poświęcenie i ciężka, od rana do wieczora, praca zdobyłaby księżnej jeśli nie uznanie, to tolerancję władz i miejscowej ludności. Nie musiałaby, jak to miało miejsce potem, wiercić się po całych Niemczech w poszukiwaniu zajęcia i sympatii.

Daisy_nurse_1914

Siostra Daisy von Pless ze swoimi pacjentami w szpitalu Tempelhof w Berlinie, gdzie podjęła prace we wrześniu 1914 r.

Pierwszym przystankiem w tej wędrówce stał się Tempelhof Szpital no II w Berlinie, gdzie we wrześniu 1914 r. za wstawiennictwem synowej kajzera, księżniczki Augustowej Wilhelmowej, Daisy podjęła pracę jako pielęgniarka pod okiem profesora von Kuestera. Już jednak w pażdzierniku, pobyt księżnej w Berlinie uznany został za niewygodny. Powodem tego była jej spontaniczna wizyta ze szwagrem, hrabią Fritzem von Hochberg, w obozie dla angielskich jeńców wojennych w pobliskim Döberitz. Wszelkie późniejsze oskarżenia i „relacje” o tych odwiedzinach i rzekomych prezentach dla ziomków, choć nieprawdziwe, narobiły wokół jej osoby niepotrzebnego w swojej wrogości szumu. Daisy musiała opuścić stolicę i pracę w szpitalu, ale, co gorsze, swoim nieprzemyślanym gestem wywołała zaostrzenie restrykcji w jakichkolwiek kontaktach z wojennymi więźniami wroga. Jak pisze o tym w swojej książce hrabina Evelyn Blucher, tak samo jak Daisy angielska małżonka pruskiego magnata, szumiał o tym cały Berlin i wszyscy wiedzieli, że księżnej von Pless nie wybaczono niedyplomatycznych słów: „Proszę, trzymajcie się na duchu!” („Keep up your spirit!”), którymi pożegnała internowanych rodaków. Późniejsze śledztwa w sprawie jej zachowania, oczyściły ją oficjalnie z zarzutów przypisywanych w plotkach, ale reputacja księżnej została bezpowrotnie zszarpana. Od tego momentu stała się w opinii publicznej „personą non grata” i tylko ścisły krąg bliskich znajomych i przyjaciół sympatyzował się z jej nagłą alienacją.
Sytuacja księżnej von Pless w Niemczech, teraz „wroga narodu” i więcej niż „potencjalnego szpiega”, musiała być chwilami nie do zniesienia. „Daisy pisze długie, ale bardzo smutne listy…” donosiła jej siostra Shelagh byłej bratowej Jennie Churchill. Siłą rzeczy rodzina się niepokoiła i chciała pomóc, próbując poruszyć niebo i ziemię i konspirując nad fantastycznymi, jak z filmu, rozwiązaniami. O jednym z nich pisze w swoich wspomnieniach cioteczny kuzyn księżnej, major-generał Geoffrey Brooke: „Nie wiem jak ten pomysł się narodził, ale rodzina i przyjaciele w Anglii zaczęli wierzyć, że Daisy uda się jakimś cudem uciec z Niemiec. Pamiętam z tego czasu listy mojej matki pisane z Newlands, rezydencji rodziców Daisy na terenie New Forest, nad brzegiem cieśliny Solvent, donoszące mi, że wszyscy oczekiwali jej powrotu samolotem. Z nieznanych mi powodów, moja matka [Minnie Wyndham] pokładała w tym względzie nadzieje w „drogim Panu Balfourze”, który miał przyczynić się do owego zuchwałego porwania jej siostrzenicy. Każdego więc ranka, pilnowała służbę, by rozłożono na trawnikach białe prześcieradła, wierząc że Daisy je zauważy i wskaże pilotowi miejsce lądowania. A potem całymi dniami wypatrywano na niebie obiecanego samolotu, który jednak nigdy się nie zmaterializował…” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Lord Arthur Balfour_thumb[1]

Polityk angielski Arthur Balfour (1848 – 1930), za sprawą którego planowano porwanie księżnej Daisy z Niemiec

„Drogi Pan [Arthur] Balfour” był od maja 1915 r. do 1916 r. prezydentem Admiralicji (First Lord of Admiralty) i, w tej funkcji, naczelnikiem Królewskiej Służby Powietrznej (Royal Naval Air Force). Plan porwania z Niemiec księżnej von Pless musiał więc narodzić się w tym czasie. Jak bardzo niewiarygodnie i spektakularnie to brzmi, osobiście wierzę majorowi-generałowi Brooke’owi w to co nam przekazał. Był on bowiem poważnym człowiekiem i żołnierzem, któremu w innych jego relacjach nie można zarzucić braku wiarygodności.
Dlaczego więc nic nie wyszło z akcji uprowadzenia księżnej von Pless? Nie dowiemy się tego dopóki któryś z jej badaczy nie natrafi na stare rządowe dokumenty opisujące to wydarzenie. Można tylko dywagować, że to ona sama wycofała się z planu, jak to zrobiła powtórnie wiosną 1916 r. rezygnując z możliwości ucieczki we Francji. Oddając jej głos: „Kiedy przekroczyliśmy wczoraj granicę Francji, i wiedząc że jutro jedziemy z Metzu do Mars la Tour, nadeszła mnie myśl jak łatwo by mi było, z odpowiednią dozą odwagi i z pieniędzmi, uciec do któregoś z domów, ściąć włosy, przebrać się za mężczyznę, przeleżeć w ukryciu podczas poszukiwań za mną, a potem jakimś cudem przekroczyć francuski front i zostać odesłaną do Anglii. Ale podczas pisania tego, przejechał koło nas pociąg z węglem i nagle zdałam sobie sprawę, że jestem żoną niemieckiego potentata węglowego… Gdybym to zrobiła, uznano by mnie za zdrajczynię i nie pozwolono mi zobaczyć więcej moich synów. Przeszłam już tyle, że dzielność mnie jakoś opuściła; taki wysiłek wymagałby fizycznej odwagi i dogłębnego przemyślenia. Lepiej to chyba przeczekać.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Skreślając te refleksje, Daisy pracowała na drugim już w swojej wojennej karierze pociągu-lazarecie. Jak pierwszy, tzw pociąg „Y”, prowadzony w 1915 r. przez ukochanego profesora von Kuestera, tak i ten, oznaczony numerem „D3” i finansowany przez żydowskiego pochodzenia Herr von Friedländera był tylko kilkumiesięcznym dla niej angażem. Wszelkie inne próby otrzymania zatrudnienia w służbie medycznej kończyły się niepowodzeniem. Nawet jej bliscy przyjaciele, książę bawarski Ludwig Ferdynand i królewna pruska Cecylia, musieli grzecznie odmówić jej prośbom. Powodem tego nie był brak kwalifikacji, które księżna von Pless posiadała, ani brak pasji czy poświęcenia, jakie miała w nadmiarze, ale złośliwa postawa biurokratów pruskich, którzy w swoich zawężonych horyzontach myślowych nie potrafili przeskoczyć bariery jej pochodzenia i indywidualności.

078_001

Niemiecki pociąg szpitalny z okresu 1. wojny światowej. Księżna von Pless dostała dwukrotnie angaż do pracy w Lazaretzug.

W międzyczasie, księżna von Pless przenosząc się z synami, Lexelem i Bolkiem, w różne miejsca na terenie Prus i Bawarii, zaspakajała korespondencyjnie swoje poczucie patriotycznego, ale w wielu wypadkach również honorowego z racji dawnej przyjaźni, obowiązku pomocy i życzliwości ludziom, którym los zgotował niefortunną sytuację albo na froncie, albo za drutami łagrów jenieckich. Wielki ukłon w jej stronę należy się za fakt, że w swojej idealistycznej rycerskiej postawie honorowała wojowników obu stron. Jej angielscy i niemieccy przyjaciele, walczący po przeciwnych stronach, otrzymywali od niej te same słowa otuchy i podobne prezenty mające ulżyć ich niedogodnościom. Swoim rodakom w obozach jenieckich przesyłała gazety, książki, lekarstwa i paczki z wysyłkowego sklepu Army & Navy. Swojemu dobremu znajomemu, synowi kajzera, księciu Eithel Fritzowi, nie omieszkała wysłać szyfonowych firanek i wody kolońskiej, dowiedziawszy się z jego listu, że nie może spać z powodu plagi much. Ta jej romantyczna „rycerskość” nie była niczym nowym. W przeszłości była inicjatorką i działaczką funduszu opieki nad grobami wszystkich, niezależnie od narodowości, żołnierzy poległych podczas wojny burskiej w Południowej Afryce.

Daisy_1900s

W swojej działalności podczas wojny, księżna Daisy musiała często handlować przysługą za przysługę.

Opresje władz i piętrzone przez biurokratów przeszkody tylko wzmocniły jej determinację. Jak sama wyznała: „Gotowa byłam naprzykrzać się każdemu i jeśli zaistniała tego potrzeba, bezwstydnie wykorzystywałam stare przyjaźnie. Jak tylko mogłam stosowałam się do przepisów, ale gdy stawały mi one na drodze, po cichu je naginałam, lub wręcz łamałam.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy) Pisała do wszystkich, włącznie z cesarzem i nieznanymi jej personalnie osobistościami. W przekazywaniu kajzerowi swoich próśb i uwag posuwała się do drastycznych pomysłów, prosząc, na przykład, hrabinę Brockdorff, by przeszmuglowała jej list w korespondencji cesarzowej do męża. Wdzięczna za pomoc Daisy dla krewnego przetrzymywanego w obozie niedaleko Ruthin, hrabina Brockdorff z chęcią to uczyniła. Oczywiście w tego rodzaju kontaktach księżna Daisy musiała często handlować przysługą za przysługę. Nie miała z tym żadnych oporów i przesyłała matce w Anglii listy nazwisk niemieckich jeńców, których Patsy potem odnajdywała. Pomocnym tu był również hrabia Erroll, ojciec podopiecznego Daisy, Ivana Haya.
Kapitan Ivan Hay (1884 – 1936) był jednym z pierwszych angielskich oficerów wziętych do niewoli w bitwie pod Le Cateau 26 sierpnia 1914 r. Świadkiem jego pojmania był, znany mu z wizyt w Książu, brat cesarzowej, książę Ernst Gunter Schleswig-Holstein, który zawiadomił o tym Daisy. Ta natychmiast wszczęła poszukiwania i już na początku września mogła zawiadomić zmartwioną matkę w Szkocji o losach syna. Ivan przecież był jej bardzo dobrym przyjacielem, którego nieraz gościła na Śląsku i który dotrzymywał jej towarzystwa podczas pobytów w Anglii. W ostatniej wielkiej paradzie historycznej, w jakiej wzięła udział w Londynie – Elżbietańskim Turnieju, zorganizowanym przez bratową Jennie – księżna von Pless wystąpiła jako Księżniczka Errant. Ivan Hay zagrał rycerza w jej orszaku.
Z czasem na listę pupili księżnej trafili inni znajomi, lub znajomi znajomych: kapitan Rupert Keppel (syn hrabiego Albemarle), Reggie Fellowes i jego ślepy ojciec, baron de Ramsey, kapitan Robert Grey (krewny ministra spraw zagranicznych, Sir Edwarda Greya), czy pułkownik William Gordon. Ten ostatni, celebrowany weteran wojny burskiej, został – ku podwójnej radości Daisy – wymieniony na początku 1916 r. za internowanego w Gibraltarze jej przyjaciela, księcia Emanuela Salm-Salma.
Odwiedzać ich nie mogła, ale prowadziła z nimi regularną korespondencję, posyłała małe luksusy i starała się spełnić wszelkie ich prośby. Parę razy udało się jej przenieść ich do lepszego obozu. Od wiosny 1915 r. w swoją działalność włączyła wiernego kamerdynera z Książa, Seidela, który z powodów zdrowotnych został zwolniony z wojska i odesłany na służbę do jej domu w Partenkirchen. Seidel entuzjastycznie i bez żadnych zastrzeżeń wcielił się w rolę kuriera księżnej, składał w jej imieniu wizyty jeńcom i osobiście dostarczał im od niej przesyłki. W dodatku władał doskonale językiem angielskim. Kiedy po wojnie wyszła na jaw cała skala jego aktywności, zarówno Hans jak i Hansel nie mogli tego Daisy wybaczyć. Do tego stopnia, że „sprawa Seidela” stała się jednym z punktów późniejszej dyskusji rozwodowej pomiędzy malżonkami.
W kwietniu 1915 r. władze niemieckie przeniosły do pojedynczych cel więziennych trzydziestu dziewięciu jeńców angielskich pochodzenia arystokratycznego. Wśród nich znależli się Ivan Hay, Robin Grey i Rupert Keppel. Decyzja ta była odpowiedzią na kontrowersyjne polecenie Winstona Churchill o umieszczaniu pojmanych członków załogi niemieckich łodzi podwodnych w więzieniach dla kryminalistów zamiast w obozach jenieckich. Za ich przestępstwo uznano „złamanie podstawowych reguł prowadzenia wojny” („breaking oridinary usages of warfare”). Księżna von Pless natychmiast zareagowała na to ostrą krytyką Churchilla, którą nie omieszkała przekazać bezwłocznie z jednej strony kajzerowi, a z drugiej angielskim adresatom swojej korespondencji. W odnalezionym niedawno przeze mnie liście do przyjaciółki, Ettie Desborough pisała: „Porozmawiaj Kochana z Albemarlami [rodzicami Ruperta Keppel]. Powiedz im, że załogi niemieckich łodzi podwodnych muszą być traktowane tak samo jak inni jeńcy marynarki (…). Zrób to ku pamięci swoich angielskich Przyjaciół i ich Synów!” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
14 czerwca 1915 r. hrabia Albemarle, polityk partii konserwatywnej i adiutant króla Jerzego V, mógł z ulgą donieść księżnej: „Zrobiłem co mogłem, żeby więźniów niemieckich łodzi podwodnych traktowano w tym kraju jak zwyczajnych jeńców wojennych, i miło jest mi powiedzieć, że nowy rząd koalicyjny miał odwagę unieważnić odwetową politykę Churchilla wobec oficerów, którzy bądź co bądź wykonywali tylko rozkazy. Zostali oni teraz przeniesieni [z wiezień] do Donington Hall i innych obozów jenieckich.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Choć opieka and „Przyjacielami i ich Synami” pochłaniała Daisy dużo czasu i wysiłków, nie zapomniała o innych, osobiście jej nieznanych, uwięzionych w Niemczech Anglikach. Reagowała na każdą prośbę, która do niej dotarła, lekceważąc porady „Hansa, wujka Bolka czy księżnej Mossy (…), żeby być dyskretną, siedzieć cicho i unikać drażnienia władz.” Rozumiała doskonale desperację autorów tych błagających listów i fakt, że adresowane były do niej – „Angielki ożenionej z Niemcem, której nazwisko zdarzyło się im zapamiętać.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Chyba największą ironią tych czasów dla Daisy był fakt, że doczekała się od władz niemieckich oficjalnego angażu w służbie medycznej dopiero pod koniec wojny. Dodatkową miłą niespodzianką było „błogosławieństwo” męża, który bez obiekcji wyraził zgodę na jej wyjazd do Uskub w Serbii i pracę w tamtejszym austriackim Cesarskim Szpitalu Bracko. Ofertę tą księżna von Pless otrzymała w sierpniu 1917 r. od księcia Hermana Hatzfeldta, szefa niemieckiego Czerwonego Krzyża i komisarza Ochotniczej Służby Pielęgniarskiej. Do Belgradu wyjechała w towarzystwie sekretarki, Heleny Wagner, pokojówki Else i niezbędnego Seidela. W następnym roku Seidel i Else stali się parą małżeńską.
Do Niemiec wróciła na Święta Bożego Narodzenia, które spędziła z Hansem, Lexelem i Bolkiem w Berchtesgaden. Z Londynu nadeszły złe wieści o chorobie matki, a w lutym 1918 r. świat obiegła wiadomość o samójstwie wielkiego księcia Adolfa Fryderyka Macklenburg-Strelitza. Prasa spekulowała na temat jego nieszczęśliwego romansu i winę za śmierć zrzucała na księżną von Pless. Stan psychiczny Daisy sięgnął kolejnego dna, pomimo walki o oczyszczenie jej nazwiska podjętej zarówno przez Hansa, jak i przez cesarza Wilhelma II. Powrót do Uskub dał jej szansę ucieczki.
W październiku 1918 r. księżna von Pless zdecydowała się opuść Serbię, by podjąć zaoferowaną jej wcześniej kierowniczą rolę w sanatorium dla żołnierzy austriackich i węgierskich w Konstancji nad Morzem Czarnym. Nigdy tam jednak nie dotarła. Przejeżdżając przez Budapeszt, zawróciła w stronę Niemiec. Wojna się skończyła, a wraz z nią świat, który Daisy znała i w którym do tej pory się obracała.

Ivan_Hay_DM

Podopieczny księżnej Daisy, Ivan Hay, sfotografowany w dniu ślubu z Pamelą Burroughes. Foto: The Daily Mirror

Jej pupile, angielscy jeńcy wojenni, zaczęli powracać do kraju. W grudniu 1918 r. dotarł tam nareszcie ciężko chory Ivan Hay. Z poważnym zapaleniem płuc, wylądował w szpitalu Brooklands w Hull. Rodzice nie odstępowali jego łóżka. Póżniej ojciec, hrabia Erroll, opublikował do wiadomości publicznej jego list napisany 22 czerwca 1918 r., opisujący w detalach horror, który przeżył w niewoli. W pażdzierniku 1921 r. został sekretarzem instytucji ubezpieczeniowej, Edinburgh Assurance Company. Miesiąc później ożenił się z Pamelą Burroughes.
Parodoksalnie, coraz bardziej samotna Daisy tęskniła za swoimi podopiecznymi i czasem wypełnionym niesieniem im pomocy. W korespondencji do Ettie Desborough z 22 sierpnia 1918 r. pytała: Gdzie jest teraz Reggie [Fellowes]? A co dzieje się z Robinem Greyem, którego listów tak bardzo mi brakuje?…”.

Read Full Post »

Polowania są różne, bo zależą od rodzaju zwierzyny, terenu, pory roku i broni. Myśliwy może albo galopować za łupem, albo tropić go godzinami na nogach. Może także stać w miejscu i odstrzeliwać nagonione mu zwierzęta. Wybór jest szeroki i często zależy od nabytych wcześniej umiejętności i osobistej preferencji uczestnika.
Dla młodego Jana Henryka (Hansa) von Hochberg, preferencją tą był ekstremalny sport, w którym liczyło się tempo, powiązane z elementem niebezpieczeństwa. A że uwielbiał konie, stał się fanatycznym zwolennikiem brawurowej jazdy w takich konkurencjach jak powożenie dyliżansami (Four-in-Hand), albo wyścig po polach za sforą psów goniących lisa. Na szczęście, jego żona wiernie mu w tym towarzyszyła i, z godną podziwu śmiałością, uczyła się arkan sztuki myśliwskiej.

Fox_hunting_1900

Polowanie na lisa to szalona jazda z przeszkodami za sforą gończych psów. Ilustracja z The Illustrated Sporting and Dramatic News z listopada 1900r.

Fox-hunting (polowanie na lisa) było, szczególnie w Anglii, nie tylko sportową, ale również towarzysko elegancką rozrywką wyższych sfer. Członkostwo (płatne) w prestiżowych kółkach łowieckich, miało ten sam status co przynależność do wybranych klubów gentelmeńskich. Uczestnictwo w sezonie myśliwskim wiązało się z wynajęciem odpowiedniej rezydencji na prowincji, w której – po polowaniach – rozgrywały się bale, przyjęcia i spotkania, o tej samej wadze i renomie, jak podczas lata w Londynie.
„Jeśli naprawdę zależy Ci na galopie na koniu, jedź do Melton Mowbray, Market Harborough lub Rugby [w Leicestershire]“ – zachęcały ówczesne poradniki łowieckie. Hans musiał już tego pozytywnie doświadczyć, bo prawie corocznie od 1892 do 1901 roku zjeżdżał tam na początku sezonu i pozostawał do lutego.
To właśnie w Leicestershire, jego dorastający szwagier George doznał pierwszych emocji szalonego pędu na koniu po płaskim terenie, połączonego z szybowaniem nad przeszkodami. Emocjonowała się tym także Daisy, która, wręcz z sentymentem wspomina w pamiętniku jej pierwsze próby przeskakiwania wysokich drewnianych płotów i swój, na szczęście bezbolesny, początkowy upadek z wierzchowca.

Quorn_House_1887

Quorn House, który Plessowie wynajęli w sezonie łowieckim 1892/1893 i gdzie w lutym 1893 r. przyszła na świat ich córeczka. Foto z 1887 r. z kolekcji English Heritage NMR

Młodzi Plessowie znaleźli się w Leicestershire już pierwszej zimy po swoim ślubie. Był to przełom 1892/1893 r. Zamieszkali w wygodnym domu, Quorn House w Quordon, oddanym do ich użytku przez właściciela, Williama Farnham, który wyjechał z żoną w podróż dookoła świata. W rezydencji tej, uznanej dzisiaj za zabytek drugiego stopnia (Grade II), goście podziwiać mogli interesujący zegar wodny z 1631 r., wspaniałą bibliotekę z rzadką edycją biblii „Breeches“ z 1599 r. i znajdujący się w jadalni olbrzymi kominek z płaskorzeźbą Adama i Ewy.
Duże wtedy opady śniegu spowodowały, że Hans i jego towarzystwo poruszało się po okolicach, sprowadzonymi z Niemiec, saniami. Dla tubylców była to olbrzymia sensacja. Hans zabierał, ciężarną wtedy, żonę na przejażdżki, podczas których, niestety, nie mógł się czasami powstrzymać od niebezpiecznej jazdy zagrażającej życiu zarówno jej, jak i nienarodzonego dziecka. Daisy nie zapomniała mu tego do końca życia.
Księstwo Pless nabyło członkostwo i polowało z jednym z najstarszych kółek myśliwskich, Quorn Hunt, założonym w 1753 r. przez legendarnego Hugh Meynella, który prezesował temu stowarzyszeniu do swojej śmierci w 1800 r. Tak długi okres przewodnictwa, pozwolił mu na stworzenie i ustabilizowanie bardzo dobrej „infrastruktury“ kółka: wybornych i doskonale doglądanych terenów do polowań, jak również zaplecza w postaci stajni dla koni typu „hunter“ oraz hodowli i schroniska dla ogarów.
Pomyślny w swoim przebiegu i finale fox-hunting może się tylko odbyć w przyjaznej współpracy lokalnego kółka myśliwskiego z miejscową ludnością. Bez jej pomocy i całorocznego zaangażowania w utrzymaniu koni, psów i pól łowieckich, impreza ta byłaby niemożliwa. To uzależnienie, połączone z obopólną głęboką miłością i szacunkiem do natury i sportu, sprawiało że polujący przyjezdni szczerze zżywali się z lokalną społecznością i, w czasie swojego pobytu, uczestniczyli czynnie w jej życiu.
Jedną z form „integracyjnych“ był coroczny regionalny Bal Myśliwski.
Nic więc dziwnego, że, choć w bardzo już zaawansowanej ciąży, księżna Daisy von Pless pojawiła się 1 stycznia 1893 r. na tańcach w wiejskiej świetlicy, Quorn Village Hall. Towarzyszył jej małżonek, Jan Henryk, oraz rodzice, pułkownik William i pani Cornwallis-West. Młodsza siostra, Shelagh, też była obecna.
Jak donosiła gazeta, Loughborough Herald, przybyło ponad osiemdziesiąt osób. Kapitan Warner, ówczesny współprezes Quorn Hunt, był oczywiście gospodarzem balu. Sala została udekorowana z wielkim smakiem, muzykę zapewniła orkiestra pana Addisona, a chwalony przez wszystkich catering pan Sault z pobliskiego hotelu pod Białym Koniem.
Daisy urodziła córeczkę 25 lutego 1893 r. Niestety dziecko zmarło po dwóch tygodniach. Obecny przy tej tragedii ojciec księżnej, Poppets, zajął się smutnymi formalnościami. Po więcej szczegółów dotyczących tej tragedii, odsyłam Państwa do świetnego opracowania pani Bronisławy Jeske-Cybulskiej (http://daisyofpless.wordpress.com/2012/07/14/bezimienna-corka-daisy-i-hansa-of-pless/)
Pomimo, wydawałoby się, złych wspomnień, Plessowie powrócili na fox-hunting do Leicestershire następnej zimy. Zatrzymali się wówczas w Baggrave Hall i, od 27 grudnia 1894 r., polowali ponownie z Quorn Hunt, kóremu od tego roku przewodniczył Hugh Lowther, 5. hrabia Lonsdale – słynny poszukiwacz przygód, eksplorator Arktyki, zapalony myśliwy i „największy angielski sportsman“ i działacz sportowy tamtych czasów.

Lonsdale_Churchill_manewry_IWMHugh Lowther, 5th Earl of Lonsdale

Hugh Lowther, 5. hrabia Lonsdale, prezes Quorn Hunt od 1893 do 1898. Po lewej: Winston Churchill i hrabia Lonsdale (z cygarem) na manewrach na Śląsku w 1906 r. Foto: Imperial War Museum, London.

Zapoczątkowana wtedy między nimi przyjaźń, prztrwała wiele lat. Hrabia Lonsdale, którego fortuna, jak Hansa, opierała się na kopalniach węgla, dwukrotnie, w 1895 i w 1902 r., podejmował u siebie cesarza Wilhelma II. Przyjeżdżał też często na Śląsk, zapraszany przez kajsera na manewry, lub prywatnie przez księstwo von Pless na wizyty do Książa.
Pomiędzy polowaniami, poproszona przez mieszkańców z sąsiedniego Husbands Bosworth, księżna Daisy uroczyście otworzyła kiermasz zbierający fundusz na budowę świetlicy ku pamięci lokalnego dobroczyńcy, Sir Francisa Turville.

HB_village_hall

Wiejska świetlica w Husbands Bosworth w Leicestershire, do budowy której przyczyniła się księżna von Pless.

W połowie stycznia, wyprawy na lisy zostały przerwane z powodu zbytnio zmrożonego gruntu. Dało to wszystkim więcej czasu na rozrywkę. W lutym, Hans, Daisy i Shelagh wyskoczyli na bal kostiumowy, Ball Poudré, do zamku Warwick. Potem sami wydali bal, który, obecna na nim lady Angela Forbes, opisała jako „znakomity“! Nie powstrzymała się jednak od krytyki gospodyni, którą oskarżyła o niedbałość w aranżacji transportu dla gości.
Najważniejszą jednak imprezą tego miesiąca był bal myśliwski w Melton Mowbray, zorganizowany dla bractwa łowieckiego zgrupowanego wtedy w Leicestershire. Początkowo lokalny, Melton Hunt Ball, stał się z czasem bardzo popularnym corocznym wydarzeniem, na które ludzie zjeżdżali specjalnie ze wszystkich zakątków królestwa. Odbywał się zawsze w sali regionalnej giełdy zbożowej.
W lutym 1895 r., dekoracja tej sali cudownie podkreślała nastrój: z sufitu zwisały wiklinowe kosze wypełnione trawą pampasową, mchem i paprociami, a ściany zdobiły głowy lisów, baranów i jeleni z rogami, umieszczone pomiędzy półkolistymi kandelabrami z brązu. Większość gentlemenów wystąpiła w obowiązkowych czerwonych tunikach, a panie w eleganckich sukniach wieczorowych. Według relacji gazety The Melton Mowbray Times „prześliczna księżna Henrykowa von Pless była przez wszystkich podziwiana; jej majestatyczna figura podkreślona doskonale kostiumem z czarnej satyny, górna część którego wykończona była srebrem, a spódnica wysadzana srebrnymi motylami. (…) Jej siostra, panna [Shelagh] Cornwallis-West wyglądała bardzo przystojnie we wspaniałej sukni z kremowej brokatowej satyny, obrębionej szyfonem.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Z powodu wyprawy do Indii, Plessowie nie mogli uczestniczyć w kolejnym sezonie polowań na lisy. W 1897 r., ich przedłużony latem pobyt w Anglii podczas diamentowego jubileuszu królowej Wiktorii sprawił, że pozostałą część roku spędzić musieli w Niemczech. W Leicestershire zjawili się ponownie zimą 1898/1899 r.
Obecność księżnej Daisy na tradycyjnym balu myśliwskim w Melton Mowbray w lutym 1899 wzbudziła znowu sensację. Tym razem zjawiła się „w sukni z błyszczącej złotej tkaniny, oprószonej purpurą, stanik której zdobiły sznury z diamentów, a wielki diamentowy ornament świecił się w jej włosach.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

66c_vf_kirby_gate_dp_2573_c

Daisy_Kirby_Gate

Spotkanie Quorn Hunt na padoku przed Kirby Gate, Leicestershire w listopadzie 1901 r. Rysunek Cuthberta Bradleya opublikowany w Vanity Fair. Uczestnicy spotkania opisani zostali na marginesie rysunku. Poniżej zbliżenie do księżnej Daisy von Pless.

Ciąża z Hanselem zatrzymała ją w 1900 r. w Niemczech. Jesienią 1901 r., podczas wizyty u rodziców w Newlands, wyskoczyła jednak z Shelagh na tradycyjne otwarcie sezonu łowieckiego Quorn Hunt na padoku przed rezydencją Kirby Gate.
Do tej pory odbywa się ono zawsze w pierwszy poniedziałek listopada, podkreślając symboliczną datę, od której młode lisy zaczynają być uznawane za dorosłą zwierzynę.
Był to ostatni, znany mi, fox-hunting w Leicestershire, w którym księżna Daisy wzieła udział. Od 1902 r. w kalendarzu zimowym Plessów, brawurowe polowania na lisy zastąpione zostały statecznym strzelaniem do ptactwa podczas ich pobytów u księstwa Devonshire. Zmienił się ich styl życia, które od tej pory prowadzić będą w w zamkniętym, eksluzywnym kręgu wybranych przyjaciół. Od czasu do czasu tylko, Daisy z sentymentu, pojedzie na bal do Melton Mowbray lub w odwiedziny do swojego szwagra Fritza, który, zarażony bakcylem fox-hunting kupił sobie w niedalekim Lubenham koło Market Harborough dworek myśliwski.

Read Full Post »

Koniec wojny nie przyniósł księżnej Daisy upragnionej wolności. Upłynął rok zanim mogła wrócić do swojej ojczyzny. Kiedy to wreszcie nastąpiło, we wrześniu 1919 r.,  przyszło rozczarowanie.

Nikt, poza starym bagażowym, nie powitał jej gdy statek, którym przypłynęła, zacumował w porcie Southampton. Nikt nie przyszedł po nią na stację Waterloo, gdy dojechała do Londynu.

Tym „nikim“ miał być prawdopodobnie brat George.

Jak sama wspomina: „czując się samotna i opuszczona“ skierowała się do pobliskiego Kenwood, gdzie mieszkała oddana jej bardzo Nancy Leeds. Miejsce to było jej dobrze znane z przeszłości jako dom bliskich przyjaciół, wielkiego księcia rosyjskiego Michała Michajłowicza i hrabiny Zofii Torby. Musieli go opuścić z powodu złej sytuacji finansowej, w jakiej znaleźli się po rewolucji.

Stamtąd podążyła  do Clouds w hrabstwie Wiltshire, do cioci Minnie, która udzieliła schronienia swojej siostrze. Patsy bowiem została niedawno zmuszona wyrokiem sądu do wyprowadzenia się z Newlands, które George wystawiał na sprzedaż.

Jedyną niezagrożoną przez wierzycieli posiadłością z dawnego majątku Cornwallis-Westów był domek w Arnewood, Hampshire, który Daisy wydzierżawiła od ojca tuż przed wojną. Zajęła się teraz jego porządkowaniem, by umieścić tam chorą matkę i odciążyć równie chorą ciocię. W międzyczasie zdołała odwiedzić francuską ex-cesarzową Eugenię w niedalekim Farnborough Hill.

Ciocia Minnie zmarła na poczatku października 1919 r. Stan zdrowia Patsy wciąż się pogarszał, więc Daisy i Shelagh postanowiły wywieźć ją na południe Francji. Shelagh z Patsy i jej opiekunką, Dolly Crowther, wyjechały tam pod koniec października, zatrzymując się po drodze w Paryżu na Patsy urodziny. Wyjazd Daisy opóźnił brak wizy, którą otrzymała dopiero po interwencji lekarza ambasady francuskiej. Do La Napoule dotarła wreszcie na początku grudnia.

Jak widać z powyższego sprawozdania, pierwsza powojenna wizyta księżnej von Pless w Anglii była pełna bólu i rodzinnych tragedii, połączonych z osobistym rozgoryczeniem, które w swojej późniejszej książce ujęła w sarkastycznych słowach: „Poza dachem rodziny, jedynymi domami, do jakich zostałam zaproszona po długim, ciężkim i przymusowym wygnaniu, były te, które należały do Amerykanki [Nancy Leeds] i Francuzki [cesarzowej Eugenii].“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Daisy nie była w tym stwierdzeniu obiektywna. Zjawiła się w Londynie incognito, z góry wrogo nastawiona do socjety, po tym jak dowiedziała się, że niektórzy znajomi, podobno, oświadczyli, że nie powinna się tu pokazywać tak wcześnie po wojnie. Prasa ją jednak prędko zauważyła i życzliwie, z dużą dozą współczucia komentowała jej kroki. Zdjęcie księżnej, samotnie opuszczającej hotel, znalazło się szybko na pierwszej stronie popularnego dziennika The Daily Mirror. To właśnie z gazet królowa Alexandra dowiedziała się o jej przyjeździe i natychmiast napisała do niej powitalny list.

 

Uchwycona przez paprazzi, samotna księżna Daisy opuszcza swój hotel. Zdjęcie z pierwszej strony The Daily Mirror, opublikowane wkrótce po jej przyjeździe do Londynu we wrześniu 1919 r.

Nieprawdą jest również, że „biedna“ księżna już wtedy nie miała pieniędzy i zmuszona była przemieszkiwać kątem u źyczliwych jej osób. Gdy wpadała z Hampshire do Londynu, zatrzymywała sie w zupełnie przyzwoitym hotelu Carter’s na centralnie położonej ulicy Arbemarle Street. Tam też wynajęła pokój, oczekując kilka tygodni na francuskie papiery. Zachował się list, napisany 29 listopada 1919 r. na papeterii tego hotelu, do jednej z jej nabliższych przedwojenych przyjaciólek, Ettie Desborough. Pomimo kontaktu, Daisy nie złożyła jej wizyty w Taplow. W 1923 r. wyznała dlaczego: „ … kiedy wróciłam do Anglii cztery lata temu, pragnęłam się z Tobą spotkać, ale jakoś nie miałam śmiałości. (…) Mam wrażenie, że zrozumiesz, co wtedy czułam. Widzisz, najdroższa, ja ciągle noszę to nazwisko i nic na to nie poradzę, nawet teraz gdy się z nim rozwiodłam…“. (tłumaczenie © Barbara Borkowy; podkreślenia autorki)

Wygląda na to, że sama Daisy nie czuła się wygodnie w tej wyjątkowej sytuacji i z własnego wyboru nie zapukała wtedy do drzwi swoich przyjaciół.

Siostry zmieniały się w opiece nad chorą matką. Daisy czuwała przy Patsy, gdy Shelagh wyjechała w grudniu do Londynu, by w styczniu 1920 r. wziąść po cichu ślub z kapitanem lotnictwa, Johnem FitzPatrick Lewisem. Kiedy powróciła do Cannes z nowym mężem i córką Marią, Daisy zdecydowała się w marcu na wizytę w Książu. W czerwcu jednak, zawiadomniona o zbliżającej się śmierci Patsy, pośpieszyła z powrotem do La Napoule. W drodze towarzyszył jej Lexel. Całą grupą (włącznie z dwoma kanarkami!) wrócili do Londynu, gdzie matka przeszła ostatnią operację. Czuwając nad nią, Daisy wynajęła pokój w prestiżowym hotelu na Park Lane. Tam, pewnego dnia, złożyli jej wizytę ex-król Hiszpanii, Alfonso XIII i Jimmy, książę Alba.

Księżna von Pless zaczęła się powoli odnajdywać w angielskiej socjecie. By uwspółcześnić swój wizerunek, przyjęła zaproszenie na sesję fotograficzną u słynnego Bassano, wiedząc że jego zdjęcia trafią szybko do odpowiednich gazet. Sesja ta odbyła się 14 lipca 1920 r. Jej negatywy znajdują się  obecnie w archiwum National Portrait Gallery.

Patsy, otoczona rodziną, zmarła w Arnewood 21 lipca 1920 r. Trzy dni potem odbył się pogrzeb, w którym, oprócz dzieci, uczestniczyłi Sir John Fowler (mąż siostrzenicy, Magde Brooke) i Baron Hochberg (reprezentujący księcia Jana Henryka XV von Pless). Licznie stawiła się okoliczna ludność.

Ujęta wieloma wyrazami kondolencji, Daisy zamieściła, 5 sierpnia 1920 r., notatkę w kolumnie towarzyskiej The Times’a dziękując „z całego serca swoim i rodziców przyjacielom, którzy uprzejmie okazali sympatię w jej smutku po śmierci matki, pani Cornwallis-West. Księżna von Pless ma nadzieję, że z powodu ogromnej ilości korespondencji, jaką otrzymała, wybaczą jej oni, że nie będzie mogła im wszystkim odpisać osobiście .“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Przez kilka miesięcy Daisy ociągała się z powrotem do Niemiec. Wiedziała, że musi tam stawić czoła problemom swojego małżeństwa, a tu w Londynie zaczynało być coraz milej. Po kuracji w Bagnolles w sierpniu 1920 r, gdzie pojechała z Shelagh, wróciła ponownie do stolicy. Stopniowo odnawiała dawne kontakty towarzyskie, włącznie z Churchillami, z którymi widziana była na przedstawieniu „Niebieskiej Laguny“ w teatrze Prince of Wales.

Boże Narodzenie 1920 r. spędziła w Książu. Ale nawet w tym tradycyjnym okresie chrześcijańskiego przebaczania, Daisy i Hans nie byli się w stanie pogodzić. W styczniu 1921 r., przerażona i nieufająca niemieckiemu prawu, Daisy napisała słynny list do króla Georga V z prośbą o brytyjską protekcję. W marcu 1921 r. wyjechała do swojego domu z czasów wojny w Garmisch-Partenkirchen na terenie Bawarii. W czerwcu, witana z olbrzymią pompą, wróciła jednak na Śląsk w ostatniej nadzieji pojednania się z Hansem. Niestety, nic z tego nie wyszło i małżonkowie, zatraceni w gorzkich sporach, zgodzili się na pertraktacje rozwodowe. Tego roku Daisy Anglii nie odwiedziła.

Dyskusje ciągnęły się przez większą część 1922 r., odbijając się znacznie na zdrowiu księżnej. W sierpniu 1922 r. znalazła się z bezwładną nogą („Drop Foot“) w Badgastein w Austrii. Napisała stamtąd do Ettie, anonsując swój przyjazd do Londynu i prosząc o spotkanie. Podała jej swój adres: dom panny Doris Jekyll, 24, Sussex Mansions, Sussex Place (blisko Paddington), przyznając że tym razem nie stać jej na wynajęcie hotelu. W londyńskim mieszkaniu wuja Guy Wyndhama nie mogła się zatrzymać ze względu na schody, a należące do Shelagh pied-a-terre było za małe. Głównym celem tej wizyty miały być spotkania: ze specjalistą od nóg i ze słynnym angielskim adwokatem, Sir Williamem Joynsonem. Wizyta ta rzeczywiście nastąpiła we wrześniu 1922 r. Czasopismo The Tatler opublikowało z tej okazji nowy portret ksieżnej von Pless, zrobiony przez fotografa Malcolma Arbutholm.

Portret księżnej von Pless wykonany przez Malcolma Arbutholm z okazji jej pobytu w Londynie w 1922 r.

2 października 1922 r. Plessowie podpisali obopólny protokół rozwodowy, który został zatwierdzony przez sąd w Berlinie 4 grudnia 1923 r.  Od tej pory, pomimo szczodrych, na papierze, alimentów ofiarowanych byłej żonie przez Hansa, Daisy do końca życia borykała się z finansami.

Jedną z jej ówczesnych incjatyw biznesowych był, opisany w poprzednim blogu, kontrakt reklamy kosmetyku Mercolized-Waxu. Przyniósł on jej na tyle pieniędzy, że podczas kolejnego pobytu w Londynie zamieszkała w modnym apartamentowcu, Albert Gate Court na Kennsingtonie. Mogła tam bez zażenowania podejmować, od maja 1924 r.,  dostojnych gości, takich jak królową rumuńską, Marię Koburg lub królewnę hiszpańską, Beatrice.  Swój ówczesny pobyt w stolicy uświęciła kolejną sesją fotograficzną, tym razem w studiu Foulsham & Banfield. Jej zdjęcia z tego posiedzenia staly się z czasem najpopularniejszymi portretami „powojennej“ ksieżnej von Pless.

 

Księżna von Pless w kamerze Foulsham & Banfield. Zdjęcia te stały się jej najpopularniejszymi portretami z czasów powojennych.

Jej przyjazd do Londynu w 1924 r. był bardzo szczęśliwy, bo powodowany radosną okazją ślubu ulubionej siostrzenicy, lady Urszuli Grosvenor, z majorem Williamem Patrickem Filmer Sankey. Uroczystość odbyła się 23 czerwca 1924 r. i była olbrzymim wydarzeniem towarzyskim, na którym Daisy miała okazję spotkać wielu swoich dawnych znajomych i przyjaciół. Ubrana w ładną różowo-kremową suknię, zwróciła na siebie uwagę prasy. Mogła na nowo poczuć się w swoim żywiole.

Były premier J.A. Balfour i Ettie Desborough w drodze na ślub lady Urszuli Grosvenor. Byli oni jednymi z wielu dawnych przyjaciół spotkanych wtedy przez ksieżną von Pless.

W następnym roku zjawiła się w Anglii na kilkutygodniowe wakacje, część których spędziła w renomowanym hotel Pulteney w Bath. Jej choroba postępowała bezlitośnie. W 1928 r., kiedy przeniosła się z La Napoule do Monachium, musiała już używać wózka inwalidzkiego. Aż trudno uwierzyć, że w takim stanie odważyła się ponownie odwiedzić Anglię. Gdy to się stało, zaskoczyła wszystkich pokładami wewnętrznej siły, determinacją prowadzenia normalnego życia i sposobami, jakimi starała się to osiągnąć.

Będzie to jednak temat następnego blogu.

Read Full Post »

Młodziutka, bo niespełnie osiemnastoletnia, Maria Teresa („Daisy“) Cornwallis-West wprowadzona została do angielskiej socjety w 1891 r. Jej debiut miał miejsce 4 marca 1891 r., kiedy jej matka formalnie przedstawiła ją królowej Wiktorii podczas pierwszej tego roku prezentacji w pałacu Buckingham (tzw „Drawing Room“).

Oficjalnie Londyński Sezon trwał od kwietnia do sierpnia, ale jego najbardziej wypełnionymi miesiącami były maj, czerwiec i lipiec, kiedy każdego dnia odbywały się proszone obiady, przyjęcia i bale. Matki panien na wydaniu nie szczędziły wysiłku, zabiegów i kosztów w uzyskaniu dla córek jak najlepszego zaproszenia i stworzeniu im okazji poznania i ewentualnego „zdobycia“ cennego męża.

Daisy była śliczna, miała dobre pochodzenie, ale – relatywnie – była uboga. Jej matka, Patsy, musiała starać się w dwójnasób. Miała jednak szczęście, bo córka zwróciła uwagę potomka bardzo zamożnego niemieckiego księcia von Pless. Parę bali póżniej, Jan Henryk (Hans) poprosił o jej rękę. Zawiadomienie o zaręczynach ukazało się w The Times już 7 sierpnia. Datę ceremoni ślubnej wyznaczono na 8 grudnia 1891 r.

W międzyczasie, rodzice i młoda para zajęci byli przygotowaniami do wesela. Rodzina Hansa przybyła do Anglii w komplecie. Wysłano mnóstwo zaproszeń, w ślad których zaczęły nadchodzić prezenty. Finansowane przez narzeczonego, Daisy z matką zajęły się organizowaniem wyprawki. W jej skład weszły pierwsze w jej młodym życiu poważne stroje: kostium i kapota do podróży, wieczorowa suknia w stylu „Marion Delorme“, suknia na wizyty, jedwabna suknia „Monte Carlo“, toalety na popołudnie i do teatru (z okryciem na modę Louis XV), zapierająca dech suknia z trenem na przyjęcia dworskie, dwa szlafroczki oraz letni i zimowy płaszcz.

Ich ślub, obwieszczony wydarzeniem roku, interesował wszystkich. Prasa domagała się szczegółów i szukała fotografii do zilustrowania artykułów. Narzeczeni wybrali się więc na sesję zdjęciową do prestiżowego atelier „Walery“ na Regent Street.  Można sobie wyobrazić, że Hans poczuł się tam jak u siebie w domu. Jego angielski nie był wtedy płynny, ale od dzieciństwa mówił bardzo dobrze… po polsku! „Walery“ zaś,  był zawodowym pseudonimem hrabiego Stanisława Ostroroga, którego ojciec, Stanisław Julian Ostroróg, wyemigrował na zachód po powstaniu listopadowym i dla celów zarobkowych otworzył, najpierw we Francji, a potem w Anglii, profesjonalne studio fotograficzne. Zrobił im cudowne portrety, które wkrótce pojawiły się na stronach ówczesnych czasopism towarzyskich. Być może był również autorem ich zdjęć ślubnych, ale tych jeszcze nie znalazłam. Podzielić się jednak mogę z Państwem rysunkami ilustrującymi ten wielki dzień w życiu Daisy.

Suknia ślubna panny Daisy Cornwallis-West. Poniżej szkice jej strojów z wyprawki. Rysunki ilustrujące artykuł o jej ślubie w Lady’s Pictorial.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jej ślubna suknia, w stylu „Empire“, odzwierciedlała modę późnej epoki wiktoriańskiej. Uszyta z bogatej perłowo-białej satyny, miała dół obrębiony tiulem łapanym garlandami kwiatów pomarańczy. Spod nisko ciętego stanika wychodziła, bogato haftowana srebrem we wzór „Empire“, suknia spodnia z długimi wąskimi rękawami, zakończonymi szpiczasto na dłoniach i przykrytymi bufkami na ramionach. Długi na pięć jardów tren, przyczepiony był do ramion jedwabnym kołnierzem. Uszyty z przepysznego brokatu, podbitego pikowaną satyną, był również obrębiony na brzegach tiulem łapanym garlandami kwiatów pomarańczy. Welon z brukselskich koronek przypięty był do włosów wspaniałą koroną z diamentów i pereł, którą ofiarował jej w prezencie ojciec narzeczonego, książę Jan Henryk XI von Pless. Szyję zdobił niesłychanej piękności diamentowy krzyż (prezent od księżnej Matyldy von Pless) i naszyjnik z pojedynczym diamentem (prezent od narzeczonego). Całość uzupełniał bukiet z prawdziwych kwiatów pomarańczy.

Powyższy opis i ilustracja stoją w przeciwieństwie do „ślubnego portretu“ Daisy rozpowszechnionego przez książkę pana Johna Kocha. Zamieszczone w niej zdjęcie pochodzi z około 1910 roku, dziewiętnaście lat po ślubie!!! Przedstawiona na nim księżna von Pless jest już dojrzałą, 38-letnią kobietą, w sukni i fryzurze epoki edwardiańskiej. Jej uroda, podkreślona elegancją i wyrafinowaniem, nadal zachwyca, ale trudno się w niej dopatrzyć niewinności i nieśmiałości młodej dziewczyny, która w 1891 r. stanęła przed ołtarzem, by powiedzieć „Tak“ mężczyźnie, którego ledwo znała i przyszłości, która kryła dla niej tyle niespodzianek.

Mylnie uważany za zdjęcie ślubne, portret 38-letniej ksieżnej Daisy von Pless wykonany w 1910 r. przez Ritę Martin i zreprodukowany na stronie tytułowej drezdeńskiego Illustrirte Neueste. Foto z kolekcji autorki

Zdjęcie to zostało wykonane przez fotografkę Ritę Martin, która otworzyła swoje londyńskie studio w 1906 r. Jej sława osiągnęla szczyt wlaśnie około 1910 r. Nic więc dziwnego, że – jak w przypadku renomowanego atelier Lafayette w 1901 r. – Daisy von Pless wybrała się do niej na nową sesję fotograficzną. Zaowocowała ona serią portretów, które do dnia dzisiejszego są jednymi z najbardziej popularnych wizerunków księżnej.

Ale o tym opowiem Państwu więcej w kolejnym wpisie.

Read Full Post »

Older Posts »