Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Hans Pless’

20 lipca minie 70 lat od nieudanego zamachu na życie Adolfa Hitlera, dokonanego w 1944 r. przez pułkownika Clausa Schenka hrabiego von Stauffenberga. Bomba, pozostawiona przez niego w teczce na sali konferencyjnej kwatery „Wilczy Szaniec” we Wschodnich Prusach, wybuchła zabijając cztery inne osoby, ale tylko raniąc Hitlera w prawe ramię.

Zamach ten był pierwszym krokiem w akcji, która przeszła do historii pod pseudonimem „Walkiria”. Jej głównym celem było odsunięcie siłą nazistów od władzy i stworzenie nowego rządu, z Carlem Friedrichem Goerdelerem jako kanclerzem oraz Ludwikiem Beckiem jako prezydentem. stauffenberg

Pułkownik Claus Schenk hrabia von Stauffenberg (1907-1944), jeden z przywódców operacji „Walkiria” i wykonawca zamachu na Hitlera 20 lipca 1944 r.

Odważny żołnierz, ciężko ranny podczas walk w Tunezji, hrabia von Stauffenberg nie był jedynym niemieckim patriotą pozbawionym złudzeń co do katastrofalnej polityki Hitlera. O wynik wojny i losy swojej ojczyzny martwiło się wielu wysokich rangą oficerów Wermachtu, działaczy społecznych i światłych członków germańskiej arystokracji. W odwecie za spisek, ponad 200-tu podejrzanych natychmiast rozstrzelano, pozostałych 5 000 nieco później, a setki innych osadzono w więzieniach i obozach koncentracyjnych. Niewielu wie, że wśród nich znalazł się siostrzeniec księcia Jana Henryka XV von Pless, książę Friedrich III zu Solms-Baruth.

Friedrich Herman Christian Hans III, książę zu Solms-Baruth urodził się 25 marca 1886 r. w Kliczkowie. Był najstarszm synem księcia Friedricha II zu Solms-Baruth i jego żony, hrabianki Idy Luizy („Lulu”) von Hochberg. W 1914 ożenił się w Poczdamie z księżniczką Adelheid von Schleswig-Holstein-Sonderburg-Glucksburg, z którą miał później pięcioro dzieci: cztery córki i jednego syna – Friedricha IV zu Solms-Baruth (1926-2006). Tutuł i majątek po ojcu odziedziczył w 1920 r. friedrich_iii-zu-solms-baruth_large

Siostrzeniec księcia Jana Henryka XV von Pless, książę Friedrich III zu Solms-Baruth (1886-1951), anty-nazistowski dysydent zaangażowany w spisek „Walkiria”.

Jako zagorzały rojalista i krytyk hitlerowskiego nacjonalizmu, książę Friedrich III zu Solms-Baruth stał się z czasem członkiem grupy podobnie myślących rodaków, spotykających się od maja 1942 r. na dyskusje polityczne w Krzyżowej (Kreisau) koło Świdnicy – śląskiej rezydencji hrabiego Helmuta von Moltke. Ten tzw „Krąg Krzyżowej” („Kreisauer Kreis”) postawił sobie za cel odtworzenie federalnego państwa niemieckiego i przywrócenie w społeczeństwie zasad chrześcijańskiego współżycia. Niektórzy jego członkowie byli nawet za przywróceniem konstytucyjnej monarchii, wierząc że ten ustrój nie dopuści w przyszłości do przejęcia władzy przez kolejnego dyktatora. Choć „Krąg Krzyżowej” był w kontaktach z innymi dysydentami, odgradzał się od prób zabicia Hitlera, obawiając się, że udany zamach uczyni z niego męczennika. Drogę do zmian widział w zbliżającej się dyskredytacji partii nazistowskiej i klęsce Niemiec w rozpętanej przez nich wojnie. Gestapo aresztowało hrabiego von Moltke w styczniu 1944 r. 11 stycznia 1945 r. skazany został na śmierć. „Krąg Krzyżowej” się rozpadł. Część jego byłych członków zaczęła się skłaniać ku idei zbrojnego puczu i włączyła się czynnie w przygotowywanie akcji „Walkiria”.

Książę Friedrich III zu Solms-Baruth dwa razy udostępnił spiskowcom swoją rezydencję na spotkania. Świadomy grożącego mu niebezpieczeństwa, nadał tym spotkaniom pozory towarzyskich przyjęć, a na rozmowy z konspiratorami w lesie zabierał dla niepoznaki swoją siostrę. Strach jednak go nie odstępował i w obawie przed aresztowaniem spędzał każdą noc w innym pokoju, śpiąc z naładowanym rewolwerem pod poduszką. Gestapo przyszło po niego dzień po nieudanym zamachu, 21 lipca 1944 r. Zamknięty został w powszechnie znanym z okrucieństwa więzieniu na Albrechtstrasse w Berlinie. Przesłuchania trwały siedem miesięcy. Uszedł z życiem tylko dlatego, że podpisał prawny dokument przekazujący jego majątek, w skład którego wchodziły cztery rezydencje i ponad 17 000 akrów ziemi, Heinrichowi Himmlerowi. Pod karą śmierci zakazano mu tam kiedykolwiek wrócić.

Po wyjściu z więzienia, zrujnowany psychicznie i materialnie, wyjechał z żoną i dziećmi na rodzinną farmę w Saksonii, a potem do domu szwagra, księcia Friedricha von Schleswig-Holstein. Stamtąd udali się do Szwecji, gdzie byli gośćmi następczyni tronu szweckiego, księżniczki Sibylli (z domu Saxe-Coburg-Gotha) w jej pałacu Haga w Sztokholmie. Ostatecznie, zdecydowali się na emigrację do Namibii, gdzie jeszcze przed wojną nabyli podupadłe rancho. Tam rozpoczęli nowe życie, mieszkając początkowo w baraku zbudowanym z krowiego łajna i gliny. Jak dumnie podkreśla wnuk księcia: „na gołej ziemi, gdzie zastali tylko kamienie, węże i trzy owce”, ciężką pracą stworzyli drugie, najlepiej zarządzane gospodarstwo w Namibii.

Księciu Friedrichowi III zu Solm-Baruth nie dane było powrócić w rodzinne strony. Zmarł 12 września 1957 r. w Windhoek w Południowej Afryce. Jego jedyny syn, książę Friedrich IV zu Solms-Baruth nie zaprzestał jednak walki ojca o sprawiedliwość i odzyskanie tak podstępnie zrabowanego majątku. Upadek Niemieckiej Republiki Demokratycznej, w granicach której ten majątek się znajdował, otworzył przed nim nowe szanse. W 2003 r., książę Friedrich IV odzyskał 3 658 hektrarów ziemi na terenie Branderburgii i Saksoni-Anhalt. Teraz tę walkę kontynuuje jego wnuk, książę Friedrich V zu Solms-Baruth. FSB V--300x350

Książę Friedrich V zu Solms-Baruth, sfotografowany na tle portretu dziadka, walczy nadal o odzyskanie rodzinnego majątku. Foto: ABC/es

W grudniu 2008 r. Administracyjny Sąd w Poczdamie odmówił jednak zwrotu posiadłości książęcych, teraz należących do Branderburgii oraz miast Baruth i Zossen. Odwołanie się od tej decyzji, rozpatrzone w 2012 r., nie odniosło pozytywnego skutku. Argumentacja sądu oparła się na fakcie, że Nazistowskie Niemcy były wciąż państwem konstytucyjnym i sporządzone wtedy legalne dokumenty mają nadal moc prawną. Stanowisko to podważa znany angielski historyk II wojny światowej, Anthony Beevor, który stwierdził: „Jest to niesłychane, aby papier podsunięty do podpisania więźniowi przetrzymywanemu w kwaterze SS na Albrechtstrasse, i w dodatku więźniowi zaaresztowanemu w związku z zamachem na Hitlera 20 lipca 1944 r., uznany został za legalny kontrakt, w który wszedł on dobrowolnie i bez przymusu”.

Nie poddając się, książę Friedrich V zu Solms-Baruth otworzył kolejny przewód w Federalnym Sądzie Najwyższej Instancji w Lipsku i jest gotowy szukać sprawiedliwości w Europejskim Sądzie Praw Człowieka.

Read Full Post »

W swoich poprzednich wpisach niejednokrotnie podkreślałam serdeczność i zażyłość, jaką okazywali sobie członkowie irlandzkiej rodziny matki księżnej Daisy, Patsy. Pisałam wcześniej o dobrotliwej i uroczej babci Olivii oraz o opiekuńczym i wesołym wuju Pat’cie, a ostatnio o kochanej przez wszystkich cioci Minnie. Liczni i w przeważającej mierze znacznie ubożsi kuzyni nigdy nie zostali zapomnieni lub odsunięci przez Daisy lub Shelagh, które często ich u siebie gościły i pomagały im jak mogły. Niniejsza opowieść jest o mało jej znanej kuzynce z Ameryki, Olivii Lukrecji FitzPatrick.

sized_oliver01

Oliver Thomas Edward „Eddie” FitzPatrick (1863-1928), brat Patsy, wuj Daisi, ojciec hrabiny Olivii Larisch von Moennich. Foto: http://www.fitz-patrick.net

Jeden z braci Patsy, Oliver Thomas Edward FitzPatrick, zwany przez wszystkich „Eddim” urodził się w 1863 r. Do Ameryki wyjechał po raz pierwszy w 1885 z nadzieją założenia w Texasie lukratywnego biznesu. Zakupił od meksykańskich chłopów stado owiec, ale nie nacieszył się nimi długo, bo szybko zostały mu one przez nich z powrotem ukradzione. Jednakże w czasie swojego tam pobytu, poznał i zakochał się z wzajemnością w pannie Phoebe Lukrecji Willoughby White, która przybyła do San Antonio odwiedzić stare strony rodziców. Jej ojciec, pułkownik John Adams White, miał tam bowiem w latach 1840-tych farmę, zanim przeniósł się z żoną do Stockton w stanie Kalifornii, gdzie Phoebe przyszła na świat w 1873 r.

W celu uregulowania swoich spraw finansowych, Eddie wrócił do Irlandii, prosząc ukochaną o cierpliwość i wierność. Spotkali się ponownie po siedmiu latach i w sierpniu 1893 r. wzięli ślub w kościele Św. Marka w San Antonio. Zrażony do owiec i Texasu, Eddie dał się łatwo przekonać na wyjazd do Kalifornii, która w owych czasach przeżywała hossę w produkcji owoców cytrusowych. Młodzi małżonkowie więc, dołączyli wkrótce do rodziców Phoebe w Saticoy, w kalifornijskim powiecie Ventura. Tam, w 1894 r, urodziło się ich pierwsze dziecko, Olivia Lukrecja. Rok po niej mieli syna Johna Fredericka, a w 1899 r. kolejną córeczkę, Mary Isabel.
Około 1910 r., Eddie był w stanie kupić własną ziemię i wystawić na niej rodzinny dom. Jest to, istniejące do dnia dzisiejszego i ciągle w rękach jego potomków, rancho zwane Oliver Thomas Edward FitzPatrick’s Ranch, kultywujące brzoskwinie i pomarańcze.
W 1911 r., Eddie zdecydował się wysłać najstarszą córkę do Europy w celu nabrania ogłady i poznania szerszego świata – coś co w tamtych czasach nazywało się „finishing off”. Poprosił w tym względzie o pomoc swoją siostrzenicę, księżną Daisy von Pless, która bez wahania i z szeroko otwartymi ramionami przyjęła na Śląsku młodziutką kuzynkę.
Olivia spędziła z Daisy całą jesień. Nie sprawiała księżnej żadnego kłopotu, a fakt że była ładna, miła i lubiana przez Hansa tylko pomógł jej pobytowi w Książu i w Pszczynie. Uczestnicząc w życiu towarzyskim Plessów, młodziutka Olivia FitzPatrick wprowadzona została w krąg ich najbliższych przyjaciół, wśród których przodujące miejsce zajmowali austriacki arystokrata, Heinrich („Heine”) 6. hrabia Larisch von Moennich i jego żona Henriette, rezydujący w niedalekiej od Pszczyny Solcy. Hrabia Heine był nie tylko ulubionym sąsiadem księstwa von Pless i uroczym gospodarzem podejmujących ich w swoich włościach, ale również organizatorem częstych łowów w Pardubicach i towarzyszem ich polowań na lisy („fox-hunting”) w Anglii.

detail_img.php

Nieistniejący dzisiaj pałac Larischów w Solcy, rezydencja przyjaciół księstwa von Pless: Heinricha („Heine”)  hrabiego Larisch von Moennich i jego żony Henrietty.

W 1896 r. Daisy ubolewała, że jego najstarszy syn i dziedzic, Johann („Hansie”) był beznadziejnie zakochany w jej siostrze Shelagh. W 1912 wciąż kawaler, był on „czterdziestoletnim mężczyzną, aczkolwiek wyglądającym na trzydzieści, pełnym życia i bardzo miłym, choć łysym od niepamiętnych czasów”. Przedstawiła go więc młodziutkiej, siedemnastoletniej wtedy Olivii, która „mając ciemną, hiszpańskiego rodzaju urodę, wyglądała na znacznie starszą”, otwierając jej tym samym szansę na poślubienie dobrej partii. Ta, bez oporu się zgodziła, gotowa nawet przejść na katolicką religię przyszłego małżonka. Szczęśliwi, Hans i Daisy, wyprawili im wesele w Pszczynie 29 kwietnia 1912 r.

735162_317083891744622_1117575876_n

Nowożeńcy: Johann Heinrich Franz Maria „Hansie” Larisch von Moennich (1872-1962) i Olivia Lukrecja FitzPatrick (1894-1971) sfotografowani wkrótce po ślubie. Reprodukcja z austriackiego tygodnika Sport und Salon opublikowana 22 listopada 1912 r., zlokalizowana przez pana Wladislawa VonHochberg.

Olivia „jest niesłychaną dziewczyną, naturalną, dobrą i czarującą” – odnotowała księżna w swoim pamiętniku. Nie pomyliła się. Ta prowincjonalna kuzyneczka okazała się wierną towarzyszką do końca życia. To właśnie ona pomagała Daisy w jej ostatnich latach w Książu i Wałbrzychu i jako jedyna krewna przyjechała na jej siedemdziesiąte urodziny. Kiedy księżna dzień później zmarła, zajęła się pogrzebem i zawiadomieniem rodziny.
Pomimo różnicy wieku, małżeństwo Olivii z Hansiem było szczęśliwe i zaowocowało trzema synami i dwoma córkami. Hansie stał się dziedzicem rodzinnej fortuny w 1918 r. – za późno by cieszyć się swoim statusem. Powstałe w październiku 1918 r. państwo Czechosłowacji odebrało mu tytuł i należne przywileje. Sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej w październiku 1938, kiedy na mocy dekretu monachijskiego region cieszyński przeszedł w ręce polskie. Pod koniec 1944 r. rodzina Larisch -Moennich przeniosła się do pałacu Valec koło Karlowych Warów, a w 1945 wyemigrowała do Austrii, rezydując najpierw we Wiedniu, a potem w ich myśliwskim zameczku w Palfau, gdzie Hansie zmarł w 1962, a Olivia w 1971 roku.

Olivia_Lukrecia_Fitz-Patrick

Hrabina Olivia Larisch von Moennich w średnim wieku. Foto: Archiwum Państwowe w Starej Karvinnie.

Wszystkie posiadłości Larischów na terenie Czechosłowacji zostały skonfiskowane przez państwo w 1945 r. Pałac w Solcy zburzono w 1953 r.

Read Full Post »

Statystyki na moim blogu pokazują, że największą popularnością cieszą się wpisy cytujące wspomnienia osób, które miały okazję poznać osobiście księżną Daisy von Pless. Ja także bardzo je lubię i zawsze doznaję podniecenia, kiedy wpadnie mi do ręki kolejna publikacja, zawierająca takie rekolekcje. Przeto niezmiernie mi miło, przedstawić dzisiaj Państwu panią Leilę von Meister i jej książkę „ Gathered Yesterdays“.
Leila von Meister, z domu Trapmann (1871 – 1957) urodziła się w miejscowości Sanbury nad Tamizą. Jej przodkowie pochodzili z bogatych rodzin, prowadzących od paru pokoleń plantacje bawełny w Południowej Karolinie. Pradziadek Leili był Niemcem, a prababcia Angielką. Jej rodzice pobrali się w 1860 r. w Charlestonie i wyjechali na miodowy miesiąc do Europy. Nigdy stamtąd nie wrócili, decydując się osiąść w Anglii.
W 1900 r., Leila poślubiła, jako jego druga żona, Wilhelma von Meistera, wysokiego rangą pracownika pruskiej administracji i podążyła za nim do Homburga, gdzie sprawował urząd Landrata.
Pozycja męża, jej dobra znajomość brytyjskiego ambasadora w Niemczech, Sir Franka Lascellesa, jak również osobisty czar, talent muzyczny i zdolności artystyczne otworzyły jej szybko drzwi najważniejszych salonów berlińskich, gdzie, oczywiście, spotkala ksieżną Daisy. W swojej książce, Leila, wybiórczo tylko, opisuje wydarzenia, które odcisnęły się w jej pamięci. Jednym z nich był spontanicznie zaaranżowany w lutym 1904 r. piknik w Hotelu Bristol.

Leila_Trapmann

Leila von Meister (1871-1957) poznała księżną Daisy wkrótce po swoim przyjeździe do Niemiec w 190o r.

Daisy podobał się on do tego stopnia, że odnotowała w swoim dzenniku pod datą 9 lutego 1904 r.: „Po przybyciu do Berlina, poszłam o wpół do jedynastej na bal piknikowy do Hotelu Bristol, który był niespodziewanie przyjemny. Opuściłam go o trzeciej trzydzieści, chociaż niektórzy zostali do ponad piątej“.
Pani von Meister podaje więcej szczegółów: „[Piknik ten] zorganizowany został ni stąd, ni z owąd, ale okazał się wielkim sukcesem. (…) Zostały na niego zaproszone jedynie młode pary małżeńskie, plus kilku dodatkowych mężczyzn jako partnerów do tańca. W sumie było nas od czterdziestu do pięćdziesięciu osób, i tylko przystojne kobiety. Rzecz jasna, księżna von Pless dzierżyła palmę pierwszeństwa, ale inne panie dzielnie jej w tym towarzyszyły: hrabina Szechneyi, czyli pierwotnie księżniczka Chimay, której mąż pracuje w austriackiej ambasadzie i która jest doprawdy cudowna i bardzo przyjacielska, księżna Salm-Salm, która jest austriacką arcyksiężniczką i, oprócz tego że jest ładna, ma tą wdzięczność i szyk, jakie posiadają wyłącznie dobrze urodzone Wiedenki, oraz hrabiny Fürstenberg, Sierstorpff, Matuschka i baronowa Boecklin, z których trzy ostatnie są Amerykankami, a wszystkie szczycą się piękną urodą“.

LAF.1804.tif

Według Leili von Meister, „Księżna Pless uznana byłaby wszędzie za piękność, ale w Niemczech, gdzie takie zjawisko jest rzadkością, świeci jak rozżarzona latarnia”. Foto Lafayetta w zbiorach V&A Museum

Oddawszy księżnej Daisy ten hołd, Leila zatrzymała się nad analizą jej fenomenu, którą przytaczam poniżej w całości:
„Księżna Pless uznana byłaby wszędzie za piękność, ale tu [w Niemczech], gdzie takie zjawisko jest rzadkością, świeci jak rozżarzona latarnia. Jest prawie tak wysoka, jak ja. Ma zgrabną figurę i najbielszą cerę, jaką kiedykolwiek widziałam. Jest doprawdy tym perfekcyjnym uosobnieniem blondynki, która w wyobraźni dziecka kojarzy się z ideałem „Zaczarowanej Księżniczki“. Na jej twarzy, oprócz urody, odbija się wielka słodycz i uprzejmość, a jej maniery czarują całkowitą naturalnością. Myślę, że właśnie ta jej cecha zdumiewa tutejszych ludzi, którzy tak strasznie dopasowywują się do feudualnej koncepcji bycia Księciem lub Księżniczką, że są w tym przytłaczający. Daisy, z jej irlandzkim buntem wobec konwenansów, niewątpliwie od czasu do czasu ich zaskakuje. Z tego co wiem, rodzina jej męża jest często boleśnie zmęczona próbami wtłoczenia szacunku wobec ustalonych niemieckich zwyczajów do jej ślicznej, kochanej, ale niesubordynowej główki.
Nie jestem pewna, czy jest ona tutaj szczęśliwa. Gościliśmy ją i jej męża kiedyś na obiedzie. Z tego co powiedziała – a raczej przemilczała – wnoszę, że czuje się uwięziona, jak ptak, oczywiście rajski, w złotej klatce! Jej męża nie polubiłam. Zrobił na mnie wrażenie osoby z poczuciem wygórowanej ważności, bez inteligencji, która by go przed tym powstrzymała. Jest dla mnie zimnym, próżnym i nadętym bufonem“. (tłumaczenie cytatow z tekstów angielskich © Barbara Borkowy)
Wkrótce po pikniku w Hotelu Bristol, pani von Meister, jak Daisy, zaproszona została przez Cesarzewicza Wilhelma na bal w starym pałacu poczdamskim, który był równie udany i rzadki w aranżacji, bo odbył się przy blasku świec woskowych.
Zarówno Daisy, jak Leila wyróżnione zostały spośród dam zaproszeniem do intymnej kolacji w dawnej prywatnej jadalni (tzw Konfidenztafelzimmer) Fryderyka Wielkiego, gdzie zasiadły w szóstkę do stołu zaprojektowanego specjalnie dla króla, który lubił spożywać swoje posiłki w samotności. Po zakończeniu jednego dania, jego środkowa część osuwała się do znajdującej się piętro niżej kuchni, by za chwilę wrócić z nową na niej potrawą, eliminując tym obecność służby.
Zabawę w miłym towarzystwie kontynuowano po południu następnego dnia w berlińskim pałacu Plessów, dokąd Pani von Meister przyszła ze swoją gitarą, księżna Ratiboru z trąbką, a jej synowie i Cesarzewicz przynieśli ze sobą skrzypce. „“Robiliśmy muzykę“ i mnóstwo hałasu od piątej do siódmej“ – zapisała w dzienniku Daisy.
Leila i Daisy zaprzyjaźniły się już wtedy na tyle, że niebawem Pani von Meiser gotowa była przekroczyć surową niemiecką etykietę dworską i wziąść udział w żarcie wymyślonym przez księżną von Pless. Ale o tym szerzej w następnym moim wpisie.

Read Full Post »

W czerwcu 1914 r., księżna Daisy von Pless zapisała w swoim pamiętniku: „Signor Galli przemieszkuje z nami [w Książu] i maluje nasze portrety, a ja zaczęłam się uczyć włoskiego. Chłopcy, a zwłaszcza Hansel, spędzają mnóstwo czasu na praktykowaniu fascynującej metody polowania z jastrzębiami…“.
Kim był ten enigmatyczny artysta, o którym w dotychczasowej literaturze na temat księżnej nie ma źadnych wzmianek?
Sama Daisy, tytułując go „Signorem“, dała do zrozumienia, że był Włochem i osobą na tyle miłą i bezpośrednią, by księżna wykorzystała jego pobyt w domu jako doskonałą okazję do podszkolenia języka włoskiego, którego podstawy zdobyła podczas kilkumiesięcznej wizyty z rodzicami we Florencji w 1889 r.

Daisy_Galli

Jej portret jego pędzla rozpowszechniła, wśród dzisiejszych fanów Daisy, reprodukcja na okładce angielskiego wydania biografii księżnej napisanej przez pana Johna Kocha.

Hans_Galli

Dwa inne obrazy jego autorstwa, przedstawiające księcia Jana Henryka XV von Pless i syna Hansela, spopularyzowała sama Daisy, publikując je w pierwszej edycji swoich pamiętników. Ikonografia książęcej rodziny potwierdza, że Signor Galli był dobrym portrecistą.

Hansel_Galli

Hansel_hawkingPortret Hansela namaloway przez Signora Galli (po lewej) i jego fotografia z tego samego czasu (po prawej), pokazująca jak dobrze artysta uchwycił podobieństwo młodego hrabiego.

    ALFREDO Galli, bo tak miał na imię, urodził się w 1870 r. we Florencji. Do tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych zaczął uczęszczać już w wieku dwunastu lat. Malował sceny rodzajowe i portrety. Te ostatnie, z czasem, zdominowały jego twórczość.

Grandmother_Children

Przykład sceny rodzajowej pędzla Alfreda Galli, przedstawiającej Babcię z dwoma Wnukami.

Musiał cieszyć się pewną sławą w swoim kraju, skoro w kilku wzmiankach, na jakie udało mi się trafić we włoskiej literaturze pamiętnikarskiej, określany jest zawsze jako „wybitny artysta“. Podróżował też po Europie i dwukrotnie odwiedził Stany Zjednoczone, dokąd przeprowadził się na stałe w 1929 r. Osiadł w Nowym Orleanie, w stanie Louisiana, gdzie poprzednio pracował, wierząc że znajdzie tam karierę i szczęście. Nie pomylił się. Nie mógł później narzekać na brak ani klientów, ani uczni – kiedy podjął się również kształcenia adeptów sztuki. Jego podopiecznymi były, między innymi, dwie znane portrecistki amerykańskie: Violet Moulin i Lisette Sylvia Moore. Nieco zasługi miała w tym, niechcący, nasza księżna Daisy von Pless, którą wszystkim przedstawiał jako swoją poprzednią patronkę.

Lady_in_white_Galli

Alfredo Galli, portret Damy w Białej Sukni

Jak wspomina dystyngowana mieszkanka Nowego Orleanu, Lindy Boggs – reprezentantka Luisiany w Senacie, a potem ambasador amerykański w Watykanie: „Alfredo Galli był ulubieńcem dam Nowego Orleanu, które wiedząc, że w czwartki jego kucharka ma wolne, posyłały mu do domu obiady. Jednego tygodnia, ten obowiązek przypadł mojej cioci, Maybart Frost Morrison Blackshear, która wysłała mnie do jego studia z posiłkiem. Gdy tam dotarłam, zaczął się mi przypatrywać, aż w końcu zapytał: „Czy masz białą letnią sukienkę?“ Kiedy odpowiedziałam, że tak, usłyszałam: „Przyjdź w niej do mnie w sobotę, bo będę cię malował“.“ Ten portret rzeczywiście powstał i do dnia dzisiejszego zdobi ścianę salonu rodzinnego domu Boggsów przy Bourbon Street w Nowym Orleanie. Nie muszę chyba dodawać, że ciocia Blackshear została także uwieczniona obrazem swojego pupila.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Alfredo Galli, portret Johna St Paula, sędziego Najwyższego Sądu Luisiany

Po udanym płótnie, przedstawiającym pannę Miriam Fleming z Memphis, Alfredo Galli otrzymał zamówienie na portrety jej rodziców. Choć rzadziej, malował również mężczyzn, czego przykładem może być bardzo formalny wizerunek Johna St Paula, sędziego Najwyźszego Sądu Louisiany. Swoje prace wystawiał często na corocznych wystawach Nowo-Orleandzkiego Stowarzyszenia Sztuki (The Art Association of New Orleand), które odbywały się w tamtejszym Delgado Museum.
Jak wyznała kolejna rezydentka Nowego Orleanu, Cynthia Wagner Dickinson, Alfredo Galli uwielbiał portretować dzieci. Ją samą namalował, gdy miała dwa latka, siedzącą wdzięcznie na trawie, ubraną w niewinną koszulkę, bosą i trzymającą w rączkach różę. W tej samej manierze dostarczył wizerunków wielu jej kuzynek i przyjaciółek.

Lilli_Binnings_Galli

Portret Lilli Binnings Alfreda Galli, który uwielbiał malować dzieci

Koleją dziedziną jego twórczości były ilustracje, jakie wysyłał na okładki poczytnego periodyka, The Saturday Evening Post.
O jego popularności za życia świadczy fakt zamieszczenia przez wszystkie gazety Louisiany noty o jego śmierci, obwieszczające że „znany włoski portrecista, Alfredo Galli, zmarł nagle w swoim studiu w środę, 29 października 1948 r. Dr Fernando Carlomacho stwierdził, że powodem zgonu był atak serca“.
Alfredo Galli był bardzo płodnym artystą. Nic więc dziwnego, że jego dzieła pojawiają się często na współczesnych aukcjach sztuki, zwłaszcza w Nowym Orleanie. Nie będąc tam rzadkością, nie osiągają jeszcze wysokich cen, sprzedając się w bardzo dostępnych granicach od 400 do 600 dolarów. (tłumaczenie cytatow z tekstów angielskich © Barbara Borkowy)

Read Full Post »

Niedawno wpadł mi do rąk artykuł na temat Hansela Pless (1900-1984), najstarszego syna księżnej Daisy i dziedzica księcia Jana Henryka XV, napisany w 2002 r. przy okazji publikacji książki Michaela Luke’a, Hansel Pless: Prisoner of History (Hansel Pless: Więzień Historii).
Jego autorem jest historyk sztuki i pisarz James Stourton, urodzony w 1956 r. młodszy syn 26. barona Mowbray i brat Edwarda, obecnego 27. barona Mowbray. Hansel – Jan Henryk XVII von Pless od śmierci ojca w lutym 1938 r. – musiał być po drugiej wojnie światowej częstym gościem rodziców Jamesa, Charlesa i Sheili Stourtonów, skoro ich syn wspomina, że: „jako dziecko, byłem bardzo przywiązany do Hansela Pless. Był on dla mnie i mojego brata jak przyszywany wujek. Ceniliśmy go sobie jako kogoś, kto wydawał się być szczerze zainteresowanym zarówno sprawami dorosłych, jak i dzieci. Wysoki, dystyngowany i subtelny, miał w sobie coś tajemniczego. Był tak cichym i zagłębionym w swoich myślach mężczyzną, że zdobył sobie u naszych sąsiadów przydomek „Księcia Spokoju“ („Prince of Peace”). Brakowało mu pieniędzy, rzadko mówił o przeszłości i nigdy nie wspominał dawnej fortuny. Przedstawiał się jako skromny naukowiec, Pan Pless. O jego dawnym życiu dowiadywałem się powoli. Najbardziej uderzała mnie w nim niesłychana oszczędność. Podróżował przeważnie rowerem. Nosił grube tweedowe garnitury i koszule nie wymagające prasowania, które sam sobie prał i o których przewadze nadaremnie mnie przekonywał. Był osobą bardzo skromną, która na nas – dzieciach – pozostawiła głębokie wraźenie“.

Hansel-2

Skromny naukowiec, Pan Hans Pless z powodu oszczędności podróżował wszędzie rowerem.

Tak głębokie, że kiedy po wielu latach, w 1994 roku, James Stourton znalazł się – jako dyrektor londyńskiego domu aukcyjnego Sotheby’s – w Krakowie, aby osobiście przestudiować Damę z Łasiczką Leonarda da Vinci w zbiorach tamtejszego Muzeum Czartoryskich, przedłużył swój pobyt w Polsce w celu poznania dawnych posiadłości Hansela.

Pierwszy widok pałacu w Pszczynie nie zrobił na nim dobrego wraźenia: „Tuż za miasteczkiem wjechalem do rozleglego, ale zapuszczonego parku w stylu angielskim z jeziorem i dużym, prostokątnym pałacem w stylu Drugiego Imperium [Francuskiego], który w swojej ostentacji wyglądał bardzo „nouveau-riche“. Mile zaskoczyły go jednak wnętrza i ich wyposażenie. Odwrotnie było w Książu, gdzie ujrzał zamek, który uznał za zdumiewające połączenie stylów pałaców w Neuschwanstein i Colditz, ale dwa razy większy: „po prostu olbrzymi, usytuowany wspaniale na szczycie góry, z widokami, które należeć muszą do najpiękniejszych na Dolnym Śląsku“. Co zaparło mu dech w piersi, był „niewyobrażalny wręcz rozmiar przedsięwzięcia“, w konsekwencji którego powstał nie tylko zamek, ale również zabudowania gospodarcze, stadnina i ujeżdżalnia koni, wszystko na skalę cesarskiej wręcz rezydencji. Widząc to, zgodzić się musiał ze słyszaną wcześniej opinią wyrażaną w czasach edwardiańskich, że ze wspaniałością książańskiej rezydencji rywalizować mogła w Anglii tylko siedziba diuka Portlandu w Welbeck. Niestety wnętrza, splądrowane – jak się dowiedział – najpierw przez SS, a potem przez Rosjan, przedstawiały żałosny widok ofiary podwójnie zbeszczeszczonej przez wojnę. Z tą smutną refleksją wrócił myślami do Hansela, zastanawiając się, jaki efekt wywarły na nim te zmienne koleje historii: „Nidgy nie dał wrażenia, że był nimi przygnębiony. Pomógł mu w tym jego stoicizm, który jednakże różnił się od obojętności [w ucieczce ku wyźszym celom] propagowanej przez filozofię Augustyna, o czym przekonałem się pewnego dnia, kiedy Hansel podarował mi książkę Oswalda Spenglera The Decline of the West (Zmierzch Zachodu). Studiował on również Nietzsche’go i bardzo wcześnie w swoim życiu pracował nad osiąganiem osobistego spokoju w świetle losowych przeciwności. Jeśli chodzi o stosunki z pojedynczymi osobami, Hansel zawsze wykazywał optymizm, co pomogło mu w utrzymaniu wielu przyjaźni. Co zaś tyczy się rzeczy materialnych, to nigdy przetem i potem nie spotkałem człowieka, który byłby wobec nich tak obojętny jak on – i co być może wyszło mu w sumie na dobre“.
Hansel Pless zasługuje na znacznie szersze omówienie. Niniejszy wpis proszę więc potraktować jako zapraszający wstęp do kolejnego blogu, nad którym zaczęłam pracować.

Daisy_Memories_vol1

Jeszcze do niedawna pamiętniki księżnej Daisy zostawiano gościom do czytania w ich sypialniach.

Artykuł Jamesa Stourtona zawiera również jedno niezmiernie ważne – w świetle niedawnej polskiej publikacji drugiego tomu pamiętników księżnej Daisy – stwierdzenie, świadczące o wadze i statusie, jakim jej książka osiągnęła. Pisząc, że jest ona „jedną z najlepszych rekolekcji na temat międzynarodowej socjety przed pierwszą wojną światową“, autor – jako członek współczesnej angielskiej arystokracji – przywołuje wciąż nie tak dawne czasy, kiedy „w każdej szlacheckiej rezydencji w Anglii, w sypialni dla gości“ znaleźć można było obowiązkowo na półce dwie pozycje do czytania: tom wzruszających listów syna lorda Lytton, wydanych po jego tragicznej śmierci i zatytuowanych Antony oraz – tak bliskie nam – wspomnienia „naszej“ Daisy, Princess of Pless by Herself. (tłumaczenia©Barbara Borkowy)

Read Full Post »

Czytelnicy polscy mają dostęp tylko do pierwszej książki księżnej von Pless, wydanej w 1928 r. pod tytułem Taniec na Wulkanie. Zawarte w niej przemyślenia i opinie autorki oparte są na bardzo luźnym szkielecie jej pamiętników, często naginanym i „poprawianym” przez redaktora edycji, majora Desmonda Chapmana.
Nic więc dziwnego, że badacze epoki i księżnej Daisy kwestionują niektóre daty lub scenariusze opisanych tam wydarzeń. Na ich szczęście, kolejne dwie książki księżnej, w których – bez specjalnej cenzury – cytuje długie fragmenty swoich dzienników i listów, często korygują lub uzupełniają te nieścisłości.
Jednym z przykładów może być relacja Daisy o jej podróży z siostrą do Egiptu. W Tańcu na Wulkanie zamieściła ją na początku rozdziału omawiającego lata 1911 – 1913, co sugeruje, że miała ona miejsce w pierwszych miesiącach 1911 r. kiedy: „… zdecydowałyśmy pojechać małą grupą do Egiptu. Chciałam dotrzeć do Chartumu, a stamtąd nawet dalej na południe, więc napisałam do generała Kitchenera, który był wtedy brytyjskim agentem króla i konsulem generalnym w Egipcie, o pomoc i radę. Nie było na tyle czasu, żeby wszystko dokładnie zaplanować, ale zatelegrafowaliśmy do Sir Reginalda Wingate, sirdara armii egipskiej i generalnego gubernatora prowincji sudańskich, który był bardzo dla nas uprzejmy. Totalna zmiana sceny i klimatu bardzo mi pomogła i, pomimo ograniczonych możliwości podróżowania po Egipcie, zaspokoiłam tym wyjazdem swoją nieuleczalną miłość do tułaczki. Hans nie mógł w niej uczestniczyć, więc było nas tylko troje: Shelagh, Benny [Bendor, książę Westminsteru] i ja”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
W opublikowanym w 1930 r. tomie Better Left Unsaid, księżna jest bardziej szczegółowa i pod datą 12 lutego [powinno być marca] 1912 r. pisze: „Płyniemy po Nilu. Jesteśmy w drodze z Chartumu na południe. (…) Hans został [z nami] na łodzi tylko do Luksoru. Dołączył do nas pociągiem na dwa dni w połowie drogi, ale świątynie i pustynia nie bardzo go wzruszają, więc wraca na chwilę do Berlina, a potem jedzie na Riwierę. Chłopcy [Hansel i Lexel] są w St Moritz, a dzieciątko [Bolko] w Książu. Jest to moja druga wizyta w Egipcie. Fritz [von Hochberg, brat Hansa] był tu wiele razy. Shelagh nigdy i jest rozczarowana, bo oczekiwała więcej zieleni i „oaz na pustyni”! Ja jednak wiedziałam czego się spodziewać. Uwielbiam tą cichą tajemniczość i ducha wspaniałej przeszłości, teraz zasypanej, choć ciągle dającej o sobie znać fragmentami świątyń w ich oryginalnych kolorach. Uwielbiam spokojną godność, nawet jeśli ktoś nazwie to lenistwem, wielbłądów, łagodny trucht cierpliwego osiołka i dzieci, z łobuzerskimi oczami, rozjaśniającymi psotą ich poważne brązowe buzie. A także dorosłych Arabów, w twarzach których lubię dopatrywać się śladu ukrytego zła, choć prawdopodobnie zobaczyłabym w ich wzroku iskierkę rozbawienia, gdyby tylko odgadli moje intencje! Kobiety (prawdopodobnie z powodu religii muzułmańskiej) są jedyną sprawą w Egipcie, którą „chłodno przyjmuję”, jako że wiodą życie pozbawione jakiegokolwiek znaczenia. Myślę, że zmieni się to pewnego dnia, choć nieprędko. Kair natomiast przeistoczył się bardzo i nie jest już miastem starych pałaców w ogrodach i przytulnych jednokonnych pojazdów. Stare pałace są teraz hotelami, a po ulicach jeżdżą wszędzie samochody. Okropny widok – jak drugorzędny Paryż. (…) Mam dosyć malowania; narzucam za dużo kolorów (trzeba to robić szybko, bo kolorystyka tutaj zmienia się błyskawicznie), więc moje obrazy wyglądają jak ten jeden na wystawie, o którego twórcy mówiono, że jest spirytualistycznym medium, przerażające! Niemniej jednak ciepło, słońce i wypoczynek zrobiły mi dobrze. Lord Kitchener i jeden z jego podwładnych, lord Colum Crichton-Stuart, byli dla nas niesłychanie uprzejmi w Kairze. Lord Kitchener wysłał telegraf do Sir Reginalda Wingate o zamierzanym pobycie w Chartumie, i kiedy się tam zjawiliśmy Pasha Slatin był tak czarujący, że ja i Shelagh się w nim zakochałyśmy…”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Shelagh_Bendor_races

Książę i księżna Westminsteru (Shelagh i Bendor) na wyścigach konnych w 1908 r. W 1912 r. ich małżeństwo było w poważnych tarapatach.

W żadnej z tych relacji księżna von Pless nie odkrywa całej prawdy, a w pierwszej z nich nawet ją przekręca. 1912 był krytycznym rokiem w rozpadającym się małżeństwie jej siostry z Bendorem, księciem Westminsteru. Wyjazd do Egiptu nie był wakacjami, ale swojego rodzaju próbą sprawdzenia co Bendor porabia sam w Kairze. Shelagh towarzyszył nieodstępujący od niej adorator, książę Jimmy Alba. Daisy zaprosiła do podróży swojego szwagra, hrabiego Fritza von Hochberg. Kiedy jednak dotarli w połowie lutego do hotelu Ghezireh Palace, Bendora tam nie zastali. Uciekł przed nimi z powrotem do Londynu.
Po parodniowym pobycie w Kairze, umilonym uprzejmościami lorda Kitchenera i przymusową dla Shelagh wycieczką do piramid, czwórka podróżników wynajęła wygodny stateczek parowy Niagara i rozpoczęła rejs w dół rzeki Nil. Hans dołączył do nich na parę dni początkiem marca. Ich celem były nieznane im jeszcze egipskie prowincje Sudanu, którymi zarządzał słynny Slatin Pasha.

Egypt_party_1912

Wycieczka do piramid w lutym 1912 r. Na wielbłądach od lewej: ksieżna Daisy von Pless, księżna Konstancja Westminster (Shelagh), hrabia Fritz von Hochberg i książę Jimmy Alba.

Baron Sir Rudolf Carl von Slatin (1858 – 1932) był legendą jeszcze za swojego życia. Rodzinny Wiedeń opuścił w wieku lat szesnastu zatrudniwszy się jako pomocnik i nauczyciel dzieci niemieckiego księgarza w Kairze. Parę miesięcy potem zrezygnował z posady by podjąć rozległe podróże po Egipcie. Spotkał wtedy i zaprzyjaźnił się z Edwardem Schnitzerem (późniejszym Emin Pashą), który walczył w egipskiej armii pod dowództwem brytyjskiego generała Charlesa Gordona i którego śladami, zarażony już bakcylem przygody, Slatin pragnął podążyć po odbyciu służby wojskowej w armii austriackiej. W efekcie rekomendacji Schnitzera, generał Gordon, który w międzyczasie został naczelnikiem Turecko-Egipskiego Sudanu, zaoferował Slatinowi w 1879 r. stanowisko inspektora w departamencie finansowym. Rok później mianował go gubernatorem Darfuru.
W czerwcu 1881 r. lokalny przywódca religijny, Muhammad Ahmad ibn’Abdullahi mianował się Mahdim – „wybrańcem narodu” i ogłosił Jihad – „świętą wojnę” z narzuconą Sudanowi obcą administracją. Młodemu gubernatorowi Darfuru przyszło stoczyć z nim wiele krwawych bitew. By wzmocnić swoją pozycję i nie stracić zaufania poddanych i armii, Slatin przeszedł (nominalnie tylko) na religię muzułmańską i przyjął imię Abd al-Qadir Salatin. Decyzja ta uratowała mu życie kiedy wkrótce, w grudniu 1883 r., wpadł w ręce Mahdistów. Nie został zabity, ale spędził kolejnych jedynaście lat w niewoli, z której wydostał się dopiero w lutym 1895 r. Jego ucieczkę zorganizował pułkownik Reginald Wingate, oficer wywiadu angielskiego, który słusznie uznał Slatina, z jego pierwszorzędną wiedzą o regionie i znajomością języka arabskiego, za cennego w przyszłości współpracownika. Nie omylił się.

Legendarny baron sir Rudolf Carl von Slatin, Slatin Pasha (1858 – 1932), w którym obie siostry się „zakochały” podczas wyprawy do Sudanu. Obraz ze zbiorów Welcome Library

Slatin, utytułowany w marcu 1895 r. przez kedywa Abbasa II Pashą, stał się żarliwym adwokatem odbicia Sudanu i totalnej destrukcji armii Mahdiego. Jego, opublikowane w 1896 r., wspomnienia Fire and Sword (Ogniem i Mieczem) miały w tym względzie olbrzymi wpływ na europejską opinię publiczną. Ich popularność uczyniła ze Slatina swojego rodzaju celebrytę, którego wszędzie zapraszano. Królowa Wiktoria i cesarz Franciszek nadali mu tytuły szlacheckie, a inni zachodni monarchowie prześcigali się w przyznaniu mu najwyższych orderów państwowych.
W 1900 r., Sir Reginald Wingate, teraz naczelnik Sudanu, mianował Slatin Pashę brytyjskim inspektorem generalnym prowincji. W tej to właśnie funkcji przyszło mu spełnić w marcu 1912 r. prośbę księżnej von Pless, która napisała do niego z Kairu: „Moja siostra, księżna Westminsteru, ja ze szwagrem, hrabią Hochberg i księciem Alby przybędziemy do Chartumu 8-go [marca] rano (mój mąż musiał wrócić do Niemiec) i pozostaniemy tam do 10-go wieczorem. [Sir] Wingate’a tam nie będzie, jak również – o ile mi wiadomo – lorda Kitchenera, więc może Pan będzie tak uprzejmy, żeby się nami troszeczkę zająć! Na początek może mógłby Pan użyć swoich wpływów i załatwił nam dobre pokoje w (…) w najlepszym hotelu, (…) a także posłał do tego hotelu swojego służącego, który bardzo nam pomoże rezerwując cztery sypialnie dla nas i cztery pokoje dla naszej służby. (…)”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy) W ślad za tym listem podążył telegraf potwierdzający datę przyjazdu.
Jak wynika z notatki Daisy w pamiętniku, pobyt w Chartumie stał się miłą dla wszystkich niespodzianką, a uprzejmość i osobisty urok Slatin Pashy odzwierciedliły się w jej spontanicznym stwierdzeniu: „był on dla nas tak czarujący, że ja i Shelagh się w nim zakochałyśmy!”. Znaleziony przeze mnie w jednym z angielskich archiwów list księżnej von Pless napisany do niego po powrocie do Pszczyny świadczy, że ich znajomość przetrwała dłużej. W odpowiedzi na jego prośbę o zdjęcie, Daisy odpisała mu 12 maja 1912 r.: „Właśnie zrobiłam sobie portrety we Wiedniu! Nie powiem, że specjalnie po to, by spełnić Pańskie życzenie [otrzymania] mojego „dobrego wizerunku”, ale chyba ten [który załączam] spodoba się Panu. Ja także proszę o Pana zdjęcie – takie ze wszystkimi Pańskimi orderami! – i proszę nie zapomnieć dać mi znać na powyższy adres kiedykolwiek zjawi się Pan w Austrii, bym mogła wyprawić na jego cześć przyjęcie. Musiałam opowiadać prawie przez 15 minut, wyłącznie tylko o Panu, cesarzowej Eugenii podczas niedawnego pobytu w Cap Martin. Powiedziałam jej jak świetnie i młodo Pan wygląda i w jak dobrym nastroju Pana znalazłam (…) Kiedy pomyślę o tym wszystkim co Pan w życiu przeszedł, czuję jakby w Pana osobie nie jednego człowieka, ale jeszcze kilku innych. Przypuszczam, że w Chartumie jest teraz bardzo gorąco; tutaj jest okropnie duszno i przed burzą, co przyprawia mnie o ból głowy. Znacznie lepiej znosiłam suchy, gorącym klimat Chartumu. (…) Wyjeżdżam do Londynu pod koniec czerwca na dziesięć dni, a potem do Bagnolles na leczenie „żylaków”. Wierząc, że czuje się Pan dobrze i dziękując bardzo za wesołe, choć krótkie dni w Chartumie – których nie zamieniłabym za nic na świecie – oraz mając nadzieję, że wkrótce się zobaczymy, pozostaję z poważaniem….”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Austriak z pochodzenia, Slatin Pasha pracował dla Brytyjczyków do 1914 r. W grudniu 1914 kedyw Abbas zaproponował mu na czas wojny stanowisko swojego adiutanta, którego nie przyjął nie chcąc aktywnie uczestniczyć we wrogich działaniach przeciwko Anglii. Bez wynagrodzenia stanął na czele departamentu austriackiego Czerwonego Krzyża pomagającego więźniom wojennym. Umarł we Wiedniu w 1931 r.
Angielscy przyjaciele o nim nie zapomnieli. 27 maja 1934 r. ukazał się w londyńskim Timesie anons, podpisany przez admirała lorda Beatty, lorda Cromera, lorda Buxtona i sir Reginalda Wingate, o zbieraniu funduszy na pomnik Slatina celem „upamiętnienia jego godnej odnotowania służby dla Sudanu i Wielkiej Brytanii, jego żołnierskiej odwagi i administracyjnych umiejętności”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Read Full Post »

Wyścigi konne były wielką pasją księcia Walii (późniejszego króla Edwarda VII). W 1899 r., po Newmarket i Epsom, postanowił po raz pierwszy w życiu odwiedzić także zawody Chester Cup, odbywające się co roku w maju w północnej Walii. Tory wyścigowe Chester znajdują się około 20 mil od zamku Ruthin – rodowej siedziby rodziców księżnej von Pless. Nic więc dziwnego, że przyjął ich zaproszenie i zatrzymał się tam od 2-go do 4-go maja 1899 r.

Ruthin_Castle_bw

Zamek Ruthin w północnej Walii, rezydencja rodowa Cornwallis-Westów, gdzie książę Walii zatrzymał się podczas wyścigów konnych w Chester w maju 1899 r. Foto z kolekcji autorki

Podróż do Chester odbył w towarzystwie adiutanta, komandora S. Fortesque, lorda Marcusa Beresforda ( który od 1890 r. prowadził mu stadninę) i pana Reubena Sassoon (którego – jak wspominał później brat księżnej, George Cornwallis-West – głównym zadaniem było pomyślne obstawianie zakładów dla księcia Walii).

Wizyta była prywatna, ale zgromadziła wszędzie tłumy ludzi, pragnących zobaczyć i powitać następcę tronu. Miejscowi dygnitarze mieli ambicje choćby krótkich przemówień, a lokalni kupcy liczyli na cuda. Jednemu się udało. Był nim, według opisu Georga, aptekarz z Ruthin, który z własnej inicjatywy za darmo zaopatrzył zamek w produkty toaletowe, zapewniając tym sobie prawo reklamy jako dostawcy towaru dla „Jego Wysokości Księcia Walii”. Gdy po dwóch latach, książę Walii został królem, sprytny aptekarz zmienił zdobiące jego sklep trzy pióra książęce na herb królewski, a napis na „by special appointment to H.M. the King”!
Pułkownik William i pani Cornwallis-West, chcąc zapewnić księciu miłe towarzystwo, zaprosili do siebie również hrabiostwo Powis, Sir Richarda i lady Magdalen Williams-Bulkeley, pana Assheton Smitha, Hon. F. Guesta, kapitana i panią Greer oraz pannę Muriel Wilson. Obecna była także ich córka Shelagh i syn George, który przywiózł ze sobą swoją ukochaną Jennie, lady Randolph Churchill. Brakowało jednak najważniejszych gości – księcia i księżnej von Pless…
Coś bardzo ważnego stanęło na przeszkodzie przyjazdu Daisy do Ruthin. Musiała być to sprawa „życia lub śmierci”, że nagle zrezygnowała z uczestnictwa w zaplanowanej wcześniej wizycie tak uwielbianej osoby w jej ukochanym rodzinnym zamku. Zawiadomiła o tym księcia listem, który dotarł do niego wieczorem 3 maja. W odpowiedzi otrzymała kojące słowa: „Rozumię dobrze, dlaczego nie możesz teraz tu przyjechać, lecz mam nadzieję zobaczyć Cię za miesiąc”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Daisy 12 - list Edwarda VII - strona 1

Daisy 12 - list Edwarda VII - strona 3Daisy 12 - list Edwarda VII - strona 2List księcia Walii z 3 maja 1899 r. odpowiadający na korespondencję księżnej von Pless. Foto za uprzejmością Fundacji Księżnej Daisy von Pless.

List księcia znajduje się obecnie w rękach wałbrzyskiej Fundacji Księżnej Daisy von Pless. Gdy przygotowywałam ten list na wystawę w Książu w styczniu 2013 r., opatrzyłam go krótkim tłem historycznym. Dzisiaj mogę je rozszerzyć: powodem nieobecności księżnej w Ruthin było zajście w ciążę z Hanselem!
Przeszczęśliwa Daisy nie omieszkała powiadomić o tym fakcie także cesarza Wilhelma II. Ten, 2 czerwca 1899 r., napisał do niej entuzjastycznie: „Jakże bardzo się cieszę, że naprawdę oczekujesz! Niech Bóg da Ci zdrowe dziecko. Jeśli chłopca, niechże będzie on jak jego dziadek, jeśli dziewczynkę, niechże będzie ona jak najbardziej taka jak jej piękna i ujmująca mama. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i w porządku.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Zajęty wyścigami, książę Walii nie spędził w Ruthin wiele czasu. Kiedy przyjechał we wtorek wczesnym popołudniem, dotarł tam dopiero wieczorem. Cała środa przeszła mu również na zawodach w Chester, ale potem uczestniczył w koncercie i przyjęciu zgotowanym mu przez Cornwallis-Westów. Z Ruthin pożegnał się już w czwartek rano, bo po wyścigach tego dnia wracał bezpośrednio do Londynu. Zanim jednak się to stało, do zamku wezwany został z pobliskiego Birkenhead fotograf, James Saronie, by uwiecznić na kliszy pobyt dostojnego gościa w Ruthin i zasadzone przez niego drzewko. Zdjęcie to, które reprodukuję poniżej, jest idealną ilustracją do wspomnianego powyżej listu z kolekcji Fundacji Księżnej Daisy von Pless (dokumentu numer „Daisy 12”).

PoW_Ruthin_1899

Albert Edward, książę Walii sfotografowany na pamiątkę wizyty w Ruthin w maju 1899 r. Od lewej: Hon. F. Guest, pułkownik William Cornwallis-West, Albert Edward, książę Walii, pani Cornwallis-West, lord Marcus Beresford, panna Muriel Wilson, panna Shelagh Cornwallis-West, Jennie, lady Randolph Churchill, George Cornwallis-West. Foto Jamesa Saronie

Książę Walii rzeczywiście spotkał Daisy następnego miesiąca w Londynie. Jej dolegliwości początków ciąży na tyle minęły, że 9 czerwca mogła się stawić na prezentację (Drawing Room) w pałacu Buckingham, 21 czerwca na bazarze zbierającym fundusze na szpital Charing Cross, 30 czerwca, razem z siostrą Shelagh, na koncercie w pałacu Buckingham, a 5 lipca na obiedzie wydanym przez księstwo Devonshire. Kiedy dołączył do niej Hans, 7 lipca 1899 r. poszli razem na bal do pałacu Buckingham, a 12-go tego miesiąca na garden party, wydaną przez księżną Louisę (markizę Lorne) w pałacu Kensington, by zobaczyć, jako jedni z pierwszych, otwarte ostatnio dla publiczności, dawne pokoje królowej Wiktorii.
Kiedy nareszcie wylądowali na odpoczynek w Newlands, księżna von Pless musiała go przerwać, by stawić się 8 sierpnia na obiad z królową Wiktorią rezydującą w niedalekim Osborne, a potem, wraz z rodzicami, podjąć księcia i ksieżną Connaught.
Resztę lata i jesień spędziła spokojnie w Irlandii, gdzie z wujkiem Patem FitzPatrickem wynajęła dom w Bray, w hrabstwie Wicklow. Potem wróciła do Niemiec.
Jej pierwszy syn, i dziedzic, Hansel urodził się 2 lutego 1900 r.

Read Full Post »

Older Posts »