Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Fryderyk Wielki’

Statystyki na moim blogu pokazują, że największą popularnością cieszą się wpisy cytujące wspomnienia osób, które miały okazję poznać osobiście księżną Daisy von Pless. Ja także bardzo je lubię i zawsze doznaję podniecenia, kiedy wpadnie mi do ręki kolejna publikacja, zawierająca takie rekolekcje. Przeto niezmiernie mi miło, przedstawić dzisiaj Państwu panią Leilę von Meister i jej książkę „ Gathered Yesterdays“.
Leila von Meister, z domu Trapmann (1871 – 1957) urodziła się w miejscowości Sanbury nad Tamizą. Jej przodkowie pochodzili z bogatych rodzin, prowadzących od paru pokoleń plantacje bawełny w Południowej Karolinie. Pradziadek Leili był Niemcem, a prababcia Angielką. Jej rodzice pobrali się w 1860 r. w Charlestonie i wyjechali na miodowy miesiąc do Europy. Nigdy stamtąd nie wrócili, decydując się osiąść w Anglii.
W 1900 r., Leila poślubiła, jako jego druga żona, Wilhelma von Meistera, wysokiego rangą pracownika pruskiej administracji i podążyła za nim do Homburga, gdzie sprawował urząd Landrata.
Pozycja męża, jej dobra znajomość brytyjskiego ambasadora w Niemczech, Sir Franka Lascellesa, jak również osobisty czar, talent muzyczny i zdolności artystyczne otworzyły jej szybko drzwi najważniejszych salonów berlińskich, gdzie, oczywiście, spotkala ksieżną Daisy. W swojej książce, Leila, wybiórczo tylko, opisuje wydarzenia, które odcisnęły się w jej pamięci. Jednym z nich był spontanicznie zaaranżowany w lutym 1904 r. piknik w Hotelu Bristol.

Leila_Trapmann

Leila von Meister (1871-1957) poznała księżną Daisy wkrótce po swoim przyjeździe do Niemiec w 190o r.

Daisy podobał się on do tego stopnia, że odnotowała w swoim dzenniku pod datą 9 lutego 1904 r.: „Po przybyciu do Berlina, poszłam o wpół do jedynastej na bal piknikowy do Hotelu Bristol, który był niespodziewanie przyjemny. Opuściłam go o trzeciej trzydzieści, chociaż niektórzy zostali do ponad piątej“.
Pani von Meister podaje więcej szczegółów: „[Piknik ten] zorganizowany został ni stąd, ni z owąd, ale okazał się wielkim sukcesem. (…) Zostały na niego zaproszone jedynie młode pary małżeńskie, plus kilku dodatkowych mężczyzn jako partnerów do tańca. W sumie było nas od czterdziestu do pięćdziesięciu osób, i tylko przystojne kobiety. Rzecz jasna, księżna von Pless dzierżyła palmę pierwszeństwa, ale inne panie dzielnie jej w tym towarzyszyły: hrabina Szechneyi, czyli pierwotnie księżniczka Chimay, której mąż pracuje w austriackiej ambasadzie i która jest doprawdy cudowna i bardzo przyjacielska, księżna Salm-Salm, która jest austriacką arcyksiężniczką i, oprócz tego że jest ładna, ma tą wdzięczność i szyk, jakie posiadają wyłącznie dobrze urodzone Wiedenki, oraz hrabiny Fürstenberg, Sierstorpff, Matuschka i baronowa Boecklin, z których trzy ostatnie są Amerykankami, a wszystkie szczycą się piękną urodą“.

LAF.1804.tif

Według Leili von Meister, „Księżna Pless uznana byłaby wszędzie za piękność, ale w Niemczech, gdzie takie zjawisko jest rzadkością, świeci jak rozżarzona latarnia”. Foto Lafayetta w zbiorach V&A Museum

Oddawszy księżnej Daisy ten hołd, Leila zatrzymała się nad analizą jej fenomenu, którą przytaczam poniżej w całości:
„Księżna Pless uznana byłaby wszędzie za piękność, ale tu [w Niemczech], gdzie takie zjawisko jest rzadkością, świeci jak rozżarzona latarnia. Jest prawie tak wysoka, jak ja. Ma zgrabną figurę i najbielszą cerę, jaką kiedykolwiek widziałam. Jest doprawdy tym perfekcyjnym uosobnieniem blondynki, która w wyobraźni dziecka kojarzy się z ideałem „Zaczarowanej Księżniczki“. Na jej twarzy, oprócz urody, odbija się wielka słodycz i uprzejmość, a jej maniery czarują całkowitą naturalnością. Myślę, że właśnie ta jej cecha zdumiewa tutejszych ludzi, którzy tak strasznie dopasowywują się do feudualnej koncepcji bycia Księciem lub Księżniczką, że są w tym przytłaczający. Daisy, z jej irlandzkim buntem wobec konwenansów, niewątpliwie od czasu do czasu ich zaskakuje. Z tego co wiem, rodzina jej męża jest często boleśnie zmęczona próbami wtłoczenia szacunku wobec ustalonych niemieckich zwyczajów do jej ślicznej, kochanej, ale niesubordynowej główki.
Nie jestem pewna, czy jest ona tutaj szczęśliwa. Gościliśmy ją i jej męża kiedyś na obiedzie. Z tego co powiedziała – a raczej przemilczała – wnoszę, że czuje się uwięziona, jak ptak, oczywiście rajski, w złotej klatce! Jej męża nie polubiłam. Zrobił na mnie wrażenie osoby z poczuciem wygórowanej ważności, bez inteligencji, która by go przed tym powstrzymała. Jest dla mnie zimnym, próżnym i nadętym bufonem“. (tłumaczenie cytatow z tekstów angielskich © Barbara Borkowy)
Wkrótce po pikniku w Hotelu Bristol, pani von Meister, jak Daisy, zaproszona została przez Cesarzewicza Wilhelma na bal w starym pałacu poczdamskim, który był równie udany i rzadki w aranżacji, bo odbył się przy blasku świec woskowych.
Zarówno Daisy, jak Leila wyróżnione zostały spośród dam zaproszeniem do intymnej kolacji w dawnej prywatnej jadalni (tzw Konfidenztafelzimmer) Fryderyka Wielkiego, gdzie zasiadły w szóstkę do stołu zaprojektowanego specjalnie dla króla, który lubił spożywać swoje posiłki w samotności. Po zakończeniu jednego dania, jego środkowa część osuwała się do znajdującej się piętro niżej kuchni, by za chwilę wrócić z nową na niej potrawą, eliminując tym obecność służby.
Zabawę w miłym towarzystwie kontynuowano po południu następnego dnia w berlińskim pałacu Plessów, dokąd Pani von Meister przyszła ze swoją gitarą, księżna Ratiboru z trąbką, a jej synowie i Cesarzewicz przynieśli ze sobą skrzypce. „“Robiliśmy muzykę“ i mnóstwo hałasu od piątej do siódmej“ – zapisała w dzienniku Daisy.
Leila i Daisy zaprzyjaźniły się już wtedy na tyle, że niebawem Pani von Meiser gotowa była przekroczyć surową niemiecką etykietę dworską i wziąść udział w żarcie wymyślonym przez księżną von Pless. Ale o tym szerzej w następnym moim wpisie.

Reklamy

Read Full Post »