Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘fotografia’

Ciocia Minnie „obdarzyła“ księżną Daisy von Pless sześcioma kuzynami: Geoffreyem, Mary („Madge“) i Walterem urodzonymi podczas jej małżeństwa z Johnem Monck Brooke oraz Georgem Heremonem, Guyem Richardem („Dickem“) i Olivią – jej dziećmi z Guyem Wyndham.
Zgodnie z tradycją rodzinną, Geoffrey (1884 – 1966) i Walter Brooke (1887 – 1975) poświęcili się karierze wojskowej, którą Geoffrey zakończył w stopniu generała dywizji, a Walter brygadiera. Od dzieciństwa zarażeni byli przez wujka Pata miłością do koni. Walter wyraził ją w swojej uroczej książce „Gladeye the War Horse“, a Geoffrey aż w dziesięciu publikacjach zawierających nie tylko wspomnienia, ale również porady i nauki dotyczące jeździectwa, polowań i hodowli. Stał się on bowiem ich wielkim znawcą, spędziwszy z nimi i na nich całe życie, najpierw jako kawalerzysta w aktywnej służbie, a potem instruktor kawalerii królewskiej. Jego druga żona, Dorothy („Dodo“) Searight (de domo Gibson-Craig) żywiła tą samą pasję.

DorothyBrooke

Dorothy („Dodo”) Brooke z jednym z uratowanych przez nią koniem – weteranem 1. wojny światowej w Egipcie. Foto: Organizacja Brooke

W 1930 r. wrócili razem do Egiptu, gdzie Geoffrey objął stanowisko komendanta brygady kawaleryjskiej. W czasie 1. wojny światowej obydwoje tam walczyli i Dorothy, pamiętając ból rozstania, zaczęła po dwunastu latach szukać pozostawionych wtedy i sprzedanych do niewolniczej pracy bohaterskich koni armii brytyjskiej. Znalazła je w tak opłakanym stanie, że nie ustała, dopóki nie zdobyła odpowiednich funduszy by je odkupić i umieścić w założonym przez siebie w 1934 r. Szpitalu ku pamięci Koni Weteranów (The Old War Horse Memorial Hospital). Geoffrey, który potem został adjutantem króla Jerzego V, czynnie popierał wysiłki żony i sprawował funkcję prezesa jej dobroczynnej organizacj do końca swojego życia. Organizacja ta, pod nazwą BROOKE, istnieje do dnia dzisiejszego. W 1961 r. szpital Dody zmienił nazwę na The Brooke Hospital for Animals w imię poszerzonej opieki otaczającej także pracujące muły i osiołki w jedynastu innych krajach świata. Obecną patronką Brooke jest Kamila, Księżna Kornwalii, która w swojej przemowie w lutym 2014 r. z okazji osiemdziesięciolecia jej istnienia nie zapomniała złożyć hołdu Dodzie i Geoffreyowi. Ciocia Minnie i wujek Pat byliby z tego honoru niezwykle dumni.

Kamila Księżna Kornwalii składa hołd Dodzie i Geoffreymu w przemówieniu z okazji osiemdziesiątej rocznicy Organizacji Brooke.

Siostra Geoffreya i Waltera, Madge (1885 – 1961), poszła poniekąd ich śladem, poślubiając w 1904 r. Sir Johna Sherman Fowlera, który w licznych bitwach w obronie brytyjskiego imperium oraz na froncie 1. wojny światowej dorobił się wielu wysokich odznaczeń militarnych i przeszedł na emeryturę w 1928 r. jako generał broni.
Losy dzieci Minnie z drugiego małżeństwa potoczyły się zupełnie inaczej, odzwierciedlając diametralnie inny czas, a jakim przyszło im spędzić swoją młodość. Jej synowie z Guyem doszli do wieku dojrzałości w przedzień wybuchu 1. wojny światowej, co było jednoznaczne z przymusowym poborem do wojska. Starszy, George Heremon (1893 – 1915) znalazł się z 2. Batalionem Piechoty Northumberland w Belgii, gdzie zginął na froncie w wieku zaledwie 21 lat. Młodszy, Guy Richard „Dick“ (1896 – 1948), przeszedł koszmar walk we Francji w szeregach 2. Królewskiego Korpusu Strzeleckiego, został ranny, a potem wysłany na Bliski Wschód. Po wojnie służył jeszcze przez dwa lata jako adjutant feldmarszałka, Sir Johna Frencha, reprezentanta króla w Irlandii. W Dublinie poznał swoją przyszłą żonę Iris Bennet, z którą pochopnie wziął ślub 20 października 1920 r. Małżeństwo nie przetrwało pierwszego roku i nawet narodziny córeczki Joan nie uratowało je przed upadkiem. Młoda i niedoświadczona Iris nie była w stanie zrozumieć skomplikowanej natury męża i jego preferencji seksualnego bondage’u. Dick uwielbiał towarzystwo pięknych kobiet i czuł się dobrze wśród londyńskiej cyganerii artystycznej, zarówno jako malarz amator, jak i obdarzony dużą wyobraźnią kolekcjoner współczesnej sztuki. Był człowiekiem czarującym, kulturalnym i dowcipnym, a przy tym hojnym gospodarzem, ofiarującym gościom niezapomniane przyjęcia i najlepsze wina ze swojej słynnej piwnicy. Bohemiańskie życie tamtych czasów opisał później w swojej semi-autobiograficznej książce „Painter’s Progress“.

NPG x120658; Guy Richard Charles Wyndham by Bassano

Młodszy syn Minnie i Guya Wyndham, artysta i pisarz Guy Richard („Dick”) Wyndham. Foto Bassana z kolekcji NPG.

Wybierając taki, a nie inny styl życia, Dick, siłą rzeczy, zaniedbywał odziedziczony niechcąco pałac Clouds wraz z otaczającą go posiadłością. Jego Wyndham dziadkowie przewracać się mogli z tego powodu w grobie, ale ich wnuk poszedł po najmniejszej lini oporu i zamiast aktywnie zająć się spadkiem, zaczął go powoli zaprzepaszczać, wystawiając Clouds do wynajęcia. Pierwszym dzierżawcą od 1924 do 1925 r. stał się Bendor, 2. książę Westminstru, były mąż jego kuzynki Kostancji („Shelagh“) Cornwallis-West, nazywanej z racji różnicy wieku „ciocią Conny“. Była to ze strony Bendora raczej przysługa dyktowana sentymentem, niż rzeczywista potrzeba zmiany adresu. W wynajętym domu nie spędził więcej niż kilka nocy. Od 1925 do 1932 r., Clouds stał się rezydencją rodziny holenderskiego dyplomaty Adriana Willema Mosselmana. W miarę bezpieczny w jego rękach, nie oparł się jednak przed wyprzedażą obiektów wystroju. Dla sfinansowania bujnego życia, Dick Wyndham, który po ekstrawagandzkich podróżach osiadł w końcu w wygodnie zaadoptowanym młynie, Tickerage Mill, w hrabstwie Sussex, sprzedawał rokrocznie średnio jedno dzieło sztuki zdobiące jego ściany. W 1927 r. pozbył się w tym celu najsłynniejszego dzieła z tamtejszej kolekcji – pełnowymiarowego portretu „Sióstr Wyndham“, jednego z najbaradziej znanych płócień Sargenta, które wyszło spod jego pędzla w 1900 r. Dziś w zbiorach nowojorskiego Metropolitan Museum of Art, przedstawia ono trzy siostry Georga i Guya: Madeline Adeane, Pamelę Tennant i Marię Elcho, późniejszą hrabinę Wymyss.

h2_27.67

Portret „Trzech Sióstr Wyndham” namalowany w 1900 r. przez Johna Singer Sargenta, sprzedany przez Dicka do Metropolitan Museum of Arts w 1927 r. za 20 000 funtów. Foto: MMA

Dla usprawiedliwienia tej transakcji, jak również własnego sumienia, Dick wytłumaczył tą sprzedaż potrzebą pomocy ojcu. Guy Wyndham, były mąż Minnie, znalazl się bowiem w trudnej sytuacji finansowej. Jego wojskowa renta, połączona z odsetkami kapitału pozostawionego mu w testamentach przez ojca Precy’go i brata Georga Wyndham zapewniłyby mu w miarę stabilną starość, gdyby nie fakt, że trzy lata po śmierci Minnie ożenił się powtórnie i założył nową rodzinę z młodszą o dwadzieścia lat koleżanką swojej córki, Violetą Leverson, której matka Ada była słynną przyjaciółką Oskara Wilde’a, nazywaną przez niego „Sphinxem“.
Guy obdarzał Dicka wprost ślepą miłością ojcowską. W jego domu, Parliament Piece w Ramsbury, który stworzył z Violetą, nowi synowie, Francis i Hugh, dzielili swoje dzieciństwo z córkami Dicka – Joan z małżeństwa z Iris Bennet i Ingrid z jego związku z norweską modelką, Gretą Wulfsberg.
W 1931 r., Dick wystawił Clouds na sprzedaż, zapraszając wcześniej członków rodziny do zabrania z niego ulubionych przez nich rzeczy. Reszta poszła na aukcję. Po serii zagranicznych podróży, Dick osiadł na jakiś czas w Sudanie, poświęcając się badaniom i malowaniu plemienia Dinków, którym poźniej poświęcił swoją kolejną książkę „The Gentle Savage“.
Podczas 2. Wojny Światowej był kapitanem w Królewskiej Artylerii i zastępcą komendanta oddziału obserwacyjnego w Brighton. Wyłączony z czynnej służby, zaczął mocno pić. Z alkoholowego nałogu wyciągnął go pisarz Ian Fleming, który w 1946 r. założył własną agencję prasową i zaoferował Dickowi dobrze płatną pracę korespondenta relacjonującego arabsko-izraelski konflikt dla gazet News of the World i Sunday Times. Jakby nie miał dosyć przygód, w 1947 r. wybrał się na samotną ekspedycję do Afganistanu. Gdy jego samolot się rozstrzaskał, skrajnie wyczerpany wrócił pieszo do Iranu. Rok później, znalazł się w Palestynie, ponownie pracując dla agencji Iana Fleminga. Tu, wzięty za wroga, z powodu arabskiego stroju, jaki nosił, został 19 maja 1948 r. zastrzelony przez izraelskiego snajpera. Miał wtedy tylko 52 lata.
Życie jego siostry, Olivii („Bunch“) Wyndham (1897 – 1967) było równie niespokojne i niecodzienne. Kiedy zaczęła się wojna, miała niespełna 17 lat i jako pielęgniarka wolontariuszka była naocznym światkiem jej horrorów. Zmarła w 1919 r. matka, odeszła w najważniejszym okresie kształtowania się charakteru Olivii. Z natury dobra i przez wszystkich lubiana, Olivia zatraciła się w towarzystwie arystokratycznej młodzieży na siłę szukającej hedonistycznych rozrywek po ponurym okresie wojny. Życie tych ludzi, zwanych Bright Young People, było pasmem przyjęć, zabaw, wymyślnych bali kostiumowych oraz eskapad napędzanych alkoholem i narkotykami. Część z nich, potrafiła po paru latach wrócić do codzienności i nawet twórczo użyć bagaż swoich doświadczeń – tak jak pisarze Nancy Mittford i Evelyn Waugh lub fotograf Cecil Beaton. Inni tragicznie ugrzęźli w nałogu. O Olivii można powiedzieć, że znalazła się po środku. Przez parę lat prowadziła w Londynie awangardową pracownię fotograficzną, M Studio. Jej partnerem biznesowym był bogaty Amerykanin, Curtis Moffat, który studiował w Paryżu z Man Rayem. Razem aranżowali surrealistyczne portrety znajomych, które swoją oryginalnością zapisały się w historii nowoczesnej fotografii. W ich studiu, rozpoczęła swoją karierę słynna Barbara Ker-Seymer, która potem przejęła go na własność. Olivia osiadła w końcu w Nowym Jorku, gdzie przeżyła krótki epizod małżeński z notorycznym Howlandem Spencerem. Po rozwodzie w 1931 r., związała się na resztę życia z czarną aktorką Edną Thomas. Zmarła w Harlem w przeddzień swoich siedemdziesiątych urodzin.
Po więcej detali z życia Dicka i Olivii odsyłam Państwa do opowiadań „Ursula“ (nowelowe imię Oliwii) i „The Half Brother“, napisanych przez ich przyrodniego brata, żyjącego do dziś pisarza Francisa Wyndham, syna Guya z jego drugiego małżeństwa z Violetą Leverson. Ukazały się one w 1985 r. w tomiku zatytuowanym „Mrs Henderson“.

Reklamy

Read Full Post »

Wyścigi konne były wielką pasją księcia Walii (późniejszego króla Edwarda VII). W 1899 r., po Newmarket i Epsom, postanowił po raz pierwszy w życiu odwiedzić także zawody Chester Cup, odbywające się co roku w maju w północnej Walii. Tory wyścigowe Chester znajdują się około 20 mil od zamku Ruthin – rodowej siedziby rodziców księżnej von Pless. Nic więc dziwnego, że przyjął ich zaproszenie i zatrzymał się tam od 2-go do 4-go maja 1899 r.

Ruthin_Castle_bw

Zamek Ruthin w północnej Walii, rezydencja rodowa Cornwallis-Westów, gdzie książę Walii zatrzymał się podczas wyścigów konnych w Chester w maju 1899 r. Foto z kolekcji autorki

Podróż do Chester odbył w towarzystwie adiutanta, komandora S. Fortesque, lorda Marcusa Beresforda ( który od 1890 r. prowadził mu stadninę) i pana Reubena Sassoon (którego – jak wspominał później brat księżnej, George Cornwallis-West – głównym zadaniem było pomyślne obstawianie zakładów dla księcia Walii).

Wizyta była prywatna, ale zgromadziła wszędzie tłumy ludzi, pragnących zobaczyć i powitać następcę tronu. Miejscowi dygnitarze mieli ambicje choćby krótkich przemówień, a lokalni kupcy liczyli na cuda. Jednemu się udało. Był nim, według opisu Georga, aptekarz z Ruthin, który z własnej inicjatywy za darmo zaopatrzył zamek w produkty toaletowe, zapewniając tym sobie prawo reklamy jako dostawcy towaru dla „Jego Wysokości Księcia Walii”. Gdy po dwóch latach, książę Walii został królem, sprytny aptekarz zmienił zdobiące jego sklep trzy pióra książęce na herb królewski, a napis na „by special appointment to H.M. the King”!
Pułkownik William i pani Cornwallis-West, chcąc zapewnić księciu miłe towarzystwo, zaprosili do siebie również hrabiostwo Powis, Sir Richarda i lady Magdalen Williams-Bulkeley, pana Assheton Smitha, Hon. F. Guesta, kapitana i panią Greer oraz pannę Muriel Wilson. Obecna była także ich córka Shelagh i syn George, który przywiózł ze sobą swoją ukochaną Jennie, lady Randolph Churchill. Brakowało jednak najważniejszych gości – księcia i księżnej von Pless…
Coś bardzo ważnego stanęło na przeszkodzie przyjazdu Daisy do Ruthin. Musiała być to sprawa „życia lub śmierci”, że nagle zrezygnowała z uczestnictwa w zaplanowanej wcześniej wizycie tak uwielbianej osoby w jej ukochanym rodzinnym zamku. Zawiadomiła o tym księcia listem, który dotarł do niego wieczorem 3 maja. W odpowiedzi otrzymała kojące słowa: „Rozumię dobrze, dlaczego nie możesz teraz tu przyjechać, lecz mam nadzieję zobaczyć Cię za miesiąc”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Daisy 12 - list Edwarda VII - strona 1

Daisy 12 - list Edwarda VII - strona 3Daisy 12 - list Edwarda VII - strona 2List księcia Walii z 3 maja 1899 r. odpowiadający na korespondencję księżnej von Pless. Foto za uprzejmością Fundacji Księżnej Daisy von Pless.

List księcia znajduje się obecnie w rękach wałbrzyskiej Fundacji Księżnej Daisy von Pless. Gdy przygotowywałam ten list na wystawę w Książu w styczniu 2013 r., opatrzyłam go krótkim tłem historycznym. Dzisiaj mogę je rozszerzyć: powodem nieobecności księżnej w Ruthin było zajście w ciążę z Hanselem!
Przeszczęśliwa Daisy nie omieszkała powiadomić o tym fakcie także cesarza Wilhelma II. Ten, 2 czerwca 1899 r., napisał do niej entuzjastycznie: „Jakże bardzo się cieszę, że naprawdę oczekujesz! Niech Bóg da Ci zdrowe dziecko. Jeśli chłopca, niechże będzie on jak jego dziadek, jeśli dziewczynkę, niechże będzie ona jak najbardziej taka jak jej piękna i ujmująca mama. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i w porządku.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Zajęty wyścigami, książę Walii nie spędził w Ruthin wiele czasu. Kiedy przyjechał we wtorek wczesnym popołudniem, dotarł tam dopiero wieczorem. Cała środa przeszła mu również na zawodach w Chester, ale potem uczestniczył w koncercie i przyjęciu zgotowanym mu przez Cornwallis-Westów. Z Ruthin pożegnał się już w czwartek rano, bo po wyścigach tego dnia wracał bezpośrednio do Londynu. Zanim jednak się to stało, do zamku wezwany został z pobliskiego Birkenhead fotograf, James Saronie, by uwiecznić na kliszy pobyt dostojnego gościa w Ruthin i zasadzone przez niego drzewko. Zdjęcie to, które reprodukuję poniżej, jest idealną ilustracją do wspomnianego powyżej listu z kolekcji Fundacji Księżnej Daisy von Pless (dokumentu numer „Daisy 12”).

PoW_Ruthin_1899

Albert Edward, książę Walii sfotografowany na pamiątkę wizyty w Ruthin w maju 1899 r. Od lewej: Hon. F. Guest, pułkownik William Cornwallis-West, Albert Edward, książę Walii, pani Cornwallis-West, lord Marcus Beresford, panna Muriel Wilson, panna Shelagh Cornwallis-West, Jennie, lady Randolph Churchill, George Cornwallis-West. Foto Jamesa Saronie

Książę Walii rzeczywiście spotkał Daisy następnego miesiąca w Londynie. Jej dolegliwości początków ciąży na tyle minęły, że 9 czerwca mogła się stawić na prezentację (Drawing Room) w pałacu Buckingham, 21 czerwca na bazarze zbierającym fundusze na szpital Charing Cross, 30 czerwca, razem z siostrą Shelagh, na koncercie w pałacu Buckingham, a 5 lipca na obiedzie wydanym przez księstwo Devonshire. Kiedy dołączył do niej Hans, 7 lipca 1899 r. poszli razem na bal do pałacu Buckingham, a 12-go tego miesiąca na garden party, wydaną przez księżną Louisę (markizę Lorne) w pałacu Kensington, by zobaczyć, jako jedni z pierwszych, otwarte ostatnio dla publiczności, dawne pokoje królowej Wiktorii.
Kiedy nareszcie wylądowali na odpoczynek w Newlands, księżna von Pless musiała go przerwać, by stawić się 8 sierpnia na obiad z królową Wiktorią rezydującą w niedalekim Osborne, a potem, wraz z rodzicami, podjąć księcia i ksieżną Connaught.
Resztę lata i jesień spędziła spokojnie w Irlandii, gdzie z wujkiem Patem FitzPatrickem wynajęła dom w Bray, w hrabstwie Wicklow. Potem wróciła do Niemiec.
Jej pierwszy syn, i dziedzic, Hansel urodził się 2 lutego 1900 r.

Read Full Post »

Parę miesięcy temu na facebooku Fundacji Księżnej Daisy pojawiła się fotografia przedstawiająca księżną na pokładzie jachtu jej siostry Shelagh. Zlokalizował ją w austriackim tygodniku Sport im Bild pan Wladislaw VonHochberg i uprzejmie podzielił się swoim odkryciem z resztą fanów.
Ten piękny i nietypowy portret Daisy zachwycił wszystkich.

D_Yacht_FL

Księżna Daisy von Pless na pokładzie jachtu siostry w lipcu 1911 r. Foto z Sport im Bild, 08/09/1911, zlokalizowane przez pana W. VonHochberg

Osobiście kontemplowałam i studiowałam go przez dłuższą chwilę, zastanawiając się co w nim jest, co przypomina mi rzecz wcześniej widzianą. Pewnego dnia przyszło olśnienie: księżna von Pless ubrana jest na nim tak samo jak na rysunku „Daisy w szkockim berecie” znajdującym się w zbiorach Muzeum Zamku w Pszczynie!!! Jedyną różnicą na „portrecie pszczyńskim” są dwa pióra przypięte do czapki na czole dekoracyjną egretą. Ich wielkość i prominentna pozycja sugerują, że mamy do czynienia z wizerunkiem kobiety przebranej w folklorystyczny strój.

D_Beret

Księżna Daisy von Pless w Szkockim Berecie, rysunek w zbiorach Muzeum Zamkowego w Pszczynie, datowany na 1912 r.

Tradycyjne szkockie nakrycie głowy to „bonnet” składający się z paska obciskającego czoło („headband”) i spoczywającej na nim szerokiej kolistej czapy („crown”), na środku której przyszyty jest pompon („toorie”). Headband ma często dekorację w biało-czerwoną kratkę i dwie wstążki z tyłu służące do regulacji rozmiaru. Spadają one albo na szyję, albo wiązane są w kokardę. Crown jest luźna i przechylona na prawo. Na lewej stronie headband’u przypięta jest rozeta („cockade”) z symbolem klanu, podtrzymująca bukiecik obranej przez klan rośliny (hackle”).

Plain Balmoral in Lovat green.(1)

3690890BLACK-WATCH-RED-HACKLE-army-soldier-cap-Scottish-badge-miltary-red-plume-cap-badge-crest-BTradycyjny szkocki bonet cywilny i wersja wojskowa pułku „Black Watch”.

W czapkach wojskowych symbol klanu zastąpiony jest znakiem pułku, a bukiet rośliny wiązką piórek. Długie orle pióra nie były szczególnie używane przez Szkotów. Jeśli już, przypinali je sobie tylko szefowie klanów. Zaadoptowały je jednak do swoich kapeluszów szkockie damy.
Szkocki bonet nie jest beretem, bo opiera się na opasce. Jego późniejsza, wiktoriańska wersja, tzw „Tam o’Shanter” jest bardziej zbliżona do beretu, ponieważ ma tą opaskę o wiele cieńszą.
Czapka księżnej Daisy luźno nawiązuje do cech charakterystycznych klasycznego bonetu szkockiego. Powiedziałabym wręcz, że jest ona bardzo odległą fantazją na jego temat.
Nie mam wątpliwości, że na obu portretach księżna Daisy ma ubranie, które przygotowała specyficznie na wycieczkę jachtem siostry. Wątpię, by ten zestaw często potem powtarzała pretendując, że biała bluzka z krawatem i swobodne, wygodne nakrycie głowy, mające pierwotnie chronić jej fryzurę od wiatru na morzu, mogły być następnym razem wykorzystane przez nią na przedstawienie jej koneksji ze szkockimi górami.
Czy Daisy przypinała do i odpinała egretę z piórami ze swojej czapeczki żeglarskiej by zmienić jej wygląd i funkcję?. A może to autor rysunku popuścił cugle wyobraźni i dla celów artystycznych umieścił pióra na jej czole? W każdym razie „portret pszczyński” nie przedstawia Daisy w „kostiumie szkockim” („Highland costume”) jak to opisał w swojej książce pan John Koch. Jego jedynym, po trosze tylko „szkockim” elementem są pióra przypięte do czapki, która nie jest ani beretem, ani tym bardziej bonetem szkockim.

eb7462af041c590700abd83f1226882e

Bardziej udana interpretacja szkockiego bonetu jako nakrycia głowy dla kobiety: Katherine Hepburn w filmie „Mary of Scotland”, 1936

Fotografia księżnej von Pless na pokładzie statku siostry wykonana została w lipcu 1911 r. Ciągle słaba po poważnej chorobie i zmęczona napiętym życiem towarzyskim angielskiego Sezonu podczas i po koronacji króla Jerzego V, Daisy wyznała w pamiętniku: „Każdy jest tak miły i zadowolony, że widzi mnie ponownie zdrową, ale – choć przyjechałam tutaj [do Londynu] tylko pięć dni temu, czuję jakbym tu była już pięć tygodni i przeto cieszę się że 30-go [czerwca] wyruszamy z kochaną Shelagh na spokojną wycieczkę jej jachtem po kanałach Holandii.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
W wyprawie towarzyszyli im: kuzynka ze strony babci, Adelaide Taylour, książę Jimmy Alba, lord Falconer i lord Thynne, syn 4. markiza Bath. Gdziekolwiek przycumowali, czekały na nich samochody, by obwieźć ich po zabytkowych miejscach. Daisy bardzo spodobała się Holandia: „pokochałam Bruges, jej stare domy i kanały oraz wszystkie cudowne obrazy Memlinga. Oczywiście, każdy Franz Hall i Rembrandt w Holandii przewyższa ich dzieła widziane gdziekolwiek indziej. Mam nadzieję przyjechać tu ponownie.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
O ile mi wiadomo, życzeniu temu nie stało się zadość.

Read Full Post »