Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Egipt’

Ciocia Minnie „obdarzyła“ księżną Daisy von Pless sześcioma kuzynami: Geoffreyem, Mary („Madge“) i Walterem urodzonymi podczas jej małżeństwa z Johnem Monck Brooke oraz Georgem Heremonem, Guyem Richardem („Dickem“) i Olivią – jej dziećmi z Guyem Wyndham.
Zgodnie z tradycją rodzinną, Geoffrey (1884 – 1966) i Walter Brooke (1887 – 1975) poświęcili się karierze wojskowej, którą Geoffrey zakończył w stopniu generała dywizji, a Walter brygadiera. Od dzieciństwa zarażeni byli przez wujka Pata miłością do koni. Walter wyraził ją w swojej uroczej książce „Gladeye the War Horse“, a Geoffrey aż w dziesięciu publikacjach zawierających nie tylko wspomnienia, ale również porady i nauki dotyczące jeździectwa, polowań i hodowli. Stał się on bowiem ich wielkim znawcą, spędziwszy z nimi i na nich całe życie, najpierw jako kawalerzysta w aktywnej służbie, a potem instruktor kawalerii królewskiej. Jego druga żona, Dorothy („Dodo“) Searight (de domo Gibson-Craig) żywiła tą samą pasję.

DorothyBrooke

Dorothy („Dodo”) Brooke z jednym z uratowanych przez nią koniem – weteranem 1. wojny światowej w Egipcie. Foto: Organizacja Brooke

W 1930 r. wrócili razem do Egiptu, gdzie Geoffrey objął stanowisko komendanta brygady kawaleryjskiej. W czasie 1. wojny światowej obydwoje tam walczyli i Dorothy, pamiętając ból rozstania, zaczęła po dwunastu latach szukać pozostawionych wtedy i sprzedanych do niewolniczej pracy bohaterskich koni armii brytyjskiej. Znalazła je w tak opłakanym stanie, że nie ustała, dopóki nie zdobyła odpowiednich funduszy by je odkupić i umieścić w założonym przez siebie w 1934 r. Szpitalu ku pamięci Koni Weteranów (The Old War Horse Memorial Hospital). Geoffrey, który potem został adjutantem króla Jerzego V, czynnie popierał wysiłki żony i sprawował funkcję prezesa jej dobroczynnej organizacj do końca swojego życia. Organizacja ta, pod nazwą BROOKE, istnieje do dnia dzisiejszego. W 1961 r. szpital Dody zmienił nazwę na The Brooke Hospital for Animals w imię poszerzonej opieki otaczającej także pracujące muły i osiołki w jedynastu innych krajach świata. Obecną patronką Brooke jest Kamila, Księżna Kornwalii, która w swojej przemowie w lutym 2014 r. z okazji osiemdziesięciolecia jej istnienia nie zapomniała złożyć hołdu Dodzie i Geoffreyowi. Ciocia Minnie i wujek Pat byliby z tego honoru niezwykle dumni.

Kamila Księżna Kornwalii składa hołd Dodzie i Geoffreymu w przemówieniu z okazji osiemdziesiątej rocznicy Organizacji Brooke.

Siostra Geoffreya i Waltera, Madge (1885 – 1961), poszła poniekąd ich śladem, poślubiając w 1904 r. Sir Johna Sherman Fowlera, który w licznych bitwach w obronie brytyjskiego imperium oraz na froncie 1. wojny światowej dorobił się wielu wysokich odznaczeń militarnych i przeszedł na emeryturę w 1928 r. jako generał broni.
Losy dzieci Minnie z drugiego małżeństwa potoczyły się zupełnie inaczej, odzwierciedlając diametralnie inny czas, a jakim przyszło im spędzić swoją młodość. Jej synowie z Guyem doszli do wieku dojrzałości w przedzień wybuchu 1. wojny światowej, co było jednoznaczne z przymusowym poborem do wojska. Starszy, George Heremon (1893 – 1915) znalazł się z 2. Batalionem Piechoty Northumberland w Belgii, gdzie zginął na froncie w wieku zaledwie 21 lat. Młodszy, Guy Richard „Dick“ (1896 – 1948), przeszedł koszmar walk we Francji w szeregach 2. Królewskiego Korpusu Strzeleckiego, został ranny, a potem wysłany na Bliski Wschód. Po wojnie służył jeszcze przez dwa lata jako adjutant feldmarszałka, Sir Johna Frencha, reprezentanta króla w Irlandii. W Dublinie poznał swoją przyszłą żonę Iris Bennet, z którą pochopnie wziął ślub 20 października 1920 r. Małżeństwo nie przetrwało pierwszego roku i nawet narodziny córeczki Joan nie uratowało je przed upadkiem. Młoda i niedoświadczona Iris nie była w stanie zrozumieć skomplikowanej natury męża i jego preferencji seksualnego bondage’u. Dick uwielbiał towarzystwo pięknych kobiet i czuł się dobrze wśród londyńskiej cyganerii artystycznej, zarówno jako malarz amator, jak i obdarzony dużą wyobraźnią kolekcjoner współczesnej sztuki. Był człowiekiem czarującym, kulturalnym i dowcipnym, a przy tym hojnym gospodarzem, ofiarującym gościom niezapomniane przyjęcia i najlepsze wina ze swojej słynnej piwnicy. Bohemiańskie życie tamtych czasów opisał później w swojej semi-autobiograficznej książce „Painter’s Progress“.

NPG x120658; Guy Richard Charles Wyndham by Bassano

Młodszy syn Minnie i Guya Wyndham, artysta i pisarz Guy Richard („Dick”) Wyndham. Foto Bassana z kolekcji NPG.

Wybierając taki, a nie inny styl życia, Dick, siłą rzeczy, zaniedbywał odziedziczony niechcąco pałac Clouds wraz z otaczającą go posiadłością. Jego Wyndham dziadkowie przewracać się mogli z tego powodu w grobie, ale ich wnuk poszedł po najmniejszej lini oporu i zamiast aktywnie zająć się spadkiem, zaczął go powoli zaprzepaszczać, wystawiając Clouds do wynajęcia. Pierwszym dzierżawcą od 1924 do 1925 r. stał się Bendor, 2. książę Westminstru, były mąż jego kuzynki Kostancji („Shelagh“) Cornwallis-West, nazywanej z racji różnicy wieku „ciocią Conny“. Była to ze strony Bendora raczej przysługa dyktowana sentymentem, niż rzeczywista potrzeba zmiany adresu. W wynajętym domu nie spędził więcej niż kilka nocy. Od 1925 do 1932 r., Clouds stał się rezydencją rodziny holenderskiego dyplomaty Adriana Willema Mosselmana. W miarę bezpieczny w jego rękach, nie oparł się jednak przed wyprzedażą obiektów wystroju. Dla sfinansowania bujnego życia, Dick Wyndham, który po ekstrawagandzkich podróżach osiadł w końcu w wygodnie zaadoptowanym młynie, Tickerage Mill, w hrabstwie Sussex, sprzedawał rokrocznie średnio jedno dzieło sztuki zdobiące jego ściany. W 1927 r. pozbył się w tym celu najsłynniejszego dzieła z tamtejszej kolekcji – pełnowymiarowego portretu „Sióstr Wyndham“, jednego z najbaradziej znanych płócień Sargenta, które wyszło spod jego pędzla w 1900 r. Dziś w zbiorach nowojorskiego Metropolitan Museum of Art, przedstawia ono trzy siostry Georga i Guya: Madeline Adeane, Pamelę Tennant i Marię Elcho, późniejszą hrabinę Wymyss.

h2_27.67

Portret „Trzech Sióstr Wyndham” namalowany w 1900 r. przez Johna Singer Sargenta, sprzedany przez Dicka do Metropolitan Museum of Arts w 1927 r. za 20 000 funtów. Foto: MMA

Dla usprawiedliwienia tej transakcji, jak również własnego sumienia, Dick wytłumaczył tą sprzedaż potrzebą pomocy ojcu. Guy Wyndham, były mąż Minnie, znalazl się bowiem w trudnej sytuacji finansowej. Jego wojskowa renta, połączona z odsetkami kapitału pozostawionego mu w testamentach przez ojca Precy’go i brata Georga Wyndham zapewniłyby mu w miarę stabilną starość, gdyby nie fakt, że trzy lata po śmierci Minnie ożenił się powtórnie i założył nową rodzinę z młodszą o dwadzieścia lat koleżanką swojej córki, Violetą Leverson, której matka Ada była słynną przyjaciółką Oskara Wilde’a, nazywaną przez niego „Sphinxem“.
Guy obdarzał Dicka wprost ślepą miłością ojcowską. W jego domu, Parliament Piece w Ramsbury, który stworzył z Violetą, nowi synowie, Francis i Hugh, dzielili swoje dzieciństwo z córkami Dicka – Joan z małżeństwa z Iris Bennet i Ingrid z jego związku z norweską modelką, Gretą Wulfsberg.
W 1931 r., Dick wystawił Clouds na sprzedaż, zapraszając wcześniej członków rodziny do zabrania z niego ulubionych przez nich rzeczy. Reszta poszła na aukcję. Po serii zagranicznych podróży, Dick osiadł na jakiś czas w Sudanie, poświęcając się badaniom i malowaniu plemienia Dinków, którym poźniej poświęcił swoją kolejną książkę „The Gentle Savage“.
Podczas 2. Wojny Światowej był kapitanem w Królewskiej Artylerii i zastępcą komendanta oddziału obserwacyjnego w Brighton. Wyłączony z czynnej służby, zaczął mocno pić. Z alkoholowego nałogu wyciągnął go pisarz Ian Fleming, który w 1946 r. założył własną agencję prasową i zaoferował Dickowi dobrze płatną pracę korespondenta relacjonującego arabsko-izraelski konflikt dla gazet News of the World i Sunday Times. Jakby nie miał dosyć przygód, w 1947 r. wybrał się na samotną ekspedycję do Afganistanu. Gdy jego samolot się rozstrzaskał, skrajnie wyczerpany wrócił pieszo do Iranu. Rok później, znalazł się w Palestynie, ponownie pracując dla agencji Iana Fleminga. Tu, wzięty za wroga, z powodu arabskiego stroju, jaki nosił, został 19 maja 1948 r. zastrzelony przez izraelskiego snajpera. Miał wtedy tylko 52 lata.
Życie jego siostry, Olivii („Bunch“) Wyndham (1897 – 1967) było równie niespokojne i niecodzienne. Kiedy zaczęła się wojna, miała niespełna 17 lat i jako pielęgniarka wolontariuszka była naocznym światkiem jej horrorów. Zmarła w 1919 r. matka, odeszła w najważniejszym okresie kształtowania się charakteru Olivii. Z natury dobra i przez wszystkich lubiana, Olivia zatraciła się w towarzystwie arystokratycznej młodzieży na siłę szukającej hedonistycznych rozrywek po ponurym okresie wojny. Życie tych ludzi, zwanych Bright Young People, było pasmem przyjęć, zabaw, wymyślnych bali kostiumowych oraz eskapad napędzanych alkoholem i narkotykami. Część z nich, potrafiła po paru latach wrócić do codzienności i nawet twórczo użyć bagaż swoich doświadczeń – tak jak pisarze Nancy Mittford i Evelyn Waugh lub fotograf Cecil Beaton. Inni tragicznie ugrzęźli w nałogu. O Olivii można powiedzieć, że znalazła się po środku. Przez parę lat prowadziła w Londynie awangardową pracownię fotograficzną, M Studio. Jej partnerem biznesowym był bogaty Amerykanin, Curtis Moffat, który studiował w Paryżu z Man Rayem. Razem aranżowali surrealistyczne portrety znajomych, które swoją oryginalnością zapisały się w historii nowoczesnej fotografii. W ich studiu, rozpoczęła swoją karierę słynna Barbara Ker-Seymer, która potem przejęła go na własność. Olivia osiadła w końcu w Nowym Jorku, gdzie przeżyła krótki epizod małżeński z notorycznym Howlandem Spencerem. Po rozwodzie w 1931 r., związała się na resztę życia z czarną aktorką Edną Thomas. Zmarła w Harlem w przeddzień swoich siedemdziesiątych urodzin.
Po więcej detali z życia Dicka i Olivii odsyłam Państwa do opowiadań „Ursula“ (nowelowe imię Oliwii) i „The Half Brother“, napisanych przez ich przyrodniego brata, żyjącego do dziś pisarza Francisa Wyndham, syna Guya z jego drugiego małżeństwa z Violetą Leverson. Ukazały się one w 1985 r. w tomiku zatytuowanym „Mrs Henderson“.

Reklamy

Read Full Post »

Czytelnicy polscy mają dostęp tylko do pierwszej książki księżnej von Pless, wydanej w 1928 r. pod tytułem Taniec na Wulkanie. Zawarte w niej przemyślenia i opinie autorki oparte są na bardzo luźnym szkielecie jej pamiętników, często naginanym i „poprawianym” przez redaktora edycji, majora Desmonda Chapmana.
Nic więc dziwnego, że badacze epoki i księżnej Daisy kwestionują niektóre daty lub scenariusze opisanych tam wydarzeń. Na ich szczęście, kolejne dwie książki księżnej, w których – bez specjalnej cenzury – cytuje długie fragmenty swoich dzienników i listów, często korygują lub uzupełniają te nieścisłości.
Jednym z przykładów może być relacja Daisy o jej podróży z siostrą do Egiptu. W Tańcu na Wulkanie zamieściła ją na początku rozdziału omawiającego lata 1911 – 1913, co sugeruje, że miała ona miejsce w pierwszych miesiącach 1911 r. kiedy: „… zdecydowałyśmy pojechać małą grupą do Egiptu. Chciałam dotrzeć do Chartumu, a stamtąd nawet dalej na południe, więc napisałam do generała Kitchenera, który był wtedy brytyjskim agentem króla i konsulem generalnym w Egipcie, o pomoc i radę. Nie było na tyle czasu, żeby wszystko dokładnie zaplanować, ale zatelegrafowaliśmy do Sir Reginalda Wingate, sirdara armii egipskiej i generalnego gubernatora prowincji sudańskich, który był bardzo dla nas uprzejmy. Totalna zmiana sceny i klimatu bardzo mi pomogła i, pomimo ograniczonych możliwości podróżowania po Egipcie, zaspokoiłam tym wyjazdem swoją nieuleczalną miłość do tułaczki. Hans nie mógł w niej uczestniczyć, więc było nas tylko troje: Shelagh, Benny [Bendor, książę Westminsteru] i ja”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
W opublikowanym w 1930 r. tomie Better Left Unsaid, księżna jest bardziej szczegółowa i pod datą 12 lutego [powinno być marca] 1912 r. pisze: „Płyniemy po Nilu. Jesteśmy w drodze z Chartumu na południe. (…) Hans został [z nami] na łodzi tylko do Luksoru. Dołączył do nas pociągiem na dwa dni w połowie drogi, ale świątynie i pustynia nie bardzo go wzruszają, więc wraca na chwilę do Berlina, a potem jedzie na Riwierę. Chłopcy [Hansel i Lexel] są w St Moritz, a dzieciątko [Bolko] w Książu. Jest to moja druga wizyta w Egipcie. Fritz [von Hochberg, brat Hansa] był tu wiele razy. Shelagh nigdy i jest rozczarowana, bo oczekiwała więcej zieleni i „oaz na pustyni”! Ja jednak wiedziałam czego się spodziewać. Uwielbiam tą cichą tajemniczość i ducha wspaniałej przeszłości, teraz zasypanej, choć ciągle dającej o sobie znać fragmentami świątyń w ich oryginalnych kolorach. Uwielbiam spokojną godność, nawet jeśli ktoś nazwie to lenistwem, wielbłądów, łagodny trucht cierpliwego osiołka i dzieci, z łobuzerskimi oczami, rozjaśniającymi psotą ich poważne brązowe buzie. A także dorosłych Arabów, w twarzach których lubię dopatrywać się śladu ukrytego zła, choć prawdopodobnie zobaczyłabym w ich wzroku iskierkę rozbawienia, gdyby tylko odgadli moje intencje! Kobiety (prawdopodobnie z powodu religii muzułmańskiej) są jedyną sprawą w Egipcie, którą „chłodno przyjmuję”, jako że wiodą życie pozbawione jakiegokolwiek znaczenia. Myślę, że zmieni się to pewnego dnia, choć nieprędko. Kair natomiast przeistoczył się bardzo i nie jest już miastem starych pałaców w ogrodach i przytulnych jednokonnych pojazdów. Stare pałace są teraz hotelami, a po ulicach jeżdżą wszędzie samochody. Okropny widok – jak drugorzędny Paryż. (…) Mam dosyć malowania; narzucam za dużo kolorów (trzeba to robić szybko, bo kolorystyka tutaj zmienia się błyskawicznie), więc moje obrazy wyglądają jak ten jeden na wystawie, o którego twórcy mówiono, że jest spirytualistycznym medium, przerażające! Niemniej jednak ciepło, słońce i wypoczynek zrobiły mi dobrze. Lord Kitchener i jeden z jego podwładnych, lord Colum Crichton-Stuart, byli dla nas niesłychanie uprzejmi w Kairze. Lord Kitchener wysłał telegraf do Sir Reginalda Wingate o zamierzanym pobycie w Chartumie, i kiedy się tam zjawiliśmy Pasha Slatin był tak czarujący, że ja i Shelagh się w nim zakochałyśmy…”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Shelagh_Bendor_races

Książę i księżna Westminsteru (Shelagh i Bendor) na wyścigach konnych w 1908 r. W 1912 r. ich małżeństwo było w poważnych tarapatach.

W żadnej z tych relacji księżna von Pless nie odkrywa całej prawdy, a w pierwszej z nich nawet ją przekręca. 1912 był krytycznym rokiem w rozpadającym się małżeństwie jej siostry z Bendorem, księciem Westminsteru. Wyjazd do Egiptu nie był wakacjami, ale swojego rodzaju próbą sprawdzenia co Bendor porabia sam w Kairze. Shelagh towarzyszył nieodstępujący od niej adorator, książę Jimmy Alba. Daisy zaprosiła do podróży swojego szwagra, hrabiego Fritza von Hochberg. Kiedy jednak dotarli w połowie lutego do hotelu Ghezireh Palace, Bendora tam nie zastali. Uciekł przed nimi z powrotem do Londynu.
Po parodniowym pobycie w Kairze, umilonym uprzejmościami lorda Kitchenera i przymusową dla Shelagh wycieczką do piramid, czwórka podróżników wynajęła wygodny stateczek parowy Niagara i rozpoczęła rejs w dół rzeki Nil. Hans dołączył do nich na parę dni początkiem marca. Ich celem były nieznane im jeszcze egipskie prowincje Sudanu, którymi zarządzał słynny Slatin Pasha.

Egypt_party_1912

Wycieczka do piramid w lutym 1912 r. Na wielbłądach od lewej: ksieżna Daisy von Pless, księżna Konstancja Westminster (Shelagh), hrabia Fritz von Hochberg i książę Jimmy Alba.

Baron Sir Rudolf Carl von Slatin (1858 – 1932) był legendą jeszcze za swojego życia. Rodzinny Wiedeń opuścił w wieku lat szesnastu zatrudniwszy się jako pomocnik i nauczyciel dzieci niemieckiego księgarza w Kairze. Parę miesięcy potem zrezygnował z posady by podjąć rozległe podróże po Egipcie. Spotkał wtedy i zaprzyjaźnił się z Edwardem Schnitzerem (późniejszym Emin Pashą), który walczył w egipskiej armii pod dowództwem brytyjskiego generała Charlesa Gordona i którego śladami, zarażony już bakcylem przygody, Slatin pragnął podążyć po odbyciu służby wojskowej w armii austriackiej. W efekcie rekomendacji Schnitzera, generał Gordon, który w międzyczasie został naczelnikiem Turecko-Egipskiego Sudanu, zaoferował Slatinowi w 1879 r. stanowisko inspektora w departamencie finansowym. Rok później mianował go gubernatorem Darfuru.
W czerwcu 1881 r. lokalny przywódca religijny, Muhammad Ahmad ibn’Abdullahi mianował się Mahdim – „wybrańcem narodu” i ogłosił Jihad – „świętą wojnę” z narzuconą Sudanowi obcą administracją. Młodemu gubernatorowi Darfuru przyszło stoczyć z nim wiele krwawych bitew. By wzmocnić swoją pozycję i nie stracić zaufania poddanych i armii, Slatin przeszedł (nominalnie tylko) na religię muzułmańską i przyjął imię Abd al-Qadir Salatin. Decyzja ta uratowała mu życie kiedy wkrótce, w grudniu 1883 r., wpadł w ręce Mahdistów. Nie został zabity, ale spędził kolejnych jedynaście lat w niewoli, z której wydostał się dopiero w lutym 1895 r. Jego ucieczkę zorganizował pułkownik Reginald Wingate, oficer wywiadu angielskiego, który słusznie uznał Slatina, z jego pierwszorzędną wiedzą o regionie i znajomością języka arabskiego, za cennego w przyszłości współpracownika. Nie omylił się.

Legendarny baron sir Rudolf Carl von Slatin, Slatin Pasha (1858 – 1932), w którym obie siostry się „zakochały” podczas wyprawy do Sudanu. Obraz ze zbiorów Welcome Library

Slatin, utytułowany w marcu 1895 r. przez kedywa Abbasa II Pashą, stał się żarliwym adwokatem odbicia Sudanu i totalnej destrukcji armii Mahdiego. Jego, opublikowane w 1896 r., wspomnienia Fire and Sword (Ogniem i Mieczem) miały w tym względzie olbrzymi wpływ na europejską opinię publiczną. Ich popularność uczyniła ze Slatina swojego rodzaju celebrytę, którego wszędzie zapraszano. Królowa Wiktoria i cesarz Franciszek nadali mu tytuły szlacheckie, a inni zachodni monarchowie prześcigali się w przyznaniu mu najwyższych orderów państwowych.
W 1900 r., Sir Reginald Wingate, teraz naczelnik Sudanu, mianował Slatin Pashę brytyjskim inspektorem generalnym prowincji. W tej to właśnie funkcji przyszło mu spełnić w marcu 1912 r. prośbę księżnej von Pless, która napisała do niego z Kairu: „Moja siostra, księżna Westminsteru, ja ze szwagrem, hrabią Hochberg i księciem Alby przybędziemy do Chartumu 8-go [marca] rano (mój mąż musiał wrócić do Niemiec) i pozostaniemy tam do 10-go wieczorem. [Sir] Wingate’a tam nie będzie, jak również – o ile mi wiadomo – lorda Kitchenera, więc może Pan będzie tak uprzejmy, żeby się nami troszeczkę zająć! Na początek może mógłby Pan użyć swoich wpływów i załatwił nam dobre pokoje w (…) w najlepszym hotelu, (…) a także posłał do tego hotelu swojego służącego, który bardzo nam pomoże rezerwując cztery sypialnie dla nas i cztery pokoje dla naszej służby. (…)”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy) W ślad za tym listem podążył telegraf potwierdzający datę przyjazdu.
Jak wynika z notatki Daisy w pamiętniku, pobyt w Chartumie stał się miłą dla wszystkich niespodzianką, a uprzejmość i osobisty urok Slatin Pashy odzwierciedliły się w jej spontanicznym stwierdzeniu: „był on dla nas tak czarujący, że ja i Shelagh się w nim zakochałyśmy!”. Znaleziony przeze mnie w jednym z angielskich archiwów list księżnej von Pless napisany do niego po powrocie do Pszczyny świadczy, że ich znajomość przetrwała dłużej. W odpowiedzi na jego prośbę o zdjęcie, Daisy odpisała mu 12 maja 1912 r.: „Właśnie zrobiłam sobie portrety we Wiedniu! Nie powiem, że specjalnie po to, by spełnić Pańskie życzenie [otrzymania] mojego „dobrego wizerunku”, ale chyba ten [który załączam] spodoba się Panu. Ja także proszę o Pana zdjęcie – takie ze wszystkimi Pańskimi orderami! – i proszę nie zapomnieć dać mi znać na powyższy adres kiedykolwiek zjawi się Pan w Austrii, bym mogła wyprawić na jego cześć przyjęcie. Musiałam opowiadać prawie przez 15 minut, wyłącznie tylko o Panu, cesarzowej Eugenii podczas niedawnego pobytu w Cap Martin. Powiedziałam jej jak świetnie i młodo Pan wygląda i w jak dobrym nastroju Pana znalazłam (…) Kiedy pomyślę o tym wszystkim co Pan w życiu przeszedł, czuję jakby w Pana osobie nie jednego człowieka, ale jeszcze kilku innych. Przypuszczam, że w Chartumie jest teraz bardzo gorąco; tutaj jest okropnie duszno i przed burzą, co przyprawia mnie o ból głowy. Znacznie lepiej znosiłam suchy, gorącym klimat Chartumu. (…) Wyjeżdżam do Londynu pod koniec czerwca na dziesięć dni, a potem do Bagnolles na leczenie „żylaków”. Wierząc, że czuje się Pan dobrze i dziękując bardzo za wesołe, choć krótkie dni w Chartumie – których nie zamieniłabym za nic na świecie – oraz mając nadzieję, że wkrótce się zobaczymy, pozostaję z poważaniem….”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Austriak z pochodzenia, Slatin Pasha pracował dla Brytyjczyków do 1914 r. W grudniu 1914 kedyw Abbas zaproponował mu na czas wojny stanowisko swojego adiutanta, którego nie przyjął nie chcąc aktywnie uczestniczyć we wrogich działaniach przeciwko Anglii. Bez wynagrodzenia stanął na czele departamentu austriackiego Czerwonego Krzyża pomagającego więźniom wojennym. Umarł we Wiedniu w 1931 r.
Angielscy przyjaciele o nim nie zapomnieli. 27 maja 1934 r. ukazał się w londyńskim Timesie anons, podpisany przez admirała lorda Beatty, lorda Cromera, lorda Buxtona i sir Reginalda Wingate, o zbieraniu funduszy na pomnik Slatina celem „upamiętnienia jego godnej odnotowania służby dla Sudanu i Wielkiej Brytanii, jego żołnierskiej odwagi i administracyjnych umiejętności”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Read Full Post »