Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘dyplomacja’

Poznali się w 1896 r. na jesiennym polowaniu u hrabiostwa Strenberg w Častolovicach. Zrobił na niej wrażenie wstydliwego mężczyzny z rezerwą. Jak wielu przed nim, zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia i cierpliwie, z godnością, czekał na odwzajemnienie swych uczuć. Parę lat jej zajęło, by uwierzyć w ich głębię i przyznać się przed samą sobą, że nie jest jej obojętnym. Mąż nigdy nie obdarzył jej taką miłością, wyrozumiałością i kurtuazją.

Choć atrakcja fizyczna była obustronna, księżna nie odważyła się jej poddać. Wolała ich związek w platonicznej formie, co z czasem przekształciło się w dozgonną przyjaźń. Po latach, opisała ją w trzecim tomie swoich pamiętników jako „A Perfect Friendship”, ale pomimo długich cytatów z jego listów i przekazania kilku faktów z jego późniejszego życia, nie odkryła przed światem tożsamości ukochanego.

Ich bogata korespondencja, w której konspiracyjnie zwracali się do siebie jako „Max”l i „Rattie”, świadczy jak często Daisy przypominała mu, żeby nie marnował na nią swego czasu, ale on tego uparcie nie słuchał. W tej frustrującej dla obojga relacji, w której nienasycona namiętność kotłowała się z rozsądkiem, przyszło im żyć do 1907 r. – kiedy to „Maxl”, uległ wreszcie presji pokierowania swoim życiem według ustalonego szablonu małżeństwa i prokreacji.

Kim był „Maxl” nie jest już dzisiaj tajemnicą i wiedząc, że był nim książę Gottfried von Hohenlohe-Schillingsfürst, umiejscowić go możemy w wielu wydarzeniach towarzyskich w Książu, Pszczynie i Wiedniu, opisanych przez księżną von Pless. Co więcej, grzebiąc w dziejach rodziny Gottfrieda, możemy się nawet pokusić na próbę zrozumienia jego romantycznej postawy wobec Daisy. Osobiście myślę, że naśladował w tej postawie przykład swojej babci, księżnej Karoliny Sayn-Wittgenstein (z domu Iwanowskiej), która przez czterdzieści lat żyła w platonicznym związku z wybrankiem jej serca, kompozytorem i pianistą, Ferencem Lisztem.

Szczegóły ciekawego, bo politycznie zaangażowanego, życia Gottfrieda nie są jednak powszechnie znane.

Hohenlohe_portrait_child

Trzyletni Gottfried Hohenlohe-Schillingsfürst na portrecie Hansa Makarta, namalowanym w 1870 r.

Książę był czwartym z pięciu synów księcia Konstantyna zu Hohenlohe-Schillingsfürst i jego żony księżniczki Marie zu Sayn-Wittgenstein. Urodził się 8 listopada 1867 r., a więc był starszy od księżnej Daisy o pięć lat.

Pochodził ze starej arystokratycznej rodziny niemieckiej, sięgającej korzeniami XII wieku. Z czasem ród Hohenlohe podzielił się na kilka linii, z których tylko jedna, utworzona w 1551 r., linia Hohenlohe-Waldenburg pozostała przy wierze katolickiej. Jednym z czterech odgałęzień linii Hohenlohe-Waldenburg była rodzina Hohenlohe-Schillingsfürst z siedzibą na zamku Schillingsfürst w Bawarii. W 1834 r. Hohenlohowie-Schillingsfürst weszli również w posiadanie ksiąstewek Ratibor (Racibórz – Górny Śląsk) i Corvey (Westfalia).

Hhenlohe_Schillingsfurst_herb

Herb rodziny Hohenlohe-Schillingsfürst

Dziadek Gottfrieda, Franz Joseph 5. książę zu Hohenlohe-Schillingsfürst poślubił księżniczkę Konstancję zu Hohenlohe-Langenburg, szwagierkę księżnej Feodory – przyrodniej siostry królowej Wiktorii.  Konstanty, ojciec Gottfrieda, był ósmym z ich dziewięciorga dzieci i jedynym, który osiadł i zrobił karierę w Austrii, najpierw w armii, a potem na dworze cesarskim. Jako ochmistrz (Obersthofmeister), całkowicie zmienił i unowocześnił dwór habsburski i przez następnych 30 lat pilnował efektywności swoich reform. Był tak oddanym i zaufanym dworzaninem, że to właśnie jemu cesarz Franciszek Józef I powierzył zwierzchnictwo zarówno nad olbrzymią przebudową Wiednia, jak i później nad przygotowaniem wiedeńskiego Prateru do Wystawy Światowej w 1873 r.

Palais_Dobner-Dobenau_Theresianumgasse_33_DSC_9203w

Pałac Dobner-Dobenau we Wiedniu, gdzie Gottried przyszedł na świat i gdzie się wychował

Gottfried przyszedł na świat, mniej więcej w środku tych gorączkowych prac, w wiedeńskim pałacu Dobner-Dobenau, rodzinnej rezydencji od 1861 r. Tam też spędził swoje dzieciństwo i młodość. W 1887 r., po ukończeniu prestiżowego gimnazjum Schotten we Wiedniu, wstąpił do 9 oddziału austriackich huzarów, gdzie w 1889 r. awansował do stopnia porucznika. W 1893 studiował na Akademii Wojennej (Kriegsakademie) i dwa lata później został przeniesiony do sztabu generalnego. W 1902 r, już jako kapitan, objął stanowisko attaché wojskowego przy ambasadzie austro-węgierskiej w Petersburgu. Doświadczenie, jakie zdobył podczas kolejnych pięciu lat pracy w rewolucjonizującej Rosji, w połączeniu z rodzinnymi kontaktami na arenie politycznej sprawiły, że w 1907 r. zdecydował się na przejście do służby dyplomatycznej. W Niemczech, takim kontaktem do 1901 r. był niewątpliwie starszy brat ojca, wujek Chlodwig – od 1845 r. głowa rodu Hohenlohe-Schillingsfürst.

Chlodwig_zu_Hohenlohe-Schillingsfürst

Wujek Gottfrieda, Chlodwig Carl Victor, 7. książę zu Hohenlohe-Schillingsfürst, książę Ratibor und Corvey (1819-1901), kanclerz Niemiec w latach 1894 – 1901

Chlodwig Carl Victor, 7. książę zu Hohenlohe-Schillingsfürst, książę Ratibor und Corvey rozpoczął swoją działalność polityczną w rodzinnej Bawarii, gdzie w 1866 r. został powołany na stanowisko ministra spraw zagranicznych i premiera. Liberał z przekonania, Chlodwig stał się gorącym zwolennikiem zjednoczenia Niemiec pod przewodnictwem Prus, aczkolwiek był wrogiem „prusyfikacji” przyszłego cesarstwa. Krytyka bawarskich patriotów zmusiła go do rezygnacji w 1870 r., ale już w następnym roku został wybrany na członka i wice-prezydenta niemieckiego Reichstagu. Od 1873 do 1880 był niemieckim ambasadorem we Francji, a następnie gubernatorem Alzacji i Lotaryngii. W 1894, cesarz Wilhelm II uczynił go kanclerzem Niemiec. Funkcję tą pełnił do 1900 r.

Drugi wujek Gottfrieda, Victor Adolf książę zu Hohenlohen-Schillingsfürstbył kardynałem i spędził wiele lat w Rzymie. Choć umarł w 1896 r., zanim Gottfried zdecydował się na służbę dyplomatyczną, przeprowadził niewątpliwie wiele rozmów z bratankiem o sytuacji we Włoszech.

Konrad_Hohenlohe_Sch

Brat Gottfrieda, Konrad Hohenlohe-Schillingsfürst (1863-1918), austro-węgierski polityk i mąż stanu

Z kolei własny starszy brat Gottfrieda, Konrad, był czynnie zaangażowany w politykę cesarstwa austro-węgierskiego na jego północnych i zachodnich obszarach, tzw. Przedlitawii (Cisleithanii), pracując na wysokich administracyjnych stanowiskach w Pradze, Teplicach i Trieście. Sympatie Konrada dla problemów klasy robotniczej zdobyły mu przezwisko „Czerwonego Księcia”. Za sprawą arcyksięcia Franciszka Ferdynanda został, 2-go maja 1906 r., premierem Austrii, ale po miesiącu zrezygnował. Podczas wojny, po śmierci cesarza Franciszka Józefa I, stał się konfidentem i doradcą młodego cesarza Karola I, który nota bene był szwagrem córki Konrada, Franciszki. Od 1917 r. naciskał Karola I na zakończenie wojny i uratowanie cesarstwa poprzez przekształcenie go w federację czterech stanów: Austrię, Węgry, Polską Galicję i Bałkańską Illyrię. Po wojnie, dzierżył przez parę pierwszych miesięcy niełatwą tekę ministra spraw wewnętrznych.

Maria Henriette, Erzherzogin von Österreich

Maria Henrietta (1883-1956), trzecia z ośmiu córek Friedricha, arcyksięcia Austrii i księcia cieszyńskiego

Ambitnym planom zawodowym Gottfrieda towarzyszyły plany matrymonialne. Od 1906 r., zbliżając się do czterdziestki, zaczął rozglądać się za żoną. Jego wybór, podyktowany w dużej mierze korzyściami finansowymi, padł w końcu na jedną z ośmiu córek arcyksięcia Fryderyka Habsburga, księcia cieszyńskiego – Marię Henriettę (1883 – 1956). Oprócz wniesienia w małżeństwo pokaźnego wiana, Maria Henrietta miała zagwarantowaną sumę 25 000 guldenów rocznie z cesarskiej kiesy.

Starszą siostrą Marii Henrietty była bliska przyjaciółka księżnej von Pless, Maria Krystyna („Christa”) Salm-Salm. Jednakże to nie Daisy była swatką tego związku. Stała za nim kolejna siostra Marii Henrietty, Maria Anna – żona księcia Eliasza Parmeńskiego, która wzięła na siebie uzyskanie zgody cesarza Franciszka Józefa I na małżeństwo Marii Henrietty z mężczyzną, w żyłach którego nie płynęła krew królewska. Nie miała z tym chyba specjalnego kłopotu, bo, jak wcześniej na to wskazałam, cesarz był w zażyłych stosunkach z ojcem narzeczonego i znał Gottfrieda od dziecka. Niemniej Gottfried był wdzięczny Marii Annie za interwencję i ofiarował jej w podzięce śliczne dzieło Fabergégo – emaliową papierośnicę ze złotymi okuciami i inskrypcją, w której nazwał ją „wybawczynią”.

Hohenlohe_Faberge_case

Papierośnica Faberge ofiarowana przez Gottfried przyszłej szwagierce, arcyksiężnej Marii Annie, za wstawiennictwo u cesarza Franciszka Józefa I

Ślub Gottfrieda i Marii Henrietty, uhonorowany obecnością samego cesarza, odbył się 3 czerwca 1908 r. w miejscowości Baden pod Wiedniem. Maria Henrietta nie miała nic przeciwko byciu żoną dyplomaty. Nie sprzeciwiali się też temu jej rodzice. Cesarz Franciszek Józef I jednakże odrzucił taką możliwość, kiedy minister spraw zagranicznych, Alois Lexa von Aehrenthal, nie był w stanie rozwiązać praktycznie kwestii nadrzędności. Jak ówczesny obserwator to skomentował: „trudno, aby córa Austrii oddawała pierwszeństwo żonom francuskiego, amerykańskiego lub japońskiego ambasadora”! I tak ten, prozaiczny w naszym dzisiejszym mniemaniu, powód zburzył karierę dyplomatyczną Gottfrieda, zanim jeszcze zaczął ją sobie budować.

Maxl_family

Gottfried, jego żona Maria Henrietta i trójka ich dzieci: Elżbieta, Natalia i Friedrich

Gottfried i Maria Henrietta skupili się na rodzinie. We wrześniu 1909 r. urodziła się im pierwsza córeczka Elżbieta, a dwa lata później jej siostrzyczka Natalia. 18 lutego 1913 r. przyszedł na świat ich synek Friedrich. O mały włos, Gottfried nie byłby obecny przy jego narodzinach, bo 1 lutego 1913 r. cesarz Franciszek Józef I wysłał go ze specjalną misją do Rosji.

Trwająca od października 1912 r. 1-sza wojna bałkańska zakończyła się w grudniu 1912 r. zawieszeniem broni pomiędzy zwycięskimi państwami Ligi Bałkańskiej (Bułgarią, Serbią, Grecją i Czarnogórą) a Turcją oraz pokojowymi rokowaniami pod przewodnictwem mocarstw w Londynie. Jednakże, ciągnące się spory o podział terytoriów zagarniętych Turcji groziły wybuchem nowego konfliktu. Austria była szczególnie zaniepokojona wzrastającą w siłę Serbią i jej agresją wobec nowo proklamowanego państwa – Albanii. Aby zapobiec serbskim zapędom i przestraszyć sojusznika Serbii – Rosję, Austria rozstawiła osiem korpusów armii wzdłuż granic z Serbią i Rosją. Cesarz Franciszek Józef I chciał za wszelką cenę uniknąć zbrojnej konfrontacji. Postanowił więc zwrócić się o pomoc bezpośrednio do cara. Na osobę, która dostarczyłaby carowi osobisty list od niego i wyjaśniłaby mu stanowisko Austrii, wybrał księcia Gottfrieda Hohenlohe-Schillingsfürsta – człowieka znanego ze swojego taktu i dyskrecji, a przy tym dobrego znajomego cara Mikołaja II z czasów swojej kadencji attaché wojskowego w Petersburgu.

Maxl_1913

Gottfried w lutym 1913 r. po powrocie z misji w Rosji

Gottfried oddał Mikołajowi II list od Franciszka Józefa I 4 lutego 1913 r., a potem odbył z nim i z ministrem spraw zagranicznych Sergejem Sazonowem parę rozmów. Do Wiednia wrócił 10 lutego, okropnie przeziębiony. Jak się wkrótce okazało, jego misja się powiodła i napięcie na Półwyspie Bałkańskim zaczęło się rozładowywać. Pod presją Sazonowa, Serbia poddała swoje roszczenia do albańskiego portu Duress. W zamian, austro-węgierski minister spraw zagranicznych, Count Berchtold, zgodził się by zatrzymała śródlądowe miasta Dubra i Jakova.

Pomyślna misja Gottfrieda do Rosji obudziła w nim na nowo chęć pracy w dyplomacji. Jego bardzo mu oddana żona umożliwiła to zrzekając się swojego tytułu. 4 sierpnia 1914 r. cesarz Franciszek Józef I powołał go na stanowisko austro-węgierskiego ambasadora w Berlinie.

Gottfried_von_Hohenlohe

Gottfried jako austro-węgierski ambasador w Niemczech w ceremonialnym mundurze z insygniami Orderu Złotego Runa nadanym mu w 1917 r.

Podczas wojny, będąc bezsprzecznym zwolennikiem sojuszu z Niemcami, książę Gottfried Hohenlohe-Schillingsfürst starał się by w tym partnerstwie nie doszło do przewagi strony niemieckiej nad austriacką, pomimo znacznego zadłużenia finansowego Austrii wobec Niemiec. W 1917 r. wiedział już o konieczności negocjacji pokojowych. Podczas rozmów prowadzonych 16 marca 1917 r. we Wiedniu między austriacko-węgierskim ministrem spraw zagranicznych, hrabią Ottokarem Czernin, i niemieckim kanclerzem Theobaldem von Bethmann Hollweg, poparł ideę, by Państwa Centralne – w zamian za pokój – nie tylko odżegnały się od wojennych zdobyczy terytorialnych, ale nawet zgodziły się na stratę niektórych części swoich krajów. Z polityki wycofał się w 1918 r. i jako prezes wiedeńskiego Jockey Club oddał się swojej młodzieńczej pasji wyścigów konnych. Zmarł na dzień przed swoimi urodzinami, 7 listopada 1932 r.

Jego żona Maria Henrietta przeżyła go o dwadzieścia cztery lata. Córki nie wyszły za mąż: Elżbieta umarła w 1987 r., a Natalia w 1989. Prochy całej czwórki złożone są w rodzinnym mauzoleum na cmentarzu kościoła katolickiego w Mariazell na terenie austriackiej Styrii.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

friedhof_4050

Mauzoleum najbliższej rodziny Gottfrieda na cmentarzu kościoła katolickiego w Mariazell.

Jedyny syn Gottfrieda i Marii Henrietty, Friedrich, zmarł w grudniu 1945 r., w wieku zaledwie 32 lat, w obozie jenieckim Camp Laz w Gruzji.

Reklamy

Read Full Post »

Dla badaczy przeszłości, epok wiktoriańskiej i edwardiańskiej, ówczesny zwyczaj prowadzenia pamiętników jest wręcz darem niebios. Bez dzienników tamtych ludzi nasza wiedza o czasach, w których żyli byłaby ograniczona, niekompletna i pozbawiona detali. I choć czytając je pamiętać musimy, że nie do końca są obiektywnym źródłem informacji, oddać im należy pokłon za kolor i tonację w jakiej spoglądamy na te lata.

Nasza wiedza o księżnej Daisy von Pless pochodzi głównie z jej pamiętników, ale byli też inni, którzy nie zapomnieli o niej w swoich zapiskach. Ich wspomnienia niejednokrotnie rzucają nowe światło na jej życie i charakter, zmuszając nas do zrewidowania przyjętej opinii. Przykładem niech będzie książka opublikowana w 1922 r. przez jej rówieśniczkę, lady Susan Townley.

Lady Susan Townley (1868 – 1953) spotkała i zaprzyjaźniła się z księżną Daisy von Pless w Berlinie. Rysunek ołówkiem wykonany przez księżną Rutland

Lady Susan była córką Williama Keppel, 7. hrabiego Albemarle. W 1896 r. wyszła za mąż za Sir Waltera Beaupré Townley’a, dyplomatę, którego długa kariera zaczęła się w 1886 r. Lady Townley przebywała razem z mężem na placówkach w Lizbonie, Berlinie, Rzymie, Pekinie, Konstantynoplu, Waszyngtonie, Buneos Aries, Bukareszcie i Teheranie.  Sir Walter Beaupré Townley zmuszony został przejść na emeryturę w 1918 r. z powodu apolitycznej niedyskrecji żony, która w nieodpowiednim  czasie znalazła się w niewłaściwym miejscu – w Holandii w czasie abdykacji cesarza Wilhelma II. Ale zanim to nastąpiło, spędziła interesujący czas w Niemczech od 1899 do 1900 r., gdzie spotkała i zaprzyjaźniła się z księżną Daisy. Oto jak ją wspomina:

Sir Walter Beaupré Townley (1863 – 1945) dyplomata brytyjski i mąż lady Susan. Portret P. de László. Foto: Government Art Collection

„W czasie naszego pobytu w Berlinie najbardziej popularną postacią stolicznej society była angielska żona księcia [Jana] Henryka von Pless, magnata niemieckiego, właściciela ogromnych posiadłości w południowych Niemczech. Była młoda, bardzo czarująca, nadzwyczaj piękna, szczera i bezpośrednia do stopnia alarmującego ludzi przyzwyczajonych od kołyski, jak Niemcy, do surowej ceremonii i porządku.

Żaden opis Berlina z początku 20. wieku nie byłby jednak pełny bez wzmianki o niej. Była dzieckiem Natury, które nie zważało na ustalone zwyczaje, otwarcie zaprzeczało konwencjom i łamało towarzyskie reguły, płatając figle z dziecięcą, ale fantastycznie pociągającą, nieposłusznością.

Oczywiście, będąc obie młodymi Angielkami spotykałyśmy się często. Kiedy poszłam zobaczyć ją po narodzinach jej najstarszego syna [Hansela w 1900 r.], byłam tak zachwycona jej  cudowną urodą gdy leżała oparta na poduszkach, że powiedziałam jej, że wygląda bosko. „Bosko!“ wykrzyknęła, przeglądając się w lusterku. „Nonsens! Zaczekaj tylko chwilę!“ A potem zawołała „Anna“ do swojej pokojówki, „przynieś mi moje włosy.“ Pokojówka przyniosla pudło pełne loków, w których księżna zaczęła przebierać. „Wystarczy“ powiedziała, odprawiając dziewczynę z na pól pustym pudłem. „A teraz zobacz różnicę“ i wciąż rozmawiając przypieła triumfalnie loki, dodając też za ucho ogromną różową satynową kokardę. I rzeczywiście wyglądała prześlicznie, jak duża jasnowłosa lalka. W tamtych czasach, kiedy w modzie były wolumniaste fryzury, prawie każda kobieta dodawała sobie loków (i wciąż dodaje), ale ze wszystkich moich znajomych tylko księżna tak otwarcie się do tego przyznawała.

Zanim prywatne występy teatralne stały się normą, księżna zaskoczyła statecznych Berlińczyków rozrywkami teatralnymi, jakie organizowała ku pomocy interesujących ją instytucji dobroczynnych. Niewątpliwie sprzyjającym był tu fakt, że jej szwagier był zarządcą Narodowego Teatru.

Pewnego razu odpowiedzialna była za manekinowe przedstawienie, uwięczone ogromnym sukcesem, tzw „Puppenfee“, wystawione w domu jej teścia, w którym cała młoda śmietanka Berlina pojawiła się w charakterze mechanicznych kukieł. Pamiętam, że byłam motylem i wykonałam zdumiewający taniec na czubkach palców, z rozpostartymi ramionami, ubrana w cudowny kostium, który wybrałam sobie z garderoby cesarskiej opery. Nasze przedstawienie było wielkim wydarzeniem towarzyskim sezonu, a organizacje charytatywne księżnej Daisy bardzo się na nim wzbogaciły.

Jej zachowanie w roli hostessy rezydencji jej meźa w południowych Niemczech było nawet bardziej niekonwencjonalne niż w Berlinie. Jej mąż był dumnym arystokratą, przywiązanym do rodzinnych tradycji i chciał mieć wszystko na najwyższym poziomie, czego jego żona nie podzielała. Jednego dnia, wciąż w swoim pokoju na górze, usłyszała przybycie gościa. Przekroczywszy na palcach galerię, spoglądnęła sponad balustrady na przedsionek i zobaczyła tam czekającego mężczyznę. Od razu wpadł jej do głowy psikus. Pobiegła więc z powrotem do sypialni, by za chwilę wrócić z dzbanem wody, który na niego wylała. Nie była przy tym zupełnie skonsternowana, gdy wściekły, z pianą na ustach, mężczyzna spojrzał w kierunku skąd zleciał na niego prysznic i okazał się być, zamiast swawolnym młodym oficerem, ziemiańskim sąsiadem o wielkim znaczeniu i arystokratycznym pochodzeniu, którego mało znała, a który przebył ponad dwadzieścia mil by złożyć jej grzecznościową wizytę!

Jej bezceremonialne postępowanie z adoratorami jest nie do opisania, aczkolwiek biedni cierpiętnicy byli zazwyczaj tak beznadziejnie w niej zakochani, że wydawali się nie żywić do niej urazy za szyderstwa, którymi ich obdarzała. Pewnego letniego wieczoru, kiedy wszyscy byliśmy na trawniku, powiedziała melancholijnie, „Jakże bardzo bym chciała mieć kasztana z tego drzewa! Oh, żeby ktoś mógł mi go zerwać!“

Natychmiast jeden z młodzieńców poderwał się, by spełnić jej kaprys. I choć nieodpowiednio ubrany, wdrapał się na drzewo. Ona zaś, przez chwilę bawiła się tym, wykrzykując mu kierunek, prowadząc go wciąż wyżej i wyżej, z jednej gałęzi na drugą, ryzykując jego upadek, aż znudzona żartem, ze śmiechem zawołala go na dół.

Stanął przed nią potargany i zbity z tropu. A ona odwróciła się do służącego i, wskazując na swoją ofiarę, powiedziała w złym niemieckim (nigdy nie nauczyła się języka zaadoptowanego kraju): „Proszę wziąć tego gentlemana do stajni, bo jest osłem. Proszę go dobrze nakarmić, pamiętając że on tylko je osty.“

Przy innej okazji byliśmy w jej pszczyńskiej rezydencji, gdzie oczekiwano wpół-oficjalnej wizyty Gubernatora Śląska i jego małżonki. Nasz gospodarz był bardzo przejęty, że powinno się ich przyjąć z odpowiednią ceremonią i zarządał by żona powitała ich na progu domu.

Ona jednak, jak tylko wyjechał na stację wielką karocą zaprzężoną w cztery konie, z forysiami i eskortą, oświadczyła że zamierza pobrodzić sobie w jeziorze. Nakazała służbie, by gości po ich przyjeździe tam doprowadzić, gdzie również będzie podany poczęstunek. Nic nie było w stanie zmienić jej decyzji i choć staraliśmy się odwrócić ją od tego zamiaru, zaciągnęła nas nad wodę, by tam spędzić gorące popołudnie.

Siedzenie nad brzegiem jeziora było bardzo przyjemne, więc tam zostaliśmy nawet gdy karoca wróciła już z gośćmi do pustego domu. Z oddali zobaczyliśmy ich idących po trawniku w naszą stronę – pochmurnego, poniżonego męża i dwie wściekłe niemieckie osobistości, głęboko urażone złym potraktowaniem. Nigdy nie zapomnę wyrazu twarzy tej damy. Lecz nikt nie mógł być długo zły na Daisy; bo, pomimo jej nieodpowiedzialności, była osobą serdeczną i uprzejmą.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Księżna Daisy von Pless w Viceregal Lodge w Dublinie podczas wizyty księstwa York w Irlandii w sierpniu 1897 r. Foto Lafayette’a z kolekcji autorki

Proszę nie oburzać się na Daisy za jej młodociane psikusy, brak subordynacji wobec męża i „okrucieństwo“ dla adoratorów. Każdy aspekt jej zachowania ma wytłumaczenie.

Niewybredne żarty, tzw „practical jokes“, były normą i barometrem poczucia humoru w środowisku angielskiej arystokracji. Jej własna matka wrzuciła kostki lodu za  koszulę księcia Walli [przyszlego króla Edwarda VII]! A księżna Warwick wspomina, że nawet stateczny Hans Pless nie uwierzył w trzęsienie ziemi, które nawiedziło jej posiadłość, będąc przekonanym że to lord Herbert Vane-Tempest siedzi pod i rusza łóżkiem w jego sypialni.

O tym, że księżna przeciwna była przesadnej pompie i sztywnemu niemieckiemu protokołowi wiemy z jej własnych zwierzeń. Upartemu i konserwatywnemu Hansowi musiała się sprzeciwiać, żeby podkreślić swój punkt widzenia oraz wprowadzić zmiany w nużącej i, w porównaniu do brytyjskiej, skostniałej etykiecie.

Miała również dosyć tuzinkowych adoratorów, których komplementy – jak pisała – „powielane tymi samymi słowami tracą swój czar“ nudząc, a nawet, ją złoszcząc.

Wspomnienia lady Susan Townley dorzucają jednak parę nowych faktów. Interesująca jest wzmianka o fryzurach Daisy, jak również opis manekinowego  przedstawienia w domu Vatera. Ciekawe są przytoczone dialogi i sytuacyjne obserwacje.

Powyższy tekst jest pierwszym cytatem z ówczesnej literatury pamiętnikarskiej, który tutaj przedstawiam. Kolejne pojawią się wkrótce.

Read Full Post »