Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Constance Duchess of Westminster’

Młodziutka Maria Theresa Olivia Cornwallis-West, zwana „Daisy” czyli „Stokrotką”, od grudnia 1891 r. żona księcia Hansa Heinricha XV von Pless, przybyła za mężem do Niemiec w 1892 r. zupełnie nieświadoma co czeka ją w przybranej ojczyźnie. Nie przywiozła ze sobą wiele własnego dobytku, bo rodziców nie stać było na porządną wyprawę, ale gotowa była ofiarować nowej rodzinie swoje inne atuty: pierwszorzędne koligacje, wielką urodę i dobre wychowanie. O tym ostatnim była szczerze przekonana, że było takie jak trzeba, bo przecież nikt w Anglii ją za nie nie krytykował, a w swoim zachowaniu nigdy nie zapominała o dobrze otaczających ją ludzi. W Niemczech, a dokładnie w Prusach, dowiedziała się, że ma być inaczej. Jej spontaniczność, humor i nawyk bezpośredniego kontaktowania się z innymi wzbudzały u przedstawicieli pruskiej arystokracji zgrozę i gorzkie komentarze. Jej mąż, który w Londynie był „normalny”, w Prusach zabronił jej „nieksiążęcych” gestów i żądał bezwzględnego przestrzegania etykiety. Jednym z najdziwniejszych dla niej punktów nowego regulaminu był zakaz występów publicznych, czegoś, co z aprobatą rodziców robiła od dzieciństwa.

Młodziutka Daisy śpiewa i gra na gitarze w 1890 r.

Daisy odziedziczyła po matce, Mary Cornwallis-West znanej powszechnie jako Patsy, przepiękny głos i miłość do śpiewania. Od małego oglądała mamę na scenie w przedstawieniach i na koncertach, które ta, jako Pani na Ruthin i Newlands, organizowała by zebrać fundusze na lokalne instytucje społeczne i dobroczynne. Wsłuchiwała się w jej dramatyczne interpretacje pieśni irlandzkich i amerykańskich ballad. Podziwiała jej zdolność inicjowania interakcji z publicznością, którą wciągała we wspólne śpiewanie refrenu lub którą rozbawiała do łez doborem humorystycznych zwrotek. Z biegiem czasu, wraz z młodszą siostrzyczką Shelagh , poszły w ślady matki i rzadko kiedy odmawiały uczestnictwa w występach charytatywnych w północnej Walii, skąd pochodziły, lub w Hampshire, gdzie często przebywały. Później, kiedy małżeństwa dały im status księżnych , akceptowane przez nich zaproszenia nabrały wielkiej wagi, co przekładało się zazwyczaj na większy dochód dla sponsorowanych przez nie instytucji.
Talent muzyczny Daisy był na tyle obiecujący, że rodzice postanowili rozwinąć go prywatnymi lekcjami u renomowanych nauczycieli śpiewu. W swojej rezydencji w Newlands urządzili dla niej pokój muzyczny, który wyposażyli w najlepszy na rynku fortepian Bechsteina.

Sir Paolo Tosti (1846-1916), pierwszy nauczyciel śpiewu księżnej Daisy

Jej pierwszym nauczycielem był sir Paolo Tosti , włoski kompozytor muzyki salonowej, który osiadł w Londynie i został później mistrzem śpiewu na dworze królewskim. Następny, Luigi Vannuccini , zachwycił się jej mezzosopranem do tego stopnia, że zaoferował jej dalszą naukę za darmo pod warunkiem, że zdecyduje się na karierę śpiewaczą. Nie był jedynym, który wierzył, że w tej profesji osiągnęłaby wielki sukces. W 1902 r., kiedy księżna odśpiewała dwa utwory podczas koncertu na rzecz londyńskiego oddziału Stowarzyszenia Walijskiego Przemysłu (The Welsh Industries Association), prasa nie mogła się powstrzymać od żalu, że nie błyszczy na zawodowej scenie, oświadczając: „Oprócz przystojnej prezencji, wspaniałych manier i obfitości osobistego czaru, księżna von Pless posiada niezwykle piękny głos i dwie pieśni, „Good-bye” Tostiego i „A Barque at Mid-night” Franka Lamberta, wykonała z wielką ekspresją i siłą. Gdyby nie była księżną, księżna von Pless z łatwością mogłaby zostać prima donną”.
Zachwyty nie przewróciły jej w głowie. Jako dorosła osoba i matka, najpierw jednego, potem dwóch i wreszcie trzech synków, nie przestała dbać o i trenować swój głos. Wiosną 1904 r. spędziła kilka tygodni w Paryżu, studiując śpiew u Jana Reszki , słynnego polskiego tenora mieszkającego we Francji. W 1906 r., przebywając dłuższy czas we Wiedniu z powodu wypadku męża, planowała kolejne lekcje śpiewu. Niestety, przeszkodziło jej w tym chore gardło.
Każda choroba gardła przyprawiała ją o tak wielkie zmartwienie, że odnotowywała ją na kartach swojego pamiętnika. W 1910 r. leczyła je inhalacjami u słynnego berlińskiego lekarza. Ich efekt tak ją zachwycił, że swojego dobroczyńcę zarekomendowała cierpiącemu na astmę królowi angielskiemu, Edwardowi VII.
Niezwykle poważnie traktowała również swój repertuar, ciągle szukając nowych utworów, których muzyka lub słowa przemawiałyby do jej duszy. Kiedy takie znalazła i je wypróbowała, z uniesieniem kopiowała ich libretta w swoim dzienniku, jak to miało na przykład miejsce w 1910 r. z francuską piosenką Georgesa Hue „J’ai pleuré en rêvé” („Całą noc płakałam”), którą uznała za „pełną życia i nadziei”. Jeśli nic z gotowego materiału jej nie odpowiadało, zamawiała nowe utwory specjalnie dla siebie. Tak było z trwającą ponad godzinę fantazją muzyczną „Lotus”, którą w 1906 r. opracowali dla niej Harold Simpson i Charles Braun na podstawie wskazanej przez nią birmańskiej pieśni miłosnej. Jej premiera odbyła się podczas dorocznej, styczniowej gościny angielskiej pary królewskiej w Chatsworth, rezydencji księcia i księżnej Devonshire. Księstwo von Pless miało zaszczyt uczestniczyć w tych gościnach od 1902 r. i Daisy od początku włączyła się aktywnie w urządzane tam wtedy amatorskie przedstawienia teatralne. Ich wysoki poziom artystyczny był szeroko komentowany przez ówczesną prasę i sława księżnej von Pless jako aktorki i wokalistki rozeszła się po całym Imperium Brytyjskim. Od tej pory „popyt” na śpiew księżnej przerósł jej możliwości i choć przebywała w Anglii często, nie była w stanie przyjąć wszystkich zaproszeń od swoich arystokratycznych przyjaciółek, oczekujących jej obecności na patronowanych przez nie wydarzeniach charytatywnych. Królowa Aleksandra stała się jednym z jej największych fanów, co zobowiązywało Daisy do specjalnych dla niej występów nawet w ciągu prywatnych wizyt w Windsorze i Sandringham lub podczas okazjonalnych przyjęć na jachcie Brytania podczas regat żeglarskich w Cowes. By je dla niej ułatwić, królowa z chęcią sama przekładała dla niej kartki z nutami!
Pomimo natłoku zamówień, Daisy nigdy nie odmówiła przysługi członkom bliższej i dalszej rodziny, nawet jeśli powód ich próśb był trywialny w porównaniu z prestiżowymi zamówieniami od brytyjskiej socjety. W lipcu 1906 r. przybyła specjalnie do Colchesteru, by zaśpiewać trzy pieśni („Élégie” Julesa Massenet, “I hid my Love” Guya d’Hardelot i “Good-bye” Francesca Paolo Tostiego) dla wsparcia 16 pułku lansjerów, w którym Guy Wynfham, mąż jej cioci Minnie, służył w randze kapitana. W 1913 r. dotarła do swojego szwagra, hrabiego Fritza von Hocherg, osiadłego wtedy w Great Bowden w hrabstwie Leicestershire, by swoim występem w tej malutkiej miejscowości wesprzeć zbiórkę pieniędzy na lokalną świetlicę.
1907 był ostatnim rokiem po-Bożo Narodzeniowych (tzw Twelfth Night) przyjęć w Chatsworth, które skończyły się z chorobą i śmiercią 8. księcia Devonshire w 1908 r. Daisy uznała go za najlepszy w swojej aktorskiej karierze: „Dla większego efektu, wyszłam na scenę jako ostatnia i zaśpiewałam trzy pieśni (jej występ był zatytuowany „A Contrast in Three Songs”). Pierwsza (Yum-Yum’a, „The Moon and I” czyli „Księżyc i Ja”) była z opery „Mikado”. (…) Druga była pieśnią czarnych niewolników (o tytule „What’s the Matter with the Moon Tonight”, czyli „Co stało się z księżycem dzisiejszej nocy”), którą wykonałam ubrana w ubogą suknię i obszerny blado-niebieski kapelusz filcowy, kończąc ją krótkim tańcem z czerwonym płóciennym parasolem. Na koniec odśpiewałam francuską piosenkę Bemberga „Il Neige” („Śnieg”) w nowym, ładnym ubranku saneczkowym z Książa, białej czapeczce ozdobionej kiścią ostrokrzewu, białej mufce udekorowanej jemiołą i w wysokich czerwonych butach. Otaczały mnie jodły pokryte watą, a (z góry) spadały malutkie płatki białego papieru, kreując śliczny efekt śniegu”. Warto dodać, że za kostiumy do tego występu księżna zapłaciła z własnej kieszeni, co dodatkowo wskazuje jak wielką wagę przywiązywała do prezentacji na scenie.

Księżna Daisy w trzech odsłonach piosenek wykonanych podczas pobytu z parą królewską w Chatsworth w 1907 r.

Hans był niejednokrotnie świadkiem występów żony w Anglii. Jego postawa trąciła jednak hipokryzją. Z powodów znanych tylko sobie, nie przeszkadzało mu, że Daisy zachowywała się tam dokładnie tak, jak zabraniał zachowywać się jej w Niemczech. Osobiście uwielbiał jej głos i często prosił, by w domowym zaciszu śpiewała tylko dla niego. Czasami wtórował jej gwizdaniem. Był też niesłychanie dumny, kiedy jej głosem zachwycali się jego goście, zwłaszcza cesarz niemiecki Wilhelm II. W ukłonie dla cesarza, księżna von Pless uczyła się nowych piosenek na każdy jego przyjazd do Pszczyny.
Co więcej, zawsze gotowa do śpiewania, Daisy ratowała często sytuację, gdy jakiś punkt programu dla gości nie wypalił. Tak było na przykład podczas wizyty cesarzewicza Wilhelma i jego żony Cecylii w Książu w styczniu 1910 r. kiedy nie mogły się odbyć zaplanowane tańce z powodu żałoby po nagłej śmierci dziadka Cecylii.
W gronie intymnych przyjaciół pozwalała sobie czasami zarzucić muzykę salonową na rzecz rozrywkowych piosenek dawnych niewolników amerykańskich, których wykonanie łączyła z zabawnymi krokami tańców „skirt-dances” i „cake-walks” . Nieobce jej było również filuterne kokietowanie słuchaczy, jak to zrobiła w kwietniu 1910 r. na przyjęciu u Henri Bernsteina, wczuwając się w rozluźnioną atmosferę wieczoru francuskiej bohemy na Lazurowym Wybrzeżu. Zaintonowała wtedy spontanicznie kabaretowy numer „Vous étes si jolie” (muzyka Paul Julien Delmet, słowa Léon Suès). Dla domagających się więcej gości zaśpiewała jeszcze dwie inne francuskie piosenki i jedną balladę murzyńską. Wdzięczny gospodarz podziękował jej potem słowami: „Patrzeć na Panią jest przyjemnością i ucztą dla zmysłów, lecz sama wspaniałość nie wystarcza Pani i przeto obnażasz Pani przed innymi tyle perfekcji boskości i „czaru”, że nikt nie ośmieliłby się marzyć, że piękno mogłoby być pełniejsze. A przy tym, Pani śpiew przyśpiesza bicie i tak już rozdygotanego do granic serca …”.
To jej wczuwanie się w nastroje innych ludzie i wybór wymownej w danej sytuacji pieśni było dla księżnej, osoby niezwykle uczuciowej, czymś zupełnie normalnym. W czerwcu 1898 r. odwiedziła wraz z mężem swoją rodaczkę, cesarzową Fryderykową. Widząc ją raz siedzącą samotnie na balkonie, otworzyła pianino i zaśpiewała „Home sweet Home”, przeczuwając, że cesarzowa myślała wtedy o Anglii. Instynkt jej nie zawiódł, a ujęta gestem cesarzowa stała się jej dozgonną bratnią duszą. Czasem po prostu pogoda narzucała wybór repertuaru. Pewnego deszczowego popołudnia w październiku 1905 r., księżna dała impromptu recital damom zgromadzonym w buduarze jej przyjaciółki, Fanny Sternberg. Śpiewała ponad godzinę, czując sympatię słuchaczek, z których dwie prawie się popłakały. Czy zbliżyły się wtedy do jej duszy? Sama Daisy byłaby daleka od takiej konkluzji, bo jak kiedyś stwierdziła: „Gdy jestem na scenie, zatracam się w śpiewie, stając się całkowicie sobą. Nikt nie jest w stanie domyślić się, co słowa i muzyka naprawdę dla mnie znaczą”.
Po latach sporów z Hansem, determinacja Daisy zwyciężyła i mąż wreszcie pozwolił jej w lipcu 1907 r. na lokalny koncert w Szczawnie Zdroju w celu zebrania funduszów na otwartą przez nią w czerwcu 1906 szkołę dla kalekich dzieci w Wałbrzychu. Towarzyszyli jej zawodowcy: baryton Schimmel, panna Steigermann z Lipska, panna Suttes oraz amator, hrabia Limburg-Puckler. Księżna wykonała dwa utwory niemieckie: „Still wie die Nacht” Carla Bohma i „Verborgenheit” Huga Wolfa. Dochód ze sprzedaży biletów wyniósł 1 900 marek. Niedługo potem, księżna nawiązała kontakt z kompanią gramofonową w sprawie nagrania płyty. Jak się zwierzyła na kartach swojego pamiętnika: „Zamierzają dać mi jednego szylinga za każdą sprzedaną płytę. (…) Czyż nie będzie cudowne, że co roku przyniesie to małą sumę dla szkoły?”. Zaplanowane na grudzień 1907 r. nagranie nie doszło jednak do skutku, bo niedawny pobyt w mglistym Londynie odbił się źle na jej głosie. Przełożone, nigdy się nie zmaterializowało. Wielka szkoda.
Do następnego występu publicznego Daisy doszło w Berlinie 13 lutego 1909 r. Serce jej krwawiło z powodu choroby malutkiego siostrzeńca Edwarda. Z myślami przy nim, zaśpiewała „When the Birds go North again” („Kiedy ptaki odlatują znowu na północ”) , bo była to pieśń o nadziei, którą potraktowała jako swoją modlitwę o jego zdrowie. Według św. Augustyna „kto śpiewa, dwa razy się modli”. Niestety mały Edward już wtedy nie żył, o czym Hans powiadomiony został tuż przed koncertem, ale wstrzymał się z przekazaniem żonie wiadomości do czasu jego zakończenia.

Daisy na scenie z bratem Georgem w 1912 r.

Pomimo licznych występów w Anglii, nikt z niemieckiej socjety, poza paroma bliskimi przyjaciółmi, nie wiedział o talencie muzycznym księżnej. Tym zaskoczonym i proszącym o wyjaśnienie, Daisy odpowiedziała: „Nie mogliście mnie usłyszeć wcześniej, bo jest to pierwszy raz kiedy zaśpiewałam w Berlinie. Do tej pory mówiono mi, że niemieckim damom i księżniczkom nie wypada śpiewać publicznie i mój mąż mi tego zakazywał”. Berliński koncert przyniósł 5 200 marek dochodu na cele charytatywne.
Księżna von Pless bardzo ciężko przeżyła połóg swojego trzeciego synka Bolko, który przyszedł na świat 23 września 1910 r. Bliska śmierci, dochodziła potem do siebie przez prawie dwa lata. Siłą rzeczy śpiew i publiczne występy poszły na drugi plan. Ale gdy zaczęła wracać do Anglii, wpojona w nią od dzieciństwa powinność „noblesse oblige”, połączona z nostalgią za sceną, zaowocowały kolejnym uczestnictwem w charytatywnych przedstawieniach. Zapewne największym z nich był wspólny z siostrą występ w Bournemouth i Lymington na rzecz szpitala dla kalekich dzieci. Shelagh zagrała główną rolę w jednoaktówce „Pistolety dla dwóch” („Pistols for Two”), a Daisy wyrecytowała swój monolog „The Eternal Feminine” oraz odśpiewała w duecie z Denisem Drew balladę murzyńskich niewolników z własnym akompaniamentem na gitarze. Publiczny występ dwóch księżnych naraz był tak wielką sensacją, że dziennik „Daily Mirror poświęcił mu całą frontową stronę wydania z 16 stycznia 1914 r.

Księżna Daisy w duecie z Denisem Drew na przedstawieniu w Bournemouth w 1914 r.

W przeddzień wybuchu pierwszej wojny światowej, księżna von Pless wróciła, jak się potem okazało ku swojemu nieszczęściu, do męża i synów w Niemczech. Prawie natychmiast zaangażowała się w pracę pielęgniarki w berlińskim szpitalu Tempelhof 2. Według referencji danych jej później przez przełożonego, profesora von Kuestera, Daisy „z zadowoleniem i oddaniem opiekowała się rannymi, pocieszając ich i uspokajając swoim serdecznym podejściem. Niestrudzenie podejmowała wysiłki, aby ich rozweselić i pokrzepić, a tym samym ulżyć ich cierpieniom”. Jednym ze sposobów na to było organizowanie dla nich spontanicznych wieczorków muzycznych, podczas których, otoczywszy księżną grającą na fortepianie, aktywnie włączali się w śpiewanie.

Wojenna pielęgniarka Daisy gra na pianinie i śpiewa ze swoimi pacjentami w 1915 r.

W późniejszych latach wojny, księżna pracowała w pociągach sanitarnych. W przerwach pomiędzy angażami, wpadała na Dolny Śląsk by przeprowadzać inspekcje szpitali i domu dla rekonwalescentów na terenie posiadłości von Plessów. W październiku 1915 r. przybyła w tym celu do Szczawna i przy okazji wzięła udział w koncercie dobroczynnym w pobliskich Świebodzicach. Odśpiewała na nim dwie pieśni: „Gebet während der Schlacht „ (słowa Karl Theodor Körner, muzyka Franz Schubert) i „Ave Maria” (muzyka J.S. Bach/Charles Gounod) . Był to jej ostatni występ publiczny.
Fala nieszczęść, jakie spadły na nią po zakończeniu wojny, załamałyby niejednego człowieka. Rozpadło się jej małżeństwo z Hansem, znikł dotychczasowy dobrobyt i bezpieczeństwo finansowe. Wykończony trudami wojny, organizm księżnej zaczął odmawiać posłuszeństwa. Nawiedzająca ją poprzednio tajemnicza choroba (prawdopodobnie stwardnienie rozsiane) atakowała go z różnych stron, paraliżując najpierw nogi, a potem gardło. Jej mowa została porażona i śpiewanie musiało pójść w zapomnienie. Teraz Daisy modliła się tylko w duchu…

Reklamy

Read Full Post »

Wielki książę rosyjski Michał Michajłowicz Romanow (1861 – 1929) i jego morganatyczna żona, Zofia hrabina Torby (1868 – 1927) byli dobrymi i oddanymi przyjaciółmi księżnej Daisy von Pless do końca swojego życia. Trudno ustalić dokładnie gdzie i kiedy się poznali. Po ślubie z Zofią w lutym 1891 r., którego jego rodzice – wielki książę Michał Mikołajewicz i księżna badeńska Cecylia Augusta – nie zaaprobowali, Michał otrzymał zakaz wjazdu do Rosji. Młodzi małżonkowie mieszkali początkowo w Wiesbaden w niemieckim księstwie Nassau, rządzonym przez ojca Zofii, księcia Mikołaja Wilhelma. Jej matką była Natalia Aleksandrowna Puszkin, córka wielkiego poety rosyjskiego Aleksandra Puszkina. W Niemczech przebywała również siostra Michała, Anastazja, która wyszła za mąż za Fryderyka Franciszka III, wielkiego księcia Makelmburgii i Schwerinu, którego Plessowie gościli w Pszczynie w 1896 r.

W 1899 r., Michał i Zofia przenieśli się na stałe do swojej wytwornej willi Kazbek w Cannes. Księstwo von Pless zaczęło regularnie odwiedzać Francuską Riwierę od 1897 r. W międzyczasie obie pary wpadały często do Londynu. Okazji do spotkań było więc wiele. keele-hall-gd-michael

Keele Hall, angielska rezydencja wielkiego księcia Michała w hrabstwie Staffordshire, wynajmowana przez niego w latach 1900 – 1910.

W 1900 r., wielki książę Michał zdecydował się wynająć dom w Anglii, w którym rodzina mogłaby wygodnie mieszkać przez kilka miesięcy w roku i gdzie on z Zofią byliby w stanie zaistnieć w angielskiej socjecie już nie tylko jako goście, ale także gospodarze rewanżujący się zaproszeniami do własnej rezydencji na prowincji. Jego wybór padł na pałac Keele Hall w hrabstwie Staffordshire, który wydzierżawił na 10 lat od pułkownika Ralpha Sneyda. Nie bardzo wiadomo, czym kierował się w tej decyzji, skoro, choć wygodny, Keele Hall znajdował się w bliskim sąsiedztwie zagłębia węglowego. Jak wspomina baronowa von Stoeckl, której mąż Sasza był od 1898 r. koniuszym księcia, drzewa w ogrodzie oprószone były zawsze pyłem i dotknięcie jakiegokolwiek liścia pozostawiało na rękach ciemne smugi. Zanieczyszczony czy nie, Keele Hall okazał się dla rodziny szczęśliwym domem, a dla księcia miejscem, gdzie – zaakceptowany przez miejscową ludność i władze – czuł się spełnionym i użytecznym lokalnie gentlemanem. 4459-0

Wielki książę Michał z żoną i dziećmi w Keele Hall, ich domu na prowincji angielskiej. Foto: Borough Museum and Art Gallery, Newcastle-under-Lyme

Wkrótce po otwarciu wrót swojej angielskiej rezydencji, książę Michał zaprosił na długi weekend króla Edwarda VII. Datę tej – pierwszej od wstąpienia na tron – wizyty nowego króla ustalono na dnie od 12 do 15 lipca 1901 r. Król z własnymi gośćmi, wśród których znajdowała się jego przyjaciółka, pani Keppel, przybył specjalnym pociągiem na stację Whitmore, gdzie czekały na nich trzy zaprzęgi konne; jednym z nich powoził sam książę Michał. Warto tu nadmienić, że to właśnie Michał i Zofia przedstawili królowi panią Keppel podczas wakacji w Cannes, rozpoczynając tym niechcący jego ostatni romans.

Ze swojej strony, książę sprowadził do Keele Hall jedynych swoich, jak do tej pory, bliskich przyjaciół angielskich w postaci ksieżnej Daisy von Pless i członków jej rodziny: ojca, pułkownika Williama Cornwallis-Westa, jego żonę Patsy oraz córkę Shelagh, świeżo upieczoną księżnę Westminsteru. Wszyscy byli dobrymi znajomymi Edwarda, co sprawiło, że jego pobyt przeszedł w ciepłej, przyjaznej atmosferze. Jak bardzo król był wtedy zrelaksowany, świadczy zamieszczona poniżej fotografia, pokazująca go na herbatce z domownikami i Cornwallis-Westami. Siedząca na honorowym miejscu Daisy miała, oczywiście, za zadanie zabawiać i zajmować monarchę interesującą konwersacją. Znając ją, możemy przypuszczać, że w pełni jej się to udało. Daisy_Keel_Hall

Herbatka z królem w Keele Hall w lipcu 1901 r., siedzą (z lewej do prawej): księżna daisy von Pless, król Edward VII, lord Hugh Grosvenor, hrabina Zofia Torby, pani Cornwallis-West („Patsy”), księżna Konstancja („Shelagh”) Westminster, baronowa Agnes de Stoeckl; stoją (z lewej do prawe): wielki książę Michał, pułkownik William („Poppets”) Cornwallis-West, pani Keppel, lord Elphinston, Sir Sidney Greville, baron Aleksander („Sasza”) de Stoeckl.

W ciągu dnia król grał w krokieta i golfa, zabierany był przez Michała na przejażdżki i kiedy tylko miał okazję, gawędził po niemiecku ze służbą, która w całości pochodziła z Meklemburgii.

Atrakcją jednego z wieczorów było obejrzenie słynnej kolekcji tabakierek ze zbiorów właściciela Keele Hall, Ralpha Sneyda. Przysłał on w tym celu własnego kamerdynera, który otworzył sejf i ułożywszy te cenne przedmioty na tacach, zaniósł je do salonu. Tego rodzaju prezentacja zaowocowała żartem Edwarda skierowanym do obecnych dam: „Zapraszam panie do poczęstunku!” Kamerdyner wziął go na serio i, przestraszony, wybiegł z pokoju, by powiadomić telegramem swojego pracodawcę o poleceniu króla.

Wizyta Edwarda VII w Keele Hall musiała być udana, skoro na jej zakończenie wręczył księciu Michałowi i jego koniuszemu, byłemu dyplomacie, baronowi Aleksandrowi („Saszy”) de Stoeckl królewski Order Wiktorii za zasługi dla monarchii brytyjskiej.

Read Full Post »

Ciocia Minnie „obdarzyła“ księżną Daisy von Pless sześcioma kuzynami: Geoffreyem, Mary („Madge“) i Walterem urodzonymi podczas jej małżeństwa z Johnem Monck Brooke oraz Georgem Heremonem, Guyem Richardem („Dickem“) i Olivią – jej dziećmi z Guyem Wyndham.
Zgodnie z tradycją rodzinną, Geoffrey (1884 – 1966) i Walter Brooke (1887 – 1975) poświęcili się karierze wojskowej, którą Geoffrey zakończył w stopniu generała dywizji, a Walter brygadiera. Od dzieciństwa zarażeni byli przez wujka Pata miłością do koni. Walter wyraził ją w swojej uroczej książce „Gladeye the War Horse“, a Geoffrey aż w dziesięciu publikacjach zawierających nie tylko wspomnienia, ale również porady i nauki dotyczące jeździectwa, polowań i hodowli. Stał się on bowiem ich wielkim znawcą, spędziwszy z nimi i na nich całe życie, najpierw jako kawalerzysta w aktywnej służbie, a potem instruktor kawalerii królewskiej. Jego druga żona, Dorothy („Dodo“) Searight (de domo Gibson-Craig) żywiła tą samą pasję.

DorothyBrooke

Dorothy („Dodo”) Brooke z jednym z uratowanych przez nią koniem – weteranem 1. wojny światowej w Egipcie. Foto: Organizacja Brooke

W 1930 r. wrócili razem do Egiptu, gdzie Geoffrey objął stanowisko komendanta brygady kawaleryjskiej. W czasie 1. wojny światowej obydwoje tam walczyli i Dorothy, pamiętając ból rozstania, zaczęła po dwunastu latach szukać pozostawionych wtedy i sprzedanych do niewolniczej pracy bohaterskich koni armii brytyjskiej. Znalazła je w tak opłakanym stanie, że nie ustała, dopóki nie zdobyła odpowiednich funduszy by je odkupić i umieścić w założonym przez siebie w 1934 r. Szpitalu ku pamięci Koni Weteranów (The Old War Horse Memorial Hospital). Geoffrey, który potem został adjutantem króla Jerzego V, czynnie popierał wysiłki żony i sprawował funkcję prezesa jej dobroczynnej organizacj do końca swojego życia. Organizacja ta, pod nazwą BROOKE, istnieje do dnia dzisiejszego. W 1961 r. szpital Dody zmienił nazwę na The Brooke Hospital for Animals w imię poszerzonej opieki otaczającej także pracujące muły i osiołki w jedynastu innych krajach świata. Obecną patronką Brooke jest Kamila, Księżna Kornwalii, która w swojej przemowie w lutym 2014 r. z okazji osiemdziesięciolecia jej istnienia nie zapomniała złożyć hołdu Dodzie i Geoffreyowi. Ciocia Minnie i wujek Pat byliby z tego honoru niezwykle dumni.

Kamila Księżna Kornwalii składa hołd Dodzie i Geoffreymu w przemówieniu z okazji osiemdziesiątej rocznicy Organizacji Brooke.

Siostra Geoffreya i Waltera, Madge (1885 – 1961), poszła poniekąd ich śladem, poślubiając w 1904 r. Sir Johna Sherman Fowlera, który w licznych bitwach w obronie brytyjskiego imperium oraz na froncie 1. wojny światowej dorobił się wielu wysokich odznaczeń militarnych i przeszedł na emeryturę w 1928 r. jako generał broni.
Losy dzieci Minnie z drugiego małżeństwa potoczyły się zupełnie inaczej, odzwierciedlając diametralnie inny czas, a jakim przyszło im spędzić swoją młodość. Jej synowie z Guyem doszli do wieku dojrzałości w przedzień wybuchu 1. wojny światowej, co było jednoznaczne z przymusowym poborem do wojska. Starszy, George Heremon (1893 – 1915) znalazł się z 2. Batalionem Piechoty Northumberland w Belgii, gdzie zginął na froncie w wieku zaledwie 21 lat. Młodszy, Guy Richard „Dick“ (1896 – 1948), przeszedł koszmar walk we Francji w szeregach 2. Królewskiego Korpusu Strzeleckiego, został ranny, a potem wysłany na Bliski Wschód. Po wojnie służył jeszcze przez dwa lata jako adjutant feldmarszałka, Sir Johna Frencha, reprezentanta króla w Irlandii. W Dublinie poznał swoją przyszłą żonę Iris Bennet, z którą pochopnie wziął ślub 20 października 1920 r. Małżeństwo nie przetrwało pierwszego roku i nawet narodziny córeczki Joan nie uratowało je przed upadkiem. Młoda i niedoświadczona Iris nie była w stanie zrozumieć skomplikowanej natury męża i jego preferencji seksualnego bondage’u. Dick uwielbiał towarzystwo pięknych kobiet i czuł się dobrze wśród londyńskiej cyganerii artystycznej, zarówno jako malarz amator, jak i obdarzony dużą wyobraźnią kolekcjoner współczesnej sztuki. Był człowiekiem czarującym, kulturalnym i dowcipnym, a przy tym hojnym gospodarzem, ofiarującym gościom niezapomniane przyjęcia i najlepsze wina ze swojej słynnej piwnicy. Bohemiańskie życie tamtych czasów opisał później w swojej semi-autobiograficznej książce „Painter’s Progress“.

NPG x120658; Guy Richard Charles Wyndham by Bassano

Młodszy syn Minnie i Guya Wyndham, artysta i pisarz Guy Richard („Dick”) Wyndham. Foto Bassana z kolekcji NPG.

Wybierając taki, a nie inny styl życia, Dick, siłą rzeczy, zaniedbywał odziedziczony niechcąco pałac Clouds wraz z otaczającą go posiadłością. Jego Wyndham dziadkowie przewracać się mogli z tego powodu w grobie, ale ich wnuk poszedł po najmniejszej lini oporu i zamiast aktywnie zająć się spadkiem, zaczął go powoli zaprzepaszczać, wystawiając Clouds do wynajęcia. Pierwszym dzierżawcą od 1924 do 1925 r. stał się Bendor, 2. książę Westminstru, były mąż jego kuzynki Kostancji („Shelagh“) Cornwallis-West, nazywanej z racji różnicy wieku „ciocią Conny“. Była to ze strony Bendora raczej przysługa dyktowana sentymentem, niż rzeczywista potrzeba zmiany adresu. W wynajętym domu nie spędził więcej niż kilka nocy. Od 1925 do 1932 r., Clouds stał się rezydencją rodziny holenderskiego dyplomaty Adriana Willema Mosselmana. W miarę bezpieczny w jego rękach, nie oparł się jednak przed wyprzedażą obiektów wystroju. Dla sfinansowania bujnego życia, Dick Wyndham, który po ekstrawagandzkich podróżach osiadł w końcu w wygodnie zaadoptowanym młynie, Tickerage Mill, w hrabstwie Sussex, sprzedawał rokrocznie średnio jedno dzieło sztuki zdobiące jego ściany. W 1927 r. pozbył się w tym celu najsłynniejszego dzieła z tamtejszej kolekcji – pełnowymiarowego portretu „Sióstr Wyndham“, jednego z najbaradziej znanych płócień Sargenta, które wyszło spod jego pędzla w 1900 r. Dziś w zbiorach nowojorskiego Metropolitan Museum of Art, przedstawia ono trzy siostry Georga i Guya: Madeline Adeane, Pamelę Tennant i Marię Elcho, późniejszą hrabinę Wymyss.

h2_27.67

Portret „Trzech Sióstr Wyndham” namalowany w 1900 r. przez Johna Singer Sargenta, sprzedany przez Dicka do Metropolitan Museum of Arts w 1927 r. za 20 000 funtów. Foto: MMA

Dla usprawiedliwienia tej transakcji, jak również własnego sumienia, Dick wytłumaczył tą sprzedaż potrzebą pomocy ojcu. Guy Wyndham, były mąż Minnie, znalazl się bowiem w trudnej sytuacji finansowej. Jego wojskowa renta, połączona z odsetkami kapitału pozostawionego mu w testamentach przez ojca Precy’go i brata Georga Wyndham zapewniłyby mu w miarę stabilną starość, gdyby nie fakt, że trzy lata po śmierci Minnie ożenił się powtórnie i założył nową rodzinę z młodszą o dwadzieścia lat koleżanką swojej córki, Violetą Leverson, której matka Ada była słynną przyjaciółką Oskara Wilde’a, nazywaną przez niego „Sphinxem“.
Guy obdarzał Dicka wprost ślepą miłością ojcowską. W jego domu, Parliament Piece w Ramsbury, który stworzył z Violetą, nowi synowie, Francis i Hugh, dzielili swoje dzieciństwo z córkami Dicka – Joan z małżeństwa z Iris Bennet i Ingrid z jego związku z norweską modelką, Gretą Wulfsberg.
W 1931 r., Dick wystawił Clouds na sprzedaż, zapraszając wcześniej członków rodziny do zabrania z niego ulubionych przez nich rzeczy. Reszta poszła na aukcję. Po serii zagranicznych podróży, Dick osiadł na jakiś czas w Sudanie, poświęcając się badaniom i malowaniu plemienia Dinków, którym poźniej poświęcił swoją kolejną książkę „The Gentle Savage“.
Podczas 2. Wojny Światowej był kapitanem w Królewskiej Artylerii i zastępcą komendanta oddziału obserwacyjnego w Brighton. Wyłączony z czynnej służby, zaczął mocno pić. Z alkoholowego nałogu wyciągnął go pisarz Ian Fleming, który w 1946 r. założył własną agencję prasową i zaoferował Dickowi dobrze płatną pracę korespondenta relacjonującego arabsko-izraelski konflikt dla gazet News of the World i Sunday Times. Jakby nie miał dosyć przygód, w 1947 r. wybrał się na samotną ekspedycję do Afganistanu. Gdy jego samolot się rozstrzaskał, skrajnie wyczerpany wrócił pieszo do Iranu. Rok później, znalazł się w Palestynie, ponownie pracując dla agencji Iana Fleminga. Tu, wzięty za wroga, z powodu arabskiego stroju, jaki nosił, został 19 maja 1948 r. zastrzelony przez izraelskiego snajpera. Miał wtedy tylko 52 lata.
Życie jego siostry, Olivii („Bunch“) Wyndham (1897 – 1967) było równie niespokojne i niecodzienne. Kiedy zaczęła się wojna, miała niespełna 17 lat i jako pielęgniarka wolontariuszka była naocznym światkiem jej horrorów. Zmarła w 1919 r. matka, odeszła w najważniejszym okresie kształtowania się charakteru Olivii. Z natury dobra i przez wszystkich lubiana, Olivia zatraciła się w towarzystwie arystokratycznej młodzieży na siłę szukającej hedonistycznych rozrywek po ponurym okresie wojny. Życie tych ludzi, zwanych Bright Young People, było pasmem przyjęć, zabaw, wymyślnych bali kostiumowych oraz eskapad napędzanych alkoholem i narkotykami. Część z nich, potrafiła po paru latach wrócić do codzienności i nawet twórczo użyć bagaż swoich doświadczeń – tak jak pisarze Nancy Mittford i Evelyn Waugh lub fotograf Cecil Beaton. Inni tragicznie ugrzęźli w nałogu. O Olivii można powiedzieć, że znalazła się po środku. Przez parę lat prowadziła w Londynie awangardową pracownię fotograficzną, M Studio. Jej partnerem biznesowym był bogaty Amerykanin, Curtis Moffat, który studiował w Paryżu z Man Rayem. Razem aranżowali surrealistyczne portrety znajomych, które swoją oryginalnością zapisały się w historii nowoczesnej fotografii. W ich studiu, rozpoczęła swoją karierę słynna Barbara Ker-Seymer, która potem przejęła go na własność. Olivia osiadła w końcu w Nowym Jorku, gdzie przeżyła krótki epizod małżeński z notorycznym Howlandem Spencerem. Po rozwodzie w 1931 r., związała się na resztę życia z czarną aktorką Edną Thomas. Zmarła w Harlem w przeddzień swoich siedemdziesiątych urodzin.
Po więcej detali z życia Dicka i Olivii odsyłam Państwa do opowiadań „Ursula“ (nowelowe imię Oliwii) i „The Half Brother“, napisanych przez ich przyrodniego brata, żyjącego do dziś pisarza Francisa Wyndham, syna Guya z jego drugiego małżeństwa z Violetą Leverson. Ukazały się one w 1985 r. w tomiku zatytuowanym „Mrs Henderson“.

Read Full Post »

Ciocia Minnie, w skrócie „Min“, pojawia się często na kartach pamiętników księżnej von Pless. Podczas pobytów Daisy w Anglii, przyjeżdża zobaczyć się z nią do Newlands, robią razem zakupy w Londynie, jadą do Walli, odwiedzają babcię Olivię i spędzają Nowy Rok w Eaton. Minnie jest też jej częstym gościem w Książu i Pszczynie. W czasie wojny pisze do niej czułe listy i opiekuje się chorą babcią, ojcem i matką. Niewątpliwie, jest ulubioną krewną, której księżna wiele zawdzięcza.
Edwina Virginia Joanna, bo tak brzmiało jej pełne imię, była młodszą siostrą matki księżnej, Patsy. Jak Daisy kiedyś odnotowała, w charakterze i wyglądzie różniły się od siebie tak bardzo, jak ona od Shelagh, ale równie głęboko się kochały i wzajemnie sobie pomagały.

Patsy_Minnie_girls

Dwa pokolenia oddanych sobie sióstr. Stoją od lewej: Patsy Cornwallis-West, Daisy, ciocia Minnie, z Shelagh siedzącą przed nimi. Foto: National Trust/Kingston Lacy Estate, Dorset

Patsy wzięła ślub z Williamem Cornwallisem Westem w 1872 r. Jako mężatka, mogła wprowadzić siostrę do londyńskiej Socjety, co zainicjowała prezentując ją królowej Wiktorii na dworze 3 marca 1877 r. Nieco ponad rok później, 23 lipca 1878 r., Minnie wyszła za mąż za Johna Monck Brooke’go, najmłodszego syna Francisa Richarda Brooke’go i Hon. Henrietty Monck z Castleknock, w dublińskiej dzielnicy Summerton. Jego ojciec był szeryfem hrabstwa Dublinu w 1860 r., a matka córką 3. wice-hrabiego Moncka.
Młoda para osiadła w Elm Green w Castleknock. Ich pierwsze dziecko, dziewczynka, przyszło na świat 10 sierpnia 1881 r., ale umarło po kilku godzinach. Syn Geoffrey zjawił się w 1884 r., rok później córka Mary („Madge“), a kolejny syn Walter w styczniu 1887 r., na osiem miesięcy przed niespodziewaną śmiercią Johna Moncka, która nastąpiła 14 sierpnia 1887 r.
Parę lat po stracie męża, wciąż młoda i atrakcyjna wdowa Minnie opuściła Dublin i zamieszkała w wynajętym szeregowym domku z ogrodem na jednej z typowych, wiktoriańskich ulic Londynu. W wychowywaniu malutkich dzieci pomagała jej guwernantka, panna Price, oraz, najęty specjalnie dla chłopców, sierżant z pobliskiego garnizonu, który trzy razy w tygodniu przychodził uczyć ich w ogrodzie musztry. Najważniejszym jednak opiekunem rodziny stał się brat Minnie, Heremon John Francis Headford Fitzpatrick, zwany przez wszystkich „Patem“, który będąc mężem zaufania rozporządzającym spadkiem pozostawionym synom przez Johna Moncka, starał się jak mógł zastąpić im brakującego ojca. Swój związek z Brooke’ami uświęcił w 1908 r. małżeństwem z siostrą Johna Moncka, Grace Agnew. O jego charakterze, dobroci i oddaniu siostrzeńcom, jak również o jego kontaktach z księżną von Pless pisałam już wcześniej: https://daisypless.wordpress.com/2012/10/14/niesforny-wujek-pat-w-ksiazu/
W 1892 roku, Minnie wyszła powtórnie za mąż, tym razem za młodszego o dziesięć lat Guya Wyndhama (1865 – 1941), drugiego syna Hon. Percy Wyndhama i Madeline Campbell, zamożnych właścicieli majątku East Knoyle w hrabstwie Wiltshire, rezydujących w pałacu Clouds.
Clouds był swojego rodzaju wyjątkiem, bo nie został odziedziczony, ale zbudowany od podstaw w ścisłej współpracy Percego i Madeline z architektem Philipem Webbem. W rezultacie tej kooperacji i późniejszych starań co do jego wyposażenia i funkcji, powstał duży, wygodny dom, od samego początku kochany przez całą rodzinę – do tego stopnia, że jej członkowie starali się potem przenieść jego ducha i atmosferę do swoich własnych rezydencji. Zarówno Percy, jak przede wszystkim Madeline byli wyczuleni na piękno współczesnej sztuki i stali się jej aktywnymi promotorami. Sama Madeline oddawała się z zapałem malarstwu, rysowaniu oraz z dużym sukcesem próbowała swoich sił w odradzającym się wtedy rzemiośle emaliowania. Ich bliskie stosunki towarzyskie utrzymywane z artystami były wyjątkowe w ówczesnych kręgach arystokratycznych, ale z czasem zostały zaakceptowane, a nawet poszukiwane. Nic dziwnego, że ich całe potomstwo stało się członkami elitarnej kulturalnie grupy „Souls“. Przez wszystkich uwielbiana, Madeline była osobą o wielkim sercu, wspaniałą matką i życzliwą gospodynią. Nasza księżna von Pless z czułością cytuje jej list, który napisała do Patsy dowiedziawszy się o chorobie Daisy po narodzeniu Bolka, przekazując jej następujące słowa pocieszenia: „ Moje myśli i gorące modlitwy są z Tobą z powodu nowego zmartwienia, ale mam głęboką nadzieję i wierzę, że ukochana Daisy, ze swoją cudowną siłą ducha i odwagą, przezwycięży tą okropną chorobę skrzepów krwi, bo jest młoda, silna i tak dobra, że Bóg ją na pewno uratuje, by mogła nadal żyć i ulepszać ten świat swoją dobrocią i łagodnością“. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Clouds, East Knoyle, Wiltshire, 1880s, photo Architectural Press, in Peter Davey, p. 36, pl. 23

Clouds, rezydencja rodziców Guya w East Knoyle, którą Minnie często odwiedzała, w której mieszkała od 1915 r. i gdzie zmarła w 1919 r.

Z pięciorga dzieci Percy i Madeline, Guy był w najgorszym położeniu materialnym. Jego trzy siostry, suto wyposażone przez ojca, znalazły mężów, którzy wcześniej czy później zostali dziedzicami dużych fortun. George, jego brat i dziedzic rodzinnego majątku, ożenił się w 1887 z lady Sibell Grosvenor, wdową po jedynym synu 1. księcia Westminsteru i matką jego spadkobiercy, Hugh („Bendora“) 2. księcia Westminsteru – tego samego, który w 1901 r. poślubił Konstancję („Shelagh“) Cornwallis-West, siostrzenicę Minnii.
Małżeństwo Guya z Minnie nie było mezaliansem: on, wnuk barona Leconfielda złączył się przecież z wnuczką 2. markiza Headfortu! Ale, uboga jak mysz kościelna, Minnie nie wniosła żadnego posagu, a co więcej, obciążyła jego skromny dochód trójką swoich dorastających dzieci. Dała mu w zamian urodę i niewyczerpaną dobroć swojego characteru. Ich związek był szczęśliwy i zaowocował kolejną trójką potomków. Najstarszy syn George Heremon urodził się w 1893 r., trzy lata później przyszedł na świat Guy Richard („Dick“), a w 1897 córka Olivia („Bunch“).
Guy Wyndham poświęcił się karierze wojskowej i spędził wiele lat swojego życia za granicą. Służył w prestiżowym 16 pułku kawalerzystów, który pod koniec lat 1890-ych stacjonował w Indiach. Minnie dołączyła do niego dwukrotnie. W czasie jej drugiego tam pobytu, odwiedzili razem Kashmir. Podczas wojny burskiej Guy był adiutantem generała Sir Georga White’a, przeżył długie oblężenie Ladysmith i doszedł do rangi pułkownika. Jak tylko sytuacja w Południowej Afryce jako tako się uspokoiła, Minnie połączyła się z ukochanym mężem. Od 1907 do 1913, Guy sprawował funkcję attaché wojskowego przy ambasadzie brytyjskiej w Petersburgu, dokąd jeżdżąc i skąd wracając zatrzymywał się zazwyczaj u księstwa von Pless. W podróżach tych towarzyszyła mu często Minnie i ich pobyty w Pszczynie, Promnicach czy Książu, Daisy odnotowywała zawsze z wielką radością. Z pamiętnika księżnej wiemy także, że gościła u siebie wszystkie ich dzieci, jak również dzieci Minnie z poprzedniego małżeństwa. Podczas pierwszej wojny światowej Guy pracował w Ministerstwie Obrony.
Percy Wyndham zmarł w Clouds 13 marca 1911 r. W swoim testamencie zostawił Guyowi sumę 5 000 funtów oraz roczne uposażenie w wysokości 850 funtów tak długo, jak długo żyć będzie jego matka Madeline. Guy i Minnie mogli nareszcie, oprócz mieszkania na Lowdnes Street w Londynie, pozwolić sobie na dom na prowincji. Wynajęli Charford Manor w Dawton, niedaleko Salisbury. Nie nacieszyli się jednak długo tą wygodną, 36-pokojową rezydencją. W 1915 r. pochłonął ją pożar. Przenieśli się do Clouds, które w międzyczasie, splotem niesłychanych wydarzeń, stało się własnością ich młodszego syna Dicka.

NPG x81416; Guy Percy Wyndham; George Wyndham by Henry Walter ('H. Walter') Barnett

Guy Wyndham (1865-1941), mąż Minnie i jego starszy brat (siedzi) George Wyndham (1863-1913), ojczym Bendora. Foto Waltera Barnetta ze zbiorów NPG.

George Wyndham odziedziczył Clouds po ojcu w wieku czterdziestu siedmiu lat, mając już za sobą błyskotliwą karierę polityczną. Zaczął ją od stanowiska sekretarza Arthura Balfoura, który był bliskim przyjacielem rodziny. Potem awansował w jego rządzie na wice-ministra wojny, a następnie na ministra Irlandii. W Dublinie powitano go z radością, wiedząc, że w jego żyłach płynie krew rewolucjonisty – pradziadka ze strony matki,  lorda Edwarda Fitzgeralda, który zmarł w 1789 r. w więzieniu, osadzony za bunt przeciwko brytyjskiej dominacji. George, rzeczywiście, z sympatią odnosił się do problemów Irlandii, a jego największym tam sukcesem było uprawomocnienie aktu reformy rolnej. Zamiast jednak wspinać się w karierze do, przewidywanej przez wielu, pozycji premiera, George zrezygnował z polityki w 1905 r. i oddał się innym pasjom: literaturze, armii, polowaniom i administracji majątku w East Knoyle, wobec którego snuł ze swoim jedynym synem, Percym („Perfem“) szerokie plany.
Jako bracia, Guy i George, byli sobie niezwykle oddani. Kiedy, w czerwcu 1913 r., George zmarł nagle na atak serca w Paryżu, Guy przywiózł stamtąd jego zwłoki, a zaraz po pogrzebie zabrał się za uporządkowanie i opublikowanie dla potomności jego listów. W swoim testamencie, George zostawił Guyowi kolejnych pięć tysięcy funtów.
Po śmierci Georga, właścicielem Clouds stał się Perf, ale tylko na czternaście miesięcy, ginąc, jako jedna z pierwszych ofiar wojny, 14 września 1914 r. w bitwie pod Soissons. Nie doczekawszy się syna (jego żoną od kwietnia 1913 r. była Diana Lister, córka hrabiego Ribblesdale), Perf zapisał Clouds swojemu kuzynowi Dickowi Wyndham, czym wzbudził dużą kontrowersję. Z jednej strony, ciotki, uznając teraz swojego brata Guya za głowę rodziny, uważały że majątek powinien przejść na niego, z drugiej, Guy i Minnie znaleźli się w trudnej sytuacji przekazania tej informacji Georgemu Heremonowi, którego Perf zignorował na rzecz jego młodszego brata.
Kiedy, w 1915 r., Guy i Minnie osiedli w Clouds, pałac w dużej części zajęty był przez szpital wojskowy. Ich córka Olivia od razu zaczęła tam pracować jako pielęgniarka. Przyjeżdżająca w odwiedziny ośmioletnia wnuczka Letitia (dziecko Madge, córki Minnie z pierwszego małżeństwa) włączyła się do pomocy, wyprowadzając oślepłych żołnierzy na spacery. Minnie robiła co mogła, by utrzymać dom i ogród w jako takim porządku, całymi dniami plewiąc grządki i sadząc nowe kwiaty i warzywa. Przyjęła też pod swoje skrzydła wnuczka Petera, syna Geoffreya Brooka, jak również opiekowała się troskliwie chorą siostrą Patsy Cornwallis-West. To właśnie z Clouds, Daisy i Shelagh odebrały matkę, by wywieźć ją po raz ostatni na południe Francji.
Starszy syn Minnie, George Heremon Wyndham, zginął na froncie 24 marca 1915 r. Został pochowany na cmentarzu w Belgii. Młodszy, Dick Wyndham, wprawdzie przeżył wojnę i wrócił do domu 8 czerwca 1919 r., ale do końca życia targany był koszmarami tego co widział. W objęciu swego dziedzictwa w East Knoyle, pomagał Dickowi jego ojciec Guy. Razem zdecydowali sprzedać kilka gospodarstw i 1 200 akrów ziemi, by zdobyć fundusz na zapłacenie podatków oraz najpilniejsze remonty w Clouds.

Minnie_Angel

Płyta nagrobna Minnie Wyndham z aniołem wyrzeźbionym przez Alexandra Fishera w kwaterze Wyndhamów na lokalnym cmentarzu w East Knoyle.

Wyczerpaną fizycznie Minnie dopadła szalejąca wtedy grypa hiszpańska. Kiedy jej stan się nagle pogorszył 4 października 1919 r., w domu była tylko Oliwia. W desperacji wskoczyła na motocykl, by przywieźć lekarza. Gdy wrócili, Minnie już nie żyła. Pogrzebano ją na lokalnym cmentarzu w East Knoyle. Jej trumna została zrobiona z dębu rosnącego nieopodal Clouds. Alexander Fisher, jeden z artystów-przyjaciół Madeline Wyndham, wyrzeźbił na płycie nagrobnej pięknego anioła.
O tym, jak potoczyły się losy sześciorga dzieci Minnie, a bliskich kuzynów księżnej Daisy, opowiem w następnym blogu.

Read Full Post »

Po śmierci królowej Wiktorii, wszyscy wiedzieli że na dworze brytyjskim nastąpią wielkie zmiany. Pustelniczy wręcz tryb życia starej monarchini miał niewielu admiratorów. Jej poddani tęsknili za władcą, którego mogliby często widzieć i podziwiać w splendorze godnym wielkiego imperium; za władcą o ludzkim obliczu, ze swoimi wadami i słabostkami, o którym mogliby plotkować z przymrużeniem oka i z fascynacją śledzić jego życie; za władcą, który nie byłby monotonny i nudny. Wiedzieli, że nowy król da im to w nadmiarze, gdy skończy się okres żałoby. Jego koronacja 26 czerwca 1902 r. miała być tego dowodem. Zapowiadała się rzeczywiście spektakularnie.
Od początku miesiąca dystyngowani goście zaczęli zjeżdżać do Londynu: królowie, premierzy, książęta, maharadże, delegacje z krajów imperium, reprezentacje kolonialnych armii, dyplomaci, dygnitarze państwowi, rodzina i osobiści przyjaciele. Wśród tych ostatnich nie zabrakło księstwa von Pless.
Hans i Daisy wynajęli na tą okazję dom pod numerem 7 na centralnie położonej ulicy Hyde Park Street. Wprowadzili się do niego 19 czerwca z olbrzymią ilością bagażu. Wiedząc, że ich życie towarzyskie nabierze teraz niebywałych rozmiarów, księżna starannie przygotowała garderobę, z wielką ilością nowych szat na każdą okazję. Pierwszą większą z nich był wspólny bal wydany 23-go przez damy londyńskiej socjety w Hotelu Savoy. Daisy pojawiła się na nim w jaskrawoniebieskiej sukni, ozdobionej na staniku bukietem lilii. Lilie również miała wpięte we włosy. Już jednak następnego dnia, 24 czerwca, okazało się, że kolejnych kufrów nie ma co rozpakowywać. Z powodu choroby Edwarda VII i niezwłocznej operacji wyrostka robaczkowego, jego koronacja została przesunięta na 9 sierpnia. Plessowie wrócili do Niemiec.
Księżna przerwała pisanie pamiętnika w latach od 1897 do 1902. W wydanej w 1930 r. książce, starała się przywołać z pamięci wydarzenia tamtego lata. Wydawało jej się, że spędzili wtedy spokojnie czas z rodziną w Książu. Być może byli tam przez dzień lub dwa, ale – jak na to wskazują raporty ówczesnej prasy – pojechali także na regaty do Kilonii, skąd wrócili do Anglii, by uczestniczyć w pierwszym balu w Grosvenor House wydawanym przez Shelagh – świeżo upieczoną ksieżną Westminsteru.

Daisy_Lafayette_Cabinet_Photo

Księżna Daisy von Pless przygotowała olbrzymią nową garderobę na uroczystości związane z koronacją króla Edwarda VII. Jej diamentowa korona była niezbędnym dodatkiem. Foto Lafayette’a z 1901 r. z kolekcji autorki

1 lipca, Daisy, wyglądająca „promiennie w białej sukni i wysokiej diamentowej koronie”, wzięła udział wraz z siostrą w raucie, zorganizowanym przez hrabiostwo Landsdowne dla zagranicznych emisariuszy. Tydzień później przyjęły zaproszenie na koncert i przyjęcie w Seaford House, domu lady Howard de Welden. Śpiewał sam Caruso i słynna Suzanne Adams. Księżna von Pless ubrana była wtedy na jasno-niebiesko, księżna Westminsteru na biało.

Pomimo bardzo zajętego kalendarza, Daisy nie zapomniała o wcześniej przyrzeczonym występie na rzecz pomocy walijskim rzemiosłom. Na prośbę lady Llangattock zaśpiewała dwie pieśni przy akompaniamencie lady Limerick. Tego wieczoru miała na sobie białą suknię z szyfonu, z różowymi i fioletoworóżowymi akcentami; jej siostra ubrana była na czarno, z ozdobami w postaci różowych roż.
Tak bardzo wypatrywany bal Shelagh miał się odbyć 2 lipca, ale został o tydzień przełożony w oczekiwaniu na poprawę zdrowia króla. Ewentualnie, monarchę reprezentował jego młodszy brat, książę Connaught, który przyszedł z małżonką i córką, ksieżniczką Margaretą. Innym gościem honorowym była Marie, królewska księżniczka (a póżniej królowa) Rumunii. W swoich wspomnieniach określiła go jako „najwspanialsze i najbardziej eleganckie spotkanie, jakie kiedykolwiek widziałam”, „uczta dla oczu, harmonia, jaka tylko możliwa jest do osiągnięcia dzięki doskonałemu angielskiemu zmysłowi smaku i tradycji: bez jednej fałszywej nuty, bez żadnego błędu, ani w kolorze, ani w proporcjach i detalu; bezpretensjonalny przepych, wytrawna elegancja.” A wśród tego wszystkiego „księżna Daisy Pless, wysoka i cudownie angielska, ze swoją zjawiskową biało-różową cerą. Odziana na złoto, z wysoką diamentową tiarą na miodowych włosach, wesoła, uśmiechnięta, uprzejma dla innych, była rzeczywiście wybijającą się osobowością, doskonałym wcieleniem tamtych dni spokoju, bogactwa i ogólnego dobrobytu.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

QA_Coronation_Bazaar_Graphic

Pomimo choroby męża, królowa Alexandra nie zrezygnowała z funkcji otwarcia bazaru na rzecz patronizowanego przez nią szpitala dziecięcego, Great Ormond Street Hospital. Ilustracja reprodukowana w The Graphic w lipcu 1902 r.

Następnego dnia księżną von Pless czekała ciężka praca. 10 lipca po południu otwierał się bowiem w Ogrodzie Botanicznym przygotowywany od dawna wielki bazar koronacyjny na rzecz szpitala dziecięcego, Great Ormond Street Hospital. Daisy zobowiązała się poprowadzić stoisko niemieckie. Kajzer Wilhelm II przesłał na nie olbrzymią ilość wyrobów porcelanowych z Drezna, wartości 300 funtów. Jego gest był szeroko komentowany na łamach brytyjskiej prasy. Dla podkreślenia swojego udziału, księżna Daisy ozdobiła cały kram wielkimi stokrotkami. Przygotowana była na dużą liczbę klientów. Ich rzeczywista ilość przeszła jej największe oczekiwania.
W dniu inauguracji została oblężona przez tłum wielbicieli już przy bramie wjazdowej do Regents Parku, co spowodowało że do swojego stoiska dotarła godzinę później. Przy sprzedaży pomagała jej siostra Shelagh i matka Patsy. Ta ostatnia musiała być bardzo zadowolona, czytając następnego dnia w gazetach, że „nie wygląda starzej, niż jej córki”! Towar znikał w rewelacyjnym tempie. Nazajutrz było to samo.
Trzeciego, ostatniego, dnia, ludzi na bazarze spotkała miła niespodzianka: ich ulubiony aktor komediowy, Dan Leno, stanął nagle na pianinie, nawołując wszystkich do siebie. Okazało się, że będzie przeprowadzał aukcję niesprzedanych jeszcze przedmiotów ze stoiska teatru Savoy.

Dan_Leno_doll

Dan Leno z żoną, Sarah Lydią Reynolds, i lalką, od sprzedaży której rozpoczął swoją aukcję na bazarze. Foto z kolekcji Lafayette’a w V&A Museum, reprodukowane w The Tatler w lipcu 1902 r.

Dan Leno (1860 – 1904) już od dobrych paru lat był gwiazdą londyńskich scen rozrywkowych. Niesłychanie zabawny w swoich skeczach, piosenkach, mimice i tańcach, oprócz występów solo, pojawiał się także w corocznych bożonarodzeniowych burleskach, parodiujących klasyczne opery lub sztuki teatralne. W 1902 r. publiczność miała wciąż w pamięci jego kobiecą rolę, Siostry Anny, w trawestacji Sinobrodego (Bluebeard) na deskach teatru Drury Lane.
Licytację zaczął od ślicznej lalki. Głaszcząc ją czule, przyrzekł potencjalnemu nabywcy, że jest ona „równie atrakcyjna w środku, jak na zewnątrz”. Kałamarz w kształcie swojego popiersia sprzedał jako wizerunek Sary Bernhardt naśladującej go w jego ostatniej kreacji. I tak dalej i dalej, aż poszło wszystko, włącznie z pianinem, na którym stał.
Nie wiem, jak Daisy to załatwiła, ale w najlepszej manierze dzisiejszego PR sprawiła, że Dan Leno, zakończywszy swoją aukcję, podążył wraz tłumem admiratorów ku jej stoisku i przyłączył się do sprzedaży cesarskiej porcelany. Nie muszę dodawać, że chętnych było więcej, niż towaru.
Bazar Koronacyjny był wielkim sukcesem. Szpital dziecięcy, Great Ormond Street Hospital, otrzymał na swoje potrzeby 25 000 funtów.

Read Full Post »

Ambicją i dumą każdego suwerennego państwa jest posiadanie Teatru Narodowego. Trudno w to uwierzyć, ale Anglia, która wydała Szekspira, doczekała się tej instytucji dopiero w 1963 r. Próby jej stworzenia sięgają jednakże czasów wiktoriańskich, kiedy londyński wydawca, Effington Wilson, opublikował w 1848 r. propozycję otwarcia niezależnego teatru będącego własnością społeczną. Jego ideę podjęli w 1879 r. intelektualiści brytyjscy, zawstydzenie występami w Londynie i sukcesem Comédie Francaise. W swoich wysiłkach popierani byli przez wybitnych artystów scen, jak Sir Henry Irving, zaniepokojonych zalewem komercyjnych i błahostkowych sztuk.
W 1904 r., krytyk teatralny i tłumacz Ibsena, William Archer, wraz z aktorem i dyrektorem Harleyem Granville Barkerem opracowali szczegółowy, opatrzony kosztorysem, projekt realizacji narodowej sceny. Ich wizja poruszyła wyobraźnię i zachęciła do działania innych ludzi teatru, na czele których stanął sam George Bernard Shaw. Inicjatywa ta zbiegła się w czasie z ożywieniem zainteresowania Szekspirem spowodowanej twórczością Williama Poela, który zarówno w swoich wywodach, jak i spektaklach odrzucających monumentalną scenografię, nawoływał do powrotu do prostych kanonów sceny elżbietańskiej.
Te dwa ruchy, szekspirowski i narodowy, połączyły siły w 1908 r. rozpoczynając apel o monument ku uczczeniu 300 rocznicy śmierci wielkiego poety i dramatopisarza przypadającej na 1916 r. Jednocześnie zgodziły się, że najlepszym pokłonem dla tego geniusza będzie narodowy teatr ku jego pamięci – „Shakespeare Memorial National Theatre”!
Pierwszym finansowym zastrzykiem dla Shakespeare Memorial National Theatre była suma 70 000 funtów, ofiarowana przez bankiera i mecenasa sztuki, Carla Meyera. Do zbierania dalszych funduszy zwrócono się o pomoc do społeczeństwa.
Zawsze szukająca inspirujących zajęć, zaspakajających jej ambicje, szwagierka księżnej von Pless, Jennie Cornwallis-West (dawna lady Randolph Churchill) odpowiedziała na wezwanie. Cel był szlachetny, a prestiż i sława po jego osiągnięciu bardzo kuszące. Jennie postanowiła zorganizować dobroczynny bal kostiumowy, na który goście przyjdą przebrani za postacie ze sztuk Szekspira. Odbył się on 20 czerwca 1911 r. w londyńskim Albert Hallu, który architekt, Edwin Lutyens, przekształcił w sielankowy włoski ogród, udekorowany pilastrami, przyciętymi cisami, altanami ocienionymi winoroślą i pagórkami pokrytymi trawą. Nad całością wisiało niebieściutkie niebo, oświetlone reflektorami zwisającymi z kopuły budynku.

Jennie_Olivia_Lavery_1911

Jennie Cornwallis-West (Lady Randolph Churchill) jako Olivia z Wieczoru Trzech Króli. Obraz Johna Lavery z 1911 r.

Sprzedano 800 biletów. Oprócz arystokracji na balu zjawili się także politycy (jak James Arthur Balfour), prawnicy, artyści, aktorzy (włącznie z panią Patrick Campbell) i pisarze, wśród których nie zabrakło Somerset Maughama i W.B. Yeatsa. Wszyscy tańczyli kadryla i przeszli w procesji przed lożą królewską, w której, reprezentując Jerzego V, siedział jego wuj, książę Connaught.
Przebrana za Olivię, Jennie stanęła na czele grupy reprezentującej dramat Wieczór Trzech Króli (Twelfth Night), w której znaleźli się również jej mąż George, syn Jack i narzeczona Winstona, panna Hozier. Shelagh, księżna Westminsteru, wystąpiła jako Królowa Francji z Henryka VI. W ostatniej chwili dołączyła do niej siostra Daisy jako dama jej dworu. Stało się tak dlatego, że schorowana i słaba po porodzie Bolka, księżna von Pless nie była pewna swoich sił i zamiarów. Nie mogła jednak odmówić zaproszenia na koronację króla Jerzego V i będąc na kilka dni wcześniej w Londynie, postanowiła poprzeć swoją obecnością projekt szwagierki. Nie przypuszczała wtedy, że ta za rok osadzi ją w znacznie poważniejszej roli.

NPG Ax135774; Group in fancy dress for the Shakespeare Memorial National Theatre Ball by Langfier Ltd, published by  Hudson & Kearns Ltd

Shelagh, księżna Westminsteru jako Królowa Francji w Henryku VI. Obok lord Aleksander Thynne jako Henryk VI. Foto Langfiera reprodukowane w Ladies’ Field 01 lipca 1911 r.

Bal zarobił dla Shakespeare Memorial National Theatre niebotycznych 10 000 funtów. Upojona sukcesem Jennie postanowiła zorganizować następną imprezę szekspirowską, tym razem na znacznie większą skalę i dostępną widzom przez długi okres czasu. Miała na myśli stałą wystawę Szekspirowskiej Anglii, gdzie publiczność przechadzałaby się średniowiecznymi uliczkami, obserwując codzienne życie epoki elżbietańskiej i uczestnicząc, za dodatkową opłatą, w typowych rozrywkach tamtych czasów: turniejach rycerskich, dworskich balach, koncertach i przedstawieniach teatralnych.
Grono historyków i ekspertów czuwało nad pieczołowitą rekonstrukcją tudorskiego miasta i jego atmosfery na terenie dzisiejszych hal wystawowych Earl’s Courtu. Ponownie zatrudniono architekta, Edwina Lutyens, do adaptacji istniejących budynków oraz wzniesienia nowych obiektów, wśród których znalazła się replika Szekspirowskiego Globu. Odtworzono nawet fragment typowego portu morskiego, przy którym przycumowano kopię Revenge – galeona z floty Sir Francisa Drake’a. Miejscem spotkań, pełniącym również funkcję towarzyskiego klubu, była tawerna Marmaid. W dniach poprzedzających otwarcie wystawy, Jennie organizowała w niej promocyjne tańce i przyjęcia, których motywem przewodnim była twórczość Szekspira.

GlobeTheatre_EarlsCourt

Rekonstrukcja szekspirowskiego teatru Globe według projektu Edwina Lutyensa na eksozycji Szekspirowskiej Anglii w 1912 r.

Jednym z nich był Wenecki Bal Maskowy, z przymusowymi czarnymi kapotami, trójnarożnymi kapeluszami i maskami kryjącymi twarze. Pomimo tego, księżna Daisy von Pless i jej siostra Konstancja, księżna Westminsteru zostały rozpoznane przez prasę, która nie omieszkała donieść czytelnikom o ich dobrych tego wieczoru humorach.
Uroczysta inauguracja Szekspirowskiej Anglii odbyła się 11 lipca 1912 r. Jej punktem kulminacyjnym był turniej rycerzy w prawdziwych zbrojach, którzy starali się zrzucić przeciwnika za pomocą starodawnych kopii. Zanim jednak do niego doszło na wyimaginowany dziedziniec pomiędzy zamkami Yorku i Warwick, weszła ze swoją świtą Królowa Piękności, odgrywana przez wicehrabinę Curzon, ubraną w białą suknię z szerokim postawionym kołnierzem, wysadzanym drogimi kamieniami i diamentową koronę. Wkrótce po niej, trębacze ogłosili pojawienie się kolejnej romantycznej postaci z przeszłości – Błądzącej Księżniczki (Princess Errant), z oddanymi jej na zawsze błędnymi rycerzami ze Wschodu, czyli księżnej von Pless z księciem Krzysztofem Greckim, księciem Jerzym Greckim, wielkim diukem Adolfem Fryderykiem Mecklenburg-Strelitz, księciem Kinskim, księciem Bentheim, diukem Alba, baronem von Kulhman i księciem Elsten. Dodatkowo towarzyszyły jej dwie damy dworu, hrabina Paulina Pappenheim i hrabina Nada Torby. Jak wspomina sama Daisy: „podobałam się prasie i publiczności, bo wjechałam na olbrzymim srokatym koniu, który należał do tamburmajora pierwszej królewskiej straży przybocznej i który potem został uwieczniony na płótnie przez pana Munningsa. Przegalopowaliśmy dwa razy arenę, co było dobrą zabawą. Potem usiadłam obok Królowej Piękności…”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Daisy_Shakespeare

Księżna Daisy von Pless jako Błądząca Księżniczka na turnieju rycerskim podczas otwarcia ekspozycji Szekspirowskiej Anglii w lipcu 1912 r. Foto z kolekcji autorki.

Księżna ubrana była w wykwintną, drobiazgowo wypracowaną suknię z epoki elżbietańskiej w kolorach białym i niebieskim. Jej nakrycie głowy wieńczyła diamentowa korona i białe strusie pióra.

Po Błądzącej Księżniczce, na scenie pojawiło się sześciu zawodników turnieju. Ustawili się naprzeciwko siebie, ale zawodów jeszcze nie zaczęli. Wraz z innymi podziwiali Balet Koni na 16 par, w którym wzięła udział i wzbudziła podziw siostra Daisy, Shelagh, znana ze swych jeździeckich umiejętności.
Czterech sędziów oceniało pojedynki rycerzy na kopie. Najlepszym okazał się lord Ashby St Ledgers, który w nagrodzie otrzymał od Królowej Piękności zloty puchar wartości 600 funtów. Później mu go odebrano, ponieważ okazało się, że w jego zbroji walczył w zastępstwie kapitan F.E. Guest. Za zwycięzcę uznano wtedy księcia Marlborough.
Po turnieju odbyła się ogólna bitwa na koniach, podczas której uczestnicy starali się obciąć mieczami pióropusze na hełmach wroga. Śmiechu tu było co niemiara. Wieczór zakończył się balem, na którym tańczono do świtu.
Impreza pozostała głęboko w pamięci księżnej von Pless. Jak napisała po latach: „było to moje ostatnie duże wystąpienie publiczne w Anglii, i chyba nie bez powodu się stało, że zagrałam wtedy właśnie Błądzącą Księżniczkę”! (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Read Full Post »

Czytelnicy polscy mają dostęp tylko do pierwszej książki księżnej von Pless, wydanej w 1928 r. pod tytułem Taniec na Wulkanie. Zawarte w niej przemyślenia i opinie autorki oparte są na bardzo luźnym szkielecie jej pamiętników, często naginanym i „poprawianym” przez redaktora edycji, majora Desmonda Chapmana.
Nic więc dziwnego, że badacze epoki i księżnej Daisy kwestionują niektóre daty lub scenariusze opisanych tam wydarzeń. Na ich szczęście, kolejne dwie książki księżnej, w których – bez specjalnej cenzury – cytuje długie fragmenty swoich dzienników i listów, często korygują lub uzupełniają te nieścisłości.
Jednym z przykładów może być relacja Daisy o jej podróży z siostrą do Egiptu. W Tańcu na Wulkanie zamieściła ją na początku rozdziału omawiającego lata 1911 – 1913, co sugeruje, że miała ona miejsce w pierwszych miesiącach 1911 r. kiedy: „… zdecydowałyśmy pojechać małą grupą do Egiptu. Chciałam dotrzeć do Chartumu, a stamtąd nawet dalej na południe, więc napisałam do generała Kitchenera, który był wtedy brytyjskim agentem króla i konsulem generalnym w Egipcie, o pomoc i radę. Nie było na tyle czasu, żeby wszystko dokładnie zaplanować, ale zatelegrafowaliśmy do Sir Reginalda Wingate, sirdara armii egipskiej i generalnego gubernatora prowincji sudańskich, który był bardzo dla nas uprzejmy. Totalna zmiana sceny i klimatu bardzo mi pomogła i, pomimo ograniczonych możliwości podróżowania po Egipcie, zaspokoiłam tym wyjazdem swoją nieuleczalną miłość do tułaczki. Hans nie mógł w niej uczestniczyć, więc było nas tylko troje: Shelagh, Benny [Bendor, książę Westminsteru] i ja”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
W opublikowanym w 1930 r. tomie Better Left Unsaid, księżna jest bardziej szczegółowa i pod datą 12 lutego [powinno być marca] 1912 r. pisze: „Płyniemy po Nilu. Jesteśmy w drodze z Chartumu na południe. (…) Hans został [z nami] na łodzi tylko do Luksoru. Dołączył do nas pociągiem na dwa dni w połowie drogi, ale świątynie i pustynia nie bardzo go wzruszają, więc wraca na chwilę do Berlina, a potem jedzie na Riwierę. Chłopcy [Hansel i Lexel] są w St Moritz, a dzieciątko [Bolko] w Książu. Jest to moja druga wizyta w Egipcie. Fritz [von Hochberg, brat Hansa] był tu wiele razy. Shelagh nigdy i jest rozczarowana, bo oczekiwała więcej zieleni i „oaz na pustyni”! Ja jednak wiedziałam czego się spodziewać. Uwielbiam tą cichą tajemniczość i ducha wspaniałej przeszłości, teraz zasypanej, choć ciągle dającej o sobie znać fragmentami świątyń w ich oryginalnych kolorach. Uwielbiam spokojną godność, nawet jeśli ktoś nazwie to lenistwem, wielbłądów, łagodny trucht cierpliwego osiołka i dzieci, z łobuzerskimi oczami, rozjaśniającymi psotą ich poważne brązowe buzie. A także dorosłych Arabów, w twarzach których lubię dopatrywać się śladu ukrytego zła, choć prawdopodobnie zobaczyłabym w ich wzroku iskierkę rozbawienia, gdyby tylko odgadli moje intencje! Kobiety (prawdopodobnie z powodu religii muzułmańskiej) są jedyną sprawą w Egipcie, którą „chłodno przyjmuję”, jako że wiodą życie pozbawione jakiegokolwiek znaczenia. Myślę, że zmieni się to pewnego dnia, choć nieprędko. Kair natomiast przeistoczył się bardzo i nie jest już miastem starych pałaców w ogrodach i przytulnych jednokonnych pojazdów. Stare pałace są teraz hotelami, a po ulicach jeżdżą wszędzie samochody. Okropny widok – jak drugorzędny Paryż. (…) Mam dosyć malowania; narzucam za dużo kolorów (trzeba to robić szybko, bo kolorystyka tutaj zmienia się błyskawicznie), więc moje obrazy wyglądają jak ten jeden na wystawie, o którego twórcy mówiono, że jest spirytualistycznym medium, przerażające! Niemniej jednak ciepło, słońce i wypoczynek zrobiły mi dobrze. Lord Kitchener i jeden z jego podwładnych, lord Colum Crichton-Stuart, byli dla nas niesłychanie uprzejmi w Kairze. Lord Kitchener wysłał telegraf do Sir Reginalda Wingate o zamierzanym pobycie w Chartumie, i kiedy się tam zjawiliśmy Pasha Slatin był tak czarujący, że ja i Shelagh się w nim zakochałyśmy…”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Shelagh_Bendor_races

Książę i księżna Westminsteru (Shelagh i Bendor) na wyścigach konnych w 1908 r. W 1912 r. ich małżeństwo było w poważnych tarapatach.

W żadnej z tych relacji księżna von Pless nie odkrywa całej prawdy, a w pierwszej z nich nawet ją przekręca. 1912 był krytycznym rokiem w rozpadającym się małżeństwie jej siostry z Bendorem, księciem Westminsteru. Wyjazd do Egiptu nie był wakacjami, ale swojego rodzaju próbą sprawdzenia co Bendor porabia sam w Kairze. Shelagh towarzyszył nieodstępujący od niej adorator, książę Jimmy Alba. Daisy zaprosiła do podróży swojego szwagra, hrabiego Fritza von Hochberg. Kiedy jednak dotarli w połowie lutego do hotelu Ghezireh Palace, Bendora tam nie zastali. Uciekł przed nimi z powrotem do Londynu.
Po parodniowym pobycie w Kairze, umilonym uprzejmościami lorda Kitchenera i przymusową dla Shelagh wycieczką do piramid, czwórka podróżników wynajęła wygodny stateczek parowy Niagara i rozpoczęła rejs w dół rzeki Nil. Hans dołączył do nich na parę dni początkiem marca. Ich celem były nieznane im jeszcze egipskie prowincje Sudanu, którymi zarządzał słynny Slatin Pasha.

Egypt_party_1912

Wycieczka do piramid w lutym 1912 r. Na wielbłądach od lewej: ksieżna Daisy von Pless, księżna Konstancja Westminster (Shelagh), hrabia Fritz von Hochberg i książę Jimmy Alba.

Baron Sir Rudolf Carl von Slatin (1858 – 1932) był legendą jeszcze za swojego życia. Rodzinny Wiedeń opuścił w wieku lat szesnastu zatrudniwszy się jako pomocnik i nauczyciel dzieci niemieckiego księgarza w Kairze. Parę miesięcy potem zrezygnował z posady by podjąć rozległe podróże po Egipcie. Spotkał wtedy i zaprzyjaźnił się z Edwardem Schnitzerem (późniejszym Emin Pashą), który walczył w egipskiej armii pod dowództwem brytyjskiego generała Charlesa Gordona i którego śladami, zarażony już bakcylem przygody, Slatin pragnął podążyć po odbyciu służby wojskowej w armii austriackiej. W efekcie rekomendacji Schnitzera, generał Gordon, który w międzyczasie został naczelnikiem Turecko-Egipskiego Sudanu, zaoferował Slatinowi w 1879 r. stanowisko inspektora w departamencie finansowym. Rok później mianował go gubernatorem Darfuru.
W czerwcu 1881 r. lokalny przywódca religijny, Muhammad Ahmad ibn’Abdullahi mianował się Mahdim – „wybrańcem narodu” i ogłosił Jihad – „świętą wojnę” z narzuconą Sudanowi obcą administracją. Młodemu gubernatorowi Darfuru przyszło stoczyć z nim wiele krwawych bitew. By wzmocnić swoją pozycję i nie stracić zaufania poddanych i armii, Slatin przeszedł (nominalnie tylko) na religię muzułmańską i przyjął imię Abd al-Qadir Salatin. Decyzja ta uratowała mu życie kiedy wkrótce, w grudniu 1883 r., wpadł w ręce Mahdistów. Nie został zabity, ale spędził kolejnych jedynaście lat w niewoli, z której wydostał się dopiero w lutym 1895 r. Jego ucieczkę zorganizował pułkownik Reginald Wingate, oficer wywiadu angielskiego, który słusznie uznał Slatina, z jego pierwszorzędną wiedzą o regionie i znajomością języka arabskiego, za cennego w przyszłości współpracownika. Nie omylił się.

Legendarny baron sir Rudolf Carl von Slatin, Slatin Pasha (1858 – 1932), w którym obie siostry się „zakochały” podczas wyprawy do Sudanu. Obraz ze zbiorów Welcome Library

Slatin, utytułowany w marcu 1895 r. przez kedywa Abbasa II Pashą, stał się żarliwym adwokatem odbicia Sudanu i totalnej destrukcji armii Mahdiego. Jego, opublikowane w 1896 r., wspomnienia Fire and Sword (Ogniem i Mieczem) miały w tym względzie olbrzymi wpływ na europejską opinię publiczną. Ich popularność uczyniła ze Slatina swojego rodzaju celebrytę, którego wszędzie zapraszano. Królowa Wiktoria i cesarz Franciszek nadali mu tytuły szlacheckie, a inni zachodni monarchowie prześcigali się w przyznaniu mu najwyższych orderów państwowych.
W 1900 r., Sir Reginald Wingate, teraz naczelnik Sudanu, mianował Slatin Pashę brytyjskim inspektorem generalnym prowincji. W tej to właśnie funkcji przyszło mu spełnić w marcu 1912 r. prośbę księżnej von Pless, która napisała do niego z Kairu: „Moja siostra, księżna Westminsteru, ja ze szwagrem, hrabią Hochberg i księciem Alby przybędziemy do Chartumu 8-go [marca] rano (mój mąż musiał wrócić do Niemiec) i pozostaniemy tam do 10-go wieczorem. [Sir] Wingate’a tam nie będzie, jak również – o ile mi wiadomo – lorda Kitchenera, więc może Pan będzie tak uprzejmy, żeby się nami troszeczkę zająć! Na początek może mógłby Pan użyć swoich wpływów i załatwił nam dobre pokoje w (…) w najlepszym hotelu, (…) a także posłał do tego hotelu swojego służącego, który bardzo nam pomoże rezerwując cztery sypialnie dla nas i cztery pokoje dla naszej służby. (…)”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy) W ślad za tym listem podążył telegraf potwierdzający datę przyjazdu.
Jak wynika z notatki Daisy w pamiętniku, pobyt w Chartumie stał się miłą dla wszystkich niespodzianką, a uprzejmość i osobisty urok Slatin Pashy odzwierciedliły się w jej spontanicznym stwierdzeniu: „był on dla nas tak czarujący, że ja i Shelagh się w nim zakochałyśmy!”. Znaleziony przeze mnie w jednym z angielskich archiwów list księżnej von Pless napisany do niego po powrocie do Pszczyny świadczy, że ich znajomość przetrwała dłużej. W odpowiedzi na jego prośbę o zdjęcie, Daisy odpisała mu 12 maja 1912 r.: „Właśnie zrobiłam sobie portrety we Wiedniu! Nie powiem, że specjalnie po to, by spełnić Pańskie życzenie [otrzymania] mojego „dobrego wizerunku”, ale chyba ten [który załączam] spodoba się Panu. Ja także proszę o Pana zdjęcie – takie ze wszystkimi Pańskimi orderami! – i proszę nie zapomnieć dać mi znać na powyższy adres kiedykolwiek zjawi się Pan w Austrii, bym mogła wyprawić na jego cześć przyjęcie. Musiałam opowiadać prawie przez 15 minut, wyłącznie tylko o Panu, cesarzowej Eugenii podczas niedawnego pobytu w Cap Martin. Powiedziałam jej jak świetnie i młodo Pan wygląda i w jak dobrym nastroju Pana znalazłam (…) Kiedy pomyślę o tym wszystkim co Pan w życiu przeszedł, czuję jakby w Pana osobie nie jednego człowieka, ale jeszcze kilku innych. Przypuszczam, że w Chartumie jest teraz bardzo gorąco; tutaj jest okropnie duszno i przed burzą, co przyprawia mnie o ból głowy. Znacznie lepiej znosiłam suchy, gorącym klimat Chartumu. (…) Wyjeżdżam do Londynu pod koniec czerwca na dziesięć dni, a potem do Bagnolles na leczenie „żylaków”. Wierząc, że czuje się Pan dobrze i dziękując bardzo za wesołe, choć krótkie dni w Chartumie – których nie zamieniłabym za nic na świecie – oraz mając nadzieję, że wkrótce się zobaczymy, pozostaję z poważaniem….”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Austriak z pochodzenia, Slatin Pasha pracował dla Brytyjczyków do 1914 r. W grudniu 1914 kedyw Abbas zaproponował mu na czas wojny stanowisko swojego adiutanta, którego nie przyjął nie chcąc aktywnie uczestniczyć we wrogich działaniach przeciwko Anglii. Bez wynagrodzenia stanął na czele departamentu austriackiego Czerwonego Krzyża pomagającego więźniom wojennym. Umarł we Wiedniu w 1931 r.
Angielscy przyjaciele o nim nie zapomnieli. 27 maja 1934 r. ukazał się w londyńskim Timesie anons, podpisany przez admirała lorda Beatty, lorda Cromera, lorda Buxtona i sir Reginalda Wingate, o zbieraniu funduszy na pomnik Slatina celem „upamiętnienia jego godnej odnotowania służby dla Sudanu i Wielkiej Brytanii, jego żołnierskiej odwagi i administracyjnych umiejętności”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Read Full Post »

Older Posts »