Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘coming-of-age’

Urodzony w listopadzie 1874 r., brat księżnej Daisy von Pless, George zwany w rodzinie Buzzy, był jedynym synem pułkownika Williama Cornwallis Westa i dziedzicem jego fortuny.
Fakt ten nie zapewnił mu specjalnej rangi w rodzinie. Matka, Patsy, wolała swoje córki, z którymi w miarę upływu czasu zaczęła wiązać coraz większe ambicje. Nieśmiałego, chorowitego Georga traktowała nieco jak kulę u nogi, złoszcząc się na jego napady melancholii i słaby charakter.

Patsy_children_Downey

Matka Georga, Patsy, wolała od niego swoje córki: Daisy i Shelagh. Denerwował ją jego słaby charaker i częsta, choć cicha, niesubordynacja

George wykształcony został znacznie lepiej niż jego siostry, choć nie na poziomie, którego mógł oczekiwać z racji swojej pozycji. Po ukończeniu lokalnej szkoły podstawowej w Ruthin, wysłany został do prestiżowego Eaton College, gdzie pobierał nauki od 1888 do 1891 r. pod pieczą Sir Waltera Durnforda.
Rodzice początkowo myśleli dla niego o karierze dyplomatycznej i, w 1891 r., wyprawili go do Freiburga na naukę języka niemieckiego, który nawet szybko opanował dzięki czynnemu włączeniu się w tamtejsze życie studenckie i mieszkaniu na stancji u miejscowej rodziny Gablerów. Jednakże, po powrocie do Anglii w czerwcu 1892 r., George dowiedział się, że los jego związany będzie z armią. Ponieważ było już za późno na wpis do renomowanej akademii wojskowej w Sandhurst, ojciec wziął go do swojego, 3-go królewskiego batalionu Walijskich Fizylierów, stąd później przeszedł do szkoły militarnej w Camberley. W lipcu 1895 r. dostał przydział do Gwardii Szkockiej i wkrótce został wysłany na służbę do, wciąż wtedy spokojnej, Irlandii. Czas tam spędzony wspominał po latach jako jeden z najmilszych okresów swojego życia.

Cornwallis_West_George_Lafayette_1900

George Frederick Myddleton Cornwallis-West (1874 – 1951) jako młody officer Gwardii Szkockiej. Foto Lafayette’a ze zbiorów autorki

W maju 1896 r. musiał na chwilę opuścić Irlandię, żeby wziąć udział w, opóźnionych z powodu jesiennej sesji egzaminacyjnej, obchodach swoich 21 urodzin, powiązanych z osiągnięciem pełnoletności – faktu o wielkim znaczeniu i tradycji w odniesieniu do dziedzica rodu. Podróż zaczął, oddając mu głos: „pewnego cudownego ranka majowego wejściem w King’s Town na pokład jachtu, należącego do mojego przyjaciela kapitana Orr-Ewinga, który był jednym z adiutantów lorda Robertsa i którego wszyscy przezywaliśmy „Łasicą” („Weasel”). Razem jechaliśmy do Ruthin na uroczystości związane z dojściem przeze mnie do wieku dojrzałości. Wiatr był słaby, więc płynęliśmy bardzo powoli przez Kanał Irlandzki, zjawiając się w Holyhead dopiero wieczorem. Bez zastanowienia – a noce były zimne – wskoczyłem do wody i następnego dnia zaczął się ponownie mój stary problem z gardłem. A tu dom był pełen gości; bale i prezentacje przygotowane, w których nie byłem w stanie uczestniczyć…”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Aż strach wyobrazić sobie wściekłość Patsy. Musiał to być dla niej kolejny dowód na bezmyślność i egoizm syna. Nie mogąc odwołać starannie zorganizowanego święta, rodzice postanowili odbyć je według programu, nie bacząc na fakt, że George nie będzie w nim brał udziału. Tak naprawdę, nie mieli innego wyjścia wobec ogromnego zaangażowania, wysiłku i pieniędzy, jakie również włożyli w przygotowania dzierżawcy ich gruntów oraz miejscowi dygnitarze. Nad całością celebracji czuwał komitet wykonawczy, na czele którego stanął najstarszy farmer z okolicy, pan John Roberts.
Znaczący goście zaczęli przybywać na zamek już tydzień wcześniej. W czwartek, 14 maja, Cornwallisowie wydali wielki bal, na który zaprosili całe ziemiaństwo z okolicy. Piątek był dla wszystkich mieszkańców hrabstwa Denbighshire dniem wolnym od pracy. Georgowi starczyło sił tylko na podjęcie delegatów przybyłych do Ruthin z majątku Llanarmon. Inni, ze swoimi adresami i gratulacjami musieli poczekać do czasu poprawy jego zdrowia.
Leżąc z gorączką na kanapie w bibliotece, młody dziedzic wysłuchał przemowy dzierżawców z Llanarmon, którzy nie omieszkali przytoczyć chwalebnej historii rodu i wyrazić nadzieję na dalsze harmonijne współżycie. Jak podkreślili z dumą, w przeciwieństwie do innych, w posiadłościach Westów nigdy nie doszło do dyskryminacji poddanych z powodu religijnych lub politycznych przekonań. George podziękował im w paru słowach, przyrzekając iść zawsze śladami ojca i w zgodzie z najlepszymi tradycjami swoich przodków.

Ruthin_Castle_colour

Zamek w Ruthin w Północnej Walii, rodowa siedziba Cornwallis Westów, gdzie 15 maja 1896 r. świętowano pełnoletność Georga. Ilustracja z kolekcji autorki.

Publiczne świętowanie zaczęło się od lunchu w namiocie na terenie ogrodu dla rolników i innych osób, które poparły finansowo prezent dla solenizanta. Do stołu zasiadł z nimi pułkownik William Cornwallis West z żoną, córką, teściową i ich dostojnymi gośćmi, wśród których nie zabrakło tak znanych czytelnikom pamiętników księżnej Daisy nazwisk, jak lord Alexander Paget, austriacki ambasador książę Deym, panna Fleetwood Wilson (póżniejsza księżna Dalgorouki), pan Laycock i Gordon Wood.
Toast na cześć Georga wzniósł pan Roberts. Odpowiadając mu, pułkownik Cornwallis podziękował każdemu za datki na fundusz urodzinowy i wyraził zaufanie, że jego syn, podążając za mottem księcia Jana Portugalskiego – „Umieć robić dobrze” – wprowadzi je w pełni w życie. Biskup St Asaph poprosił o wypicie zdrowia gospodarzy, co przyjęte zostało z wielkim aplauzem, w ripoście na który pułkownik West oznajmił zgromadzonym ostatnią decyzję rządu o pomocy dla rolników, obiecując przy tym że w jego rodzinie nikt nigdy nie podniesie im opłat z powodu depresji ekonomicznej. Uszczęśliwione tym bractwo, z entuzjazmem zareagowało na sugestię pani Cornwallis West toastu za zdrowie jej córki Daisy, która zatrzymana podróżą po Indiach nie mogła wziąć udziału w tej uroczystości.
Następnie podano podwieczorek dla 900 dzieci w wieku szkolnym i 400 lokalnych staruszków. Na koniec, po zawodach atletycznych, odbył się spektakularny pokaz sztucznych ogni.
George, który całe życie był przekonany, że posiada zdolności spirytualistyczne, wyznał po latach: „Pamiętam, że tego dnia miałem dziwne przeczucie, iż nigdy nie przyjdzie mi tu żyć.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)  Niestety, ta złowieszcza myśl się sprawdziła. W 1917, roku śmierci jego ojca, długi Georga osiągnęły niebotyczną sumę 170 000 funtów. Zbankrutowany, młody dziedzic musiał sprzedać cały swój spadek. Pierwszy pod młotek licytatora poszedł właśnie Ruthin.

Reklamy

Read Full Post »