Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Coaching Club’

Jako najstarszy syn, dziedzic tytułu i majątku rodzinnego, Jan Henryk (Hans) Hochberg, książę von Pless otrzymał staranne wykształcenie, odbył honorową służbę wojskową w armii cesarskiej i – na życzenie ojca, księcia Jana Henryka XI von Pless – wyruszył w 1882 r. w podróż dookoła świata. Jak donosił londyński The Times odbył ją, przynajmniej częściowo, w towarzystwie księcia Albrechta Meklenburskiego i barona von Tiele Winklera. Razem odwiedzili Amerykę, Indie i Cejlon. Hans wrócił z wojaży w 1885 r. i podjął pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Berlinie, rozpoczynając tym samym swoją karierę dyplomatyczną. Wkrótce został wysłany na placówkę do Brukselii, skąd – na początku 1887 r. – przeniesiono go w randze „attaché” do ambasady niemieckiej w Londynie. W tej nowej roli został oficjalnie przedstawiony na dworze królewskim przez ambasadora, księcia Hermana Hatzfeldta, 1 marca 1887 r. Jako świeżo upieczony dyplomata, wykonywał tylko pomniejsze zadania, często pomagając w pracy trzeciemu sekretarzowi ambasady, księciu Paulowi Wolff Metternichowi. Zawiązana wtedy między nimi przyjaźń, przetrwała długo, kulminując w zażyłości podczas kadencji księcia Metternicha jako ambasadora w Wielkiej Brytanii w latach 1901 -12. Tak więc, na przykład, w kwietniu 1887 r., reprezentować musiał ambasadę na obchodach 42 rocznicy otwarcia niemieckiego szpitala w londyńskiej dzielnicy Dalston, a miesiąc później na uroczystościach 81 rocznicy Towarzystwa Przyjaciół Pomocy Cudzoziemcom. Odbywające się w samej ambasadzie wydarzenia były, oczywiście, bardziej prestiżowe i obowiązkowe w nich uczestnictwo dawało Hansowi możliwość poznania wielu wybitnych osobistości. W marcu 1887 r. wydano tam bankiet z okazji 90 urodzin cesarza Wilhelma I, w maju odświętny lunch na przyjazd ministra spraw zagranicznych, księcia Herberta von Bismarcka, a w czerwcu obiad powitalny dla przybyłych do Londynu króla Saksonii i księcia Ludwika Bawarskiego. We wrześniu 1887 r., młody książę von Pless miał zaszczyt służyć swoją obecnością cesarzewiczowi Fryderykowi podczas jego wizyty w angielskiej stolicy, a potem formalnie pożegnać go na stacji Charing Cross. W 1889 r., Hans awansował na trzeciego sekretarza i przeniesiony został do ambasady niemieckiej we Francji. W swojej paryskiej rezydencji podejmował starych i nowych przyjaciół, jak księcia Herberta Bismarcka, już po jego rezygnacji, w maju 1890 r. Paryż polubił i dobrze się tam czuł, zwłaszcza wśród kolonii amerykańskiej. Tak dobrze, że w listopadzie 1889 r. tamtejsza prasa donosiła o jego zaręczynach ze śliczną panną Bessie Woodford z Baltimore! Jego nowym szefem był książę George Herbert Munster ożeniony z Angielką, lady Harriet St. Clair, poprzednio ambasador niemiecki w Wielkiej Brytanii (1873 – 1885), usunięty stamtąd za zbyt głębokie sympatie wobec kraju żony. Hans zaprzyjaźnił się z nim na tyle, że zgodził się zostać świadkiem na ślubie jego syna, księcia Alexandra, z lady Muriel Henriettą Hay w czerwcu 1890 r. Nowej księżnej Munster przyszło potem dzielić podobny do księżnej Daisy von Pless los angielskiej żony niemieckiego magnata podczas 1. wojny światowej. Hans był już wtedy z powrotem pracownikiem niemieckiej ambasady w Londynie i, jako jej trzeci sekretarz, został ponownie przedstawiony formalnie na dworze królewskim 13 czerwca 1890 r. Przeniesiono go do Anglii na interwencję starego księcia von Pless, który chciał, żeby synowi wyszły z głowy romanse amerykańskie, a weszły tam myśli o stosownym małżeństwie, takim jak np z ubogą wprawdzie, ale królewską księżniczką Victorią (Mayą) Teck. Jednakże znajomości i przyjaźnie, które nawiązał w Paryżu przydały się i, wraz ze statusem zamożnego „kawalera do wzięcia”, otworzyły mu szybko drzwi najlepszych salonów towarzyskich Londynu. Został natychmiast zaproszony na bal, wydany 2 czerwca 1890 r. przez lady Yarborough. 11 czerwca reprezentował ambasadę na obiedzie urządzonym przez lorda i lady Salisbury na cześć księżnej Schleswig-Holstein i jej córek, a 13-go na dworskim koncercie w pałacu Buckingham. Tego czerwca jednak zapamiętany został przez wszystkich jako świetny wodzirej kotylionu, któremu pierwszorzędnie przewodził na balu baronowej Alfredowej von Oppenheim. W grudniu 1890 r. książę Paul Metternich został awansowany na stanowisko pierwszego sekretarza ambasady niemieckiej w Londynie, a książę Jan Henryk von Pless na drugiego. Wiązało się to z kolejnym formalnym przedstawieniem Hansa na dworze królewskim 24 lutego 1891 r. Miesiąc wcześniej cesarzowa Fryderykowa zleciła mu specjalną misję, prosząc by – pomimo życzenia rodziny co do cichego pochówku – reprezentował ją na pogrzebie diuka Bedfordu. Francis Charles Hastings Russel, 9. książę Bedfordu był bowiem dla niej jak przyszywany wujek. Znała go całe życie. Jego żona, lady Elizabeth Sackville-West, była drużką na ślubie jej matki, królowej Victorii, a potem służyła jej długo jako Mistress of the Robes. Stary, schorowany diuk, zastrzelił się podczas chwilowej utraty zmysłów, spowodowanej gorączką zapalenia płuc. Hans_1891

Młody książę Jan Henryk (Hans) von Pless w Lonynie w 1891 r. Foto Walerego z kolekcji autorki.

Cesarzowa Fryderykowa mogła Hansowi osobiście podziękować za spełnienie jej życzenia, bo w kwietniu 1891 r. odwiedziła Londyn z córką, księżniczką Margaretą Pruską. Podczas tej wizyty, młody książę von Pless i baron Janisch z ambasady niemieckiej towarzyszyli jej i zainteresowanym gościom na demonstracji bezdymnego paliwa, mającego uchronić od czadu coraz bardziej duszącą się stolicę. Wynalazcą tej nowej substancji, stworzonej z pyłu węglowego i innych minerałów, był Niemiec, Ferdinand Koopmann. Tak ważny w przyszłych konsekwencjach londyński sezon 1891 r., zaczął się dla Hansa w marcu zaproszeniem na obiad i tańce do bogatej Amerykanki, pani Marshallowej O. Robertsowej, wdowy po biznesmanie i kolekcjonerze sztuki, Marshallu Owenie Robertsie. Kolejnym znaczącym wieczorem, w którym uczestniczył był bal wydany w maju przez lady Scott, którą uhonorował swoją obecnością syn księcia Walii – Eddie, książę Clarence i Avondale. Był on również gościem czerwcowego balu pani Arthurowej Kennard, która nie omieszkała zaprosić także księcia von Pless oraz księżniczkę Mayę Teck z rodzicami. W tym samym miesiącu stoliczna socjeta plotkowała namiętnie o balu urządzonym w hotelu Savoy przez Hansa i dwudziestu innych młodzieńców stanu wolnego. Kawalerzy poprosili niespożytą panią Hwfa Williams o przyjęcie roli gospodyni, w czym ich nie zawiodła, zapewniając gościom zabawę nie do zapomnienia. Obecni tam lady de Trafford, lady Molesworth, lady Dudley, panna Adele Grant (późniejsza hrabina Essex) i jej liczni amerykańscy znajomi mogli potem przekazywać o niej relacje z pierwszej ręki. Na żadnej z wymienionych okazji nie było młodziutkiej panny Cornwallis-West. Zabrakło jej również na liście ponad tysiąca krewnych i przyjaciół poproszonych o przybycie 16 czerwca 1891 r. do White Lodge w parku Richmond na uczczenie srebrnej rocznicy ślubu księstwa Teck. Obecność Jana Henryka von Pless na tej uroczystości świadczy, że ani Teckowie, ani on sam nie zarzucili jeszcze myśli o jego związku z księżniczką Mayą. Sława Daisy Cornwallis-West jako najpiękniejszej debiutantki roku 1891 zaczęła się już jednak rozchodzić. Hans spotkał ją na kilku mniej ważnych balach. Dysponował wtedy niewielką ilością wolnego czasu. 5 lipca bowiem, przybyli do Anglii z oficjalną tygodniową wizytą niemiecki cesarz Wilhelm II z małżonką. Jako sekretarz niemieckiej ambasady, książę Jan Henryk von Pless musiał czuwać nad i brać udział w programie ich zajęć. A był on obszerny i obejmował odwiedziny królowej Victorii na zamku w Windsorze, przyjmowanie licznych delegacji w pałacu Buckingham (gdzie kajser otworzył dodatkowo jednego wieczoru swój dwór), obecność na przyjęciach i recepcjach w Londonderry House, Marlborough House u księcia Walii (gdzie wśród zaproszonych znalazły się pani Cornwallis-West z córką Daisy!) oraz u premiera w Hatfield House oraz na koncercie w Albert Hallu. Dochodziło jeszcze do tego uczestnictwo w przeglądzie wojskowym na Wimbledonie i honorowym pokazie w Kryształowym Pałacu w Sydenham. Poza ważnymi, jego obecność wymagana też była na imprezach towarzyszących, takich jak na przykład spotkanie 24 oficerów rezerwy i piechoty armii cesarskiej w londyńskiej restauracji Tivoli. Jak tylko cesarz niemiecki opuścił Londyn 12 lipca 1891 r., Hans powrócił z ochotą na scenę towarzyskich zabaw Sezonu. 17 lipca wziął udział w obiedzie wydanym w Grosvenor House przez księcia i ksieżną Westminsteru (nota bene dziadków swojego przyszłego szwagra, Bendora). Honorowymi gośćmi tego przyjęcia byli ponownie Teckowie wraz z córką Mayą. Po obiedzie odbyły się tańce w Rubensowej komnacie rezydencji, które zaszczycił swoją obecnością książę Walii (późniejszy król Edward VII) z małżonką i córką Victorią. Teckowie i księżniczka Maya byli również honorowymi gośćmi na balu maskowym baronostwa Ilchester w Holland House, który odbył się 23 lipca 1891 r. Dla Hansa jednakże nie miało już to znaczenia. Gwiazdą wieczoru była dla niego młodziutka i uprzejma panna Daisy Cornwallis-West, która przybyła tam pod opieką swojej babci, lady Olivii Taylour. Nie przepuścił okazji, żeby się jej oświadczyć. Po rozmowie z ojcem Daisy, który dostarczył oczekiwanych dowodów heraldycznych prominencji swojego rodu, ogłoszono 7 sierpnia zaręczyny młodej pary. Deichman_coach_VF

Znajomy Hansa, bankier Baron Adolph Deichman, był jak on entuzjastą i ekspertem powożenia dyliżansów. Rysunek Spy’a z Vanity Fair.

Wydaje się to niewiarygodne, ale w swoim napiętym kalendarzu obowiązków zawodowych i spotkań towarzyskich, książę Jan Henryk von Pless znalazł cudem wolny czas na zawody i pokazy sportowe. Jako wielbiciel koni i doskonały jeździec, zapisał się jakiś czas temu na listę kandydatów do klubu powożenia dyliżansami, tzw Coaching Club, zarekomendowanego mu, prawdopodobnie, przez jednego z przyjaciół, którzy już do niego należeli: niemieckiego ambasadora, księcia Georga Munstera lub niemieckiego bankiera, barona Adolpha Deichmana. W maju 1891 r., w środku londyńskiego Sezonu, został do niego przyjęty i zaczął uczestniczyć w jego regulaminowych zajęciach na swoim nowym powozie marki Holland & Holland, wzorowanym na dawnym dyliżansie pocztowym. F_in_H_HP_Meet_Graphic_1887

Członkowie klubu dyliżansowego „For-in-Hand” na pardzie w Hyde Parku w 1887 r. Ilustracja opublikowana w czasopiśmie The Graphic, 1887.

W Anglii istniały wtedy dwa kluby dyliżansowe. Obydwa otwarte były tylko dla woźniców z umiejętnością powożenia jedną ręką zaprzęgu czterech koni. Starszy, słusznie nazwany „Four-in-Hand”, powstał w 1856 r. jako ekskluzywne stowarzyszenie 30 gentlemenów, którzy szaleńczo wyścigowali się między sobą i dwa razy do roku podczas londyńskiego Sezonu, nie mając stałej siedziby, zjeżdżali się na spotkania w Hyde Parku i na polu paradnym Królewskiej Gwardii. Mogli wtedy przywieźć ze sobą swoich gości, których – z czasem – pozwolono im po paradzie dowieźć na klubowy lunch w wybranej wcześniej miejscowości podlondyńskiej, takiej jak Hurlingham, Ranelagh lub Sydenham. Zarząd nagradzał członków za umiejętność i styl jazdy, za dobór koni pod względem siły i koordynacji kroku oraz za ogólną prezentację pojazdu i zwierząt. Przynależność do klubu „Four-in-Hand” stała się wielce strzeżonym przywilejem wybrańców. Chętnych było znacznie więcej. W odpowiedzi na popyt założono w 1870 r. nowy klub, „Coaching Club”, funkcjonujący na identycznych zasadach jak „Four-in-Hand”, ale bardziej populistyczny. Liczbę jego członków ustalono na 220 osób. Często członek „Coaching Clubu” czekał na wolne miejsce w „Four-in-Hand”, ale gdy je już dostał nie rezygnował z członkostwa w „Coaching Clubie”. W czasach, o których piszę, prezesem tych dwóch klubów był wiekowy i doświadczony diuk Beaufortu. Oczywiście, jako stare wygi, członkowie „Four-in-Hand” byli lepszymi jeźdzcami i ich parady prześcigały perfekcją pokazy „Coaching Clubu”. Przeto ambicją każdego członka „Coaching Club” było wejście do elity określonej przynależnością do klubu „Four-in-Hand”. Ambicję tą książę Jan Henryk von Pless zrealizował w 1893 r. Wracając do Sezonu 1891 r., debiut Hansa jako woźnicy czterokonnego zaprzęgu dyliżansu nastąpił 23 maja. Jego pojazd był jednym z 19, które przybyły tego dnia na pokaz w Hyde Parku i jednym z pięciu, należących do nowo przyjętych członków „Coaching Clubu”. Brzydka pogoda nie zapewniła licznej widowni, ale wśród obecnych znaleźli się tacy obserwatorzy i weterani klubu „Four-in-Hand” jak hrabia Lonsdale, hrabia Londesborough, markiz Londonderry i lord Cheylesmore. Według ich opinii, czwórka kasztanów księcia von Plessa i maniera, w jakiej je poprowadził „wzbudzić tylko mogła same pochwały”. Cztery spotkania „Four-in-Hand” i „Coaching Clubu” w Hyde Parku stały się z czasem wyczekiwanymi wydarzeniami Sezonu. Ich wielką fanką była księżna Walii (poźniejsza królowa Alekxandra), która bez względu na pogodę zawsze się na nie zjawiała w roli dociekliwego widza. Ich dokładne daty, dwie pierwsze przed wyścigami w Ascot i dwie ostatnie przed wyścigami w Goodwood, były podawane do wiadomości publicznej w prasie. Miejscem startu był zawsze skwer przed starym Magazynem Prochu (Powder Magazine), po czym o godzinie 1-ej po południu dyliżanse w ustawionym sznurze przejeżdżały paradnie w stronę Hyde Park Corner, potem traktem Carriage Road w kierunku bramy Queen’s Gate, którą opuszczały park. Po wyjeździe z Hyde Parku, niektóre z nich wracały do domu, inne kierowały się ku wybranej na klubowy lunch miejscowości.

F_in_H_Richmond_ILN_1892

Członkowie „Coaching Clubu” i ich goście w drodze do Richmond na lunch po paradzie w Hyde Parku. Ilustracja w Illustrated London News, 1892 r.

Nie będąc jeszcze członkiem „Four-in-Hand”, książę Jan Henryk von Pless uczestniczył w jego spotkaniach w 1891 r, jako pasażer najpierw dyliżansu lorda Lonsdale, a potem barona Deichmana. Jego drugi tego roku występ na paradzie „Coaching Clubu” 1 lipca 1891 r., ponownie bez dużej frekwencji z powodu deszczu, zdobył mu kolejną wysoką ocenę za piękne konie. 8 grudnia 1891 r. Hans poślubił Daisy w kościele Św. Małgorzaty na terenie opactwa Westminsteru. W przeddzień ich wielkiego dnia ogłoszono zaręczyny księżniczki Mayi Teck z Eddim, księciem Clarence i Avondale. Były kandydat do ręki Mayi honorowo wpisał się do ich księgi życzeń, wystawionej publicznie w pałacu Marlborough House.

Daisy_1892

Daisy, młodziutka żona Jana Henryka von Pless, od 1892 r. zdobiła kozioł jego dyliżansu podczas pokazów „Coaching Clubu” w Hyde Parku. Foto Mendelsshona z 1892 r.

W 1892 r., książę Jan Henryk von Pless ponownie zjawił się swoim dyliżansem na spotkania „Coaching Clubu”. W 1893 r. doszły mu dwa kolejne spotkania klubu „Four-in-Hand”. Jego czwórka doskonałych kasztanów wciąż była chwalona, ale prawdziwy podziw wzbudzała teraz siedząca obok niego na koźle młodziutka żona Daisy.

Reklamy

Read Full Post »

Przed tegoroczną sześćdziesiątą rocznicą objęcia tronu przez królową Elżbietę II, Wielka Brytania tylko raz obchodziła podobne wydarzenie. Było to w lipcu 1897 r., kiedy królowa Wiktoria i 450 milionów podwładnych w Imperium Brytyjskim święciło jej Diamentowy Jubileusz.

Daisy miała wtedy 24 lat i od sześciu lat była ksieżną von Pless. Jej status społeczny, patriotyzm i miłość do swojego kraju wymagały akcji. Młodziutka arystokratka wpadła na pomysł uczczenia tej okazji gestem, który połączyłby w sobie jej dwie ojczyzny – przekazania angielsko-niemieckiej ofiary pieniężnej na cel bliski sercu monarchini, Jubileuszowy Fundusz Pielęgniarski.

Był to jej pierwszy, tak szeroko zakrojony, projekt i niedoświadczona Daisy nie rozumiała trudności, z którymi przyszło się jej borykać. Zamiar swój zrealizowała, aczkolwiek tylko połowicznie – królowa Wiktoria została uhonorowana, ale wybrana przez nią organizacja dobroczynna pieniędzy nie dostała.

 Portret księżnej Daisy von Pless opublikowany w Country Life z okazji jej pobytu w Londynie w czerwcu 1897 r.

Mimo tego, w uznaniu jej wysiłku, w sierpniu 1897 r. Daisy otrzymała list od nadwornego sekretarza:  „Droga Księżno von Pless – Jej Królewska Mość z wielką wdzięcznością przyjęła album z listą angielskich kobiet zamężnych z Niemcami, jak również [niemieckich] dżentelmenów, którzy włączyli się w akcję wręczenia Jej Królewskiej Mości prezentu upamiętającego Diamentowy Jubileusz. Królowa prosi teraz Księżną, by była tak uprzejmą i przekazała szczere podziękowania wszystkim, którzy wzięli udział w tym wspaniałomyślnym przedsięwzięciu. (…) Jej Królewska Mość wyraziła życzenie, bym zapewnił [Księżną] że ofiarowaną jej pamiątkę w postaci bransoletki z diamentów i szmaragdów będzie sobie zawsze cenić. Z glębokim poważaniem – Arthur Bigge.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

W pierwszym wydaniu swoich pamiętników Daisy napisała, że jej Jubileuszowy projekt był „wielkim sukcesem.“ Ale w kolejnej publikacji przyznała, że droga do celu nie była ani łatwa, ani pomyślna.

Zaczęla od ogłoszeń w prasie, które umieściła już w styczniu 1897 r. Angielski The Times anonsował: „ Księżna von Pless zaprasza angielskie żony Niemców (oraz niemieckich rezydentów w Wielkiej Brytanii) do składek na poczet Diamentowego Jubileuszu, by wedle życzenia Królowej przekazać donację na Fundusz Pielęgniarek, któremu ubodzy ludzie Londynu wiele zawdzięczają od czasu rozpoczęcia działalności dziesięć lat temu. Potencjalni ofiarodawcy proszeni są o przesyłanie czeków wraz z nazwiskami i adresami do banku Credit Lyonnais, 40 Lombard Street, Londyn E.C.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

W połowie lutego 1897 r. zanotowała: „Mam już 283 funty; oczekuję od 250 do 300 funtów z tutejszej prenumeraty; komitet londyński postara się zrobić wszystko, by pomóc mi w Anglii; będzie to albo wydarzenie na małą [niemiecką tylko] skalę, albo rozwinie się do potężnych rozmiarów. W samym tylko Londynie żyje czterdzieści tysięcy Niemców. Bardzo jestem tym podekscytowana.“

W maju 1897 r. księżna von Pless z przykrością zrewidowała stan rzeczy: „Ilość dotacji tutaj nie rośnie; czterysta kobiet, do których napisałam, w ogóle mi nie odpowiedziało; myślę, że powodem jest zła relacja – a nawet nienawiść (sądząc po artykułach w prasie) pomiędzy Niemcami a Anglią; kilka osób odpisało mi, że ich mężowie zabronili im przesłania jakichkolwiek datków. Bogaci Niemcy w Londynie wspierają Jubileuszowy Fundusz Księcia Walii, jak również zamierzają sami ofiarować coś królowej. Obawiam się, że nic nie dorzucą do mojej zbiórki, chociaż poprosiłam swój komitet wykonawczy, by opublikował mój [następny] list we wszystkich gazetach brytyjskich…“ Dziesięć dni później dodała: „Moja prenumerata w Londynie nie odnosi sukcesu; żaden Niemiec nie da grosza; jestem przekonana, że wrogi stosunek wobec Anglii, jaki panuje wśród ograniczonej, zazdrosnej średniej klasy Niemców tam żyjących, jest nawet silniejszy niż w Niemczech. Zrobiłam wszystko co w mojej mocy i pracowałam bez wytchnienia w obu krajach; nic więcej nie jestem w stanie uczynić.“ (tłumaczenia © Barbara Borkowy)

Zobaczyła jeszcze w tej sprawie pana Moultona i księcia von Hatzfeldt, ówczesnego niemieckiego ambasadora w Londynie. Zamiast przekazać zebraną sumę do Funduszu Pilęgniarek, postanowiono przeznaczyć ją na mały prezent dla królowej. Wiktoria, choć niechętnie, zgodziła się na to, ale potem oddała ofiarowaną jej bransoletkę córce Beatrice.

W przeciwieństwie do niezbyt udanej kwesty ksieżnej von Pless, jej obecność na jubileuszowych obchodach okazała się wielkim sukcesem. Przygotowała się dobrze: wynajęła centralnie położony dom na Hill Street, przywiozła ze sobą służbę i konie i postanowiła nie przejmować się wydatkami. „Jestem młoda i lubię się bawić“ – stwierdziła, „wykorzystam ten czas jak najlepiej“. Jak dziecko cieszyła się nadaniem Bawarskiego Orderu Św Teresy i faktem, że będzie go mogła nosić podczas nadchodzących uroczystości.

Zapraszana była wszędzie i przez wszystkich. Była tak zajęta, że przerwała zupełnie pisanie pamiętnika. Jej ostatni wpis w 1897 r., pod datą 9 czerwca, obwieszczał: „Jesteśmy tutaj [w Newlands] od trzech dni, rozkoszując się sielanką życia wiejskiego po dwutygodniowej gonitwie przez atrakcje Londynu. Wychodziłam z [siostrą] Shelagh każdego wieczora; wracamy dzisiaj [do Londynu] na operę z księciem Christianem [Schleswig-Holstein], który potem przychodzi na obiad; jutro idziemy do teatru.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Relacje ówczesnej prasy pomagają odtworzyć częściowo jej wypełniony po brzegi harmonogram.  19 czerwca, razem z mężem, poszła do Klubu Ranelagh w podlondyńskim Barnes, gdzie podejmowano wybitnych gości kolonialnych, włącznie z indyjskimi maharadżami. Oglądnęli tam mecz polo i inne kompetycje w jeździe na koniach, plotkując w przerwach z przyjaciólmi i znajomymi.

22 czerwiec był najważniejszym dniem jubileuszowych obchodów – dniem procesji do katedry Św Pawła na dziękczynną mszę za królową, która odbyła się na placu przed kościołem. Królowej towarzyszyło jedynastu premierów kolonii brytyjskich oraz liczni przedstawiciele innych państw. Droga powrotna wiodła ulicami Londynu do siedziby burmistrza City, Mansion House, potem mostem London Bridge do południowego Londynu, by wrócić mostem Wetminster Bridge, mijając budynki Parlamentu, do pałacu Buckingham. Wszędzie witaly ją tłumy ludzi. Do głębi ujęta Wiktoria zapisała w swoim dzienniku: „Jestem przekonana, że nikt nigdy nie spotkał się z taką owacją, jaką mi zgotowano na tych sześciu milach trasy. (…) Okrzyki były wręcz ogłuszające, a twarze każdego przepełnione szczerą radością. Bardzo byłam wzruszona i wdzięczna.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

 Królowa Wiktoria na Jubileuszowej mszy dziękczynnej na placu przed katedrą Św Pawła w Londynie, 22 czerwca 1897 r. Foto: Royal Collection Trust

Wieczorem 24 czerwca, książę i księżna von Pless zaproszeni zostali na przyjęcie do palacu Buckingham. 27 czerwca poszli na obiad do niemieckiej ambasady wydany na cześć księcia Henryka Pruskiego, który reprezentował cesarza na jubileuszowych uroczystościach. Honorowymi gośćmi na tym obiedzie byli również książę i księżna Saxe-Coburg Gotha. Następnego dnia wzięli udział w garden party w ogrodzie pałacu Buckingham, gdzie mieli okazję spotkania rzadko pojawiającej się publicznie Wiktorii.

W międzyczasie zajęci byli przygotowaniami do udziału w balu kostiumowym zorganizowanym przez księżną Devonshire w jej londyńskiej rezydencji przy Piccadilly. Życzeniem gospodyni było „zjawić się w alegorycznym lub historycznym stroju sprzed 1820 r.“ Goście zorganizowali się w tzw Dwory, Grupę Orientalną i Procesję Włoską, na czele których stanęly prominentne damy socjety. Szczęśliwi posiadacze zaproszenia (a wysłano ich 700) nie szczędząc kosztów, wykonali ogromny wysiłek by pokazać się w kostiumie albo historycznie poprawnym, albo olśniewającym bogactwem i fantazją. Księżna von Pless znalazła się w Grupie Orientalnej prowadzonej przez księżną Devonshire personifikującą królową Zenobię. Daisy, jako przepiękna królowa Saba, przyszła ze swoją własną świtą, której członkami była jej siostra Shelagh i brat George. Książę von Pless wystąpił w roli księcia Orłowa na Dworze carycy Katarzyny Wielkiej, którą odegrała lady Raincliffe. Ball zaczął się wieczorem 2 lipca, a skończył nad ranem następnego dnia.

Księżna Daisy von Pless jako królowa Saba na balu kostiumowym wydanym przez księżną Devonshire. Jej siostra Shelagh (po lewej) była damą w jej świcie. Fotografie Lafayette’a z kolekcji autorki

Po dniu odpoczynku, Daisy i Shelagh wybrały się w powozie majora W.H. Grenfella na spotkanie Klubu Powoźniczego na polu paradnym Gwardii Królewskiej. Dwa tygodnie później Hans Pless uczestniczył, jako zawodnik, w podobnym spotkaniu czterokonnych zaprzęgów. Prowadzony przez niego powóz, w którym towarzyszyli mu Michał, Wielki Książę Rosji i księżna Torby, był jednym z pięciu, który z sukcesem zakończył trasę z parku St James w Londynie do Pałacu Kryształowego w Sydenham.

Rankiem 8 lipca książęca para von Plessów znalazła się ponownie w Klubie Ranelagh, by wziąć udział w rozrywkach na cześć kolonialnych oddziałów wojskowych. Wieczorem poszli na bal do pałacu Buckingham. Pałac ten ponownie odwiedzili 15 lipca, tym razem z okazji wydanego przez królową koncertu muzycznego. Orkiestrą i chórem drygował słynny Sir Walter Parratt.

Następnego dnia, w piątek, zaproszeni przez markiza i markizę Londonderry, przyszli najpierw na kolację, a potem na olbrzymi bal na 1 000 osób, uświetniony obecnością księcia i księżnej Walii. Już w sobotę, zaledwie po paru godzinach snu, księżna Daisy zjawiła sie na weekend w rezydencji lorda i lady Gerard, Eastwell Park w Kencie. Przybył tam również książę Walii.

Nawet w czasie późniejszego odpoczynku u rodziców w Newlands, Daisy nie odmówiła kolejnego zaproszenia i, 7 sierpnia, popłynęla na wyspę Isle of Wight na obiad z królową Wiktorią w jej pałacu w Osborne.

Kolejne tygodnie sierpnia Plessowie spędzili w Dublinie jako goście lorda i lady Cadogan. Lord Cadogan był wówczas przedstawicielem królewskim w Irlandii (Lord Lieutenant). Zatrzymali się w ich oficjalnej rezydencji, Viceregal Lodge, Phoenix Park.

Garden Party w ogrodzie Viceregal Lodge w Dublinie, wydana z okazji wizyty księcia i ksieżnej Yorku w Irlandii. Rysunek opublikowany w Illustrated London News w sierpniu 1897 r.

Ich pobyt zbiegł się z królewską wizytą księcia i księżnej Yorku (przyszłego króla Georga V i królowej Marii) w Irlandii. Chcąc nie chcąc, Daisy i Hans wpadli ponownie w wir ceremonii, przyjęć, bali i obiadów, stając się widoczną bardzo częścią dworskiego entourage‘u. Było to przyczyną rozkosznego incydentu, któremu nie oparły się relacje dziennikarzy. Jednym z głównych punktów królewskiej wizyty była inwestytura księcia Yorku na Rycerza Orderu Św Patryka. Księżna Daisy i lady Cadogan towarzyszyły wtedy księżnej Yorku. Daisy ubrana była na biało z niebieskimi akcentami kołnierza i wstążek upinających ramiączka. Na głowie miała biały kapelusz z piórami. Wyglądała prześlicznie. Gdy trzy damy wchodziły na uroczystość do sali Św Patryka, jeden z gapiów skomentował: „Zawsze twierdziłem, że księżna Pless jest najpiękniejszym członkiem rodziny królewskiej…“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Po dwóch dniach wyścigów konnych na torze Leopardstown i pożegnalnej garden party w ogrodach Viceregal Lodge, książę i księżna Yorku udali się do Irlandii Północnej.

Zmęczeni Plessowie mogli nareszcie pomyśleć o powrocie do Książa.

Read Full Post »