Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘cesarz Wilhelm II’

Po śmierci królowej Wiktorii, wszyscy wiedzieli że na dworze brytyjskim nastąpią wielkie zmiany. Pustelniczy wręcz tryb życia starej monarchini miał niewielu admiratorów. Jej poddani tęsknili za władcą, którego mogliby często widzieć i podziwiać w splendorze godnym wielkiego imperium; za władcą o ludzkim obliczu, ze swoimi wadami i słabostkami, o którym mogliby plotkować z przymrużeniem oka i z fascynacją śledzić jego życie; za władcą, który nie byłby monotonny i nudny. Wiedzieli, że nowy król da im to w nadmiarze, gdy skończy się okres żałoby. Jego koronacja 26 czerwca 1902 r. miała być tego dowodem. Zapowiadała się rzeczywiście spektakularnie.
Od początku miesiąca dystyngowani goście zaczęli zjeżdżać do Londynu: królowie, premierzy, książęta, maharadże, delegacje z krajów imperium, reprezentacje kolonialnych armii, dyplomaci, dygnitarze państwowi, rodzina i osobiści przyjaciele. Wśród tych ostatnich nie zabrakło księstwa von Pless.
Hans i Daisy wynajęli na tą okazję dom pod numerem 7 na centralnie położonej ulicy Hyde Park Street. Wprowadzili się do niego 19 czerwca z olbrzymią ilością bagażu. Wiedząc, że ich życie towarzyskie nabierze teraz niebywałych rozmiarów, księżna starannie przygotowała garderobę, z wielką ilością nowych szat na każdą okazję. Pierwszą większą z nich był wspólny bal wydany 23-go przez damy londyńskiej socjety w Hotelu Savoy. Daisy pojawiła się na nim w jaskrawoniebieskiej sukni, ozdobionej na staniku bukietem lilii. Lilie również miała wpięte we włosy. Już jednak następnego dnia, 24 czerwca, okazało się, że kolejnych kufrów nie ma co rozpakowywać. Z powodu choroby Edwarda VII i niezwłocznej operacji wyrostka robaczkowego, jego koronacja została przesunięta na 9 sierpnia. Plessowie wrócili do Niemiec.
Księżna przerwała pisanie pamiętnika w latach od 1897 do 1902. W wydanej w 1930 r. książce, starała się przywołać z pamięci wydarzenia tamtego lata. Wydawało jej się, że spędzili wtedy spokojnie czas z rodziną w Książu. Być może byli tam przez dzień lub dwa, ale – jak na to wskazują raporty ówczesnej prasy – pojechali także na regaty do Kilonii, skąd wrócili do Anglii, by uczestniczyć w pierwszym balu w Grosvenor House wydawanym przez Shelagh – świeżo upieczoną ksieżną Westminsteru.

Daisy_Lafayette_Cabinet_Photo

Księżna Daisy von Pless przygotowała olbrzymią nową garderobę na uroczystości związane z koronacją króla Edwarda VII. Jej diamentowa korona była niezbędnym dodatkiem. Foto Lafayette’a z 1901 r. z kolekcji autorki

1 lipca, Daisy, wyglądająca „promiennie w białej sukni i wysokiej diamentowej koronie”, wzięła udział wraz z siostrą w raucie, zorganizowanym przez hrabiostwo Landsdowne dla zagranicznych emisariuszy. Tydzień później przyjęły zaproszenie na koncert i przyjęcie w Seaford House, domu lady Howard de Welden. Śpiewał sam Caruso i słynna Suzanne Adams. Księżna von Pless ubrana była wtedy na jasno-niebiesko, księżna Westminsteru na biało.

Pomimo bardzo zajętego kalendarza, Daisy nie zapomniała o wcześniej przyrzeczonym występie na rzecz pomocy walijskim rzemiosłom. Na prośbę lady Llangattock zaśpiewała dwie pieśni przy akompaniamencie lady Limerick. Tego wieczoru miała na sobie białą suknię z szyfonu, z różowymi i fioletoworóżowymi akcentami; jej siostra ubrana była na czarno, z ozdobami w postaci różowych roż.
Tak bardzo wypatrywany bal Shelagh miał się odbyć 2 lipca, ale został o tydzień przełożony w oczekiwaniu na poprawę zdrowia króla. Ewentualnie, monarchę reprezentował jego młodszy brat, książę Connaught, który przyszedł z małżonką i córką, ksieżniczką Margaretą. Innym gościem honorowym była Marie, królewska księżniczka (a póżniej królowa) Rumunii. W swoich wspomnieniach określiła go jako „najwspanialsze i najbardziej eleganckie spotkanie, jakie kiedykolwiek widziałam”, „uczta dla oczu, harmonia, jaka tylko możliwa jest do osiągnięcia dzięki doskonałemu angielskiemu zmysłowi smaku i tradycji: bez jednej fałszywej nuty, bez żadnego błędu, ani w kolorze, ani w proporcjach i detalu; bezpretensjonalny przepych, wytrawna elegancja.” A wśród tego wszystkiego „księżna Daisy Pless, wysoka i cudownie angielska, ze swoją zjawiskową biało-różową cerą. Odziana na złoto, z wysoką diamentową tiarą na miodowych włosach, wesoła, uśmiechnięta, uprzejma dla innych, była rzeczywiście wybijającą się osobowością, doskonałym wcieleniem tamtych dni spokoju, bogactwa i ogólnego dobrobytu.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

QA_Coronation_Bazaar_Graphic

Pomimo choroby męża, królowa Alexandra nie zrezygnowała z funkcji otwarcia bazaru na rzecz patronizowanego przez nią szpitala dziecięcego, Great Ormond Street Hospital. Ilustracja reprodukowana w The Graphic w lipcu 1902 r.

Następnego dnia księżną von Pless czekała ciężka praca. 10 lipca po południu otwierał się bowiem w Ogrodzie Botanicznym przygotowywany od dawna wielki bazar koronacyjny na rzecz szpitala dziecięcego, Great Ormond Street Hospital. Daisy zobowiązała się poprowadzić stoisko niemieckie. Kajzer Wilhelm II przesłał na nie olbrzymią ilość wyrobów porcelanowych z Drezna, wartości 300 funtów. Jego gest był szeroko komentowany na łamach brytyjskiej prasy. Dla podkreślenia swojego udziału, księżna Daisy ozdobiła cały kram wielkimi stokrotkami. Przygotowana była na dużą liczbę klientów. Ich rzeczywista ilość przeszła jej największe oczekiwania.
W dniu inauguracji została oblężona przez tłum wielbicieli już przy bramie wjazdowej do Regents Parku, co spowodowało że do swojego stoiska dotarła godzinę później. Przy sprzedaży pomagała jej siostra Shelagh i matka Patsy. Ta ostatnia musiała być bardzo zadowolona, czytając następnego dnia w gazetach, że „nie wygląda starzej, niż jej córki”! Towar znikał w rewelacyjnym tempie. Nazajutrz było to samo.
Trzeciego, ostatniego, dnia, ludzi na bazarze spotkała miła niespodzianka: ich ulubiony aktor komediowy, Dan Leno, stanął nagle na pianinie, nawołując wszystkich do siebie. Okazało się, że będzie przeprowadzał aukcję niesprzedanych jeszcze przedmiotów ze stoiska teatru Savoy.

Dan_Leno_doll

Dan Leno z żoną, Sarah Lydią Reynolds, i lalką, od sprzedaży której rozpoczął swoją aukcję na bazarze. Foto z kolekcji Lafayette’a w V&A Museum, reprodukowane w The Tatler w lipcu 1902 r.

Dan Leno (1860 – 1904) już od dobrych paru lat był gwiazdą londyńskich scen rozrywkowych. Niesłychanie zabawny w swoich skeczach, piosenkach, mimice i tańcach, oprócz występów solo, pojawiał się także w corocznych bożonarodzeniowych burleskach, parodiujących klasyczne opery lub sztuki teatralne. W 1902 r. publiczność miała wciąż w pamięci jego kobiecą rolę, Siostry Anny, w trawestacji Sinobrodego (Bluebeard) na deskach teatru Drury Lane.
Licytację zaczął od ślicznej lalki. Głaszcząc ją czule, przyrzekł potencjalnemu nabywcy, że jest ona „równie atrakcyjna w środku, jak na zewnątrz”. Kałamarz w kształcie swojego popiersia sprzedał jako wizerunek Sary Bernhardt naśladującej go w jego ostatniej kreacji. I tak dalej i dalej, aż poszło wszystko, włącznie z pianinem, na którym stał.
Nie wiem, jak Daisy to załatwiła, ale w najlepszej manierze dzisiejszego PR sprawiła, że Dan Leno, zakończywszy swoją aukcję, podążył wraz tłumem admiratorów ku jej stoisku i przyłączył się do sprzedaży cesarskiej porcelany. Nie muszę dodawać, że chętnych było więcej, niż towaru.
Bazar Koronacyjny był wielkim sukcesem. Szpital dziecięcy, Great Ormond Street Hospital, otrzymał na swoje potrzeby 25 000 funtów.

Reklamy

Read Full Post »

Wyścigi konne były wielką pasją księcia Walii (późniejszego króla Edwarda VII). W 1899 r., po Newmarket i Epsom, postanowił po raz pierwszy w życiu odwiedzić także zawody Chester Cup, odbywające się co roku w maju w północnej Walii. Tory wyścigowe Chester znajdują się około 20 mil od zamku Ruthin – rodowej siedziby rodziców księżnej von Pless. Nic więc dziwnego, że przyjął ich zaproszenie i zatrzymał się tam od 2-go do 4-go maja 1899 r.

Ruthin_Castle_bw

Zamek Ruthin w północnej Walii, rezydencja rodowa Cornwallis-Westów, gdzie książę Walii zatrzymał się podczas wyścigów konnych w Chester w maju 1899 r. Foto z kolekcji autorki

Podróż do Chester odbył w towarzystwie adiutanta, komandora S. Fortesque, lorda Marcusa Beresforda ( który od 1890 r. prowadził mu stadninę) i pana Reubena Sassoon (którego – jak wspominał później brat księżnej, George Cornwallis-West – głównym zadaniem było pomyślne obstawianie zakładów dla księcia Walii).

Wizyta była prywatna, ale zgromadziła wszędzie tłumy ludzi, pragnących zobaczyć i powitać następcę tronu. Miejscowi dygnitarze mieli ambicje choćby krótkich przemówień, a lokalni kupcy liczyli na cuda. Jednemu się udało. Był nim, według opisu Georga, aptekarz z Ruthin, który z własnej inicjatywy za darmo zaopatrzył zamek w produkty toaletowe, zapewniając tym sobie prawo reklamy jako dostawcy towaru dla „Jego Wysokości Księcia Walii”. Gdy po dwóch latach, książę Walii został królem, sprytny aptekarz zmienił zdobiące jego sklep trzy pióra książęce na herb królewski, a napis na „by special appointment to H.M. the King”!
Pułkownik William i pani Cornwallis-West, chcąc zapewnić księciu miłe towarzystwo, zaprosili do siebie również hrabiostwo Powis, Sir Richarda i lady Magdalen Williams-Bulkeley, pana Assheton Smitha, Hon. F. Guesta, kapitana i panią Greer oraz pannę Muriel Wilson. Obecna była także ich córka Shelagh i syn George, który przywiózł ze sobą swoją ukochaną Jennie, lady Randolph Churchill. Brakowało jednak najważniejszych gości – księcia i księżnej von Pless…
Coś bardzo ważnego stanęło na przeszkodzie przyjazdu Daisy do Ruthin. Musiała być to sprawa „życia lub śmierci”, że nagle zrezygnowała z uczestnictwa w zaplanowanej wcześniej wizycie tak uwielbianej osoby w jej ukochanym rodzinnym zamku. Zawiadomiła o tym księcia listem, który dotarł do niego wieczorem 3 maja. W odpowiedzi otrzymała kojące słowa: „Rozumię dobrze, dlaczego nie możesz teraz tu przyjechać, lecz mam nadzieję zobaczyć Cię za miesiąc”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Daisy 12 - list Edwarda VII - strona 1

Daisy 12 - list Edwarda VII - strona 3Daisy 12 - list Edwarda VII - strona 2List księcia Walii z 3 maja 1899 r. odpowiadający na korespondencję księżnej von Pless. Foto za uprzejmością Fundacji Księżnej Daisy von Pless.

List księcia znajduje się obecnie w rękach wałbrzyskiej Fundacji Księżnej Daisy von Pless. Gdy przygotowywałam ten list na wystawę w Książu w styczniu 2013 r., opatrzyłam go krótkim tłem historycznym. Dzisiaj mogę je rozszerzyć: powodem nieobecności księżnej w Ruthin było zajście w ciążę z Hanselem!
Przeszczęśliwa Daisy nie omieszkała powiadomić o tym fakcie także cesarza Wilhelma II. Ten, 2 czerwca 1899 r., napisał do niej entuzjastycznie: „Jakże bardzo się cieszę, że naprawdę oczekujesz! Niech Bóg da Ci zdrowe dziecko. Jeśli chłopca, niechże będzie on jak jego dziadek, jeśli dziewczynkę, niechże będzie ona jak najbardziej taka jak jej piękna i ujmująca mama. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i w porządku.” (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Zajęty wyścigami, książę Walii nie spędził w Ruthin wiele czasu. Kiedy przyjechał we wtorek wczesnym popołudniem, dotarł tam dopiero wieczorem. Cała środa przeszła mu również na zawodach w Chester, ale potem uczestniczył w koncercie i przyjęciu zgotowanym mu przez Cornwallis-Westów. Z Ruthin pożegnał się już w czwartek rano, bo po wyścigach tego dnia wracał bezpośrednio do Londynu. Zanim jednak się to stało, do zamku wezwany został z pobliskiego Birkenhead fotograf, James Saronie, by uwiecznić na kliszy pobyt dostojnego gościa w Ruthin i zasadzone przez niego drzewko. Zdjęcie to, które reprodukuję poniżej, jest idealną ilustracją do wspomnianego powyżej listu z kolekcji Fundacji Księżnej Daisy von Pless (dokumentu numer „Daisy 12”).

PoW_Ruthin_1899

Albert Edward, książę Walii sfotografowany na pamiątkę wizyty w Ruthin w maju 1899 r. Od lewej: Hon. F. Guest, pułkownik William Cornwallis-West, Albert Edward, książę Walii, pani Cornwallis-West, lord Marcus Beresford, panna Muriel Wilson, panna Shelagh Cornwallis-West, Jennie, lady Randolph Churchill, George Cornwallis-West. Foto Jamesa Saronie

Książę Walii rzeczywiście spotkał Daisy następnego miesiąca w Londynie. Jej dolegliwości początków ciąży na tyle minęły, że 9 czerwca mogła się stawić na prezentację (Drawing Room) w pałacu Buckingham, 21 czerwca na bazarze zbierającym fundusze na szpital Charing Cross, 30 czerwca, razem z siostrą Shelagh, na koncercie w pałacu Buckingham, a 5 lipca na obiedzie wydanym przez księstwo Devonshire. Kiedy dołączył do niej Hans, 7 lipca 1899 r. poszli razem na bal do pałacu Buckingham, a 12-go tego miesiąca na garden party, wydaną przez księżną Louisę (markizę Lorne) w pałacu Kensington, by zobaczyć, jako jedni z pierwszych, otwarte ostatnio dla publiczności, dawne pokoje królowej Wiktorii.
Kiedy nareszcie wylądowali na odpoczynek w Newlands, księżna von Pless musiała go przerwać, by stawić się 8 sierpnia na obiad z królową Wiktorią rezydującą w niedalekim Osborne, a potem, wraz z rodzicami, podjąć księcia i ksieżną Connaught.
Resztę lata i jesień spędziła spokojnie w Irlandii, gdzie z wujkiem Patem FitzPatrickem wynajęła dom w Bray, w hrabstwie Wicklow. Potem wróciła do Niemiec.
Jej pierwszy syn, i dziedzic, Hansel urodził się 2 lutego 1900 r.

Read Full Post »

Po udanej wyprawie turystycznej jachtem siostry po kanałach Holandii, księżna von Pless wróciła do synków, pozostawionych pod jej nieobecność u rodziców w Newlands. Dzidzuś Bolko nie czuł się najlepiej, więc Daisy postanowiła odsunąć datę wyjazdu do Niemiec. Czas spędzała na zabawach z dziećmi, kąpielach w morzu i wypadach z Shelagh na regaty do pobliskiego Cowes. Zauważono ją tam elegancko ubraną w „niebieski kostium żeglarski, mały kapelusik i czerwoną apaszkę”.
Hans wybrał się na kurację do Marienbadu (Marianskich Lazni), a ona na leczenie nóg do Bagnolles w Normandii. Rodzinka spotkała się ponownie w Promnicach, skąd wszyscy wyjechali razem do Książa. Tam, w październiku, dotarło do nich grono przyjaciół z Anglii, włącznie z siostrą Shelagh.
Zbliżał się czas polowań, a z nim łowieckie wizyty cesarza Wilhelma II. W tym roku, 1911, po raz pierwszy uhonorował on swoją obecnością bliskich znajomych Plessów, hrabiostwo von Francken-Sierstorpff w ich śląskiej rezydencji, Żyrowej. Książę i księżna von Pless nie mogli odmówić ich zaproszenia.

281377

Manierystyczno-barokowy pałac w Żyrowej był prezentem ślubnym ojca hrabiny Mary von Francken-Sierstorpff. Foto: http://www.dolnyslask.org.pl

Hrabia Johannes von Francken-Sierstorpff i jego żona Maria (nazywana także Mae lub Mayą) byli częstymi gośćmi na przyjęciach w Książu – bardziej chyba z wyboru Hansa, niż Daisy, która nie miała o nich najlepszego zdania. Hrabiego, nazywanego przez przyjaciół „Sturmem”, uważała za plotkarza i „głośnego, grubego niemieckiego snoba”, a hrabinę określiła kiedyś jako „Amerykankę, żądną sukcesu towarzyskiego i małpującą wszystkie moje stroje”.
Hrabina von Francken-Sierstorpff pochodziła rzeczywiście z nowojorskiego Brooklynu. Była jedyną córką Edwina F. Knowltona, producenta wyrobów ze słomy. Nie był on bogaty na skalę amerykańskich potentatów finansowych, ale ciężką pracą dorobił się jako takiego majątku. Mae poznała swojego przyszłego męża na balu w Newport. Ich wesele odbyło się w jej rodzinnym mieście 26 kwietnia 1892 r. W prezencie ślubnym dostała od ojca zespół pałacowy w Żyrowej.
Edwin F. Knowlton popełnił samobójstwo w 1898 r, zapisując córce dożywotnie użytkowanie funduszu powierniczego wartości 1 200 000 dolarów.
Kajzer znał dobrze hrabiego Johannesa von Francken-Sierstorpffa z czasów nauki na uniwersytecie w Bonn, gdzie obydwoje byli członkami elitarnego bractwa studenckiego, Borrusia Corps. Wypadł on jednak z jego łask z powodu późniejszej skłonności do hazardu, czego cesarz absolutnie nie tolerował. Z tej samej przyczyny zraził się do hrabiny, która, wkrótce po przyjeździe do Niemiec, wygrała pokaźną sumę w karty z jego szwagrem, księciem Ernestem Guntherem von Schleswig-Holstein.
Choć przyjmowani na dworze, odsuwani byli od intymnych spotkań. Jeszcze w 1903 r., księżna von Pless opisywała rozpacz Marii, która – „jak wiem będzie wypłakiwała się całą noc Sturmowi” – bo podczas regaty w Kilonii nie została zaproszona ani na lunch na pokładzie cesarskiego jachtu „Hohenzollern”, ani na obiad wydawany przez bratową Wilhelma II, księżną Henrykową Pruską.
Decyzja przyjazdu kajzera do Żyrowej, była więc publiczną nobilitacją gospodarzy. Mae była przeszczęśliwa, a wraz z nią cała prasa zza oceanu, która entuzjastycznie zamieszczała sprawozdania z przygotowań do i z przebiegu pierwszej cesarskiej wizyty pod dachem Amerykanki!
Sierstorpffowie starannie się do niej przygotowali. Aby przypadkiem nie zabrakło ptactwa do odstrzału, hrabia sprowadził z Czech 5 000 dodatkowych bażantów, pomimo wielkiej ich ilości na własnych polach. Zarządził też budowę nowej elektrowni, która zasilić miała tysiące świateł wspaniałej iluminacji. Hrabina zaś zaplanowała dla zacnego gościa tradycyjny obiad na Święto Dziękczynienia (Thanksgiving) i podała mu do spróbowania słodkie ziemniaki i pieczonego indyka z sosem żurawinowym oraz, na deser, kruche babeczki z dżemem („mince pies”).
Cesarz spędził w Żyrowej dwa dni, od 30 listopada do 1 grudnia, po czym – wraz z księciem i księżną von Pless – wyjechał na kolejne polowanie, tym razem na grubego zwierza do Pszczyny.
Tak ważna okazja musiała oczywiście zostać uwieczniona na zdjęciu, które później rozpowszechniono wydaniem karty pocztowej. Jedną z nich, którą reprodukuję poniżej, ma w swoich zbiorach organizacja „Dolny Śląsk”. Do jej opisu, pozwoliłam sobie włączyć parę nazwisk osób, które byłam w stanie dodatkowo zidentyfikować.

176037

Goście na polowaniu w Żyrowej 30 listopada – 01 grudnia 1911 r.Od lewej do prawej: książę Lichnowski, baron von Jasisch, księżna Lichnowska, książę Hans Heinrich von Pless, hrabia Johannes von Francken-Sierstorpff, hrabia Strachwitz, dr Niedner, księżna Daisy von Pless, Leo von Caprivi, książę von Ratibor, hrabia Edwin von Francken-Sierstorpff, hrabina Mary von Francken-Sierstorpff, hrabia Platen, cesarz Wilhelm II, hrabia Wojciech con Francken-Sierstorpff, hrabia Jan Klemens von Francken-Sierstorpff oraz czterech niezidentyfikowanych gentlemenów. Foto: http://www.dolnyslask.org.pl

Księżna Daisy nie mogła się doczekać możliwości otwartej i szczerej rozmowy z cesarzem, gdy ten stał się gościem w jej domu przez cztery dni, od 1 do 5 grudnia (proszę zwrócić uwagę, że dotychczasowe biografie ksieżnej von Pless mylnie umiejscawniają tą wizytę na listopad 1911 r.). Fakt, że przybył do Pszczyny z licznymi dostojnikami niemieckimi, wśród których nie zabrakło jawnych wrogów Anglii i orędowników zbrojnej konfrontacji, nie zbił jej z tropu. Już wcześniej, z Bagnolles, napisała do niego list z krytyką niefortunnego wysłania do Maroka kanonierki „Panther” i prośbą o złagodzenie politycznej burzy poprzez zwołanie konferencji, jaką przyrzekł w maju królowi brytyjskiemu, Jerzemu V. Teraz chciała go przekonać, że antygermańskie nastroje w Anglii nie są tak powszechne i głębokie, jak prezentują mu je jego doradcy – na tyle tchórzliwi, że nie stać ich na własne zdanie i dyskusję.
Po wyjeździe cesarza, zaprosiła do siebie barona von Stumma, pracownika Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gotowego – jak ona – zrobić wszystko, by doprowadzić zwaśnione rządy do obrad przy stole. Ten cel oraz „tłumacznie jednego kraju drugiemu” przyświecał jej kolejnemu wyjazdowi do Anglii. Dopieła go, pomimo ataku choroby, który przykuł ją do łóżka.
Radością i dumą napełnił ją fakt, że kajzer wyraził w końcu zgodę na dyplomatyczną wymianę opinii pomiędzy Berlinem a Londynem i że misję tą powierzono szanowanemu przez nią politykowi, Lordowi Haldane. Ucieszył ją również wynik tak oczekiwanej konferencji na temat wpływów niemieckich w Afryce, która pozostawiwszy Francji Maroko, przydzieliła Niemcom protektorat nad częścią Francuskiego Konga. Jak się okazało, było to za mało i za późno. Cesarstwo Niemieckie nie tylko nie zaprzestało zbrojeń, ale je zwiększyło otrzymawszy na to pozwolenie Reichstagu.
Rozmowy księżnej von Pless z cesarzem Wilhelmem II w Pszczynie w grudniu 1911 r. były początkiem jej niestrudzonej działalności antywojennej. Niestety nie zmieniły biegu rzeczy.

49784

Lord Richard Burdon Haldane (1856 – 1928). Jego pertraktacje z Niemcami w lutym 1912 r. uznane zostały początkowo za sukces, który jednak okazał się połowicznym.

Kiedy, w kwietniu 1917 r., Ameryka przystąpiła do działań wojennych, rząd USA zainteresował się majątkiem niemieckim ulokowanym w tamtejszych bankach. W listopadzie 1918 r. podjęto decyzję zarekwirowania mienia tych obywateli amerykańskich, którzy poprzez związek małżeński weszli w rodziny niemieckie lub austriackie. Na liście tych osób znalazła się także hrabina von Francken Sierstorpff. Zabrano jej olbrzymi fundusz powierniczy założony dla niej przez ojca, jak również obligacje wartości 3 600 dolarów, 21 457 dolarów w gotówce i polisę ubezpieczeniową na 10 000 dolarów.
Hrabia Johannes von Francken-Sierstorpff zmarł w 1917 r. Hrabina Maria przeżyła go o 12 lat.

Read Full Post »

Polowania są różne, bo zależą od rodzaju zwierzyny, terenu, pory roku i broni. Myśliwy może albo galopować za łupem, albo tropić go godzinami na nogach. Może także stać w miejscu i odstrzeliwać nagonione mu zwierzęta. Wybór jest szeroki i często zależy od nabytych wcześniej umiejętności i osobistej preferencji uczestnika.
Dla młodego Jana Henryka (Hansa) von Hochberg, preferencją tą był ekstremalny sport, w którym liczyło się tempo, powiązane z elementem niebezpieczeństwa. A że uwielbiał konie, stał się fanatycznym zwolennikiem brawurowej jazdy w takich konkurencjach jak powożenie dyliżansami (Four-in-Hand), albo wyścig po polach za sforą psów goniących lisa. Na szczęście, jego żona wiernie mu w tym towarzyszyła i, z godną podziwu śmiałością, uczyła się arkan sztuki myśliwskiej.

Fox_hunting_1900

Polowanie na lisa to szalona jazda z przeszkodami za sforą gończych psów. Ilustracja z The Illustrated Sporting and Dramatic News z listopada 1900r.

Fox-hunting (polowanie na lisa) było, szczególnie w Anglii, nie tylko sportową, ale również towarzysko elegancką rozrywką wyższych sfer. Członkostwo (płatne) w prestiżowych kółkach łowieckich, miało ten sam status co przynależność do wybranych klubów gentelmeńskich. Uczestnictwo w sezonie myśliwskim wiązało się z wynajęciem odpowiedniej rezydencji na prowincji, w której – po polowaniach – rozgrywały się bale, przyjęcia i spotkania, o tej samej wadze i renomie, jak podczas lata w Londynie.
„Jeśli naprawdę zależy Ci na galopie na koniu, jedź do Melton Mowbray, Market Harborough lub Rugby [w Leicestershire]“ – zachęcały ówczesne poradniki łowieckie. Hans musiał już tego pozytywnie doświadczyć, bo prawie corocznie od 1892 do 1901 roku zjeżdżał tam na początku sezonu i pozostawał do lutego.
To właśnie w Leicestershire, jego dorastający szwagier George doznał pierwszych emocji szalonego pędu na koniu po płaskim terenie, połączonego z szybowaniem nad przeszkodami. Emocjonowała się tym także Daisy, która, wręcz z sentymentem wspomina w pamiętniku jej pierwsze próby przeskakiwania wysokich drewnianych płotów i swój, na szczęście bezbolesny, początkowy upadek z wierzchowca.

Quorn_House_1887

Quorn House, który Plessowie wynajęli w sezonie łowieckim 1892/1893 i gdzie w lutym 1893 r. przyszła na świat ich córeczka. Foto z 1887 r. z kolekcji English Heritage NMR

Młodzi Plessowie znaleźli się w Leicestershire już pierwszej zimy po swoim ślubie. Był to przełom 1892/1893 r. Zamieszkali w wygodnym domu, Quorn House w Quordon, oddanym do ich użytku przez właściciela, Williama Farnham, który wyjechał z żoną w podróż dookoła świata. W rezydencji tej, uznanej dzisiaj za zabytek drugiego stopnia (Grade II), goście podziwiać mogli interesujący zegar wodny z 1631 r., wspaniałą bibliotekę z rzadką edycją biblii „Breeches“ z 1599 r. i znajdujący się w jadalni olbrzymi kominek z płaskorzeźbą Adama i Ewy.
Duże wtedy opady śniegu spowodowały, że Hans i jego towarzystwo poruszało się po okolicach, sprowadzonymi z Niemiec, saniami. Dla tubylców była to olbrzymia sensacja. Hans zabierał, ciężarną wtedy, żonę na przejażdżki, podczas których, niestety, nie mógł się czasami powstrzymać od niebezpiecznej jazdy zagrażającej życiu zarówno jej, jak i nienarodzonego dziecka. Daisy nie zapomniała mu tego do końca życia.
Księstwo Pless nabyło członkostwo i polowało z jednym z najstarszych kółek myśliwskich, Quorn Hunt, założonym w 1753 r. przez legendarnego Hugh Meynella, który prezesował temu stowarzyszeniu do swojej śmierci w 1800 r. Tak długi okres przewodnictwa, pozwolił mu na stworzenie i ustabilizowanie bardzo dobrej „infrastruktury“ kółka: wybornych i doskonale doglądanych terenów do polowań, jak również zaplecza w postaci stajni dla koni typu „hunter“ oraz hodowli i schroniska dla ogarów.
Pomyślny w swoim przebiegu i finale fox-hunting może się tylko odbyć w przyjaznej współpracy lokalnego kółka myśliwskiego z miejscową ludnością. Bez jej pomocy i całorocznego zaangażowania w utrzymaniu koni, psów i pól łowieckich, impreza ta byłaby niemożliwa. To uzależnienie, połączone z obopólną głęboką miłością i szacunkiem do natury i sportu, sprawiało że polujący przyjezdni szczerze zżywali się z lokalną społecznością i, w czasie swojego pobytu, uczestniczyli czynnie w jej życiu.
Jedną z form „integracyjnych“ był coroczny regionalny Bal Myśliwski.
Nic więc dziwnego, że, choć w bardzo już zaawansowanej ciąży, księżna Daisy von Pless pojawiła się 1 stycznia 1893 r. na tańcach w wiejskiej świetlicy, Quorn Village Hall. Towarzyszył jej małżonek, Jan Henryk, oraz rodzice, pułkownik William i pani Cornwallis-West. Młodsza siostra, Shelagh, też była obecna.
Jak donosiła gazeta, Loughborough Herald, przybyło ponad osiemdziesiąt osób. Kapitan Warner, ówczesny współprezes Quorn Hunt, był oczywiście gospodarzem balu. Sala została udekorowana z wielkim smakiem, muzykę zapewniła orkiestra pana Addisona, a chwalony przez wszystkich catering pan Sault z pobliskiego hotelu pod Białym Koniem.
Daisy urodziła córeczkę 25 lutego 1893 r. Niestety dziecko zmarło po dwóch tygodniach. Obecny przy tej tragedii ojciec księżnej, Poppets, zajął się smutnymi formalnościami. Po więcej szczegółów dotyczących tej tragedii, odsyłam Państwa do świetnego opracowania pani Bronisławy Jeske-Cybulskiej (http://daisyofpless.wordpress.com/2012/07/14/bezimienna-corka-daisy-i-hansa-of-pless/)
Pomimo, wydawałoby się, złych wspomnień, Plessowie powrócili na fox-hunting do Leicestershire następnej zimy. Zatrzymali się wówczas w Baggrave Hall i, od 27 grudnia 1894 r., polowali ponownie z Quorn Hunt, kóremu od tego roku przewodniczył Hugh Lowther, 5. hrabia Lonsdale – słynny poszukiwacz przygód, eksplorator Arktyki, zapalony myśliwy i „największy angielski sportsman“ i działacz sportowy tamtych czasów.

Lonsdale_Churchill_manewry_IWMHugh Lowther, 5th Earl of Lonsdale

Hugh Lowther, 5. hrabia Lonsdale, prezes Quorn Hunt od 1893 do 1898. Po lewej: Winston Churchill i hrabia Lonsdale (z cygarem) na manewrach na Śląsku w 1906 r. Foto: Imperial War Museum, London.

Zapoczątkowana wtedy między nimi przyjaźń, prztrwała wiele lat. Hrabia Lonsdale, którego fortuna, jak Hansa, opierała się na kopalniach węgla, dwukrotnie, w 1895 i w 1902 r., podejmował u siebie cesarza Wilhelma II. Przyjeżdżał też często na Śląsk, zapraszany przez kajsera na manewry, lub prywatnie przez księstwo von Pless na wizyty do Książa.
Pomiędzy polowaniami, poproszona przez mieszkańców z sąsiedniego Husbands Bosworth, księżna Daisy uroczyście otworzyła kiermasz zbierający fundusz na budowę świetlicy ku pamięci lokalnego dobroczyńcy, Sir Francisa Turville.

HB_village_hall

Wiejska świetlica w Husbands Bosworth w Leicestershire, do budowy której przyczyniła się księżna von Pless.

W połowie stycznia, wyprawy na lisy zostały przerwane z powodu zbytnio zmrożonego gruntu. Dało to wszystkim więcej czasu na rozrywkę. W lutym, Hans, Daisy i Shelagh wyskoczyli na bal kostiumowy, Ball Poudré, do zamku Warwick. Potem sami wydali bal, który, obecna na nim lady Angela Forbes, opisała jako „znakomity“! Nie powstrzymała się jednak od krytyki gospodyni, którą oskarżyła o niedbałość w aranżacji transportu dla gości.
Najważniejszą jednak imprezą tego miesiąca był bal myśliwski w Melton Mowbray, zorganizowany dla bractwa łowieckiego zgrupowanego wtedy w Leicestershire. Początkowo lokalny, Melton Hunt Ball, stał się z czasem bardzo popularnym corocznym wydarzeniem, na które ludzie zjeżdżali specjalnie ze wszystkich zakątków królestwa. Odbywał się zawsze w sali regionalnej giełdy zbożowej.
W lutym 1895 r., dekoracja tej sali cudownie podkreślała nastrój: z sufitu zwisały wiklinowe kosze wypełnione trawą pampasową, mchem i paprociami, a ściany zdobiły głowy lisów, baranów i jeleni z rogami, umieszczone pomiędzy półkolistymi kandelabrami z brązu. Większość gentlemenów wystąpiła w obowiązkowych czerwonych tunikach, a panie w eleganckich sukniach wieczorowych. Według relacji gazety The Melton Mowbray Times „prześliczna księżna Henrykowa von Pless była przez wszystkich podziwiana; jej majestatyczna figura podkreślona doskonale kostiumem z czarnej satyny, górna część którego wykończona była srebrem, a spódnica wysadzana srebrnymi motylami. (…) Jej siostra, panna [Shelagh] Cornwallis-West wyglądała bardzo przystojnie we wspaniałej sukni z kremowej brokatowej satyny, obrębionej szyfonem.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Z powodu wyprawy do Indii, Plessowie nie mogli uczestniczyć w kolejnym sezonie polowań na lisy. W 1897 r., ich przedłużony latem pobyt w Anglii podczas diamentowego jubileuszu królowej Wiktorii sprawił, że pozostałą część roku spędzić musieli w Niemczech. W Leicestershire zjawili się ponownie zimą 1898/1899 r.
Obecność księżnej Daisy na tradycyjnym balu myśliwskim w Melton Mowbray w lutym 1899 wzbudziła znowu sensację. Tym razem zjawiła się „w sukni z błyszczącej złotej tkaniny, oprószonej purpurą, stanik której zdobiły sznury z diamentów, a wielki diamentowy ornament świecił się w jej włosach.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

66c_vf_kirby_gate_dp_2573_c

Daisy_Kirby_Gate

Spotkanie Quorn Hunt na padoku przed Kirby Gate, Leicestershire w listopadzie 1901 r. Rysunek Cuthberta Bradleya opublikowany w Vanity Fair. Uczestnicy spotkania opisani zostali na marginesie rysunku. Poniżej zbliżenie do księżnej Daisy von Pless.

Ciąża z Hanselem zatrzymała ją w 1900 r. w Niemczech. Jesienią 1901 r., podczas wizyty u rodziców w Newlands, wyskoczyła jednak z Shelagh na tradycyjne otwarcie sezonu łowieckiego Quorn Hunt na padoku przed rezydencją Kirby Gate.
Do tej pory odbywa się ono zawsze w pierwszy poniedziałek listopada, podkreślając symboliczną datę, od której młode lisy zaczynają być uznawane za dorosłą zwierzynę.
Był to ostatni, znany mi, fox-hunting w Leicestershire, w którym księżna Daisy wzieła udział. Od 1902 r. w kalendarzu zimowym Plessów, brawurowe polowania na lisy zastąpione zostały statecznym strzelaniem do ptactwa podczas ich pobytów u księstwa Devonshire. Zmienił się ich styl życia, które od tej pory prowadzić będą w w zamkniętym, eksluzywnym kręgu wybranych przyjaciół. Od czasu do czasu tylko, Daisy z sentymentu, pojedzie na bal do Melton Mowbray lub w odwiedziny do swojego szwagra Fritza, który, zarażony bakcylem fox-hunting kupił sobie w niedalekim Lubenham koło Market Harborough dworek myśliwski.

Read Full Post »

Sezon 1905 r. nie zaczął się dobrze dla księżnej Konstancji (Shelagh) Westminster.  W nocy 30 maja, po powrocie z przyjęcia, zdjęła kosztowną biżuterię i zostawiła ją na stoliku w swoim buduarze. Służąca nie przeniosła jej do sejfu. Następnego ranka już jej tam nie było.

Wartość skradzionych klejnotów oszacowano na sześć tysięcy funtów. Najcenniejszym z nich był naszyjnik z 99 pereł, idealnie dobranych pod względem koloru i kształtu, na dwóch sznurach spiętych diamentową sprzączką.

Siostra nie mogła jej pocieszyć. Po krótkim pobycie w Newlands na Święta Wielkanocne, wyjechała z powrotem do Niemiec. Wcześniej była na południu Francji odwiedzić swoich przyjaciół, wielkiego księcia rosyjskiego Michała Michajłowicza i jego żonę, hrabinę de Torby. Jak zwykle zatrzymała się w ich willi Kasbeck w Cannes. Spotkała tam resztę rodzeństwa Michała. „Jestem entourée wielkimi księciami i księżnymi Rosji“ – zapisała, „ale interesują mnie, szczegółnie że rozgrywa się teraz ta okropna wojna…“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

W lutym 1904 r., po zerwaniu rozmów na temat wpływów w Koreii i Mandżurii, Japonia zaatakowała rosyjską bazę w Port Arthur, niszcząc i unieruchamiając jej marynarkę na dalekim wschodzie. Zacięte bitwy na lądzie kończyły się jedna za drugą miażdżącymi klęskami wojsk rosyjskich. W styczniu 1905 r. poddał się oblężony Port Arthur. Wiosną 1905 r. przegrana Rosji była niemalże dokonanym faktem. Będąc świadkiem arogancji i pychy członków rodziny Romanowów na wakacjach w Cannes, Daisy lepiej zrozumiała „dlaczego i jak Japończycy pokonują ich na każdym kroku.“ Spektakularne zwycięstwo admirała Togo nad posłaną do boju rosyjską flotą bałtycką w Cieślinie Czuszimskiej 28 maja 1905 r., zmusiło wreszcie cara do podjęcia negocjacji pokojowych.

W niedalekiej willi Vendôme w Cannes mieszkała siostra Michała, wielka księżna Anastasia Mecklenburg-Schwerin. Zapraszana na obiady, księżna von Pless spotkała tam jej „śliczną i czarującą“ córkę Cecylię, zaręczoną od niedawna z Wilhelmem, najstarszym synem kaisera – tym samym, który jako zadurzony młodzieniec kradł Daisy chusteczki podczas pobytów w Książu. W niecały miesiąc potem pojechała do Berlina na ich ślub.

Księżniczka Cecylia Mecklenburg-Schwerin (1886-1954) poślubiła cesarzewica Wilhelma Pruskiego w czerwcu 1905 r.

Ceremonie rozpoczął uroczysty wjazd księżniczki Cecylii do Berlina 4 czerwca 1905 r. Tłumy mieszkańców witały radośnie przyszłą żonę następcy tronu i licznie przybyłych gości. Wśród nich wyróżniał się entourage księcia Takehito Arisugawy, reprezentanta cesarza Japonii – nowo narodzonej potęgi światowej!

Dyplomatycznie, jego wizyta była kontrowersyjna. Wysłany bowiem został do kraju, którego władca ukuł i rozpowszechnił dziesięć lat temu slogan „Żółtej Zarazy“ („Yellow Peril“), a jego syn żenił się z córką kuzynki pobitego właśnie cara. Ale kajzer, pełen podziwu dla militarnych sukcesów Japonii, przyjął go godnie i, jak to było w jego zwyczaju, udekorował go od razu orderem Czarnego Orła.

Szkic kajzera Willhelma II z 1895 r. przedstawiający personifikacje krajów Europy prowadzonych przez archanioła Michała do boju z „Żółtą Zarazą“ symbolizowaną przez Buddę.

Księżna von Pless zauważyła jednak, że z powodu jego obecności nie było na poweselnym bankiecie przedstawiciela cara, wielkiego księcia Vladimira. Sama Daisy odniosła kolejny sukces towarzyski.  Ubrana w białą suknię iskrzącą się złotymi cekinami i dworski tren z niebieskiej gazy, w turkusowej biżuterii i koronie, wywołała sensację. Gazety niemieckie okrzyknęły ją i księżnę Aostę „najpiękniejszymi z pięknych.“.

W międzyczasie, angielska policja aresztowała złodzieja i odnalazła skradzione klejnoty Shelagh, zakopane na polu niedaleko Cambridge. Przestępcą okazał się były strażnik nocny Grosvenorów, niejaki Chapman. Księżna Westminstru mogła odetchnąć z ulgą i włączyć się ponownie w wir Sezonu. W tym samym celu wróciła do Anglii jej siostra Daisy.

Tego roku dodatkową atrakcją Londynu była wizyta japońskiej pary ksiażęcej, powiązana z wodowaniem pancernika „Katori” w stoczni Barrow-in-Furness. Był to już drugi okręt wojenny budowany przez Anglików dla Japońskiej Marynarki Cesarskiej. Pierwszy, „Kashima”, oddany został w marcu 1905 r.

W przeciwieństwie do Niemiec, książę Arisugawa stąpał tu po ubitym i przyjaznym gruncie. Wielka Brytania bowiem, od 1902 r., była z Japonią w sojuszu i ostatnie zwycięstwa tego kraju nad imperialistyczną Rosją były bardzo optymistycznie postrzegane w świetle angielskich interesów w Chinach. Parze książęcej więc, zgotowano serdeczne przyjęcie.

Japoński książę Takehito Arisugawa odwiedził Anglię w 1897 i 1905 r.

Książę Takehito Arisugawa (1862 – 1913) znał i lubił Anglię. Jako młody mężczyna służył w randze podchorążego na statku „Iron Duke“, dowodzonego przez admirała Coote. Potem studiował w prestiżowej Królewskiej Akademii Morskiej w Greenwich.  W czasie wojny japońsko-chińskiej wykazał duże kompetencje na pokładzie krążownika „Matsushima“, ale został z niego odwołany do Tokyo z powodu choroby brata. Po wojnie został admirałem i dyrektorem szkoły morskiej w Yokosuka, która pod jego egidą zdobyła sobie uznanie jako „Japoński Portsmouth“, przyczyniając się wielce do rozwoju marynarki Japonii.

W 1897 r. reprezentował swój kraj na Diamentowym Jubileuszu królowej Wiktorii. Tym razem przybył do Londynu nieoficyjalnie. Król Edward VII, usłyszawszy że zamierza zatrzymać się w hotelu, oddał mu do dyspozycji York House w pałacu Św. Jakuba, jak również swoje powozy do transportu. Spotkał się z nim w dniu przyjazdu, rozkazał nadanie mu Orderu Łaźni, wydał na jego cześć obiad, a pod koniec wyprawił dworski bal w pałacu Buckingham. To ostatnie wydarzenie opisała księżna von Pless w pierwszym wydaniu swoich pamiętników, choć błednie umieściła je pod lipcową datą 1906 r.

Resztę czasu wypełniły mu liczne spotkania z brytyjską admiralicją oraz uczestnictwo w spotkaniach propagujących jego ojczyznę. Wziął udzial w Garden Party zorganizowanej dla 2000 osób przez Towarzystwo Japońskie w londyńskim ogrodzie botanicznym, otworzył wystawę japońskiej broni, pokazał się na bankiecie o tematyce japońskiej w restauracji hotelu Savoy oraz na wystawnym lunchu w japońskiej ambasadzie.

Podczas pobytu w Londynie książę Arisugawa wziął udział w japońskiej Garden Party i japońskim bankiecie w hotelu Savoy. Ilustracje opublikowane w lipcu 1905 r. w Illustrated London News

Doceniając wagę i znaczenie jego wizyty, dygnitarze państwowi i angielscy arystokraci przyłączyli się również do jej uświetnienia. Burmistrz Londynu zaprosił go na lunch do swojej siedziby w Mansion House, premier Balfour do Downing Street na „full-dress“ obiad z okazji urodzin króla, a księstwo Westminster na bal do Grosvenor House.

Król Edward VII aprobując incjatywę Westminsterów wykazał duże zaufanie w umiejętności młodziutkiej Shelagh jako gospodyni wielkiego wydarzenia. Ówczesna prasa była bardziej sceptyczna. W sondażu brytyjskich hostess, przeprowadzonym przez czasopismo Madame na początku Sezonu 1905 r., napisano o niej: „Przystojna młoda księżna Westminster, oprócz kilku dużych obiadów i jednego balu dla pary królewskiej wydanego w Grosvenor House dwa sezony temu, nie zrobiła jeszcze wiele na scenie towarzyskiej Londynu. Oczywiście, w swojej wiejskiej rezydencji w Eaton Hall, przyjmuje masę ludzi jesienią i zimą, ale są to przede wszystkim zloty rodzinne na Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok lub gościny książęcych polowań…“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy) Dla podkreślenia tej opinii, artykuł zilustrowano fotografią, na której Shelagh wygląda bardziej jak prowincjonalna gąska, niż promieniująca glamorem żona jednego z najbogatszych arystokratów Anglii.

Konstancja księżna Westminsteru z córeczką Urszulą. Photo Speight’a ilustrujące opinię Madame o jej statusie w życiu towarzyskim Londynu

Księźna Konstancja Westminster zaskoczyła wszystkich. Jej bal wieczorem 29 czerwca 1905 r. okrzyknięto „królewskim w pełnym tego słowa znaczeniu“ („most emphatically Royal“)! Oprócz króla Edwarda VII i królowej Aleksandry, zaproszenie przyjęli: książę i księżna Connaught razem z córką Patrycją i synem Arturem, książę i księżna Christian Schleswig-Holstein z księżniczkami Louisą i Wiktorią, księżna Henrykowa Battenberg z księżniczką Wiktorią Eugenią Battenberg i ksieżną Beatrice of Saxe-Coburg, księżna Louisa Argyll i książę Argyll, książę Aleksander Teck oraz, oczywiście, książę i księźna Arisugawa z Japonii razem ze swoim dworem, jak równieź japońska księżna Ichigo i jej córka księżniczka de Tenno. Towarzyszyli im japońscy, włoscy, francuscy, niemieccy, hiszpańscy i amerykańscy amasadorowie oraz najważniejsi członkowie angielskiej arystokracji.

Tańczono w komnacie Rubensa do muzyki wiedeńskiego zespołu Gottlieba, a kolację podano w olbrzymim namiocie w ogrodzie, który połączony został z jadalnią pasażami ozdobionymi pogodnymi draperiami i kwiatami.

Konstancja księżna Westminsteru w swojej diamentowej koronie w roli wschodzącej hostessy Sezonu. Foto: Lallie Charles

Shelagh triumfowała, wiedząc że właśnie zapewniła sobie miejsce w panteonie socjety Londynu. Obecna na balu siostra była tego świadkiem. Zaskakująco, lubująca się w cytowaniu wykazów dystyngowanych ludzi. z którymi przyszło się jej spotkać, Daisy poświęciła w swoim pamiętniku tylko jedno zdanie temu wydarzeniu: „Bal Shelagh w Grosvenor House dla króla i królowej był wielkim sukcesem.“

Wydaje się, że siostry nie były wtedy w najlepszych stosunkach. Daisy ledwie wspomina Shelagh w swoich zapiskach na 1905 r. Nie ma w nich ani jednego słowa o szokującej kradzieży klejnotów! Dopiero w pażdzierniku, relacjonując przyjazd rodziny do Książa, z wyczuwalną radością obwieściła: „mała Shelagh jest znowu sobą…“

Co działo się w międzyczasie, zaniepokoiło nawet brata Georga.

Ale o tym w następnym wpisie.

Read Full Post »

Ten blog nie będzie o zębach Jana Henryka XV, księcia von Pless, aczkolwiek przedstawiony poniżej materiał rzeczywiście pochodzi z książki napisanej przez jego dentystę, dr Arthura N. Davisa – amerykańskiego lekarza stomatologa, który miał w przedwojennym Berlinie bardzo dobrze prosperującą praktykę. Zatytuowana „The Kaiser I Knew: My Fourteen Years with the Kaiser“ („Kajser którego znałem: Moje 14 lat z Kajserem“), książka ukazała się w Londynie w 1918r.

Dr. Arthur N. Davis prowadził praktykę dentystyczną w Berlnie. Foto: Library of Congress, Washington

Pacjentami doktora był Wilhelm II, jego rodzina, wielu wybitnych dostojników państwowych, niemieccy arystokraci i, od 1909 r., księżna Daisy.  Wkrótce po jej wizycie, do gabinetu przyszedł również jej mąż: „wysoki, jasnowłosy, barczysty mężczyzna, w wieku około czterdziestu ośmiu lat, o wyglądzie bardziej Anglika niż Niemca, ze zwisającymi nieco wąsami, wyraźnie różniącymi się od wąsów innych niemieckich arystokratów, którzy – małpując cesarza – zakręcali w górę ich końce.“

„Książę wyglądał w każdym calu na sportowca, w czym dodatkowo różnił się bardzo od typowego niemieckiego szlachcica, [chociaż] już na stałe kulał po tym jak koń zrzucił go podczas polowania“ – opowiada Davis, dodając… „w swoim zachowaniu i rozmowach, był on najbardziej demokratycznym Niemcem, jakiego kiedykolwiek znałem. W latach jakie nastąpiły [po tej pierwszej wizycie], kiedy przychodził regularnie na leczenie, nigdy nie krępowałem się w przekazywaniu swoich poglądów, ani w odpowiedziach na kwestie poruszane przez księcia, który – ze swojej strony – nigdy nie miał mi tego za złe.“

Elegancka poczekalnia w gabinecie dr. Davisa.

Jako Amerykanin, Arthur Davis nie musiał opuścić Niemiec po wybuchu wojny. Kontynuował swoją działalność i … słuchał. Wilhelm II wciąż leczył u niego zęby, kończąc każdą wizytę konwersacją o polityce, a trwać to mogło od trzydziestu minut do nawet półtora godziny! Podobny zwyczaj miał Hans Pless.

Dr Davis szybko się zorientował, że książę Jan Henry XV był dokładnym echem cesarza, a ton jego uwag zdradzał – do czasu – ochocze nastroje głównej kwatery.

Cesarz Wilhelm II i książę Jan Henryk von Pless byli pacjentami dr. Davisa

Już pierwsze „wojenne“ wyznanie księcia, kiedy w pełni umundurowany zjawił się w gabinecie 5 sierpnia 1914 r., zwiastowało jego nieuleczalny optymizm i brak jakiejkolwiek trzeźwości politycznej: „ Wojna światowa się zaczęła! (…) Jeszcze dzisiaj dowie się Pan, że przystępuje do niej Anglia (…), co nam odpowiada [bo] chcemy i musimy wiedzieć jakie jest jej stanowisko.“

Na pytanie, czy nie obawia się brytyjskiej blokady, odpowiedział: „Nie będzie to takie łatwe. Wśród tylu cieślin i wysp, nasze łodzie zawsze się przesmykną. Poza tym, działania zakończą się zanim Anglia zrobi coś na ten temat, a nasze wielkie zapasy wszystkiego wystarczą nam na długo. (…) Zapewniam Pana, że koniec wojny nastąpi przed Bożym Narodzeniem.“

Zagadnięty o poparcie narodu, wykrzyknął: „Co do joty! Nawet socjaliści się przyłączyli. (…) Żeby dać Panu przykład, to właśnie przed chwilą, gdy wchodziłem to tego budynku, żona portiera poprosiła mnie bym zaciągnął do wojska jej nieletniego syna, i to zrobiłem – na progu Pańskiego domu! Czyż nie jest to godne podziwu, jak chętnie niemieckie matki gotowe są poświęcić swoich synów?“

Tuż przed Bożym Narodzeniem 1914 r., dr Davis przypomniał księciu jego obietnicę pokoju, a on go zapewnił:  „Nie to Boże Narodzenie, ale następne napewno.“

Spytany o to samo rok później, odpowiedział ze śmiechem: „Nie wiem, czy to piekło kiedykolwiek się skończy!“ Po pewnym czasie jednak, na wizycie 2 lutego 1917 r., perorował ze starym entuzjazmem: „Zaczęliśmy nasz totalny atak podwodny i w ciągu trzech miesięcy Anglia padnie na kolana. (…) Zmiażdżymy ją i zmusimy do przekazania nam jej statków. Ameryka nie będzie taka głupia, żeby (…) wejść w wojnę w obronie Francji i Rosji, [wiedząc] że posiadając naszą i angielską flotę możemy [łatwo] zaatakować Nowy Jork!“

Po tym jak pierwsza pokojowa nota została odrzucona przez aliantów, książę Pless oświadczył: „Wiedzieliśmy, że ją odrzucą. Chcieliśmy, żeby ją odrzucili (…). I tak osiągnęliśmy co zamierzaliśmy, bo teraz Anglia i Francja muszą się tłumaczyć swoim obywatelom, dlaczego nie podjęte zostały negocjacje gdy Niemcy je zaproponowały. (…) Być może podzieli to siły alianckie“ – dodał. „Poza tym Rosja, gdzie wkrótce wybuchnie rewolucja, odpadnie z działań, a my będziemy w stanie przerzucić wszystkie siły na front zachodni i zgnieść wroga doszczętnie.“

Kiedy 6 kwietnia 1917 r. Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę Niemcom, Jan Henryk przyznał się do pomyłki w swoich wcześniejszych prognozach, ale natychmiast przedstawił nowy scenariusz: „Ameryka nie będzie walczyła (…) w Europie, może ewentualnie w Japonii (…). Nie ma przecież [na tyle] łodzi do transportu żołnierzy, a statków nie zbuduje się w ciągu jednej nocy.“

W rozmowie z dr. Davisem, cesarz William II miał za złe Stanom Zjednoczonym, że dają aliantom amunicję i pożyczają im pieniądze, twierdząc, że Niemcy nic podobnego nie oferowały swoim sprzymierzeńcom. Ksiąciu Pless jednak wypsknęło się coś wręcz odwrotnego: „Oczywiście, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat dostarczyliśmy więcej broni walczącym [po naszej stronie] krajom niż cały arsenał naszych wrogów.“

Arthur Davis zamknął praktykę w Berlinie i wrócił do ojczyzny 22 stycznia 1918 r., przerywając tym samym kontakt ze swoimi pacjentami i tracąc możliwość wysłuchania ich sądów na temat zbliżającej się klęski Niemiec.

Niewątpliwie na decyzję repatriacji miał wpływ wrogi stosunek Niemców wobec obywateli krajów alianckich, w tym także wobec księżnej Daisy von Pless, co dr Davis również opisał w swojej książce:

„O księżnej mówiło się, że jest szpiegiem i że została aresztowana. Na poparcie tego faktu wskazywano na jej nieobecność w pałacach Plessów. Prawdą natomiast jest, że pracowała wtedy w szpitalach jako siostra Czerwonego Krzyża. (…) Później puszczono plotkę, że sam książę złapał ją z sekretnymi documentami i zamordował własnymi rękami!!“ (tłumaczenia © Barbara Borkowy)

Siostra Czerwonego Krzyża, księżna Daisy von Pless, wśród rannych żołnierzy niemieckich

Ze wspomnień księżnej i ich późniejszych opracowań, wiemy o wiele więcej o jej prześladowaniach. Ale wdzięczni możemy być dr Davisowi za przekazanie nam swojego wrażenia na temat Hansa, które powiewa ciepłem i szczerą sympatią. Pomimo zadufania i oracji na granicy fanfaronady, Jan Henryk XV zdobył sobie u niego szacunek za umiejętność przyznawanie się do błędnych kalkulacji oraz respekt za patriotyzm daleki od fanatyzmu. „Zawsze lubiłem Anglię…“ – powtarzał.

Na początku wojny nie tylko książę żywił połowiczną nadzieję na szybki koniec konfliktu. W Wielkiej Brytanii również powszechne było przekonanie, że wojna zakończy się po paru miesiącach i tylko generał Kitchener przepowiadał co najmniej trzyletnią walkę.

Jak sama księżna posumowała kiedyś swojego męża: „On nie jest wcale głupi, choć myśli że jest mądrzejszy od innych, lecz w konwersacji ma [niestety] tendencję wychodzenia z nowymi i absolutnie niepojętymi ideami.“

Read Full Post »