Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Berlin’

Poznali się w 1896 r. na jesiennym polowaniu u hrabiostwa Strenberg w Častolovicach. Zrobił na niej wrażenie wstydliwego mężczyzny z rezerwą. Jak wielu przed nim, zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia i cierpliwie, z godnością, czekał na odwzajemnienie swych uczuć. Parę lat jej zajęło, by uwierzyć w ich głębię i przyznać się przed samą sobą, że nie jest jej obojętnym. Mąż nigdy nie obdarzył jej taką miłością, wyrozumiałością i kurtuazją.

Choć atrakcja fizyczna była obustronna, księżna nie odważyła się jej poddać. Wolała ich związek w platonicznej formie, co z czasem przekształciło się w dozgonną przyjaźń. Po latach, opisała ją w trzecim tomie swoich pamiętników jako „A Perfect Friendship”, ale pomimo długich cytatów z jego listów i przekazania kilku faktów z jego późniejszego życia, nie odkryła przed światem tożsamości ukochanego.

Ich bogata korespondencja, w której konspiracyjnie zwracali się do siebie jako „Max”l i „Rattie”, świadczy jak często Daisy przypominała mu, żeby nie marnował na nią swego czasu, ale on tego uparcie nie słuchał. W tej frustrującej dla obojga relacji, w której nienasycona namiętność kotłowała się z rozsądkiem, przyszło im żyć do 1907 r. – kiedy to „Maxl”, uległ wreszcie presji pokierowania swoim życiem według ustalonego szablonu małżeństwa i prokreacji.

Kim był „Maxl” nie jest już dzisiaj tajemnicą i wiedząc, że był nim książę Gottfried von Hohenlohe-Schillingsfürst, umiejscowić go możemy w wielu wydarzeniach towarzyskich w Książu, Pszczynie i Wiedniu, opisanych przez księżną von Pless. Co więcej, grzebiąc w dziejach rodziny Gottfrieda, możemy się nawet pokusić na próbę zrozumienia jego romantycznej postawy wobec Daisy. Osobiście myślę, że naśladował w tej postawie przykład swojej babci, księżnej Karoliny Sayn-Wittgenstein (z domu Iwanowskiej), która przez czterdzieści lat żyła w platonicznym związku z wybrankiem jej serca, kompozytorem i pianistą, Ferencem Lisztem.

Szczegóły ciekawego, bo politycznie zaangażowanego, życia Gottfrieda nie są jednak powszechnie znane.

Hohenlohe_portrait_child

Trzyletni Gottfried Hohenlohe-Schillingsfürst na portrecie Hansa Makarta, namalowanym w 1870 r.

Książę był czwartym z pięciu synów księcia Konstantyna zu Hohenlohe-Schillingsfürst i jego żony księżniczki Marie zu Sayn-Wittgenstein. Urodził się 8 listopada 1867 r., a więc był starszy od księżnej Daisy o pięć lat.

Pochodził ze starej arystokratycznej rodziny niemieckiej, sięgającej korzeniami XII wieku. Z czasem ród Hohenlohe podzielił się na kilka linii, z których tylko jedna, utworzona w 1551 r., linia Hohenlohe-Waldenburg pozostała przy wierze katolickiej. Jednym z czterech odgałęzień linii Hohenlohe-Waldenburg była rodzina Hohenlohe-Schillingsfürst z siedzibą na zamku Schillingsfürst w Bawarii. W 1834 r. Hohenlohowie-Schillingsfürst weszli również w posiadanie ksiąstewek Ratibor (Racibórz – Górny Śląsk) i Corvey (Westfalia).

Hhenlohe_Schillingsfurst_herb

Herb rodziny Hohenlohe-Schillingsfürst

Dziadek Gottfrieda, Franz Joseph 5. książę zu Hohenlohe-Schillingsfürst poślubił księżniczkę Konstancję zu Hohenlohe-Langenburg, szwagierkę księżnej Feodory – przyrodniej siostry królowej Wiktorii.  Konstanty, ojciec Gottfrieda, był ósmym z ich dziewięciorga dzieci i jedynym, który osiadł i zrobił karierę w Austrii, najpierw w armii, a potem na dworze cesarskim. Jako ochmistrz (Obersthofmeister), całkowicie zmienił i unowocześnił dwór habsburski i przez następnych 30 lat pilnował efektywności swoich reform. Był tak oddanym i zaufanym dworzaninem, że to właśnie jemu cesarz Franciszek Józef I powierzył zwierzchnictwo zarówno nad olbrzymią przebudową Wiednia, jak i później nad przygotowaniem wiedeńskiego Prateru do Wystawy Światowej w 1873 r.

Palais_Dobner-Dobenau_Theresianumgasse_33_DSC_9203w

Pałac Dobner-Dobenau we Wiedniu, gdzie Gottried przyszedł na świat i gdzie się wychował

Gottfried przyszedł na świat, mniej więcej w środku tych gorączkowych prac, w wiedeńskim pałacu Dobner-Dobenau, rodzinnej rezydencji od 1861 r. Tam też spędził swoje dzieciństwo i młodość. W 1887 r., po ukończeniu prestiżowego gimnazjum Schotten we Wiedniu, wstąpił do 9 oddziału austriackich huzarów, gdzie w 1889 r. awansował do stopnia porucznika. W 1893 studiował na Akademii Wojennej (Kriegsakademie) i dwa lata później został przeniesiony do sztabu generalnego. W 1902 r, już jako kapitan, objął stanowisko attaché wojskowego przy ambasadzie austro-węgierskiej w Petersburgu. Doświadczenie, jakie zdobył podczas kolejnych pięciu lat pracy w rewolucjonizującej Rosji, w połączeniu z rodzinnymi kontaktami na arenie politycznej sprawiły, że w 1907 r. zdecydował się na przejście do służby dyplomatycznej. W Niemczech, takim kontaktem do 1901 r. był niewątpliwie starszy brat ojca, wujek Chlodwig – od 1845 r. głowa rodu Hohenlohe-Schillingsfürst.

Chlodwig_zu_Hohenlohe-Schillingsfürst

Wujek Gottfrieda, Chlodwig Carl Victor, 7. książę zu Hohenlohe-Schillingsfürst, książę Ratibor und Corvey (1819-1901), kanclerz Niemiec w latach 1894 – 1901

Chlodwig Carl Victor, 7. książę zu Hohenlohe-Schillingsfürst, książę Ratibor und Corvey rozpoczął swoją działalność polityczną w rodzinnej Bawarii, gdzie w 1866 r. został powołany na stanowisko ministra spraw zagranicznych i premiera. Liberał z przekonania, Chlodwig stał się gorącym zwolennikiem zjednoczenia Niemiec pod przewodnictwem Prus, aczkolwiek był wrogiem „prusyfikacji” przyszłego cesarstwa. Krytyka bawarskich patriotów zmusiła go do rezygnacji w 1870 r., ale już w następnym roku został wybrany na członka i wice-prezydenta niemieckiego Reichstagu. Od 1873 do 1880 był niemieckim ambasadorem we Francji, a następnie gubernatorem Alzacji i Lotaryngii. W 1894, cesarz Wilhelm II uczynił go kanclerzem Niemiec. Funkcję tą pełnił do 1900 r.

Drugi wujek Gottfrieda, Victor Adolf książę zu Hohenlohen-Schillingsfürstbył kardynałem i spędził wiele lat w Rzymie. Choć umarł w 1896 r., zanim Gottfried zdecydował się na służbę dyplomatyczną, przeprowadził niewątpliwie wiele rozmów z bratankiem o sytuacji we Włoszech.

Konrad_Hohenlohe_Sch

Brat Gottfrieda, Konrad Hohenlohe-Schillingsfürst (1863-1918), austro-węgierski polityk i mąż stanu

Z kolei własny starszy brat Gottfrieda, Konrad, był czynnie zaangażowany w politykę cesarstwa austro-węgierskiego na jego północnych i zachodnich obszarach, tzw. Przedlitawii (Cisleithanii), pracując na wysokich administracyjnych stanowiskach w Pradze, Teplicach i Trieście. Sympatie Konrada dla problemów klasy robotniczej zdobyły mu przezwisko „Czerwonego Księcia”. Za sprawą arcyksięcia Franciszka Ferdynanda został, 2-go maja 1906 r., premierem Austrii, ale po miesiącu zrezygnował. Podczas wojny, po śmierci cesarza Franciszka Józefa I, stał się konfidentem i doradcą młodego cesarza Karola I, który nota bene był szwagrem córki Konrada, Franciszki. Od 1917 r. naciskał Karola I na zakończenie wojny i uratowanie cesarstwa poprzez przekształcenie go w federację czterech stanów: Austrię, Węgry, Polską Galicję i Bałkańską Illyrię. Po wojnie, dzierżył przez parę pierwszych miesięcy niełatwą tekę ministra spraw wewnętrznych.

Maria Henriette, Erzherzogin von Österreich

Maria Henrietta (1883-1956), trzecia z ośmiu córek Friedricha, arcyksięcia Austrii i księcia cieszyńskiego

Ambitnym planom zawodowym Gottfrieda towarzyszyły plany matrymonialne. Od 1906 r., zbliżając się do czterdziestki, zaczął rozglądać się za żoną. Jego wybór, podyktowany w dużej mierze korzyściami finansowymi, padł w końcu na jedną z ośmiu córek arcyksięcia Fryderyka Habsburga, księcia cieszyńskiego – Marię Henriettę (1883 – 1956). Oprócz wniesienia w małżeństwo pokaźnego wiana, Maria Henrietta miała zagwarantowaną sumę 25 000 guldenów rocznie z cesarskiej kiesy.

Starszą siostrą Marii Henrietty była bliska przyjaciółka księżnej von Pless, Maria Krystyna („Christa”) Salm-Salm. Jednakże to nie Daisy była swatką tego związku. Stała za nim kolejna siostra Marii Henrietty, Maria Anna – żona księcia Eliasza Parmeńskiego, która wzięła na siebie uzyskanie zgody cesarza Franciszka Józefa I na małżeństwo Marii Henrietty z mężczyzną, w żyłach którego nie płynęła krew królewska. Nie miała z tym chyba specjalnego kłopotu, bo, jak wcześniej na to wskazałam, cesarz był w zażyłych stosunkach z ojcem narzeczonego i znał Gottfrieda od dziecka. Niemniej Gottfried był wdzięczny Marii Annie za interwencję i ofiarował jej w podzięce śliczne dzieło Fabergégo – emaliową papierośnicę ze złotymi okuciami i inskrypcją, w której nazwał ją „wybawczynią”.

Hohenlohe_Faberge_case

Papierośnica Faberge ofiarowana przez Gottfried przyszłej szwagierce, arcyksiężnej Marii Annie, za wstawiennictwo u cesarza Franciszka Józefa I

Ślub Gottfrieda i Marii Henrietty, uhonorowany obecnością samego cesarza, odbył się 3 czerwca 1908 r. w miejscowości Baden pod Wiedniem. Maria Henrietta nie miała nic przeciwko byciu żoną dyplomaty. Nie sprzeciwiali się też temu jej rodzice. Cesarz Franciszek Józef I jednakże odrzucił taką możliwość, kiedy minister spraw zagranicznych, Alois Lexa von Aehrenthal, nie był w stanie rozwiązać praktycznie kwestii nadrzędności. Jak ówczesny obserwator to skomentował: „trudno, aby córa Austrii oddawała pierwszeństwo żonom francuskiego, amerykańskiego lub japońskiego ambasadora”! I tak ten, prozaiczny w naszym dzisiejszym mniemaniu, powód zburzył karierę dyplomatyczną Gottfrieda, zanim jeszcze zaczął ją sobie budować.

Maxl_family

Gottfried, jego żona Maria Henrietta i trójka ich dzieci: Elżbieta, Natalia i Friedrich

Gottfried i Maria Henrietta skupili się na rodzinie. We wrześniu 1909 r. urodziła się im pierwsza córeczka Elżbieta, a dwa lata później jej siostrzyczka Natalia. 18 lutego 1913 r. przyszedł na świat ich synek Friedrich. O mały włos, Gottfried nie byłby obecny przy jego narodzinach, bo 1 lutego 1913 r. cesarz Franciszek Józef I wysłał go ze specjalną misją do Rosji.

Trwająca od października 1912 r. 1-sza wojna bałkańska zakończyła się w grudniu 1912 r. zawieszeniem broni pomiędzy zwycięskimi państwami Ligi Bałkańskiej (Bułgarią, Serbią, Grecją i Czarnogórą) a Turcją oraz pokojowymi rokowaniami pod przewodnictwem mocarstw w Londynie. Jednakże, ciągnące się spory o podział terytoriów zagarniętych Turcji groziły wybuchem nowego konfliktu. Austria była szczególnie zaniepokojona wzrastającą w siłę Serbią i jej agresją wobec nowo proklamowanego państwa – Albanii. Aby zapobiec serbskim zapędom i przestraszyć sojusznika Serbii – Rosję, Austria rozstawiła osiem korpusów armii wzdłuż granic z Serbią i Rosją. Cesarz Franciszek Józef I chciał za wszelką cenę uniknąć zbrojnej konfrontacji. Postanowił więc zwrócić się o pomoc bezpośrednio do cara. Na osobę, która dostarczyłaby carowi osobisty list od niego i wyjaśniłaby mu stanowisko Austrii, wybrał księcia Gottfrieda Hohenlohe-Schillingsfürsta – człowieka znanego ze swojego taktu i dyskrecji, a przy tym dobrego znajomego cara Mikołaja II z czasów swojej kadencji attaché wojskowego w Petersburgu.

Maxl_1913

Gottfried w lutym 1913 r. po powrocie z misji w Rosji

Gottfried oddał Mikołajowi II list od Franciszka Józefa I 4 lutego 1913 r., a potem odbył z nim i z ministrem spraw zagranicznych Sergejem Sazonowem parę rozmów. Do Wiednia wrócił 10 lutego, okropnie przeziębiony. Jak się wkrótce okazało, jego misja się powiodła i napięcie na Półwyspie Bałkańskim zaczęło się rozładowywać. Pod presją Sazonowa, Serbia poddała swoje roszczenia do albańskiego portu Duress. W zamian, austro-węgierski minister spraw zagranicznych, Count Berchtold, zgodził się by zatrzymała śródlądowe miasta Dubra i Jakova.

Pomyślna misja Gottfrieda do Rosji obudziła w nim na nowo chęć pracy w dyplomacji. Jego bardzo mu oddana żona umożliwiła to zrzekając się swojego tytułu. 4 sierpnia 1914 r. cesarz Franciszek Józef I powołał go na stanowisko austro-węgierskiego ambasadora w Berlinie.

Gottfried_von_Hohenlohe

Gottfried jako austro-węgierski ambasador w Niemczech w ceremonialnym mundurze z insygniami Orderu Złotego Runa nadanym mu w 1917 r.

Podczas wojny, będąc bezsprzecznym zwolennikiem sojuszu z Niemcami, książę Gottfried Hohenlohe-Schillingsfürst starał się by w tym partnerstwie nie doszło do przewagi strony niemieckiej nad austriacką, pomimo znacznego zadłużenia finansowego Austrii wobec Niemiec. W 1917 r. wiedział już o konieczności negocjacji pokojowych. Podczas rozmów prowadzonych 16 marca 1917 r. we Wiedniu między austriacko-węgierskim ministrem spraw zagranicznych, hrabią Ottokarem Czernin, i niemieckim kanclerzem Theobaldem von Bethmann Hollweg, poparł ideę, by Państwa Centralne – w zamian za pokój – nie tylko odżegnały się od wojennych zdobyczy terytorialnych, ale nawet zgodziły się na stratę niektórych części swoich krajów. Z polityki wycofał się w 1918 r. i jako prezes wiedeńskiego Jockey Club oddał się swojej młodzieńczej pasji wyścigów konnych. Zmarł na dzień przed swoimi urodzinami, 7 listopada 1932 r.

Jego żona Maria Henrietta przeżyła go o dwadzieścia cztery lata. Córki nie wyszły za mąż: Elżbieta umarła w 1987 r., a Natalia w 1989. Prochy całej czwórki złożone są w rodzinnym mauzoleum na cmentarzu kościoła katolickiego w Mariazell na terenie austriackiej Styrii.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

friedhof_4050

Mauzoleum najbliższej rodziny Gottfrieda na cmentarzu kościoła katolickiego w Mariazell.

Jedyny syn Gottfrieda i Marii Henrietty, Friedrich, zmarł w grudniu 1945 r., w wieku zaledwie 32 lat, w obozie jenieckim Camp Laz w Gruzji.

Reklamy

Read Full Post »

Socjeta w Berlinie różni się bardzo od tych w innych stolicach i nie można jej pochlebnie porównać z towarzystwem Londynu lub Wiednia. Stolice Wielkiej Brytanii i Austrii są znacznie przyjemniejsze, bo brak w nich tej sztywności, która tak często czyni pruską socjetę nudną i monotonną. Wysiłki Cesarza by to zmienić nie przyniosły większych rezultatów i pruska arystokracja, z małymi wyjątkami, kontynuuje swoje przyzwyczajenia. (…)
Berlin poniósł dużą stratę ze śmiercią Cesarzowej Augusty, która jako Księżna Saxe-Weimar*, podtrzymując rodzinne tradycje, uznawała niesienie pomocy talentom za swój niestrudzony obowiązek, co sprawiało, że jej przyjęcia uczęszczane były przez najsłynniejszych przedstawicieli świata literatury i sztuki. Kolejnym intelektualnym centrum Berlina był pałac śp. Księżnej Matyldy Radziwiłł**, która, przez całe swoje życie, pasjonowała się sztuką i literaturą.

Pałac Cesarski w Poczdamie

Ale Berlin jest przede wszystkim miastem muzyki, gdzie wielu członków wytwornego towarzystwa jest muzykami, wykwalifikowanymi na równi z profesjonalistami. Obydwoje Cesarz i Cesarzowa są bardzo muzykalni i robią wszystko co w ich mocy, by podtrzymać rozwój tej gałęzi sztuki, min. prywatnie organizując liczne soirées musicales. Fakt ten wysunął umuzykalnioną część berlińskiej socjety na czołowe miejsce i wyłonił z niej kilka liderek, które rozwój muzyki uznały za cel swojej egzystencji.
Jedną z nich jest Gräfin von der Gröben***, której dom stał się intelektualnym ośrodkiem arystokratycznego Berlina. (…) Hrabiostwo von der Gröben są obydwoje muzykalni i mają w swoim pałacu salę koncertową słynącą z akustyki, którą chętnie wypożyczają na cele charytatywne i na której scenie debiutował niejeden muzyk. Hrabina przeciera drogę do berlińskiej socjety nie tylko muzykom, ale również poetom, pisarzom i artystom. Czarująca Hrabina von der Gröben jest jedną z najpopularniejszych hostess w stolicy Prus, bo posiada wspaniały takt i doskonale opanowała kunszt podejmowania gości. (…)
W Berlinie istnieje ekskluzywny krąg ludzi oddanych muzyce, często spotykających się, by wspólnie oddawać się tej pasji. Należy do niego Księżna Maxowa Hohenlohe-Oeringen (z domu hrabianka Hatzfield), córka niemieckiego ambasadora w Anglii, której cudowny głos jest wielce podziwiany. Hrabia Philip Eulenburg jest także bardzo muzykalny i zasłynął pięknymi kompozycjami, z których najpopularniejszymi są Die Rosen Lieder oraz Die Skaldenge-Sänge. Jednakże najbardziej utalentowanym członkiem tego kręgu jest Kapitan von Chelius****, który służy w Gwardii Huzarów i którego utwory wzbudziły olbrzymi podziw w świecie muzycznym, w szczególności jego opera Haschisch. (…) To właśnie wysiłki Kapitana von Chelius doprowadziły do powołania „Potsdam Berlin Wagner Society”, do której zapisali się wszyscy umuzykalnieni członkowie berlińskiej socjety. Podczas koncertów organizowanych przez „Potsdam Berlin Wagner Society”, pan von Chelius akompaniuje innym na pianinie, ponieważ akompaniament jest jego wielkim darem. Kapitan von Chelius, Hrabia von Moltke, Professor Hertel i Hrabia Eulenburg biorą zawsze udział w soirées Cesarza.
Wśród książąt i księżnych zainteresowanych muzyką są: Książę Regent Brunswicku i jego synowie, z których Książę Joachim-Albrecht jest znakomitym wiolonczelistą, podczas gdy jego młodszy brat, Książę Friedrich-Wilhelm, jest wspaniałym skrzypkiem. Księżna Albertowa Saxe-Altenburg ma przepiękny głos; Książę Max Badeński zachwyca wszystkich swoim bogatym i dobrze wyszkolonym barytonem; a dwóch starszych synów Cesarza pochwalić się może głębokim talentem muzycznym – Cesarzewicz, na przykład, świetnie gra na skrzypcach. (…)

Księżna Aibertowa Anhalt, wnuczka Królowej Wiktorii

Najważniejszymi gospodyniami, w domach których można zawsze posłuchać wybornej muzyki są: Hrabina von der Gröben, Księżna Antonowa Radziwiłł, pani von Hindenburg-Beneckendorff (z domu Münster) i Księżna Maxowa Hohenlohe. (…)
Jedną z liderek kręgu zabawowego w Berlinie jest Księżna Aribertowa Anhalt*****, która lubi każdy sport i jest wyśmienitą gospodynią, wiedzącą jak uszczęśliwić swoich gości. Nikt nigdy nie nudzi się w jej domu prowadzonym na modłę angielską i jej przyjęcia należą do najpopularniejszych w Berlinie. Książę Aribert lubi uciechy tak bardzo jak jego żona. Będąc wysportowanym mężczyzną i doskonałym jeźdźcą, upaja się organizowaniem wszelkich możliwych wyczynów na koniach. Księżna Aribertowa jest bardzo lubiana przez żony kolegów-oficerów męża i wydaje dla nich cotygodniowe herbatki.
Sport każdego rodzaju jest obecnie modny w Berlinie. Dawny intelektualny styl życia ( za wyjątkiem kręgów muzycznych) uważany jest przez młodych członków socjety za staroświecki i nudny. Tenis, golf, jazda na rowerze, żeglowanie, polowania – w zasadzie każdy rodzaj aktywności na świeżym powietrzu – stały się teraz pasją nowej generacji, która w wielkim stopniu bezkrytycznie naśladuje Anglików, także w ich głupocie i wadach. Najlepszym tego przykładem może być Księżna Henrykowa Pless, o której można powiedzieć, że jest bardziej angielska od normalnego Anglika****** .

Daisy, czyli Księżna Henrykowa Pless

Śliczna Księżna Henrykowa Pless za każdym razem wzbudza podziw kiedy pojawia się w Berlinia, a jej wspaniałe klejnoty zawsze są komentowane. Fakt, że Księżna Aribertowa Anhalt urodziła i wykształciła się w Anglii niewątpliwie dokłada się do fascynacji, jaką żywią do niej jej liczni niemieccy przyjaciele. (…).
Fürst Pless, ojciec Księcia Henryka Pless, jest ulubieńcem każdego, a jego druga żona jest też powszechnie lubiana. Fürstin Pless, która była hrabianką Dohns-Schlobitten jest wciąż młodą kobietą. Poślubiła Fürsta 27 lutego 1886 roku i ma z nim syna i córkę, którzy są w wieku dziecięcym, a oprócz nich trzech przyrodnich synów i jedną przyrodnią córkę. (…) Rodzina Plessów jest jedną z najbogatszych w Prusach, lecz – choć bardzo szanowana – nie należy w Niemczech do mediatyzowanych rodów i jest niższa rangą niż takie rodziny jak Hohenlohowie, Löwensteinowie lub Solmsowie, które były kiedyś rodami panującymi. Wielu członków szlachty z tytułem hrabiowskim jest przeto wyższymi rangą niż Plessowie. (…)

Księżna Matylda, żona Jana Henryka XI von Pless

Oczywiście, Dwór jest centrum berlińskiej socjety i nikt, kto nie został przedstawiony na Dworze, nie jest do niej dopuszczany, ani zapraszany do dobrych domów. Berlin różni się pod wieloma względami od Londynu, Paryża czy Wiednia, ale największą różnicą jest chyba fakt, że – w przeciwieństwie do innych stolic, w których szlacheckie i bogate rodziny mają swoje miejskie rezydencje do spędzania Sezonu w metropolii – w Berlinie tylko cztery arystokratyczne rody mają własne pałace (…): Radziwiłłowie, Plessowie, von der Gröbenowie i Armin-Muskausowie.
W Berlinie panuje rygorystyczny podział na klasy, więc socjeta akceptuje jedynie ludzi pochodzenia szlacheckiego, wysokich urzędników dworskich i rządowych i tylko tych oficerów wojska i marynarki, którzy zostali wcześniej przyjęci i przedstawieni na Dworze. Wszyscy inni mieszkańcy miasta nie mają najmniejszej szansy na wejście do socjety. Reguła ta ma swoje dobre i złe strony, bo choć powstrzymuje intrygi i nieprzyjemności, to sprawia, że ofiarowane rozrywki towarzyskie są nużąco jednakowe i trudno w nich znaleźć odrobinę oryginalności. Przyjemna i swobodna atmosfera Wiednia jest obca Berlinowi, gdzie panuje zimna formalność. Pruscy arystokraci, pomimo że są uprzejmi i życzliwi, są trudni w nawiązywaniu przyjaźni i komuś, kto próbuje to zrobić, przebicie się przez ich skorupę reguł i konwenansów zabiera dużo czasu. (…) Bez więzów rodzinnych, przejście z nimi w zażyłość jest prawie niemożliwe.
Jednakże młoda generacja nie jest już tak formalna i socjeta nie jest już tak sztywna jak to było dwadzieścia lat temu. Cesarz stara się ją rozluźnić własnym przykładem, zachowując się swobodniej wobec ludzi, których obdarzył swoją przyjaźnią. Nie zawsze jest to wygodne dla gospodyń, kiedy wysłannik Cesarza zapowiada jego obecność na lunchu lub obiedzie na godzinę przed przybyciem i dom zostaje wtedy przewracany do góry nogami, by odpowiednio uhonorować tak zacnego, a trzeba dodać, że także niełatwego, gościa.
Chyba najprzyjemniejszym domem w całym Berlinie jest Gröbensche Palais, rezydencja Hrabiego i Hrabiny von der Gröben, która stała się ośrodkiem dla tych, którzy interesują się sztuką i literaturą i gdzie spotkać można znanych ludzi ze sfer intelektualnych i środowiska dworskiego.
Przykro powiedzieć, ale majątek odgrywa w Berlinie tak samo dużą rolę jak w Londynie i tylko bogacze mogą liczyć na sukces, mimo licznych przywilejów, jakimi mieni się szlachta. Ten kult pieniędzy nie zawsze był cechą pruskich arystokratów i różni się od tego w Anglii pod jednym względem, mianowicie – bogacz zapraszany do ich domów musi mieć korzenie szlacheckie.
Godnym pożałowania jest fakt, że, nie będąc w stanie współzawodniczyć z luksusowym stylem życia obecnych członków Dworskiej Socjety, coraz mniej zacnych rodzin szlacheckich zjeżdża do Berlina na zimę, lub pojawia się w stolicy tylko na tydzień lub dwa, by pokazać się na Dworze i przedstawić swoje córki, po czym wrócić na resztę roku do swoich posiadłości. (…) W konsekwencji tego, tylko parę dam prowadzi salony w Berlinie i mniej tygodni Sezonu poświęcanych jest balom i podobnym rozrywkom.
Sezon Berliński trwa od stycznia do początku Wielkiego Postu. Ponieważ nie jest to długi okres, prawie każdej nocy odbywa się jakiś bal, który jednak nie jest wydarzeniem pełnym życia, bo sale są przeważnie zbyt zatłoczone, żeby można było swobodnie tańczyć. Poza tym panuje na nich zasada, że każdy musi być każdemu przedstawiony, co zajmuje dużo czasu. Cesarz jest bardzo uczulony na tańce swoich oficerów i potrafi ostro skrytykować ich każde niechlujstwo. Osobiście, Jego Wysokość nie przepada za balami, ale jeśli sam wydaje bal na Dworze, jest on zawsze perfekcyjnie zaaranżowany.
Herbatki o piątej i rauty są także popularnymi formami rozrywki w Berlinie. Te urządzane w imieniu Cesarzowej przez Gräfin von Brockdorff są zawsze przyjemne. Poza tym, żony różnych ambasadorów, Księżna Aribertowa Anhalt i parę innch dam prowadzą w niektóre dni tzw. „Dom Otwarty” („At Home”). Gräfin von Brockdorff, ochmistrzynia niemieckiej Cesarzowej, jest osobą niezwykle czarującą i niezbędną dla Cesarzowej, bo – oprócz tego, że jest mądra i obdarzona wielkim taktem – wspiera Cesarzową w jej wszystkich projektach dobroczynnych. (…)
Sezon kończy się w karnawale balem maskowym wydawanym przez Cesarza i Cesarzową we wtorek przed Środą Popielcową. Podczas Wielkiego Postu jedynymi rozrywkowymi imprezami są dobroczynne bazary, koncerty, tableaux, i tym podobne, którym Cesarz nie jest zbyt przychylny i niejednokrotnie wyraził niezadowolenie z tych, tak zwanych, charytatywnych fet.

Mitzie, Księżna Ratibor

Książę i Księżna Ratibor należą do najbardziej honorowanych członków pruskiego Dworu. Fakt, że Książę wywodzi się ze słynnego rodu Hohenlohe sprawia, że jest krewnym Cesarzowej, a poprzez swoją matkę jest także spokrewniony z Wielkim Księciem Badenii. Ratiborowie, równi swoim urodzeniem z członkami innych panujących rodów, przynależą do katolickiej gałęzi rodziny Hohenlohe. (…) Książę Ratibor jest bratankiem niemieckiego kanclerza, Księcia Hohenlohe-Schillingsfuerst.

Rita, Baronowa von Reischach

Baronowa von Reischach, siostra Księcia Ratibor, jest ulubienicą na pruskim Dworze. Jej mąż, marszałek dworu Cesarzowej Fryderykowej, jest wytrawnym rowerzystą, który wciągnął Księcia Henryka w arkana tego sportu. Żona podziela jego pasję i razem odbywają liczne wycieczki rowerowe podczas lata spędzanego z Cesarzową w Cronbergu. (…)
Kolejna grande dame Berlina, Księżna Antonowa Radziwiłł******* jest zagorzałą katoliczką i stronniczką pruskiej partii katolickiej. Poświęca tak dużo swojego czasu kościołowi, że jej pałac przestał być miejscem rozrywek i stał się bardziej jak klasztor. Radziwiłłowie, którzy wywodzą się ze starego rodu litewskiego, mają swoje posiadłości w Polsce. (…) W 1796 roku Książe Antoni Radziwiłł ożenił się z pruską księżniczką i dwie rodziny połączyła wielka przyjaźń. Smutna historia miłosna Cesarza Wilhelma I i Księżniczki Elizy Radziwiłł znana jest każdemu. Pałac Radziwiłłów w Berlinie rzadko otwiera teraz swoje wrota dla gości i młodzi ludzie nieczęsto bywają zapraszani przez Księżną.

Księżna Marie Radziwiłł

Do piękności Berlina zaliczane są: wysoka i czarująca Księżna Salm-Dyck********, Baronowa Varnbüler********* o klasycznej urodzie i pięknych włosach noszonych z przedziałkiem oraz szczuplutka jak dziewczynka i zawsze zachowująca się nienagannie oraz powszechnie podziwiana, muzycznie wykształcona i elokwentna Madame d’Iturbe z jej nietypowymi, kasztanowymi włosami i ciemnymi oczami. Jej oryginalne przyjęcia nigdy nie są nudne i jest ona jedną z najbardziej utalentowanych gospodyń stolicy. (…)

*Księżniczka Augusta Saxe-Weimar (1811 – 1890), żona Króla Prus, a potem Cesarza Niemiec, Wilhelma I.

**Księżniczka Matylda von Clary und Aldringen (1806 – 1896), żona Księcia Fryderyka Wilhelma Radziwiłła.

***Louise Ernestina Charlotte von Eschwege (1847 – 19410; jej drugim mężem był Hrabia Gunter von der Gröben.

****Oskar von Chelius (1859 – 1923), żołnierz, dyplomata, kompozytor i propagator muzyki Wagnera.

*****Księżniczka Marie Louise Schleswig-Holstein (1872 – 1956), wnuczka Królowej Wiktorii; jej mąż homoseksualista, Książę Aribert Anhalt rozwiódł się z nią w 1900 r.

******Ta sarkastyczna krytyka Księżnej Daisy von Pless, jak i następne złośliwe uwagi na temat statusu Plessów, odchodzące od tematu artykułu, świadczą dobitnie, że jego autor/autorka nie był w stanie ukryć swojej do nich niechęci. Co ciekawe, holenderska gazeta „De Groene Amsterdammer”, która ten artykuł przedrukowała, złośliwości te ocenzurowała: http://historisch.groene.nl/nummer/1899-06-11/pagina/5#4/-29.04/-12.57

*******Markiza Marie Castellane (1840 – 1915), żona Księcia Antoniego Fryderyka Radziwiłła

********Donna Bianca Lucchesi Palli del Principi di Campofranco (1865 – 1943), żona Księcia Georga Salm-Dyck

*********Natalie Gavriliuk (1867 – 1931), żona Barona Axela Varnbüler von and zu Hemmingen

Read Full Post »

Ogłoszone we wrześniu 1904 r. zaręczyny następcy tronu, cesarzewicza Wilhelma, z Cecylią księżniczką Maklenburgii i Schwerinu sprawiły, że całe Niemcy, a w szczególności Berlin, wypatrywały z niecierpliwością ślubu cesarskiego syna i przyszłego króla.
Nic więc dziwnego, że nowa w tym kraju Leila von Meister wpadła w euforię, czując się wyróżnioną po otrzymaniu zaproszenie na królewskie wesele. Świadoma faktu rzadko nadarzającej się okazji bycia naocznym obserwatorem historycznej ceremonii, nie omieszkała skrzętnie opisać ją w swoim pamiętniku.
Uroczystości rozpoczął wjazd księżniczki Cecylii do Berlina przez Bramę Branderburską 5-go czerwca 1905 r. Przyjechała do Niemiec dzień wcześniej z matką, wielką księżną Anastazją. Spotkana na stacji przez Cesarza i Cesarzową, zawieziona została do pałacu Bellevue, znajdującego się na terenie ogrodów Tiergarten. Stamtąd, jej przyszła teściowa zabrała ją nazajutrz na spotkanie z narzyczonym. Jechały złotą karetą zaprzężoną w osiem koni i otoczoną forysiami w ceremonialnych liberiach. Towarzyszyła im procesja złożona, zgodnie z tradycją na tą okazję, z urzędników poczty i członków cechu rzeźników, ubranych w czarne garnitury i wysokie kapelusze. Przeciwagę ich niepewnej jazdy konnej zapewniały dwa oddziały zawodowej kawalerii.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Powitanie Cecylii, księżniczki Meklemburii i Schwerinu przez burmistrza Berlina 5 czerwca 1905 r. Ilustracja opublikowana przez Black and White 10 czerwca 1905 r.

Powitana formalnie przy Bramie Branderburskiej przez burmistrza stolicy, Cecylia i jej konwój połączyły się na Placu Paryskim z orszakiem cesarzewicza Wilhelma, który przybył z Pałacu Królewskiego aleją Unter der Linden. Witani entuzjastycznie przez tłum ludzi zgromadzonych na ulicach, wrócili razem do pałacu by przyjąć delegacje z życzeniami od licznych organizacji i przedstawicieli społeczeństwa niemieckiego. Dzień zakończyli na galowym przedstawieniu w operze, gdzie – jak wspomina księżna Daisy – wszyscy czuli się z powodu panującego upału jak „w środku pieca“.
Następnego dnia po południu odbył się ich ślub. Biedna Leila, która ugrzęzła po drodze w korku, o mały włos nie zostałaby wpuszczona do środka. Ignorując rozkazy strażników, próbujących ją zatrzymać, chwyciła swój tren i podniosła spódnicę sukni, by szybko pokonać stopnie klatki schodowej i wpaść do kaplicy pałacowej tuż za ostatnią osobą z weselnego konduktu. W środku nie było czym oddychać. W stosunkowo małym pomieszczeniu zgromadziło się prawie trzy tysiące osób!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Slub cesarzewicza Wilhelma z Cecylią, księźniczką Meklemburgii i Schwerinu w kaplicy cesarskiego pałacu w Berlinie 6 czerwca 1905 r. Ilustracja opublikowana w Black and White 17 czerwca 1905 r.

Po złożeniu przysięgi, młoda para i goście przeszli do Białego Holu (Weisser Saal), gdzie nowożeńcy i ich rodzice usiedli na podwyższeniu, by przyjąć ukłony od swoich poddanych. Leila dobrze się na ten moment przygotowała, jadąc wcześniej do Paryża, by zamówić tam sobie wykwitny strój – jasno-niebieską suknię z gazy i szyfonu, ozdobioną cekinami, których wielkość i granatowy kolor topniały stopniowo od dołu ku dekoltowi. Jej tren z niebieskiej satyny obrębiony był falującym aksamitem. Szerokość tej oblamówki zmniejszała się idąc w górę, by zupełnie zniknąć przy dojściu do ramion.

Leila_1902

Wysoka i smukła jak księżna von Pless i hrabina Nancy von Hochberg, Leila von Meister dołączyła się do żartu Daisy.

Zanim jednak nadeszła jej kolej, spotkała na parkecie księżną Daisy von Pless. Ta, ubrana była w białą suknię iskrzącą się złotymi cekinami, z trenem z niebieskiej gazy oraz turkusową koronę i biżuterię. Towarzyszyła jej Nancy Roche z brytyjskiej rodziny arystokratycznej Fermoyów, od stycznia 1905 r. żona jej szwagra, hrabiego Fritza von Hochberg. W opisie kolejnych wydarzeń oddaję glos Leilii:
„Daisy Pless, która wyglądała przepięknie i, jak zwykle miała na myśli jakiś żart, uznała, że powinniśmy złoźyć pokłon razem jako trzy, wysokie na prawie sześć stóp, angielskie damy. Przypomniałam jej, że w świetle obowiązującej etykiety, nie jest to możliwe, ponieważ należymy do różnych klas, ale ona tego nie przyjęła, wierząc że rodzinę cesarską ubawimy tym gestem w świetle otaczającej jej śmiertelnej powagi. Zawsze gotowa na przygodę, zgodziłam się i oto, pod reżyserią księżnej Daisy razem w trójkę wykonałyśmy wielce pedantyczny ukon, najpierw w stronę nowożeńców, a potem w kierunku ich cesarskich mości. Zostałyśmy za to „nagrodzone“ zdziwionymi spojrzeniami i szmerem duszonego chichotu przy naszym wyjściu“. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Widowiskowym akcentem wieczoru był tradycyjny Taniec z Pochodniami (Fackeltanz) w rytmie podobnym do poloneza. Poprowadził go hrabia Eulenburg, za którym szło dwunastu paziów niosących duże, zapalone świece, a za nimi sunęła w takt muzyki młoda para. Pokonawszy całą długość sali, rozdzielili się, stając na czele dwóch korowodów wyprowadzających gości: księżniczka Cecylia mężczyzn, a cesarzewicz damy. Orkiestrą grenadierów drygował książę Joachim Albrecht Pruski, kuzyn cesarza Wilhelma II. Oryginalne nagranie tego utworu zachowało się do naszych czasów. Zapraszam do jego odsłuchania i przeniesienia się w tamtą epokę:

 

Read Full Post »

Statystyki na moim blogu pokazują, że największą popularnością cieszą się wpisy cytujące wspomnienia osób, które miały okazję poznać osobiście księżną Daisy von Pless. Ja także bardzo je lubię i zawsze doznaję podniecenia, kiedy wpadnie mi do ręki kolejna publikacja, zawierająca takie rekolekcje. Przeto niezmiernie mi miło, przedstawić dzisiaj Państwu panią Leilę von Meister i jej książkę „ Gathered Yesterdays“.
Leila von Meister, z domu Trapmann (1871 – 1957) urodziła się w miejscowości Sanbury nad Tamizą. Jej przodkowie pochodzili z bogatych rodzin, prowadzących od paru pokoleń plantacje bawełny w Południowej Karolinie. Pradziadek Leili był Niemcem, a prababcia Angielką. Jej rodzice pobrali się w 1860 r. w Charlestonie i wyjechali na miodowy miesiąc do Europy. Nigdy stamtąd nie wrócili, decydując się osiąść w Anglii.
W 1900 r., Leila poślubiła, jako jego druga żona, Wilhelma von Meistera, wysokiego rangą pracownika pruskiej administracji i podążyła za nim do Homburga, gdzie sprawował urząd Landrata.
Pozycja męża, jej dobra znajomość brytyjskiego ambasadora w Niemczech, Sir Franka Lascellesa, jak również osobisty czar, talent muzyczny i zdolności artystyczne otworzyły jej szybko drzwi najważniejszych salonów berlińskich, gdzie, oczywiście, spotkala ksieżną Daisy. W swojej książce, Leila, wybiórczo tylko, opisuje wydarzenia, które odcisnęły się w jej pamięci. Jednym z nich był spontanicznie zaaranżowany w lutym 1904 r. piknik w Hotelu Bristol.

Leila_Trapmann

Leila von Meister (1871-1957) poznała księżną Daisy wkrótce po swoim przyjeździe do Niemiec w 190o r.

Daisy podobał się on do tego stopnia, że odnotowała w swoim dzenniku pod datą 9 lutego 1904 r.: „Po przybyciu do Berlina, poszłam o wpół do jedynastej na bal piknikowy do Hotelu Bristol, który był niespodziewanie przyjemny. Opuściłam go o trzeciej trzydzieści, chociaż niektórzy zostali do ponad piątej“.
Pani von Meister podaje więcej szczegółów: „[Piknik ten] zorganizowany został ni stąd, ni z owąd, ale okazał się wielkim sukcesem. (…) Zostały na niego zaproszone jedynie młode pary małżeńskie, plus kilku dodatkowych mężczyzn jako partnerów do tańca. W sumie było nas od czterdziestu do pięćdziesięciu osób, i tylko przystojne kobiety. Rzecz jasna, księżna von Pless dzierżyła palmę pierwszeństwa, ale inne panie dzielnie jej w tym towarzyszyły: hrabina Szechneyi, czyli pierwotnie księżniczka Chimay, której mąż pracuje w austriackiej ambasadzie i która jest doprawdy cudowna i bardzo przyjacielska, księżna Salm-Salm, która jest austriacką arcyksiężniczką i, oprócz tego że jest ładna, ma tą wdzięczność i szyk, jakie posiadają wyłącznie dobrze urodzone Wiedenki, oraz hrabiny Fürstenberg, Sierstorpff, Matuschka i baronowa Boecklin, z których trzy ostatnie są Amerykankami, a wszystkie szczycą się piękną urodą“.

LAF.1804.tif

Według Leili von Meister, „Księżna Pless uznana byłaby wszędzie za piękność, ale w Niemczech, gdzie takie zjawisko jest rzadkością, świeci jak rozżarzona latarnia”. Foto Lafayetta w zbiorach V&A Museum

Oddawszy księżnej Daisy ten hołd, Leila zatrzymała się nad analizą jej fenomenu, którą przytaczam poniżej w całości:
„Księżna Pless uznana byłaby wszędzie za piękność, ale tu [w Niemczech], gdzie takie zjawisko jest rzadkością, świeci jak rozżarzona latarnia. Jest prawie tak wysoka, jak ja. Ma zgrabną figurę i najbielszą cerę, jaką kiedykolwiek widziałam. Jest doprawdy tym perfekcyjnym uosobnieniem blondynki, która w wyobraźni dziecka kojarzy się z ideałem „Zaczarowanej Księżniczki“. Na jej twarzy, oprócz urody, odbija się wielka słodycz i uprzejmość, a jej maniery czarują całkowitą naturalnością. Myślę, że właśnie ta jej cecha zdumiewa tutejszych ludzi, którzy tak strasznie dopasowywują się do feudualnej koncepcji bycia Księciem lub Księżniczką, że są w tym przytłaczający. Daisy, z jej irlandzkim buntem wobec konwenansów, niewątpliwie od czasu do czasu ich zaskakuje. Z tego co wiem, rodzina jej męża jest często boleśnie zmęczona próbami wtłoczenia szacunku wobec ustalonych niemieckich zwyczajów do jej ślicznej, kochanej, ale niesubordynowej główki.
Nie jestem pewna, czy jest ona tutaj szczęśliwa. Gościliśmy ją i jej męża kiedyś na obiedzie. Z tego co powiedziała – a raczej przemilczała – wnoszę, że czuje się uwięziona, jak ptak, oczywiście rajski, w złotej klatce! Jej męża nie polubiłam. Zrobił na mnie wrażenie osoby z poczuciem wygórowanej ważności, bez inteligencji, która by go przed tym powstrzymała. Jest dla mnie zimnym, próżnym i nadętym bufonem“. (tłumaczenie cytatow z tekstów angielskich © Barbara Borkowy)
Wkrótce po pikniku w Hotelu Bristol, pani von Meister, jak Daisy, zaproszona została przez Cesarzewicza Wilhelma na bal w starym pałacu poczdamskim, który był równie udany i rzadki w aranżacji, bo odbył się przy blasku świec woskowych.
Zarówno Daisy, jak Leila wyróżnione zostały spośród dam zaproszeniem do intymnej kolacji w dawnej prywatnej jadalni (tzw Konfidenztafelzimmer) Fryderyka Wielkiego, gdzie zasiadły w szóstkę do stołu zaprojektowanego specjalnie dla króla, który lubił spożywać swoje posiłki w samotności. Po zakończeniu jednego dania, jego środkowa część osuwała się do znajdującej się piętro niżej kuchni, by za chwilę wrócić z nową na niej potrawą, eliminując tym obecność służby.
Zabawę w miłym towarzystwie kontynuowano po południu następnego dnia w berlińskim pałacu Plessów, dokąd Pani von Meister przyszła ze swoją gitarą, księżna Ratiboru z trąbką, a jej synowie i Cesarzewicz przynieśli ze sobą skrzypce. „“Robiliśmy muzykę“ i mnóstwo hałasu od piątej do siódmej“ – zapisała w dzienniku Daisy.
Leila i Daisy zaprzyjaźniły się już wtedy na tyle, że niebawem Pani von Meiser gotowa była przekroczyć surową niemiecką etykietę dworską i wziąść udział w żarcie wymyślonym przez księżną von Pless. Ale o tym szerzej w następnym moim wpisie.

Read Full Post »

W swoich badaniach nad księżną Daisy trafiam na wiele faktów, których – choć jej bezpośrednio nie dotyczą – trudno zignorować. Odnoszą się one do jej własnej lub Hochbergów rodziny i są czasem tak wielkiej wagi, że zakrawają na miano nietuzinkowych odkryć.
Dzisiaj chciałabym przedstawić Państwu dwóch wybitnych artystów, jacy pracowali nad wystrojem zamku w Pszczynie oraz nieistniejącej już rezydencji Plessów w Berlinie. Byli to, działający w partnerstwie Francuzi: Jules-Edmond-Charles Lachaise i Eugene-Pierre Gourdet.

DP811123

Projekt plafonu Zielonego Salonu na zamku w Pszczynie autorstwa Lachaise’a i Gourdeta. Foto: MMoA

Z jakiegoś powodu (niewiedzy?) ich nazwisk nie wymienia ani dostępna mi literatura na temat Pszczyny, ani strona internetowa muzeum. A przecież zachowały się ich projekty, które od 1967 r. podziwiać można w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. Ich oryginalne opisy nie budzą wątpliwości co do genezy, lokacji i autorstwa. Na dodatek dekoracja ścian i sufitów pszczyńskich prawie dokładnie się z nimi pokrywa. Mowa tu o plafonie w Zielonym Salonie oraz dobrze znanym wszystkim malowanym panneau przedstawiającym zamek w Książu.

DP811126

Project panneau z zamkiem w Książu zdobiący ścianę rezydencji pszczyńskiej autorstwa Lachais’a i Gourdeta. Foto: MMoa

Jeśli trzy zachowane projekty wystroju Pszczyny wraz ze szkicami zdobiących ją elementów architektonicznych są podniecającą dla każdego historyka sztuki ciekawostką, to dziewięć przetrwałych rysunków i gwaszy dekoracji pałacu Plessów w Berlinie pozwala mu na fantastycznie interesującą wycieczkę w przeszłość. Bowiem budynek ten, stojący kiedyś pod numerem 94 na Wilhemstrasse, został całkowicie zburzony na przełomie 1913/1914 r.

mi04913g11a

Nieistniejący już pałac Plessów przy 94 Wilhelmstrasse w Berlinie.

Analizując tą dokumentację i włączając odrobinę wyobraźni, zobaczyć możemy jak wyglądała w środku berlińska siedziba Hochbergów. O tym, że olśniewała wielkością i przepychem wiemy z licznych przekazów. Teraz widzimy, że jej sufity zdobiły alegoryczne plafony lub, jak w przypadku jadalni i westybulu, geometryczne plecionki. Lunety okien na klatce schodowej wypełnione były ściennymi malowidłami rodzajowymi, a z gzymsów pokojowych ścian zwisały delikatne girlandy. Jak styl architektoniczny budynku, tak i wystrój jego wnętrz utrzymany był w eleganckim stylu neorenesansowym. By oglądnąć wszystkie dostępne projekty pszczyńskie i berlińskie, proszę wejść na stronę: http://www.metmuseum.org/search-results?ft=pless&x=0&y=0&rpp=10&pg=1

DP811124

Projekt oktogalnego plafonu w pałacu Plessów w Berlinie autorstwa Lachaise’a i Gourdeta. Foto: MMoA

Człowiekiem odpowiedzialnym za przebudowę zamku w Pszczynie w latach 1870 – 76 i wzniesienia pałacu Plessów w Berlinie w latach 1873 – 75 był francuski architekt Aleksander Hipolit Destailleur. Wygląda na to, że z jego rekomendacji w obu miejscach znaleźli również pracę Lachaise i Gourdet.
Obydwoje byli we Francji bardzo aktywni i dobrze znani. Ich największą patronką była cesarzowa Eugenia.

DP811128

Projekt malowidła ściennego w lunecie okna klatki schodowej w pałacu Plessów w Berlinie autorstwa Lachaise’a i Gourdeta. Foto: MMoA

Niewiele wiadomo o ich życiu prywatnym, poza tym że Eugene-Pierre Gourdet urodził się w Paryżu w 1820 r., a Jules-Edmond-Charles Lachaise zmarł w 1897. Zapewnili sobie jednak wybitne miejsce w historii sztuki dekoracyjnej. Uważani są za klasycznych przedstawicieli wystroju wnętrz Drugiego Imperium Francuskiego, charakteryzującego się wykwintnym przepychem ówczesnych czasów.

DP811120

Projekt dekoracji sufitu jadalni w pałacu Plessów w Berlinie autorstwa Lachaise’a i Gourdeta. Foto: MMoA

Cesarzowa Eugenia tak bardzo lubiła styl Lachaise’a, że zatrudniła go przy dekoracji swojej rezydencji na wygnaniu w Anglii. Do śmierci w 1920 r. mieszkała w Farnborough w hrabstwie Hampshire.
Jej dobra znajoma, Daisy von Pless, często ją tam odwiedzała. Ciekawe, czy wiedziała że dla obu z nich pracował ten sam artysta…?

Read Full Post »

Ten blog nie będzie o zębach Jana Henryka XV, księcia von Pless, aczkolwiek przedstawiony poniżej materiał rzeczywiście pochodzi z książki napisanej przez jego dentystę, dr Arthura N. Davisa – amerykańskiego lekarza stomatologa, który miał w przedwojennym Berlinie bardzo dobrze prosperującą praktykę. Zatytuowana „The Kaiser I Knew: My Fourteen Years with the Kaiser“ („Kajser którego znałem: Moje 14 lat z Kajserem“), książka ukazała się w Londynie w 1918r.

Dr. Arthur N. Davis prowadził praktykę dentystyczną w Berlnie. Foto: Library of Congress, Washington

Pacjentami doktora był Wilhelm II, jego rodzina, wielu wybitnych dostojników państwowych, niemieccy arystokraci i, od 1909 r., księżna Daisy.  Wkrótce po jej wizycie, do gabinetu przyszedł również jej mąż: „wysoki, jasnowłosy, barczysty mężczyzna, w wieku około czterdziestu ośmiu lat, o wyglądzie bardziej Anglika niż Niemca, ze zwisającymi nieco wąsami, wyraźnie różniącymi się od wąsów innych niemieckich arystokratów, którzy – małpując cesarza – zakręcali w górę ich końce.“

„Książę wyglądał w każdym calu na sportowca, w czym dodatkowo różnił się bardzo od typowego niemieckiego szlachcica, [chociaż] już na stałe kulał po tym jak koń zrzucił go podczas polowania“ – opowiada Davis, dodając… „w swoim zachowaniu i rozmowach, był on najbardziej demokratycznym Niemcem, jakiego kiedykolwiek znałem. W latach jakie nastąpiły [po tej pierwszej wizycie], kiedy przychodził regularnie na leczenie, nigdy nie krępowałem się w przekazywaniu swoich poglądów, ani w odpowiedziach na kwestie poruszane przez księcia, który – ze swojej strony – nigdy nie miał mi tego za złe.“

Elegancka poczekalnia w gabinecie dr. Davisa.

Jako Amerykanin, Arthur Davis nie musiał opuścić Niemiec po wybuchu wojny. Kontynuował swoją działalność i … słuchał. Wilhelm II wciąż leczył u niego zęby, kończąc każdą wizytę konwersacją o polityce, a trwać to mogło od trzydziestu minut do nawet półtora godziny! Podobny zwyczaj miał Hans Pless.

Dr Davis szybko się zorientował, że książę Jan Henry XV był dokładnym echem cesarza, a ton jego uwag zdradzał – do czasu – ochocze nastroje głównej kwatery.

Cesarz Wilhelm II i książę Jan Henryk von Pless byli pacjentami dr. Davisa

Już pierwsze „wojenne“ wyznanie księcia, kiedy w pełni umundurowany zjawił się w gabinecie 5 sierpnia 1914 r., zwiastowało jego nieuleczalny optymizm i brak jakiejkolwiek trzeźwości politycznej: „ Wojna światowa się zaczęła! (…) Jeszcze dzisiaj dowie się Pan, że przystępuje do niej Anglia (…), co nam odpowiada [bo] chcemy i musimy wiedzieć jakie jest jej stanowisko.“

Na pytanie, czy nie obawia się brytyjskiej blokady, odpowiedział: „Nie będzie to takie łatwe. Wśród tylu cieślin i wysp, nasze łodzie zawsze się przesmykną. Poza tym, działania zakończą się zanim Anglia zrobi coś na ten temat, a nasze wielkie zapasy wszystkiego wystarczą nam na długo. (…) Zapewniam Pana, że koniec wojny nastąpi przed Bożym Narodzeniem.“

Zagadnięty o poparcie narodu, wykrzyknął: „Co do joty! Nawet socjaliści się przyłączyli. (…) Żeby dać Panu przykład, to właśnie przed chwilą, gdy wchodziłem to tego budynku, żona portiera poprosiła mnie bym zaciągnął do wojska jej nieletniego syna, i to zrobiłem – na progu Pańskiego domu! Czyż nie jest to godne podziwu, jak chętnie niemieckie matki gotowe są poświęcić swoich synów?“

Tuż przed Bożym Narodzeniem 1914 r., dr Davis przypomniał księciu jego obietnicę pokoju, a on go zapewnił:  „Nie to Boże Narodzenie, ale następne napewno.“

Spytany o to samo rok później, odpowiedział ze śmiechem: „Nie wiem, czy to piekło kiedykolwiek się skończy!“ Po pewnym czasie jednak, na wizycie 2 lutego 1917 r., perorował ze starym entuzjazmem: „Zaczęliśmy nasz totalny atak podwodny i w ciągu trzech miesięcy Anglia padnie na kolana. (…) Zmiażdżymy ją i zmusimy do przekazania nam jej statków. Ameryka nie będzie taka głupia, żeby (…) wejść w wojnę w obronie Francji i Rosji, [wiedząc] że posiadając naszą i angielską flotę możemy [łatwo] zaatakować Nowy Jork!“

Po tym jak pierwsza pokojowa nota została odrzucona przez aliantów, książę Pless oświadczył: „Wiedzieliśmy, że ją odrzucą. Chcieliśmy, żeby ją odrzucili (…). I tak osiągnęliśmy co zamierzaliśmy, bo teraz Anglia i Francja muszą się tłumaczyć swoim obywatelom, dlaczego nie podjęte zostały negocjacje gdy Niemcy je zaproponowały. (…) Być może podzieli to siły alianckie“ – dodał. „Poza tym Rosja, gdzie wkrótce wybuchnie rewolucja, odpadnie z działań, a my będziemy w stanie przerzucić wszystkie siły na front zachodni i zgnieść wroga doszczętnie.“

Kiedy 6 kwietnia 1917 r. Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę Niemcom, Jan Henryk przyznał się do pomyłki w swoich wcześniejszych prognozach, ale natychmiast przedstawił nowy scenariusz: „Ameryka nie będzie walczyła (…) w Europie, może ewentualnie w Japonii (…). Nie ma przecież [na tyle] łodzi do transportu żołnierzy, a statków nie zbuduje się w ciągu jednej nocy.“

W rozmowie z dr. Davisem, cesarz William II miał za złe Stanom Zjednoczonym, że dają aliantom amunicję i pożyczają im pieniądze, twierdząc, że Niemcy nic podobnego nie oferowały swoim sprzymierzeńcom. Ksiąciu Pless jednak wypsknęło się coś wręcz odwrotnego: „Oczywiście, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat dostarczyliśmy więcej broni walczącym [po naszej stronie] krajom niż cały arsenał naszych wrogów.“

Arthur Davis zamknął praktykę w Berlinie i wrócił do ojczyzny 22 stycznia 1918 r., przerywając tym samym kontakt ze swoimi pacjentami i tracąc możliwość wysłuchania ich sądów na temat zbliżającej się klęski Niemiec.

Niewątpliwie na decyzję repatriacji miał wpływ wrogi stosunek Niemców wobec obywateli krajów alianckich, w tym także wobec księżnej Daisy von Pless, co dr Davis również opisał w swojej książce:

„O księżnej mówiło się, że jest szpiegiem i że została aresztowana. Na poparcie tego faktu wskazywano na jej nieobecność w pałacach Plessów. Prawdą natomiast jest, że pracowała wtedy w szpitalach jako siostra Czerwonego Krzyża. (…) Później puszczono plotkę, że sam książę złapał ją z sekretnymi documentami i zamordował własnymi rękami!!“ (tłumaczenia © Barbara Borkowy)

Siostra Czerwonego Krzyża, księżna Daisy von Pless, wśród rannych żołnierzy niemieckich

Ze wspomnień księżnej i ich późniejszych opracowań, wiemy o wiele więcej o jej prześladowaniach. Ale wdzięczni możemy być dr Davisowi za przekazanie nam swojego wrażenia na temat Hansa, które powiewa ciepłem i szczerą sympatią. Pomimo zadufania i oracji na granicy fanfaronady, Jan Henryk XV zdobył sobie u niego szacunek za umiejętność przyznawanie się do błędnych kalkulacji oraz respekt za patriotyzm daleki od fanatyzmu. „Zawsze lubiłem Anglię…“ – powtarzał.

Na początku wojny nie tylko książę żywił połowiczną nadzieję na szybki koniec konfliktu. W Wielkiej Brytanii również powszechne było przekonanie, że wojna zakończy się po paru miesiącach i tylko generał Kitchener przepowiadał co najmniej trzyletnią walkę.

Jak sama księżna posumowała kiedyś swojego męża: „On nie jest wcale głupi, choć myśli że jest mądrzejszy od innych, lecz w konwersacji ma [niestety] tendencję wychodzenia z nowymi i absolutnie niepojętymi ideami.“

Read Full Post »

Francis Octavius i jego bliźniak Riversdale (Rivy) Nonus przyszli na świat w 1880 r., dołączając do trzynastu pozostałych dzieci Pascoe du Pre Grenfella. Grenfellowie byli starą rodziną osiadłą w hrabstwie Buckinghamshire. Jej członkowie znani byli jako magnaci hutnictwa miedzi, bankierzy w londyńskim City i wybitni wojskowi, zasłużeni w obronie brytyjskiego imperium. Dziadek Francisa był admirałem marynarki brazylijskiej, a jego wuj feldmarszałkiem armii angielskiej, który walczył w Afryce Południowej i Egipcie.

Zgodnie z tradycją, chłopcy zostali wysłani do prestiżowej szkoły w Eton, po ukończeniu której ich kariery się rozeszły: Francis wybrał wojsko, a Riversdale bank. Do końca życia łączyła ich jednak wspólna pasja – gra w polo. Obydwoje byli w niej świetni i przez to często zapraszani do udziału w lokalnych i międzynarodowych rozgrywkach. Nic więc dziwnego, że niejednokrotnie gościli u księżnej (Shelagh) i księcia (Bendor) Westminster w Eaton Hall, gdzie w sierpniu każdego roku odbywał się słynny „Polo Week“.

Francis i Riversdale Grenfell byli świetnymi graczami w polo.

Shelagh, czyli Konstancja Westminster, była siostrą księźnej Daisy von Pless. Jej mąż, Hugh, nosił przezwisko Bendor. Daisy znała również wujostwo Francisa i Riviego, Williama Grenfella, barona Desborough i jego żonę Etty. Tak jak Plessowie, bywali oni zapraszani na po-Boże Narodzeniowe uroczystosci (tzw Twelfth Night) do Chatsworth, posiadłości księstwa Devonshire. Ich własną rezydencję, Taplow Court, Daisy odwiedziła w czerwcu 1906 r. „Śliczne i spokojne miejsce, pełne pięknych kwiatów; obydwoje gospadarze czarujący“ zapisała w swoim pamiętniku.

Francis wstąpił do wojska w 1900 r. W 1901 r. walczył w wojnie burskiej, po czym został wysłany do Indii. W 1905 r. spełniło się jego marzenie: z piechoty został przeniesiony do kawalerii – renomowanego 9. pułku ułanów (9th Lancers). By zapewnić sobie kolejny awans, musiał wykazać się dobrą znajomością niemieckiego. W celu podszkolenia języka, wyjechał w czerwcu 1911 r. do Berlina. Zatrzymał się u emerytowanego niemieckiego oficera o nazwisku Hamann, który był przyjacielem Austena Chamberlaina i chrześniakiem profesora Max-Mullera, ożenionego z kuzynką Grenfellów.

W swoim pierwszym liście do brata Riviego, Francis opisuje nowe życie w Niemczech, które zaczęło się od wizyty u księstwa von Pless w Książu:

„Spadłem szczęśliwie na cztery łapy, lepiej niż jakikolwiek kot: zostałem zaproszony do Plessów, co jest wielką z ich strony uprzejmością! Księżna Daisy wyjechała właśnie do Londynu, gdzie zatrzyma się w Sunderland House, dokąd musisz pójść z wizytą. Przejęta jest bardzo międzynarodową polityką, stosunkami angielsko-niemieckimi, itp i zamierza gościć Barona Marschalla, któremu chce pomóc. Jest ona tu [w Niemczech] naszą Panią Astor i rozśmiesza mnie do łez, kiedy stara się rozruszać [ponurych] Niemców. Spędziłem kilka dni w Książu – imponującym zamczysku, który wprawdzie posiada niewiele cennych skarbów, ale za to jest olbrzymi i pięknie położony. Plessowie są bardzo bogaci i wszystko tu musi być w wielkim stylu – karoce z forysiami i eskortą, itp. Mają pięćdziesiąt powozów konnych, sześćdziesiąt koni jeździeckich, czterdzieści klaczy, trzy ogiery, mnóstwo roczniaków w Książu i drugą stadninę w Pszczynie.

Niestety, nie widziałem za wiele księżnej Daisy, bo była zajęta swoimi niemieckimi gośćmi, wśród nich Gubernatorem Śląska, o którym mówi się, że zostanie kanclerzem. Rozmawiał ze mną po francusku, ale ani jego francuski, ani jego wygląd nie zrobiły na mnie wrażenia.

Później wszyscy wróciliśmy do Berlina, do hotelu Esplanade, gdzie aż spuchnąłem z dumy bycia członkiem świty Plessów. Spotkałem dwóch lub trzech księci, ministra spraw zagranicznych z rządu Bethmann-Hollwega i wiele innych osobistości.

Książę von Pless [Hans], który uchodzi tutaj za kogoś w rodzaju naszego księcia Devonshire, wprowadził mnie do swojego klubu [o nazwie Union] – najlepszego w Berlinie. Jest prawie identyczny jak [klub londyński] Turf, z wyjątkiem tego, że każdy z tobą rozmawia i że wszyscy jedzą obiad przy wspólnym stole, prowadząc otwartą konwersację po niemiecku. Dzisiaj siedziałem obok księcia von Bulow, generała dowodzącego Gwardią Kirasjerów. Poprosił, żebym przyszedł zobaczyć jego brygadę kawalerzystów, obiecując mi wszystko pokazać. „Jaka szkoda, że nie spotkałem Pana wczoraj, kiedy odbyła się inspekcja mojej brygady, bo zobaczyłby Pan świetne widowisko“ – powiedział. Obsługa, jedzenie i regulamin są [w tym klubie] takie same jak w Turf, za wyjątkiem tego że wszystkie angielskie gazety są wyłoźone na stole, chociaż poza mną nie było tam żadnego Anglika.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Hans niewątpliwie byłby dumny z powyższego opisu swojego klubu. Był bowiem jednym z jego założycieli, wraz z księciem Ujest i młodymi Hohenlohami. Union, wzorowany na najlepszych klubach gentlemeńskich Londynu, miał być konkurencją Casino – jedynego wówczas klubu w Berlinie, zbyt elitarnego i skostniałego w swoich przepisach. Na jego otwarcie przybył sam cesarz Wilhelm II, a książę von Pless został jednogłośnie wybrany prezydentem.

Porównanie Hansa do angielskiego księcia Devonshire dowodzi raczej jego wysokiej i silnej pozycji towarzyskiej w socjecie niemieckiej, niż jego miejsca w polityce kraju, w której nie brał czynnego udziału.


Nancy Astor i księżna Daisy von Pless, portrety J.S. Sargenta

Znacznie ciekawsze jest zestawienie księżnej Daisy von Pless z angielską Panią Astor. Nancy Astor (1879 – 1964) była arystokratką pochodzenia amerykańskiego, która w konsekwencji długoletniego zaangażowania politycznego, została w 1919 r. wybrana do parlamentu, stając się pierwszą w historii kobietą zasiadającą w izbie gmin. Wedug słów samej Daisy, była „bystra, dowcipna, z umysłem cynicznym, a duszą sentymentalną.“ Walczyła o prawa kobiet i dzieci, popierając gorąco reformy socjalne Lloyd Georga. Choć były to również problemy bliskie sercu Daisy, jej arena działalności politycznej była inna. „Przejęta jest bardzo międzynarodową polityką [i] stosunkami angielsko-niemieckimi“ pisał Francis Grenfell. I chyba właśnie to zaangażowanie i pasja, nasuneły mu porównanie Daisy z Nancy.

Wzmianka, że księżna von Pless „ zamierza gościć Barona Marschalla [von Biebersteina], któremu chce pomóc“ dowodzi, że już w czerwcu 1911 r. musiała wiedzieć o jego nominacji na niemieckiego ambasadora w Londynie. Stanowisko to objął w maju 1912 r., ale zmarł po paru miesiącach. Jego następcą został książę Lichnowsky, z którym Daisy miała równie przyjazne stosunki, jak z jej ukochanym księciem Wolff-Metternichem. Czy udałoby się jej obłaskawić zatrwardziałego anglofoba Marschalla?

Pierwszy Victoria Cross 1. Wojny Światowej zdobyty przez kapitana Francisa Grenfella 24 sierpnia 1914 r. Obraz Richarda Caton Woodvilla ze zbiorów National Army Museum w Londynie.

Wracając do Francisa Grenfella, jego młode życie zakończyło się śmiercią na froncie angielsko-niemieckim w maju 1915 r. Wkrótce po wybuchu I wojny światowej, kapitan Francis Grenfell wykazał się olbrzymią odwagą w bitwie pod Mons, gdzie stanąl na czele ataku na piechotę niemiecką. Pomimo odniesionych ran, jeszcze tego samego dnia wyprowadził z pola walki zagrożone przejęciem przez wroga angielskie armaty. Odznaczony został za to krzyżem Victoria Cross (VC).

Francis Grenfell i Bendor, 2. Książę Westminster, przyjaciele i żołnierze 9. pułku Lansjerów

Nie dokonałby jednak tego, gdyby nie interwencja jego znajomego z gry w polo i współbratanka 9. pułku Lansjerów, Bendora księcia Westminsteru, który uratował go od kolejnych ran i niewątpliwej śmierci między jedną akcja a drugą.

Po śmierci Francisa, The Times opublikował jego testament, w którym złożył on Bendorowi specjalne podziękowanie słowami: „nigdy żaden człowiek nie miał szlachetniejszego przyjaciela…“

Read Full Post »