Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Epoka’ Category

Socjeta w Berlinie różni się bardzo od tych w innych stolicach i nie można jej pochlebnie porównać z towarzystwem Londynu lub Wiednia. Stolice Wielkiej Brytanii i Austrii są znacznie przyjemniejsze, bo brak w nich tej sztywności, która tak często czyni pruską socjetę nudną i monotonną. Wysiłki Cesarza by to zmienić nie przyniosły większych rezultatów i pruska arystokracja, z małymi wyjątkami, kontynuuje swoje przyzwyczajenia. (…)
Berlin poniósł dużą stratę ze śmiercią Cesarzowej Augusty, która jako Księżna Saxe-Weimar*, podtrzymując rodzinne tradycje, uznawała niesienie pomocy talentom za swój niestrudzony obowiązek, co sprawiało, że jej przyjęcia uczęszczane były przez najsłynniejszych przedstawicieli świata literatury i sztuki. Kolejnym intelektualnym centrum Berlina był pałac śp. Księżnej Matyldy Radziwiłł**, która, przez całe swoje życie, pasjonowała się sztuką i literaturą.

Pałac Cesarski w Poczdamie

Ale Berlin jest przede wszystkim miastem muzyki, gdzie wielu członków wytwornego towarzystwa jest muzykami, wykwalifikowanymi na równi z profesjonalistami. Obydwoje Cesarz i Cesarzowa są bardzo muzykalni i robią wszystko co w ich mocy, by podtrzymać rozwój tej gałęzi sztuki, min. prywatnie organizując liczne soirées musicales. Fakt ten wysunął umuzykalnioną część berlińskiej socjety na czołowe miejsce i wyłonił z niej kilka liderek, które rozwój muzyki uznały za cel swojej egzystencji.
Jedną z nich jest Gräfin von der Gröben***, której dom stał się intelektualnym ośrodkiem arystokratycznego Berlina. (…) Hrabiostwo von der Gröben są obydwoje muzykalni i mają w swoim pałacu salę koncertową słynącą z akustyki, którą chętnie wypożyczają na cele charytatywne i na której scenie debiutował niejeden muzyk. Hrabina przeciera drogę do berlińskiej socjety nie tylko muzykom, ale również poetom, pisarzom i artystom. Czarująca Hrabina von der Gröben jest jedną z najpopularniejszych hostess w stolicy Prus, bo posiada wspaniały takt i doskonale opanowała kunszt podejmowania gości. (…)
W Berlinie istnieje ekskluzywny krąg ludzi oddanych muzyce, często spotykających się, by wspólnie oddawać się tej pasji. Należy do niego Księżna Maxowa Hohenlohe-Oeringen (z domu hrabianka Hatzfield), córka niemieckiego ambasadora w Anglii, której cudowny głos jest wielce podziwiany. Hrabia Philip Eulenburg jest także bardzo muzykalny i zasłynął pięknymi kompozycjami, z których najpopularniejszymi są Die Rosen Lieder oraz Die Skaldenge-Sänge. Jednakże najbardziej utalentowanym członkiem tego kręgu jest Kapitan von Chelius****, który służy w Gwardii Huzarów i którego utwory wzbudziły olbrzymi podziw w świecie muzycznym, w szczególności jego opera Haschisch. (…) To właśnie wysiłki Kapitana von Chelius doprowadziły do powołania „Potsdam Berlin Wagner Society”, do której zapisali się wszyscy umuzykalnieni członkowie berlińskiej socjety. Podczas koncertów organizowanych przez „Potsdam Berlin Wagner Society”, pan von Chelius akompaniuje innym na pianinie, ponieważ akompaniament jest jego wielkim darem. Kapitan von Chelius, Hrabia von Moltke, Professor Hertel i Hrabia Eulenburg biorą zawsze udział w soirées Cesarza.
Wśród książąt i księżnych zainteresowanych muzyką są: Książę Regent Brunswicku i jego synowie, z których Książę Joachim-Albrecht jest znakomitym wiolonczelistą, podczas gdy jego młodszy brat, Książę Friedrich-Wilhelm, jest wspaniałym skrzypkiem. Księżna Albertowa Saxe-Altenburg ma przepiękny głos; Książę Max Badeński zachwyca wszystkich swoim bogatym i dobrze wyszkolonym barytonem; a dwóch starszych synów Cesarza pochwalić się może głębokim talentem muzycznym – Cesarzewicz, na przykład, świetnie gra na skrzypcach. (…)

Księżna Aibertowa Anhalt, wnuczka Królowej Wiktorii

Najważniejszymi gospodyniami, w domach których można zawsze posłuchać wybornej muzyki są: Hrabina von der Gröben, Księżna Antonowa Radziwiłł, pani von Hindenburg-Beneckendorff (z domu Münster) i Księżna Maxowa Hohenlohe. (…)
Jedną z liderek kręgu zabawowego w Berlinie jest Księżna Aribertowa Anhalt*****, która lubi każdy sport i jest wyśmienitą gospodynią, wiedzącą jak uszczęśliwić swoich gości. Nikt nigdy nie nudzi się w jej domu prowadzonym na modłę angielską i jej przyjęcia należą do najpopularniejszych w Berlinie. Książę Aribert lubi uciechy tak bardzo jak jego żona. Będąc wysportowanym mężczyzną i doskonałym jeźdźcą, upaja się organizowaniem wszelkich możliwych wyczynów na koniach. Księżna Aribertowa jest bardzo lubiana przez żony kolegów-oficerów męża i wydaje dla nich cotygodniowe herbatki.
Sport każdego rodzaju jest obecnie modny w Berlinie. Dawny intelektualny styl życia ( za wyjątkiem kręgów muzycznych) uważany jest przez młodych członków socjety za staroświecki i nudny. Tenis, golf, jazda na rowerze, żeglowanie, polowania – w zasadzie każdy rodzaj aktywności na świeżym powietrzu – stały się teraz pasją nowej generacji, która w wielkim stopniu bezkrytycznie naśladuje Anglików, także w ich głupocie i wadach. Najlepszym tego przykładem może być Księżna Henrykowa Pless, o której można powiedzieć, że jest bardziej angielska od normalnego Anglika****** .

Daisy, czyli Księżna Henrykowa Pless

Śliczna Księżna Henrykowa Pless za każdym razem wzbudza podziw kiedy pojawia się w Berlinia, a jej wspaniałe klejnoty zawsze są komentowane. Fakt, że Księżna Aribertowa Anhalt urodziła i wykształciła się w Anglii niewątpliwie dokłada się do fascynacji, jaką żywią do niej jej liczni niemieccy przyjaciele. (…).
Fürst Pless, ojciec Księcia Henryka Pless, jest ulubieńcem każdego, a jego druga żona jest też powszechnie lubiana. Fürstin Pless, która była hrabianką Dohns-Schlobitten jest wciąż młodą kobietą. Poślubiła Fürsta 27 lutego 1886 roku i ma z nim syna i córkę, którzy są w wieku dziecięcym, a oprócz nich trzech przyrodnich synów i jedną przyrodnią córkę. (…) Rodzina Plessów jest jedną z najbogatszych w Prusach, lecz – choć bardzo szanowana – nie należy w Niemczech do mediatyzowanych rodów i jest niższa rangą niż takie rodziny jak Hohenlohowie, Löwensteinowie lub Solmsowie, które były kiedyś rodami panującymi. Wielu członków szlachty z tytułem hrabiowskim jest przeto wyższymi rangą niż Plessowie. (…)

Księżna Matylda, żona Jana Henryka XI von Pless

Oczywiście, Dwór jest centrum berlińskiej socjety i nikt, kto nie został przedstawiony na Dworze, nie jest do niej dopuszczany, ani zapraszany do dobrych domów. Berlin różni się pod wieloma względami od Londynu, Paryża czy Wiednia, ale największą różnicą jest chyba fakt, że – w przeciwieństwie do innych stolic, w których szlacheckie i bogate rodziny mają swoje miejskie rezydencje do spędzania Sezonu w metropolii – w Berlinie tylko cztery arystokratyczne rody mają własne pałace (…): Radziwiłłowie, Plessowie, von der Gröbenowie i Armin-Muskausowie.
W Berlinie panuje rygorystyczny podział na klasy, więc socjeta akceptuje jedynie ludzi pochodzenia szlacheckiego, wysokich urzędników dworskich i rządowych i tylko tych oficerów wojska i marynarki, którzy zostali wcześniej przyjęci i przedstawieni na Dworze. Wszyscy inni mieszkańcy miasta nie mają najmniejszej szansy na wejście do socjety. Reguła ta ma swoje dobre i złe strony, bo choć powstrzymuje intrygi i nieprzyjemności, to sprawia, że ofiarowane rozrywki towarzyskie są nużąco jednakowe i trudno w nich znaleźć odrobinę oryginalności. Przyjemna i swobodna atmosfera Wiednia jest obca Berlinowi, gdzie panuje zimna formalność. Pruscy arystokraci, pomimo że są uprzejmi i życzliwi, są trudni w nawiązywaniu przyjaźni i komuś, kto próbuje to zrobić, przebicie się przez ich skorupę reguł i konwenansów zabiera dużo czasu. (…) Bez więzów rodzinnych, przejście z nimi w zażyłość jest prawie niemożliwe.
Jednakże młoda generacja nie jest już tak formalna i socjeta nie jest już tak sztywna jak to było dwadzieścia lat temu. Cesarz stara się ją rozluźnić własnym przykładem, zachowując się swobodniej wobec ludzi, których obdarzył swoją przyjaźnią. Nie zawsze jest to wygodne dla gospodyń, kiedy wysłannik Cesarza zapowiada jego obecność na lunchu lub obiedzie na godzinę przed przybyciem i dom zostaje wtedy przewracany do góry nogami, by odpowiednio uhonorować tak zacnego, a trzeba dodać, że także niełatwego, gościa.
Chyba najprzyjemniejszym domem w całym Berlinie jest Gröbensche Palais, rezydencja Hrabiego i Hrabiny von der Gröben, która stała się ośrodkiem dla tych, którzy interesują się sztuką i literaturą i gdzie spotkać można znanych ludzi ze sfer intelektualnych i środowiska dworskiego.
Przykro powiedzieć, ale majątek odgrywa w Berlinie tak samo dużą rolę jak w Londynie i tylko bogacze mogą liczyć na sukces, mimo licznych przywilejów, jakimi mieni się szlachta. Ten kult pieniędzy nie zawsze był cechą pruskich arystokratów i różni się od tego w Anglii pod jednym względem, mianowicie – bogacz zapraszany do ich domów musi mieć korzenie szlacheckie.
Godnym pożałowania jest fakt, że, nie będąc w stanie współzawodniczyć z luksusowym stylem życia obecnych członków Dworskiej Socjety, coraz mniej zacnych rodzin szlacheckich zjeżdża do Berlina na zimę, lub pojawia się w stolicy tylko na tydzień lub dwa, by pokazać się na Dworze i przedstawić swoje córki, po czym wrócić na resztę roku do swoich posiadłości. (…) W konsekwencji tego, tylko parę dam prowadzi salony w Berlinie i mniej tygodni Sezonu poświęcanych jest balom i podobnym rozrywkom.
Sezon Berliński trwa od stycznia do początku Wielkiego Postu. Ponieważ nie jest to długi okres, prawie każdej nocy odbywa się jakiś bal, który jednak nie jest wydarzeniem pełnym życia, bo sale są przeważnie zbyt zatłoczone, żeby można było swobodnie tańczyć. Poza tym panuje na nich zasada, że każdy musi być każdemu przedstawiony, co zajmuje dużo czasu. Cesarz jest bardzo uczulony na tańce swoich oficerów i potrafi ostro skrytykować ich każde niechlujstwo. Osobiście, Jego Wysokość nie przepada za balami, ale jeśli sam wydaje bal na Dworze, jest on zawsze perfekcyjnie zaaranżowany.
Herbatki o piątej i rauty są także popularnymi formami rozrywki w Berlinie. Te urządzane w imieniu Cesarzowej przez Gräfin von Brockdorff są zawsze przyjemne. Poza tym, żony różnych ambasadorów, Księżna Aribertowa Anhalt i parę innch dam prowadzą w niektóre dni tzw. „Dom Otwarty” („At Home”). Gräfin von Brockdorff, ochmistrzynia niemieckiej Cesarzowej, jest osobą niezwykle czarującą i niezbędną dla Cesarzowej, bo – oprócz tego, że jest mądra i obdarzona wielkim taktem – wspiera Cesarzową w jej wszystkich projektach dobroczynnych. (…)
Sezon kończy się w karnawale balem maskowym wydawanym przez Cesarza i Cesarzową we wtorek przed Środą Popielcową. Podczas Wielkiego Postu jedynymi rozrywkowymi imprezami są dobroczynne bazary, koncerty, tableaux, i tym podobne, którym Cesarz nie jest zbyt przychylny i niejednokrotnie wyraził niezadowolenie z tych, tak zwanych, charytatywnych fet.

Mitzie, Księżna Ratibor

Książę i Księżna Ratibor należą do najbardziej honorowanych członków pruskiego Dworu. Fakt, że Książę wywodzi się ze słynnego rodu Hohenlohe sprawia, że jest krewnym Cesarzowej, a poprzez swoją matkę jest także spokrewniony z Wielkim Księciem Badenii. Ratiborowie, równi swoim urodzeniem z członkami innych panujących rodów, przynależą do katolickiej gałęzi rodziny Hohenlohe. (…) Książę Ratibor jest bratankiem niemieckiego kanclerza, Księcia Hohenlohe-Schillingsfuerst.

Rita, Baronowa von Reischach

Baronowa von Reischach, siostra Księcia Ratibor, jest ulubienicą na pruskim Dworze. Jej mąż, marszałek dworu Cesarzowej Fryderykowej, jest wytrawnym rowerzystą, który wciągnął Księcia Henryka w arkana tego sportu. Żona podziela jego pasję i razem odbywają liczne wycieczki rowerowe podczas lata spędzanego z Cesarzową w Cronbergu. (…)
Kolejna grande dame Berlina, Księżna Antonowa Radziwiłł******* jest zagorzałą katoliczką i stronniczką pruskiej partii katolickiej. Poświęca tak dużo swojego czasu kościołowi, że jej pałac przestał być miejscem rozrywek i stał się bardziej jak klasztor. Radziwiłłowie, którzy wywodzą się ze starego rodu litewskiego, mają swoje posiadłości w Polsce. (…) W 1796 roku Książe Antoni Radziwiłł ożenił się z pruską księżniczką i dwie rodziny połączyła wielka przyjaźń. Smutna historia miłosna Cesarza Wilhelma I i Księżniczki Elizy Radziwiłł znana jest każdemu. Pałac Radziwiłłów w Berlinie rzadko otwiera teraz swoje wrota dla gości i młodzi ludzie nieczęsto bywają zapraszani przez Księżną.

Księżna Marie Radziwiłł

Do piękności Berlina zaliczane są: wysoka i czarująca Księżna Salm-Dyck********, Baronowa Varnbüler********* o klasycznej urodzie i pięknych włosach noszonych z przedziałkiem oraz szczuplutka jak dziewczynka i zawsze zachowująca się nienagannie oraz powszechnie podziwiana, muzycznie wykształcona i elokwentna Madame d’Iturbe z jej nietypowymi, kasztanowymi włosami i ciemnymi oczami. Jej oryginalne przyjęcia nigdy nie są nudne i jest ona jedną z najbardziej utalentowanych gospodyń stolicy. (…)

*Księżniczka Augusta Saxe-Weimar (1811 – 1890), żona Króla Prus, a potem Cesarza Niemiec, Wilhelma I.

**Księżniczka Matylda von Clary und Aldringen (1806 – 1896), żona Księcia Fryderyka Wilhelma Radziwiłła.

***Louise Ernestina Charlotte von Eschwege (1847 – 19410; jej drugim mężem był Hrabia Gunter von der Gröben.

****Oskar von Chelius (1859 – 1923), żołnierz, dyplomata, kompozytor i propagator muzyki Wagnera.

*****Księżniczka Marie Louise Schleswig-Holstein (1872 – 1956), wnuczka Królowej Wiktorii; jej mąż homoseksualista, Książę Aribert Anhalt rozwiódł się z nią w 1900 r.

******Ta sarkastyczna krytyka Księżnej Daisy von Pless, jak i następne złośliwe uwagi na temat statusu Plessów, odchodzące od tematu artykułu, świadczą dobitnie, że jego autor/autorka nie był w stanie ukryć swojej do nich niechęci. Co ciekawe, holenderska gazeta „De Groene Amsterdammer”, która ten artykuł przedrukowała, złośliwości te ocenzurowała: http://historisch.groene.nl/nummer/1899-06-11/pagina/5#4/-29.04/-12.57

*******Markiza Marie Castellane (1840 – 1915), żona Księcia Antoniego Fryderyka Radziwiłła

********Donna Bianca Lucchesi Palli del Principi di Campofranco (1865 – 1943), żona Księcia Georga Salm-Dyck

*********Natalie Gavriliuk (1867 – 1931), żona Barona Axela Varnbüler von and zu Hemmingen

Reklamy

Read Full Post »

Coco Chanel nie trzeba nikomu przedstawiać. Bendor, dla przypomnienia, to Hugh Richard Arthur Grosvenor, 2. książę Westminsteru i szwagier księżnej Daisy von Pless. O losach jego małżeństwa z jej siostrą Shelagh pisałam już wcześniej (zobacz: https://daisypless.wordpress.com/2012/06/13/desperackie-bledy-shelagh/) , kończąc opowieść na 1913 – roku ich separacji. Wkrótce potem wybuchła pierwsza wojna światowa, która, ironicznie, umożliwiła małżonkom ucieczkę od problemów matrymonialnych.
Bendor, jako organizator i dowódca oddziału zmilitaryzowanych samochodów, walczył na froncie Północnej Afryki. Shelagh sprawnie zarządzała szpitalem wojskowym w La Touquet na terenie Francji. Poznała tam i zakochała się w młodym, przystojnym kapitanie lotnictwa, Johnie Fitzpatricku Lewisie. W październiku 1919 r. rozwiodła się z mężem i trzy miesiące później poślubiła Lewisa, przedkładając szczęście osobiste ponad majątek i status społeczny. Zmęczony licznymi romansami (podczas przewodu rozwodowego Shelagh udowodniła mu osiem zdrad!), Bendor również postanowił się ustatkować i w listopadzie 1920 r. ożenił się z Violetą Rowley w nadziei, że ta ciągle jeszcze młoda rozwódka urodzi mu, jak to zrobiła pierwszemu mężowi, syna i dziedzica. Nic jednak z tego nie wyszło i po niespełna trzech latach małżeństwa wyrzucił ją z domu, nonszalancko ignorując skandal i zabiegi Violety w szukaniu sprawiedliwości drogą sądową.
Na wakacje zimowe 1923/1924 r. popłynął swoim jachtem do Monte Carlo. Tam wpadła mu w oko czterdziestoletnia już wprawdzie, ale wciąż atrakcyjna i interesująca, paryska projektantka mody Gabrielle („Coco”) Chanel. Przedstawiła ich sobie wspólna znajoma Vera Bate Lombardi, która także, zgodnie z obietnicą daną Bendorowi, zmusiła Coco do uczestnictwa w obiedzie wydawanym przez niego na pokładzie jego łodzi. Od tego wieczoru, pokój Mademoiselle Chanel w Hotelu de Paris na francuskiej Riwierze zasypywany był codziennie świeżymi kwiatami.
Książę Westminsteru nie był ani pierwszym Anglikiem, ani pierwszym arystokratą, jaki pojawił się w jej życiu. Po młodzieńczym romansie z francuskim oficerem Etienne Balsanem, Coco związała się na kilka lat z kapitanem Arthurem („Boyem”) Capelem. Gdy ten, zmuszony społecznym konwenansem, poślubił w 1918 r. Hon. Dianę Wyndham (nota bene młodziutką wdowę po Percy Lyulph Wyndhamie, przyrodnim bracie Bendora), Chanel znalazła pocieszenie w ramionach wielkiego księcia rosyjskiego Dymitra Pawłowicza.
Nie potrzebowała również ani pieniędzy najbogatszego człowieka w Anglii, ani jego kontaktów. Na arenę wybranego zawodu weszła już w 1910 r., sprzedając z dużym sukcesem zaprojektowane przez siebie kapelusze w sklepiku przy 21 Rue Cambon, otwartym z pomocą finansową Capela. Wkrótce potem, także przy jego wsparciu, stała się właścicielką sklepu z wakacyjnymi, wygodnymi sukienkami i kostiumikami w resorcie Deauville, a od 1915 r. kolejnego sklepu w Biarritz. Biznes prosperował tak dobrze, że w 1919 r. zainwestowała w kupno całego budynku przy 31 Rue Cambon w Paryżu, w którym otworzyła własny, elegancki dom mody. Projektowała i szyła nie tylko dla indywidualnych klientek. Jej zespół szwaczek wykonywał kolekcje dla dużych domów towarowych, w tym także dla potentatów handlu detalicznego w Londynie. Już w marcu 1920 r. Selfridge’s zaczął sprzedawać jej popularne welwetowe pelerynki wykończone strusimi piórami, a w październiku 1923 r. Harrod’s wystawił jej kolekcję sukien dworskich. Ich prosty, ale wyrafinowany styl podkreślający feministyczne kształty podbił serca nowoczesnych kobiet. Kiedy w maju 1923 r. pojawiła się w jednej z nich na dworze żona hiszpańskiego ambasadora, prasa nie omieszkała zwrócić uwagi na jej strój. Nawet wybiórczy i powściągliwy „The Times” doniósł czytelnikom: „Madame Merry del Val miała na sobie suknię Chanel: bardzo prostą, wykonaną w białej krepie, wyszytej srebrem i z trenem z belgijskiej koronki podbitej srebrną tkaniną”.
Pomimo jej niezależności, a może właśnie z tego powodu, Bendor nie dawał za wygraną. Jak dekadę wcześniej z aktorką Gertie Millar, był zafascynowany spotkaniem kobiety samowystarczalnej i intrygującej w swojej pewności siebie. A ona, ciekawa co kryje się za fasadą najsłynniejszego w Europie playboya, poddała się w końcu jego zalotom. W pierwszych miesiącach 1924 r. byli już parą.

00

Lady Mary Grosvenor i jej matka Shelagh, pierwsza żona Bendora na ślubie Ursuli. Suknia Mary została wykonana według projektu Coco Chanel, opublikowanego w czasopiśmie Vogue wiosną 1924 r.

23 czerwca 1924 r. starsza córka Bendora, Ursula, wzięła ślub z Williamem Patrickem Filmer-Sankey. Młodsza siostrzyczka Mary była jej druhną i – co jest bardzo wymowne w odniesieniu do relacji ich ojca z nową kobietą – przyszła na uroczystość weselną w sukni zaprojektowanej przez Coco! Na fakt ten zwrócił moją uwagę badacz Chanel, pan Piotr Szostak i uprzejmie przysłał mi do porównania ilustrację sukni jej projektu z Vogue’a z wiosny 1924 r. Ich podobieństwa, jak kilkuwarstwowa, zwiewna spódnica, czy spływające z ramion fragmenty materiału, są nie do zaprzeczenia. Różnica w linii dekoltu jest zrozumiała: czternastoletnia wtedy Mary nie mogła go mieć tak głęboko wyciętego, jak to było w oryginalnym projekcie.
Mary i Coco szybko się zaprzyjaźniły. Obie były doskonałymi amazonkami i często razem galopowały na koniach. Kiedy cztery lata później, Mary świętowała debiut w socjecie, nie miała problemu zaprosić kochankę ojca na swój bal. Wzruszona Coco odwdzięczyła się obiadem dla rodziny Mary, ale na jej tańce nie poszła. Nie chcąc wzbudzić sensacji swoją obecnością, wykręciła się bólem głowy.

coco-chanel-the-legend-and-the-life-justine-picardie

Lady Mary Grosvenor (na pierwszym planie) i Coco Chanel sfotografowane podczas wspólnej przejażdżki końmi. Obydwie były doskonałymi amazonkami.

Sprawność fizyczna Chanel i zamiłowanie do aktywnych ćwiczeń na świeżym powietrzu niewątpliwie miały pozytywny wpływ na jej związek z Bendorem. Jak jego pierwsza żona Shelagh, mogła mu szczerze i z prawdziwym zapałem towarzyszyć w jego niespożytej żądzy sportowych emocji. Tego czego nie umiała, uczyła się szybko. Kilka pobytów w Szkocji wystarczyło, by stała się bardzo dobrym wędkarzem. Szkocję pokochała na równi z Bendorem. Odkąd w 1926 r. książę kupił wyłącznie dla nich rezydencję Rosehall (mimo, że był już właścicielem trzech innych!), którą Coco sama udekorowała i umeblowała, czuła się tam, jak u siebie w domu. Można powiedzieć, że Szkocja jej się w dwójnasób za to odwdzięczyła.
Góralska garderoba księcia, wykonana w ekskluzywnym szkockim tweedzie, zwróciła jej uwagę swoim komfortem oraz jakością i wzorami materiału. Pożyczając ubrania z jego szafy, osobiście przekonała się o ich wygodzie i natychmiast zaadoptowała je w damskich, dwuczęściowych kostiumach i pojedynczych marynarkach, szytych z miękkiej wełny, tkanej specjalnie dla niej w Szkocji. Zachwycona formą i geometrycznymi wzorami rozpinanych swetrów, robionych ręcznie na drutach na wyspie Fair, zaprojektowała dla siebie i swoich klientek luźne, wzorzyste kardigany, zachowując w nich niektóre męskie akcenty (szerokie ramiona), lecz podkreślając jednocześnie tak ważne damskie elementy jak odpowiednie wycięcie lub kołnierz eksponujący szyję.

tumblr_nboyipuaxu1r9e2vfo1_1280

Coco Chanel w zaprojektowanym przez siebie kardiganie, opartym na formie i geometrycznych wzorach swetrów ze szkockiej wyspy Fair.

Styl życia Bendora był dla niej wręcz łańcuchem inspiracji. Gdy włożyła na siebie jego za dużą na nią tunikę do gry w polo, musiała ją przytrzymać paskiem na biodrach. Pomysł ten przeniosła potem na swoje obszerne płaszcze, skrócone do długości tuż poniżej kolan – tej samej, której sięgała na niej jego tunika.

0ef0b7790094dc7f4126a69d703374be

Bendor i Coco Chanel sfotografowani na wyścigach konnych. Coco ma na sobie tunikę Bendora do gry w polo, która zainspirowała ją w projekcie obszernych płaszczy dla kobiet.

W swoich projektach kopiowała pasiaste kamizelki jego służących i dwurzędowe kurtki z mosiężnymi guzikami, noszone przez członków załogi jego jachtów. Spędzając ze swoim kochankiem dużo czasu na morzu, dla własnej wygody zaczęła nosić na codzień wygodne, dzwonowate spodnie, a wieczorami ich bardziej elegancką wersję z białego jedwabiu (tzw. „silk pajamas”). Czapki z daszkiem, charakterystyczne dla żeglarzy, przearanżowała w berety ozdabiane broszkami, a ich marynarskie trykoty na sweterki i koszule w paski; te ostatnie zawsze – jak u Bendora – z mankietami i spinkami.

4f41fff041b5ac3acc0fb869eedccd4a

Coco w luźnych spodniach i sweterku w paski opartych na roboczych ubraniach marynarzy pracujących na jachtach Bendora.

Nawet prezenty od niego, zwłaszcza liczne sznury pereł, nasunęły jej pomysł swoistej ekstrawagancji. „Nie mogłam nosić swoich prawdziwych pereł bez krępującego gapienia się na mnie na ulicy, więc rozczęłam modę noszenia ich podróbek” – tłumaczyła. Czasem dla przekory mieszała te prawdziwe z fałszywymi, ale zawsze miała ich pełno na sobie.

coco-chanel-ritz

Sznury sztucznych pereł zamiast tych prawdziwych, otrzymywanych od Bendora, stały się swoistym znakiem rozpoznawczym jej swoistej ekstrawagancji.

Romans Bendora z Coco trwał, jak na niego, długo, bo aż sześć lat. Plotkowano nawet o ich małżeństwie. Plotkę tą „potwierdziła” sama Chanel tłumacząc w wywiadzie po latach dlaczego nie wyszła za księcia: „było wtedy już kilka księżnych Westminster, ale tylko jedna Coco”. Piszę „potwierdziła” w cudzysłowie, bo im stawała się starszą, tym bardziej upiększała swoją przeszłość. Badacze jej życia nie bardzo w to wierzą. Najprawdopodobniej, Bendor po prostu się nią znudził i przypomniawszy sobie, że musi jeszcze w życiu spłodzić syna i dziedzica, po zaledwie trzech miesiącach zalotów do młodej panny z dobrego domu, Loelii Ponsonby, ożenił się z nią w lutym 1930 r.

Read Full Post »

Wielki książę rosyjski Michał Michajłowicz Romanow (1861 – 1929) i jego morganatyczna żona, Zofia hrabina Torby (1868 – 1927) byli dobrymi i oddanymi przyjaciółmi księżnej Daisy von Pless do końca swojego życia. Trudno ustalić dokładnie gdzie i kiedy się poznali. Po ślubie z Zofią w lutym 1891 r., którego jego rodzice – wielki książę Michał Mikołajewicz i księżna badeńska Cecylia Augusta – nie zaaprobowali, Michał otrzymał zakaz wjazdu do Rosji. Młodzi małżonkowie mieszkali początkowo w Wiesbaden w niemieckim księstwie Nassau, rządzonym przez ojca Zofii, księcia Mikołaja Wilhelma. Jej matką była Natalia Aleksandrowna Puszkin, córka wielkiego poety rosyjskiego Aleksandra Puszkina. W Niemczech przebywała również siostra Michała, Anastazja, która wyszła za mąż za Fryderyka Franciszka III, wielkiego księcia Makelmburgii i Schwerinu, którego Plessowie gościli w Pszczynie w 1896 r.

W 1899 r., Michał i Zofia przenieśli się na stałe do swojej wytwornej willi Kazbek w Cannes. Księstwo von Pless zaczęło regularnie odwiedzać Francuską Riwierę od 1897 r. W międzyczasie obie pary wpadały często do Londynu. Okazji do spotkań było więc wiele. keele-hall-gd-michael

Keele Hall, angielska rezydencja wielkiego księcia Michała w hrabstwie Staffordshire, wynajmowana przez niego w latach 1900 – 1910.

W 1900 r., wielki książę Michał zdecydował się wynająć dom w Anglii, w którym rodzina mogłaby wygodnie mieszkać przez kilka miesięcy w roku i gdzie on z Zofią byliby w stanie zaistnieć w angielskiej socjecie już nie tylko jako goście, ale także gospodarze rewanżujący się zaproszeniami do własnej rezydencji na prowincji. Jego wybór padł na pałac Keele Hall w hrabstwie Staffordshire, który wydzierżawił na 10 lat od pułkownika Ralpha Sneyda. Nie bardzo wiadomo, czym kierował się w tej decyzji, skoro, choć wygodny, Keele Hall znajdował się w bliskim sąsiedztwie zagłębia węglowego. Jak wspomina baronowa von Stoeckl, której mąż Sasza był od 1898 r. koniuszym księcia, drzewa w ogrodzie oprószone były zawsze pyłem i dotknięcie jakiegokolwiek liścia pozostawiało na rękach ciemne smugi. Zanieczyszczony czy nie, Keele Hall okazał się dla rodziny szczęśliwym domem, a dla księcia miejscem, gdzie – zaakceptowany przez miejscową ludność i władze – czuł się spełnionym i użytecznym lokalnie gentlemanem. 4459-0

Wielki książę Michał z żoną i dziećmi w Keele Hall, ich domu na prowincji angielskiej. Foto: Borough Museum and Art Gallery, Newcastle-under-Lyme

Wkrótce po otwarciu wrót swojej angielskiej rezydencji, książę Michał zaprosił na długi weekend króla Edwarda VII. Datę tej – pierwszej od wstąpienia na tron – wizyty nowego króla ustalono na dnie od 12 do 15 lipca 1901 r. Król z własnymi gośćmi, wśród których znajdowała się jego przyjaciółka, pani Keppel, przybył specjalnym pociągiem na stację Whitmore, gdzie czekały na nich trzy zaprzęgi konne; jednym z nich powoził sam książę Michał. Warto tu nadmienić, że to właśnie Michał i Zofia przedstawili królowi panią Keppel podczas wakacji w Cannes, rozpoczynając tym niechcący jego ostatni romans.

Ze swojej strony, książę sprowadził do Keele Hall jedynych swoich, jak do tej pory, bliskich przyjaciół angielskich w postaci ksieżnej Daisy von Pless i członków jej rodziny: ojca, pułkownika Williama Cornwallis-Westa, jego żonę Patsy oraz córkę Shelagh, świeżo upieczoną księżnę Westminsteru. Wszyscy byli dobrymi znajomymi Edwarda, co sprawiło, że jego pobyt przeszedł w ciepłej, przyjaznej atmosferze. Jak bardzo król był wtedy zrelaksowany, świadczy zamieszczona poniżej fotografia, pokazująca go na herbatce z domownikami i Cornwallis-Westami. Siedząca na honorowym miejscu Daisy miała, oczywiście, za zadanie zabawiać i zajmować monarchę interesującą konwersacją. Znając ją, możemy przypuszczać, że w pełni jej się to udało. Daisy_Keel_Hall

Herbatka z królem w Keele Hall w lipcu 1901 r., siedzą (z lewej do prawej): księżna daisy von Pless, król Edward VII, lord Hugh Grosvenor, hrabina Zofia Torby, pani Cornwallis-West („Patsy”), księżna Konstancja („Shelagh”) Westminster, baronowa Agnes de Stoeckl; stoją (z lewej do prawe): wielki książę Michał, pułkownik William („Poppets”) Cornwallis-West, pani Keppel, lord Elphinston, Sir Sidney Greville, baron Aleksander („Sasza”) de Stoeckl.

W ciągu dnia król grał w krokieta i golfa, zabierany był przez Michała na przejażdżki i kiedy tylko miał okazję, gawędził po niemiecku ze służbą, która w całości pochodziła z Meklemburgii.

Atrakcją jednego z wieczorów było obejrzenie słynnej kolekcji tabakierek ze zbiorów właściciela Keele Hall, Ralpha Sneyda. Przysłał on w tym celu własnego kamerdynera, który otworzył sejf i ułożywszy te cenne przedmioty na tacach, zaniósł je do salonu. Tego rodzaju prezentacja zaowocowała żartem Edwarda skierowanym do obecnych dam: „Zapraszam panie do poczęstunku!” Kamerdyner wziął go na serio i, przestraszony, wybiegł z pokoju, by powiadomić telegramem swojego pracodawcę o poleceniu króla.

Wizyta Edwarda VII w Keele Hall musiała być udana, skoro na jej zakończenie wręczył księciu Michałowi i jego koniuszemu, byłemu dyplomacie, baronowi Aleksandrowi („Saszy”) de Stoeckl królewski Order Wiktorii za zasługi dla monarchii brytyjskiej.

Read Full Post »

Ci z Państwa, którzy śledzą moje badania na Facebooku, pamiętają zapewne, że w kwietniu tego roku dzieliłam się z nimi wynikami swojej walki na ebay’u o zakup akwarelowego portretu księżnej Daisy von Pless, namalowanego przez Hala Hursta (1865-1938).
Zetknąwszy się już wcześniej z jego twórczością i pracą z księżną, przekonana byłam, że obraz ten należał do serii sześciu jej portretów wystawionych przez artystę w 1908 r. jako cykl „Kostiumów i Nastrojów” (https://daisypless.wordpress.com/2013/03/30/nieznane-portrety-daisy-i-zabawa-z-hal-hurstem/). Dzisiaj przyznaję, że byłam w błędzie. Powstał on bowiem w 1902 r., a jego genezą były uroczystości związane z objęciem tronu przez króla Edwarda VII.

Hal_Hurst_FL

Księżna Daisy von Pless na akwarelowym portrecie Hala Hursta, który pojawił się niedawno na aukcji ebay’u.

Rządząca od niepamiętnych czasów, królowa Wiktoria zmarła 22 stycznia 1901 r. Jej najstarszy syn i następca, Albert Edward, książę Walii miał wówczas 59 lat i natychmiast, z niecierpliwością, zaczął wprowadzać na dworze drastyczne zmiany.
Na początek, wziął się za królewskie pałace, które oczyścił z nagromadzonego przez matkę blichtru i rozkazał odnowić je w stylu, który odzwierciedlałby jego umiłowanie do wystawnych ceremonii, podkreślających zarówno tradycję, jak i ówczesną siłę Brytyjskiego Imperium. Zapomniany przez wiele lat londyński pałac Buckingham, zachwycający teraz teatralnością swoich wnętrz kapiących czerwienią, bielą i złotem, stał się na nowo reprezentacyjną siedzibą królewską.
Król, i chętnie mu w tym towarzysząca, królowa Alexandra, stali się z własnego wyboru głównymi aktorami okazałych spektakli. Pierwszym z nich było uroczyste otwarcie Parlamentu 14 lutego 1901 r., wydarzenie, w którym królowa Wiktoria przestała uczestniczyć od 1886 r.
Kolejne zmiany dotyczyły regulacji i przebiegu funkcji publicznych na dworze, z których najważniejszymi były coroczne prezentacje. Te tak zwane „Drawings Rooms” nabrały podczas długiego panowania starej monarchini bezbarwnego charakteru monotonnej formalności. Edward VII od razu przesunął je z popołudnia na późny wieczór i rzadko kiedy odelegowywał swoją obecność na innego członka rodziny królewskiej, co w wypadku Wiktorii było bardzo częstym zjawiskiem. Zajmując na nich centralną pozycję, uwielbiał być otoczony kobietami w pięknych wieczorowych sukniach i błyszczących w elektrycznym świetle klejnotach. Choć ubiór osób uczestniczących w tych spotkaniach był ściśle regulowany, kobiety miały swobodę w wyborze dodatków i biżuterii zdobiących ich stroje, przez co wnosiły do nich element niespodzianki i konkurencji. Nic więc dziwnego, że prasa zamieszczała następnego dnia namiętnie czytane przez wszystkich opisy ich toalet.

M1650902391

Scena prezentacji na „pierwszym dworze” króla Edwarda VII i królowej Alexandry, który odbył się 14 marca 1902 r. Ilustracja z The Graphic opublikowana 22 marca 1902 r.

Pierwsza taka funkcja w „nowej” oprawie odbyła się w pałacu Buckingham 14 marca 1902 r. i, siłą rzeczy, wzbudziła potężne zainteresowanie. Relacje z niej zamieściły wszystkie gazety, a towarzyskie magazyny opatrzyły je wieloma ilustracjami. Nasz Hal Hurst uzyskał pozwolenie króla na uwiecznienie tego wydarzenia dużym płótnem olejnym. Swój obraz, zatytuowany „The First Court of Their Majesties King Edward VII and Queen Alexandra” wystawił dla publiczności w maju 1902 r. w londyńskiej galerii M’Lean.
Oto słowa jednego z krytyków, które rozjaśniły mi okoliczności powstania portretu księżnej Daisy: „[W pracy tej] widać doskonale umiejętność Pana Hursta w posługiwaniu się wspaniałymi kolorami śmiało nakładymi pędzlem. Obraz oddaje w pełni przepych wydarzenia. Postacie królewskie, ze szkarłatną kurtyną w tle, ukazane są na drugim planie; efektowny, czerwony mundur Króla kontrastuje wymownie z bielą sukni Królowej Alexandry. Wokół nich zgrupowane zostały damy w dworskich toaletach, wśród których artysta dał główne miejsce Księżnej Henrykowej von Pless ubranej w brokat ozdobiony złotem i futrem i z diamentami we włosach. Choć podobieństwo jest duże, nie udalo się Panu Hurstowi oddać uroczego oblicza tej damy; to co widzimy nie jest w pełni nią.”. Wszyscy się chyba z tym zgodzimy, aczkolwiek gotowa jestem oddać szczery ukłon artyście za wyśmienite oddanie bogactwa i rafinerii jej stroju.

Hal_Hurst_Daisy_detail2

 

 

 

 

 

 

 

Hurst nie zdołał w pełni uchwycić rysów i ekspresji twarzy księżnej Daisy, ale po mistrzowsku oddał bogactwo i detale jej stroju.

 

 

 

 

 

 

 

 

Z całą więc pewnością stwierdzić teraz mogę, że nieznany akwarelowy portret Daisy, który niedawno pojawił się na ebay’u był przygotowawczym studium Hursta do jego wielkiego płótna przedstawiającego „Pierwszy Dwór króla Edwarda VII i królowej Alexandry”, namalowanego w maju 1902 r. Wskazuje na to zamieszczony powyżej opis ówczesnego krytyka i popierają tą diagnozę fakty historyczne.
W 1902 r., księżna przyjechała do Angli już na początku stycznia, zaproszona przez księstwo Devonshire na długi weekend do Chatsworth. Potem odwiedziła księstwo Marlborough w Blenheim, skąd w lutym przeniosła się do siostry do Eaton. Od marca, wraz z mężem, przebywała w Londynie, biorąc udział w licznych przyjęciach na cześć nowego monarchy. 14 marca zostali oczywiście zaproszeni do pałacu Buckingham.
Jak tego wymagał regulamin, Daisy włożyła na tą okazję strój dworski, który składał się z nisko wyciętej sukni z krótkimi rękawami i przyczepionego do ramion długiego na prawie trzy metry trenu. Jego szerokość na dole nie mogła być mniejsza niż 140 cm. Do tego, obowiązkowe białe rękawiczki i trzy (jako mężatka) białe pióra we włosach, osadzone po lewej stronie głowy, z której spływał biały welon długości 115 cm. Z własnego wyboru, stanik sukni ozdobiła szafrą i orderem Teresy Bawarskiej oraz diamentową biżuterią, idącą w parze z diamentową koroną. Wyglądała wspaniale.

Read Full Post »

Ogłoszone we wrześniu 1904 r. zaręczyny następcy tronu, cesarzewicza Wilhelma, z Cecylią księżniczką Maklenburgii i Schwerinu sprawiły, że całe Niemcy, a w szczególności Berlin, wypatrywały z niecierpliwością ślubu cesarskiego syna i przyszłego króla.
Nic więc dziwnego, że nowa w tym kraju Leila von Meister wpadła w euforię, czując się wyróżnioną po otrzymaniu zaproszenie na królewskie wesele. Świadoma faktu rzadko nadarzającej się okazji bycia naocznym obserwatorem historycznej ceremonii, nie omieszkała skrzętnie opisać ją w swoim pamiętniku.
Uroczystości rozpoczął wjazd księżniczki Cecylii do Berlina przez Bramę Branderburską 5-go czerwca 1905 r. Przyjechała do Niemiec dzień wcześniej z matką, wielką księżną Anastazją. Spotkana na stacji przez Cesarza i Cesarzową, zawieziona została do pałacu Bellevue, znajdującego się na terenie ogrodów Tiergarten. Stamtąd, jej przyszła teściowa zabrała ją nazajutrz na spotkanie z narzyczonym. Jechały złotą karetą zaprzężoną w osiem koni i otoczoną forysiami w ceremonialnych liberiach. Towarzyszyła im procesja złożona, zgodnie z tradycją na tą okazję, z urzędników poczty i członków cechu rzeźników, ubranych w czarne garnitury i wysokie kapelusze. Przeciwagę ich niepewnej jazdy konnej zapewniały dwa oddziały zawodowej kawalerii.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Powitanie Cecylii, księżniczki Meklemburii i Schwerinu przez burmistrza Berlina 5 czerwca 1905 r. Ilustracja opublikowana przez Black and White 10 czerwca 1905 r.

Powitana formalnie przy Bramie Branderburskiej przez burmistrza stolicy, Cecylia i jej konwój połączyły się na Placu Paryskim z orszakiem cesarzewicza Wilhelma, który przybył z Pałacu Królewskiego aleją Unter der Linden. Witani entuzjastycznie przez tłum ludzi zgromadzonych na ulicach, wrócili razem do pałacu by przyjąć delegacje z życzeniami od licznych organizacji i przedstawicieli społeczeństwa niemieckiego. Dzień zakończyli na galowym przedstawieniu w operze, gdzie – jak wspomina księżna Daisy – wszyscy czuli się z powodu panującego upału jak „w środku pieca“.
Następnego dnia po południu odbył się ich ślub. Biedna Leila, która ugrzęzła po drodze w korku, o mały włos nie zostałaby wpuszczona do środka. Ignorując rozkazy strażników, próbujących ją zatrzymać, chwyciła swój tren i podniosła spódnicę sukni, by szybko pokonać stopnie klatki schodowej i wpaść do kaplicy pałacowej tuż za ostatnią osobą z weselnego konduktu. W środku nie było czym oddychać. W stosunkowo małym pomieszczeniu zgromadziło się prawie trzy tysiące osób!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Slub cesarzewicza Wilhelma z Cecylią, księźniczką Meklemburgii i Schwerinu w kaplicy cesarskiego pałacu w Berlinie 6 czerwca 1905 r. Ilustracja opublikowana w Black and White 17 czerwca 1905 r.

Po złożeniu przysięgi, młoda para i goście przeszli do Białego Holu (Weisser Saal), gdzie nowożeńcy i ich rodzice usiedli na podwyższeniu, by przyjąć ukłony od swoich poddanych. Leila dobrze się na ten moment przygotowała, jadąc wcześniej do Paryża, by zamówić tam sobie wykwitny strój – jasno-niebieską suknię z gazy i szyfonu, ozdobioną cekinami, których wielkość i granatowy kolor topniały stopniowo od dołu ku dekoltowi. Jej tren z niebieskiej satyny obrębiony był falującym aksamitem. Szerokość tej oblamówki zmniejszała się idąc w górę, by zupełnie zniknąć przy dojściu do ramion.

Leila_1902

Wysoka i smukła jak księżna von Pless i hrabina Nancy von Hochberg, Leila von Meister dołączyła się do żartu Daisy.

Zanim jednak nadeszła jej kolej, spotkała na parkecie księżną Daisy von Pless. Ta, ubrana była w białą suknię iskrzącą się złotymi cekinami, z trenem z niebieskiej gazy oraz turkusową koronę i biżuterię. Towarzyszyła jej Nancy Roche z brytyjskiej rodziny arystokratycznej Fermoyów, od stycznia 1905 r. żona jej szwagra, hrabiego Fritza von Hochberg. W opisie kolejnych wydarzeń oddaję glos Leilii:
„Daisy Pless, która wyglądała przepięknie i, jak zwykle miała na myśli jakiś żart, uznała, że powinniśmy złoźyć pokłon razem jako trzy, wysokie na prawie sześć stóp, angielskie damy. Przypomniałam jej, że w świetle obowiązującej etykiety, nie jest to możliwe, ponieważ należymy do różnych klas, ale ona tego nie przyjęła, wierząc że rodzinę cesarską ubawimy tym gestem w świetle otaczającej jej śmiertelnej powagi. Zawsze gotowa na przygodę, zgodziłam się i oto, pod reżyserią księżnej Daisy razem w trójkę wykonałyśmy wielce pedantyczny ukon, najpierw w stronę nowożeńców, a potem w kierunku ich cesarskich mości. Zostałyśmy za to „nagrodzone“ zdziwionymi spojrzeniami i szmerem duszonego chichotu przy naszym wyjściu“. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Widowiskowym akcentem wieczoru był tradycyjny Taniec z Pochodniami (Fackeltanz) w rytmie podobnym do poloneza. Poprowadził go hrabia Eulenburg, za którym szło dwunastu paziów niosących duże, zapalone świece, a za nimi sunęła w takt muzyki młoda para. Pokonawszy całą długość sali, rozdzielili się, stając na czele dwóch korowodów wyprowadzających gości: księżniczka Cecylia mężczyzn, a cesarzewicz damy. Orkiestrą grenadierów drygował książę Joachim Albrecht Pruski, kuzyn cesarza Wilhelma II. Oryginalne nagranie tego utworu zachowało się do naszych czasów. Zapraszam do jego odsłuchania i przeniesienia się w tamtą epokę:

 

Read Full Post »

Czytelnicy polscy mają dostęp tylko do pierwszej książki księżnej von Pless, wydanej w 1928 r. pod tytułem Taniec na Wulkanie. Zawarte w niej przemyślenia i opinie autorki oparte są na bardzo luźnym szkielecie jej pamiętników, często naginanym i „poprawianym” przez redaktora edycji, majora Desmonda Chapmana.
Nic więc dziwnego, że badacze epoki i księżnej Daisy kwestionują niektóre daty lub scenariusze opisanych tam wydarzeń. Na ich szczęście, kolejne dwie książki księżnej, w których – bez specjalnej cenzury – cytuje długie fragmenty swoich dzienników i listów, często korygują lub uzupełniają te nieścisłości.
Jednym z przykładów może być relacja Daisy o jej podróży z siostrą do Egiptu. W Tańcu na Wulkanie zamieściła ją na początku rozdziału omawiającego lata 1911 – 1913, co sugeruje, że miała ona miejsce w pierwszych miesiącach 1911 r. kiedy: „… zdecydowałyśmy pojechać małą grupą do Egiptu. Chciałam dotrzeć do Chartumu, a stamtąd nawet dalej na południe, więc napisałam do generała Kitchenera, który był wtedy brytyjskim agentem króla i konsulem generalnym w Egipcie, o pomoc i radę. Nie było na tyle czasu, żeby wszystko dokładnie zaplanować, ale zatelegrafowaliśmy do Sir Reginalda Wingate, sirdara armii egipskiej i generalnego gubernatora prowincji sudańskich, który był bardzo dla nas uprzejmy. Totalna zmiana sceny i klimatu bardzo mi pomogła i, pomimo ograniczonych możliwości podróżowania po Egipcie, zaspokoiłam tym wyjazdem swoją nieuleczalną miłość do tułaczki. Hans nie mógł w niej uczestniczyć, więc było nas tylko troje: Shelagh, Benny [Bendor, książę Westminsteru] i ja”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
W opublikowanym w 1930 r. tomie Better Left Unsaid, księżna jest bardziej szczegółowa i pod datą 12 lutego [powinno być marca] 1912 r. pisze: „Płyniemy po Nilu. Jesteśmy w drodze z Chartumu na południe. (…) Hans został [z nami] na łodzi tylko do Luksoru. Dołączył do nas pociągiem na dwa dni w połowie drogi, ale świątynie i pustynia nie bardzo go wzruszają, więc wraca na chwilę do Berlina, a potem jedzie na Riwierę. Chłopcy [Hansel i Lexel] są w St Moritz, a dzieciątko [Bolko] w Książu. Jest to moja druga wizyta w Egipcie. Fritz [von Hochberg, brat Hansa] był tu wiele razy. Shelagh nigdy i jest rozczarowana, bo oczekiwała więcej zieleni i „oaz na pustyni”! Ja jednak wiedziałam czego się spodziewać. Uwielbiam tą cichą tajemniczość i ducha wspaniałej przeszłości, teraz zasypanej, choć ciągle dającej o sobie znać fragmentami świątyń w ich oryginalnych kolorach. Uwielbiam spokojną godność, nawet jeśli ktoś nazwie to lenistwem, wielbłądów, łagodny trucht cierpliwego osiołka i dzieci, z łobuzerskimi oczami, rozjaśniającymi psotą ich poważne brązowe buzie. A także dorosłych Arabów, w twarzach których lubię dopatrywać się śladu ukrytego zła, choć prawdopodobnie zobaczyłabym w ich wzroku iskierkę rozbawienia, gdyby tylko odgadli moje intencje! Kobiety (prawdopodobnie z powodu religii muzułmańskiej) są jedyną sprawą w Egipcie, którą „chłodno przyjmuję”, jako że wiodą życie pozbawione jakiegokolwiek znaczenia. Myślę, że zmieni się to pewnego dnia, choć nieprędko. Kair natomiast przeistoczył się bardzo i nie jest już miastem starych pałaców w ogrodach i przytulnych jednokonnych pojazdów. Stare pałace są teraz hotelami, a po ulicach jeżdżą wszędzie samochody. Okropny widok – jak drugorzędny Paryż. (…) Mam dosyć malowania; narzucam za dużo kolorów (trzeba to robić szybko, bo kolorystyka tutaj zmienia się błyskawicznie), więc moje obrazy wyglądają jak ten jeden na wystawie, o którego twórcy mówiono, że jest spirytualistycznym medium, przerażające! Niemniej jednak ciepło, słońce i wypoczynek zrobiły mi dobrze. Lord Kitchener i jeden z jego podwładnych, lord Colum Crichton-Stuart, byli dla nas niesłychanie uprzejmi w Kairze. Lord Kitchener wysłał telegraf do Sir Reginalda Wingate o zamierzanym pobycie w Chartumie, i kiedy się tam zjawiliśmy Pasha Slatin był tak czarujący, że ja i Shelagh się w nim zakochałyśmy…”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Shelagh_Bendor_races

Książę i księżna Westminsteru (Shelagh i Bendor) na wyścigach konnych w 1908 r. W 1912 r. ich małżeństwo było w poważnych tarapatach.

W żadnej z tych relacji księżna von Pless nie odkrywa całej prawdy, a w pierwszej z nich nawet ją przekręca. 1912 był krytycznym rokiem w rozpadającym się małżeństwie jej siostry z Bendorem, księciem Westminsteru. Wyjazd do Egiptu nie był wakacjami, ale swojego rodzaju próbą sprawdzenia co Bendor porabia sam w Kairze. Shelagh towarzyszył nieodstępujący od niej adorator, książę Jimmy Alba. Daisy zaprosiła do podróży swojego szwagra, hrabiego Fritza von Hochberg. Kiedy jednak dotarli w połowie lutego do hotelu Ghezireh Palace, Bendora tam nie zastali. Uciekł przed nimi z powrotem do Londynu.
Po parodniowym pobycie w Kairze, umilonym uprzejmościami lorda Kitchenera i przymusową dla Shelagh wycieczką do piramid, czwórka podróżników wynajęła wygodny stateczek parowy Niagara i rozpoczęła rejs w dół rzeki Nil. Hans dołączył do nich na parę dni początkiem marca. Ich celem były nieznane im jeszcze egipskie prowincje Sudanu, którymi zarządzał słynny Slatin Pasha.

Egypt_party_1912

Wycieczka do piramid w lutym 1912 r. Na wielbłądach od lewej: ksieżna Daisy von Pless, księżna Konstancja Westminster (Shelagh), hrabia Fritz von Hochberg i książę Jimmy Alba.

Baron Sir Rudolf Carl von Slatin (1858 – 1932) był legendą jeszcze za swojego życia. Rodzinny Wiedeń opuścił w wieku lat szesnastu zatrudniwszy się jako pomocnik i nauczyciel dzieci niemieckiego księgarza w Kairze. Parę miesięcy potem zrezygnował z posady by podjąć rozległe podróże po Egipcie. Spotkał wtedy i zaprzyjaźnił się z Edwardem Schnitzerem (późniejszym Emin Pashą), który walczył w egipskiej armii pod dowództwem brytyjskiego generała Charlesa Gordona i którego śladami, zarażony już bakcylem przygody, Slatin pragnął podążyć po odbyciu służby wojskowej w armii austriackiej. W efekcie rekomendacji Schnitzera, generał Gordon, który w międzyczasie został naczelnikiem Turecko-Egipskiego Sudanu, zaoferował Slatinowi w 1879 r. stanowisko inspektora w departamencie finansowym. Rok później mianował go gubernatorem Darfuru.
W czerwcu 1881 r. lokalny przywódca religijny, Muhammad Ahmad ibn’Abdullahi mianował się Mahdim – „wybrańcem narodu” i ogłosił Jihad – „świętą wojnę” z narzuconą Sudanowi obcą administracją. Młodemu gubernatorowi Darfuru przyszło stoczyć z nim wiele krwawych bitew. By wzmocnić swoją pozycję i nie stracić zaufania poddanych i armii, Slatin przeszedł (nominalnie tylko) na religię muzułmańską i przyjął imię Abd al-Qadir Salatin. Decyzja ta uratowała mu życie kiedy wkrótce, w grudniu 1883 r., wpadł w ręce Mahdistów. Nie został zabity, ale spędził kolejnych jedynaście lat w niewoli, z której wydostał się dopiero w lutym 1895 r. Jego ucieczkę zorganizował pułkownik Reginald Wingate, oficer wywiadu angielskiego, który słusznie uznał Slatina, z jego pierwszorzędną wiedzą o regionie i znajomością języka arabskiego, za cennego w przyszłości współpracownika. Nie omylił się.

Legendarny baron sir Rudolf Carl von Slatin, Slatin Pasha (1858 – 1932), w którym obie siostry się „zakochały” podczas wyprawy do Sudanu. Obraz ze zbiorów Welcome Library

Slatin, utytułowany w marcu 1895 r. przez kedywa Abbasa II Pashą, stał się żarliwym adwokatem odbicia Sudanu i totalnej destrukcji armii Mahdiego. Jego, opublikowane w 1896 r., wspomnienia Fire and Sword (Ogniem i Mieczem) miały w tym względzie olbrzymi wpływ na europejską opinię publiczną. Ich popularność uczyniła ze Slatina swojego rodzaju celebrytę, którego wszędzie zapraszano. Królowa Wiktoria i cesarz Franciszek nadali mu tytuły szlacheckie, a inni zachodni monarchowie prześcigali się w przyznaniu mu najwyższych orderów państwowych.
W 1900 r., Sir Reginald Wingate, teraz naczelnik Sudanu, mianował Slatin Pashę brytyjskim inspektorem generalnym prowincji. W tej to właśnie funkcji przyszło mu spełnić w marcu 1912 r. prośbę księżnej von Pless, która napisała do niego z Kairu: „Moja siostra, księżna Westminsteru, ja ze szwagrem, hrabią Hochberg i księciem Alby przybędziemy do Chartumu 8-go [marca] rano (mój mąż musiał wrócić do Niemiec) i pozostaniemy tam do 10-go wieczorem. [Sir] Wingate’a tam nie będzie, jak również – o ile mi wiadomo – lorda Kitchenera, więc może Pan będzie tak uprzejmy, żeby się nami troszeczkę zająć! Na początek może mógłby Pan użyć swoich wpływów i załatwił nam dobre pokoje w (…) w najlepszym hotelu, (…) a także posłał do tego hotelu swojego służącego, który bardzo nam pomoże rezerwując cztery sypialnie dla nas i cztery pokoje dla naszej służby. (…)”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy) W ślad za tym listem podążył telegraf potwierdzający datę przyjazdu.
Jak wynika z notatki Daisy w pamiętniku, pobyt w Chartumie stał się miłą dla wszystkich niespodzianką, a uprzejmość i osobisty urok Slatin Pashy odzwierciedliły się w jej spontanicznym stwierdzeniu: „był on dla nas tak czarujący, że ja i Shelagh się w nim zakochałyśmy!”. Znaleziony przeze mnie w jednym z angielskich archiwów list księżnej von Pless napisany do niego po powrocie do Pszczyny świadczy, że ich znajomość przetrwała dłużej. W odpowiedzi na jego prośbę o zdjęcie, Daisy odpisała mu 12 maja 1912 r.: „Właśnie zrobiłam sobie portrety we Wiedniu! Nie powiem, że specjalnie po to, by spełnić Pańskie życzenie [otrzymania] mojego „dobrego wizerunku”, ale chyba ten [który załączam] spodoba się Panu. Ja także proszę o Pana zdjęcie – takie ze wszystkimi Pańskimi orderami! – i proszę nie zapomnieć dać mi znać na powyższy adres kiedykolwiek zjawi się Pan w Austrii, bym mogła wyprawić na jego cześć przyjęcie. Musiałam opowiadać prawie przez 15 minut, wyłącznie tylko o Panu, cesarzowej Eugenii podczas niedawnego pobytu w Cap Martin. Powiedziałam jej jak świetnie i młodo Pan wygląda i w jak dobrym nastroju Pana znalazłam (…) Kiedy pomyślę o tym wszystkim co Pan w życiu przeszedł, czuję jakby w Pana osobie nie jednego człowieka, ale jeszcze kilku innych. Przypuszczam, że w Chartumie jest teraz bardzo gorąco; tutaj jest okropnie duszno i przed burzą, co przyprawia mnie o ból głowy. Znacznie lepiej znosiłam suchy, gorącym klimat Chartumu. (…) Wyjeżdżam do Londynu pod koniec czerwca na dziesięć dni, a potem do Bagnolles na leczenie „żylaków”. Wierząc, że czuje się Pan dobrze i dziękując bardzo za wesołe, choć krótkie dni w Chartumie – których nie zamieniłabym za nic na świecie – oraz mając nadzieję, że wkrótce się zobaczymy, pozostaję z poważaniem….”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Austriak z pochodzenia, Slatin Pasha pracował dla Brytyjczyków do 1914 r. W grudniu 1914 kedyw Abbas zaproponował mu na czas wojny stanowisko swojego adiutanta, którego nie przyjął nie chcąc aktywnie uczestniczyć we wrogich działaniach przeciwko Anglii. Bez wynagrodzenia stanął na czele departamentu austriackiego Czerwonego Krzyża pomagającego więźniom wojennym. Umarł we Wiedniu w 1931 r.
Angielscy przyjaciele o nim nie zapomnieli. 27 maja 1934 r. ukazał się w londyńskim Timesie anons, podpisany przez admirała lorda Beatty, lorda Cromera, lorda Buxtona i sir Reginalda Wingate, o zbieraniu funduszy na pomnik Slatina celem „upamiętnienia jego godnej odnotowania służby dla Sudanu i Wielkiej Brytanii, jego żołnierskiej odwagi i administracyjnych umiejętności”. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Read Full Post »

Niecałe dziesięć lat temu, przed polskimi publikacjami książek o Daisy von Pless, a potem wystawą zdjęć księżnej z atelier Lafayette’a, głównym źródłem jej wizerunku były malowane portrety dostępne zwiedzającym Muzeum Zamkowe w Pszczynie. Najbardziej z nich popularnym był i jest ten przedstawiający śliczną młodą Daisy z, równie ślicznym, synkiem Hanselem pędzla Ellisa Williama Robertsa. Powstał w 1902 r.

Księżna Dasiy von Pless z synkiem Hanselem. Obraz Ellisa W. Robertsa z 1902 r.

Był to dla księżnej bardzo zajęty czas, który w dużej mierze spędziła w Anglii. Koronacja króla Edwarda VII została przesunięta z powodu jego choroby, ale w okresie wyczekiwania nowej daty tego wydarzenia Daisy nie mogła narzekać na brak zajęć. Bogate życie towarzyskie wypełniało jej dni. Poza wieloma innymi nowościami, przyjaciele musieli jej donieść o nowym, modnym artyście w Londynie, u którego zamiawiali swoje portrety. Wielce usatysfakcjonowani, mogli się już nimi pochwalić znajomi: hrabina Mar & Kellie (sportretowana w 1896), Duke of Beaufort (1898), markiza Londonderry (1899) i jej synowa Edith Castlereagh (1902), by wymienić tylko kilku.

 

Edith Castlereagh, późniejsza markiza Londonderry. Pastel Ellisa W. Robertsa z 1902 r.

Ellis Roberts więc, otrzymał nowe zamówienia  na namalowanie portretów księżnej von Pless i jej siostry, księżnej Westminsteru. Ponieważ portret księżnej Daisy jest jedynym w Polsce przykładem jego twórczości, chciałabym Państwu przybliżyć postać tego malarza.

Constance (Shelagh) księżna Westrminsteru. Pastel Ellisa W. Robertsa, data nieznana.

Ten niezwykle wtedy popularny artysta, jest dzisiaj prawie zapomniany. Współczesne słowniki biograficzne, jeśli w ogóle, poświęcają mu tylko krótkie wzmianki. Na podstawie moich własnych badań, dopisać mogę do nich parę interesujących faktów.

Ellis William Roberts urodził się 27 października 1860 r. w Burslem, w hrabstwie Staffordshire jako drugi syn Jane i Thomasa Robertsów. Jego ojciec był garncarzem, jednym z wielu w Staffordshire – brytyjskim centrum ceramiki. Z czasem awansował na stanowisko kierownika produkcji.

Do szkoły uczęszczał najpierw w Burslem, a potem w Walstanton, dokąd rodzina przeniosła się około 1870 r., zamieszkując przy ulicy Chapel Lane.

Młody Ellis musiał już wtedy wykazywać zdolności plastyczne, skoro wysłany został na dalszą edukację do szkoły sztuk pięknych, tzw Minton Memorial (ku pamięci lokalnego fabrykanta i dobroczyńcy, Herberta Mintona) w Stoke-upon-Trent. Na czas nauki przeniósł się do domu swojej ciotki pod numerem 35 na Commercial Road.

W 1882 r. otrzymał stypendium w prestiżowym Royal College of Art, mieszczącym się na South Kensington w Londynie. Dwa lata później przyznano mu dotację na wyjazd zagraniczny. Wybrał Włochy, gdzie spędził cały rok. Od 1887 do 1888 studiował w paryskiej Académie Julian u Williama Adolphe Bouguereau i Roberta Fleury. Po powrocie do Anglii, ożenił się 6 października 1888 r. z Elizą Glover.

W Londynie zadebiutował w 1889 r., pokazując na Wystawie Pastelistów w Grosvenor Gallery pełnowymiarowy portret Hon. Hildy Keppel (katalog no.188). Został natychmiast spostrzeżony. Krytyk The Timesa nazwał jego pracę „godną uwagi“ i omawiając ją zauważył: „jest tu pewna sztywność, być może, w pozie, lecz głowa została dobrze wymodelowana, a biała muślinowa suknia wykonana ze szczególną lekkością i czarem.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Rachel, hrabina Clonmell. Obraz Ellisa W. Robertsa z 1908 r.

W tym czasie pastel był jego ulubioną techniką. Nic więc dziwnego, że przyczynił się do utworzenia i został jednym z pierwszych członków powstałego w tymże roku Towarzystwa Brytyjskich Pastelistów.

Na kolejnej wystawie Towarzystwa, która odbyła się w październiku 1890 r. w Grosvenor Gallery, Ellis Roberts był gwiazdą ekspozycji. Jego dzieła zawisły na honorowym miejscu w dużej zachodniej sali galerii. Były wśród nich: „bardzo dostojny „Portret wicehrabiny Bury“ (katalog no. 36), a po przeciwnej stronie „Pani Robertowa Holford“ (katalog no. 122), w całej postaci na czarno, oraz „Pani Albertowa Grey“ (katalog no. 142) na biało. W mniejszym pokoju [wisiał] portret z profilu „Lady Alice Shaw Stewart“ (katalog no. 221) i uroczy biust dziecka z krótkimi brązowymi włosami, w białej sukieneczce z czerwoną szarfą, „Gwendoliny, córki markizy Carmarthen“ (katalog no. 194), która spoglądała z obrazu roztaczając cudowną aurę niewinności.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

 

Gwendolin, księżna Norfolku z córeczką Marią. Obraz Ellisa W. Robertsa c. 1908 r.

Sława i wzięcie nadeszły szybko. Coraz więcej dystyngowanych osób pukało do drzwi jego pracowni mieszczacej się pod numerem 6 na Williams Street, w okolicy Lowndes Square w Londynie. W lipcu 1893 r. odwiedziła go tam sama księżna Walii (przyszła królowa Alexandra), przyprowadzając ze sobą córki, Wiktorię i Maud, oraz matkę, królową Danii, i brata, duńskiego księcia Waldemara.

W tym samym roku, jako nowy członek Towarzystwa Malarzy Portretowych, pokazał na jego 3. dorocznej wystawie pełnowymiarowe portrety pastelowe Lady de Vesci, Pani Wawrzyńcowej Drummond i Pana Alberta Greya. Uznano je za najlepsze w tej kategorii. W maju 1893 r. wysłał również jedną ze swoich prac, pastelowy portret Panny Pamelii Wyndham (katalog no. 1046) na pokaz w Królewskiej Akademii. Okrzyknięto ją za „najlepsze, jak dotąd, dzieło w jego twórczości…“.

Ogółem, do 1902 r., wystawił w Królewskiej Akademii 16 portretów. Nie zmienił jednak, ani nie rozwinął swojego stylu, i, w parę lat po pierwszych sukcesach, koneserzy sztuki zaczęli go krytykować. Po wystawie Towarzystwa Malarzy Portretowych w 1898 r., jeden z nich napisał: „słabe, przyjemne do oglądania wizerunki arystokratycznych piękności, lecz w żadnym wypadku obrazy lub dzieła oryginalnego umysłu…“. (tłumaczenie © Barbara Borkowy) Ale jego konserwatywna, arystokratyczna klientela pozostała mu wierną przez jeszcze kilka dobrych lat, zanim nie przekonała się do indiwidualizmu Johna Singer Sargenta i dramatycznej ekspresji Giovanniego Boldini.

W życiu prywatnym doczekał się syna, Roberta Ellisa, w 1890 r. Rodzina mieszkała wówczas w Chelsea, przy 15 Gunter Grove. W 1899 r. urodziła się córka Millicent Elsie. Przenieśli się do większego domu w Battersea, przy 4 Morella Road. O wiele lepsza sytuacja finansowa pozwoliła im zatrudnić na stałe kucharkę, panią Lea, i pokojówkę, Annie Rose. Ponowna przeprowadzka przywiodła ich na przedmieścia Londynu, do Wandsworth, gdzie w 1911 r. mieli dom na 6 Rawenslea Road. Dorosły już syn studiował wtedy w Cambridge. O pozostałych domowników dbały kucharka Lottie Hipkins i pokojówka Edith Cox. Ich kolejnym i ostatecznym adresem w Wandsworth był 12 Wexford Road.

Syn Robert Ellis, po karierze w wojsku, gdzie doszedł do stopnia kapitana w Pułku Walijskim, został dyrektorem szkoły. Córka Millicent Elsie wyszła za mąż za Ronalda Fresera w 1926 r. i ponownie w 1938 r. za Wilfreda Worton.

Ellis William Roberts zmarł nagle 24 września 1930 r. w Queens Hotel w Brighton. Zostawił rodzinie w spadku 12 800 funtów (=2 432 000 funtów w przeliczeniu na dzień dzisiejszy).

The Times zamieścił krótki nekrolog, przypominający jego życie i pozycję w epokach Wiktoriańskiej i Edwardiańskiej. Był on bowiem ich wiernym ilustratorem, który zapisał w swoich obrazach znaczące figury tamtego okresu. A malarzem był płodnym.

Choć malował również mężczyzn, jego główną klientelę stanowiły kobiety. Jeszcze za życia złożono mu hołd jako kronikarzowi piękna, które minęło. Popularne czasopismo The Gentlewoman opublikowało w lipcu 1923 r. artykuł o znamiennym tytule: „A Closing Phase in English Beauty and the Man that recorded it“ („Kończąca się faza Angielskiej Piękności i Człowiek który ją zarejstrował“).

Jego autor, wspominając „nieskażoną“ jeszcze wtedy urodę „czystych w swoim pochodzeniu“ arystokratek angielskich, ich powab i grację, przypisuje Robertsowi unikalną rolę tego, który „zapewnił temu swoistemu Pięknu miejsce w angielskiej historii społecznej i w historii angielskiego rodowodu.“ (tłumaczenia © Barbara Borkowy)

 

Winifred, kiężna Portland. Obraz Ellisa W. Robertsa z 1896 r.

Analizując twórczość Robertsa, pisze dalej: „Jego portrety są znamienne zarówno w epatowaniu aurą „klasy“, jak pięknością pozujących dam. Nie bez powodu [artysta] umieszczał je na tle pejzażu przywołującego dzieła Romneya i Gainsborough; (…) pejzażu, będącego częścią dziedzictwa, tradycji rodzinnych i pamięci, złączonych z duszą modela. Dawni angielscy portreciści rozumieli doskonale tą subtelną relację i zaadoptowali w portretach rodowych dostojną formę pejzażu w tle, z majestycznymi drzewami, ciągnącymi się po horyzont łąkami, tarasami z balustradą lub kolumnowym portykiem, które stawały się nierozłączną częścią wizerunku postaci pierwszoplanowej. Faktycznie, wyjątkowość tego współczesnego malarza [Robertsa] w dużej mierze polega na jego talencie w pozowaniu arystokratycznych Angielek w staroświeckiej scenerii i malowania ich w duchu 18. wieku. (…) Niektórzy jego rówieśnicy, być może, byli bardziej utalentowanymi portrecistami, ale to właśnie jemu przypadła rola uwiecznienia ostatniej fazy w historii Angielskiej Piękności, tak znamiennej dla Angielskiej Arystokracji. Przez trzydzieści lat, artysta ten cieszył się nieprzerwaną sławą, która nie słabła do momentu początku końca fenomenu urody, jaką utrwalał i epoki, jaką rejstrował. Coś takiego nie miało nigdy miejsca w historii angielskiego malarstwa portretowego.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Read Full Post »

Older Posts »