Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Daisy i Hans’ Category

Wielki książę rosyjski Michał Michajłowicz Romanow (1861 – 1929) i jego morganatyczna żona, Zofia hrabina Torby (1868 – 1927) byli dobrymi i oddanymi przyjaciółmi księżnej Daisy von Pless do końca swojego życia. Trudno ustalić dokładnie gdzie i kiedy się poznali. Po ślubie z Zofią w lutym 1891 r., którego jego rodzice – wielki książę Michał Mikołajewicz i księżna badeńska Cecylia Augusta – nie zaaprobowali, Michał otrzymał zakaz wjazdu do Rosji. Młodzi małżonkowie mieszkali początkowo w Wiesbaden w niemieckim księstwie Nassau, rządzonym przez ojca Zofii, księcia Mikołaja Wilhelma. Jej matką była Natalia Aleksandrowna Puszkin, córka wielkiego poety rosyjskiego Aleksandra Puszkina. W Niemczech przebywała również siostra Michała, Anastazja, która wyszła za mąż za Fryderyka Franciszka III, wielkiego księcia Makelmburgii i Schwerinu, którego Plessowie gościli w Pszczynie w 1896 r.

W 1899 r., Michał i Zofia przenieśli się na stałe do swojej wytwornej willi Kazbek w Cannes. Księstwo von Pless zaczęło regularnie odwiedzać Francuską Riwierę od 1897 r. W międzyczasie obie pary wpadały często do Londynu. Okazji do spotkań było więc wiele. keele-hall-gd-michael

Keele Hall, angielska rezydencja wielkiego księcia Michała w hrabstwie Staffordshire, wynajmowana przez niego w latach 1900 – 1910.

W 1900 r., wielki książę Michał zdecydował się wynająć dom w Anglii, w którym rodzina mogłaby wygodnie mieszkać przez kilka miesięcy w roku i gdzie on z Zofią byliby w stanie zaistnieć w angielskiej socjecie już nie tylko jako goście, ale także gospodarze rewanżujący się zaproszeniami do własnej rezydencji na prowincji. Jego wybór padł na pałac Keele Hall w hrabstwie Staffordshire, który wydzierżawił na 10 lat od pułkownika Ralpha Sneyda. Nie bardzo wiadomo, czym kierował się w tej decyzji, skoro, choć wygodny, Keele Hall znajdował się w bliskim sąsiedztwie zagłębia węglowego. Jak wspomina baronowa von Stoeckl, której mąż Sasza był od 1898 r. koniuszym księcia, drzewa w ogrodzie oprószone były zawsze pyłem i dotknięcie jakiegokolwiek liścia pozostawiało na rękach ciemne smugi. Zanieczyszczony czy nie, Keele Hall okazał się dla rodziny szczęśliwym domem, a dla księcia miejscem, gdzie – zaakceptowany przez miejscową ludność i władze – czuł się spełnionym i użytecznym lokalnie gentlemanem. 4459-0

Wielki książę Michał z żoną i dziećmi w Keele Hall, ich domu na prowincji angielskiej. Foto: Borough Museum and Art Gallery, Newcastle-under-Lyme

Wkrótce po otwarciu wrót swojej angielskiej rezydencji, książę Michał zaprosił na długi weekend króla Edwarda VII. Datę tej – pierwszej od wstąpienia na tron – wizyty nowego króla ustalono na dnie od 12 do 15 lipca 1901 r. Król z własnymi gośćmi, wśród których znajdowała się jego przyjaciółka, pani Keppel, przybył specjalnym pociągiem na stację Whitmore, gdzie czekały na nich trzy zaprzęgi konne; jednym z nich powoził sam książę Michał. Warto tu nadmienić, że to właśnie Michał i Zofia przedstawili królowi panią Keppel podczas wakacji w Cannes, rozpoczynając tym niechcący jego ostatni romans.

Ze swojej strony, książę sprowadził do Keele Hall jedynych swoich, jak do tej pory, bliskich przyjaciół angielskich w postaci ksieżnej Daisy von Pless i członków jej rodziny: ojca, pułkownika Williama Cornwallis-Westa, jego żonę Patsy oraz córkę Shelagh, świeżo upieczoną księżnę Westminsteru. Wszyscy byli dobrymi znajomymi Edwarda, co sprawiło, że jego pobyt przeszedł w ciepłej, przyjaznej atmosferze. Jak bardzo król był wtedy zrelaksowany, świadczy zamieszczona poniżej fotografia, pokazująca go na herbatce z domownikami i Cornwallis-Westami. Siedząca na honorowym miejscu Daisy miała, oczywiście, za zadanie zabawiać i zajmować monarchę interesującą konwersacją. Znając ją, możemy przypuszczać, że w pełni jej się to udało. Daisy_Keel_Hall

Herbatka z królem w Keele Hall w lipcu 1901 r., siedzą (z lewej do prawej): księżna daisy von Pless, król Edward VII, lord Hugh Grosvenor, hrabina Zofia Torby, pani Cornwallis-West („Patsy”), księżna Konstancja („Shelagh”) Westminster, baronowa Agnes de Stoeckl; stoją (z lewej do prawe): wielki książę Michał, pułkownik William („Poppets”) Cornwallis-West, pani Keppel, lord Elphinston, Sir Sidney Greville, baron Aleksander („Sasza”) de Stoeckl.

W ciągu dnia król grał w krokieta i golfa, zabierany był przez Michała na przejażdżki i kiedy tylko miał okazję, gawędził po niemiecku ze służbą, która w całości pochodziła z Meklemburgii.

Atrakcją jednego z wieczorów było obejrzenie słynnej kolekcji tabakierek ze zbiorów właściciela Keele Hall, Ralpha Sneyda. Przysłał on w tym celu własnego kamerdynera, który otworzył sejf i ułożywszy te cenne przedmioty na tacach, zaniósł je do salonu. Tego rodzaju prezentacja zaowocowała żartem Edwarda skierowanym do obecnych dam: „Zapraszam panie do poczęstunku!” Kamerdyner wziął go na serio i, przestraszony, wybiegł z pokoju, by powiadomić telegramem swojego pracodawcę o poleceniu króla.

Wizyta Edwarda VII w Keele Hall musiała być udana, skoro na jej zakończenie wręczył księciu Michałowi i jego koniuszemu, byłemu dyplomacie, baronowi Aleksandrowi („Saszy”) de Stoeckl królewski Order Wiktorii za zasługi dla monarchii brytyjskiej.

Read Full Post »

Ci z Państwa, którzy śledzą moje badania na Facebooku, pamiętają zapewne, że w kwietniu tego roku dzieliłam się z nimi wynikami swojej walki na ebay’u o zakup akwarelowego portretu księżnej Daisy von Pless, namalowanego przez Hala Hursta (1865-1938).
Zetknąwszy się już wcześniej z jego twórczością i pracą z księżną, przekonana byłam, że obraz ten należał do serii sześciu jej portretów wystawionych przez artystę w 1908 r. jako cykl „Kostiumów i Nastrojów” (https://daisypless.wordpress.com/2013/03/30/nieznane-portrety-daisy-i-zabawa-z-hal-hurstem/). Dzisiaj przyznaję, że byłam w błędzie. Powstał on bowiem w 1902 r., a jego genezą były uroczystości związane z objęciem tronu przez króla Edwarda VII.

Hal_Hurst_FL

Księżna Daisy von Pless na akwarelowym portrecie Hala Hursta, który pojawił się niedawno na aukcji ebay’u.

Rządząca od niepamiętnych czasów, królowa Wiktoria zmarła 22 stycznia 1901 r. Jej najstarszy syn i następca, Albert Edward, książę Walii miał wówczas 59 lat i natychmiast, z niecierpliwością, zaczął wprowadzać na dworze drastyczne zmiany.
Na początek, wziął się za królewskie pałace, które oczyścił z nagromadzonego przez matkę blichtru i rozkazał odnowić je w stylu, który odzwierciedlałby jego umiłowanie do wystawnych ceremonii, podkreślających zarówno tradycję, jak i ówczesną siłę Brytyjskiego Imperium. Zapomniany przez wiele lat londyński pałac Buckingham, zachwycający teraz teatralnością swoich wnętrz kapiących czerwienią, bielą i złotem, stał się na nowo reprezentacyjną siedzibą królewską.
Król, i chętnie mu w tym towarzysząca, królowa Alexandra, stali się z własnego wyboru głównymi aktorami okazałych spektakli. Pierwszym z nich było uroczyste otwarcie Parlamentu 14 lutego 1901 r., wydarzenie, w którym królowa Wiktoria przestała uczestniczyć od 1886 r.
Kolejne zmiany dotyczyły regulacji i przebiegu funkcji publicznych na dworze, z których najważniejszymi były coroczne prezentacje. Te tak zwane „Drawings Rooms” nabrały podczas długiego panowania starej monarchini bezbarwnego charakteru monotonnej formalności. Edward VII od razu przesunął je z popołudnia na późny wieczór i rzadko kiedy odelegowywał swoją obecność na innego członka rodziny królewskiej, co w wypadku Wiktorii było bardzo częstym zjawiskiem. Zajmując na nich centralną pozycję, uwielbiał być otoczony kobietami w pięknych wieczorowych sukniach i błyszczących w elektrycznym świetle klejnotach. Choć ubiór osób uczestniczących w tych spotkaniach był ściśle regulowany, kobiety miały swobodę w wyborze dodatków i biżuterii zdobiących ich stroje, przez co wnosiły do nich element niespodzianki i konkurencji. Nic więc dziwnego, że prasa zamieszczała następnego dnia namiętnie czytane przez wszystkich opisy ich toalet.

M1650902391

Scena prezentacji na „pierwszym dworze” króla Edwarda VII i królowej Alexandry, który odbył się 14 marca 1902 r. Ilustracja z The Graphic opublikowana 22 marca 1902 r.

Pierwsza taka funkcja w „nowej” oprawie odbyła się w pałacu Buckingham 14 marca 1902 r. i, siłą rzeczy, wzbudziła potężne zainteresowanie. Relacje z niej zamieściły wszystkie gazety, a towarzyskie magazyny opatrzyły je wieloma ilustracjami. Nasz Hal Hurst uzyskał pozwolenie króla na uwiecznienie tego wydarzenia dużym płótnem olejnym. Swój obraz, zatytuowany „The First Court of Their Majesties King Edward VII and Queen Alexandra” wystawił dla publiczności w maju 1902 r. w londyńskiej galerii M’Lean.
Oto słowa jednego z krytyków, które rozjaśniły mi okoliczności powstania portretu księżnej Daisy: „[W pracy tej] widać doskonale umiejętność Pana Hursta w posługiwaniu się wspaniałymi kolorami śmiało nakładymi pędzlem. Obraz oddaje w pełni przepych wydarzenia. Postacie królewskie, ze szkarłatną kurtyną w tle, ukazane są na drugim planie; efektowny, czerwony mundur Króla kontrastuje wymownie z bielą sukni Królowej Alexandry. Wokół nich zgrupowane zostały damy w dworskich toaletach, wśród których artysta dał główne miejsce Księżnej Henrykowej von Pless ubranej w brokat ozdobiony złotem i futrem i z diamentami we włosach. Choć podobieństwo jest duże, nie udalo się Panu Hurstowi oddać uroczego oblicza tej damy; to co widzimy nie jest w pełni nią.”. Wszyscy się chyba z tym zgodzimy, aczkolwiek gotowa jestem oddać szczery ukłon artyście za wyśmienite oddanie bogactwa i rafinerii jej stroju.

Hal_Hurst_Daisy_detail2

 

 

 

 

 

 

 

Hurst nie zdołał w pełni uchwycić rysów i ekspresji twarzy księżnej Daisy, ale po mistrzowsku oddał bogactwo i detale jej stroju.

 

 

 

 

 

 

 

 

Z całą więc pewnością stwierdzić teraz mogę, że nieznany akwarelowy portret Daisy, który niedawno pojawił się na ebay’u był przygotowawczym studium Hursta do jego wielkiego płótna przedstawiającego „Pierwszy Dwór króla Edwarda VII i królowej Alexandry”, namalowanego w maju 1902 r. Wskazuje na to zamieszczony powyżej opis ówczesnego krytyka i popierają tą diagnozę fakty historyczne.
W 1902 r., księżna przyjechała do Angli już na początku stycznia, zaproszona przez księstwo Devonshire na długi weekend do Chatsworth. Potem odwiedziła księstwo Marlborough w Blenheim, skąd w lutym przeniosła się do siostry do Eaton. Od marca, wraz z mężem, przebywała w Londynie, biorąc udział w licznych przyjęciach na cześć nowego monarchy. 14 marca zostali oczywiście zaproszeni do pałacu Buckingham.
Jak tego wymagał regulamin, Daisy włożyła na tą okazję strój dworski, który składał się z nisko wyciętej sukni z krótkimi rękawami i przyczepionego do ramion długiego na prawie trzy metry trenu. Jego szerokość na dole nie mogła być mniejsza niż 140 cm. Do tego, obowiązkowe białe rękawiczki i trzy (jako mężatka) białe pióra we włosach, osadzone po lewej stronie głowy, z której spływał biały welon długości 115 cm. Z własnego wyboru, stanik sukni ozdobiła szafrą i orderem Teresy Bawarskiej oraz diamentową biżuterią, idącą w parze z diamentową koroną. Wyglądała wspaniale.

Read Full Post »

Pod koniec 1895 roku zdarzył się w Południowej Afryce epizod, który zajął niechlubne miejsce  w historii Wielkiej Brytanii: pod osłoną nocy uzbrojona policja dowodzona przez dr Jamesona, który działał z pełną wiedzą prezydenta brytyjskiego Kraju Przylądkowego, Cecila Rhodesa, najechała na Transwal – semi-niezależne państewko potomków holenderskich osadników, Burów. Naruszyła tym jego niepodległość zagwarantowaną zwycięstwem z Anglikami w tzw pierwszej wojnie burskiej, rozegranej w latach 1880-1881. Pretekstem była ochrona praw i interesów mieszkających tam Brytyjczyków; nieoficjalnie chodziło o opanowanie terenów na których odkryto w 1886 r. bogate złoża złota i diamentów. Najazd Jamesona (tzw „Jameson Raid“) został szybko odparty, za co prezydent Transwalu, Paul Krugier, otrzymał gratulacyjny telegram od cesarza Niemiec, Wilhelma II.
Spektakularny sukces Burów rozpalił jednak na nowo nacjonalistyczne sentymenty. Drugie ich państewko, Orania, podpisało szybko układ z Transwalem. Rząd brytyjski zaczął podejrzewać Burów o próbę stworzenia unijnego państwa Południowej Afryki pod przewodnictwem białych Afrykanów. Kiedy Transwal odrzucił żądanie przyznania prawa wyborczego pracującym na jego terenie cudzoziemskim górnikom i postawił Wielkiej Brytanii własne ultimatum, wszedł tym samym na ścieżkę wojenną. Tzw „druga wojna burska“ rozpoczęła się 11 października 1899 r. Trwała do 1902 r., pochłaniając tysiące ofiar zarówno wśród armii angielskiej i towarzyszących jej oddziałów z krajów Imperium Brytyjskiego, jak i partyzantów oraz ludności cywilnej Burów.
Jak Daisy to sobie później wytłumaczyła, telegram cesarza Wilhelma II do prezydenta Krugiera był jego impulsywnym odruchem na coś co uznał za kolejną kolonialną agresję Wielkiej Brytanii. Mając sama impulsywny charakter, była w stanie zrozumieć pochopny gest kajzera. Jednakże gwałtowna i agresywna reakcja społeczności angielskiej przeraziła ją. Silne pogorszenie się stosunków brytyjsko-niemieckich odczuła na własnej skórze: jej wysiłki zebranie dużego funduszu od Niemców i ich angielskich żon dla upamiętnienia diamentowego jubileuszu królowej Wiktorii zakończyły się miernym sukcesem.
Szczery ból i rozpacz Wilhelma z powodu śmierci babci, królowej Wiktorii, w styczniu 1901 r. spotkał się z pozytywnym oddźwiękiem w Anglii, czego obecna tam z okazji ślubu swojej siostry, księżna von Pless była naocznym świadkiem. Wyczuwając nadarzającą się okazję do poprawienia brytyjsko-niemieckich relacji, Daisy wyszła z niezwykle humanitarną inicjatywą, która według jej własnych słów mogłaby „wygładzić zazdrości i podejrzenia zrodzone wśród Niemców wojną burską“. Logicznie rozumując, że „nawet jeśli Bursowie są germańsko-holenderskiego pochodzenia i walczyć im przyszło z angielskim najeźdzcą, to i tak oficerowie i źołnierze obu stron, w obliczu śmierci, są równi sobie pod względem honoru i bohaterstwa“ i o ich groby troszczyć się należy w tej samej mierze, przystąpiła na początku 1901 r. do zoorganizowania Stowarzyszenia Kobiet lojalnych problemowi Południowej Afryki („Guild of Loyal Women of South Africa“).
Oddając głos księżnej: „Ciągnąca się długo podjazdowa walka, uniemożliwiała przedtem zrobienie czegokolwiek na ten temat. Nie byłam w stanie znieść myśli, że tysiące rodzin w obu krajach, opłakujących poległych krewnych, czują się dodatkowo przygnębionymi faktem zaniedbania ich mogił. Miałam przy tym nadzieję, że oprócz dostarczenia pewnej ulgi osobom indywidualnym, mój wysilek zaowocuje również ukojeniem politycznych ran wywołanych przez tę wojnę. Jednocześnie, nie dawała mi spokoju myśl, że Gordon Wood i wielu innych drogich mi przyjaciół, którzy w niej mężnie zginęli, leży gdzieś w dalekiej Afryce w zapomnianych grobach. Na grobie Gordona poleciłam wyryć słowa: Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będę, ponieważ był on najbardziej bezinteresownym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek znałam“. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Daisy_SAfrica_Madame_1901_crop

Od lewej do prawej: Pani Cornwallis-West („Patsy”), pułkownik Stackpool i księżna Daisy von Pless na pokładzie statku Kinfauns Castle odpływającego 20 marca 1901 r. z portu Southampton do Południowej Afryki.

O ile mi wiadomo, księżna von Pless nigdy nie wybrała się na osobistą inspekcję tych mogił. Przeto zagadką jest reprodukowane powyżej zdjęcie, na które natknęłam się przeglądając angielską prasę z marca 1901 r. Przedstawia ona Daisy i jej matkę, Patsy Cornwallis-West z pułkownikiem Stacpoolem na pokładzie statku Kinfauns Castle tuż przed jego wypływem 20 marca 1901 r. z Southampton do Południowej Afryki. Jak donosił Southampton Observer and Hampshire News wiózł on tam 440 żołnierzy kawalerii z oddziałów księcia Connaught i pułkownika Arthura Pageta. Lista pasażerów wymienia także kilka osób prywatnych, wśród nich księżną Abercorn i lady Hamilton, ale nie wspomina ani słowem o księżnej von Pless.
Wygląda na to, że Daisy z Patsy zjawiły się w Southampton, by pożegnać swoich znajomych. Pułkownik Arthur Paget i jego żona Minnie należeli do grona ich bliskich przyjaciół. Fakt, że księżna sfotografowała się przy okazji wydarzenia związanego ściśle z wojną burską, świadczyć tylko może o jej instyktownym wyczuciu korzyści z reklamy, jaką publikacja tego portretu zapewnić mogła jej nowej inicjatywie.
Zapoczątkowane przez Daisy działania zaczęły szybko przynosić rezultaty. Pieniądze, które wpływały na konta otwarte w Natal Banku w Południowej Afryce oraz w Messrs Hoare’s Banku w Londynie bardzo się liczyły, ale znacznie większe znaczenie miała wzbudzona przez tą akcję opinia publiczna. Pod jej wpływem regionalny rząd Kraju Przylądkowego zaczął ogradzać i porządkować miejsca dawnych bitew z pogrzebanymi żołnierzami, którzy w nich polegli.  W maju, gazeta Daily Mail obwieściła, że to samo postanowił zrobić rząd Natalu, który dodatkowo zobowiązał się do pokrycia kosztów ich utrzymania i pielęgnacji w przyszłości.
W obliczu tak honorowych deklaracji, księżna von Pless mogła w październiku 1901 r. zamknąć oficjalnie zbiórkę funduszów, przekazując 350 funtów oraz przyszłe kierownictwo akcją południowo-afrykańskiemu oddziałowi stowarzyszenia założonego przez nią niecały rok wcześniej. Jej kolejna chwalebna misja zakończyła się ponownie sukcesem!

Read Full Post »

Ogłoszone we wrześniu 1904 r. zaręczyny następcy tronu, cesarzewicza Wilhelma, z Cecylią księżniczką Maklenburgii i Schwerinu sprawiły, że całe Niemcy, a w szczególności Berlin, wypatrywały z niecierpliwością ślubu cesarskiego syna i przyszłego króla.
Nic więc dziwnego, że nowa w tym kraju Leila von Meister wpadła w euforię, czując się wyróżnioną po otrzymaniu zaproszenie na królewskie wesele. Świadoma faktu rzadko nadarzającej się okazji bycia naocznym obserwatorem historycznej ceremonii, nie omieszkała skrzętnie opisać ją w swoim pamiętniku.
Uroczystości rozpoczął wjazd księżniczki Cecylii do Berlina przez Bramę Branderburską 5-go czerwca 1905 r. Przyjechała do Niemiec dzień wcześniej z matką, wielką księżną Anastazją. Spotkana na stacji przez Cesarza i Cesarzową, zawieziona została do pałacu Bellevue, znajdującego się na terenie ogrodów Tiergarten. Stamtąd, jej przyszła teściowa zabrała ją nazajutrz na spotkanie z narzyczonym. Jechały złotą karetą zaprzężoną w osiem koni i otoczoną forysiami w ceremonialnych liberiach. Towarzyszyła im procesja złożona, zgodnie z tradycją na tą okazję, z urzędników poczty i członków cechu rzeźników, ubranych w czarne garnitury i wysokie kapelusze. Przeciwagę ich niepewnej jazdy konnej zapewniały dwa oddziały zawodowej kawalerii.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Powitanie Cecylii, księżniczki Meklemburii i Schwerinu przez burmistrza Berlina 5 czerwca 1905 r. Ilustracja opublikowana przez Black and White 10 czerwca 1905 r.

Powitana formalnie przy Bramie Branderburskiej przez burmistrza stolicy, Cecylia i jej konwój połączyły się na Placu Paryskim z orszakiem cesarzewicza Wilhelma, który przybył z Pałacu Królewskiego aleją Unter der Linden. Witani entuzjastycznie przez tłum ludzi zgromadzonych na ulicach, wrócili razem do pałacu by przyjąć delegacje z życzeniami od licznych organizacji i przedstawicieli społeczeństwa niemieckiego. Dzień zakończyli na galowym przedstawieniu w operze, gdzie – jak wspomina księżna Daisy – wszyscy czuli się z powodu panującego upału jak „w środku pieca“.
Następnego dnia po południu odbył się ich ślub. Biedna Leila, która ugrzęzła po drodze w korku, o mały włos nie zostałaby wpuszczona do środka. Ignorując rozkazy strażników, próbujących ją zatrzymać, chwyciła swój tren i podniosła spódnicę sukni, by szybko pokonać stopnie klatki schodowej i wpaść do kaplicy pałacowej tuż za ostatnią osobą z weselnego konduktu. W środku nie było czym oddychać. W stosunkowo małym pomieszczeniu zgromadziło się prawie trzy tysiące osób!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Slub cesarzewicza Wilhelma z Cecylią, księźniczką Meklemburgii i Schwerinu w kaplicy cesarskiego pałacu w Berlinie 6 czerwca 1905 r. Ilustracja opublikowana w Black and White 17 czerwca 1905 r.

Po złożeniu przysięgi, młoda para i goście przeszli do Białego Holu (Weisser Saal), gdzie nowożeńcy i ich rodzice usiedli na podwyższeniu, by przyjąć ukłony od swoich poddanych. Leila dobrze się na ten moment przygotowała, jadąc wcześniej do Paryża, by zamówić tam sobie wykwitny strój – jasno-niebieską suknię z gazy i szyfonu, ozdobioną cekinami, których wielkość i granatowy kolor topniały stopniowo od dołu ku dekoltowi. Jej tren z niebieskiej satyny obrębiony był falującym aksamitem. Szerokość tej oblamówki zmniejszała się idąc w górę, by zupełnie zniknąć przy dojściu do ramion.

Leila_1902

Wysoka i smukła jak księżna von Pless i hrabina Nancy von Hochberg, Leila von Meister dołączyła się do żartu Daisy.

Zanim jednak nadeszła jej kolej, spotkała na parkecie księżną Daisy von Pless. Ta, ubrana była w białą suknię iskrzącą się złotymi cekinami, z trenem z niebieskiej gazy oraz turkusową koronę i biżuterię. Towarzyszyła jej Nancy Roche z brytyjskiej rodziny arystokratycznej Fermoyów, od stycznia 1905 r. żona jej szwagra, hrabiego Fritza von Hochberg. W opisie kolejnych wydarzeń oddaję glos Leilii:
„Daisy Pless, która wyglądała przepięknie i, jak zwykle miała na myśli jakiś żart, uznała, że powinniśmy złoźyć pokłon razem jako trzy, wysokie na prawie sześć stóp, angielskie damy. Przypomniałam jej, że w świetle obowiązującej etykiety, nie jest to możliwe, ponieważ należymy do różnych klas, ale ona tego nie przyjęła, wierząc że rodzinę cesarską ubawimy tym gestem w świetle otaczającej jej śmiertelnej powagi. Zawsze gotowa na przygodę, zgodziłam się i oto, pod reżyserią księżnej Daisy razem w trójkę wykonałyśmy wielce pedantyczny ukon, najpierw w stronę nowożeńców, a potem w kierunku ich cesarskich mości. Zostałyśmy za to „nagrodzone“ zdziwionymi spojrzeniami i szmerem duszonego chichotu przy naszym wyjściu“. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Widowiskowym akcentem wieczoru był tradycyjny Taniec z Pochodniami (Fackeltanz) w rytmie podobnym do poloneza. Poprowadził go hrabia Eulenburg, za którym szło dwunastu paziów niosących duże, zapalone świece, a za nimi sunęła w takt muzyki młoda para. Pokonawszy całą długość sali, rozdzielili się, stając na czele dwóch korowodów wyprowadzających gości: księżniczka Cecylia mężczyzn, a cesarzewicz damy. Orkiestrą grenadierów drygował książę Joachim Albrecht Pruski, kuzyn cesarza Wilhelma II. Oryginalne nagranie tego utworu zachowało się do naszych czasów. Zapraszam do jego odsłuchania i przeniesienia się w tamtą epokę:

 

Read Full Post »

Statystyki na moim blogu pokazują, że największą popularnością cieszą się wpisy cytujące wspomnienia osób, które miały okazję poznać osobiście księżną Daisy von Pless. Ja także bardzo je lubię i zawsze doznaję podniecenia, kiedy wpadnie mi do ręki kolejna publikacja, zawierająca takie rekolekcje. Przeto niezmiernie mi miło, przedstawić dzisiaj Państwu panią Leilę von Meister i jej książkę „ Gathered Yesterdays“.
Leila von Meister, z domu Trapmann (1871 – 1957) urodziła się w miejscowości Sanbury nad Tamizą. Jej przodkowie pochodzili z bogatych rodzin, prowadzących od paru pokoleń plantacje bawełny w Południowej Karolinie. Pradziadek Leili był Niemcem, a prababcia Angielką. Jej rodzice pobrali się w 1860 r. w Charlestonie i wyjechali na miodowy miesiąc do Europy. Nigdy stamtąd nie wrócili, decydując się osiąść w Anglii.
W 1900 r., Leila poślubiła, jako jego druga żona, Wilhelma von Meistera, wysokiego rangą pracownika pruskiej administracji i podążyła za nim do Homburga, gdzie sprawował urząd Landrata.
Pozycja męża, jej dobra znajomość brytyjskiego ambasadora w Niemczech, Sir Franka Lascellesa, jak również osobisty czar, talent muzyczny i zdolności artystyczne otworzyły jej szybko drzwi najważniejszych salonów berlińskich, gdzie, oczywiście, spotkala ksieżną Daisy. W swojej książce, Leila, wybiórczo tylko, opisuje wydarzenia, które odcisnęły się w jej pamięci. Jednym z nich był spontanicznie zaaranżowany w lutym 1904 r. piknik w Hotelu Bristol.

Leila_Trapmann

Leila von Meister (1871-1957) poznała księżną Daisy wkrótce po swoim przyjeździe do Niemiec w 190o r.

Daisy podobał się on do tego stopnia, że odnotowała w swoim dzenniku pod datą 9 lutego 1904 r.: „Po przybyciu do Berlina, poszłam o wpół do jedynastej na bal piknikowy do Hotelu Bristol, który był niespodziewanie przyjemny. Opuściłam go o trzeciej trzydzieści, chociaż niektórzy zostali do ponad piątej“.
Pani von Meister podaje więcej szczegółów: „[Piknik ten] zorganizowany został ni stąd, ni z owąd, ale okazał się wielkim sukcesem. (…) Zostały na niego zaproszone jedynie młode pary małżeńskie, plus kilku dodatkowych mężczyzn jako partnerów do tańca. W sumie było nas od czterdziestu do pięćdziesięciu osób, i tylko przystojne kobiety. Rzecz jasna, księżna von Pless dzierżyła palmę pierwszeństwa, ale inne panie dzielnie jej w tym towarzyszyły: hrabina Szechneyi, czyli pierwotnie księżniczka Chimay, której mąż pracuje w austriackiej ambasadzie i która jest doprawdy cudowna i bardzo przyjacielska, księżna Salm-Salm, która jest austriacką arcyksiężniczką i, oprócz tego że jest ładna, ma tą wdzięczność i szyk, jakie posiadają wyłącznie dobrze urodzone Wiedenki, oraz hrabiny Fürstenberg, Sierstorpff, Matuschka i baronowa Boecklin, z których trzy ostatnie są Amerykankami, a wszystkie szczycą się piękną urodą“.

LAF.1804.tif

Według Leili von Meister, „Księżna Pless uznana byłaby wszędzie za piękność, ale w Niemczech, gdzie takie zjawisko jest rzadkością, świeci jak rozżarzona latarnia”. Foto Lafayetta w zbiorach V&A Museum

Oddawszy księżnej Daisy ten hołd, Leila zatrzymała się nad analizą jej fenomenu, którą przytaczam poniżej w całości:
„Księżna Pless uznana byłaby wszędzie za piękność, ale tu [w Niemczech], gdzie takie zjawisko jest rzadkością, świeci jak rozżarzona latarnia. Jest prawie tak wysoka, jak ja. Ma zgrabną figurę i najbielszą cerę, jaką kiedykolwiek widziałam. Jest doprawdy tym perfekcyjnym uosobnieniem blondynki, która w wyobraźni dziecka kojarzy się z ideałem „Zaczarowanej Księżniczki“. Na jej twarzy, oprócz urody, odbija się wielka słodycz i uprzejmość, a jej maniery czarują całkowitą naturalnością. Myślę, że właśnie ta jej cecha zdumiewa tutejszych ludzi, którzy tak strasznie dopasowywują się do feudualnej koncepcji bycia Księciem lub Księżniczką, że są w tym przytłaczający. Daisy, z jej irlandzkim buntem wobec konwenansów, niewątpliwie od czasu do czasu ich zaskakuje. Z tego co wiem, rodzina jej męża jest często boleśnie zmęczona próbami wtłoczenia szacunku wobec ustalonych niemieckich zwyczajów do jej ślicznej, kochanej, ale niesubordynowej główki.
Nie jestem pewna, czy jest ona tutaj szczęśliwa. Gościliśmy ją i jej męża kiedyś na obiedzie. Z tego co powiedziała – a raczej przemilczała – wnoszę, że czuje się uwięziona, jak ptak, oczywiście rajski, w złotej klatce! Jej męża nie polubiłam. Zrobił na mnie wrażenie osoby z poczuciem wygórowanej ważności, bez inteligencji, która by go przed tym powstrzymała. Jest dla mnie zimnym, próżnym i nadętym bufonem“. (tłumaczenie cytatow z tekstów angielskich © Barbara Borkowy)
Wkrótce po pikniku w Hotelu Bristol, pani von Meister, jak Daisy, zaproszona została przez Cesarzewicza Wilhelma na bal w starym pałacu poczdamskim, który był równie udany i rzadki w aranżacji, bo odbył się przy blasku świec woskowych.
Zarówno Daisy, jak Leila wyróżnione zostały spośród dam zaproszeniem do intymnej kolacji w dawnej prywatnej jadalni (tzw Konfidenztafelzimmer) Fryderyka Wielkiego, gdzie zasiadły w szóstkę do stołu zaprojektowanego specjalnie dla króla, który lubił spożywać swoje posiłki w samotności. Po zakończeniu jednego dania, jego środkowa część osuwała się do znajdującej się piętro niżej kuchni, by za chwilę wrócić z nową na niej potrawą, eliminując tym obecność służby.
Zabawę w miłym towarzystwie kontynuowano po południu następnego dnia w berlińskim pałacu Plessów, dokąd Pani von Meister przyszła ze swoją gitarą, księżna Ratiboru z trąbką, a jej synowie i Cesarzewicz przynieśli ze sobą skrzypce. „“Robiliśmy muzykę“ i mnóstwo hałasu od piątej do siódmej“ – zapisała w dzienniku Daisy.
Leila i Daisy zaprzyjaźniły się już wtedy na tyle, że niebawem Pani von Meiser gotowa była przekroczyć surową niemiecką etykietę dworską i wziąść udział w żarcie wymyślonym przez księżną von Pless. Ale o tym szerzej w następnym moim wpisie.

Read Full Post »

Księżna Daisy von Pless zmarła w Wałbrzychu 29 czerwca 1943 r. Ze zrozumiałych wzgłędów, wiadomość o śmierci dotarła do Anglii z opóźnieniem i dopiero 13 lipca 1943 r. The Times opublikował jej nekrolog napisany przez Harolda Nicolsona. Autor przywołał w nim fakty z źycia księżnej, podkreślił jej starania o utrzymywanie dobrych stosunków pomiędzy krajami, w których przyszło jej żyć oraz zasługi, jakie położyła na polu działalności dobroczynnej. Przypomniał również jej dawną pozycję społeczną i sławę jako członkini Edwardiańskiej socjety w Anglii oraz wspaniałej gospodyni w swoich rezydencjach na terenie Niemiec.

Za przykładem The Times’a, inne gazety zamieściły także artykuły o jej życiu i zgonie, uznając ją w nich szablonowo za „słynną Edwardiańską hostessę“! Harold Nicolson poczuł, że musi się temu sprzeciwić. Przypięcie jej takiej wizytówki znaczyło dla niego nie tylko spaczenie prawdy historycznej, ale – przede wszystkim – przekręcenie prawdy o jej charakterze i osobowości. Znał bowiem księżną bardzo dobrze.

Harold Nicolson (1886-1968) był człowiekiem nienagannie wykształconym, obytym i światowym. Idąc w ślady ojca, wybitnego dyplomaty brytyjskiego Arthura Nicolsona, oddał się po studiach służbie zagranicznej, która umieściła go na placówkach w Madrycie, Konstantynopolu, Teheranie i Berlinie. Berlin, gdzie przebywał od 1928 do 1929 był ostatnią stolicą, w której pracował. Stęskniony za swoją młodą rodziną, zrezygnował z dyplomacji w 1929 r. i zajął się zawodowo pisaniem, będąc już znany czytelnikom z kilku, wcześniej opublikowanych, biografii poetów angielskich. W decyzji tej sekundowała mu gorąco żona, wybitna pisarka Vita Sackville-West (1892-1962), jedyna córka 3. barona Sackville, którą poślubił w 1913 r. Ich bardzo niekonwencjonalny związek, naznaczony romansami Vity z Violet Trefussis i Virginią Woolf, przetrwał skandale i okazał się szczęśliwą przystanią na ich późniejsze lata. Poza twórczością intelektualną, obydwoje małźonkowie oddali się pasji ogrodniczej, czego wynikiem był – i nadal jest – światowej sławy ogród, otaczający ich rezydencję w Sissinghurst w hrabstwie Kent.

61028762

Krewna księżnej Daisy, Vita Sackville-West z mężem, Haroldem Nicolsonem.

Jak nazwisko Vity, zawierające człon „West“, wskazuje była ona krewną księżnej Daisy von Pless de domo Cornwallis-West. Dziadek księżnej Daisy ze strony ojca, Fryderyk West  i pradziadek Vity, John West byli braćmi, synami 2. hrabiego de la Warr. Rodziny pozostawały ze sobą w kontakcie. Dziewięcioletnia Vita była jedną z drużek na ślubie Shelagh z księciem Westminsteru w 1901 r. Brat księżnej, Jerzy, wspomina w swojej książce o licznych wakacjach spędzanych w przepięknej rezydencji Sackville-Westów w Knole – tak bardzo ukochaną przez Vitę, że stała się ona przewodnim „charakterem“ jej najsłynniejszej powieści „Edwardians“. Daisy też tam bywała, a Vita i jej matka Wiktoria conajmniej dwa razy gościły w Książu, nie mówiąc o póżniejszych tam wizytach Vity z Haroldem. Harold więc był w jak najbardziej dogodniej pozycji, żeby zabrać głos po śmierci księżnej Daisy i zapewnić jej odpowienią ocenę historyczną. Jego śliczne wspomnienia, przepełnione szczerą nutą sympatii i zrozumienia, przytaczam w całości poniżej. Ukazały się 22 lipca 1943 r. w prowadzonej przez niego na łamach czasopisma The Spectator kolumnie zatytuowanej „Marginal Comment“:

„Nekrologi księżnej von Pless, jakie ukazały się w gazetach zeszłego tygodnia, opisują ją jako „słynną Edwardiańską hostessę“. Mijają się w tym z prawdą. Kobiety, które w pierwszym dziesięcioleciu tego wieku wcieliłī się w tę rolę, były z zasady istotami bez ludzkiego oblicza: strwardniałymi do szpiku kości, przesadnie ambitnymi i zachłannymi na pieniądze potworami, ubranymi w stroje o wysokich tiulowych kołnierzach usztywnionych fiszbinami i wybuchającymi śmiechem tak wysokim i sztucznym, jak tiary w ich włosach. Ich małe emaliowane torebki od Faberge’go podrapane były pierścieniami z olbrzymimi szmaragdami; wielkie donice z trawą pampasową zakrywały w ich buduarach liczne fotografie w srebrnych ramach; bransolety na nadgarstkach brzękały szorstko przy rozdawaniu kart lub filiżanek z herbatą; ich sympatie były zawężone, a emocje zamaskowane; nie pozwalały sobie na naturalne odruchy; nawet zabawne zdziwienie z powodu gafy, popełnionej przez kogoś spoza ich kręgu, wyrażane było suchym rechotem.

Prawdą jest, że kiedy panowanie Edwarda VII dobiegło swojego ociężałego w luksusie końca, przywódczynie Edwardiańskiej socjety pozwoliły sobie na pewne zmiany. Niezliczone stoliczki, z ustawionymi na nich bombonierami i srebrnymi ornamentami oraz towarzyszące im lampy z falbaniastymi abażurami ustąpiły miejsca prostszej aranżacji; zdjęcia w ramkach spakowane zostały do pustych szuflad szaf, a porcelanowe figury zastąpiły filigranowy nonsens, jaki rządził od czasów Wiktoriańskiej przesady. Same hostessy jednak pozostały tak samo wyniosłe, zimne i oślizłe, jak ryby z nefrytu zdobiące gzymsy ich kominków. Taka też była Edwardiańska gościnność, przepełniona zapachem soli kąpielowych unoszącym się w korytarzach łączących różne sypialnie. Daisy Cornwallis-West napewno taką nie była. Wyszła za mąż za Hansa Heinricha XV, Księcia von Pless kiedy była wciąż jeszcze dziewczynką w wieku szkolnym i dziewczynką w wieku szkolnym pozostała przez całe swoje życie.

Daisy_Girl

Wychodząc za mąż, księżna von Pless była „wciąż jeszcze dziewczynką w wieku szkolnym i dziewczynką w wieku szkolnym pozostała przez całe swoje życie”.

Urodziła się w rodzinie słynnej z dobrego wyglądu, aczkolwiek w dzieciństwie nie uchodziła za ładną. Nawet kiedy już uznano ją za jedną z najcudowniejszych kobiet Europy, z jej nosem ciągle było coś nie tak: był zbyt ruchliwy, zuchwały i podniecający, by zrobić z niej statycznie klasyczną piękność, ale jakimś cudem niejednego zastanawiał, jak ktoś tak śliczny może być zupełnie nieświadomy swojej urody. Łobuzerskie niedyskrecje, w które ten nos wsadzała, przerażający brak taktu jej wielu pytań i uwag nigdy nikogo nie oburzały: wręcz przeciwnie, zachwycały odkryciem, że w tym wyrachowanym świecie znaleźć wciąż można osobę aż tak nierozważną. Nie była pod żadnym względem przebiegła; choć całkowicie pozbawiona kalkulacji, swoim gorącym sercem ujmowała ludzi tak różnych, jak egoistycznego Edwarda VII, introwertycznego Williama II, swojego poważnego, aczkolwiek łaskawgo teścia oraz niezliczoną ilość innych, którzy z uwielbieniem ją otaczali. Nawet w środku pierwszej wojny światowej, kiedy już brakowało jedzenia, zawiadowca stacji w Berchtesgaden przemycał do jej przedziału kiełbaski zawinięte w potłuszczony papier z odręcznie napisanym ołówkiem życzeniem: „Gröss Gott!“

W Książu i w Pszczynie, normą były olbrzymie przyjęcia dla czterdziestu gości; status utrzymywany w jej kilku pałacach był taki, że kiedy opuszczała pokój rozlegał się dzwonek i wypudrowany lokaj towarzyszył jej gdziekolwiek szła; jednocześnie, nawet tak dostojny gość, jak Ambasador, kładąc się do łóżka rozgniatał położony tam przez nią żartem placek z jabłkami, a chichot towarzyszący bitwie na poduszki rozbrzmiewał po korytarzach. Nie znaczy to jednak, że nie zajmowała się poważnymi sprawami. Od chwili przyjazdu do Niemiec, przerażona była okropnymi warunkami, w jakich mieszkali ludzie na Śląsku. Molestowała o to Kanclerza Rzeszy, zadręczała Cesarza oraz zjednała sobie sympatię i uwagę Cesarzowej. Nic więc dziwnego, że biedni poddani w jej majątkach obdarzali tę wesołą angielską dziewczynę sympatią i czułością, która oparła się dwóm wojnom.

Próba przeszczepienia jej dotychczasowego, rozbawionego trybu życia na grunt Pszczyny lub Książa nie całkiem się powiodła. Starszy o prawie dwadzieścia lat mąż, był tradycjonalistą. Bez przerwy nalegał, żeby była bardziej „fürstlich“, na co reagowała wybuchami młodzieńczego śmiechu, odbijającego się echem od namalowanych na sklepieniach mitologicznych postaci i cherubinów. Jej teść, panujący wtedy książę, wykazywał więcej zrozumienia i nie obraził się, kiedy zasiadła raz do obiadu w sukni uszytej z worków po końskiej paszy. Cesarzowa Fryderykowa (sama zgorzkniała na emigracji) wzięła tę tęskniącą za rodzinnym domem dziewczynę pod swoją protekcję, a Cesarz Wilhelm nigdy nie przestał otaczać jej szczerą troską. Jednakże, wybryki, do jakich była przyzwyczajona w Denbighshire i w Newlands Manor, przetransportowane na Śląsk straciły na swojej lekkości i spontaniczności. Młodzi niemieccy hrabiowie, baronowie i oficerowie zapraszani do Książa, choć bardzo chętni do uczestnictwa w zabawach o angielskim charakterze, nigdy nie wyczuwali kiedy należy ją przerwać. Pewnej nocy w Książu, zaplanowano piknik w zrujnowanej wieży w lesie. Służba została wysłana tam po południu z porcelanową zastawą, szklanymi kieliszkami i srebrnymi sztućcami; stół przygotowano jak za zamierzchłych czasów w sali bankietowej jakiegoś starego zamczyska, a wypudrowani lokaje stali za krzesłem każdego gościa. Niewinne igraszki przeszły jednak w hulankę: stół został wywrócony, a szkło i porcelana roztrzaskane. W pamięci jednego z uczestników pozostał obraz wielkiego srebrnego świecznika, leżącego na podłodze z wciąż płonącymi świecami, których wosk kapał do olbrzymiej kałuży szampana.

Przez pięćdziesiąt cztery lat swojego pobytu w Niemczech, księżna Pless nie opanowała języka niemieckiego. Nie była przez to w stanie zrozumieć niuansów niemieckiej etykiety, ani mocnych dynastycznych tradycji, jakimi inspirowała się rodzina Hochbergów. Jak sama wyznała w pamiętnikach: „Nigdy nie orientowałam się w rodowodach“. Jedynymi znanymi jej niemieckimi wyrażeniami były te, których używano w szpitalach i domach rekonwalescyjnych. Nigdy też nie przywiązywała wagi do drętwego ceremoniału niemieckiego dworu. Dla niej „kanapa była tym samym co sofa“, podczas gdy w ówczesnych Niemczech reprezentowała ona ważny symbol. Kiedy była jeszcze młodziutką kobietą, miała skłonność wtrącania się do wszystkiego. Niemcy, oczywiście, uznali to za angielską arogancję; jednakże, jej wszechobecna radość życia, którą każdemu ofiarowała, pokonywała nawet ich ograniczony punkt widzenia. Stała się więc pewnego rodzaju „wyjątkiem“, akceptowanym czasami z oszołomieniem, czasami z irytacją, ale przeważnie z tkliwością.

Od momentu wybuchu pierwszej wojny światowej, nie wyparła się swojej ojczyzny; wykorzystywała znajomości, a miała ich wiele, by zrobić wszystko i pomóc angielskim jeńcom wojennym. Cesarz (za co należy mu się ukłon) nie zaprzestał nad nią opieki, a nawet zaprosił ją do Pszczyny, gdzie miał swoją siedzibę, mimo ostrzeżeń, że pobyt Angielki, która głośno wyznawała swój patriotyzm, nie zostanie przez innych dobrze przyjęty. Później wysłana została na front serbski do pracy w pociągu sanitarnym, po czym oddelegowano ją do Berchtesgaden.  Gdy nastąpił pokój, majątek von Plessów – wielkości angielskiego hrabstwa, został podzielony, a ich olbrzymi dochód stopniał do skromnych wymiarów. Księżna Pless straciła niemieckie obywatelstwo, nie przyznano jej polskiego i stała się ponownie angielską poddaną, którą w zasadzie, zawsze była.

Ostatnie lata jej życia były tragiczne. Najmłodszy syn, zaaresztowany przez Niemców, zmarł po wyjściu z więzienia. Najstarszy, który przyjął polskie obywatelstwo, żyje na emigracji. Średni służy w polskiej armii w randze oficera. Ona sama, sparaliżowana i z zanikiem pamięci zamieszkała na starość w Książu i, podobno, nieświadoma nawet była, że Anglia i Niemcy prowadzą ze sobą nową wojnę. W tym wielkim pałacu przyszło jej umrzeć samej. Dawna pompa i świetność zniknęły, tak samo jak 4 000 służby, karoce, prywatny pociąg i sznury pereł. Jej radość z ich posiadania była zawsze jak radość dziewczynki w wieku szkolnym z nowej sukienki. W pretensjonalnym świecie była najmniej snobistyczną osobą, jaką kiedykolwiek znałem; w okrutnej rzeczywistości jaśniała radością i uprzejmością. Miała na świecie tylko jednego wroga – samotność, która ją w końcu pokonała“. (Tłumaczenie©Barbara Borkowy)

Read Full Post »

Announcement August 2013

I apologise to the readers of my blog for not publishing new posts until November 2013. This is because I have been commissioned to translate the Princess Daisy’s diary and must meet a very tight deadline. Keep your fingers crossed!

Przepraszam moich czytelników, ale do listopada 2013 r. nie będę publikowała na swoim blogu nowych artykułów. Otrzymałam zamówienie na tłumaczenie pamiętników księżnej Daisy i muszę to zrobić w bardzo krótkim terminie wyznaczonym przez wydawcę. Trzymajcie za mnie kciuki!

Read Full Post »

Older Posts »