Feeds:
Posty
Komentarze

Archive for Marzec 2014

Ogłoszone we wrześniu 1904 r. zaręczyny następcy tronu, cesarzewicza Wilhelma, z Cecylią księżniczką Maklenburgii i Schwerinu sprawiły, że całe Niemcy, a w szczególności Berlin, wypatrywały z niecierpliwością ślubu cesarskiego syna i przyszłego króla.
Nic więc dziwnego, że nowa w tym kraju Leila von Meister wpadła w euforię, czując się wyróżnioną po otrzymaniu zaproszenie na królewskie wesele. Świadoma faktu rzadko nadarzającej się okazji bycia naocznym obserwatorem historycznej ceremonii, nie omieszkała skrzętnie opisać ją w swoim pamiętniku.
Uroczystości rozpoczął wjazd księżniczki Cecylii do Berlina przez Bramę Branderburską 5-go czerwca 1905 r. Przyjechała do Niemiec dzień wcześniej z matką, wielką księżną Anastazją. Spotkana na stacji przez Cesarza i Cesarzową, zawieziona została do pałacu Bellevue, znajdującego się na terenie ogrodów Tiergarten. Stamtąd, jej przyszła teściowa zabrała ją nazajutrz na spotkanie z narzyczonym. Jechały złotą karetą zaprzężoną w osiem koni i otoczoną forysiami w ceremonialnych liberiach. Towarzyszyła im procesja złożona, zgodnie z tradycją na tą okazję, z urzędników poczty i członków cechu rzeźników, ubranych w czarne garnitury i wysokie kapelusze. Przeciwagę ich niepewnej jazdy konnej zapewniały dwa oddziały zawodowej kawalerii.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Powitanie Cecylii, księżniczki Meklemburii i Schwerinu przez burmistrza Berlina 5 czerwca 1905 r. Ilustracja opublikowana przez Black and White 10 czerwca 1905 r.

Powitana formalnie przy Bramie Branderburskiej przez burmistrza stolicy, Cecylia i jej konwój połączyły się na Placu Paryskim z orszakiem cesarzewicza Wilhelma, który przybył z Pałacu Królewskiego aleją Unter der Linden. Witani entuzjastycznie przez tłum ludzi zgromadzonych na ulicach, wrócili razem do pałacu by przyjąć delegacje z życzeniami od licznych organizacji i przedstawicieli społeczeństwa niemieckiego. Dzień zakończyli na galowym przedstawieniu w operze, gdzie – jak wspomina księżna Daisy – wszyscy czuli się z powodu panującego upału jak „w środku pieca“.
Następnego dnia po południu odbył się ich ślub. Biedna Leila, która ugrzęzła po drodze w korku, o mały włos nie zostałaby wpuszczona do środka. Ignorując rozkazy strażników, próbujących ją zatrzymać, chwyciła swój tren i podniosła spódnicę sukni, by szybko pokonać stopnie klatki schodowej i wpaść do kaplicy pałacowej tuż za ostatnią osobą z weselnego konduktu. W środku nie było czym oddychać. W stosunkowo małym pomieszczeniu zgromadziło się prawie trzy tysiące osób!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Slub cesarzewicza Wilhelma z Cecylią, księźniczką Meklemburgii i Schwerinu w kaplicy cesarskiego pałacu w Berlinie 6 czerwca 1905 r. Ilustracja opublikowana w Black and White 17 czerwca 1905 r.

Po złożeniu przysięgi, młoda para i goście przeszli do Białego Holu (Weisser Saal), gdzie nowożeńcy i ich rodzice usiedli na podwyższeniu, by przyjąć ukłony od swoich poddanych. Leila dobrze się na ten moment przygotowała, jadąc wcześniej do Paryża, by zamówić tam sobie wykwitny strój – jasno-niebieską suknię z gazy i szyfonu, ozdobioną cekinami, których wielkość i granatowy kolor topniały stopniowo od dołu ku dekoltowi. Jej tren z niebieskiej satyny obrębiony był falującym aksamitem. Szerokość tej oblamówki zmniejszała się idąc w górę, by zupełnie zniknąć przy dojściu do ramion.

Leila_1902

Wysoka i smukła jak księżna von Pless i hrabina Nancy von Hochberg, Leila von Meister dołączyła się do żartu Daisy.

Zanim jednak nadeszła jej kolej, spotkała na parkecie księżną Daisy von Pless. Ta, ubrana była w białą suknię iskrzącą się złotymi cekinami, z trenem z niebieskiej gazy oraz turkusową koronę i biżuterię. Towarzyszyła jej Nancy Roche z brytyjskiej rodziny arystokratycznej Fermoyów, od stycznia 1905 r. żona jej szwagra, hrabiego Fritza von Hochberg. W opisie kolejnych wydarzeń oddaję glos Leilii:
„Daisy Pless, która wyglądała przepięknie i, jak zwykle miała na myśli jakiś żart, uznała, że powinniśmy złoźyć pokłon razem jako trzy, wysokie na prawie sześć stóp, angielskie damy. Przypomniałam jej, że w świetle obowiązującej etykiety, nie jest to możliwe, ponieważ należymy do różnych klas, ale ona tego nie przyjęła, wierząc że rodzinę cesarską ubawimy tym gestem w świetle otaczającej jej śmiertelnej powagi. Zawsze gotowa na przygodę, zgodziłam się i oto, pod reżyserią księżnej Daisy razem w trójkę wykonałyśmy wielce pedantyczny ukon, najpierw w stronę nowożeńców, a potem w kierunku ich cesarskich mości. Zostałyśmy za to „nagrodzone“ zdziwionymi spojrzeniami i szmerem duszonego chichotu przy naszym wyjściu“. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)
Widowiskowym akcentem wieczoru był tradycyjny Taniec z Pochodniami (Fackeltanz) w rytmie podobnym do poloneza. Poprowadził go hrabia Eulenburg, za którym szło dwunastu paziów niosących duże, zapalone świece, a za nimi sunęła w takt muzyki młoda para. Pokonawszy całą długość sali, rozdzielili się, stając na czele dwóch korowodów wyprowadzających gości: księżniczka Cecylia mężczyzn, a cesarzewicz damy. Orkiestrą grenadierów drygował książę Joachim Albrecht Pruski, kuzyn cesarza Wilhelma II. Oryginalne nagranie tego utworu zachowało się do naszych czasów. Zapraszam do jego odsłuchania i przeniesienia się w tamtą epokę:

 

Read Full Post »

Statystyki na moim blogu pokazują, że największą popularnością cieszą się wpisy cytujące wspomnienia osób, które miały okazję poznać osobiście księżną Daisy von Pless. Ja także bardzo je lubię i zawsze doznaję podniecenia, kiedy wpadnie mi do ręki kolejna publikacja, zawierająca takie rekolekcje. Przeto niezmiernie mi miło, przedstawić dzisiaj Państwu panią Leilę von Meister i jej książkę „ Gathered Yesterdays“.
Leila von Meister, z domu Trapmann (1871 – 1957) urodziła się w miejscowości Sanbury nad Tamizą. Jej przodkowie pochodzili z bogatych rodzin, prowadzących od paru pokoleń plantacje bawełny w Południowej Karolinie. Pradziadek Leili był Niemcem, a prababcia Angielką. Jej rodzice pobrali się w 1860 r. w Charlestonie i wyjechali na miodowy miesiąc do Europy. Nigdy stamtąd nie wrócili, decydując się osiąść w Anglii.
W 1900 r., Leila poślubiła, jako jego druga żona, Wilhelma von Meistera, wysokiego rangą pracownika pruskiej administracji i podążyła za nim do Homburga, gdzie sprawował urząd Landrata.
Pozycja męża, jej dobra znajomość brytyjskiego ambasadora w Niemczech, Sir Franka Lascellesa, jak również osobisty czar, talent muzyczny i zdolności artystyczne otworzyły jej szybko drzwi najważniejszych salonów berlińskich, gdzie, oczywiście, spotkala ksieżną Daisy. W swojej książce, Leila, wybiórczo tylko, opisuje wydarzenia, które odcisnęły się w jej pamięci. Jednym z nich był spontanicznie zaaranżowany w lutym 1904 r. piknik w Hotelu Bristol.

Leila_Trapmann

Leila von Meister (1871-1957) poznała księżną Daisy wkrótce po swoim przyjeździe do Niemiec w 190o r.

Daisy podobał się on do tego stopnia, że odnotowała w swoim dzenniku pod datą 9 lutego 1904 r.: „Po przybyciu do Berlina, poszłam o wpół do jedynastej na bal piknikowy do Hotelu Bristol, który był niespodziewanie przyjemny. Opuściłam go o trzeciej trzydzieści, chociaż niektórzy zostali do ponad piątej“.
Pani von Meister podaje więcej szczegółów: „[Piknik ten] zorganizowany został ni stąd, ni z owąd, ale okazał się wielkim sukcesem. (…) Zostały na niego zaproszone jedynie młode pary małżeńskie, plus kilku dodatkowych mężczyzn jako partnerów do tańca. W sumie było nas od czterdziestu do pięćdziesięciu osób, i tylko przystojne kobiety. Rzecz jasna, księżna von Pless dzierżyła palmę pierwszeństwa, ale inne panie dzielnie jej w tym towarzyszyły: hrabina Szechneyi, czyli pierwotnie księżniczka Chimay, której mąż pracuje w austriackiej ambasadzie i która jest doprawdy cudowna i bardzo przyjacielska, księżna Salm-Salm, która jest austriacką arcyksiężniczką i, oprócz tego że jest ładna, ma tą wdzięczność i szyk, jakie posiadają wyłącznie dobrze urodzone Wiedenki, oraz hrabiny Fürstenberg, Sierstorpff, Matuschka i baronowa Boecklin, z których trzy ostatnie są Amerykankami, a wszystkie szczycą się piękną urodą“.

LAF.1804.tif

Według Leili von Meister, „Księżna Pless uznana byłaby wszędzie za piękność, ale w Niemczech, gdzie takie zjawisko jest rzadkością, świeci jak rozżarzona latarnia”. Foto Lafayetta w zbiorach V&A Museum

Oddawszy księżnej Daisy ten hołd, Leila zatrzymała się nad analizą jej fenomenu, którą przytaczam poniżej w całości:
„Księżna Pless uznana byłaby wszędzie za piękność, ale tu [w Niemczech], gdzie takie zjawisko jest rzadkością, świeci jak rozżarzona latarnia. Jest prawie tak wysoka, jak ja. Ma zgrabną figurę i najbielszą cerę, jaką kiedykolwiek widziałam. Jest doprawdy tym perfekcyjnym uosobnieniem blondynki, która w wyobraźni dziecka kojarzy się z ideałem „Zaczarowanej Księżniczki“. Na jej twarzy, oprócz urody, odbija się wielka słodycz i uprzejmość, a jej maniery czarują całkowitą naturalnością. Myślę, że właśnie ta jej cecha zdumiewa tutejszych ludzi, którzy tak strasznie dopasowywują się do feudualnej koncepcji bycia Księciem lub Księżniczką, że są w tym przytłaczający. Daisy, z jej irlandzkim buntem wobec konwenansów, niewątpliwie od czasu do czasu ich zaskakuje. Z tego co wiem, rodzina jej męża jest często boleśnie zmęczona próbami wtłoczenia szacunku wobec ustalonych niemieckich zwyczajów do jej ślicznej, kochanej, ale niesubordynowej główki.
Nie jestem pewna, czy jest ona tutaj szczęśliwa. Gościliśmy ją i jej męża kiedyś na obiedzie. Z tego co powiedziała – a raczej przemilczała – wnoszę, że czuje się uwięziona, jak ptak, oczywiście rajski, w złotej klatce! Jej męża nie polubiłam. Zrobił na mnie wrażenie osoby z poczuciem wygórowanej ważności, bez inteligencji, która by go przed tym powstrzymała. Jest dla mnie zimnym, próżnym i nadętym bufonem“. (tłumaczenie cytatow z tekstów angielskich © Barbara Borkowy)
Wkrótce po pikniku w Hotelu Bristol, pani von Meister, jak Daisy, zaproszona została przez Cesarzewicza Wilhelma na bal w starym pałacu poczdamskim, który był równie udany i rzadki w aranżacji, bo odbył się przy blasku świec woskowych.
Zarówno Daisy, jak Leila wyróżnione zostały spośród dam zaproszeniem do intymnej kolacji w dawnej prywatnej jadalni (tzw Konfidenztafelzimmer) Fryderyka Wielkiego, gdzie zasiadły w szóstkę do stołu zaprojektowanego specjalnie dla króla, który lubił spożywać swoje posiłki w samotności. Po zakończeniu jednego dania, jego środkowa część osuwała się do znajdującej się piętro niżej kuchni, by za chwilę wrócić z nową na niej potrawą, eliminując tym obecność służby.
Zabawę w miłym towarzystwie kontynuowano po południu następnego dnia w berlińskim pałacu Plessów, dokąd Pani von Meister przyszła ze swoją gitarą, księżna Ratiboru z trąbką, a jej synowie i Cesarzewicz przynieśli ze sobą skrzypce. „“Robiliśmy muzykę“ i mnóstwo hałasu od piątej do siódmej“ – zapisała w dzienniku Daisy.
Leila i Daisy zaprzyjaźniły się już wtedy na tyle, że niebawem Pani von Meiser gotowa była przekroczyć surową niemiecką etykietę dworską i wziąść udział w żarcie wymyślonym przez księżną von Pless. Ale o tym szerzej w następnym moim wpisie.

Read Full Post »