Feeds:
Posty
Komentarze

Archive for Styczeń 2014

W czerwcu 1868 r., siedemnastoletnia Panna Alice Miles przyjechała z rodzicami do Anglii, by uczestniczyć w jej pierwszym w życiu Sezonie Londyńskim. Rodzina mieszkała od paru lat w Paryżu, oszczędzając na tańszym tam życiu w oczekiwaniu na śmierć Sir Williama Milesa, po którym majątek i tytuł baroneta przechodził na ojca Alice, Philipa Johna. Matką Alice była znana zarówno z urody, jak i z frywolności Francis Elizabeth Roche.
Panna Miles była niezwykle podeksytowana czekającymi ją wydarzeniami. Świadoma własnych wdzięków, podkreślonych najmodniejszymi paryskimi toaletami i pewna swoich kokieteryjnych zdolności, oczekiwała wielkiego sukcesu w zdobyciu bogatego męża. Swoje „zwycięstwa“ i „analizy“ admiratorów opisywała skrzętnie w pamiętniku.
Milesowie zatrzymali się w Londynie w domu kuzyna, malarza Augustusa Lumleya pod numerem 39 na Eaton Place. Znany dobrze na salonach stolicy, Augustus okazał się niezwykle przydatnym przewodnikiem po londyńskiej Socjecie. W zamian za kontakty, porady i wywiady na temat finansowej sytuacji potencjalnych kandydatów, śliczna Panna Miles zgodziła się pozować mu do portretu, który zaczął malować w piątek 3 lipca. Alice miała na sobie biało-niebieską suknię; jej długie, rozpuszczone blond włosy opadały na ramiona.
Nie było im jednak dane pracować w spokoju. Wkrótce służąca zaanansowała Sir Samuela Hayesa, którego Panna Miles musiała zobaczyć w sprawie prestiżowego Balu Gwardzistów. Jak tylko z nim skończyła, do pracowni wszedł przyjaciel i sąsiad Augustusa, William Cornwallis West. Alice była mile zaskoczona ujrzawszy mężczyznę „wysokiego na sześć stóp i trzy cale (prawie dwumetrowego) i niespotykanie przystojnego“, który w dodatku wydawał się być nią zachwycony od pierwszego wejrzenia. Nic więc dziwnego, że już po pięciu minutach śmiało ze sobą dowcipkowali, aż zdenerwowany Augustus przypomniał kuzynce o celu tego posiedzenia, a Williamowi o intencji jego wizyty słowami: „Drogi Weście, będąc sam artystą, powinieneś zrozumieć mój gniew, proszę Cię więc, żebyś uprzejmnie sobie poszedł, zabrawszy gobelin, po który przyszedłeś i pozwolił mojej modelce wrócić do jej obowiązków“. Niechętnie, William zrobił, co mu nakazano, ale nie wcześniej nim uzyskał od Alice obietnicę, że przyjdzie na bal wydawany przez niego w poniedzialek.

Alice_Miles_young

Panna Alice Miles (1850-1926) wierzyła w 1868 r., że podbije Londyn i szybko zdobędzie bogatego męża

Bal ten odbył się w londyńskiej rezydencji Westów pod numerem 49 na Eaton Place i w opinii Panny Miles był wielkim hołdem złożonym jej urodzie przez gospodarza, który, omijając obecne tam księżne i markizy, poprowadził ją na kolację. „Pan West jest naprawdę bardzo miłym mężczyzną“ – zapisała potem w swoim pamiętniku, nie omieszkając dodać co w międzyczasie się o nim dowiedziała: „jest kuzynem [tu opuściła nazwisko], którego spotkaliśmy niedawno i który przekazał nam, że najpiękniejszą teraz dla Cornwallisa rzeczą do oglądania w Londynie są moje włosy. Doniósł mi również, że jego roczne uposażenie waha się między 500 a 1000 funtów na rok, choć może być wkrótce znacznie wyższe. Niestety, w rodzinie podobno był przypadek szaleństwa, co mnie trochę niepokoi“. Niemniej jednak, Alice zdecydowała, że – „choćby dla zabawy, warto znajomość z Williamem Cornwallisem kontynuować…“.
Spotkali się ponownie już następnego dnia, we wtorek 7 lipca, na balu u pana Holforda, gdzie Panna Miles zatraciła się całkowicie w „najcudowniejszym walcu z Cornwallisem Westem – najlepszym tam tancerzem“, ignorując starych adoratorów w osobach Lorda Lansdowne, Lorda Cole i Kapitana Buckleya. Zwróciła jednak uwagę, że tego wieczora zainteresował się nią Wicehrabia Petersham, dziedzic do tytułu Hrabiego Harrington. Po kolejnym tańcu z Westem, wyszli ochłodzić się i „trochę poflirtować“ do galerii obrazów, gdzie William, wskazując na piękny obraz Greuzego, oświadczył jej, że będąc malarzem, pragnie ją uwiecznić w tej samej manierze. „Ma podobno najlepszą pracownię, jaką można sobie wyobrazić i chciałby, abym mu tam pozowała, bo światło w salonie nie jest wystarczająco dobre; (…) Tylko na wpół obiecałam mu, że przyjdę jutro. Potem poprosił mnie, bym następnego miesiąca przyjechała do niego i sióstr do ich pięknej rezydencji w Walii“.
Pierwsza sesja portretowa odbyła się w sobotę 11 lipca, po lunchu z siostrami Williama, Niną i Florence – „bardzo miłymi i całkiem przystojnymi dziewczynami“. „Jakże wesoło muszą one spędzać czas, prowadząc kawalerskie życie z bratem, który wydaje się im całkowicie oddanym. (…) Mają przepiękny dom, a jego pracownia jest rzeczywiście doskonała, usytuowana z dala od innych apartamentów i posiadająca, jak należy, dwa osobne wejścia – publiczne i prywatne“. „Lubię pozować panu Westowi, bo w przeciwieństwie do Augustusa nie karci mnie za każdym razem, kiedy się poruszę (…), chwali mnie tak często, jak mój kuzyn mnie krytykuje, pozwala mi się przekręcić jeśli tego potrzebuję i [w dodatku] przygotował mi pyszny podwieczorek o 5.30 składający się z prawdziwej francuskiej kawy, truskawek ze śmietaną, brzoskwiń, winogron, ciastek i innych małych smakołyków“.
Nie wiemy, jak przebiegły kolejne posiedzenia do portretu, ani czy w ogóle został on namalowany. W marzeniach Panny Miles bowiem, zapanował wkrótce Lord Petersham i jego majątek. Jak oświadczyła w pamiętniku: „Obowiązkiem każdej panny jest poślubienie 80 000 funtów rocznie, jeśli Opatrzność daje jej taką możliwość…“. Suma ta odnosiła się, oczywiście, do rocznych dochodów Lorda Petershama, którego umieściła na czele listy potencjalnych kandydatów do jej ręki.
Na odpoczynek po londyńskim Sezonie, Alice z rodzicami wyjechali do krewnych w Irlandii, skąd po tygodniu wracali do Anglii zatrzymując się po drodze u rodziny i znajomych. Dotrzymując słowa danemu Williamowi Cornwallisowi, 6 sierpnia 1868 r. przybyli na trzy dni do Walii. Alice skrupulatnie opisała swoje wrażenia, przemyślenia i kalkulacje:
„Jestem jednocześnie zachwycona i rozczarowana. Sam Ruthin – co mnie cieszy – jest doskonałym pałacem, usytuowanym pośród scenerii wymarzonej dla poety lub malarza. Ja jednak, nie będąc ani jednym, ani drugim, spoglądam prozaicznie na te piękne hektary, przeliczając je na złote suwereny, jakich są w stanie dostarczyć i, nawet w ostrożnym podejściu, widzę że ich suma nie byłaby taka mała. Niestety, jak na razie, Ruthin jest własnością starszego, aczkolwiek chorego, brata. Cornwallis na pewno odziedziczy go po jego śmierci, jak również po matce Newlands, przepiękną rezydencję w południowej Anglii. Wychodzi na to, że nie jest on aż tak złą partią, jak przedstawiał jego kuzyn, więc miałam rację w podtrzymywaniu z nim znajomości. Rozczarowana jednak jestem faktem, że zamiast uroczych gości, wyselekcjonowanych z najlepszych londyńskich salonów, ja i matka – dwie piękne, światowe damy – wpadłyśmy w środek artystycznego towarzystwa złożonego z ludzi znanych ze swojej wiedzy o obrazach, [odkopanych] kawałkach zardzewiałego żelastwa, drogocennych, ale jeszcze nie obrobionych kamieni i tym podobnych skarbów. (…) Zachwycam się dobrym obrazem, kiedy go widzę (…), ale, nie obrażając tych wartościowych obiektów, jestem przekonana, że istnieją bardziej intersujące tematy do rozmów niż ich pochodzenie, wiek lub poprzednie dzieje. Pozostali tu obecni, którzy nie są specjalistami od geologii lub innych zawiłych nauk, są z koleji zwariowani na punkcie muzyki, tak jak Florence i Nina West. Jednego wieczoru grano naraz na harpie, organach, pianinie i akordeonie. Choć dzwięki tych instrumentów są czarujące przez chwilę, na dłużej nie da się ich wytrzymać. W dodatku, co jest moją kolejną skargą, nie pozwolono nam rozmawiać podczas koncertu, co – wziąwszy pod uwagę, że trwał od obiadu do 1.30 nad ranem – jest chyba zbyt surowym zakazem. W rzeczywistości, zamiast zdobywać tam nowych adoratorów, z konieczności musiałam przyznać, że tylko nasz gospodarz [Frederic, starszy brat Williama] jest warty mojej dodatkowej uwagi, aczkolwiek i on jest trudny do pokierowania, bo też zarażony jest bakcylem sztuki i muzyki. Pod naciskiem ich obojgu, musieliśmy całe dnie spędzać w wielkim namiocie, gdzie z tytułu barbarzyńskiego „Eistedfod“ [sic!] mnóstwo uszczęśliwionych wieśniaków masakrowało Messiaha Handela oraz na wystawie sztuk pięknych, zorganizowanej dla oświecenia Walijczyków przez niezmordowanego Cornwallisa, tak jakby te biedne, ciemne stworzenia były w stanie rozróżnić Turnera od Claudego bez pomocy kogoś innego. Nawet to łagodnie zasugerowałam, ale West nie chciał o tym słyszeć. Miło z jego strony, że bierze na siebie zadanie uszlachetnienia tych nudnych dzikusów, z których połowa nie potrafi mówić po angielsku, ale jest on do nich bardzo przywiązany, a oni z koleji, mając ku temu wiele powodów, wręcz go uwielbiają. Im więcej ich razem obserwuję, tym bardziej jestem przekonana, że najlepiej by się stało, aby starszy brat jak najszybciej umarł, oddając władzę i prawo zarządzania młodszemu“.

Ruthin_entrance

Brama wjazdowa do walijskiego zamku Ruthin, gdzie Panna Miles gościła w sierpniu 1868 r. Foto z kolekcji autorki.

Panna Miles z rodzicami opuściła Ruthin w niedzielę 9 sierpnia, zdając sobie sprawę, źe ani kulturalny, wyrafinowany, lokalny patriota Cornwallis West, ani eksluzywnie walijska atmosfera Rutin nie są dla niej. Po kilku dniach, zatrzymawszy się u znajomych w Kelham Hall, rozkochiwała już w sobie kolejnego atrakcyjnego młodzieńca, Morlanda Huttona. Nie przypuszczam, aby William uronił z tego powodu łzę, aczkolwiek może szkoda mu było niedokończonego obrazu zostawionego na sztalugach londyńskiej pracowni…
Osobiście, jestem wdzięczna Pannie Miles, że w swojej paplaninie na kartkach pamiętnika przekazała nam tyle szczegółów o młodym Williamie Cornwallisie i jego rodzinie. Zachwycona jestem szczególnie słowami podkreślającymi jego walijski patriotyzm i wysiłki podejmowane dla utrzymania lokalnych tradycji.
To trudne słowo walijskie, które Alice z błędem napisała opowiadając o wydarzeniach, jakich była świadkiem to „Eisteddfod“ – czyli rokroczny festiwal odbywający się do dnia dzisiejszego na przemian w południowej, albo w północnej Walii w celu promocji kultury i języka walijskiego poprzez prezentacje poezji, prozy, teatru, tańcow, muzyki i sztuki wizualnej. W 1868 r. miał on miejsce w Ruthin, znaczenia czego głupiutka Panna Miles nie zrozumiała, jak również nie pojęła do końca zaangażowania rodziny Westów. Pomimo swojej miłości do Włoch, William Cornwallis West nigdy nie zapomniał, ani nie zaniedbał rodzinnych korzeni. Władał bardzo dobrze językiem walijskim, szanował walijską historię i zrobił wiele, zwłaszcza na polu kultury, by ją wzbogacić i rozpowszechnić. Zdobył tym sobie zaufanie i miłość okolicznej ludności. Na własne życzenie pochowany został w Ruthin na polu ofiarowanym przez ojca lokalnemu kościołowi. Jego grób został tak usytuowany, aby w dniu Sądu Ostatecznego wstał z niego na wprost ukochanego zamku, w którym jego rodzina mieszkała od paru pokoleń. Na pogrzebie lokalny chór wojskowy odśpiewał mu pożegnalny hymn walijski „Cyfaill yn Angau“.

Alice_Miles_mature

Alice w 1888 r. o włos uniknęła skandalu i po śmierci męża wyszła za swojego kochanka Gerarda Ames.

A Panna Miles? No cóż, przez dwa londyńskie Sezony nie udało jej się nikogo złapać. Jej arystokratyczni adoratorzy lubili z nią flirtować, ale żaden nie poprosił o rękę dziewczyny, co do skromności której mieli obawy i która była córką notorycznej w romansach Lady Miles. W 1870 r. matka popchnęła ją w związek ze starszym o 33 lat Georgem Duppa, mężczyzną, który dorobił się olbrzymich pieniędzy na hodowli i eksporcie owiec w Nowej Zelandii. Po paru latach małżeństwa zaczęła go zdradzać z przyjacielem rodziny, majorem Gerardem Ames. Gdy na świat przyszły dzieci, co do ojcostwa których George miał uzasadnione wątpliwości, wszczął postępowanie rozwodowe i wydziedziczył ją z majątku. Przed skandalem uratowła Alice jego śmierć w 1888 r. Wyszła potem za mąż za swojego kochanka i zamieszkała z nim w jego rodzinnym domu w Ayot St Lawrence.

George_Stella_Ayot_1

George_Stella_Ayot_2

George Cornwallis-West z żoną Stellą (Panią Patrick Campbell) podczas wizyt u Georga Bernarda Shawa w Ayot St Lawrence. Fotografie z Archiwum G.B. Shawa w LSE, Londyn.

Kiedy w 1899 r. umarł jej drugi mąż, przeniosła się do pobliskiej starej plebanii. Dla proboszcza wybudowała nowy dom, w którym jednak nigdy nie zamieszkał. Wynajęła go słynnemu dramatopisarzowi Georgemu Bernardowi Shaw. Dziś znajduje się tam muzeum, znane wielbicielom jego talentu jako „ Shaw’s Corner“. Życie płatające często żarty nie zawiodło w swojej ironii. Zanim stara Alice umarła w 1926 r., obserwować mogła gości odwiedzających G.B.Shawa, a wśród nich jego muzę, aktorkę Panią Patrick Campbell i jej męża – „wysokiego na sześć stóp i trzy cale i niespotykanie przystojnego“ syna Williama, Georga Cornwallis-Westa. (tłumaczenia tekstów z pamiętnika Alice©Barbara Borkowy)

Read Full Post »

Ojciec księżnej Daisy zażartował kiedyś, że miłość do sztuki nabył z mlekiem włoskiej niani, która opiekowała się nim kiedy przyszedł na świat we Florencji w 1835 r. Jego rodzice, Frederick Richard West i Theresa Whithy odbywali wtedy jedną ze swoich licznych wypraw do Italii, by poznać i studiować zbiory kolejnych galerii i muzeów oraz spędzić interesujący intelektualnie czas z osiadłymi tam rodakami z Anglii. Przebywający od 1821 r. we Florencji, poeta i pisarz, Walter Savage Landor, autor słynnych „Dialogów Fikcyjnych“ stał się ich bliskim przyjacielem, którego potem kilkakrotnie gościli w Newlands.
Politycznie, ich admiracja dla Włoch sprawiła, że stali się zagorzałymi zwolennikami Garibaldiego; intelektualnie, zrobiła z nich znawców Renesansu, którego dzieła zaczęli kolekcjonować. Na ścianach najpierw zamku Ruthin i rezydencji w Arnewood, a potem także Newlands Manor zawisało coraz więcej obrazów przywożonych z ich włoskich eskapad.
William Cornwallis był piątym dzieckiem, a trzecim synem Westów. Pierworodny – Frederick Arthur Myddleton urodził się 29 lipca 1828 r., ale zmarł po czterech miesiącach; drugi – Frederick Myddleton przyszedł na świat w 1830 r.
Jako „zapasowy“ dziedzic, William nie musiał myśleć o obowiązkach przyszłej głowy rodziny. Po ukończeniu prestiżowego Eton College, pobierał nauki prawnicze, ukoronowane w 1862 r. przyznaniem mu adwokatury w Lincoln’s Inn. Nigdy jej nie podjął, bo zarażony „bakcylem włoskim“ wrócił do ukochanej Florencjii, by prowadzić życie artysty, które zaczął od kopiowania obrazów starych mistrzów w Galerii Uffizzi. Ta idylla trwała do 1868, w którym to roku zmarł niespodziewanie jego starszy brat. William Cornwallis został wezwany przez matkę do domu i zarządzania majątkiem rodu. Uznając to za konieczność losową, wrócił bez sprzeciwu i lojalnie przejął zarówno rodzinne, jak i publiczne funkcje związane z pozycją Pana na Ruthin w północno-walijskim hrabstwie Denbingshire.
Nigdy jednak nie zarzucił swojej pasji i malował kiedy tylko mógł. W każdej rezydencji: Ruthin, Newlands czy Eaton Place w Londynie miał urządzoną pracownię, gdzie przesiadywał godzinami. W swoich wspomnieniach, ludzie z nim związani: znajomi, rodzina, przyjaciele i poddani, wszyscy kojarzyli go z wszechobecnymi sztalugą i paletą.
Skrupulatne kopiowanie dzieł wielkich artystów jest najlepszą drogą do ekspertyzy ich twórczości i zrozumienia stylu. Lata spędzone w Galerii Uffizzi nie poszły na marne. William Cornwallis West stał się nie tylko wielkim znawcą włoskiego Renesansu, ale też koneserem sztuki w ogóle, wrażliwym na piękno i wartość artystyczną kaźdego dobrze wykonanego obiektu. Od miłości do kolekcjonowania sztuki droga jest krótka, gdy posiada się odpowiednie finanse. William Cornwallis nie odziedziczył olbrzymiej fortuny, ale wszedł w posiadanie majątku na tyle dużego, że nie miał problemu z przeznaczaniem jego części na zakup wypatrzonych dzieł i poszerzanie kolekcji swojej babki i rodziców. Miał też szczęście, bo ówczesny rynek sztuki, przesycony po zawieruchach wojen napoleońskich, umożliwiał nabytek wartościowych obiektów po znacznie zniżonej cenie.
Rejest rodzinnej kolekcji Westów, jaki sobie sporządziłam w trakcie kilkuletnich badań osiągnął (do tej pory) liczbę 132 obrazów. Odjąwszy15 portretów przodków (nota bene wykonanych przez tak wybitnych malarzy jak Hoppner, Reburn, Kneller czy Lely), okazuje się, że w ciągu dwóch generacji Westowie weszli w posiadanie 117 dzieł, w przeważającej większości o włoskiej prowenencji! Jacopo Bassano, Bellini, Botticelli, Caravaggio, Pietro da Cortona, Giorgione, Guercino, Filippino Lippi, Moroni, Perugino, Rafael, Tycjan…by wymienić tych najsłynniejszych. Z Holendrów pochwalić się mogli Rembrandtem, Honthorsem i Miereveltem, a z malarstwa flamendzkiego Snydersem i czterema obrazami Davida Teniersa.
Pułkownik Cornwallis-West pozbywał się niekiedy obiektów ze swoich zbiorów w celu podreperowania domowego budżetu lub zdobycia finansów na zakup szczególnie wymarzonego obrazu, jaki pojawiał się na rynku sztuki, a w którego posiadanie – będąc pasjonatem – „musiał“ po prostu wejść. Nie mógł jednak nic sprzedać z kolekcji zdobiącej Newlands Manor, ponieważ rezydencja ta, z całym wyposażeniem, została zapisana przez jego matkę Theresę jego synowi, a jej wnukowi – bratu księżnej Daisy, Georgiemu. Rodzina Cornwallis-Westa mogła jej używać tylko do czasu śmierci Williama, która nadeszła 4 lipca 1917 r. W tym momencie cały majątek przeszedł na Georga. Niestety, nie na długo. Ogłoszony w 1918 r. bankrutem, musiał sprzedać i Ruthin i Newlands, by spłacić dłużników. Umiłowana, wypieszczona przez dziadków i ojca kolekcja poszła pod młotek w domu aukcyjnym Chriestie’s 11 lipca 1919 r. Nie muszę dodawać, że ówcześni dealerzy sztuki mieli tego dnia niezły połów…
Nie będąc tu w stanie omówić każdego obrazu ze zbiorów Pułkownika Williama Cornwallis-Westa, ograniczę się do przedstawienia losów kilku, których obecną lokalizację udało mi się ustalić. Zacznę od dzieła, które już za jego życia cieszyło się światową sławą:

Cosimo_Visitation_NGA

Piero di Cosimo (1462-1521), Nawiedzenie ze św. Mikołajem i św. Antonim Pustelnikiem: obraz zamówiony został w 1489 r. przez rodzinę Capponi do ołtarza w ich kaplicy w kościele Św. Ducha we Florencji; Giorgio Vasari opisał go w 1550 w swoich Żywotach; w 1773 został przeniesiony do willi Capponich pod Florencją; około 1850 r. stał się własnością Westów; Pułkownik Cornwallis-West wypożyczył go w 1891 r. na Wystawę Starych Mistrzów w londyńskiej Akademii Sztuk Pięknych; nie został wystawiony na aukcję Christie’s w 1919 r., ale w latach 1930-tych znalazł się w posiadaniu słynnych dealerów sztuki, Braci Duveen, od których zakupiła go w 1937 r. Fundacja Samuela H. Kressa, by w 1939 ofiarować go Narodowej Galerii Sztuki w Waszyngtonie, gdzie znajduje się do dzisiaj.

Lippi_Tobias_Angel_NGA

Filippino Lippi (1457-1504), Tobiasz i Anioł: Pułkownik Cornwallis-West nabył go w Londynie w 1879 r. jako dzieło Antonio Pollaluoli i sprzedał w 1887; obrazł trafił potem do słynnej angielskiej kolekcji Bensona, którą w 1927 r. zakupili Bracia Duveen; w 1936 r. dzieło weszło w posiadanie Fundacji Samuela H. Kressa, która w 1939 r. sprezentowała je Narodowej Galerii Sztuki w Waszyngtonie, gdzie obecnie moźna je podziwiać.

rocco_zoppo_giovanni_maria_di_b_-madonna_and_child_with_two_angels~OM503300~90000_20040122_N07965_55

Rocco Zoppo (1450-1510), Madonna z Dzieciątkiem i Dwoma Aniołami: do kolekcji Westów trafił jako obraz Pinturicchia (1454-1513) i jako taki został przez Williama Cornwallis-Westa wypożyczony na wystawę w Burlington House w 1891, na ekspozycję Wczesnej Sztuki Włoskiej w londyńskiej New Gallery w latach 1893-4 oraz Włoskich Obrazów Szkoły Umbrii w Burlington House w 1910; sprzedany na aukcji Christie’s w 1919 r., znalazł się w kolekcji prywatnej; w 2004 r. pojawił się, jako dzieło Giovanniego Marii B. Di Rocco Zoppy na aukcji Sotheby’s w Nowym Yorku, na której został nabyty przez kolejnego prywatnego kolekcjonera.

pontormo_jacopo_da_carucci-saint_francis_the_penitent_saint_jero~OMdc8300~10000_20110127_N08712_127

Jacopo Carruci da Pontormo (1494-1556), Św. Franciszek i Św. Hieronim: do 1984 r. te dwa panele złączone były z panelami innego pędzla, przedstawiającymi Madonnę z Magdaleną oraz Św. Jana Ewangelistę; całość uchodziła za dzieło Beccafumiego (Domenica di Pace) (1486-1552); George Cornwallis-West zatrzymał je dla siebie; po jego śmierci, zostało sprzedane w 1954 r. na aukcji w Londynie już jako praca Pontorma; ta para paneli pojawiła się ponownie na aukcji Sotheby‘s w Nowym Yorku w 2011 r. i znajduje się obecnie w nowojorskiej kolekcji prywatnej.

Giordano_Dives_Lazarus_Birmingham

Luca Giordano (1634-1706), Bogacz Dives i Łazarz: obraz z kolekcji Pułkownika Williama Cornwallis-Westa na zamku w Ruthin; sprzedany na aukcji Christie’s w 1919 r; od 1954 r. w zbiorach Muzeum i Miejskiej Galerii w Birmingham.

Moroni_Ercole_Tasso

Giambattista Moroni (1523-1579), Portret Erola Tasso: William Cornwallis nabył ten obraz w 1891 r. jako „Mężczyznę czytającego książkę“; sprzedany na aukcji Christie’s w 1919 r., przeszedł przez ręce kilku prywatnych kolekcjonerów; pozytwnie zidentyfikowany przez badaczy jako portret poety i filozofa włoskiego Ercola Tasso (1540-1613) trzymającego w rękach swoje własne dzieło „De Morte“ („O Śmierci“) nabrał dodatkowej wartości; od 1942 r. w zbiorach Instytutu Sztuki w Zanesville, w stanie Ohio, został ostatnio sprzedany na nowojorskiej aukcji Sotheby’s w 2008 r.

judith-1570-titian2

Tycjan (Tiziano Vecelli) (1490-1576), Judyta z głową Holofernesa: prawdopodobnie najdroższa perła w kolekcji Pułkownika Williama Cornwallisa-Westa, Judyta Tycjana była mało znana szerszej publiczności; jej właściciel wypożyczył ją tylko na dwie wystawy w Burlington House w 1893 i 1915 r.; sprzedana na aukcji Christie’s w 1919 r., została anonimowo sprezentowana w 1935 r. Instytutowi Sztuki w Detroit; po oczyszczeniu, okrzyknięta została przez badaczy za najlepsze dzieło Tycjana w jego późnym okresie!

Aż trudno uwierzyć, ale z podanymi powyżej przykładami, wyobrazić sobie można wśród jakich arcydzieł wzrastała od kolebki księżna Daisy. Fakt, że się tym wcale nie przechwalała, świadczyć tylko może, że taki ambience, nie doświadczając wcześniej innego, uznała za normalny, dopóki nie przyszło jej zamieszkać w niemieckich pałacach męża…

Read Full Post »