Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Czerwiec 2012

Przed tegoroczną sześćdziesiątą rocznicą objęcia tronu przez królową Elżbietę II, Wielka Brytania tylko raz obchodziła podobne wydarzenie. Było to w lipcu 1897 r., kiedy królowa Wiktoria i 450 milionów podwładnych w Imperium Brytyjskim święciło jej Diamentowy Jubileusz.

Daisy miała wtedy 24 lat i od sześciu lat była ksieżną von Pless. Jej status społeczny, patriotyzm i miłość do swojego kraju wymagały akcji. Młodziutka arystokratka wpadła na pomysł uczczenia tej okazji gestem, który połączyłby w sobie jej dwie ojczyzny – przekazania angielsko-niemieckiej ofiary pieniężnej na cel bliski sercu monarchini, Jubileuszowy Fundusz Pielęgniarski.

Był to jej pierwszy, tak szeroko zakrojony, projekt i niedoświadczona Daisy nie rozumiała trudności, z którymi przyszło się jej borykać. Zamiar swój zrealizowała, aczkolwiek tylko połowicznie – królowa Wiktoria została uhonorowana, ale wybrana przez nią organizacja dobroczynna pieniędzy nie dostała.

 Portret księżnej Daisy von Pless opublikowany w Country Life z okazji jej pobytu w Londynie w czerwcu 1897 r.

Mimo tego, w uznaniu jej wysiłku, w sierpniu 1897 r. Daisy otrzymała list od nadwornego sekretarza:  „Droga Księżno von Pless – Jej Królewska Mość z wielką wdzięcznością przyjęła album z listą angielskich kobiet zamężnych z Niemcami, jak również [niemieckich] dżentelmenów, którzy włączyli się w akcję wręczenia Jej Królewskiej Mości prezentu upamiętającego Diamentowy Jubileusz. Królowa prosi teraz Księżną, by była tak uprzejmą i przekazała szczere podziękowania wszystkim, którzy wzięli udział w tym wspaniałomyślnym przedsięwzięciu. (…) Jej Królewska Mość wyraziła życzenie, bym zapewnił [Księżną] że ofiarowaną jej pamiątkę w postaci bransoletki z diamentów i szmaragdów będzie sobie zawsze cenić. Z glębokim poważaniem – Arthur Bigge.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

W pierwszym wydaniu swoich pamiętników Daisy napisała, że jej Jubileuszowy projekt był „wielkim sukcesem.“ Ale w kolejnej publikacji przyznała, że droga do celu nie była ani łatwa, ani pomyślna.

Zaczęla od ogłoszeń w prasie, które umieściła już w styczniu 1897 r. Angielski The Times anonsował: „ Księżna von Pless zaprasza angielskie żony Niemców (oraz niemieckich rezydentów w Wielkiej Brytanii) do składek na poczet Diamentowego Jubileuszu, by wedle życzenia Królowej przekazać donację na Fundusz Pielęgniarek, któremu ubodzy ludzie Londynu wiele zawdzięczają od czasu rozpoczęcia działalności dziesięć lat temu. Potencjalni ofiarodawcy proszeni są o przesyłanie czeków wraz z nazwiskami i adresami do banku Credit Lyonnais, 40 Lombard Street, Londyn E.C.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

W połowie lutego 1897 r. zanotowała: „Mam już 283 funty; oczekuję od 250 do 300 funtów z tutejszej prenumeraty; komitet londyński postara się zrobić wszystko, by pomóc mi w Anglii; będzie to albo wydarzenie na małą [niemiecką tylko] skalę, albo rozwinie się do potężnych rozmiarów. W samym tylko Londynie żyje czterdzieści tysięcy Niemców. Bardzo jestem tym podekscytowana.“

W maju 1897 r. księżna von Pless z przykrością zrewidowała stan rzeczy: „Ilość dotacji tutaj nie rośnie; czterysta kobiet, do których napisałam, w ogóle mi nie odpowiedziało; myślę, że powodem jest zła relacja – a nawet nienawiść (sądząc po artykułach w prasie) pomiędzy Niemcami a Anglią; kilka osób odpisało mi, że ich mężowie zabronili im przesłania jakichkolwiek datków. Bogaci Niemcy w Londynie wspierają Jubileuszowy Fundusz Księcia Walii, jak również zamierzają sami ofiarować coś królowej. Obawiam się, że nic nie dorzucą do mojej zbiórki, chociaż poprosiłam swój komitet wykonawczy, by opublikował mój [następny] list we wszystkich gazetach brytyjskich…“ Dziesięć dni później dodała: „Moja prenumerata w Londynie nie odnosi sukcesu; żaden Niemiec nie da grosza; jestem przekonana, że wrogi stosunek wobec Anglii, jaki panuje wśród ograniczonej, zazdrosnej średniej klasy Niemców tam żyjących, jest nawet silniejszy niż w Niemczech. Zrobiłam wszystko co w mojej mocy i pracowałam bez wytchnienia w obu krajach; nic więcej nie jestem w stanie uczynić.“ (tłumaczenia © Barbara Borkowy)

Zobaczyła jeszcze w tej sprawie pana Moultona i księcia von Hatzfeldt, ówczesnego niemieckiego ambasadora w Londynie. Zamiast przekazać zebraną sumę do Funduszu Pilęgniarek, postanowiono przeznaczyć ją na mały prezent dla królowej. Wiktoria, choć niechętnie, zgodziła się na to, ale potem oddała ofiarowaną jej bransoletkę córce Beatrice.

W przeciwieństwie do niezbyt udanej kwesty ksieżnej von Pless, jej obecność na jubileuszowych obchodach okazała się wielkim sukcesem. Przygotowała się dobrze: wynajęła centralnie położony dom na Hill Street, przywiozła ze sobą służbę i konie i postanowiła nie przejmować się wydatkami. „Jestem młoda i lubię się bawić“ – stwierdziła, „wykorzystam ten czas jak najlepiej“. Jak dziecko cieszyła się nadaniem Bawarskiego Orderu Św Teresy i faktem, że będzie go mogła nosić podczas nadchodzących uroczystości.

Zapraszana była wszędzie i przez wszystkich. Była tak zajęta, że przerwała zupełnie pisanie pamiętnika. Jej ostatni wpis w 1897 r., pod datą 9 czerwca, obwieszczał: „Jesteśmy tutaj [w Newlands] od trzech dni, rozkoszując się sielanką życia wiejskiego po dwutygodniowej gonitwie przez atrakcje Londynu. Wychodziłam z [siostrą] Shelagh każdego wieczora; wracamy dzisiaj [do Londynu] na operę z księciem Christianem [Schleswig-Holstein], który potem przychodzi na obiad; jutro idziemy do teatru.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Relacje ówczesnej prasy pomagają odtworzyć częściowo jej wypełniony po brzegi harmonogram.  19 czerwca, razem z mężem, poszła do Klubu Ranelagh w podlondyńskim Barnes, gdzie podejmowano wybitnych gości kolonialnych, włącznie z indyjskimi maharadżami. Oglądnęli tam mecz polo i inne kompetycje w jeździe na koniach, plotkując w przerwach z przyjaciólmi i znajomymi.

22 czerwiec był najważniejszym dniem jubileuszowych obchodów – dniem procesji do katedry Św Pawła na dziękczynną mszę za królową, która odbyła się na placu przed kościołem. Królowej towarzyszyło jedynastu premierów kolonii brytyjskich oraz liczni przedstawiciele innych państw. Droga powrotna wiodła ulicami Londynu do siedziby burmistrza City, Mansion House, potem mostem London Bridge do południowego Londynu, by wrócić mostem Wetminster Bridge, mijając budynki Parlamentu, do pałacu Buckingham. Wszędzie witaly ją tłumy ludzi. Do głębi ujęta Wiktoria zapisała w swoim dzienniku: „Jestem przekonana, że nikt nigdy nie spotkał się z taką owacją, jaką mi zgotowano na tych sześciu milach trasy. (…) Okrzyki były wręcz ogłuszające, a twarze każdego przepełnione szczerą radością. Bardzo byłam wzruszona i wdzięczna.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

 Królowa Wiktoria na Jubileuszowej mszy dziękczynnej na placu przed katedrą Św Pawła w Londynie, 22 czerwca 1897 r. Foto: Royal Collection Trust

Wieczorem 24 czerwca, książę i księżna von Pless zaproszeni zostali na przyjęcie do palacu Buckingham. 27 czerwca poszli na obiad do niemieckiej ambasady wydany na cześć księcia Henryka Pruskiego, który reprezentował cesarza na jubileuszowych uroczystościach. Honorowymi gośćmi na tym obiedzie byli również książę i księżna Saxe-Coburg Gotha. Następnego dnia wzięli udział w garden party w ogrodzie pałacu Buckingham, gdzie mieli okazję spotkania rzadko pojawiającej się publicznie Wiktorii.

W międzyczasie zajęci byli przygotowaniami do udziału w balu kostiumowym zorganizowanym przez księżną Devonshire w jej londyńskiej rezydencji przy Piccadilly. Życzeniem gospodyni było „zjawić się w alegorycznym lub historycznym stroju sprzed 1820 r.“ Goście zorganizowali się w tzw Dwory, Grupę Orientalną i Procesję Włoską, na czele których stanęly prominentne damy socjety. Szczęśliwi posiadacze zaproszenia (a wysłano ich 700) nie szczędząc kosztów, wykonali ogromny wysiłek by pokazać się w kostiumie albo historycznie poprawnym, albo olśniewającym bogactwem i fantazją. Księżna von Pless znalazła się w Grupie Orientalnej prowadzonej przez księżną Devonshire personifikującą królową Zenobię. Daisy, jako przepiękna królowa Saba, przyszła ze swoją własną świtą, której członkami była jej siostra Shelagh i brat George. Książę von Pless wystąpił w roli księcia Orłowa na Dworze carycy Katarzyny Wielkiej, którą odegrała lady Raincliffe. Ball zaczął się wieczorem 2 lipca, a skończył nad ranem następnego dnia.

Księżna Daisy von Pless jako królowa Saba na balu kostiumowym wydanym przez księżną Devonshire. Jej siostra Shelagh (po lewej) była damą w jej świcie. Fotografie Lafayette’a z kolekcji autorki

Po dniu odpoczynku, Daisy i Shelagh wybrały się w powozie majora W.H. Grenfella na spotkanie Klubu Powoźniczego na polu paradnym Gwardii Królewskiej. Dwa tygodnie później Hans Pless uczestniczył, jako zawodnik, w podobnym spotkaniu czterokonnych zaprzęgów. Prowadzony przez niego powóz, w którym towarzyszyli mu Michał, Wielki Książę Rosji i księżna Torby, był jednym z pięciu, który z sukcesem zakończył trasę z parku St James w Londynie do Pałacu Kryształowego w Sydenham.

Rankiem 8 lipca książęca para von Plessów znalazła się ponownie w Klubie Ranelagh, by wziąć udział w rozrywkach na cześć kolonialnych oddziałów wojskowych. Wieczorem poszli na bal do pałacu Buckingham. Pałac ten ponownie odwiedzili 15 lipca, tym razem z okazji wydanego przez królową koncertu muzycznego. Orkiestrą i chórem drygował słynny Sir Walter Parratt.

Następnego dnia, w piątek, zaproszeni przez markiza i markizę Londonderry, przyszli najpierw na kolację, a potem na olbrzymi bal na 1 000 osób, uświetniony obecnością księcia i księżnej Walii. Już w sobotę, zaledwie po paru godzinach snu, księżna Daisy zjawiła sie na weekend w rezydencji lorda i lady Gerard, Eastwell Park w Kencie. Przybył tam również książę Walii.

Nawet w czasie późniejszego odpoczynku u rodziców w Newlands, Daisy nie odmówiła kolejnego zaproszenia i, 7 sierpnia, popłynęla na wyspę Isle of Wight na obiad z królową Wiktorią w jej pałacu w Osborne.

Kolejne tygodnie sierpnia Plessowie spędzili w Dublinie jako goście lorda i lady Cadogan. Lord Cadogan był wówczas przedstawicielem królewskim w Irlandii (Lord Lieutenant). Zatrzymali się w ich oficjalnej rezydencji, Viceregal Lodge, Phoenix Park.

Garden Party w ogrodzie Viceregal Lodge w Dublinie, wydana z okazji wizyty księcia i ksieżnej Yorku w Irlandii. Rysunek opublikowany w Illustrated London News w sierpniu 1897 r.

Ich pobyt zbiegł się z królewską wizytą księcia i księżnej Yorku (przyszłego króla Georga V i królowej Marii) w Irlandii. Chcąc nie chcąc, Daisy i Hans wpadli ponownie w wir ceremonii, przyjęć, bali i obiadów, stając się widoczną bardzo częścią dworskiego entourage‘u. Było to przyczyną rozkosznego incydentu, któremu nie oparły się relacje dziennikarzy. Jednym z głównych punktów królewskiej wizyty była inwestytura księcia Yorku na Rycerza Orderu Św Patryka. Księżna Daisy i lady Cadogan towarzyszyły wtedy księżnej Yorku. Daisy ubrana była na biało z niebieskimi akcentami kołnierza i wstążek upinających ramiączka. Na głowie miała biały kapelusz z piórami. Wyglądała prześlicznie. Gdy trzy damy wchodziły na uroczystość do sali Św Patryka, jeden z gapiów skomentował: „Zawsze twierdziłem, że księżna Pless jest najpiękniejszym członkiem rodziny królewskiej…“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Po dwóch dniach wyścigów konnych na torze Leopardstown i pożegnalnej garden party w ogrodach Viceregal Lodge, książę i księżna Yorku udali się do Irlandii Północnej.

Zmęczeni Plessowie mogli nareszcie pomyśleć o powrocie do Książa.

Reklamy

Read Full Post »

Odnosząc się do stycznia 1914 r., księżna Daisy zapisała w swoim pamiętniku: „Każdy wtedy myślał, że mój brat George ożeni się z Nancy Leeds. Była w nim bardzo zakochana i nie ukrywała swoich uczuć. Myślę, że pasowaliby do siebie pod wieloma względami. Lubię ją, bo zawsze była wobec mnie uprzejma i miła, no i oczywiście jest niesłychanie bogata.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Pani Wiliamowa Bateman Leeds (1873 – 1923), dla przyjaciół Nancy, była wdową po amerykańskim industrialiście, po którym odziedziczyła wielomilionową fortunę. W Europie – Londynie i Paryżu – zaczęła przebywać od 1909 r., ale angielska socjeta zaakceptowała ją w pełni po sezonie 1911 r. Wynajęła wtedy londyński dom Georga Keppela, który znajdował się pod numerem 16 na Grosvenor Square i tam pod opieką swojej rodaczki, lady Arthurowej Paget, wydawała wystawne przyjęcia.

Nie musiała długo czekać na adoratorów. Zwabieni jej urodą i pieniędzmi, cisnęli się drzwiami i oknami. We Francji byli to książę Murat, Comte Hely de Tallegrand-Perigard i książę Louis Napoleon Bonaparte; w Anglii lord Alexander Thynne, książę Argyll i lord Falconer. Nie przyjęła oświadczyn żadnego z nich. Mówiła, że nie chce wyjść za mąż bez miłości…

Bogata wdowa, pani W.B. Leeds, była w George’u bardzo zakochana. Foto: Library of Congress, Washington

George w tym czasie czekał na sformalizowanie rozwodu z Jennie (lady Randolph Churchill), którą opuścił po trzynastu latach małżeństwa. Ich związek był kontrowersyjny od momentu pierwszego spotkania na przyjęciu w zamku Warwick w lipcu 1898 r. „Miała czterdzieści trzy lata, wciąż odznaczała się urodą, nie wyglądała więcej niż trzydzieści, a jej wiek i żywotność dorównywały młodzieńczemu wyglądowi. Przyznaję, że pochlebiało mi to, iż taka atrakcyjna osoba zwróciła na mnie uwagę, ale tak się stało i natychmiast się zaprzyjaźniliśmy“ wspominał George, który już w pierwszym do niej liście z 29 lipca 1898 r wyznał: „ Myślałem o Pani wczoraj cały dzień, budując zamki na lodzie i wyobrażając sobie nasze wspólne życie.“ List ten ozdobił serduszkami.

George miał wówczas 23 lata i był tylko o dwa tygodnie starszy od jej syna Winstona. Rodzina i przyjaciele, włącznie z księciem Walii (przyszłym królem Edwardem VII) robili wszystko, by do małżeństwa nie dopuścić. Matka zżymała się na myśl o synowej, która młodsza o niecałe cztery lata, była w młodości jej rywalką. Ojciec ubolewał nad ewidentnym w przyszłości brakiem dziedzica i faktem, że jego syn bezmyślnie odrzuca możliwość poślubienia majętnej panny Muriel Wilson.

George odrzucił możliwość poślubienia Muriel Wilson (1871 – 1964), córki właściciela linii żeglugowej, Wilson Line. Foto ze zbiorów autorki

Jeśli Jennie, aczkolwiek o Georga zabiegała do granic ośmieszania się w towarzystwie, wachała się momentami przed podjęciem ostatecznej decyzji, on nie miał żadnych wątpliwości i w 1900 r. pobrali się w kościele Świętego Pawła w londyńskiej dzielnicy Knighsbridge. Nikt z rodziny Cornwallis-West nie przyszedł na ślub.

Nie ważne czy ich związek zaczął się od odurzenia – ze strony Jennie fizyczną atrakcyjnością i młodością Georga, zaś Georga jej sławą, wyrafinowaniem, niepospolitością, błyskotliwością, humorem, energią i, wciąż, urodą – ich romans przetrwał próbę czasu. Żadne z nich nie zrobiło tego dla majątku, którego nie posiadali. Wszyscy wiedzieli, że nękana problemami finansowymi Jennie zignorowała wcześniejsze lukratywne prospekty matrymonialne z Bourke Cockranem i z Williamem Waldorf Astorem.

Co więcej, George, choć bardzo przystojny, uprzejmy, czuły i dobrze ułożony, nie dorównywał intelektem i światowym obyciem ludziom, z którymi Jennie wówczas pracowała jako wydawca międzynarodowego literackiego kwartalnika „Anglo-Saxon Review.“

Nie odstraszyła jej też nigdy jego wręcz chorobliwa pasja do sportów terenowonych (polowania, łowienie ryb, tropienie jeleni, konkursy konne, jazdy automobilem) w których uczestniczył przy każdej nadarzającej się okazji i o których zwykł rozmawiać godzinami, a ich detalami dzielił się z nią nawet w miłosnych listach! Jedynaście lat małżeństwa spędzili jako solidna, szczęśliwa i oddana sobie para, przekonując o swoim uczuciu wszystkich, którzy na początku powątpiewali w miłość tego związku.

George Cornwallis-West poślubił o 20 lat starszą lady Randolph Churchill (Jennie) w 1900 r. Foto Jennie poniżej: Library of Congress, Washington

Siostra też ich zaakceptowała, ale momentami nie potrafiła się powstrzymać od złośliwości: „Żona Georga jest tutaj [w Monte Carlo], jak zawsze czarująca; wygląda dobrze, ale jest taka gruba; chodzi ślicznie ubrana i gra w kasynie…“  – napisała Daisy pod datą 9 kwietnia 1903 r. Zaś w kwietniu 1907 r., podczas wspólnych wakacji na południu Francji, zauważyła: „Biedaczka Jennie jest wciąż bardzo zakochana [w Georgu]; jest nadzwyczaj miła i nadal bardzo przystojna, ale różnica wieku jest smutnym i okropnym minusem (dzieci nie wchodzą w rachubę).“ (tłumaczenia © Barbara Borkowy)

Kwestia kontynuacji rodu Cornwallis-Westów, bezustannie Georgowi przypominana, musiała wisieć mu na sumieniu. Z biegiem lat doszło do tego oczekiwanie ratowania zagrożonego długami majątku rodzinnego. Najprostszym wyjściem z sytuacji była nowa, młodsza i bogata, żona. Koncepcję tą przedstawił Jennie w grudniu 1912 r., prosząc ją o „zwrócenie [mu] wolności.“ Sześćdziesięcioletna już wtedy Jennie propozycję tą gorzko przełknęła, ale się zgodziła. 20 stycznia 1913 r.  złożyła pozew rozwodowy.

George jednak nie do końca był z nią szczery. Jako gentleman, problemów swojego małżeństwa nie opisał w reminiscencjach, które opublikował w 1930 r. Mówi w nich o Jennie w samych superlatywach, ale przyznaje: „jeśli chodzi o pieniądze, nie miała żadnego wyczucia proporcji. Wartość pieniądzy nic dla niej nie znaczyła; liczyło się tylko to, co może za nie dostać, a nie za ile. (…) Ta ekstrawagancja była jej jedyną wadą.“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy) Pod tym względem sam nie był lepszy.

Trzeba przyznać, że początkowo się starał.  W pierwszych czterech latach małżeństwa był płatnym członkiem dyrekcji Brytyjskich Tramwaji Elektrycznych, z zupełnie przyzwoitą pensją. Praca jednak była poza Londynem i George, jak wielu ówczesnych dorobkiewiczów, postanowił dodatkowo zdobyć „szybki“ majątek w biznesie maklerskim. Zawierzył nieznanemu spekulatorowi o nazwisku Wheater i wszedł z nim w spółkę, wnosząc 35 000 funtów, ktore pożyczył pod zastaw swojego przyszłego dziedzictwa. Ich inwestycje okazały się katastrofalne.

Pomimo niestabilnej sytuacji materialnej, Jennie nadal utrzymywała wysoki poziom życia, robiła zakupy w Paryżu i z niespożytą energią podejmowała  się kolejnych prestiżowych projektów. Większość z nich kończyła się finansowym fiaskiem i dalszymi długami.

W 1908 r. była to autobiografia („Reminiscences of Lady Randolph Churchill“), w 1909 r. sztuka teatralna jej autorstwa („His Borrowed Plumes“), w 1911 r. bal na rzecz teatru szekspirowskiego, a w 1912 r. olbrzymia wystawa na Earls Court – „Anglia Szekspira“, połączona z Elżbietańskim Turniejem. Ten ostatni projekt był przysłowiowym gwoździem do trumny ich małżeństwa.

Jennie, całkowicie pochłonięta organizacją, nie miała dla Georga czasu. Wykorzystała go jednak do zdobycia kolejnych 15 000 funtów, posyłając go z misją do zakochanej w nim pani W.B. Leeds. Kiedy wyjechał do niej do Paryża, cały Londyn spekulował, czy tam już nie zostanie…

„Nienawidziłem tego co zrobiłem, stojąc na stanowisku, że transakcje monetarne między przyjaciółmi są, delikatnie mówiąc, niepożądane. (…) Pani Leeds zapytała, czy doradzam jej udzielenia tej pożyczki. Odpowiedziałem, że takiej rady nie mogę dać, ponieważ zawsze istnieje ryzyko, ale przyrzekłem Jennie zapytać ją o pieniądze, choć nie będę w żaden sposób o nie nalegać. Zgodziła się i przykro mi powiedzieć, ale straciła każdego penna z tej sumy. Pokryła swoje zobowiązanie bez słowa skargi i nigdy potem nie miała mi za złe, że stało się to przeze mnie“ – wspominał George w swojej książce. (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Pani Leeds nie była jednakźe jedyną kobietą zakochaną w przystojnym George’u. Od pewnego czasu kręciła się koło niego piękna i urzekająca aktorka.

Aktorka, pani Patrick Campbell, zdobywała George’a od 1909 r. Foto ze zbiorów autorki

[Beatrice] Stella z domu Tanner (1865 – 1940), występowała na scenie pod nazwiskiem swojego męża jako pani Patrick Campbell. Sławę zdobyła tytułową rolą w sztuce Pinera, „The Second Mrs Tanqueray“, którą zagrała w 1893 r. i w której George zobaczył ją po raz pierwszy jako osiemnastoletni młodzieniec. Dominowała po niej na deskach londyńskiego teatru przez następnych 20 lat. Jej orginalna uroda (matka była Włoszką) w połączeniu z, jak to George określił, „cudowną zdolnością konwersacji, ciętym humorem i gotowymi na wszystko ripostami“ sprawiały, że trudno było się jej oprzeć. Otoczona zawsze ciekawym towarzystwem, z zakochanym w niej po uszy G.B. Shawem na czele, zwabiała go coraz częściej do siebie, zazwyczaj pod pretekstem pomocy w czytaniu nowych scenariuszy.

Spotkali się w 1909 r., kiedy Stella zgodziła się zagrać w i wyprodukować sztukę napisaną przez Jennie. Od tego momentu „stała się ciągłym gościem w naszym domu“ – pamiętał George.  Ona zaś doszła do przekonania, że „jego życie nie było szczęśliwe“ i zaofiarowała mu swoją „przyjaźń i sympatię.“ (tłumaczenia © Barbara Borkowy)

Londyn plotkował, a Jennie nie przyjmowała tego do wiadomości. On zaś nie bardzo wiedział co zrobić i którą z trzech pań wybrać. Zaczął więc uciekać w podróże zagraniczne. W decydującym, 1913 r., wybrał się z siostrą Daisy na długą wycieczkę do Brazylii i Argentyny.

Nie stawił się na sprawę rozwodową, która odbyła się 15 lipca 1913 r.  Jak to było w zwyczaju, jego adwokat nie kontestował przedstawionego na niej „sfabrykowanego“ dowodu zdrady. Jennie otrzymała rozwód, który miał się uprawomocnić po dziewięciu miesiącach. Co stało się w ciągu tego czasu, możemy się domyśleć z desperackich dwóch telegramów, jakie księżna von Pless przysłała jej tuż przed finałową datą: „Nie zgadzaj się na decree absolute!!!“

Wbrew nadziejom rodziny na bogatą synową, gotową przywrócić im fortunę, George wybrał kolejną starszą od siebie kobietę, borykającą się z problemami finansowymi. Jennie poczuła się oszukana i w ostatnim liście do niego napisała „do widzenia na bardzo, bardzo długo…“

Ślub Georga z panią Patrick Campbell odbył się 16 kwietnia 1914 r., godzinę po uprawomocnienie się rozwodu. Wielu znajomych było tym faktem zdegustowanych, ale Stella mogła, w manierze swoich ciętych dowcipów, odetchnąć w triumfie: „nareszcie wygodne, podwójne łoże malżenskie po baraszkowaniu na szezlongu!“

Łożem tym jednak cieszyła się tylko przez pięć lat. George odszedł od niej w 1919 r. W zemście, nie zgodziła się na rozwód do końca swojego życia.

Ogłoszony w 1918 r. bankrutem, George musiał sprzedać cały majątek Cornwallis-Westów na pokrycie swoich długów. Pod młotek poszły rezydencje w Ruthin i Newlands wraz z całym wyposażeniem. Bezwzględni wierzyciele nie pozwolili jego matce zatrzymać nawet osobistych pamiątek. Bogaci szwagrowie, których małżeństwa przechodziły również kryzys, nie mogli i nie chcieli już pomóc.

Pani W.B. Leeds, od 1920 r. księżna Anastazja Grecka.

A pani W.B. Leeds? Wyszła za mąż dopiero w 1920 r. za księcia Krzysztofa, syna króla Grecji. Przyjęła tytuł księżnej Anastazji. Jej pieniądze przydały się bardzo w przywróceniu na tron grecki brata męża, króla Konstantego.

Zmarła na raka w 1923 r.

Read Full Post »

Siostra Daisy, Shelagh czyli Konstancja księżna Westminsteru, jak reszta jej rodzeństwa, lubiła brać udział w przedstawieniach teatralnych. Nie śpiewała może tak dobrze jak księżna von Pless, ale nie miała oporów przed występami na scenie dla rodziny, przyjaciół lub podczas wieczoru zorganizowanego na cele dobroczynne.

Nikt więc z gości zaproszonych do jej rezydencji w Eaton Hall na Boże Narodzenie 1911 r. nie był zaskoczony faktem, że program przygotowanych dla nich rozrywek obejmował również pokaz sztuk teatralnych. To co zobaczyli, przeszło ich najśmielsze oczekiwania…

Ale zanim tajemnica zostanie zdradzona, potrzebny jest prolog. Jest nim opis trzech lat rozpadającego się związku Shelagh z Bendorem  (Hugh, 2. księciem Westminsteru) – wymarzonym od dzieciństwa  mężem i ojcem jej dzieci.

Pomimo obiekcji ze strony jego rodziny, pobrali się w 1901 r.  On był jednym z najbogatszych ludzi w Wielkiej Brytanii, ona jedną z najpiękniejszych kobiet ówczesnej socjety. Okazała się też świetną hostessą. Mieli wiele wspólnych zainteresowań i obydwoje byli znakomitymi sportowcami. Ich pierwsza córka, Urszula, przyszła na świat w lutym 1902 r. Sielance jednak zaczęła przeszkadzać zbyt częsta obecność teściów i ich niekończące się wymagania finansowe.

W maju 1903 r. Shelagh wypłakała się siostrze; „powiedziałam jej“ – zapisała Daisy w pamiętniku – „że z wiekiem, każda kobieta staje się coraz bardziej rozczarowana życiem i mężem, który nie dorasta jej oczekiwaniom.“

W listopadzie 1904 r., ku wielkiej radości i dumie księcia Westminsteru, urodził się Edward, syn i spadkobierca tytułu. Wydawało się, że małżeństwo zostało scementowane na zawsze. Jak nigdy przedtem, pewna swojej pozycji Shelagh rzuciła się w wir życia towarzyskiego. Polowała, balowała, żeglowała i zaczęła wyjeżdżać w ciągnące się miesiącami podróże zagraniczne. To samo robił jej mąż Bendor. Ich przyjaciel Wilfrid Blunt tak skomentował ich ówczesne zachowanie: „George Wyndham [ojczym Bendora]  i Shelagh, księżna Westminsteru przyjechali po południu z Elbarrow. Spędzili cały ranek obserwując manewry wojskowe, po czym wsiedli do samochodu, przejechali trzydzieści mil po to tylko żeby wypić ze mną szybką herbatę i wracają, bo wieczorem wychodzą na obiad. Oto przykład szalonego tempa życia, jakie prowadzą dzisiejsze damy. Shelagh ma zawsze przy sobie pokojówkę, lokaja, szofera i kucharza. Książę [Bendor] w międzyczasie jest na rejsie w Irlandii z kolejnym szoferem, kucharzem i kilkoma jeszcze służącymi, nie mówiąc o łodzi w której będzie się wyścigował. Życie tych dwojga ludzi jest nieustającym galopem. Dłużej tak nie może być, bo skończy się to w Bedlam [angielski synonim Wariatkowa].“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Problem w tym, że robili to coraz częściej osobno. I może dlatego księżna Westminsteru nie odganiała od siebie adoratorów. Najbardziej wytrwałym z nich był hiszpański książę Alba.

Jimmy, książę Alba był przez lata gorącym wielbicielem księżnej Westminsteru. Foto: Library of Congress, Washington

Nazywany przez przyjaciół Jimmy, Jacobo Fitz-James Stuart y Falcó, 17. książę Alba de Tormes (1878 – 1953) był siostrzeńcem cesarzowej Eugenii. Ożenił się późno, w 1926 r., a polityce oddał się aktywnie dopiero w ostatnich dwudziestu latach swojego życia. Do tego czasu prowadził beztroską egzystencję bogatego playboya. Król Hiszpanii, Alfonso XIII, jak Jimmy zapalony gracz w polo, przedstawił go Westminsterom. W sierpniu 1910 r., był on oczywiście w świcie Alfonsa XIII, kiedy ten przybył z oficjalną wizytą do Eaton Hall na słynny „Polo Week“.

Shelagh, księżna Westminsteru (po lewej) z hiszpańską królową Eną w czasie wizyty Alfonsa XIII w Eaton Hall

Poznała go i zaprzyjaźniła się z nim również księżna Daisy, która potem zaprosiła go kilkakrotnie na Śląsk. Ale najpierw obie siostry i Hans, zostawiwszy dzieci z dziadkami w Ruthin, wybrali się w 1908 r. na wycieczkę do Sevilii, Burgos, Grenady i Madrytu, gdzie byli goszczeni przez księcia Albę w jego wspaniałym Palais de Liria.

Tragedia nastąpiła w lutym 1909 r. Podczas kolejnej nieobecności Shelagh, jej mały synek Edward dostał boleści brzucha, które początkowo zostały zignorowane przez lokalnego lekarza. Stanem dziecka zaniepokoił się dopiero następnego dnia, podejrzewając zapalenie wyrostka robaczkowegi. Specjalista z Londynu potwierdził jego diagnozę. Operacja jednak odbyła się za późno. Edward zmarł 13 lutego 1909 r. Rozpacz Bendora była ogromna, a jego żal i złość obróciły się przeciwko żonie, która „jeśli byłaby na miejscu, ze swoim synem, a nie Bóg wie gdzie, nigdy do tego by nie doszło!“  Fakt, że „zdruzgotana bólem“ Shelagh nie uczestniczyła w pogrzebie, napewno nie pomógł ich relacji.

Spragniony dziedzica, książę Westminsteru dał żonie jeszcze jedną szansę i w listopadzie 1909 r. Daisy dowiedziała się, że jej siostra zaszła w ciążę. Wszyscy modlili się o chłopca. 27 czerwca 1910 r. na świat przyszła kolejna córka, Maria Konstancja. Ojciec nawet na nią nie spojrzał…

Według zeznań Shelag na sprawie rozwodowej w 1920 r., jej mąż przestał z nią współżyć pod koniec 1909 r. Utrzymywali tylko pozory małżeństwa, pokazując się publicznie na wydarzeniach wymagających ich wspólnej obecności. Mieszkali pod jednym dachem, ale osobno. Po pewnym czasie Bendor przestał wracać na noc do domu, aż wreszcie zupełnie się z niego wyprowadził.

Księżna Westminsteru zaczęła tracić grunt pod nogami, tym bardziej, że doszły do niej plotki o romansie Bendora z aktorką, Gertie Millar.

Gertie Millar, popularna aktorka Gaiety Theatre, z Edmundem Payne w przedstawieniu „The Spring Chicken“.

Gertie Millar (1879 – 1952) była gwiazdą muzycznej komedii epoki Edwardiańskiej. Ciemnowłosa, wysoka i szczupła, była kobietą wielce atrakcyjną, o silnym charakterze i osobowości. Zdeterminowana i ambitna, doszła do sukcesu ciężką pracą. Była bogata, niezależna i bardzo popularna. Poślubiła równie słynnego kompozytora, Lionela Moncktona, twórcę jej największych przeboji, które pisał dla niej nawet po tym jak od niego odeszła. Jednym słowem, była dla Shelagh groźną rywalką.

Książę Westminsteru był nią zafascynowany i wcale tego nie ukrywał, o czym świadczą słowa Winstona Churchilla w liście do żony z 26 czerwca 1911 r.: „wychodzę zaraz na koncert, a potem idę do Grosvenor House [londyńskiej rezydencji Westminsterów]. Powiedziano mi, że Bendora tam nie będzie, by zabawiać króla i królową. Wyszedł z domu, nie zostawiwszy adresu, zobaczyć się ze znaną nam wszystkim z widzenia przyjaciółką [Gertie Millar]…“ (tłumaczenie © Barbara Borkowy)

Shelagh postanowiła zrobić wszystko, by przypomnieć mężowi o swoim istnieniu i wzbudzić jego zazdrość. Wiedząc, że kroniki towarzyskie będą o tym donosić, zaczęła się coraz cześciej pokazywać w towarzystwie przystojnego księcia Alby. W kwietniu 1911 odwiedziła ponownie Hiszpanię, tym razem podróżując z lady Helen Grosvenor , gdzie znów zatrzymała się  w pałacu swojego wielbiciela. W tym samym roku, zaraz po koronacji, Jimmy był jednym z uczestników jej wyprawy jachtem do Holandii. Widziany był z nią wszędzie – w Egipcie, w Mandelieu na południu Francji, a potem w Londynie podczas Elżbietańskiego Turnieju zorganizowanego w 1912 r. przez szwagierkę Jennie. W międzyczasie, Shelagh dostarczyła brukowcom kolejnej okazji do plotek i komentarzy.

Na święta Bożego Narodzenia 1911 r, zaprosiła swoją rodzinę i przyjaciół do Eaton Hall, rezydencji Westminsterów w hrabstwie Cheshire. Co miało być prywatną rozrywką, zostało później publicznie opisane i wyśmiane w prasie. „Skandal“ dotyczył jej aktu teatralnego, który natychmiast uznany zostal za próbę udowodnienia, że księżnej nie brakuje na scenie niczego czym pochwalić się może jej konkurentka.

Zagrała roztrzepaną chłopczycę w jednoaktówce zatytuowanej „Scaramouche“.  Ubrana w sweter i spódnicę dochodzącą tylko do kolan, pokazała widzom swoje śliczne nogi. Skakała przez krzaki, zjeżdżała po poręczach, wchodziła przez okna, siedziała z nogami opartymi na gzymsie kominka i paliła papierosy – czyli robiła to, co tytularnej ksężnej nie przystoi. „Była tak dobra, jak Gertie Millar w „The Spring Chicken!“ – mówiono potem.  Czy była tym usatysfakcjonowana?

Trudno powiedzieć, że Bendor był zazdrosny. Napewno był wściekły. Oliwy do ognia dolały szeroko publikowane zdjęcia Shelagh z zimowych wakacji w Mürren, w Szwajcarii, gdzie trenowała jazdę na łyżwach z ówczesnym czempionem, Felixem Locherem.

Księżna Westminsteru tańcząca na lodzie ze szwajcarskim chempionem, Feliksem Locherem. Foto: Central News

Elegancko ubrana w rzeczy opinające jej zgrabną figurę, wirowała w jego objęciach po lodowisku, nie zwracając uwagi na trzaskające aparaty fotografów z agencji Central News. Dla gapiów mogła być sensacją, ale konserwatywny (choć hipokrytyczny) mąż uznał jej zachowanie za szokujące i niemoralne. „Prawdziwa dama tak się nie zachowuje. (…) Co na to powiedziałaby moja babka, która była wielką przyjaciółką królowej Wiktorii. Dobrze, że już nie żyje i tego nie ogląda“ – skomentował oburzony, wygodnie zapominając o własnym postępowaniu.

Kiedy Shelagh wróciła do Londynu, książę Westminsteru przestał się do niej odzywać. 5 sierpnia 1912 r. wyjechał z Londynu do Eaton Hall. Shelagh  podążyła za nim w nadzieji konfrontacji. Zobaczywszy ją wchodzącą do pokoju, wyszedł bez słowa, nie zwaźając na gości, których podejmował.

W styczniu 1913 r. przysłal jej list, omawiający warunki separacji.

Read Full Post »

Polscy internauci i fani księżnej Daisy natknęli się niedawno na nieznane im do tej pory zdjęcie. Niniejszy blog przedstawia jego historię.

W południe 5 stycznia 1907 r. kawalkada pięciu aut zajechała przed rezydencję Rangemore Hall w hrabstwie Staffordshire. Prowadził ją gospodarz domu, lord Burton; w pozostałych samochodach siedzieli wykwintni goście, którzy  przyjechali w odwiedziny z oddalonego o czterdzieści mil Chatsworth – rezydencji księcia Devonshire. Z trzeciego auta wysiadł król Edward VII i towarzyszące mu damy: pani Keppel i księżna Daisy von Pless.

 Rangemore Hall koło Burton-upon-Trent, który król Edward VII odwiedził dwukrotnie: w 1902 i 1907 r.

Miejsce było dobrze znane królowi. Odwiedził je poprzednio w lutym 1902 r. Była to wtedy wizyta oficjalnie zapowiedziana i trwająca parę dni. Gospodarze mieli czas, żeby się do niej przygotować i spełnić wszelkie oczekiwania swojego monarchy, włącznie z wyposażeniem w nowym wschodnim skrzydle domu dyskretnego mieszkania dla jego ówczesnej kochanki, pani Lilly Langtry.

Rangemore Hall był siedzibą rodu Bassów, właścicieli browaru Bass w Burton-upon-Trent, założonego przez ich przodka w 1777 r. Produkowane przez nich piwo, zwłaszcza gatunek Pale Ale, było znane i dostępne na terenie całego Imperium Brytyjskiego. Eksportowano je również do Europy.

 Browar Bass w Burton-upon-Trent produkował piwo od 1777 r.

Znak firmowy browaru, łatwo rzucający się w oczy Czerwony Trójkąt, zarejstrowany został już w 1876 r. i piwo Bass stało się pierwszą zastrzeżoną marką w Wielkiej Brytanii. O jego wielkiej popularności niech świadczy fakt, że w latach 1880-tych było sprzedawane nawet w paryskich klubach, co Edouard Manet uwiecznił na obrazie „Bar w Folies Bergére“ (1882).

 „Bar w Folies Bergére“ (1882) Edouarda Maneta. Piwo Bass, ze znakiem czerwonego trójkąta, widoczne jest wśród butelek szampana

Program oficjalnej wizyty Edwarda VII w Burton w 1902 r. objął inspekcję słynnego browaru, gdzie król uroczyście odkręcił kurek z gorącą wodą i zapoczątkował proces fermentacji nowego mocnego piwa. Po paru latach dojrzewania, jego pierwsza, limitowana edycja, wypuszczona została na rynek w 1905 r., a następna, już znacznie większa, w 1911 r. Nazwane „King’s Ale“, piwo to sprzedawane było w eleganckich, wytłoczonych i zakorkowanych butelkach ze specjalną etykietą. Egzemplarze, które przetrwały do naszych czasów osiągają na aukcjach cenę nawet 80 funtów!

Butelka i etykieta piwa King’s Ale

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ponowna wizyta króla w Ragemore Hall w styczniu 1907 r. miała czysto prywatny character. Wpadł po prostu ze swoimi przyjaciółmi, z którymi świętował Nowy Rok w Chatsworth, na lunch do znajomego – Michaela Arthura Bassa, 1. barona Burton (1837 – 1909), piwowara, ale także zasłużonego polityka, członka Izby Lordów i wielkiego filantropa.

Goście przeszli do jadalni natychmiast po przyjeździe. W czasie posiłku serwowano im w tradycyjnych srebrnych kuflach King’s Ale – pamiętne piwo z 1902 r. Jak donosił później The Burton Observer, Edward VII był nim wielce usatysfakcjonowany!

Po lunchu wszyscy przenieśli się do ogrodu, gdzie czekał na nich lokalny fotograf, Ernest Abraham, by uwiecznić okazję zbiorowym portretem.

Następnego dnia witryna jego studia na Station Street w Burton-upon-Trent oblepiona była zdjęciami, które wtedy wykonał, a których przykład reprodukowany jest poniżej. Przedstawieni są na nim od lewej do prawej, w tylnym rzędzie: Ambassador Austriacko-Węgierski i lady Alice Stanley; w drugim rzędzie : Hon. Col. Legge, Markiz  Soveral, księżna Devonshire, Hamar Alfred Bass, lord Elcho, panna Jane Thornewill, królowa Alexandra, lord Burton (Michael Arthur Bass), lady Mar & Kellie i książę Henry von Pless oraz w rzędzie frontowym: lady Noreen Bass, panna Muriel Wilson, lady Desborough, lady de Grey, król Edward VII, lady Burton (Harriett Bass), księżna Daisy von Pless, pani Alice Fredrica Keppel i panna Bunny Thornewill. Thornewillowie byli członkami rodziny żony lorda Burtona.

 Portret zbiorowy gospodarzy i gości na lunchu w Ragemore Hall w styczniu 1907 r. Księżna Daisy von Pless siedzi trzecia z prawej w rzędzie frontowym. Foto Ernesta Abrahama, National Brewery Centre, Burton-upon-Trent

 Jak było wtedy w zwyczaju, na zakończenie wizyty król Edward VII i królowa Alexandra posadzili na pamiątkę drzewka w ogrodzie, po czym – o godzinie 15.40 – goście wyruszyli w drogę powrotną. Do Chatsworth dotarli parę minut po 17.00.

Wielka szkoda, że księżna Daisy nie przekazała nam swoich wrażeń z lunchu w Ragnemore Hall, a zwłaszcza opinii jej męża o King’s Ale. Czy je lubił?

Będąc sam właścicielem browaru w Tychach, niewątpliwie był zainteresowany jego historią i smakiem, który musiał różnić się bardzo od piwa tyskiego. Piwo tyskie bowiem było gatunkiem pilsnera, a jego sposób warzenia był diametralnie inny. W przeciwieństwie do piwa angielskiego, osiągane było ono metodą tak zwanej dolnej fermentacji odbywającej się w niskiej temperaturze od 7 do 12 stopni Celsjusza i zamiast wrzącej wody używano do niej lodu.

Dla piwoszy czytających ten blog, pozwolę więc sobie przytoczyć opinię jednego ze szczęśliwców, który miał niedawno okazję spróbować King’s Ale:

„ Kolor przy wlewaniu ciemnobrązowy z rubinowym odcieniem pod światłem. Kombinacja gorzkich owoców, melasy i karamelu z zastanawiająco korzennym, jak medykament, rumem. Delikatnie tytoniowy smak z nutą ciemnej czekolady, ale również interesująco chropowaty, przypominający do pewnego stopnia pieczone kasztany. Pikantność zmniejszająca się w miarę rozgrzania i zasadniczo malejąca. Przyjemny posmak w ustach, mocny ale nie mdlący.“

Read Full Post »